Jan Stec: Mniejszości narodowe w procesach zmian geopolitycznych na obszarze poradzieckim

 Jan Stec

Po rozpadzie ZSRR w latach 1990–1992 na obszarach nowo powstałych bądź reaktywowanych państw znalazły się duże grupy mniejszości narodowych, głównie rosyjskich, ale nie tylko. Na podstawie wydarzeń ostatniego dziesięciolecia oraz trwających obecnie konfliktów można wnioskować, że mniejszości te są i będą wykorzystywane w czasie podejmowania różnego rodzaju działań zmierzających do zmian sytuacji geopolitycznej na terenach byłego imperium.

Na początku ogólna uwaga odnośnie mniejszości rosyjskiej, bo o niej głównie będzie mowa. Otóż mniejszość ta, stanowiąca od kilku do kilkudziesięciu procent populacji poszczególnych państw, charakteryzuje się kilkoma szczególnymi cechami. A mianowicie:

  • Zamieszkuje w większości w miastach.
  • Jej skład socjalny stanowią w większości robotnicy wykwalifikowani oraz przedstawiciele tzw. klasy średniej.
  • Posiada na ogół wysoki stopień świadomości narodowej. Przejawia się to między innymi w kultywowaniu języka, kultury narodowej, zwyczajów, a także religii prawosławnej.
  • Znaczna część przedstawicieli tej mniejszości jest silnie związana więzami rodzinnymi, służbowymi, towarzyskimi itp. z Federacją Rosyjską.

Reasumując można stwierdzić, że jest to realna siła, która może być i jest wykorzystywana w różnego rodzaju konfliktach politycznych. Klasyczny przykład stanowi obecna sytuacja na Ukrainie.

Aktualnie w państwie ukraińskim zamieszkuje około 9,5 mln Rosjan, co stanowi ok. 18% populacji kraju. Mieszkają oni głównie na terenach wschodnich i południowych obwodów (doniecki, ługański, charkowski, dniepropietrowski, odesski, zaporoski), gdzie stanowią od 25 do 46% ludności, a także Autonomicznej Republiki Krym, gdzie stanowią oni absolutną większość (66%). Także w obwodach mikołajewskim i chersońskim zamieszkuje znaczny odsetek Rosjan. Problemy ludności rosyjskojęzycznej były eksponowane w szczególności w okresach napięć politycznych w ciągu całego okresu niepodległości Ukrainy, teraz jednak nabrały one szczególnego znaczenia.

Prognozowane w okresie największego, jak dotąd, nasilenia konfliktu na Ukrainie warianty dalszego rozwoju sytuacji w zasadzie się sprawdzają. Co prawda można było przypuszczać, że proces inkorporacji Krymu w skład FR będzie bardziej spowolniony. Jednak politycy rosyjscy analizując rozwój sytuacji na Ukrainie oraz reakcje międzynarodowe zdecydowali się na przyśpieszenie, tak aby uniknąć ewentualnej interwencji władz centralnych. Wyniki wzorowo przygotowanego i zrealizowanego bez żadnych zakłóceń referendum przerosły oczekiwania ekspertów. Jak wynika choćby z powierzchownej analizy matematycznej za włączeniem do Federacji Rosyjskiej głosowali nie tylko Rosjanie, ale również co najmniej połowa uprawnionych do głosowania Ukraińców i Tatarów. To daje wiele do myślenia w kontekście dalszego rozwoju sytuacji na Ukrainie.

Na uwagę zasługuje metoda swoistej neutralizacji populacji tatarskiej. Otóż po zamieszkach w Symferopolu z misją mediacyjną wystąpili: prezydent Tatarstanu oraz czołowi przedstawiciele islamu w FR. Z drugiej strony w poufnych rozmowach obiecano starszyźnie tatarskiej opracowanie tzw. „mapy drogowej” w zakresie rozwiązania najbardziej drażliwych problemów, a także stanowiska ministra w rządzie lokalnym i wiceprzewodniczącego parlamentu Krymu. Te wielokierunkowe działania poskutkowały. Nie było żadnych incydentów, chociaż część Tatarów uległa namowom do bojkotu referendum. Świadczy o tym frekwencja na terenie zdominowanego przez nich rejonu Bachczysaraju, która wyniosła 59% przy średniej znacznie ponad 80%.

Przy tej okazji warto sprostować licznie pojawiające się wzmianki o zbiorowym ukaraniu społeczności Krymskich Tatarów za „rzekomą kolaborację z Niemcami”. Otóż nie była ona „rzekoma”. Tatarzy kolaborowali powszechnie. W okresie rządów nazistowskich na Krymie (październik 1941–maj 1944) Niemcy nie potrzebowali angażować poważniejszych sił okupacyjnych. Załatwiały to formacje zbrojone tzw. „tatarskiej samoobrony”. Formacje te były odpowiedzialne za masowe zbrodnie popełniane na ludności rosyjskiej i ukraińskiej. Stąd tak surowe represje. Tatarzy w odróżnieniu od innych nacji podlegających przesiedleniom (np. Czeczeni, Ingusze, Czerkiesi) nie mogli wracać zbiorowo do swych siedzib po cofnięciu zarządzeń przesiedleńczych ( 1956–1958). Taką decyzję podjęto dopiero w latach 1989–1990. Odpowiedzialność zbiorowa zawsze musi budzić sprzeciw, ale warto wiedzieć o okolicznościach jej wprowadzenia.   

Pokojowe włączenie Krymu w skład federacji jest dużym sukcesem polityki rosyjskiej. To już nie dzierżawiona baza w Sewastopolu, ale cały Półwysep Krymski stanowi zaplecze do prowadzenia operacji morskich i lotniczych w całym basenie Morza Czarnego. Obecnie rosyjska Flota Czarnomorska jest niekwestionowanym suwerenem tego obszaru. Poza tym wyraźnemu wzmocnieniu uległa pozycja Rosji na terenach nękanego konfliktami Zakaukazia. Ponadto obecna sytuacja pozwala Rosji na zabezpieczenie budowanego obecnie systemu gazociągów „Jużnyj Potok” (South Stream), który w perspektywie znacznie uniezależni Rosję od tranzytu nośników energii przez terytorium Ukrainy. Nie do przecenienia jest wpływ tego faktu na postawy mniejszości rosyjskiej nie tylko na terenie Ukrainy, ale i na całym obszarze postradzieckim.

Nieuchronnie rodzi się pytanie, jaki będzie dalszy rozwój sytuacji na Ukrainie? Mniejszość rosyjska, w szczególności na obszarze Donbasu, żąda referendum. Analiza wyników referendum krymskiego pozwala prognozować, że Rosja mogłaby wygrać takowe w obwodach donieckim i ługańskim, a być może także w Charkowie. Ale sytuacja prawna jest tu inna. Referendum byłoby możliwe, gdyby obydwa państwa (Rosja i Ukraina) doszły w tej sprawie do porozumienia, lub też gdyby była to forma międzynarodowego arbitrażu np. pod patronatem ONZ. Na to się jednak nie zanosi. A więc pozostaje federalizacja, proces niezwykle trudny i skomplikowany w obecnej sytuacji na Ukrainie, przy czym trudności te mogą narastać w miarę upływu czasu. Obecny rząd ukraiński nadal nie kontroluje w pełni części obszaru kraju. Armia ukraińska praktycznie nie istnieje, a próby jej odbudowania poprzez powołanie formacji ochotniczych tworzonych i kierowanych przez radykalnych aktywistów tzw. „Prawego Sektora” są wielce ryzykowne. Tym bardziej, że według niektórych źródeł, niejako w odwecie na powołanie Gwardii Narodowej, na terenie południowej Ukrainy pojawiły się zorganizowane grupy zbrojnego podziemia złożone z przeciwników Majdanu. Jeśli do tego dołożymy potęgujący się kryzys gospodarczy, perspektywy są bardzo niewesołe. Dodać przy tym należy, że nerwowe przyspieszanie stowarzyszenia się z Unią Europejską wywołuje głębokie obawy, zwłaszcza na uprzemysłowionych terenach Naddnieprza. Jest to zrozumiałe bowiem ograniczenie, czy też utrata więzi kooperacyjnych z Rosją może oznaczać po prostu upadek i bezrobocie. Federalizacja jest chyba jedynym wyjściem w aktualnej sytuacji. Jak to zrobić? Jak podzielić regiony tak, aby było to zaakceptowane przez większość społeczeństwa? To odrębny temat. Dodać należy, że ewentualna federalizacja umożliwiłaby podjęcie próby skutecznego uregulowania trudnego problemu Naddniestrza.

Dla pełniejszego obrazu sytuacji stwierdzić należy, że Ukraina również posiada znaczny potencjał ludzki wewnątrz Federacji Rosyjskiej. Jest to około 5,5 mln Ukraińców mieszkających w strefie przygranicznej i ok. 1,5 mln na pozostałych terenach FR, a także ok. 3,5 mln legalnych bądź nielegalnych pracowników, głównie w rejonach największych aglomeracji miejskich. Jednakże wykorzystanie tego potencjału w obecnej sytuacji, przy aktualnym poziomie świadomości narodowej jest po prostu niemożliwe.

Nie bez znaczenia dla całego układu stosunków ukraińsko-rosyjskich jest porównanie średniego poziomu stopy życiowej obu społeczeństw. Aktualnie, wedle różnych specjalistycznych źródeł, kształtuje się on jak 1:4, a nawet 1:5.

W kontekście powyższych rozważań wciąż powraca pytanie – czy jest możliwa, i w jakiej formie, interwencja rosyjska na Ukrainie? Otóż właściwie jedynym zamierzeniem, które w pełni udało się zrealizować inicjatorom Majdanu i ich sponsorom jest gwałtowny wzrost rusofobii głównie na terenach Zachodniej Ukrainy, ale nie tylko. Okazuje się jednak, że jest to broń obosieczna. Wzrost nacjonalizmu i sięganie wprost do tradycji faszystowskich OUN-UPA zaczął wywoływać głębokie zaniepokojenie, czy wręcz obawy wśród poważnej części mieszkańców Naddnieprza, nie mówiąc o regionie wschodnim. Poza tym owa rusofobia w połączeniu z bezpardonową kampanią propagandową Zachodu spowodowały niespotykaną wręcz mobilizację i zjednoczenie społeczeństwa rosyjskiego i wręcz totalne poparcie dla działań rządu i prezydenta FR.

Odnośnie perspektyw ewentualnej interwencji rosyjskiej podkreślić należy, że Rosja potrzebuje krótkiego okresu tzw. „oddechu” dla uregulowania do końca spraw Krymu oraz podjęcia bardziej skutecznego przeciwdziałania ofensywie propagandowej Zachodu, gdyż jak dotychczas przegrywa ona z doskonale zorganizowanymi działaniami struktur wojny psychologicznej (głównie amerykańskich). Otóż ograniczona interwencja Rosji jest możliwa tylko w przypadku załamania się idei federalizacji, dalszej anarchizacji sytuacji wewnętrznej i zarysowujących się prób podziału Ukrainy. Działania te byłby podjęte pod hasłem obrony ludności rosyjskojęzycznej, miałyby ograniczony charakter i w żadnym wypadku nie mogłyby być uznane za wojnę rosyjsko-ukraińską.

Problematyka mniejszości narodowych zajmuje ważne miejsce zarówno w polityce zagranicznej jak i wewnętrznej państw nadbałtyckich. Po rozpadzie ZSRR w krajach tych znalazły się liczne mniejszości narodowe stanowiące od około 20% populacji na Litwie do prawie 50% na Łotwie. Oczywiście dominowały tu mniejszości rosyjskie. Odrodzone po 50 latach niebytu państwa bałtyckie na gwałt poszukiwały swojej tożsamości politycznej i ideowej. Niestety usiłowania te zostały skierowane generalnie w niewłaściwym kierunku. Dominującą ideologią stał się nacjonalizm, niekiedy bardzo radykalny, a także szczególnie na Łotwie i w Estonii neofaszyzm. Zjawiska te na pewno mają swoje źródła w tym, że w czasie drugiej wojny światowej obywatele tych państw dość powszechnie (szczególnie Łotysze) kolaborowali z Niemcami. Drugą ich cechą jest powszechnie panująca antyrosyjskość, co również związane jest głównie z doświadczeniami historycznymi. Zjawiska powyższe spowodowały to, że położenie mniejszości narodowych na tym obszarze stało się trudne, przy czym uwidoczniły się też pewne różnice w poszczególnych państwach.

Na Litwie mniejszości narodowe stanowią około 20% ludności. Najliczniejsi są Rosjanie (9,4%) oraz Polacy (7,2%). Dyskryminacja w polityce wewnętrznej jest widoczna, ale dotyczy ona raczej Polaków niż Rosjan i nie przyjmuje szczególnie ostrych form. Zresztą Polacy i Rosjanie często współpracują ze sobą, szczególnie w samorządach lokalnych. 

Litwa nie jest w jakiś szczególny sposób związana ekonomicznie z Federacją Rosyjską i stąd może wynika swoista odwaga kół rządzących w inicjowaniu różnego rodzaju działań antyrosyjskich, głównie politycznych. W tej dziedzinie, wedle powszechnych opinii, kraj ten zajmuje drugie miejsce w Europie Środkowo-Wschodniej. Pierwsze, jak wiadomo, od wielu lat należy do Polski.

Na Łotwie mniejszości narodowe stanowią ponad 40% ludności. Dominują Rosjanie – 31%, zamieszkujący głównie w stolicy Rydze (38% mieszkańców) i w innych większych miastach. Od samego początku odzyskania niepodległości władze łotewskie stosowały bardzo restrykcyjną politykę, zwłaszcza wobec mniejszości rosyjskiej (m.in. sprawy językowe, obywatelstwa, zajmowania stanowisk itp.). W tej dziedzinie niewiele się zmieniło. Na pewno decydują tu w głównej mierze czynniki historyczne. W latach 1941–1945 spośród niewielkiej stosunkowo populacji Łotyszy (ok 2,8 ml) aż 180 tys. ludzi podjęło służbę w niemieckich formacjach zbrojnych, z czego ok. 40 tys. w SS. Obecnie rocznice powstania tych formacji urosły do rangi świąt państwowych. Jednocześnie Łotwa jest bardzo silnie związana z Federacją Rosyjską gospodarczo (ponad 40% obrotu handl.). Trudno więc się dziwić, że podczas dyskusji o ewentualnych sankcjach gospodarczych UE wobec Rosji rząd łotewski sygnalizował, iż w przypadku ich zastosowania Łotwa będzie potrzebować wsparcia finansowego.

Podobna sytuacja jest w Estonii. Tu również istnieje duża mniejszość rosyjska, stanowiąca 29% ludności. Grupuje się ona głownie w miastach (36% mieszkańców Tallina) oraz w rejonach przygranicznych (Narva ponad 80%). Tu także nastąpił burzliwy rozwój ideologii nacjonalistycznej i neofaszystowskiej, a w ślad za tym istnieje wiele restrykcyjnych regulacji prawnych dotyczących mniejszości. Kraj ten również jest silnie związanych gospodarczo z  Federacją Rosyjską.

Kolejnym rejonem obszaru postradzieckiego, ważnym z punktu widzenia omawianego tematu jest Azja Środkowa. Tutaj szczególne miejsce zajmuje Kazachstan, który urósł do miana lokalnej potęgi gospodarczej. Otóż aż 50% ludności tego kraju stanowią mniejszości narodowe, przy czym dominują Rosjanie (37%). Pozostali to Ukraińcy (4,8%), Niemcy (4,8%), Uzbecy, Tatarzy itp. Rządzący krajem od prawie 30 lat klan Nazarbajewów dba w tym przypadku o zachowanie delikatnej równowagi. Rosjanie są widoczni na wszystkich szczeblach władzy administracyjnej i gospodarczej. Sytuacja, jak dotąd, jest stabilna, tym bardziej, że na razie ideologia radykalnego islamu nie znajduje w tym kraju większego posłuchu. Interesy Rosji są respektowane. Ale przy tym przypomnieć trzeba, że to właśnie w Kazachstanie w 1986 r. doszło po raz pierwszy w powojennej historii ZSRR do rozruchów antyrosyjskich. Było to w stolicy kraju Ałma-Acie.

W pozostałych państwach Azji Środkowej mniejszość rosyjska wynosi od 17% w Kirgistanie, 9,5% w Turkmenistanie, 8,3% w Uzbekistanie, do 2,4% w Tadżykistanie. Sytuacja tej mniejszości jest stabilna. Nie odgrywa ona poza Kirgistanem jakiejś poważniejszej roli w polityce poszczególnych państw. Zresztą na tym terenie konflikty narodowościowe i etniczne nie są zbyt ostre. Wyjątek stanowi tu  rywalizacja kirgisko-uzbecka. Sytuacja ta może ulec zmianie po ewakuacji wojsk sprzymierzonych z Afganistanu i ewentualnym wycofaniu oddziałów rosyjskich osłaniających południową granicę Tadżykistanu.

I wreszcie Kaukaz i Zakaukazie. Dziesiątki narodowości oraz grup etnicznych i religijnych. Ofensywa radykalnego islamu i próba utworzenia tzw. „Kalifatu Kaukaskiego”. Konflikty lokalne i krzyżujące się interesy wielkich mocarstw. To wszystko powoduje, że jest to jeden z najbardziej zapalnych rejonów świata. Ciągnące się od czasu rozpadu ZSRR działania separatystów w republikach autonomicznych Płn. Kaukazu ostatnio osłabły. Sytuacja wydaje się być opanowana. Ale ogniska rebelii nadal istnieją, głównie na terenie Dagestanu i Kabardyno-Bałkarii. W dalszym ciągu są one wspomagane z zewnątrz. To wciąż jest słabe ogniwo Federacji Rosyjskiej.

Kłopoty przeżywa Gruzja. W państwie tym aż 32% ludności stanowią mniejszości narodowe (głównie Ormianie, Rosjanie i Azerowie). Istnieją duże różnice, zwłaszcza kulturowe i obyczajowe między poszczególnymi regionami. Dotyczy to zwłaszcza Adżarii, gdzie znaczącą pozycję nadal zajmuje islam (ponad 30% wyznawców), który jeszcze pod koniec lat 80. stanowił na tym obszarze religię zdecydowanie dominującą. W całej Gruzji muzułmanów jest około 9% ludności kraju. W wyniku polityki ekipy prezydenta M. Saakaszwilego Gruzja utraciła w wyniku ruchów separatystycznych dwie prowincje: Abchazję i Osetię Południową. Osłabienie Gruzji wykorzystuje Turcja, która nasila ekspansję gospodarczą, ale również bardzo efektywnie wspiera miejscowych wyznawców islamu. Ewentualny konflikt z Turcją byłby dla Gruzji zabójczy. Przykład Cypru jest pouczający. Okazuje się, że nawet członkostwo w NATO (do czego Gruzja ostrożnie aspiruje) nie zabezpiecza przed silniejszym przeciwnikiem.

Osobny problem to zadawniony konflikt ormiańsko-azerski. Rozpoczął się on jeszcze za czasów ZSRR w 1989 r. pogromami Ormian, między innymi w Baku i Sumgaicie. Tylko szybka interwencja rosyjskich oddziałów powietrzno-desantowych uratowała Ormian od czystek etnicznych (w Azerbejdżanie mieszkało wówczas ok. 10% Ormian). Obecnie konflikt, który okresowo przeradzał się w działania zbrojne dotyczy rejonu tzw. Górskiego Karabachu oraz enklawy azerskiej Nachiczewania. Jak dotychczas wszelkie próby mediacji międzynarodowej okazały się bezowocne. Nie wydaje się również możliwa normalizacja stosunków Armenii z Turcją, choćby z przyczyn historycznych. Kolejne rządy tureckie wręcz histerycznie reagują na próby właściwego określenia ogromnej rzezi Ormian w 1915 r. jako ludobójstwo. W tej sytuacji jedynym realnym sojusznikiem Armenii pozostaje Rosja, która utrzymuje tam ograniczony kontyngent wojskowy.

Znaczenie Zakaukazia w różnego rodzaju konfiguracjach geopolitycznych wydatnie wzrosło w ostatnim okresie w związku z budową magistrali surowcowej „Jużnyj Potok” oraz projektem budowy konkurencyjnego systemu „Nabucco”.

Charakterystycznym przykładem, iż nawet stosunkowo niewielka grupa etniczna może stwarzać poważne problemy jest Mołdawia. Otóż niedawno wśród zamieszkującej płd.-wsch. Mołdawię społeczności Gagauzów (ok. 150 tys.) przeprowadzono referendum na temat integracji z Unią Europejską, w którym ponad 90% głosujących opowiedziało się przeciwko temu aktowi. Dla Mołdawii obciążonej nierozwiązanym konfliktem o Naddniestrze jest to dodatkowy kłopot.

Przytoczone przykłady obrazują w sposób dobitny, że umiejętna polityka narodowościowa wraz z wykorzystaniem mniejszości narodowych, grup etnicznych bądź religijnych może mieć duże, a często decydujące znaczenie w procesach zmian geopolitycznych na obszarze postradzieckim.

 

Autor jest historykiem, politologiem, emerytowanym pułkownikiem WP. Specjalizuje się w obszarze b. bloku wschodniego ze szczególnym uwzględnieniem historii i współczesności Rosji oraz polityki historycznej krajów obszaru postradzieckiego.

 

Photo: www.kremlin.ru

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze

komentarze