Andrzej Zapałowski: Ukraińskie dylematy wojenne

Ukrainadr Andrzej Zapałowski

Państwo w upadku  

Konflikt zbrojny na wschodniej Ukrainie, który przerodził się w wojnę domową z elementami pośredniego starcia Zachodu z Rosją, trwa już dobre kilka miesięcy. Sytuacja społeczna w kraju jest coraz bardziej  alarmująca. Gospodarka wpada w recesję, koszty wojny trzeba finansować ze świadczeń społecznych, zbliża się rozpoczęcie roku szkolnego, na który nie ma za bardzo pieniędzy, kończą się zapasy gazu (w Kijowie nie ma ciepłej wody), na społeczeństwo nałożono 1,5% podatek wojenny, trwają masowe protesty antymobilizacyjne. To tylko niektóre problemy ukraińskiego rządu.  Problem w tym, iż narastają nastroje społeczne, które mogą się za miesiąc, dwa przerodzić w kolejną ukraińską rewolucję antyrządową. Ludzie zadają sobie pytanie – po co był ten Majdan? Utraciliśmy Krym, na wschodzie kraju wojna, państwo popada w ruinę, a perspektywa członkostwa w Unii Europejskiej pozostała tylko w sferze marzeń.

Nikt publicznie nie mówi, iż idzie zima, a nawet po pokonaniu separatystów trzeba odbudować (raczej zabezpieczyć) kilka milionów mieszkańców Donbasu. Oczywiście w przyszłości państwo będzie musiało odbudować zniszczone miasta oraz wpłacić miliony dolarów odszkodowań dla cywilnych ofiar wojny. Przy obecnej sytuacji finansowej państwa będzie to niewykonalne. W każdym wypadku rozwoju sytuacji wschodnią Ukrainę czeka klęska humanitarna, co dodatkowo pogłębi istniejący podział w społeczeństwie.

Dużym problemem dla państwa jest narastający podział w społeczeństwie środkowej i zachodniej Ukrainy. Dotyczy on zasadniczo wariantu kontynuacji wojny. Krystalizuje się grupa około 20-30 proc. społeczeństwa, która chce radykalnych działań na wschodzie rodem z rewolucji francuskiej i szafotami, a z drugiej ponad połowa, która nie chce już wojny, gdyż kryzys państwa uderza w jego egzystencję (jest pełna świadomość, że będzie gorzej). Ci ludzie chcą pokoju i negocjacji. Do tego dochodzi toczący się konflikt w niejednolitym  obozie  nacjonalistów ukraińskich. To nie tylko Prawy Sektor i Swoboda, ale rosnąca obecnie w sondażach Partia Radykalna Ołeha Laszki. Rządzące partie umiarkowane Batkiwszczyna i Udar  obawiają się, iż po rozstrzygnięciu wojny na wschodzie, dojdzie do otwartego konfliktu z nacjonalistami. Już teraz prewencyjnie likwiduje się obóz na Majdanie w Kijowie i rozwiązuje niektóre oddziały zbrojne nacjonalistów jak batalion Ajdar. 

Właśnie na bankructwo państwa ukraińskiego gra Rosja, nie angażując się bezpośrednio w wojnę do czasu, aż nie zostanie do niej przymuszona klęskami separatystów. Przygotowując się na scenariusz siłowy Moskwa od miesięcy testuje mobilność i jedność UE w sprawie sankcji. Obecnie widać, iż nie są one tak dotkliwe jak się początkowo zakładało. Istnieją coraz większe rozdźwięki w obozie Zachodu. Widać jednoznacznie, iż większość krajów UE nie stanie faktycznie po stronie Ukrainy w razie konfliktu z Rosją. Głównie będzie się ograniczało do zapewnienia własnego  bezpieczeństwa gospodarczo-politycznego. Także społeczeństwo rosyjskie od miesięcy jest epatowane zagrożeniem państwa  ze strony UE i USA. Media ciągle pokazują ofiary cywilne i przesiąknięte nacjonalizmem elity w Kijowie. Przygotowuje się Rosjan na wyrzeczenia, bo wojna idzie nie o konformizm ich życia, ale o przyszłość Rosji i Rosjan na świecie. Poparcie dla Putina pokazuje, iż psychologicznie Rosjanie są przygotowani na atak na Ukrainę, a może wręcz go oczekują. Okresem sprzyjającym takim działaniom byłby październik, czyli początek zimy na wschodzie Ukrainy. Pytanie tylko, czy separatyści dotrwają na swoich pozycjach do tego czasu.

Data interwencji rosyjskiej szybko się zbliża

W mediach można usłyszeć glosy elit politycznych Europy, iż Rosjanie mogą wkroczyć na Ukrainę. Pytanie tylko, czy swoimi działaniami nie pomagają w rozwoju tego scenariusza? Konflikt ukraiński można było zadusić, już kilka miesięcy temu poprzez federalizację państwa, jednakże Zachód musiał „spróbować” najkorzystniejszego dla siebie scenariusza! Teraz jest problem jak z tego bałaganu polityczno-gospodarczego w Europie wyjść.

Rosja po przetestowaniu większości swoich sił zbrojnych w postaci licznych ćwiczeń poligonowych, zgraniu związków operacyjnych, zabezpieczeniu rezerw w postaci ich częściowej mobilizacji i opracowaniu wariantów strategii operacji jest gotowa na interwencję. Wkroczenie armii rosyjskiej może się odbyć w dwóch wariantach. Pierwszy to pokojowa misja w Donbasie i wkroczenie sił lądowych pod osłoną lotnictwa i w ten sposób zabezpieczenie zbrojne obszaru kontroli sił separatystów. Ten scenariusz pozwoliłby na wymuszenie rokowań Kijowa z separatystami (Rosjanie się nie zgodzą na to, aby być stroną rozmów pokojowych z uwagi na kwestie Krymu). Drugi wariant to kilkufazowa akcja, mająca na celu zdynamizowanie powstania na obszarach od Charkowa po Odessę przez przygotowane i uzbrojone oddziały powstańcze będące w podziemiu. W tym wariancie jest możliwe użycie na dużą skalę oddziałów powietrznodesantowych i zajęcie kilku obwodów.  Władze w Moskwie wprowadzając wojska na Ukrainę muszą unikać strat po stronie wojsk ukraińskich, aby nie nastawić większości społeczeństwa przeciw wojskom interwencyjnym i dać możliwość przechodzenia żołnierzy ukraińskich na stronę separatystów. Przykład dobrego obchodzenia się z żołnierzami, którzy przeszli pod naporem separatystów do Rosji pokazuje, iż jest to sygnał do podobnych postaw wojsk ukraińskich w trakcie ewentualnej interwencji Rosji. Zastosowanie tego wariantu oznacza, iż Rosja musi użyć w akcji dużych zgrupowań wojsk, aby doprowadzić do szybkich sukcesów, a  w armii ukraińskiej wywołać chaos. Prawdopodobnie, pokazowo zniszczone będą tylko ochotnicze oddziały nacjonalistów ukraińskich, takie jak bataliony np. Donbas czy Azow.

Moim zdaniem, data akcji już zapadła i będzie wkomponowana w rosyjski kalendarz międzynarodowych wydarzeń, w tym ponowne zaangażowanie USA w wojnę w Iraku. Nie jest wykluczone, iż interwencja może być skorodowana ze wzmocnieniem protestów antywojennych na Zakarpaciu. Region ten będzie chciał się odciąć od wojny z Rosją.  Także nie są wykluczone w razie interwencji Rosji działania dywersyjne w Kijowie, a terrorystyczne we Lwowie. Mimo popularności skrajnego nacjonalizmu i poparcia dla akcji wojskowej w Donbasie, region lwowski musi odczuć ciężar strat  wśród ludności cywilnej. Taka akcja może to mieć także na celu ściągniecie nacjonalistów z frontu dla ochrony swoich rodzin.

Do klasycznych elementów podjęcia działań Rosji na Ukrainie będzie zapewne uderzenie w sieci informatyczne  rządu w Kijowie. Nie wykluczałbym podobnych akcji, oczywiście nie w skali ukraińskiej w stosunku do Polski czy Litwy. Na Łotwie i Estonii może dojść do protestów mniejszości rosyjskiej, mającej na celu odciągniecie państw UE od Ukrainy. Strategia Rosji wobec UE będzie zapewne polegała na pokazaniu możliwości totalnej destabilizacji w Europie wschodniej i środkowej. W tej sytuacji Berlin i Paryż mogą „sprzedać” Ukrainę i pogłębić rozdźwięki tych państw z USA. Możliwością dywersyfikacji konfliktu i zagrożenia jego rozprzestrzenieniem na skalę europejską może być próba wykorzystania napiętej sytuacji na Bałkanach, zwłaszcza o Bośni i Hercegowinie. Tam Rosja może związać południowe kraje UE. Nie wolno zapominać także o możliwości udzielenia przez Rosję wsparcia Chinom na Pacyfiku w ich konflikcie z Filipinami i Japonią o grupy roponośnych wysp. Chiny chętnie wykorzystają akcje na Ukrainie dla przykrycia swoich działań.

Oczywiście scenariuszy może być wiele, choćby w razie kompletnej destabilizacji sytuacji na Ukrainie, możliwa jest akcja Rumunii w Mołdawii (a może nie tylko?) a nawet Węgier, w obronie swojej mniejszości. Poruszonych w tekście zaledwie kilka wątków związanych z wojną na Ukrainie pokazuje  jednoznacznie, iż ten konflikt ma o wiele większe zagrożenie dla pokoju na świecie, niż wojna izraelsko-palestyńska. Jej szybkie zakończenie, nawet kosztem Ukrainy leży  w interesie społeczności międzynarodowej.

Pytanie tylko jak się zachowa Polska w razie rosyjskiej interwencji na Ukrainie? Myślę, iż dla znacznej części polskiego społeczeństwa działania Rosji przeciw Ukrainie będą odbierane  neutralnie. Oczywiście w mediach wybuchnie histeria, jako częściowo kontrolowana wojna informacyjna prowadzona przez Zachód. Jeżeli na Ukrainie w przestrzeni publicznej i organach władzy będzie nadal funkcjonowała banderowska ideologia, nie ma co liczyć na pełną solidarność całego społeczeństwa. Jest to także ostrzeżenie dla Litwy, która w razie zagrożenia może mieć problem z polską solidarnością. Oczywiście chodzi tu o represje i próby zwalczania polskiej mniejszości w tym państwie.

Ryc. pri.org

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze

komentarze