Andrzej Zapałowski: Czas przewartościowania podejścia do Ukrainy

Oligarchowiedr Andrzej Zapałowski

Od wielu lat społeczeństwo polskie jest indoktrynowane oderwanymi od rzeczywistości potrzebami wsparcia Ukrainy. W forpoczcie tego „chocholego tańca” są PO i PiS. Na nic się zdają argumenty mówiące o tym, iż przez dwadzieścia lat wspierania Ukrainy, polscy przedsiębiorcy są stamtąd przepędzani, nie docierają do rządzących kwestie natywnego nastawienia Kijowa, a zwłaszcza Lwowa do mniejszości polskiej i kościoła rzymskokatolickiego, nie widzi się rozlewania ukraińskiego nacjonalizmu, który przywdziewa faszystowską tradycję, podpartą obecnie już uzbrojonymi tysiącami aktywistów, nie widzi się  iż Ukraina jest ewenementem w Europie, gdyż jest to państwo, gdzie dochodzi do refeudalizacji społeczeństwa, gdyż 80% PKB państwa kontrolują oligarchowie. To tylko niektóre kwestie z bardzo długiej listy.

Nie zauważa się możliwości wielkiego wybuchu społecznego, do którego za kilka miesięcy zapewne dojdzie na Ukrainie, a który jest bardziej realnym zagrożeniem dla naszego bezpieczeństwa, niż zagrożenie w najbliższych kilku latach ze strony Rosji. Moskwa jest i zawsze będzie niebezpieczna dla Polski, jeżeli będziemy mieli słabą armię i gospodarkę, a sojusze będą oparte  tylko o deklaracje.

Dzisiejsza Ukraina to państwo oligarchów, którzy dla kontroli społecznej zawarli alians z nacjonalistami. To wzajemny „deal” który pozostawia sferę gospodarczą na Ukrainie w rękach  oligarchów, a daje nacjonalistom pieniądze na budowę „narodowego” państwa, które wyklucza prawie wszystkie inne narodowości  zamieszkujące ten kraj. Wielu zastanawia się, dlaczego Polska, bierze na siebie sankcje Rosji, niezadowolenie z polityki wschodniej w Brukseli, ma nadal restrykcje w postaci embarga na mięso na Ukrainie. Odpowiedz jest prosta, to nie państwo ukraińskie decyduje o zniesieniu embarga, ale oligarchowie, którzy zarządzają ponad stoma agroholdingami i które gospodarują na ponad sześciu milionach hektarów ziemi. To jest administracyjny sposób likwidacji konkurencji, którego polscy rolnicy są ofiarami.

Warszawa i Bruksela nie widzą podstawowej kwestii – nie mamy na Ukrainie do czynienia z klasycznym europejskim państwem, choćby nawet takim jak Białoruś czy Rosja. Obecnie Ukraina pod względem gospodarczym to w większości prywatne państwo kilkuset osób. Państwo, które po umożliwieniu integracji z UE rozpocznie bezwzględne podbijanie europejskich rynków, przenosząc na nie metody gospodarcze z Ukrainy. Dysponując tanią siłą roboczą jest ono w stanie w ciągu dekady zniszczyć europejskie rolnictwo, w tym oczywiście polskie. Ideologia tego środowiska nie polega na patriotyzmie narodowym, ale gospodarczym i chęci zysku. Przy posiadaniu kapitałów, o których duża część polskiego dużego biznesu może tylko marzyć, oligarchiczny biznes rozpocznie ekspansję od nieruchomości poprzez „słupy". Potem przyjdą kolejne fazy „inwestycji”. Na Ukrainie niedługo nie będzie co kupować, większość istotnych elementów gospodarki będzie w obszarze wpływów oligarchów.

My zastanawiamy się nad niepodległością Ukrainy, a oligarchowie z troską podchodzą do kurczenia się ich obszaru wpływów gospodarczych. Pytanie dlaczego tak chętnie dawali  pieniądze na ochotnicze bataliony, które miały odbijać zakłady przemysłowe w Donbasie. Z narodowego patriotyzmu? Pytań, na które należy odpowiedzieć jest znacznie więcej. W sytuacji wojny wewnętrznej na Ukrainie nie możemy koncentrować się tylko na bezpieczeństwie militarnym Polski, ale musimy patrzeć także na bezpieczeństwo ekonomiczne państwa, w tym na władztwo państwa polskiego nad strategicznymi dziedzinami gospodarki i nieruchomościami. Jeżeli w sytuacji utraty kontroli nad bankami, mediami, wieloma dziedzinami przemysłu na rzecz partnerów z Zachodu utracimy teraz to co nam zostało na rzecz „partnera” ze wschodu, to Polska stanie się obszarem rywalizacji gospodarczej dwóch części Europy z pozycją nie właściciela a pracownika najemnego we własnym państwie.

W opinii społecznej blisko połowa Polaków uważa, iż nasze zaangażowanie na Ukrainie jest za duże. Po traumie obecności Polski w Iraku, czas na jasne zdefiniowanie naszych interesów na Ukrainie. Jeżeli interesem jest tylko strefa buforowa z Rosją, to walczymy o coś, co bez wysiłku mieć będziemy. Moskwa i tak już nie chce zachodniej Ukrainy, a Białoruś już częściowo  ma. Więc nie wysilajmy się ponad miarę, udzielajmy pomocy humanitarnej obu stronom konfliktu i dbajmy o polskie interesy, gdyż nasi „partnerzy” w Kijowie dbają tylko o własne, a nie naiwnych sprzymierzeńców.

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze

komentarze