Daniel S. Zbytek: Indyjska rewolucja wyborcza

BJPDaniel S. Zbytek

15 maja 2014 Indyjska Główna Komisja Wyborcza ogłosiła oficjalnie wynik wyborów parlamentarnych.  Mimo, iż spodziewano się zwycięstwa koalicji pod przewodnictwem Indyjskiej Partii Ludowej (BJP – Bharatiya Janata Party), to skala tego zwycięstwa zaskoczyła obserwatorów indyjskiej sceny politycznej. BJP zdobyła 283 miejsc w izbie niższej (Lok Sabha), to o 11 więcej niż zwykła większość parlamentarna, a łącznie z partnerami koalicyjnymi zwycięscy mają 336 posłów na ogólną liczbę miejsc wynoszącą 543. Dotychczasowa partia rządząca, Kongres, uzyskała  44 miejsca ( w poprzednich wyborach zdobyła 209).

Skala tej klęski tej partii, partii Mahatmy Gandhiego, Javaharlala Nehru i Indiry Gandhi,  która doprowadziła Indie do niepodległości i rządziła przez 54 lata z 67 lat wolnej Republiki Indyjskiej jest niebywała, nie tylko ze względu na zasługi historyczne w walce z kolonialną władzą Wielkiej Brytanii, ale także ze względu na fakt, że będąc przez wiele lat partią władzy dysponowała rozbudowaną struktura administracyjną – aktywiści partyjni byli równocześnie urzędnikami rządowymi, stanowiąc  de facto odrębna kastę, dysponująca ogromnymi środkami finansowymi, dzięki którym mogli skutecznie nagradzać lojalnych wyborców i karać oponentów. Koszty kampanii wyborczej wyniosły około 5 miliardów dolarów, ustępując w skali globalnej tylko Stanom Zjednoczonym.

Oczywiście skala indyjskich wyborów także jest olbrzymia – w tym roku uprawnionych do głosowania było 815 milionów osób, czyli więcej, niż liczy populacja wyborców północnej półkuli Ziemi, od San Francisco do Władywostoku. Frekwencja wyborcza także była rekordowa – wyniosła 66,38%, najwyższa w historii Republiki. Zwycięska partia, BJP, uzyskała 31,0% oddanych głosów, ale zgodnie z indyjskim systemem wyborczym, odziedziczonym po Anglikach, okręgi są jednomandatowe i zwycięzca może być tylko jeden, co przełożyło się na  51,9% mandatów. Kongres pozyskał głosy 19,3% wyborców, ale uzyskał tylko 8,1% miejsc w parlamencie.

Niezadowolenie Hindusów wobec rządów Kongresu obrazuje także wynik aktualnego sekretarza generalnego partii Rahula Gandhi ego– W okręgu Amethi, w północno indyjskim stanie Uttar Pradesz, uzyskał on 46,64% głosów, co oznacza spadek o 25,14 w stosunku do wyborów w 2009 roku. Jest to najniższy w historii rezultat dla przedstawiciela dynastii Gandhich w okręgu, który gwarantował przedstawicielom rodziny Gandhich miejsce w parlamencie od kilkudziesięciu lat. Sukces odniosły też partie regionalne – AIDMK byłej aktorki Jayalalitthy w Tamilnadu, gdzie zdobyła ona wszystkie mandaty w tym stanie- 37, kolejna partia Trinamool Congrss w Bengalu Zachodnim z także żeńskim przywódcą : Mamatą  Banetjee uzyskał tylko 1,6% głosów, ale skoncentrowanych w jednym stanie, co umożliwiło uzyskanie 34 mandatów, czyli 6,3% miejsc parlamentarnych.

Poza Kongresem wielkim przegranym indyjskich wyborów roku 2014 jest lewica. Rządziła ona niepodzielnie przez kilkadziesiąt lat w Bengalu Zachodnim oraz w Kerali i zdobywała wiele mandatów na północy Indii. Obecnie w sumie ma 10 posłów. Ciekawostką politycznych decyzji jest fakt, że partia skłócona z Komunistyczną Partią Indii, Rewolucyjna Partia Socjalistyczna (Bolszewików) wstąpiła do koalicji pod przewodnictwem BJP – nic to jej nie dało, nie zdobyli nawet jednego mandatu.

Głównym tematem kampanii wyborczej była gospodarka. Spadek tempa wzrostu gospodarczego, brak inwestycji infrastrukturalnych, szalejąca inflacja, wysokie bezrobocie, szczególnie wśród młodzieży. Na tym tle skandale korupcyjne – węglowy, zamówień dla wojska, powszechnego łapówkarstwa urzędników, sędziów i policji i brak reakcji rządu w Delhi na oczywiste przestępstwa polityczne i urzędnicze, przyczyniły się w znacznej mierze do klęski wyborczej. Skala korupcji politycznej jest ogromna – nakłady na jedno miejsce w parlamencie wynoszą około 2 miliony dolarów – często w  postaci kopert z określona kwotą – np. około 100 dolarów, jak to miało miejsce w południowoindyjskim stanie Tamil Nadu, gdzie kandydaci rozsyłali koperty z gotówką dołączone do miejscowych gazet. Oficjalna kwota, która ustawowo mogą kandydaci przeznaczyć na koszty kampanii jest znacznie niższa, ok. 160 tysięcy dolarów, ale tych ograniczeń przyszli ustawodawcy i strażnicy prawa nie przestrzegają. Wybór na posła uznawany jest za doskonałą inwestycję, przynoszącą prawie 300% dochodu od zainwestowanego kapitału w skali pięciu lat (źródło Associatiopn for Democratic Reforms, New Delhi, 2014). Dochody parlamentarzystów pochodziły przede wszystkim z łapówek, płaconych przez przedsiębiorców zainteresowanych uzyskaniem zamówień rządowych lub korzystnego ustawodawstwa.

Korupcja polityczna była kojarzona przede wszystkim z Kongresem, tym bardziej, że zarzuty korupcyjne były kierowane pod adresem także i najwyższych władz tej partii. Sprawa dostaw szwedzkich dział Bofors dla indyjskiej armii wyszła na jaw dzięki publikacjom władz w Sztokholmie, które wykazały uwikłanie rodziny Gandhich i ich włoskiego pośrednika w płatnościach łapówkowych – sprawa nigdy nie została do końca wyjaśniona, kolejni premierzy związani z dynastią Gandhich pracowicie zamiatali wyniki dochodzeń pod polityczny dywan, i to tym bardziej zawarzyło na negatywnej opinii o elicie władzy.

Tradycje korupcji nie są czymś wyjątkowym w Indiach (oczywiście Indie nie są wyjątkiem na świecie), ale dynamiczny rozwój kraju notowany na początku XXI wieku stwarzał nowe miejsca pracy, szczególnie dla wykształconej młodzieży, co pozwalało bagatelizować skalę problemu. Stopa wzrostu dochodu narodowego, wynosząca ponad 8% była niższa niż chińska, ale znacznie większa niż w Stanach Zjednoczonych i Europie. Kongres na tej fali wzrostu osiągnął w roku 2009 decydujące, ponowne, zwycięstwo, a desygnowany przez przewodniczącą Kongresu, Sonię Gandhi, ponownie na premiera, byłego dyrektora Banku Światowego, Manmohan Singha stwarzało nadzieję, że te pozytywne tendencje ekonomiczne utrzymają się w przyszłości.

Niestety, rządy Kongresu w latach 2009 – 2014 to okres zapaści ekonomicznej i nieudolności administracyjnej, przy narastającej korupcji. Niezadowolenie społeczne zaowocowało ruchem społecznym charyzmatycznego lidera Anna Hazare – Indie Przeciwko Korupcji, na bazie którego powstała partia Aam Aadmi Party (AAP – Partia Zwykłego Człowieka). Przywódcą tej partii został bliski współpracownik Hazare, Arvind Kejriwal. Partia AAP powstała na początku 2013 roku odniosła spektakularny sukces w wyborach stanowych w Delhi. AAP utworzyło rząd – rozpadł się on po kilku miesiącach, gdyż realizacja obietnic wyborczych, jak obniżka cen gazu, żywności kosztów transportu itp. okazała się ekonomiczną mrzonką. Mimo tej porażki, AAP wystartowało w tegorocznych wyborach, zdobywając 4 mandaty, – choć jej przywódca, Kajriwal, przegrał bezpośrednie starcie w okręgu Benares z przywódcą BJP, Modim. Świadczy to o jego nadmiernym zadufaniu i braku politycznego wyczucia sytuacji.

Wybory roku 2014 są rekordowej jeszcze z jednego względu: ilości posłów, na których ciążą kryminalne zarzuty. Jest ich obecnie 186, co oznacza wzrost o 36 w porównaniu z poprzednim parlamentem. Jedna trzecia wszystkich posłów jest obecnie ścigana przez sądy i w tym zakresie zdecydowane przodownictwo należy do zwycięskiej partii, BJP – 98 wybranych posłów tej partii to po prostu kryminaliści. W prawodawstwie indyjskim nie ma ograniczeń biernego prawa wyborczego dla osób z kryminalną hipoteką, choć z drugiej strony fakt wyboru nie zawiesza postępowania – nie ma  immunitetu poselskiego  . Skala zjawiska jest jednak, co najmniej niepokojąca i stanowi ciemną stronę indyjskiej demokracji – niestety o coraz większym zakresie.

Narendra Modi był przez dwanaście lat premierem stanu Gudżarat, położonym na zachodzie Indii. Graniczy on z Pakistanem i ma znaczący procent ludności muzułmańskiej, zamieszkującej zwarte obszary. W trakcie tworzenia Indii i Pakistanu w 1948 roku wielu z nich opowiedziało się za Pakistanem, ale większość hinduistyczna sprzeciwiła się jakiemukolwiek podziałowi Gudżaratu. Napięcia pozostały, przeradzając się od czasu do czasu w krwawe starcia. W 2002 miały miejsce pogromy muzułmanów po tym, jak spłonął pociąg, wiozący powracających z pielgrzymki hinduistów. Modiego oskarżono o sprzyjanie tłumowi hinduistycznych prześladowców wyznawców islamu, choć znając nastroje ludności, możliwości władzy były niewielkie – policja nie interweniowała, mimo wezwań do spokoju. Wydarzenia w Gudżaracie odbiły się szerokim echem w sąsiednim Pakistanie oraz na Zachodzie – Stany Zjednoczone anulowały Modiemu wizę i zamroziły wszelkie oficjalne kontakty, w ślad za Waszyngtonem podobnie postąpiły kraje Unii Europejskiej, w tym Polska. Japonia, Singapur, Chiny i Izrael zlekceważyły decyzje USA i Brukseli i rozwijały kontakty z rządem Modiego, co przyniosło im szereg kontraktów infrastrukturalnych w rozwijającej się w szybkim tempie gospodarki tego stanu.

Ten sukces gospodarczy Gudżaratu pod przywództwem Modiego stał się główną przepustką BJP do zwycięstwa. To nie BJP wygrało wybory, wygrał je jednoosobowo Modi. Badania opinii publicznej wykazują, że Modi cieszy się poparciem 78% Hindusów, znacznie więcej niż jego partia BJP – 54%. Szczególnie młodzi ludzie, w wieku 18-19 lat, którzy po raz pierwszy poszli do wyborów, w niemal 80% oddali swe głosy na BJP. To 2,7% ogółu wyborców, czyli 23,1 milionów.

Rola lidera w tegorocznych wyborach, poza aferami korupcyjnymi, miała również istotne znaczenie. Narendra Modi prezentował się, jako znakomity mówca, człowiek pochodzący z niskiej kasty, właściwie nieuznawanej za taką przez innych – jego ojciec jak i on sam w młodości był rozlewaczami herbaty na dworcach. Jego sukces w administrowaniu Gudżaratem, idee misji wielkiego narodu Indii przemawiały do wszystkich. Jego przeciwnikiem był Bramin Rahul Gandhi, czyli przedstawiciel najwyższej kasty, dziedzic elity władzy, właściwie obcy, bo matki Włoszki, nieradzący sobie z tłumem, pozbawiony jakiejkolwiek charyzmy.

Narendra Modi jest już formalnym premierem Indii. Tworzy rząd. Skala jego zwycięstwa umożliwia mu jego skomponowanie według własnych potrzeb – opozycja wewnątrzpartyjna, którą tworzył wieloletni przywódca BJP, Adwani, została zmarginalizowana. Partnerzy koalicyjni muszą zaakceptować takie stanowiska, jakie mi da Modi – nie mają jakichkolwiek możliwości negocjacyjnych, BJP ich tak naprawdę nie potrzebuje.

Narendra Modi w zakresie polityki gospodarczej będzie realizował taką politykę, jaką z powodzeniem prowadził w Gudżaracie. Współpraca z inwestorami zagranicznymi, rozbudowa infrastruktury i energetyki, inwestycje w sektorze IT. Zapewne ograniczy skalę korupcji, ale jej nie zlikwiduje – Gudżarat pod jego rządami nie był od niej wolny.

Jego Hindutwa, czyli pragnienie Wielkich Indii w zakresie polityki zagranicznej zapewne zaowocuje większymi nakładami na armię – liczą na to dostawcy z Rosji, Izraela, USA i Niemiec. Polska była do końca lat dziewięćdziesiątych istotnym eksporterem sprzętu wojskowego, ale brak własnych oryginalnych rozwiań i kontynuacja produkcji opartej o starzejące się technologie byłego ZSRR spowodowała, że utraciliśmy ten rynek.

Doświadczenia Modego jako premiera Gudżaratu dotyczą przede wszystkim jego kontaktów z pogranicznym Pakistanem. Wybór Modiego na premiera całych Indii został przyjęty negatywnie w Islamabadzie. Pakistan obawia się bardziej konfrontacyjnego stanowiska nowego premiera. Infiltracja terenu Indii przez muzułmańskich dżichadistów trwa od dziesięcioleci – szczególnie w Kaszmirze i w mniejszej skali w Gudżaracie, ale dotychczas władze w Delhi bagatelizowały problem, uznając, ze ostra reakcja może przerodzić się w wojenną konfrontację, na czym mogą ucierpieć interesy indyjskie w Zatoce – a wpływy od pracujących tam indyjskich robotników przekraczają 60 miliardów dolarów rocznie (źródło:Pew Institute, 2014), ratując bilans płatniczy, obciążony wysokim ujemnym saldem obrotów handlu zagranicznego.

Bardziej konfrontacyjnego stanowiska Indii wobec istniejących problemów we wzajemnych relacjach spodziewają się Chiny. Główne problemy to przede wszystkim nierozwiązane problemy roszczeń granicznych – Indii do terenów Aksai Chin zaanektowanych przez ChRL oraz roszczeń Pekinu do terytorium indyjskiego stanu Arunczal Pradesz. Modi w trakcie kampanii wyborczej w tym stanie określił ekspansjonistyczne Chiny, jako zagrożenie dla pokoju we Azji Południowej. Konflikt na linii Delhi –  Pekin nie tylko dotyczy roszczeń terytorialnych, ale także zaangażowania militarnego i gospodarczego Chin w Pakistanie i na Sri Lance. Rząd Kongresu Manmohana Singha podjął wstępne kroki w celu nawiązania wielostronnej współpracy wojskowej i ekonomicznej z innymi krajami Azji zagrożonymi chińską ekspansją: Japonią, Taiwanem, Filipinami i Wietnamem. Spodziewać się należy, że obecne władze będą dążyć do rozwoju tej współpracy przy niewątpliwym, cichym wsparciu Waszyngtonu. Relacje gospodarcze Chin i Indii są niewspółmierne do potencjału ekonomicznego obu państw, a utrzymujące się wysokie ujemne saldo obrotów handlowych z punktu widzenia Delhi nie jest korzystne – Chiny dostarczają przede wszystkim tekstylia i wyroby gospodarstwa domowego, czyli te towary, które są w Indiach produkowane, choć po wyższych cenach. Ograniczenie tego importu jest, więc w interesie Indii, ale i dla Chin rynek indyjski ma drugorzędne znaczenie.

Relacje z Waszyngtonem obciążone są polityką USA wobec Modiego po wydarzeniach z roku 2002.Obserwatorzxy sceny politycznej zwrócili uwagę, że odpowiedź Modiego na gratulacje Baraka Obamy po jego wyborze miały charakter bardzo zdawkowy i zostały wysłane, jako ostatnie w kolejności. Odpowiedzi do przywódców Japonii, Izraela, Rosji a nawet Chin były znacznie bardziej wylewne. Tego typu działania nie mają oczywiście znaczenia w międzynarodowej praktyce politycznej, gdzie liczą się przede wszystkim interesy, a te między Indiami i Stanami Zjednoczonymi są rozliczne. USA to decydujący rynek dla indyjskiego eksportu IT, dzięki któremu Delhi od wielu lat notuje wielomiliardową nadwyżkę handlową.  Coraz większe znaczenie ma amerykański eksport zbrojeniowy, wypierający stopniowo dostawców rosyjskich i ukraińskich. Podpisana przez prezydenta G.W.Busha  w trakcie jego wizyty w Delhi umowa o współpracy w energetyce atomowej, mimo że dotychczas rozwija się niemrawo, stanowi ważny dla Indii obszar współpracy ze względu na brak własnych większych zasobów ropy naftowej i gazu ziemnego, a posiadane złoża węgla kamiennego i brunatnego charakteryzują się bardzo niską jakością.

Nowym czynnikiem w relacjach indyjsko – amerykańskich jest rola diaspory hinduskiej w USA. Nie jest ona zbyt liczna, szacowana na dwa  do trzech milionów osób, ale jest bardzo dobrze zorganizowana, ambitna i aktywna politycznie. Co prawda najbardziej znany polityk hinduskiego pochodzenia, potencjalny kandydat na kandydata na prezydenta Stanów Zjednoczonych, S. Jindal, wycofał się z wyścigu o nominację ze względu na postawione mu zarzuty korupcyjne?(!), ale ostatnie badania społeczeństwa amerykańskiego wykazały, że Hindusi wyprzedzili Żydów reformowanych pod względem wykształcenia, a od względem zamożności są na drugim miejscu, rozdzielając wyznawców judaizmu reformowanego od ortodoksyjnych. To oszałamiająca kariera tej społeczności, która jeszcze dwadzieścia lat temu nie była brana pod uwagę,  jako licząca się grupa narodowościowa czy religijna. Zwrot Waszyngtonu w kierunku Azji będzie więc w coraz większym stopniu brał pod uwagę Indie, które już w czasach urzędowania  pierwszego premiera Indii, J.Nehru w latach czterdziestych XX wieku, były uważane za naturalnych sojuszników, dwie największe światowe demokracje, ale które od dziesięcioleci nie mogły dojść do porozumienia.

Unia Europejska na tym tle nie ma zbyt wielu atutów. Nie stanowi jedności politycznej ani  też gospodarczej, a poszczególne państwa UE prowadzą samodzielną, często wzajemnie konkurencyjną politykę.  Kryzys ekonomiczny, który dotknął Francję, Włochy i Wielką Brytanię znacznie ograniczył możliwości ekspansji gospodarczej tych krajów. Niemcy starają się zająć miejsca eliminujących się partnerów europejskich, ale w starciu z firmami amerykańskimi, japońskimi i chińskimi nie są wystarczająco  silnym partnerem.

Indie w rezultacie wyborów, jakie dokonały w kwietniu i maju 2014 roku weszły w nowy, zdecydowanie odmienny od poprzedniego etap swojej historii. Niewątpliwie bardziej asertywny, nacjonalistyczny, ale też zdecydowanie bardziej otwarty ekonomicznie. Oznacza to powrót na scenę globalną partnera rosnącego we siłę – i ekonomiczną, i militarnią.

Fot. bjp.org

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze

komentarze