Piotr Gil: Drugi szczyt Trójmorza sukcesem dzięki wsparciu USA

3morzePiotr Gil

Zakończony niedawno szczyt inicjatywy Trójmorza jest wydarzeniem budzącym bodaj jeszcze więcej kontrowersji niż relacje na linii Polska – USA w świetle objęcia Białego Domu przez Donalda Trumpa. Opinie na temat tego wydarzenia i szerzej całej idei są wyjątkowo spolaryzowane. Z jednej strony mamy do czynienia z nieumiarkowanym optymizmem zwolenników idei Trójmorza, którzy popełniają jak sądzę kilka następujących błędów. Te błędy to: a) brak przekonującej wizji tego czym może i czym powinna być Three Seas Initiative; b) przecenienie potencjału państw wchodzących w skład tej inicjatywy, które pomimo obejmowania 28% terytorium i 22% ludności UE odpowiadają jedynie za 10% PKB UE, aczkolwiek wartości 3,3 bln dolarów PKB wg parytetu siły nabywczej i 105 mln osób zamieszkujących państwa Trójmorza oddziałują na wyobraźnie. Nie bez znaczenia jest tutaj tempo wzrostu gospodarczego państw Trójmorza, wyraźnie wyższe od tempa wzrostu strefy Euro czy państw takich jak Niemcy i Francja, będących lokomotywami gospodarczymi UE; c) przedwczesne postrzeganie owej inicjatywy jako już niemal gotowego projektu, mimo iż znajduje się on jeszcze w zasadzie w powijakach; d) wreszcie pomijanie lub lekceważenie dysonansów politycznych pomiędzy poszczególnymi państwami Trójmorza, o których rozprawiać można by długo.

Z drugiej strony mamy do czynienia z mocno sceptycznym i kontestacyjnym w swej naturze podejściem do Inicjatywy Trójmorza?. Większość tego typu opinii bazuje na czymś, co można by określić jako paradygmat realizmu politycznego w kontekście geopolityki i geostrategii. Kontestatorzy idei Trójmorza uznają je za inicjatywę stanowiącą wyraz oderwanego od rzeczywistości chciejstwa, które nijak ma się do twardych danych, które mają jasno pokazywać nikłość potencjału gospodarczego czy militarnego owego sojuszu. Podkreślane jest też to, o czym często zapominają apologeci Trójmorza, tj. niespójność państw wchodzących w jego skład. Trójmorze jest tu przestawiane jako efemeryczny twór pozbawiony siły przebicia względem państw takich jak Niemcy, Francja czy Rosja. Głosy te nie są pozbawione sensu, aczkolwiek w moim przekonaniu błędem jest przekreślanie potencjału Trójmorza niejako a priori, zwłaszcza w obliczu turbulentności obecnej sytuacji geopolitycznej.

Tyle tytułem nakreślenia obecnego kształtu dyskusji nad ideą Trójmorza. Jeśli zaś chodzi o sam drugi szczyt Trójmorza, to z punktu widzenia jego znaczenia możemy wyodrębnić dwie kwestie. Pierwsza obejmuje umowy z zakresu logistyki i transportu podpisane między polskimi i chorwackimi firmami, zapowiedź powołania forum biznesowego Trójmorza czy przyjętą wspólną deklarację. Czy należało się spodziewać bardziej doniosłych i szumnych działań na drugim z kolei szczycie Three Seas Initiative? Rzecz jasna nie. Tutaj należy podkreślić po raz kolejny pewien kluczowy jak sądzę aspekt, bez którego trudno o rozsądną analizę interesującego nas tematu.

Otóż w kontekście tak szeroko zakrojonego przedsięwzięcia jakim jest Trójmorze warto pokusić się o pewną dozę wstrzemięźliwości w wygłaszaniu zbyt szybkich i zbyt kategorycznych ocen. Jest to zresztą moim zdaniem problem przeważającej liczby komentatorów, którzy zdają się zapominać o Braudelowskiej koncepcji longue durée, czyli postrzegania przeobrażeń cywilizacyjnych w dłuższej perspektywie czasowej. Inicjatywa Trójmorza nie jest być może przedsięwzięciem o wymiarze cywilizacyjnym, jednak wydaje się być przedsięwzięciem dostatecznie dużego kalibru by oceniać je zgodnie z założeniem francuskiego historyka. Problem ten jest zresztą moim zdaniem znacznie poważniejszą bolączką analityczną przejawianą przez wielu ekspertów ds. politycznych. Dyskutując o sprawach związanych z UE, w ramach której rozwijana jest inicjatywa Trójmorza, wielu z nas zdaje się zupełnie nie pamiętać o tym jak krótkie są dzieje samej UE.
O ile EWWiS i EWG powstały w latach 50-tych ubiegłego stulecia, to sama UE liczy sobie zaledwie 24 lata. Od rozszerzenia UE o 10 krajów członkowskich (w tym Polskę) minęło z kolei 13 lat, zaś obecną liczbę członków UE osiągnęła dopiero w 2013 roku.

Jest to zatem niezwykle krótka perspektywa czasowa w dziejach Europy. Jeśli zaś chodzi o ocenę przeobrażeń geopolitycznych w Europie i na świecie wielu polityków oraz ekspertów błędnie oceniło lub nie przewidziało szeregu szalenie istotnych wydarzeń, które dziś kształtują geopolityczny ład świata. Pomijając tutaj fundamentalną chyba kwestię związaną z tezą Francisa Fukuyamy o końcu historii, ilu polityków i ekspertów jeszcze na przełomie lat 80-tych i 90-tych ubiegłego stulecia przewidywało dalsze trwanie ZSRS? Ilu z nich „przegapiło” piorunujący wręcz w swym tempie wzrost potęgi gospodarczej Chin? Ilu wreszcie jeszcze kilka lat temu przewidziało aneksję Krymu przez Rosję lub Brexit? Powyższe przykłady są wg mnie istotną przesłanką do adekwatnego traktowania zarówno samej idei Trójmorza, jak i przynajmniej poszczególnych jego szczytów czy posunięć. Jest to przedsięwzięcie, które dopiero się wykluwa, zarówno jak sądzę w wymiarze gospodarczym, jak i ideowo-politycznym. Jakkolwiek znamy jego główne założenia, to osobiście postulowałbym postrzeganie owego przedsięwzięcia zgodnie z Braudelowską perspektywą i odłożenie o kilka co najmniej lat jego oceny.

Niezwykle wszakże ważnym aspektem II szczytu Trójmorza, który warto skomentować już teraz, jest wyrażenie poparcia dla tej inicjatywy przez prezydenta USA Donalda Trumpa. Nie trzeba chyba wspominać, iż przywołany przeze mnie wyżej postulat o ocenianie tego typu faktów z adekwatnej perspektywy czasowej ma zastosowanie również i do niniejszego faktu. Wsparcie wyrażone przez prezydenta USA zdaje się mieć dwojaki wydźwięk. Po pierwsze, poparcie USA wpisuje się w wyrażane explicite dążenia do rozwoju gospodarczego, energetycznego i infrastrukturalnego regionu przez państwa Trójmorza. Dla państw tych wsparcie USA pozwala zrównoważyć własne niedostatki w zakresie gospodarczym i dzięki inwestycjom amerykańskim przyspieszyć rozbudowę infrastruktury transportowo-logistycznej czy energetycznej. Również same dążenia USA do znalezienia rynku zbytu na gaz LNG pokrywają się z zapotrzebowaniem państw Trójmorza na dywersyfikację dostaw surowców energetycznych. Z drugiej natomiast strony zaangażowanie USA w pewnej przynajmniej mierze wiąże się z faktem, iż szukają one sposobów balansowania rosnących wpływów Niemiec, z którymi relacje Waszyngtonu są obecnie wyjątkowo napięte. Przyczyny tego są niezwykle złożone. W telegraficznym skrócie można stwierdzić, iż w świetle rysującego się ładu światowego, który chwieje się w wyniku rosnącej potęgi gospodarczej Chin, aspirujących jeśli nie do przejęcia roli światowego hegemona z rąk USA, to przynajmniej do doprowadzenia powstania ładu wielobiegunowego, Niemcy również próbują wykorzystać okazję do wzmocnienia swojej pozycji w tymże zmieniającym się ładzie. Na to nakłada się potrzeba USA do wzmocnienia swojej siły gospodarczej by zapewnić sobie odpowiednie środki do rywalizacji z Państwem Środka. Celowi temu nie służy z pewnością negatywny bilans handlowy z Niemcami. W szerszym kontekście aspiracje Niemiec stanowią dodatkowy problem dla USA, które potrzebują stabilności architektury gospodarczo-politycznej w obszarze Rimlandu europejskiego, nie mogąc sobie pozwolić na zaburzenia ładu w Europie, kluczowej dla spoistości szeroko rozumianego Zachodu (w ty co bardzo ważne NATO).

Na marginesie należy dodać, iż spoistość ta jest dzisiaj raczej iluzoryczna, jednak z punktu widzenia USA zjednoczony pod amerykańskim przywództwem Zachód jest nieodzowny dla ich interesów. Trójmorze jawi się tutaj jako inicjatywa, która jest dla USA korzystna nie tylko z punktu widzenia dynamicznie rozwijającej się przestrzeni dla amerykańskich inwestycji oraz rynku zbytu dla amerykańskich surowców energetycznych, lecz również z punktu widzenia kotwiczenia wpływów politycznych amerykańskich, zwłaszcza w kontekście Brexitu.

Nie można tutaj jednak zapominać o Mackiewiczowskim postulacie uprawiania polityki w taki sposób, by nie była ona „egzotyczna”. Aczkolwiek w dzisiejszym zglobalizowanym świecie jego słowa zdają się nieco zdezaktualizowane, to jednak nie sposób zapominać o pewnej „szarej codziennej rzeczywistości” z którą zderzają się ambicje członków Trójmorza, nawet w świetle poparcia USA. Otóż rzeczywistość ta ma na imię Niemcy. Są one bowiem głównym partnerem handlowym dla państw Trójmorza i głównym rozgrywającym UE. Aczkolwiek inicjatywa ta nie jest w żaden sposób wycelowana w Niemcy czy w samą UE, lecz w zamyśle jej twórców ma tę ostatnią wzmacniać, to z punktu widzenia interesów Niemiec sytuacja ta niekoniecznie musi się tak prezentować. Poparcie USA dodaje zaś jedynie oliwy do ognia z uwagi na napięte relacje między obydwoma krajami i nieuchronne zderzenie geopolityczne które w najbliższej przyszłości je czeka.

II szczyt Trójmorza osiągnął zatem pewne cele operacyjne oraz niezwykle istotny cel strategiczny, jakim było pozyskanie przychylności USA. Za wcześnie jednakże na konkretną ocenę zarówno potencjału samego porozumienia, jak i na zakres i stopień wsparcia USA dla jego członków. Konieczność utrzymania dobrych relacji z kluczowym partnerem gospodarczym jakim są Niemcy stanowi zaś dla państw Trójmorza codzienne wyzwanie, któremu należy sprostać za wszelką cenę. Tak więc choć umiarkowany optymizm wydaje się uzasadniony, to jeszcze bardziej uzasadniona wydaje się ostrożność oraz cierpliwość i wytężony wysiłek w budowaniu potencjału tegoż przedsięwzięcia, póki co metodą małych kroków.

 

Komentarze

komentarze

stat4u