Tomasz Grosse: 10 lat na Wspólnym Rynku

1024px-Autostrada_A2_-_Koło

dr hab. Tomasz Grosse

Okrągłe rocznice są zwykle okazją do podsumowań wzmacniających poczucie dumy z dotychczasowych osiągnięć zarówno wśród elit, jak i „zwykłych Kowalskich”. Moim zamierzeniem nie jest jednak stawianie kolejnych „pomników” Unii Europejskiej, ani przyłączanie się do większości głosów chwalących integrację Polski z zachodnią częścią kontynentu. Raczej chciałbym skłonić do przemyślenia dotychczasowej polityki gospodarczej i wywołać dyskusję nad kierunkami przyszłego rozwoju kraju.

Wprowadzenie[1]

Moim celem jest próba zwięzłej oceny dziesięciolecia Polski w Unii Europejskiej (UE) z punktu widzenia rozwoju gospodarczego. Dynamiczny wzrost był możliwy dzięki napływowi zewnętrznych inwestycji, ale środki te nie budują długofalowych przewag konkurencyjnych. Egzogeniczny model rozwoju (a więc zależny od zewnętrznych funduszy i decyzji strategicznych) – opiera się na specyficznej niszy, która ukształtowała się w trakcie poszerzenia Wspólnoty. Bazuje ona na tanich kosztach produkcji i dostępie do wspólnego rynku. Ale jest to nisza przejściowa, występująca tak długo, póki nie wzrosną koszty produkcji w Polsce. Natomiast inwestycje polityki spójności mają przede wszystkim wymiar pobudzania popytu, mniej zaś wprowadzania zmian strukturalnych. Dlatego pozytywne oddziaływanie tej polityki może wygasnąć wraz z zakończeniem się programów pomocowych UE.

Wspomniany kierunek rozwoju może mieć związek z tendencją do słabnącego zainteresowania krajowych elit politycznych strukturalnymi problemami gospodarczymi i społecznymi. Oznaczałoby to, że europeizacja prowadzi do ‘uśpienia’ tych elit i ich poczucia odpowiedzialności za długofalowy rozwój kraju. Skłaniałaby je do doraźnego zadawalania się korzyściami integracji, ale nie dostrzegania tego, że wysychają zasoby niezbędne dla dalszego rozwoju i dla możliwości skutecznego sterowania polityką rozwojową. 

Bilans korzyści integracji ze wspólnym rynkiem

Ważnym skutkiem członkostwa w UE jest dostęp do wspólnego rynku. Niosło to z jednej strony korzyści w postaci dostępu do ogromnego rynku zbytu i współpracy z partnerami zagranicznymi, w tym również otwarcia na zewnętrznych inwestorów. Z drugiej strony wiązało się z ogromnym skokiem konkurencji rynkowej dla polskiego przemysłu ze strony silniejszych korporacji międzynarodowych. Zobowiązało do przestrzegania wielu reguł UE dotyczących wspólnego rynku, które np. nie pozwalały na pomoc publiczną w celu wyrównania poziomu konkurencyjności dla rodzimych przedsiębiorstw. Inne regulacje (przykładowo dotyczące polityki klimatycznej) są asymetrycznie korzystne dla firm działających w różnych częściach UE. W Polsce wymagają niestety większych kosztów niż w państwach, które są mniej zależne od węgla jako źródła energetycznego[1].

Wejście na wspólny rynek stworzyło niszę dla modelu rozwoju opartego na tanich kosztach produkcji i intensywnej współpracy z wiodącymi firmami z UE nastawionymi na eksport, przede wszystkim niemieckimi[2]. Jak to określił jeden z analityków[3] – duża część niemieckiej machiny eksportowej znalazła bazę w Polsce. Rozwój był więc możliwy dzięki napływowi inwestorów zagranicznych wykorzystujących tanie koszty i względnie wykształconą siłę roboczą nad Wisłą, ale również korzystających z szeregu preferencji ze strony władz publicznych (np. podatkowych). Można wręcz powiedzieć, że polityka polskich władz była nastawiona na tworzenie jak najbardziej korzystnych warunków dla zagranicznych inwestorów, a mniej na wspieranie krajowych przedsiębiorców[4].

Było to dodatkowo stymulowane przez integrację z UE. Instytucje europejskie namawiały władze państw Europy Środkowej, w tym również Polski – do otwierania się na zachodnioeuropejskich inwestorów i prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych[5]. Później, w trakcie negocjacji akcesyjnych, były to bardzo ważne warunki dla członkostwa w UE. Komisja Europejska aprobowała też większość zachęt inwestycyjnych przygotowywanych przez krajowe władze dla kapitału zagranicznego. Udzielała wsparcia logistycznego, a nawet dofinansowywała agencje rządowe obsługujące inwestorów zewnętrznych[6]. Omawiane działania zostały wzmocnione przez politykę spójności UE skupioną na inwestycjach infrastrukturalnych, a więc tworzących dogodne warunki komunikacyjne dla tych inwestorów.

Problemem opisywanego modelu powstałego w wyniku integracji europejskiej jest to, że gospodarka jest silnie egzogeniczna, a więc zależna od podmiotów zewnętrznych i koniunktury u naszych największych partnerów (głównie w Niemczech)[7]. Jej podstawą są tanie koszty produkcji, które w kilkuletniej perspektywie mogą się na tyle zwiększyć, że cały model przestanie być atrakcyjny dla podmiotów zagranicznych. Jest to również przyczyna, dla której polskie władze (zwłaszcza te o nastawieniu liberalnym) będą starały się zablokować szybki wzrost zarobków polskich pracowników. Ewentualny wzrost płac musi być bowiem powiązany ze zmianą modelu gospodarczego. Tymczasem ani inwestorzy (co zrozumiałe), ani polski rząd – nie prowadzą działań w kierunku zmiany profilu rozwoju i poprawienia konkurencyjności poprzez wzrost innowacji. Tworzy to rosnące ryzyko pułapki rozwojowej, lub tzw. pułapki średniego dochodu. Wyjście z tej niszy może być trudne, gdyż nie widać ani sił gospodarczych, ani politycznych, które na poważnie byłyby zainteresowane omawianym problemem.

Integracja ze wspólnym rynkiem oraz przyjęcie modelu egzogenicznego prowadziły do dynamicznego rozwoju, zwłaszcza w największych metropoliach lub innych ośrodkach skupiających zagraniczne inwestycje. Wsparcie z funduszy unijnych dodatkowo sprzyjało podwyższeniu standardów życia i przeciętnego poziomu dochodów w Polsce. Dochód krajowy brutto w przeliczeniu na jednego mieszkańca wzrósł z 25.767 zł w 2005 roku do 41.398 zł w 2012 roku[8].

Cieniem na integracji z europejskim rynkiem położyły się poważne zróżnicowania rozwoju kraju, zwłaszcza między dużymi miastami (głównie Warszawą) a obszarami wiejskimi, peryferyjnymi i przygranicznymi. Rosną one też na poziomie województw, pomimo tego, że polityka spójności miała w założeniach zmniejszać zróżnicowania regionalne[9].

Towarzyszą temu ogniska biedy, które dotykają przede wszystkim najsłabszych regionów. Ubóstwem skrajnym w największym stopniu (między 10% a 13% ludności) są zagrożeni mieszkańcy województw warmińsko-mazurskiego, podlaskiego oraz świętokrzyskiego. W najmniejszym stopniu zagrożone ubóstwem są województwa śląskie, opolskie, dolnośląskie, lubuskie i mazowieckie (poniżej 5%). Należy podkreślić, że wartości wskaźników dla województwa mazowieckiego dowodzą dużych różnic dochodów między stolicą a resztą województwa[10]. Beneficjentem integracji jest niewątpliwie Warszawa, która dołączyła do grona największych metropolii europejskich. Jednak daleko w tyle pozostały nie tylko pozostałe obszary kraju (np. wschodnia Polska, która zaliczana jest do najsłabiej rozwijających regionów całej UE), ale nawet niektóre części województwa mazowieckiego.

Innym problemem jest rosnące zadłużenie publiczne (zarówno rządu, jak i jednostek samorządu terytorialnego). W roku 2013 przekroczyło ono poziom 58 proc. PKB[11]. W tym samym czasie zwiększało się też zadłużenie prywatne (ok. 75 proc. PKB). Zadłużenie zagraniczne wzrosło z ok. 133 mld USD w 2005 roku do 365 mld USD w roku 2012[12].

Uwzględniając słabnącą wartość dolara jest to znacznie więcej, niż podczas rządów Edwarda Gierka. Jedną z przyczyn zadłużania się jest łatwiejszy dostęp do finansowania zewnętrznego, które umożliwia wspólny rynek i zachodnie instytucje bankowe obecne w Polsce. Zwiększają się też potrzeby pożyczkowe. Wynikają one po stronie władz publicznych m.in. z inwestycji europejskiej polityki spójności, a po stronie sektora prywatnego przede wszystkim z konsumenckiego stylu życia. Prowadzi to jednak do przysłowiowego ‘życia na kredyt’, co niesie szereg niebezpieczeństw, takich jak kryzys zadłużeniowy lub możliwość gwałtownego odpływu inwestorów zagranicznych. Duża część zadłużenia pochłania konsumpcja, a nie inwestycje produkcyjne. Poprawia to popyt wewnętrzny i czyni z Polski atrakcyjny rynek zbytu dla zewnętrznych inwestorów. Niemniej w niewystarczającym stopniu przyczynia się do wzmacniania konkurencyjności miejscowej gospodarki. Towarzyszy temu zmniejszająca się odpowiedzialność państwa za dostarczanie szeregu usług publicznych (np. w służbie zdrowia), co nie tyle jest wynikiem rosnących kosztów, ale raczej chęci zbilansowania budżetu państwa (i wprowadzania cieć w wydatkach).

Kolejnym skutkiem przyjętego w Polsce modelu gospodarczego jest utrzymujący się od wielu lat deficyt handlowy w wymianie międzynarodowej. Oznacza to, że Polska gospodarka jest umiarkowanie konkurencyjna na rynkach światowych. Wprawdzie wymiana gospodarcza z krajami Unii Europejskiej jest dodatnia, ale już ujemne jest saldo na rachunku bieżącym bilansu płatniczego (co wynika m.in. z odpływu kapitału z tytułu dochodów majątkowych i odsetek)[13]. Tego typu wskaźniki dość dobrze oddają egzogeniczność polskiej gospodarki, w której dominujące znaczenie mają zagraniczni inwestorzy (w tym kapitałowi). Czerpią oni zyski z działalności prowadzonej w Polsce, ale ich dochody rzadko kiedy służą kolejnym inwestycjom produkcyjnym w kraju. Są raczej transferowane na zewnątrz.

Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na inny przejaw egzogenicznego modelu gospodarki. Otóż dominującą pozycję na polskim rynku finansowym mają instytucje zagraniczne. Około 65 proc. banków jest własnością podmiotów zewnętrznych[14]. Badania wskazują na to[15], że tak silna obecność zagranicznych banków na polskim rynku jest nie tylko unikatowa w Europie (porównywalna tylko z innymi państwami Europy Środkowej i Wielką Brytanią), ale przynosi dodatkowo szereg negatywnych konsekwencji. Sprzyja spekulacji finansowej, w tym w nieruchomościach, a także pobudza konsumpcję kosztem inwestycji produkcyjnych. Utrudnia realizację polityki makroostrożnościowej przez nadzór lokalny. Może też piętrzyć przeszkody przed polityką gospodarczą państwa, gdyż podmioty zewnętrzne są mniej skłonne kooperować z władzami krajowymi. Tym samym państwo ma mniejsze możliwości wspierać endogeniczne procesy rozwoju.

Luka rozwojowa pomimo (a nawet dzięki) integracji

Podsumowując dotychczasowe refleksje warto przytoczyć wnioski Andrew Janosa dotyczące luki rozwojowej między Europą Zachodnią a Środkową[16]. Jego zdaniem były one kumulowane w długim okresie czasu (przynajmniej od XVII wieku), ale podstawową przyczyną był specyficzny model gospodarki ukształtowany w naszej części Europy. Polegał on na zbyt wielkiej konsumpcji w porównaniu do gromadzonych oszczędności i inwestycji produkcyjnych. Szczególnie niski był poziom inwestowania w zdolności innowacyjne i podwyższające wydajność produkcji. Inną cechą tego modelu była niestabilność ekonomiczna i polityczna w naszym regionie. Dodać należy, że wynikała ona wprost z zależności geopolitycznej od zewnętrznych ośrodków władzy (tak było w Polsce przynajmniej od czasów saskich, a więc XVIII-ego wieku). 

Według wybitnej badaczki naszego regionu Rachel Epstein[17] – integracja z UE nie zmniejszyła zasadniczo różnic między zachodnią i środkową częścią Europy. W pewnym stopniu utrwaliła nawet dotychczasowy model rozwoju zależnego Europy Środkowej, gdzie „w nowej odsłonie” uwidoczniły się dokładnie te same co kiedyś cechy strukturalne. Epstein uznaje, że w dalszym ciągu rozwój opiera się na nadmiernej konsumpcji towarów importowanych przy niewystarczających inwestycjach produkcyjnych, zwłaszcza podnoszących poziom innowacyjności. Pomyślność całego regionu zależy od napływu zagranicznego kapitału inwestycyjnego, co jest szczególnie silnie widoczne w sektorze bankowym. Inni badacze dodają[18], że region nadal cierpi z powodu niestabilności wynikającej z zależności ekonomicznej od Zachodu. Dotyczy to przede wszystkim przenoszenia szoków gospodarczych z Europy Zachodniej oraz pro-cyklicznego oddziaływania kapitału finansowego (który zwiększa inflację i ceny aktywów w okresie koniunktury oraz prowadzi do nagłej zapaści w sytuacji odpływu inwestorów w czasie dekoniunktury).

Według przytoczonych opinii integracja europejska powiela w dużym stopniu dotychczasowe trendy rozwoju zależnego w Polsce, a więc w niewielkim stopniu staje się okazją do modernizacji opierającej się na endogenicznych (wewnętrznych) czynnikach wzrostu. Podstawową przyczyną takiego rozwoju wydarzeń są nie tylko dążenia zachodnioeuropejskich inwestorów i elit politycznych, które aktywnie wpływały na ukształtowanie się egzogenicznego modelu rozwoju w Europie Środkowej. Odpowiedzialne są za to również elity krajów naszej części Europy, które aby uzyskać geopolityczne cele integracji z Zachodem poświęciły własną autonomię w polityce gospodarczej. Ale problemem było również ‘uśpienie’ tych elit pod wpływem integracji europejskiej. Towarzyszyło temu coraz dalej idące przekazywanie odpowiedzialności za rozwój kraju instytucjom poziomu europejskiego. 

Podsumowanie: czy stać nas na zerwanie z rozwojem zależnym?

Członkostwo w Unii Europejskiej stało się z jednej strony szansą rozwojową, która wymaga przemyślanej strategii i aktywności po stronie polskich elit. Nie zwalnia ich ani z odpowiedzialności za losy kraju, ani nie powinna prowadzić do przekazania całości władzy do instytucji europejskich. Z drugiej strony, integracja narzuca Polsce określone reguły gry. Stanowią one ramy dla polskiego rozwoju, ujmowanego w szerokim sensie, a więc nie tylko w aspekcie ekonomicznym i społecznym, ale także na płaszczyźnie geopolitycznej. Polska zmieniła bowiem kontekst sojuszy międzynarodowych: z rosyjskiej strefy wpływów na pro-zachodni. Jednak zasadniczo nie wyzwoliła się ze statusu peryferyjnego. A to oznacza, że ma stosunkowo niewielki wpływ na kluczowe decyzje podejmowane w ramach europejskiego systemu władzy. Dlatego integracja europejska niesie także ograniczenia dla polskiej polityki lub silnie ukierunkowuje procesy rozwoju. Można to przyrównać do ‘złotego kaftanu europeizacji’, który sprawia wrażenie komfortowego, ale wiąże się z narzuceniem określonych rozwiązań w polityce krajowej i zagranicznej.

Istnieje więc napięcie między szansami, jakie stwarza integracja europejska a ograniczeniami jakie ona narzuca. Polska uzyskała historyczną okazję na poprawę pozycji międzynarodowej, a więc możliwość awansu z peryferii do pół-peryferii europejskich. Ale jest to tylko szansa, która może być zmarnowana, a europeizacja może nawet utrwalić naszą zależność i peryferyjność na mapie geopolitycznej. Wiele zależy bowiem od nas samych i od tego, jak wykorzystamy kolejne lata integracji. Przede wszystkim od tego, czy zdołamy zmienić model rozwoju gospodarczego, który przez ostatnie wieki wzmacniał naszą peryferyjność i zależność ekonomiczną.

Marzec 2014

 


[1]Niniejszy tekst jest rozwinięciem refleksji autora zaprezentowanych podczas panelu ‘Europa w Polsce – Polska w Europie’ na konferencji, której partnerem medialnym był portal „Nowa politologia” z okazji 10-lecia członkostwa Polski w UE, Uniwersytet Warszawski, 20 stycznia 2014 roku.


[1] Szerzej: T. G. Grosse (2011): Niskoemisyjna gospodarka w Polsce: wpływ europeizacji na politykę rządu, Instytut Spraw Publicznych, Warszawa.

[2] W latach 2004-2011 poprawa konkurencyjności województw zachodnich w porównaniu do wschodnich w Polsce była możliwa m.in. dzięki bliskości Niemiec i dużej ilości przedsiębiorstw z kapitałem zagranicznym (na jednego mieszkańca), por. A. Małkowski, A. Małkowska (2013):Budowa konkurencyjności regionu w dobie globalizacji na przykładzie województwa Zachodniopomorskiego, Zeszyty Naukowe nr 753, Uniwersytet Szczeciński, Szczecin, s. 147-160.  

[3] M. A. Orenstein (2014): Poland. From Tragedy to Triumph, Foreign Affairs, vol. 93, nr 1, s. 23-27 [24].

[4] Na temat słabości polityki gospodarczej polskich władz m.in.: D. Klonowski (2010): The effectiveness of government-sponsoredprogrammes in supporting the SME sector in Poland, Post-Communist Economies, vol. 22, nr 2, s. 229-245; T. G. Grosse (2010): Bariery dla skoku cywilizacyjnego Polski 2010-2030, [w:] A. Kukliński, K. Pawłowski, J. Woźniak (red.): Polonia quo vadis? Biblioteka Małopolskiego Obserwatorium Polityki Rozwoju, III tom, Kraków, s. 93-115.

[5]N. Bandelj (2008): From Communists to Foreign Capitalists: The Social Foundations of Foreign Direct Investment in Postsocialist Europe, Princeton University Press, Princeton, s. 83; N. Bandelj (2010): How EU Integration and Legacies Mattered for Foreign Direct Investment into Central and Eastern Europe, Europe-Asia Studies, Vol. 62, No. 3, s. 481–501.

[6]G. Medve-Bálint (2014): The Role of the EU in Shaping FDI Flows to East Central Europe, Journal of Common Market Studies, vol. 52, nr 1, s. 35-51.

[7]W. Jacoby (2010): Managing globalization by managing Central and Eastern Europe: the EU’s backyard as threat and opportunity, Journal of European Public Policy, vol. 17, nr 3, s. 416-432; A. Nölke, A. Vliegenthart (2009): Enlarging the Varieties of Capitalism. The Emergence of Dependent Market Economies in East Central Europe, World Politics, vol. 61, nr 4, s. 670-702; G. Medve-Bálint (2014), s. 38. W polskiej literaturze na ten temat m.in.: K. Jasiecki (2013): Kapitalizm po polsku, IFiS PAN, Warszawa; T. G. Grosse (2012): Egzogeniczna gospodarka w Polsce. Model kapitalizmu wynikający z przemian politycznych, Nierówności społeczne a wzrost gospodarczy, Zeszyt 24, Uniwersytet Rzeszowski, Katedra Teorii Ekonomii i Stosunków Międzynarodowych, Rzeszów, s. 16-35.

[8] Rocznik Statystyczny Rzeczpospolitej Polskiej 2013, Główny Urząd Statystyczny, Warszawa, s. 695.

[9] Por. Czyż T., Hauke J. (2011): Evolution of regional disparities in Poland, Quaestiones Geographicae, 30(2), s. 35–48; M. G. Woźniak (2012): Spójność społeczno-ekonomiczna w kontekście tendencji do upowszechniania się kryzysu finansów publicznych w Unii Europejskiej, Nierówności społeczne a wzrost gospodarczy, Zeszyt 25, Uniwersytet Rzeszowski, Katedra Teorii Ekonomii i Stosunków Międzynarodowych, Rzeszów, s. 5-29; J. Wojnar (2012):Regionalne zróżnicowanie bezrobocia w Polsce w latach 1998-2011, Nierówności społeczne a wzrost gospodarczy, Zeszyt 24, Uniwersytet Rzeszowski, Katedra Teorii Ekonomii i Stosunków Międzynarodowych, Rzeszów, s. 404-411.

[10] Ubóstwo w Polsce w 2012 r., Główny Urząd Statystyczny, Warszawa, s. 9. Także: J. Szlachta (2014): Trajektorie rozwojowe polskich województw – wymiar Unii Europejskiej, Zeszyty Naukowe WSEI, seria: Ekonomia, nr 8 (1/2014), s. 73-93.

[11]European Economic Forecast – Autumn 2013, European Commission. Luxembourg, table 42.

[12] Rocznik Statystyczny Rzeczpospolitej Polskiej 2013, s. 617.

[13] Ibidem, s. 615.

[14]Por. T. Poghosyan, A. Poghosyan (2010): Foreign bank entry, bank efficiency and market power in Central and Eastern European Countries, Economics of Transition, vol. 18, nr 3, s. 571-598;R. A. Epstein (2008): The social context In conditionality: internationalizing finance in postcommunist Europe, Journal of European Public Policy, vol. 15, nr 6, s. 880-898.

[15] S. Kawalec, M. Gozdek (2012): Raport dotyczący optymalnej struktury polskiego systemu bankowego w średnim okresie, Capital Strategy, Warszawa 31 października, s. 6-24.

[16]A.C. Janos (2000): East Central Europe in the Modern World: The Politics of the Borderlands From Pre- to Postcommunism, Stanford University Press, Stanford, s. 68-69, 414.

[17] R. A. Epstein (2014): Overcoming ‘Economic Backwardness’ in the European Union, Journal of Common Market Studies, vol. 52, nr 1, s. 17-34.

[18]W. Jacoby (2014): The EU Factor In Fat Times and In Lean: Did the EU Amplify the Boom and Soften the Bust? Journal of Common Market Studies, vol. 52, nr 1, s. 52-70; M. Myant, J. Drahokoupil (2012): International Integration, Varieties of Capitalism and Resilience to Crisis in Transition Economies, Europe-Asia Studies, vol. 64, nr 1, s. 1–33.

 

Źródło: Nowa Politologia

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze

komentarze