Kamil Wysokiński: Dokąd zmierza Izrael? Polityka a bezpieczeństwo państwa

Kamil WysokińskiJerusalem_wall

Przemiany, jakie zachodziły na obszarze Bliskiego Wschodu przez ostatnie 5 lat, wpłynęły i w dalszym ciągu wpływają na zmianę strategicznego układu sił w regionie. Rozwój irańskiego programu nuklearnego i rakietowego, daleka od stabilnej sytuacja w Afganistanie i brak wyraźnych perspektyw co do zakończenia konfliktu arabsko-żydowskiego, to tylko nieliczne z problemów kształtujących obraz dzisiejszego Bliskiego Wschodu. Wiele wskazuje, że wielkim przegranym tych przemian może okazać się Izrael.

W państwie ustanowionym w celu integracji Żydów z całego świata, coraz większą rolę zaczynają odgrywać środowiska ultraortodoksyjne. Ortodoksi nie uznają istnienia Izraela, jego władz, prawa, hymnu i flagi. Wzywają do utworzenia wielkiego Izraela – państwa, w którego granicach leżałyby ziemie palestyńskie. Wykorzystują do tego szowinistyczne, przesiąknięte fałszywą religijnością hasła: walki z Filistynami – biblijnymi wrogami państwa żydowskiego, utożsamianymi obecnie z Palestyńczykami. Ich działania już w chwili obecnej wpływają niekorzystnie na gospodarkę i bezpieczeństwo Izraela. Jeżeli prawicowy rząd Benjamina Nataniahu nie zmieni kierunku prowadzonej polityki, przyznającej ortodoksyjnym żydom znaczne przywileje, wiele wskazuje, że obecne problemy mogą stać się początkiem upadku strategicznego znaczenia Izraela w regionie Bliskiego Wschodu.

Rys historyczny

Wpływ ortodoksyjnych Żydów na polityczne i społeczne życie Izraela był widoczny już od początków istnienia państwa. Syjoniści za swój główny cel uważali stworzenie kraju, będącego domem i schronieniem dla wszystkich Żydów. Udzielali więc ortodoksom specjalnych przywilejów. Dotyczyły one życia społecznego, edukacji oraz sądownictwa. W roku 1953 uchwalono szereg ustaw, dających ortodoksyjnym żydom znaczną niezależność od władz Izraela. Przez Akt o Jurysdykcji Sądów Rabinackich zachowany i rozwinięty został system trybunałów religijnych, działający paralelnie do świeckich sądów. Na mocy Aktu o Edukacji Publicznej został ustanowiony, w opozycji do szkolnictwa świeckiego, publiczno-religijny system edukacji, wpajający ideologię ortodoksyjno-religijną i mesja­nistyczną. Ponadto równolegle do świeckich władz komunalnych, powołane zostały lokalne, żydowskie władze religijne.[1]

Założycielom Izraela przyświecał cel, by nowopowstałe państwo opierało się na trzech zasadach: żydowskim charakterze, demokracji i świeckości. Próba konsolidacji środowisk żydowskich doprowadziła w konsekwencji do załamania demokratycznego i świeckiego charakteru państwa. Ortodoksyjni Żydzi w opozycji do demokratycznej wizji Izraela, głoszonej przez syjonistów, stworzyli ekstremistyczną, przesiąkniętą skrajnym szowinizmem, ideologię ortodoksyjno-mesjanistyczną. Celem ortodoksów jest utworzenie Wielkiego Izraela, państwa opisanego w Biblii. Ruch osadniczy jest częścią planu włączenia ziem palestyńskich Judei i Samarii w granice Izraela, bez względu na ich potencjalne koszta. Te zaś, jak wskazują dane, są ogromne.

Gospodarka

Na arenie międzynarodowej Izrael cieszy się mianem państwa z silną i stabilną gospodarką. Fakt ten poświadcza niska inflacja oraz zadowalające indeksy makroekonomiczne. Jednakże pod przykrywką powszechnego prosperity, Izrael przeżywa poważny problem, który w przyszłości okazać się może miażdżącym dla gospodarki tego państwa.

Każdego roku Knesset przeznacza na podtrzymanie okupacji ziem palestyńskich blisko 9.3 miliarda dolarów. Przy obecnym rocznym wzroście izraelskiego budżetu, wynoszącym średnio 1,7% i wzroście funduszy przeznaczonych na okupację o 8%, koszt obecności Izraelczyków na terytoriach palestyńskich osiągnie w 2030 roku wartość 50% budżetu państwa, co w porównaniu do obecnych 13% jest wielkością niepokojącą.[2]

Szczególnie dotkliwie na portfelach Izraelczyków odbija się program rozbudowy żydowskich osiedli. Głoszona przez ultraortodoksyjne środowiska żydowskie powinność włączenia Judei i Samarii do Izraela, pochłania rocznie blisko 3 miliardy dolarów. Aby pokryć koszta związane z rozbudową osiedli, zmniejszono wydatki na oświatę i służbę zdrowia. Dodatkowo rząd Izraela przeznaczył ponad 800 milionów dolarów na darmową naukę w szkołach religijnych na terenie żydowskich osiedli i na tamtejszą opiekę zdrowotną. Szacuje się, że na każdych 100 osadników przypada klinika medyczna, co zdecydowanie przerasta ich ilość po zachodniej granicy zielonej linii. Ponadto osadnicy liczyć mogą na poważne ulgi podatkowe. Skutkiem wyżej wymienionych posunięć, jest rosnąca liczba rodzin, żyjących poniżej skali ubóstwa. W 2007 roku współczynnik ten wynosił około 45,7%, by w roku kolejnym osiągnąć wartość 65%.[3]

Polityka rządu odbija się niekorzystnie również na bilans handlowy państwa. Przez wiele lat wartość importowanych do Izraela dóbr wielokrotnie przewyższała jego eksport. W sierpniu 2009 roku spowodowany tym zestawieniem deficyt w han­dlu zagranicznym wynosił 1,2 miliarda dolarów. Obecnie gospodarka Izraela w znacznej mierze uzależniona jest od rynków zagranicznych. Najbardziej znaczącym partnerem handlowym państwa żydowskiego jest Unia Europejska. Ponad jedna trzecia dóbr eksportowych z Izraela trafia na rynek europejski. Jednakże ostatnie wydarzenia, jak atak izraelskich komandosów na statki pomocy humanitarnej, płynące do Strefy Gazy, diametralnie odmienić mogą wzajemne stosunki handlowe między Europą a Izraelem. Wiele wskazuje, że w przypadku kontynuowania przez Tel Awiw rozbudowy osiedli na Zachodnim Brzegu Jordanu, zarówno Stany Zjednoczone, jak i Unia Europejska gotowe są wprowadzić sankcje gospodarcze na izraelskie produkty. Podkreślić należy fakt, że prowadzona przez Izrael polityka, wpłynęła na spadek turystyki o blisko 25%, w wyniku czego wielu ludzi zatrudnionych w sektorze usług, straciło pracę. W chwili obecnej współczynnik bezrobocia wynosi około 8% i wykazuje tendencję wzrostową.[4] To nie rozmowy pokojowe i nacisk społeczności międzynarodowej, lecz pieniądze mogą nakłonić w przyszłości rząd Izraela do rozpoczęcia dialogu z Palestyńczykami.

Zmiany w relacjach izraelsko-amerykańskich

Od czasu wyboru Baracka Obamy na prezydenta Stanów Zjednoczonych, dwustronne relacje izraelsko-amerykańskie zaczęły charakteryzować się ciągłymi okresami nieporozumień i napięć o różnej skali intensywności. Godnym uwagi jest fakt, że pomimo wspólnych wartości i interesów, jak np. powstrzymanie programu nuklearnego Iranu, istnieje szereg czynników różniących oba państwa. Głównym z nich jest kwestia izraelsko-palestyńskiego procesu pokojowego. Podjęta przez administrację Baracka Obamy polityka względem Palestyny i Izraela wynika z przekonania, że konflikt arabsko-żydowski jest kluczową przyczyną niestabilności oraz słabnącej pozycji USA w regionie Bliskiego Wschodu. Obama przekonany jest, że podejmowana przez niego polityka zakończy lata sporu i przyczyni się do zbudowania nowego strategicznego układu sił.

Amerykanie postrzegają obecnie Izrael nie jako niewielki naród, ocalały od Holokaustu, lecz jako silne nuklearne państwo okupujące ziemie palestyńskie. Na zmianę kierunku amerykańsko-izraelskich relacji wpływ miało wiele czynników.

Najwięcej kontrowersji w kręgach amerykańskiej administracji wzbudza konty­nuowana przez Izrael rozbudowa osiedli na Zachodnim Brzegu Jordanu. Po raz pierwszy żądanie wstrzymania budowy domów dla kolejnych osadników zostało zaprezentowane stronie izraelskiej w maju 2009 roku. Prezydent Obama stwierdził, że „Stany Zjednoczone nie uznają prawnej strony izraelskiego osadnictwa. Budowa domów dla osadników oznacza sprzeniewierzenie się wcześniejszym porozumieniom i przekreśla szanse na osiągnięcie pokoju. Nadeszła chwila, by powiedzieć temu procederowi stop”.[5]

Słowa Baracka Obamy stały się punktem zwrotnym w bilateralnych stosunkach obu państw. Dla Izraela zaprzestanie rozbudowy osiedli jest warunkiem nie do zaakceptowania. Po pierwsze, oznaczałoby rozpad koalicji rządzącej, w skład której wchodzą partie religijne[6]. Po wtóre, deklaracja strony izraelskiej o zaprzestaniu rozbudowy osiedli wywołałaby odzew ze strony ultraortodoksyjnych środowisk osadników, co w konsekwencji doprowadzić by mogło do zamieszek i pow­strzymania procesu pokojowego.

Kolejną przeszkodą w stworzeniu pomyślnych relacji izraelsko-amerykańskich jest kwestia izraelskiej działalności wywiadowczej na terytorium USA. 18 października 2009 roku FBI aresztowało pod zarzutem szpiegowania dla Izraela wysokiego rangą amerykańskiego naukowca. Steward Nozette pracował dla amerykańskiej administracji od prezydentury George H.W. Busha.[7] Aresztowanie Nozetta uświadomiło Amerykanom, że Izrael uważany za jednego z najbliższych sojuszników Stanów Zjednoczonych, działa na ich niekorzyść. Pomimo braku jasnych informacji na temat przekazywanych dokumentów, wywiadowcza działalność Izraelczyka, wzmogła obawy administracji Obamy, jak bardzo może polegać i ufać państwu żydowskiemu.

W interesie Izraela leży podtrzymanie dobrych relacji z rządem USA. Wynika to z katalogu wyzwań stojących przed obu państwami, w szczególności wspomnianej kwestii Iranu. Zaprzestanie rozbudowy osiedli w perspektywie długoterminowej miałoby dla Izraela pozytywne skutki: wpłynęłoby na korzyść gospodarki i procesu pokojowego z Palestyńczykami. Izrael musi dokonać pierwszego kroku, również w stosunku do Stanów Zjednoczonych, wyjaśniając kwestie swojej działalności wywiadowczej. Wiele wskazuje jednak, że rząd w Izraelu nie jest przygotowany na tak znaczące ustępstwa.

Siły zbrojne

Pogłębiający się kryzys Izraela dotarł również do armii tego kraju. Do Zahalu, niegdyś instytucji, stojącej na straży świeckości państwa, zaczęły przenikać środowiska ultraortodoksyjnej prawicy, zaślepionej religijnymi hasłami kon­frontacji z Arabami. Jak wyraźnie pokazał przykład wojny w Strefie Gazy w grudniu 2008 roku, nacjonalistyczne i pełne nienawiści hasła głoszone przez ultraortodoksów, trafiły na podatny grunt. W wojnie, jak wykazała komisja Goldstona, żołnierze izraelscy dopuszczali się zbrodni przeciwko arabskiej ludności cywilnej. Według szacunków palestyńskich zginęło w niej, ponad 1 400 Palestyńczyków, głównie cywili.

Do poważnych zmian w strukturze izraelskich sił zbrojnych doszło po 2005 roku. Decyzja Ariela Sharona o ewakuacji 20 osiedli w Strefie Gazy, spowodowała odzew ze strony środowisk religijnych i trwały podział społeczeństwa Izraelskiego na frakcje „niebieskich” – zwolenników ewakuacji i „pomarańczowych” – sprzeciwiających się polityce państwa. „Pomarańczowi” organizowali wielo­tysięczne marsze protestacyjne i podpierali się starodawnymi nakazami Prawa. Wielu spośród „niebieskich” określało tę postawę  faszyzmem. „Pomarańczowi” odmawiali „niebieskim” prawa do bycia Izraelczykami. „Niebiescy” zaś nazywali „pomarańczowych” rasistami.[8] W tym samym czasie do armii zaczęli wstępować ekstremiści, głoszący hasła wielkiego Izraela, jawnie sprzeciwiający się jakimkolwiek próbom ewakuacji dalszych osiedli, w tym tych, znajdujących się na Zachodnim Brzegu Jordanu. Dane są alarmujące. Jak podają źródła izraelskie, na dwa miesiące przed datą inwazji na Gazę, liczba ortodoksyjnych studentów w izraelskich szkołach wojskowych, szkolących oficerów, oscylowała w granicy 30%. Ponadto blisko 60% religijnych Żydów, służących w siłach powietrznych zadeklarowało swoją chęć przystąpienia do kursów oficerskich.[9]

Jeżeli ten trend będzie kontynuowany, spowodować może znaczące zmiany natury społecznej i politycznej. Po pierwsze, jeżeli wojsko kontrolowane będzie przez kadrę ortodoksyjnych oficerów, żaden rząd nie będzie w stanie powstać bez koalicji z którąkolwiek z partii religijnych, to zaś przełoży się na kształt izraelskiego społeczeństwa. Po wtóre, młode społeczeństwo Izraelczyków, słysząc głosy podważające pozycję armii, jako strażnika interesów państwa, poszukuje drogi do uniknięcia obowiązkowej służby wojskowej. Fakt ten potęguje dodatkowo sprzeciw młodych Izraelczyków wobec kontynuowanej okupacji ziem Palestyńskich i brutalności konfliktu arabsko-żydowskiego.

Wiele wskazuje, że Zahal z armii służącej mieszkańcom Izraela, stanie się religijną falangą w rękach ortodoksów. Fakt ten w znacznym stopniu przyczyni się do spadku bezpieczeństwa i wewnętrznej spójności Izraela. Zahal może stać się instrumentem służącym nie do realizacji kluczowych interesów państwa, lecz profitów dla ograniczonej grupy ludzi.

Palestyńczycy

Konflikt izraelsko-palestyński na stałe wpisał się w koloryt bliskowschodnich stosunków między państwami. Zaznaczyć jednakże należy fakt, że jego wpływ na kształtowanie środowiska międzynarodowego jest zdecydowanie mniejszy niż dwie dekady temu. Pomimo nacisków ze strony Stanów Zjednoczonych nic nie wskazuje, aby spór zdołał być rozwiązanym w najbliższej przyszłości. Rząd koalicyjny, stworzony przez Beniamina Natanjahu, skłania się raczej ku tymczasowym rozwiązaniom kwestii palestyńskiej. Wiele wskazuje, że to wchodzące w skład koalicji partie religijne wyznaczają kierunki obecnej polityki państwa żydowskiego. Marzenie o Wielkim Izraelu może stać się w przyszłości zalążkiem wielu problemów.

Przy braku wyraźnych zobowiązań co do zaprzestania przez Izraelczyków rozbudowy żydowskich osiedli na Zachodnim Brzegu Jordanu, Palestyńczycy mogą zostać zmuszeni do dociekania swoich praw przez trzecią intifadę. W przeprowadzonym w 2009 roku sondażu ponad 40% Palestyńczyków opowiedziało się za koniecznością zbrojnego powstania. W kręgu palestyńskiego establishmentu coraz częściej mówi się o reorientacji strategii wobec Izraela, oddalającej się od prowadzenia negocjacji w kierunku „mądrego oporu” oraz poszukiwania drogi do „maksymalizacji kosztów izraelskiej okupacji, a w ostateczności do ostatecznej wojny z Izraelem”.[10]

Wiele wskazuje, że jednym z takich pomysłów może być głoszony przez niektórych palestyńskich działaczy pomysł utworzenia żydowsko-arabskiego państwa konfederacyjnego, zarządzanego przez słaby rząd centralny i silne, autonomiczne rządy arabski i żydowski. Podkreślić należy jednakże fakt, że przy obecnym współczynniku przyrostu naturalnego wśród Izraelczyków i Pales­tyńczyków, Żydzi mogliby stać się mniejszością w kraju zdominowanym przez Arabów i zostać przez to obywatelami drugiej kategorii.[11]

W związku z powyższym jedynym rozsądnym wyjściem, jest dla Izraelczyków utworzenie w najbliższej przyszłości państwa Palestyńskiego. Wymaga to od strony Izraelskiej wielu poświęceń i ustępstw, związanych z trwałą separacją narodów, która poprzedzona być musi pełnym wycofaniem Izraela z ziem palestyńskich. Działania Ariela Szarona były logiczną konsekwencją rozwoju sytuacji i niekorzystnych dla Izraela trendów demograficznych[12]. W chwili rosnących kosztów okupacji terytoriów palestyńskich ustępstwa te mogą okazać się kluczowymi dla zapewnienia żywotnych interesów państwa.

Iran

Iran pozostaje największym zagrożeniem zewnętrznym Izraela. Szczególny niepokój budzą wypowiedzi prezydenta Ahamdinedżada, nawołujące do wymazania państwa syjonistów z mapy świata. Podkreślić należy fakt, że niechęć irańskiego establishmentu do państwa żydowskiego sięga czasów rewolucji islamskiej, jednakże od czasu wyboru Mahmuda Ahmadinedżada na prezydenta Iranu, osiągnęła swoje apogeum. Irańskiego prezydenta irytuje nie tylko nielegalna okupacja ziem palestyńskich, lecz również świecki charakter rządów w Izraelu. Nieustannie oskarża Izrael o oddalenie się od Boga, wyśmiewa jego „libe­ralistyczną” demokrację, a co za tym idzie uważa Izrael za państwo świętokradcze, „nosiciela sztandaru Szatana na ziemi”. Zdaniem Ahmadinedżada i jego duchownych kierowników, każdy, kto walczy z Izraelem, walczy dla Boga, a każdy, kto w tej walce polegnie, zginie jako szahid, a za swe męczeństwo pójdzie do nieba. Ahmadinedżad jest przekonany, że Izrael jest słabym drzewem, które zostanie wyrwane z korzeniami przez jedną burzę.

 Poczucie zagrożenia potęguje fakt kontynuowania przez Iran badań nad programami atomowym i rakietowym. Nakładane na Teheran sankcje nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. W tej sytuacji Izrael rozważyć musi możliwość samodzielnego ataku na irańskie cele nuklearne. Podkreślić należy fakt, że jakikolwiek rozkaz wydany Izraelskim Siłom Powietrznym, biorąc pod uwagę ich ograniczone możliwości operacyjne, jest decyzją o znaczeniu egzystencjalnym, która będzie musiała zostać podjęta w porozumieniu z Waszyngtonem. Nie jest tajemnicą, że Amerykanie raczej sceptycznie podchodzą do pomysłu rozpoczęcia kolejnej wojny. Relacje na linii Waszyngton – Tel Awiw psuje ponadto kontynuowany przez Izrael program rozbudowy izraelskich osiedli. Prze­prowadzenie ataku militarnego wiązałoby się ponadto z kilkoma problemami. Po pierwsze, Irańczycy rozlokowali swoje obiekty nuklearne w wielu miejscach. Ich bombardowanie byłoby szerokozakrojoną operacją wojskową, przewyższającą potencjał militarny Izraela. Po wtóre, większość ekspertów jest zdania, że atak wojskowy mógłby bardzo zaszkodzić programowi jądrowemu Iranu, ale nie unicestwiłby go. Obiekty, materiały i sprzęt mogą zostać zniszczone, ale znajomość technologii pozostanie. Ponadto atak wojskowy zjednoczyłby Irańczyków wobec reżimu, co podsyciłoby jego dążenia do produkcji broni. Niemal pewnym jest również fakt militarnej odpowiedzi Iranu w przypadku zaatakowania tego państwa przez Izrael. Teheran dysponuje bronią, będącą w stanie osiągnąć cele w Izraelu, spowodować znaczne szkody w regionie, zaatakować siły USA stacjonujące w sąsiedztwie, jest również w stanie przeprowadzić operacje terrorystyczne przeciw Izraelowi, USA oraz celom europejskim.[13]

Jest pewne, że nuklearny Iran stworzy nowy strategiczny układ sił na Bliskim Wschodzie. Nie będzie on w znacznym stopniu odbiegać od modelu „równowagi sił”, stworzonego podczas zimnej wojny przez Stany Zjednoczone i Związek Radziecki. Broń jądrowa była czynnikiem, który neutralizował motywację i możliwość każdej ze stron do jej użycia. Czy taki model byłby w stanie zaistnieć pomiędzy Izraelem a Iranem, pozostaje sprawą otwartą. Po pierwsze, należy wziąć pod uwagę kwestię ideologiczną. Jeżeli broń jądrowa ma być instrumentem potrzebnym Iranowi do zniszczenia państwa żydowskiego, nic nie powstrzyma go przed jej użyciem. W innej sytuacji pomiędzy dwoma państwami wytworzy się sytuacja, która również ma swój model w historii stosunków nuklearnych pomiędzy supermocarstwami: chodzi o jądrowy wyścig zbrojeń. Jeżeli oba państwa dysponować będą głowicami jądrowymi, musiałyby zdobyć możliwość przeprowadzenia drugiego ataku, w celu utrzymania swojej dominacji nad przeciwnikiem. Każda ze stron musiałaby wówczas dysponować adekwatnym instrumentem odpowiedzi na atak. Jakiekolwiek badania nad możliwością drugiego ataku wiązałyby się ze znacznymi i długotrwałymi nakładami finansowymi, przewyższającymi możliwości gospodarek obu państw. Izrael, kontynuując swoją politykę okupacji ziem palestyńskich, może doprowadzić do kryzysu gospo­darczego, który znacznie osłabi możliwości obronne państwa.

Wiele wskazuje, że Izraelowi brakuje pomysłów nad rozwiązaniem kwestii irańskiej. Zmiana administracji rządzącej w Stanach Zjednoczonych, największego sojusznika Izraela, spowodowała stagnację polityki zagranicznej państwa żydowskiego. W zaistniałej sytuacji wiele wskazuje, że Izrael będzie musiał istnieć w cieniu nuklearnego Iranu. Jedno jest pewne, czas płynie i działa na jego niekorzyść.

 

Żródło: „Przegląd Geopolityczny” 2011, tom 3.

PG_logo_nowe

 

 

 

 


[1] U. Huppert, Izrael w cieniu fundamentalistów, „Sprawy Polityczne”, Warszawa 2007.

 

[2] P. Small, Izrael attempts to balance the books, “The Middle East”, November 2009.

 

[3] Autor dane liczbowe dotyczące gospodarki Izraela przytacza za Israeli Central Bureau of Statistics. Jednakże podkreślić należy fakt ich rozbieżności z informacjami podawanymi chociażby przez CIA. Dla porównania współczynnik populacji Izraela, żyjący poniżej progu ubóstwa, opublikowany na stronie CIA, wynosi 23,6%. Dla porównania zob. również: <URL: http://www.jewishfederations org/page.aspx?id=203418>.

 

[4] P. Small, Izrael attempts to balance the books, op.cit.

 

[5] Shalom Z., US-Israeli relations: approaching a turning point?, NISS “Strategic Assesment”, vol. 13, No. 1, July 2010.

 

[6] B. Ravid, A. Issacharoff, Netanyahu: Extending settlement freeze will cause government to collapse, “Haaretz”, (29.07.2010).

 

[7] P. Small, Israel under fire, „The Middle East”, January 2010.

 

[8] P. Smoleński, Izrael już nie frunie, Wołowiec 2006.

 

[9] E. Blanche, The enemy within, „The Middle East”, October 2009.

 

[10] E. Yaari, Armstice Now, „Foreign Affairs”, March/April 2010.

 

[11] Tamże.

 

[12] K. Bojko, Izrael a aspiracje Palestyńczyków 1987-2006, Warszawa 2006.

 

[13] Y. Melman, M. Javendafar, Nuklearny sfinks. Iran Mahmuda Ahmadinedżada, Warszawa 2008.

 

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze

komentarze