Grzegorz Matyasik: Utworzenie wojsk terytorialnych to konieczność

GM_fotGeopolityka.net: Kampania społeczna „Odbudujmy Armię Krajową” (www.odbudujmyAK.pl), postuluje utworzenie systemu wojsk Obrony Terytorialnej, dziedziczących tradycje AK i wzorowanych w sensie organizacyjnym na Krajowym Systemie Ratowniczo-Gaśniczym. Zapytam nieco przewrotnie, czy takie zamierzenia mają sens w kontekście takiego sformułowania zawartego w państwowym dokumencie:  Zagrożenie w postaci dużego konwencjonalnego konfliktu w tej części Europy jest obecnie bardzo mało prawdopodobne. To fragment  (ze strony 103) „Białej Księgi Bezpieczeństwa Narodowego”, opracowanej w 2013 r. przez szerokie grono ekspertów ds. bezpieczeństwa narodowego[1].

Grzegorz Matyasik: To ja odpowiem trochę przewrotnie – chyba dziś już nikt – łącznie z decydentami – nie ma wątpliwości, że utworzenie wojsk terytorialnych to konieczność. Generał Bogusław Pacek mówi o 16-stu Terytorialnych Oddziałach Specjalnych, gen. Stanisław Koziej o „wojsku wojewodów”. Zmianę podejścia wywołały wydarzenia na Ukrainie, do których doszło w pierwszych miesiącach 2014 roku. Warto się jednak zastanowić, jak to się stało, że żadni państwowi analitycy, służby, powołane instytucje na zaistniałe zmiany środowiska międzynarodowego nie były przygotowane, podczas gdy wielu publicystów, także i w Polsce, pisało o tym na długo przed wybuchem konfliktu na Ukrainie. Pozwoliłem sobie zawrzeć komentarz na ten temat w artykule Wpływ kryzysu na Ukrainie na bezpieczeństwo RP. Uważam, że dokument który Pan cytuje, „Biała Księga Bezpieczeństwa Narodowego”, nigdy nie miał realnej wartości koncepcyjno-strategicznej. Fałszywe wnioski, do jakich doszli twórcy „Białej Księgi” spowodowane były tym, że w pracach prognostycznych kierowano się błędnym myśleniem w kategoriach liniowej kontynuacji przyszłości. Zupełnie beztrosko założono ciągłość stanów i procesów obserwowanych w aktualnym środowisku międzynarodowym i na tej podstawie przyjęto, że przyszłość będzie wynikiem ich ewolucji. Tymczasem, zgodnie z klasyczną nauką strategii, przyszłość jest zmienna, nieprzewidywalna a regułą jest zaskoczenie. Dlatego właśnie autorzy dokumentów strategicznych nie powinni stawiać pytań „Co będzie?” a „Co należy czynić?”. Przewidywania o braku zagrożeń militarnych dla Polski w bliższej czy dalszej perspektywie były zatem z gruntu błędne i od początku nie służyły  umacnianiu bezpieczeństwa narodowego.

Na Ukrainie mamy do czynienia z praktycznym zastosowaniem koncepcji tzw. wojen buntowniczych, opisanych szeroko w latach 60-tych XX wieku przez Jewgienija Messnera. W tej koncepcji wojska regularne stanowią wyłącznie wsparcie sił specjalnych, „wojsk obywatelskich”, zrewoltowanych grup społecznych, mniejszości narodowych itd. Czy w tej sytuacji jest sens inwestować olbrzymie kwoty np. w rozwój polskich wojsk pancernych czy marynarki wojennej? Nie lepiej jest budować wojska OT zdolne do działań ochronno-obronnych i przeciwdywersyjnych na terenie każdego powiatu?

G.M.: Tak, to ważna kwestia. Myślę że warto odwołać się do naszych bogatych doświadczeń historycznych. W latach 30. Polska przeznaczyła znaczne fundusze na okręty wojenne. Przyszłość pokazała, że ich znaczenie w wojnie obronnej Polski było żadne. Dwa dni przed wybuchem wojny odpłynęły do Anglii. Właściwe wydatkowanie nakładów obronnych to kwestia kluczowa. Wojska operacyjne, jako te które są przeznaczone głównie do natarcia, muszą dysponować wysoką mobilnością. To powoduje, że są bardzo drogie. Siły terytorialne jako te przeznaczone stricte do obrony, charakteryzują się niską mobilnością, działają bowiem na miejscu. Są one relatywnie tańsze od wojsk operacyjnych, a wcale nie mniej efektywne. Oczywiście siły operacyjne są również potrzebne. Wojska operacyjne i wojska terytorialne to rodzaje sił zbrojnych, o różnym przeznaczeniu. Powinny ze sobą współdziałać i uzupełniać.  W Polsce w ostatnim czasie komponent terytorialny został jednak całkowicie zlikwidowany. A przecież analiza współczesnych konfliktów zbrojnych wskazuje, że wojska terytorialne, wbrew temu co twierdzą niektórzy domorośli „eksperci”, odgrywają zasadniczą rolę w prowadzeniu wojny obronnej. Postulat, o którym Pan mówi, czyli rezygnacja z wysokich nakładów na wojska operacyjne i odbudowa sił Obrony Terytorialnej oznacza konieczność całkowitego odwrotu od obecnych tendencji. Kto jednak ma to zrobić? Decydenci, którzy zaledwie rok czy dwa lata temu prognozowali, że żaden konflikt nam nie grozi? Jedno jest pewne – czas nagli. Potrzebny jest zatem nacisk opinii publicznej na rządzących. Dlatego właśnie zainicjowaliśmy Kampanię Społeczną „Odbudujmy Armię Krajową”, której celem jest utworzenie nowoczesnego komponentu terytorialnego SZ RP, w ramach którego wojska Obrony Terytorialnej dysponować będą co najmniej siłą kompanii OT/AK w każdym powiecie.

Jak Pan ocenia przygotowanie zawodowych pododdziałów Wojsk Lądowych WP do prowadzenia walki w terenie zabudowanym?

G.M.: Ostatni raz na ćwiczeniach rezerwy byłem w 2008 roku, także ciężko oceniać nie będąc bezpośrednim uczestnikiem czy obserwatorem. Wówczas temat działań taktycznych w  terenie zurbanizowanym był traktowany mocno po „macoszemu”. Do tej pory można przeczytać na forach wojskowych, że walka w mieście implikuje straty ludności cywilnej, zniszczenia domów, zabytków i wobec tego należy z działaniami taktycznymi wyjść poza miasta. Regulamin Działań Wojsk Lądowych umieszcza działania w terenie zurbanizowanym jako działania w specyficznym środowisku walki. Natomiast Amerykanie czy Brytyjczycy już w latach 90. prognozowali, że miasta będą standardowym środowiskiem walki w XXI wieku. I tak się dzieje. Chyba powoli ten fakt zaczynają dostrzegać i rozumieć nasi wojskowi. Stąd zintensyfikowano zajęcia na największym w Polsce poligonie o miejskim charakterze –„Nowym Murze” pod Wędrzynem, zaś w Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Lądowych ukazał się nowoczesny "Poradnik do walki w mieście. Pluton, drużyna". Notabene jego współautorem jest „cywil” dr Paweł Makowiec, instruktor i współpracownik kierowanego przeze mnie Stowarzyszenia ObronaNarodowa.pl – Ruch na Rzecz Obrony Terytorialnej. Część oficerów wychodzi już nawet poza dobrze znany „Nowy Mur”. Miałem informacje o pododdziałach 25 Brygady Kawalerii Powietrznej, które ćwiczyły na obiekcie PGR Piekary. To miejsce, w którym wielokrotnie organizowany był słynny Kurs Walki w Mieście prowadzony przez dr. Pawła Makowca. Pytanie kiedy – wzorem armii Europy Zachodniej – pododdziały Wojska Polskiego będą ćwiczyły w realnych miastach. Obecnie tak ćwiczą członkowie organizacji proobronnych, czego przykładem są ćwiczenia kompanijne w zorganizowane w 2012 roku Wodzisławiu Śląskim, czy w ubiegłym roku w Świdniku.

W 2008 r. państwowy rosyjski dziennik „Rossijskaja Gazieta”, zamieścił artykuł autorstwa Anatolija Szapowałowa pt. Część Polski może oddzielić się na wzór Kosowa. W kontekście decyzji polskich władz o uznaniu niepodległości Kosowa, tekst niedwuznacznie sugerował powtórkę casusu Kosowa na Śląsku. Czy w obecnej sytuacji geopolitycznej sformowanie 16-stu batalionów Terytorialnych Oddziałów Specjalnych, o których ostatnio mówił niedawno gen. Bogusław Pacek, rektor AON, szkolonych przez kadrę Wojsk Specjalnych, jest posunięciem w dobrą stronę?

G.M.: Tak, to na pewno krok w dobrą stronę, choć proponowana nazwa fatalna – dodanie przymiotnika specjalne spowoduje wyłącznie negatywną reakcję i kpiny ze strony żołnierzy zawodowych wojsk operacyjnych, którzy już w dniu dzisiejszym nie traktują poważnie swoich kolegów z NSR. Ale postulat powstania pierwszych pododdziałów komponentu terytorialnego SZ RP przyjmuję za dobrą monetę, mimo tego że już dziś wiemy, że proponowana liczebność TOS-ów jest zbyt mała – batalion na województwo oznacza, że średnio przypadać będzie 26 żołnierzy na jeden powiat. Po drugie, jak dotychczas nie wiadomo, w jaki sposób siły te będą dowodzone. Do końca nie wiadomo również, w jakim systemie szkolenia będą funkcjonować TOS-y. Generalnie tych niewiadomych jest dość sporo. Odnosząc się do pierwszej części pytania, takie pododdziały mogłyby z powodzeniem zniwelować sztuczne – bo nie wierzę w jakieś niesterowane poparcie dla idei autonomii – próby oderwania jakichkolwiek regionów lub rejonów terytorium RP.

Jak liczna powinna być nowa Armia Krajowa? Jakie zdolności mobilizacyjne powinniśmy mieć, aby być w stanie efektywnie stawić opór na wszystkich kierunkach strategicznych (włączając w to ew. „front wewnętrzny”, V kolumnę)?

G.M.: Poruszył Pan arcyciekawą kwestię zdolności mobilizacyjnych Sił Zbrojnych RP. Prof. Ryszard Jakubczak w moim zdaniem świetnym i ciągle aktualnym dziele „Wojska Obrony Terytorialnej” mówi o potrzebie posiadania minimum 560 000 żołnierzy OT[2], z których powinno udać się zmobilizować 375 tys. Mówimy tu tylko o samym komponencie terytorialnym, poza którym powinien rozwinąć się jeszcze komponent operacyjny. Od chwili kiedy prof. R. Jakubczak pisał te słowa, zaszły jednak duże przemiany w Siłach Zbrojnych związane głównie z redukcją armii, a co za tym idzie z jej możliwościami mobilizacyjnymi. Powszechnie przyjmuje się,  że siły zbrojne czasu „P” są w stanie  powiększyć się trzykrotnie na czas „W”. Jednak w marcu br. słyszałem wypowiedź  gen. Waldemara Skrzypczaka, który mówił, że współczynnik rozwinięcia SZ RP wynosi 2,1 a nie 3 i średnio zorientowany żołnierz  rezerwy, który bywa od czasu do czasu na ćwiczeniach (lub bywał), wie ile pododdziałów jest skadrowanych. Wydaje się, że liczba podana przez gen. W. Skrzypczaka, oznaczająca że obecnie polskie wojska operacyjne są w stanie rozwinąć się do ok. 210 tys. sił czasu „W” jest bliska rzeczywistości. Jest to związane z problemem ilości posiadanych środków walki, czyli uzbrojenia i wyposażenia.  Uważam, że absolutnym minimum jest utworzenie w obszarze komponentu terytorialnego 16 batalionów na województwo, czyli 10 tys. żołnierzy powinno być uzupełnione kompanią w powiecie co daje kolejne 50 tys. żołnierzy[3]. Czyli łącznie mówimy o 60 tys. żołnierzy „nowej Armii Krajowej”, z planem docelowym, aby te 16 batalionów mogło rozwinąć się do brygad a kompanie do batalionów.

W jakim stopniu, w Pańskiej ocenie, problemem polskiej obronności jest masowe „ucywilnienie” MON-u, przejmowanie kluczowych stanowisk przez tzw. „cywilów z cywila”, czyli osoby bez żadnego przeszkolenia wojskowego?

G.M.: Tym pytaniem trafił Pan w sedno problemu polskiej polityki obronnej. Gen. Roman Polko już w roku 2004 wskazywał największą bolączkę naszej armii – brak polskiej polityki obronnej, a w szczególności jasnej, jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, jakim celom ma być podporządkowany rozwój naszych sił zbrojnych. Gen. Waldemar Skrzypczak w wywiadzie dla portalu ObronaNarodowa.pl z 2010 r. podnosił, że pod pozorami reform przeprowadza się głęboką redukcję polskich Sił Zbrojnych. Proszę popatrzeć, ile programów dla wojska prowadziliśmy od 1989 r. i jak szybko się one zmieniały. Pytanie, gdzie tkwi przyczyna takiego stanu? Odpowiem trochę przewrotnie – przyczyna to brak cywilnej kontroli nad armią.  Jak Pan słusznie w swoim pytaniu zauważył, 90 proc. ministrów obrony narodowej to osoby, które nigdy w życiu ani jednego dnia nie spędziły w wojsku. Z tego grona wyróżnia się minister Romuald Szeremietiew, który służył w wojsku (niezawodowo) oraz posiadał kierunkowe wykształcenie zdobyte na AON. Pozostali swoje decyzje opierali cały czas na doradcach – z reguły byłych lub czynnych generałach. Ministrowie ON nie mieli pojęcia, jak wygląda służba wojskowa, jaka jest struktura sił zbrojnych, ich specyfika, problemy czy potrzeby. Mieli za to doradców –  np. minister Bogdan Klich gen. Czesława Piątasa, minister Tomasz Siemoniak gen. Waldemara Skrzypczaka, obaj – gen. Bogusława Packa. Pytanie, kto w takim wariancie de facto podejmuje decyzje? Czy nie czas najwyższy na wypracowanie standardu, iż ministrem obrony narodowej może zostać osoba, która albo jest żołnierzem rezerwy (niekoniecznie zawodowym), albo jest po studiach na Akademii Obrony Narodowej?

Czy w obecnej sytuacji geopolitycznej Polska powinna wznowić powszechny pobór? A jeśli tak, to jak powinno wyglądać nowoczesne przeszkolenie wojskowe młodych ludzi? Czy nie należy Pańskim zdaniem obniżyć wieku poborowego, tak aby na pierwsze, wakacyjne przeszkolenie trafiali już absolwenci gimnazjów?

G.M.:  Pozwoli Pan, że przywołam pewien wniosek z historii.  W 1939 roku zmobilizowano ok. 1 miliona żołnierzy z planowanych 1 miliona 350 tys. To bardzo dużo, bowiem utajniona mobilizacja trwała od marca 1939. Faktycznie jednak wykorzystano tylko jedną czwartą przeszkolonych rezerw, ponieważ teoretycznie można było zmobilizować aż 5 milionów 200 tys. żołnierzy. Dla pozostałych zabrakło jednak broni i środków walki. Wydaje mi się, że po pierwsze wystarczy obecnie uruchomić szkolenie ochotnicze na szeroką skalę, wykorzystując potencjał organizacji proobronnych czy też studentów, którzy chcą się szkolić. Najlepszym przykładem jest tu Legia Akademicka, działająca na KUL oraz rozwijająca się w innych ośrodkach akademickich, np. w Dęblinie czy Krakowie. W dalszej kolejności należy wykorzystać potencjał, jaki tkwi w klasach wojskowych. Te inicjatywy trzeba wkomponować w system obronny RP. Z tego co zauważyłem, takie są zresztą postulaty ekspertów AON zawarte w opracowaniu nt. zmiany koncepcji funkcjonowania Narodowych Sił  Rezerwowych. Jako Stowarzyszenie ObronaNarodowa.pl pewne rozwiązania w tym kierunku proponowaliśmy już na początku 2012 r. w opracowaniu ”NSR na rozdrożu”. Obecnie w ramach Kampanii Społecznej „Odbudujmy  Armię Krajową” proponujemy stworzenie Krajowego Systemu Armii Krajowej/Obrony Terytorialnej. Po drugie, trzeba także zmienić system szkolenia, tak aby stało się ono bardziej efektywne i interesujące. Doświadczenia moje i moich współpracowników, zarówno z okresu służby wojskowej jak i ze szkoleń które sami organizujemy, potwierdzają ten fakt. Ale na pewno nie ma potrzeby sięgać po gimnazjalistów – zostawmy tu pole do popisu dla organizacji społecznych np. harcerstwa.

Czy jest Pan zwolennikiem antydyskryminacyjnego podejścia w odniesieniu do powszechnego obowiązku obrony, tzn. za objęciem obowiązkowym przeszkoleniem wojskowym także kobiet?

G. M.: Myślę, że tę problematykę możemy rozszerzyć na zagadnienie zawodowej służby wojskowej kobiet. Osobiście nie widzę głębszej potrzeby obowiązkowego szkolenia kobiet – ale dla ochotniczek taka możliwość jest i powinna pozostać. Dotychczasowe doświadczenia SZ RP dają jednak podstawy do zadania sobie kilku pytań związanych ze służbą kobiet. Czy np. wzorem armii izraelskiej nie powinno się oddzielić osobnego korpusu służby kobiet z wydzielonymi etatami? Kobiety armii izraelskiej mogą być kierowcami, pielęgniarkami, radiooperatorkami, kontrolerkami lotów, ale nie biorą udziału w bezpośredniej walce zbrojnej. W Wojsku Polskim ostatnio pojawiło się pytanie, czy normy do egzaminu fizycznego nie powinny być takie same jak u mężczyzn. Koledzy rezerwiści słusznie zastanawiali się, jak poradzi sobie np. kobieta – żołnierz zawodowy, która służy w pododdziałach artyleryjskich, gdy np. zepsuje się przenośnik amunicji w armatohubicy DANA i trzeba będzie załadować ręcznie pocisk o wadze 43 kg.

Jaki model obrony powszechnej, z tych wprowadzonych w życie na świecie, jest Panu najbliższy?

G.M.: Każdy model typowo obronny, w którym występują niewielkie wojska operacyjne i rozbudowane wojska obrony terytorialnej. Najefektywniej wygląda to chyba w państwach skandynawskich – Szwecji, Norwegii czy Finlandii. Bardzo interesujące są tam koncepcje wykorzystania potencjału społecznego – organizacji proobronnych w systemie obronnym państwa. Gdybym był decydentem, zaproponowałbym podążanie w tym właśnie kierunku, zwłaszcza że Polska dysponuje w tym względzie ogromnym potencjałem. Znalazło to swój wyraz w haśle zainicjowanej przez nas kampanii „Odbudujmy Armię Krajową”, podkreślając rolę, jaką ma czynny udział obywateli w odbudowywaniu potencjału obronnego naszej Ojczyzny.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: dr Leszek Sykulski

***

Grzegorz_MatyasikGrzegorz Matyasik – redaktor naczelny portalu ObronaNarodowa.pl, Prezes Zarządu stowarzyszenia ObronaNarodowa.pl Ruch na Rzecz Obrony Terytorialnej. Lat 40, od urodzenia wrocławianin, magister nauk politycznych Uniwersytetu Wrocławskiego, absolwent SPR i dwóch Kursów Szkolenia Rezerw (kurs dowódców kompanii obrony i ochrony obiektów, kurs dowódcy kompanii zmechanizowanej), porucznik. rez. WP. Od 1992 członek jednej z ogólnopolskich organizacji strzeleckich, od 2011 roku, współautor koncepcji ogólnopolskich ćwiczeń zgrywających pododdziały organizacji pro obronnych – „Kompania w obronie 2010”, „Kompania w natarciu 2011”, „Kompania w natarciu w terenie zabudowanym Wodzisław Śląski 2012”, „Kompania w działaniach opóźniających Świdnik 2013”, autor artykułów związanych z tematyką Obrony Terytorialnej. Zawodowo pracuje w branży ochrony osób i mienia, posiada licencję pracownika ochrony fizycznej II stopnia. Obecnie jest specjalistą ds. ochrony w jednym z największych zakładów przemysłowych we Wrocławiu.  Dwoje dzieci – Piotruś i Jula, żonaty. Prywatnie interesuje się wojskowością, historią najnowszą oraz socjotechniką. Kontakt: tel. 600 43 80 20 , e-mail: g.matyasik@obronanarodowa.pl 

***

Czytelników zapraszamy do nadsyłania ewentualnych polemik, a także swoich tekstów związanych z problematyką obronną (portal@geopolityka.net). Swoje opinie, komentarze można zamieszczać na naszym profilu na Facebooku, a także za pomocą Twittera.

 


[1] Biała Księga Bezpieczeństwa Narodowego, Warszawa 2013, s. 103. Dokument można pobrać ze strony BBN:

http://www.spbn.gov.pl/sbn/biala-ksiega/4630,Biala-Ksiega.html

[2] Na tę liczbę składa się 250 tys. żołnierzy w 16 Brygad OT po 4684 żołnierzy w 80 batalionach OT oraz 308  batalionów z powiatów ziemskich po 566 żołnierzy OT, do tego 310 tys. dalszych w ramach struktur batalionów lub pułków fortecznych co łącznie daje liczbę 560 tys. Z tego powinno założyć się, iż  nie wszystkie pododdziały rozwiną się równomiernie i jednocześnie do pełnych stanów, więć de facto wykorzysta się 2/3 z nich co daje liczbę 375 tys. żołnierzy jako niezbędne minimum – dane za : R. Jakubczak, „Wojska Obrony Terytorialnej”, Warszawa 2002, ss. 333-334.

[3] 380 kompanii po 130 żołnierzy w kompanii daje liczbę około 50 tys. nowej Armii Krajowej.

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze

komentarze