Andrzej Zapałowski: USA – przyjaciel i sojusznik?

Obama_KomorowskiZ dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Podczas wizyty w Akademii Wojskowej West Point Barack Obama mówił o tym, że Stany Zjednoczone powinny okazywać powściągliwość, zanim przystąpią do operacji militarnych za granicą. Czy to oznacza, że poza słowami i deklaracjami o ewentualną pomoc Amerykanów może być trudno?

– W Stanach Zjednoczonych trwa bardzo poważna dyskusja na temat proporcji w zaangażowaniu się w NATO od strony finansowej Ameryki i państw członkowskich. Warto zwrócić uwagę, że Niemcy wydają na obronność niewiele powyżej 1 proc. PKB, podobnie Czechy, Słowacja, Węgry czy kraje nadbałtyckie. Polska z 2-procentami wyróżnia się na tym tle, podobnie jak Francja, która ma swoje interesy w Afryce, czy Wielka Brytania na obszarach Wspólnoty Brytyjskiej. Doszło do sytuacji, w której Stany Zjednoczone jako jedyne są opiekunem artykułu 5 Traktatu Waszyngtońskiego o zbiorowej obronie i za to płacą. Dlatego w Stanach Zjednoczonych trwa dyskusja, czy nie zacieśnić stosunków dwustronnych między państwami NATO, wymagając od tych państw zwiększenia budżetów wojskowych. To jeden element stanowiska wyrażonego przez prezydenta Obamę. Druga sprawa dotyczy olbrzymich kosztów, jakie ponoszą Stany Zjednoczone na skutek uwikłania się w konflikty w Iraku, Afganistanie i innych częściach świata. Amerykanie bardzo powściągliwie podchodzą do zaangażowania się na nowych kierunkach, stąd też bardzo wyraźne stanowisko administracji Baracka Obamy, że żołnierze Stanów Zjednoczonych nie będą wysyłani na Ukrainę.

Czego można spodziewać się po wizycie Obamy w Warszawie, bo oczekiwania są duże?

– Prezydent Obama przyjeżdża do naszego kraju nie z okazji 25-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości i wolnych wyborów, które dokonały przełomu, niezależnie od tego, jak Polacy oceniają ten dzień, ale wizyta Baracka Obamy jest pretekstem, by spotkać się z przedstawicielami władz państw Europy Środkowej oraz Ukrainy i przeprowadzić konsultacje dotyczące polityki na tym obszarze. To także próba zaakcentowania obecności i pozycji Stanów Zjednoczonych w tym regionie i ich pozycji w kreowaniu bezpieczeństwa. Barack Obama będzie też chciał wybadać, jaka jest polityka tych państw w stosunku do Rosji.

Osobiście oczekiwałem, że wizyta Baracka Obamy w tych dniach, od dawna zapowiadanej, będzie elementem ogłoszenia tego, że Kongres Stanów Zjednoczonych zniósł Polakom wizy do Ameryki. Przypomnijmy, że Polska jako jeden z najważniejszych na świecie sojuszników Stanów Zjednoczonych, jako jeden z nielicznych krajów w Europie posiada nadal reżim wizowy. To jest sytuacja kuriozalna. W tej sytuacji mówienie, że jesteśmy sojusznikami i przyjaciółmi na zawsze, jest zwyczajnym biciem piany.

Czego znakiem będzie planowane spotkanie Obamy z prezydentem Poroszenką i czy nowo wybrany prezydent Ukrainy przyjeżdża do Polski, by docenić nasz wkład, czy może po to, żeby się spotkać z Obamą?

– Oczywiście magnesem, który przyciąga, jest prezydent Obama. Natomiast Poroszenko, przyjeżdżając do Warszawy, powinien ogłosić, że Ukraina znosi embargo na wieprzowinę i wołowinę z Polski. Barack Obama jest także elementem przyciągającym dla przedstawicieli innych państw. Z drugiej strony dobrze, że przyjeżdżają do nas, bo to świadczy, że Polska zaczyna odgrywać jakąś rolę w Europie i świecie. Pytanie brzmi: na ile jesteśmy przedmiotem międzynarodowych gier, a na ile podmiotem.

Czy temat tarczy antyrakietowej powinien i będzie poruszany w trakcie rozmów i czy Polska w obliczu wydarzeń na Ukrainie nie powinna zabiegać o przyspieszenie realizacji tego projektu?

– Myślę, że podczas wizyty w Warszawie Obama stwierdzi, iż tarcza antyrakietowa będzie realizowana zgodnie z przyjętym harmonogramem, a więc do 2018 r. Nie sądzę, żeby Stany Zjednoczone chciały przyspieszać projekt i narażać się na zaostrzenie sytuacji konfliktowej z Rosją. Amerykanie po ostatnim szczycie na Dalekim Wschodzie w Singapurze mają kolejny problem. Przypomnę, że ich nacisk na Chiny wobec działań i demonstracji militarnej tego kraju na obszarze Oceanu Spokojnego spotkał się z ostrą ripostą ze strony Chin. Dla Amerykanów problemem może być także rodzący się sojusz chińsko-rosyjski, co sprawia, że administracja Białego Domu musi być w swych działaniach bardzo ostrożna.   

Wspomniał Pan już o potrzebie zniesienia embarga na naszą wieprzowinę i wołowinę na Ukrainie. Ale konkretów nie widać, o czym to świadczy?

– To pokazuje bardzo wyraźnie, że na Ukrainie rządzą oligarchowie, którzy posiadają większość areałów ziemi rolnej. Ihor Kołomojski ma ok. 200 tysięcy ha ziemi, a obecny prezydent prawie 100 tysięcy ha. W tej sytuacji oligarchowie podchodzą do wszelkich interesów i porozumień z określonymi państwami z punktu widzenia biznesowego. Embargo na polską wieprzowinę i wołowinę jest kwestią wyparcia konkurencji z obszaru Ukrainy. Ich nie interesuje zupełnie to, że Polska, wspierając Ukrainę, ponosi olbrzymie koszty, tracąc przez embargo w Rosji miliardy złotych. Takie podejście zarysowuje to, z czym możemy mieć do czynienia w przyszłości. Jeżeli Polska nie zadba należycie o swoje interesy, to przy niezbyt mądrym zaangażowaniu politycznym skończy się na tym, że podobnie jak w Iraku poniesiemy koszty ze stratami dla naszej gospodarki. Owszem sytuacja polityczna jest ważna, ale ważniejsza jest gospodarka i interesy państwa. Polska poprzez brak stawiania jednoznacznych wymagań prowadzi nierozsądną politykę wobec Ukrainy. Może być tak jak w przypadku Litwy, kiedy mocno wspieraliśmy aspiracje tego kraju do niepodległości, a do dzisiaj podstawowe kwestie dotyczące ochrony praw mniejszości polskiej na Litwie nie zostały rozwiązane. Z tym samym mamy do czynienia na Ukrainie, gdzie Polacy wciąż nie mogą doczekać się zwrotu kościołów katolickich, a polskie organizacje nieruchomości. To pokazuje bardzo dwuznaczną politykę Ukrainy wobec Polski. Mamy zatem do czynienia z roszczeniami ze strony ukraińskiej i nie otrzymujemy nic w zamian.

Dziękuję za rozmowę.  

Źródło: Nasz Dziennik

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze

komentarze