Rafał Matyja: Zmiany w polskiej polityce zagranicznej?

Grzegorz_Schetyna_w_Lublinie[1]

dr Rafał Matyja

Rząd Ewy Kopacz nie zmieni w sposób istotny Polski. Jednak sposób, w jaki będzie funkcjonował może zmienić polską politykę. Po rządach Millera, Kaczyńskiego i Tuska mamy gabinet bez dominującego nad ministrami lidera.

Co więcej, wszystko wskazuje, że nie powtórzy się też model „kierowcy z tylnego siedzenia” testowany w przypadku gabinetów Buzka i Marcinkiewicza. Jeżeli zmiana modelu rządzenia okaże się trwała, to jej skutki nie ograniczą się wyłącznie do sery rządzenia, ale wpłyną także na kształt wewnątrzpartyjnej rywalizacji. Mogą oznaczać początek końca partii autorskich.

To, że pierwsze komentarze pod koniec września skupiały się na ogólnych wrażeniach, na ocenach formułowanych na podstawie tego co i jak mówi nowa szefowa rządu, jest zrozumiałe. Jednak polityka toczy się także poza sferą ulotnych wrażeń. A jej efektów nie da się zredukować do sprawności medialnej. Fakt, że w rządzie pojawili się politycy posiadający porównywalną do szefowej gabinetu pozycji w partii oznacza, że dotychczasowa przewaga premiera może zostać osłabiona. Co więcej, wykorzystywanie atutów wynikających z formalnej przewagi, wymaga tego, żeby mieć wokół siebie ludzi zdolnych do prowadzenia gry z Grabarczykiem, Schetyną, układami regionalnymi, branżowymi, zewnętrznym – nie tylko medialnym – naciskiem na rząd.

Premier Kopacz ma kilka tygodni na stworzenie osobistego zaplecza politycznego zdolnego do dźwigania tych funkcji. Decydujące będzie to, kogo z doświadczonych polityków będzie w stanie do niego przyciągnąć i kto z tych przyciągniętych zdecyduje się pracować wyłącznie na jej sukces. Nie można bowiem sądzić, że równocześnie swoich wpływów w rządzie i partii nie będą umacniać inni gracze, korzystający z realnego bezkrólewia.

Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wydaje się być stworzenie układu policentrycznego, w którym każdy z trzech ośrodków – Kopacz, Grabarczyk i Schetyna – będą się wzajemnie równoważyć, a wzrost siły jednego z nich zaowocuje skuteczną koalicją dwóch słabszych. Taki mniej więcej model panował w SLD przed rokiem 1997. Warto jednak pamiętać o dwóch scenariuszach alternatywnych – przejęcia partii przez Grzegorza Schetynę albo poważnej renegocjacji status quo z nowym premierem, popieranym przez dwa z trzech konkurujących ośrodków. O tym, który z tych scenariuszy jest realny dowiemy się jednak najwcześniej na początku przyszłego roku, śledząc ważne nominacje rządowe i decyzje partyjne, przygotowania do wyborów parlamentarnych, obserwując reorientację partyjnego „aparatu”, a także zachowania opiniotwórczych mediów i środowisk.

Warto opisać punkt wyjścia rządu Ewy Kopacz. Oprócz zmiany na stanowisku premiera w rządzie pojawiło się pięcioro nowych ministrów. W dwóch – wspomnianych już wcześniej – przypadkach Kopacz wpuściła do rządu polityków z bardzo silną pozycją w partii, a w przypadku Schetyny – także w otoczeniu polityki. Oczywiście merytoryczne kłopoty tych ministrów mogą osłabić ich pozycję, zmusić do koncentrowania się na własnych resortach i prowadzić do pewnego osłabienia pozycji. Sądzę jednak, że rachuby na to, że Schetyna nie poradzi sobie z odziedziczonym po Sikorskim MSZ mogą się okazać poważnym błędem. Po pierwsze dlatego, że jest lepszym politykiem i sprawniejszym organizatorem niż jego poprzednik, a fakt, że w pewnych momentach nie będzie „błyszczał” może nie okazać się wadą w przypadku szefa dyplomacji.

Ponadto – stanowisko, które objął Schetyna nie jest resortem z problemami o charakterze społecznym – takim jak np. zdrowie, edukacja czy nawet gospodarka. Minister spraw zagranicznych może zdobywać popularność jako polityk działający na rzecz kraju, a jeżeli ta misja skończy się względnym sukcesem, usunie wszelkie zastrzeżenia dotyczące możliwości objęcia przez Schetynę funkcji premiera.

Czytaj cały artykuł na portalu Nowa Politolgia.

Photo: Aargambit, CC BY-SA 3.0

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze

komentarze