Jan Stec: Ukraina – komu bije dzwon

1024px-Potěmkinovy_schody[1]

płk rez. Jan Stec

Jeszcze przed miesiącem, już po secesji Krymu, większość komentatorów skłaniała się do tego, że jedynym warunkiem zachowania jedności państwa ukraińskiego jest wprowadzenie ustroju federacyjnego. Tymczasem procesy zachodzące obecnie na Ukrainie stawiają możliwość wprowadzenia federalizacji pod dużym znakiem zapytania, a nawet coraz częściej wyrażane są obawy, czy będzie to w ogóle możliwe.

Podkreślić należy, iż wzrost nastrojów secesjonistycznych aż do wystąpień zbrojnych na terenie wschodnich, ale także południowych obwodów Ukrainy nie jest wyłącznie skutkiem działalności Rosji, która była i jest przygotowana na różne warianty rozwoju sytuacji, ale także jest to wynikiem błędów popełnionych przez rząd centralny odnośnie strategii jak i taktyki reagowania na tego rodzaju zjawiska.

Skutek jest taki, że obecnie rząd w Kijowie całkowicie nie kontroluje obszaru trzech obwodów (doniecki, ługański i charkowski) o powierzchni ponad 80 tys. km2 zamieszkałych przez około 10 mln ludności. W szeregu dalszych obwodach (odesskim, dniepropietrowskim, zaporoskim, mikołajewskim, chersońskim) utrwalił się swoisty system dwuwładzy. Ponadto niejasna jest sytuacja w obwodzie zakarpackim. W sumie tereny, które całkowicie lub częściowo nie są kontrolowane przez rząd centralny, stanowią około 40% powierzchni państwa zamieszkałej przez prawie połowę ludności.

Jeśli do tego dodamy rozprężenie panujące w resortach siłowych (szczególnie w armii), a także nieudolnie funkcjonującą administrację, możliwości działania rządu centralnego wydają się być mizerne. Rodzi się pytanie, czy w tych warunkach jest sens przeprowadzenia za wszelką cenę wyborów prezydenckich zaplanowanych na 25 maja i czy owe wybory mogą coś zmienić.

Polityczny ruch oporu jaki powstał na terenie wschodnich (tzw. rosyjskich) obwodów istniał od początku zaostrzenia się sytuacji na Ukrainie. Jest rzeczą oczywistą, że od początku był on wspierany zwłaszcza w zakresie planistycznym jak i logistycznym przez władze Federacji Rosyjskiej. Były też przygotowywane i rozbudowywane ośrodki zbrojnego oporu na wypadek konfrontacyjnego scenariusza rozwoju wydarzeń. Podkreślić przy tym należy, że według dotychczasowych ocen, Rosja nie angażowała bezpośrednio swych obywateli do kierowania zorganizowanymi na terenie Donbasu strukturami zbrojnego podziemia. Przy tym w Rosji istnieje świadomość, że scenariusz krymski na tym terenie powtórzyć się nie może. Dlatego też wysunięto hasło szerokiej autonomii a następnie ewentualnego powstania samodzielnego tworu quasi-państwowego Republiki Donieckiej, czyli czegoś w rodzaju Abchazji czy Osetii, tylko znacznie silniejszego gospodarczo i politycznie.  

Utworzone jednostki zbrojne tzw. „siły samoobrony” liczą wg różnych szacunków od 15 do 20 tys. ludzi ze stałą tendencją wzrostową w miarę zaostrzania się sytuacji, dość dobrze wyposażonych w broń automatyczną oraz w niewielką ilość środków przeciwpancernych i przeciwlotniczych. Siły ten zgrupowane są głownie w rejonie czterech ośrodków miejskich: Doniecka (1 mln), Ługańska (0,5 mln), Kramatorska (200 tys.), Sławiańska (140 tys.). Stosując taktykę przeciwnika (tzw. Majdan), przy wsparciu miejscowej ludności, siły samoobrony opanowały całkowicie szereg ośrodków administracyjnych, w tym miasta obwodowe Donieck i Ługańsk, tworząc własne struktury administracyjne.

Kontynuując politykę konfrontacji rząd w Kijowie zdecydował się na rozpoczęcie kilkakrotnie odwlekanej tzw. „operacji antyterrorystycznej”. Rzecz charakterystyczna, że kolejne zapowiedzi rozpoczęcia tejże operacji pojawiały się po wizytach przedstawicieli administracji USA (senator John McCain, szef CIA John Brennan, wiceprezydent Joe Biden). Operacja ma doprowadzić do oczyszczenia z secesjonistów kolejnych rejonów (głównie miast) i przejęcie pełnej kontroli nad zbuntowaną prowincją. Do działań przerzucono na teren Donbasu około 30 tys. ludzi, z czego około połowę stanowią jednostki armii ukraińskiej, resztę zaś grupy specjalne służby bezpieczeństwa (SBU), jednostki wojsk wewnętrznych oraz ochotnicze formacje Gwardii Narodowej i tzw. „Prawego Sektora”. Większość formacji ochotniczych tworzą żołnierze pochodzący z zachodnich obwodów Ukrainy, którzy brali udział w realizacji przewrotu na terenie Kijowa i innych miast, w składzie różnego rodzaju bojówek nacjonalistycznych. W ramach wspomnianej operacji postanowiono w pierwszej kolejności opanować miasta Kramatorsk i Sławiansk, jak dotąd bezskutecznie. Na podstawie przebiegu pierwszych starć noszących raczej charakter rozpoznania walk można ocenić że:

– Żołnierze jednostek armii ukraińskiej (nawet tych elitarnych) nie przejawiają większych chęci do walki, zdarzają się przypadki porzucania sprzętu, a nawet przechodzenia na stronę przeciwnika.

– Zgromadzony ciężki sprzęt, czołgi, transportery opancerzone, lotnictwo jest mało przydatny do walk wewnątrz miast (walk ulicznych).

– Żołnierze wojsk wewnętrznych, grup operacyjnych SBU oraz szczególnie formacji ochotniczych są zdecydowani walczyć, przy czym ci ostatni zachowują się wręcz fanatycznie. Jednakże wartość bojowa tychże formacji ochotniczych jest niewielka ze względu na brak doświadczenia (często są to kilkunastoletni chłopcy) a także słabe wyszkolenie.

Tak czy inaczej dotychczasowe wyniki „operacji antyterrorystycznej” są mizerne, chociaż po obydwu stronach zwiększa się liczba ofiar, w tym również osób cywilnych.

Narastanie tendencji konfrontacyjnych wyraża się między innymi w decyzjach o charakterze represyjno-ekonomicznym, jak na przykład:

– Próba blokady zaopatrzeniowej miast stanowiących główne ośrodki oporu.

– Wyłączenie systemu bankowego na tym obszarze.

– Próba blokady energetycznej Krymu.

– Wyłączenie dopływu wody ze zbiorników dnieprzańskich do Kanału Krymskiego. Kanał ten zbudowano w czasach radzieckich. Powyższa decyzja to próba wywołania klęski ekologicznej. Co prawda istniejące zbiorniki w górach oraz budowany ekspresowo przez jednostki armii FR rurociąg wody pitnej z Kubania przez Cieśninę Kerczeńską zapewni pełne zaopatrzenie ludności półwyspu w wodę pitną, ale plantatorzy szczególnie owoców i warzyw stracą co najmniej połowę zbiorów.

Podejmowanie tego rodzaju zamierzeń oraz brak poważniejszych reakcji Zachodu na zbrodnię dokonaną 2 maja w Odessie (zginęło ok 100 osób spalonych żywcem bądź zastrzelonych, kilkaset jest rannych. Podkreślić trzeba, że ludzie ci byli nieuzbrojeni), a także później na wypadki w Mariupolu, świadczy o tym, że istnieje przyzwolenie na tego rodzaju politykę, a niedawno podpisane czterostronne porozumienie w Genewie niewiele znaczy. Ostatnio na forum ministrów spraw zagranicznych OBWE poparto zamiar organizacji ukraińskich wyborów prezydenckich 25 maja. Jest to swoisty test w stosunku do Rosji – jak daleko można się posunąć nie wywołując zdecydowanej kontrakcji. Taki test prowadził w 2008 roku Saakaszwili z wiadomym skutkiem.

Podkreślić należy, że mimo wszystko inspiratorzy przewrotu na Ukrainie osiągnęli szereg celów, przykładowo:

– Wywołanie na niespotykaną dotąd skalę rusofobii nie tylko na Ukrainie, ale i w szeregu krajach europejskich, ze szczególnym uwzględnieniem Polski.

– Znaczna izolacja polityczna Rosji na arenie międzynarodowej.

– Próby częściowo udane wciągnięcia wielu państw do akcji podejmowania różnorodnych sankcji politycznych i gospodarczych przeciw Federacji Rosyjskiej.

Oczywiście sukces byłby pełny, gdyby udało się wywołać na granicy ukraińsko-rosyjskiej lub w jej pobliżu konflikt zbrojny, choćby o ograniczonym zasięgu. Wówczas Rosja niewątpliwie miałaby związane ręce w tych rejonach świat, gdzie interesy mocarstw się krzyżują.

Rosja w tej sytuacji, mimo dużego sukcesu w postaci inkorporacji Krymu, znajduje się w trudnym położeniu, a mianowicie:

– Władze rosyjskie solidaryzując się z secesjonistami we wschodnich i południowych obwodach Ukrainy zmuszone są jednocześnie do tonowania zarówno zakresu jak i terminów wysuwanych przez nich żądań, albowiem scenariusz krymski nie jest do powtórzenia.

– Rosja za wszelką cenę musi próbować przejść do ofensywy propagandowo-informacyjnej skierowanej między innymi na Europę Zachodnią i terytorium całej Ukrainy.

– Bardzo skomplikowany problem stanowią dostawy gazu. Jak wiadomo Ukraina od dłuższego czasu nie płaci za gaz, zadłużenie wzrasta. Rosja nie tylko ze względów ekonomicznych, ale i opinii wewnętrznej musi w najbliższym czasie postawić przysłowiową kropkę nad „i”, to znaczy najpierw ograniczyć a następnie przerwać dostawy tego surowca na Ukrainę. Ukraińcy, których rezerwy nie przekraczają 30 dni zastosują stary wypróbowany przez siebie sposób, to znaczy kradzież z linii tranzytowych przebiegających przez ich terytorium. W tym przypadku w szczególnie trudnej sytuacji znalazłyby się Czechy (prawie 100% importu), Słowacja (ponad 80%), a także Węgry, Austria, Mołdawia i Serbia. Także Polska importująca ponad 80% zużywanego gazu mogłaby odczuć ten proceder. Oczywistym jest, że wówczas to Rosję oskarżono by (UE) o niedotrzymywanie umów.

– W przypadku przedłużania się impasu na Ukrainie, kontynuacji represyjnej polityki przez rząd kijowski, a zwłaszcza powtarzaniu się krwawych wypadków w rodzaju zbrodni w Odessie i dalszego wzrostu ilości ofiar akcji pacyfikacyjnej Rosja niezależnie od konsekwencji może być zmuszona do podjęcia ograniczonej akcji interwencyjnej na wschodzie, a być może także na południu Ukrainy. Warianty tego typu akcji są zapewne przygotowane i przećwiczone, a teren odpowiednio przygotowany. Jest to ryzyko, ale w określonej sytuacji musi być ono podjęte.

Prognozy rozwoju sytuacji na Ukrainie w najbliższym okresie są trudne do określenia, niektóre jednak zjawiska i reakcje na nie wydają się być wielce prawdopodobne, a mianowicie:

– Przy politycznym poparciu Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej wybory prezydenckie zostaną przeprowadzone w zaplanowanym terminie, jednak ich wyniki nie będą adekwatne do obecnego układu sił politycznych i tak naprawdę niczego nie zmienią.

– Rząd kijowski mając zapewnione poparcie zagranicy będzie kontynuować  represyjną politykę w stosunku do secesjonistów, a z drugiej strony będzie narastał opór, nastąpi rozrost i wzmocnienie logistyczne antyrządowych struktur militarnych.

– Szanse na powodzenie rozpoczętych operacji „antyterrorystycznych” są niewielkie, a zdobycie pojedynczych bastionów oporu (np. Kramatorska) niczego nie zmieni.

– Problem federalizacji Ukrainy schodzi obecnie na plan dalszy. Możliwości praktycznej realizacji tego zamierzenia są obecnie znikome. Trudno dzisiaj wyobrazić sobie kooperację Lwowa z Donieckiem, czy nawet Odessą. Jeśli chodzi o zbuntowane tereny Donbasu to wielce prawdopodobne jest, że będzie oficjalnie ogłoszone powstanie czegoś w rodzaju „Republiki Donieckiej”, która nie uznawana „de iure” będzie jednak trudna do zlikwidowania. Potwierdzają to wyraźnie wyniki referendum przeprowadzonego w obwodach ługańskim i donieckim (wysoka frekwencja 75–80% i zdecydowane poparcie dla zmiany statusu tych terenów).

– Rosja będzie wspierać ruch secesjonistyczny tak jak dotychczas w sposób zawoalowany, jedocześnie hamując zamiary grup skrajnie radykalnych. Jednak w przypadku dalszego zaostrzenia sytuacji, a w szczególności wzrastania przemocy i rosnącej liczby ofiar Rosja może być zmuszona do przeprowadzenia ograniczonej w czasie i przestrzeni operacji interwencyjnej na wschodzie, a być może i na południu Ukrainy. Takie warianty są na pewno rozpatrywane i możliwe do wdrożenia w ciągu kilku dni.

– W najbliższym czasie Rosja musi rozstrzygnąć problem dostawy gazu dla Ukrainy.

– Przyjęcie i wdrożenie kolejnych sankcji zarówno politycznych jak i ekonomicznych nie zmieni polityki Rosji w stosunku do Ukrainy.

– Wewnątrz Ukrainy wzrastają wpływy i znaczenie ugrupowań skrajnych, co jest szczególnie niebezpieczne w odniesieniu do młodego pokolenia. Zjawisko to może w istotny sposób przyczynić się do powstania głębokich podziałów wewnętrznych utrudniających utrzymanie jedności państwa.

– Sprawą niezwykle istotną w najbliższym okresie będzie postawa ludności obwodów naddnieprzańskich stanowiących kręgosłup ekonomiczny państwa ukraińskiego.

– W wypadku potwierdzenia się doniesień o udziale zagranicznych najemników w walkach po stronie władz kijowskich byłby to niebezpieczny krok w kierunku umiędzynarodowienia konfliktu.

Reasumując rozwój sytuacji na Ukrainie zmierza w groźnym kierunku przede wszystkim dla narodu ukraińskiego, który stał się swoistym zakładnikiem kolejnych elit w sposób bezwzględny rozkradających kraj, a następnie międzynarodowych grup nacisku pragnących realizować swe dalekosiężne cele przy wykorzystaniu trudnego położenia państwa ukraińskiego. Przysłowiowy dzwon bije coraz mocniej i groźniej. Czas reakcji się kurczy. Czy zdają sobie z tego sprawę elity polityczne i liczna przecież inteligencja. Po raz drugi w ciągu stu lat Ukraińcy mogą utracić szansę na zbudowanie solidnego, zjednoczonego i bogatego państwa. A wówczas pozostanie sentencja z dramatu „Wesele” St. Wyspiańskiego: „Miałeś, chamie, złoty róg,/Miałeś, chamie, czapkę z piór:/…/ostał ci się jeno sznur”.

Na zakończenie parę zdań na temat naszych polskich reakcji na wydarzenia ukraińskie. Na początek taki oto obraz przekazany kamerami TV z zajść w Odessie 2 maja b.r.: na placu w środku miasta grupa nastoletnich dziewcząt szykuje butelki z płynem zapalającym, a obok niewiele starsi chłopcy kijami dobijają rannego. Ciśnie się pytanie – co wyrośnie z tych dzieci. Jakie spustoszenie moralne uczyniła sączona latami nacjonalistyczno-faszystowska propaganda obficie wspierana z zagranicy. Przecież po dokonaniu tejże zbrodni odbył się triumfalny marsz ulicami miasta. To jakby nam nieco przypominało 1943 rok na Wołyniu. Czy to pokaże nasza telewizja albo inne środki przekazu. Nie, u nas jest wszystko dobre i słuszne. A przecież 28 kwietnia we Lwowie, ale także w innych miastach odbyły się rocznicowe pochody z okazji powstania ukraińskich formacji SS. Demonstrowała głównie młodzież pod sztandarami ze swastyką, portretami Bandery, Szuchewycza, ale także Adolfa Hitlera. Czy takie marsze są możliwe w Niemczech – na pewno nie.

Pamiętamy ile nas kosztowało – również ekonomicznie bezkrytyczne poparcie dla ekipy Juszczenko-Tymoszenko i jak oni potem Polsce podziękowali, między innymi podnosząc UPA do roli kombatantów i bohaterów walk o Ukrainę.

Ale oto w ubiegłym roku czołowy ideolog partii „Swoboda” posłanka Iryna Farion upubliczniła  w Radzie Najwyższej dokument, w którym domaga się zwrotu od Polski ponad 19 tys. km2 ziem bezprawnie zagarniętych przez państwo polskie (Przemyśl, Jarosław, Chełm). Z tą właśnie panią fotografowali się na tzw. Majdanie Radosław Sikorski i Jarosław Kaczyński. Nic dodać.

Tymczasem w kraju rozpętano histerię wojenną oraz kampanię antyrosyjską na niespotykaną dotąd skalę. Politycy różnej proweniencji, parlamentarzyści oraz znaczna część dziennikarzy prześcigają się w szerzeniu nienawiści i pogardy do wszystkiego co rosyjskie. To na pewno nie jest zgodne z dalekosiężnymi interesami Rzeczypospolitej, przy czym nie chodzi tu o doraźne zyski czy też straty ekonomiczne, ale o pozbawianie się na wiele lat możliwości wpływania na zachodzące w tej części Europy procesy zmian geopolitycznych. Nie robią tego Czesi, Węgrzy, a nawet Słowacy czy Rumuni. My natomiast jesteśmy zawsze dyspozycyjni, choćby działało to na naszą szkodę. Czas się nareszcie opamiętać i przestać odgrywać rolę przysłowiowego chłopca na posyłki.  

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze

komentarze