Mateusz Ambrożek: Czy Amerykanie budują porządek międzynarodowy? Kilka krytycznych refleksji

Fleet_5_nationsMateusz Ambrożek

Każdy okres zmiany hegemonicznej jest wypadkową dwóch stałych tendencji. Pierwszą z nich jest próba powstrzymania erozji systemu międzynarodowego przez hegemona. Drugą zaś jest tworzenie napięć w poszczególnych regionalnych układach sił przez challengera w kierunku likwidacji stabilizacji tychże podsystemów i przekonwertowanie ich logiki funkcjonowania wedle zasad równowagi sił. Teorie cykli hegemonicznych porównują powyższe zjawiska odwrotnie proporcjonalnie względem siebie – jeżeli wzrasta dynamika przekształceń pierwszego zjawiska, to spada dynamika przekształceń drugiego. Niemożliwym jest bowiem, by na jednej przestrzeni geopolitycznej mogły jednocześnie i w jednakowym stopniu realizować się dwa wzajemnie wykluczające się procesy. Innymi słowy, cykl hegemoniczny składa się z erodowania aktualnego porządku międzynarodowego przy odwrotnie proporcjonalnym postępie konstruowania nowego systemu[1].

Ostatnimi czasy pojawiają się jednak bardzo ciekawe spekulacje, według których Stany Zjednoczone w okresie przesilenia mają jakoby konstruować nowy porządek międzynarodowy, mający przynosić im korzyści większe od dotychczasowych. Demolowanie istniejących instytucji jest przygotowaniem odpowiedniego gruntu pod nowy ład, który ma przyczynić się do wzrostu znaczenia Waszyngtonu i odnowienia hegemonii amerykańskiej. Co więcej, zwraca się uwagę na to, że w taki sposób Chińczycy interpretują działanie Amerykanów[2].

Powyższe rozumowanie wydaje się błędne, a na pewno niepożądane z perspektywy Ameryki. George Modelski, twórca już wspomnianej teorii cykli hegemonicznych, zwracał uwagę na to, że pamięć instytucjonalna wielkich mocarstw wykracza poza logikę domniemanej dowolności konstrukcji strategii politycznych, nawet w demokracjach, które słyną z cyklicznej alternacji władzy[3]. Dzięki temu wzory funkcjonowania w przestrzeni międzynarodowej, niezależnie od tego, którą opcję polityczną reprezentuje dany kandydat, są powtarzalne w przypadku zaistnienia podobnych klas zjawisk. Co więcej, pamięć instytucjonalna odgrywa dużą rolę także w sytuacji konieczności zmiany strategii politycznej będącej odpowiedzią na problemy związane z napięciami systemowymi.

PIERWSZY PROBLEM: AMERYKA JEST UZALEŻNIONA OD STWORZONEGO PRZEZ SIEBIE SYSTEMU

Strategia supermocarstw jest bowiem wypadkową zdominowanej przez nie struktury. Po okresie konsolidacji władzy hegemon, który jest jednocześnie homeostatem systemu, bierze na siebie podwójne zobowiązanie. Z jednej strony czerpie zyski z dominacji, zaś z drugiej bierze na siebie odpowiedzialność za likwidowanie potencjalnych napięć w systemie. Paradoksalnie zatem, im bardziej dane państwo jest znaczące w systemie międzynarodowym, tym mniejszą posiada swobodę działania, choćby w zakresie dowolnej rekonfiguracji interakcji między państwami[4]. Doskonale pokazuje to casus operacji w Iraku i Afganistanie, który stanowi emanację ówczesnych dążeń Ameryki do uzyskania jeszcze większych zysków z dominacji w systemie, choćby w zakresie zmiany partnerów politycznych. Efektem tej swoistej „społecznej inżynierii międzynarodowej” było wzburzenie systemu międzynarodowego, generującego nowe konflikty[5]. Dlatego właśnie rozbudzenie występującej współcześnie fazy nierównowagi systemowej tak znacząco wpływa na strategię amerykańską, która w pierwszym momencie musi poradzić sobie z istniejącymi problemami, by móc ewentualnie znowu przejść do fazy konstrukcji.

Z tej perspektywy wydaje się zasadnym uznanie, że jeżeli faktycznie działania Ameryki mają za zadanie dekonstrukcję istniejącego systemu międzynarodowego i stworzenie nowego, to muszą one przyspieszyć upadek Ameryki z pozycji światowego hegemona. W tym przypadku Donald Trump sam likwiduje podstawy własnej dominacji w świecie, nie mając jednocześnie pewności, że nowy porządek będzie wypadkową jego działań konstrukcyjnych. Wzburzenie systemu aktywuje działania innych podmiotów, które motywowane chęcią zwiększenia własnej pozycji w systemie podejmują działania tworzące nowy system, a z drugiej strony niszczące resztki tego, co z amerykańskiego systemu jeszcze pozostało.

Wynika z tego, że w okresie przemian systemowych niszczenie konstrukcji politycznej oznacza pojawienie się nowego problemu dla hegemona. Z racji fundamentalnej roli systemu dla wyznaczenia standardów zachowania w systemie międzynarodowym, ale także i interakcji między państwami, oznacza to konieczność przedsięwzięcia wysiłku politycznego w postaci przekonania większości państw na świecie do współkonstrukcji nowego systemu. W warunkach nierównowagi międzynarodowej oraz wynikającej z niej narastającej rywalizacji zmienia się perspektywa postrzegania USA od dotychczasowego stabilizatora sytuacji międzynarodowej oraz hegemona do jednego z wielu państw równowagi sił. Zmiana klasyfikacji aktualnej sytuacji międzynarodowej w kierunku balance of power oznacza pojawienie się nowych zjawisk, które absorbują działania państw. Mimo iż te zjawiska wydają się na pozór taktyczne – ponieważ mają na celu uzyskanie lepszej sytuacji strategicznej do dokonywania kolejnych kroków, a także poprawienie pozycji w systemie – mają fundamentalne znaczenie dla interpretacji systemu międzynarodowego. Przestaje on być ściśle ułożonym schematem, ze znanymi regułami oraz przewidywalnymi zachowaniami państw, a staje się modelem going concern, w którym zwiększa się znaczenie relative gains[6].

Zmienia się zatem perspektywa samego systemu. O ile wedle wariantu liberalnej hegemonii Ameryki można było uznać ją za homeostat oraz głównego twórcę i modyfikatora układu sił, o tyle teraz pozycja ta zanikła. Jeżeli system nie posiada jednego, głównego czynnika zdolnego konstruować oraz modyfikować system wedle pewnych żądań oraz potrzeb niemożliwym jest skonstruowanie nowego układu[7]. Jest to swoisty paradoks, niedostrzegalny współcześnie. Stany Zjednoczone nie tylko nie mają już potencjału do konstrukcji systemu, ale także jest to nierealne z perspektywy strukturalnej. Brak potencjału powoduje niemożność narzucenia pewnych rozwiązań państwom, które i tak nie chciałyby uznać na nowo dominującej pozycji Ameryki za aktualną. Dodatkowo, problemy strukturalne wpływają na brak orientowania się pozostałych państw na Amerykę, które byłoby niezbędną mocą legitymizacyjną celem utrzymania się nowej konstrukcji.

DRUGI PROBLEM: NIESPRZYJAJĄCE WARUNKI DLA POWSTANIA NOWEGO AMERYKAŃSKIEGO SYSTEMU

Następnym problemem jest konieczność dostrzeżenia warunków, w których może konstruować się system. Przede wszystkim, istotnym jest okres zamknięcia konstrukcji systemu oraz jego konsolidacji. Pierwszy warunek oznacza wytworzenie nowego rozkładu potencjałów, który posiada perspektywę długofalowej stabilności. Wynika to z likwidacji realnych zjawisk mogących doprowadzić do rewizji tegoż rozkładu oraz syndromatyczności[8] sytuacji międzynarodowej. Pierwszy czynnik oznacza na razie sytuację względnej stabilizacji, w której podmioty nie tylko nie chcą dalszych rewizji systemu międzynarodowego, ale zdają sobie sprawę także z tego, że nie jest to dla nich korzystne. Wynikającą z tego jest syndromatyczność sytuacji, która polega na zaistnieniu szeregu zjawisk, które można zaliczyć do wspólnej klasy petryfikacji danego układu oraz jego stabilizacji. W przypadku ładu powojennego tymi zjawiskami były m.in. stworzenie ONZ, EWG, Układu Warszawskiego. Stabilizowały one stan rzeczy i zwalniały dynamikę przemian.

Konsolidacja systemu jest zaś efektem narastającej syndromatyczności. Jest to nic innego jak trwałe ugruntowanie pozycji danego państwa w systemie. Nagłe jego usunięcie lub zniknięcie, niewynikające z naturalnego mechanizmu rozkładu potencjałów w systemie spowodowałoby wówczas trwały kryzys i załamanie[9]. Dla powyższego tekstu istotną jest jednak perspektywa syndromatyczności, wedle której faza nierównowagi w systemie oznacza nierównowagę każdego z elementów konstrukcyjnych systemu. W takich warunkach konstrukcja nowych rozwiązań systemowo-instytucjonalnych oraz stabilizacja polityczna są na razie niepożądane, ponieważ aktualnie znajdujemy się w fazie artykułowania przez większość państw własnych żądań i ścierania się ich.

Sytuacja Ameryki jest daleka od modelowej perspektywy konstrukcji systemu. Po pierwsze, wszystkie państwa, nawet te współpracujące z Ameryką podjęły działanie zgodne ze znanym Polakom konceptem „polityki równowagi”. Polega on na jednoczesnym nawiązywaniu bliskich relacji z każdą z rywalizujących ze sobą stron, który w zamyśle ma doprowadzić do niezmarginalizowania w nowym systemie w momencie jego ewentualnej konsolidacji[10]. Po drugie, poprzez powyższe strategie bieżące rozwiązania instytucjonalne oraz polityczne są faktycznie dysfunkcjonalne. Popularne stwierdzenia o upadku roli NATO potwierdzają przejście od instytucjonalnych stymulantów akcji politycznych do bezpośrednich nacisków politycznych. Jest to zatem samoreferencyjny cykl, wedle którego osłabienie Ameryki spowodowało dysfunkcję instytucji systemu. To zaś wpływa na preferowanie bezpośrednich strategii bilateralnych, które dalej pogłębiają dysfunkcję instytucji[11]. Po trzecie, faktyczne osłabienie potencjału Ameryki wpływa na jej zmniejszoną możliwość oddziaływania.

TRZECI PROBLEM: KAŻDA DEKONSTRUKCJA WZMACNIA CHALLENGERA

I w końcu najistotniejsze, choć jednocześnie najprostsze do dostrzeżenia i chyba dzięki temu najczęściej pomijane w analizach stwierdzenie. Każde działanie mające na celu destrukcję systemu wpływa pozytywnie na challengera. Gdyby challenger i hegemon teoretycznie mieliby podobne cele, to mogłoby to świadczyć o dwóch przypadkach. Pierwszym z nich jest próba konstrukcji wspólnego systemu międzynarodowego. Przesłanki pojawiające się od co najmniej 2011 roku wskazują jednak na odmienność celów strategicznych USA i Chin, pojawienie się rywalizacyjnej strategii między Pekinem a Waszyngtonem, a także reorientacją innych, słabszych podmiotów w systemie w kierunku bądź to poparcia Chin (Filipiny, Pakistan), bądź to przyjęcia schematu „polityki równowagi”. Już te cechy wskazują na możliwość wyjaśnienia dynamiki współczesnych przemian wedle paradygmatu realistycznego, który nie pozwala domniemywać o możliwości nawiązania bliższych strategicznych relacji pomiędzy dwiema istotnymi siłami politycznymi.

Pozostaje zatem drugi wariant – jedna ze stron posługuje się strategią wyraźnie niepożądaną dla niej samej z perspektywy skutków oraz aktualnej dynamiki systemowej. Oznacza to, że proces decyzyjny oraz jego efekty są w zamierzeniu błędne. Skoro oczywistym jest, że hegemon i challenger w aktualnych warunkach muszą działać wedle logiki relative gains, to dekonstrukcja systemu może przynieść korzyści tylko challengerowi. Oznacza to, że hegemon w przypadku faktycznego tworzenia nowego systemu podejmowałby błędne decyzje.

Powyższe argumenty pokazują, że Amerykanie nolens volens muszą bronić istniejącego systemu. Oczywistym jest, że nie przynosi on takich zysków Ameryce jak w stanie równowagi, jednak Amerykanie nie pozbawią się resztki niezbędnych strukturalnych mechanizmów oddziaływania na poszczególne państwa[12]. Konstrukcja nowego systemu jest, zgodnie z powyższymi słowami, zadaniem zbyt karkołomnym i zużywającym zbyt dużo energii, by przyniosło adekwatne zyski w sytuacji niepewności. Po drugie, wciąż Amerykanie mogą liczyć na pewne państwa, dzięki którym mogą realizować strategię offshore-balancingu (vide Polska na pomoście bałtycko-czarnomorskim, Izrael i Arabia Saudyjska na Bliski Wschodzie, Japonia i Korea na Pacyfiku)[13]. Oznacza to, że system nie jest w ogóle dysfunkcyjnym, lecz niesprawnym stała się jedynie jego część. Przyjmując, że narastająca nierównowaga systemowa może być rozwiązana za pomocą środków militarnych i politycznych, kwestie m.in. nierównowagi ekonomicznej nie są aż tak istotne, a nawet mogą powodować przedsiębranie inicjatyw pozornie sprzecznych (tak jak współpraca chińsko-rosyjska oraz indyjsko-chińska – w dłuższej perspektywie czasowej), co wykracza poza logikę analizy systemowej. Jest to istotna nadbudowa polityczna, która pozwala Ameryce oddziaływać na zachowania poszczególnych państw. I choć można uznać, że dynamika przekształceń strukturalnych wskazuje na narastające osłabienie Ameryki, to jednocześnie jest to pewien stały element polityki amerykańskiej, który – z jej perspektywy – powinien być lepiej wykorzystany.

CZWARTY PROBLEM: W WARUNKACH WZMOCNIONEJ ARTYKULACJI INTERESÓW POSZCZEGÓLNYCH PAŃSTW NOWY SYSTEM AMERYKAŃSKI NIE MUSI BYĆ LEPSZYM DLA HEGEMONA OD POPRZEDNIEGO

Wszystko wskazuje na to, że nowy system międzynarodowy nie będzie dla Ameryki korzystniejszy niż ten wynikający z liberalnej hegemonii. Powyższe problemy potencjałowo-strukturalne pokazują, że konstrukcja nowego systemu mogłaby dokonać się jedynie przez wojnę lub kooperację pewnych podmiotów. Pierwsza możliwość niesie ze sobą pewne ryzyko (choć w dłuższej perspektywie, opisanej przez teorię cykli hegemonicznych, może być to jedyne wyjście dla Waszyngtonu) w postaci totalnej porażki, marginalizacji i odsunięcia się na margines. Wynika z tego, że jedyną możliwością jest kooperacja. Współkonstrukcja nowego systemu przez współpracę dwóch lub więcej państw musi oznaczać automatycznie spadek pozycji dotychczasowego hegemona, a zwłaszcza jego możliwości w dysponowaniu możliwościami strukturalnymi danego systemu. Nie zapominajmy, że hegemonowi ciężko poradzić sobie z utratą własnej dominującej pozycji, nawet w perspektywie rychłego upadku potęgi. Pamięć instytucjonalno-historyczna działa w taki sposób, że nakazuje nieustanne odnawianie perspektyw przynoszących zyski, co nie licuje z przemianami strukturalnymi. Co więcej, system ten byłby w stanie zrealizować się tylko w przypadku braku alternatyw każdej ze stron. Jest to akurat motywowane układem relacji w równowadze sił. Dane państwo w warunkach nierównowagi systemowej nieustannie szuka alternatyw wzmacniających jego potęgę. Stara się działać wedle wielu logik naraz – balancingu, buck passingu, chain gangingu. Tymczasem strukturalna współpraca może dokonać się wtedy i tylko wtedy, gdy dane państwa nie posiadają innych alternatyw poza samymi sobą. W przeciwnym razie ich współpraca będzie przejściowa, dzięki czemu nie będzie ona w stanie stworzyć nowego systemu, nawet jeżeli perspektywa realistyczna ustąpi instytucjonalnej lub funkcjonalistycznej[14].

Oczywiście stwierdzenie, które stanowi podstawę niniejszej analizy – o dekonstrukcji systemu przez samych Amerykanów – nie musi okazać się prawdziwe. Prezydent Trump prowadzi na tyle niejednoznaczną i czasami wewnętrznie sprzeczną politykę[15], że nie sposób jednoznacznie ocenić, na ile w niej zamysłu strategicznego, a na ile błędów decyzyjnych. Niemniej jednak, jeżeli faktycznie logika dekonstrukcji powoduje Donaldem Trumpem, to czas liczony w dziesięcioleciach do zmiany systemowej może się nawet o połowę skrócić. Amerykanie powinni się zatem wyraźnie zastanowić, na ile takie działanie może być sensowne i zyskowne, a na ile może stanowić kolejny gwóźdź do trumny amerykańskiej hegemonii.

 


[1] G. Modelski, Long Cycles in World Politics, Seattle 1987.

[2] M. Leonard, The Chinese are wary of Donald Trump’s creative destruction,  Financial Times, https://www.ft.com/content/f83b20e4-8e67-11e8-9609-3d3b945e78cf [dostęp: 19.08.2018 r.]

[3] G. Modelski, W. R. Thompson, Seapower in Global Politics, London 1998, s. 97-132.

[4] K. Waltz, Structural Realism after the Cold War [w:] International Security, vol. 25, no. 1, 2000, s. 5-41.

[5] S. Walt, Top 10 Lessons of the Iraq War, Foreign Policy, https://foreignpolicy.com/2012/03/20/top-10-lessons-of-the-iraq-war-2/  [dostęp: 19.08.2018 r.].

[6] M. Sheehan, Balance Of Power: History and Theory, London 1995, s. 76-96.

[7] Wyjątkiem może być choćby luhmannowski system autopojetyczny, jednak dynamika relacji międzynarodowych jest wynikiem poszczególnych działań państw mieszczących się w systemowych ramach. Teoretycznie państwa nie muszą nawet działać według logiki systemowej, czego przykładem jest materia analizowana w artykule. Zob. N. Luhmann, Systemy społeczne. Zarys ogólnej teorii, Kraków 2012.

[8] „Syndromatyczność” według Mirosława Karwata oznacza współwystępowanie zjawisk danej klasy w krótkim odstępie czasu. Do tej definicji należałoby dodać, że dana klasa zjawisk jest emanacją danej tendencji w stosunkach międzynarodowych. Właśnie w taki sposób to słowo jest definiowane w poniższym artykule. M. Karwat, Syndromatyczny charakter przedmiotu nauki o polityce [w:] K. A. Wojtaszczyk, A. Mirska (red.), Demokratyczna Polska w globalizującym się świecie, Warszawa 2009.

[9] Są to jednak sytuacje powstające w systemach, które obok polityczno-militarnych środków rywalizacji dodają jeszcze elementy gospodarcze, społeczne czy kulturowe. Nie byłby to zatem naturalny kryzys systemowy, wynikający z antagonizacji części podmiotów, lecz wynikający z nagłego szoku. Dochodzi wówczas do sytuacji, w której rozkład potęgi jest względnie stabilny (ponieważ kryzys dotyka tylko jednego elementu działania państwa, dzięki czemu destabilizacja nie ma charaktery syndromatycznego), zaś system znajduje się de facto w stanie wzburzenia. W takim wypadku system powróci do stanu równowagi, ponieważ nie pojawiają się tendencje zmiany rozkładu potencjałów. Wręcz przeciwnie, wówczas każdy liczy na homeostat, który podejmuje na nowo działania eliminujące problem i przywracające równowagę.

[10] M. Ambrożek, Zmiana pozycji geopolitycznej Chin z perspektywy teorii cykli hegemonicznych oraz teorii tranzycji potęgi [w:] Przegląd Geopolityczny, t. 25, 2018 (w druku)

[11] S. Walt, NATO Isn’t What You Think It Is, Foreign Policy, https://foreignpolicy.com/2018/07/26/nato-isnt-what-you-think-it-is/ [dostęp: 19.08.2018 r.]

[12] M. Ambrożek, Analiza dla Instytutu Spraw Zagranicznych Collegium Nobilium Opoliense z dnia 12 sierpnia 2018 r., Instytut Spraw Zagranicznych CNO, https://www.facebook.com/InstytutSprawZagranicznychCNO/posts/1029169667249126?__tn__=K-R [dostęp: 19.08.2018 r.]

[13] M. Ambrożek, Istota amerykańskiego offshore-balancingu względem Polski [w:] Układ Sił, nr 7, wrzesień 2018 (w druku)

[14] Tenże, Dlaczego nie dojdzie do resetu amerykańsko-rosyjskiego, Instytut Geopolityki, http://geopolityka.net/mateusz-ambrozek-dlaczego-nie-dojdzie-do-resetu-amerykansko-rosyjskiego/ [dostęp: 19.08.2018 r.]

[15] Tenże, Niejednoznaczna polityka Donalda Trumpa, Instytut Geopolityki, http://geopolityka.net/mateusz-ambrozek-niejednoznaczna-polityka-donalda-trumpa/ [dostęp: 19.08.2018 r.]

Komentarze

komentarze

stat4u