Daniel S. Zbytek: Ukraina szansą dla Rosji

Ukraine-ProtestsDaniel S. Zbytek

Rosja zajęła Krym. Reakcja świata to bardziej zdziwienie, niż przerażenie agresją państwa, które ma ambicje imperialne na skalę globalną, a nie jest w stanie zmodernizować gospodarki, powstrzymać zapaści demograficznej, nie wyciąga wniosków z faktu, że elity polityczne, armia, policja i obsługujące je wąska klasa beneficjentów systemu, żyje ze sprzedaży surowców energetycznych na rynkach światowych, przede wszystkim do krajów Unii Europejskiej. Ten słaby gospodarczo i społecznie kraj podejmuje się działań sprzecznych z własnym interesem, potwierdzając, że nie jest wiarygodnym partnerem dla kogokolwiek. Chęć powrotu do pozycji, jaką zajmowało ZSRR w połowie XX wieku nie bierze pod uwagę, że realia geopolityczne i kulturowe uległy przewartościowaniu.

Postęp technologiczny powoduje, że sama masa ludzka, tak obficie szafowana przez Stalina i jego akolitów po objęciu władzy, dziś, po zniszczeniach lat „władzy radzieckiej” wymaga ogromnych nakładów odbudowujących substancję społeczną, aby umożliwić mu postęp cywilizacyjny. Oczywiście w tradycji Rosji elity miały w pogardzie swoich rodaków – zawsze traktując ich, jako bezwolną masę, a nie obywateli tego samego państwa. 

Dla obecnych władców Kremla okres władzy Stalina jest powodem do dumy, a stosowane przez niego mechanizmy politycznej manipulacji wzorem do naśladowania. To żałosnie i można by to było zlekceważyć, ale niestety, podstawowy problem, to reakcja rosyjskiego społeczeństwa. Putin stał się nagle, po agresji na Ukrainę, wspaniałym przywódcą, liderem zachwyconych mas, znowu gotowych poświęcić swój doczesny los, życie, dla chwały imperium, mimo pogardy całego świata. Zadowolenie demonstrują nie tylko elity, ale na równi z nimi biedota z rozsypujących się fabryk, niewydolnych kołchozów, a nawet tacy ludzie, jak Gorbaczow, który winien uświadomić swoim rodaków podłą pod każdym względem sytuację Rosji w XXI wieku.

Reakcja świata na wydarzenia na Ukrainie niewiele odbiega od obojętności – zakaz wydania wiz kilkunastu moskiewskim urzędnikom, wysłanie obserwatorów, nie bardzo wiadomo, po co. Reakcja samych Ukraińców też jest zróżnicowana – zachodnia część stała się jeszcze bardziej nacjonalistyczna, wschodnia – przyjęła działania Rosji albo z obojętnością, albo wręcz pozytywnie. Na Krymie część dowódców wojsk ukraińskich przeszła na stronę rosyjska – pozostali wyjechali, przekazując agresorom broń i koszary. Uwidoczniło to fakt, iż Ukraina nie jest jednolitym narodem, – jeżeli część zachodnia mentalnościowo nie rożni się od mentalności narodów europejskich, to część wschodnia jeszcze należy do hipotetycznego narodu radzieckiego. Niewątpliwie działania Moskwy przyspieszyły procesy narodowe na Ukrainie.

Rosjanie na ogół dość pogardliwie odnoszą się do Ukraińców, wręcz rasistowsko, zwąc ich per „chachły”, jako lud znikąd, choć to Ukraińcy są prawdziwymi spadkobiercami Rusi Kijowskiej, a nie Rosjanie, wschodnio – północni Słowianie, twórcy Księstwa Moskiewskiego, wyrosłego na potęgę dzięki wiernej służbie mongolskim chanom.

Krym z kolei to de facto kolonia Rosji a jej pierwotni mieszkańcy – w większości Tatarzy plus mniejszości grecka (zasiedlająca Krym od czasów starożytności) i armeńska, których albo eksterminowano, albo wysiedlono na Syberię i do krajów Azji Środkowej. Zgodnie ze standardami europejskimi, Rosjanie winni Krym opuścić – jest ich tam tylko 1,5 miliona, mniej więcej tyle, ile w polskim mniejszym województwie, i wrócić na wyludnione tereny Rosji Środkowej. Francja przyjęła ponad 3,5 miliona Francuzów algierskich, mimo, że Algieria francuska miała istotny wkład we francuska kulturę, porównywalną z Wilnem czy Lwowem – także opuszczonych przez Polaków, zasiedziałych w tych miastach od wieków. Krym winien być znowu tatarski.

Rosji niezbędne jest społeczeństwo obywatelskie, ponosząc odpowiedzialność za swój kraj i efektywnie kontrolująca władzę. To nie władza polityczna nadzoruje ludność, to obywatele sprawują władzę – na wzór anglosaski i zachodnio – europejski.

W Stanach Zjednoczonych w konstytucji 1787 roku władza została powierzona obywatelom a nie narodowi. To każdy obywatel ponosi odpowiedzialność za państwo, to on określa zakres działania państwa i ogranicza władzę polityczną. Obywatele są podmiotem władzy, to oni dysponowali i dysponują siłą polityczna a nie elita władzy, która, zgodnie doświadczeniem europejskim, dąży do podejmowania decyzji w imieniu narodu, tym samym z góry narzucając narodowi to, co jej mniemaniem jest dla niego dobre, a co złe.

System tak skonstruowanego systemu politycznego sprawdził się w USA w ciągu ponad dwustu lat i mimo wielu problemów, jak imperialne dążenia elit zainteresowanych ekspansją zagraniczną czy kwestia ludności niewolniczej, okazał się na tyle sprawny, że uniemożliwił agresję Stanów (mimo olbrzymich zasobów) na wzór Niemiec, Japonii czy Rosji, a przede wszystkim okazał się antytotalitarną ostoją w XX wieku, ratując świat przed nazizmem i totalitaryzmami radzieckim i japońskim. O tym fakcie Europejczycy starają się zapomnieć, ale to fakt oczywisty.

Brak społeczeństwa obywatelskiego, odpowiedzialności każdego z obywateli za władzę polityczną w systemie totalitarnym prowadzi do zaniku odpowiedzialności i w rezultacie ci, którzy ponoszą największe ofiary, przeobrażają się w bezwolnych wykonawców rozkazów i nie widzą związku  między osobistą a polityczna odpowiedzialnością.

Historia Europy XX wieku udowodniła, że istnieje odpowiedzialność tych wszystkich, w których imieniu popełniono zbrodnie. Rosja nie jest jeszcze państwem totalitarnym, ale też nie jest już państwem demokratycznym. To sami Rosjanie muszą zdecydować, czy chcą być bezwolną masą rządzoną przez XXI wieczny wariant cara o nazwisku Putin czy świadomym swych praw, ale i obowiązków narodem, pełnoprawnym członkiem społeczności międzynarodowej, a nie jej pariasem.

To, co się dzieje na Ukrainie jest zagrożeniem dla obecnych władców Kremla, ale olbrzymią szansą dla Rosjan, dla obywateli Rosji.

(28.03.2014)

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze

komentarze