Janos Sallai: Gorąca jesień. Granica węgiersko-polska w 1939 roku

 dr János Sallai

Po przyjęciu w poczet krajów Unii Europejskiej Węgier i Polski stosunki obu tych krajów uległy przewartościowaniu. Równocześnie przyjaźń węgiersko-polska oraz wielowiekowe sąsiedztwo ukazało się w nowym świetle. Najpiękniejszy okres tej przyjaźni przypada na okres od września 1939 roku do końca II wojny światowej, kiedy to dziesiątki tysięcy Polaków przekroczyły granicę węgiersko-polską. Spod piór autorów oby narodowości wyszła obszerna literatura dotycząca losów polskich uciekinierów. Wystarczy wspomnieć chociażby takie nazwiska, jak: Ágnes Godó, Károly Kapronczai, István Lagzi, Witold Biegański, czy Mieczyslaw Juchniewicz.

Jest rzeczą naturalną, że po dziś dzień pozostały otwarte pytania, na przykład dotyczące liczby polskich uchodźców. Badania na ten temat w czasach socjalizmu napotykały na trudności. Mglista tajemnica okrywała rolę Związku Sowieckiego w czasie zajmowania terenów polskich. W czasie mojej pracy jako wykładowcy na uniwersytecie zajmowałem się historią granicy państwowej. W praktyce przekonałem się, iż moi słuchacze dysponują bardzo skromną wiedzą na temat zdarzeń z początku II wojny światowej, jak również, że nie słyszeli o utworzonej we wrześniu 1939 r. potrójnej granicy niemiecko-sowiecko-węgierskiej. Z tego też powodu zdecydowałem się opublikować pracę na temat wydarzeń, które miały miejsce na granicy węgiersko-polskiej. W czasie moich prac badawczych w przeważającej części opierałem się na archiwach Instytutu Historii Armii Węgierskiej oraz Archiwum Muzeum Wojska Węgierskiego.

I. Granica węgiersko-polska w XX wieku

Węgiersko-polska granica jest jednym z symboli wspólnej przeszłości, która przez stulecia gwarantowała bezpośrednie kontakty polityczne, gospodarcze i kulturalne[1]. Rzecz jasna, że na przestrzeni naszej historii nie zawsze w tym samym miejscu, i w taki sam sposób spełniała swoje zadanie. Na przestrzeni wieków od X do XIII nie możemy jeszcze mówić o wyraźnej linii granicznej. W tym okresie obydwa państwa rozgraniczał dziki obszar pograniczny, który był jednoznaczny z naturalną zaporą, jaką stanowiły Karpaty. Na możliwych do pokonania przełęczach górskich znajdowały się tak zwane bramy, za pomocą których sprawowano kontrolę nad przebiegiem kontaktów gospodarczych dokonujących się pomiędzy obydwoma państwami. Począwszy od XIII wieku – opierając się na opisach gruntów – granica posiadłości mogła być jednocześnie granicą państwa. Od XV wieku natomiast w gestii wymiaru sprawiedliwości leżało wyznaczanie i korygowanie granic w celu zapobieżenia ewentualnym sporom wynikającym ze źle wyznaczonych granic. Na przestrzeni wieków pomiędzy obydwoma państwami kilkakrotnie[2] tworzona była unia personalna, w wyniku czego doszło do wzmocnienia kontaktów wojskowych, handlowych oraz politycznych. Jednakże bez względu na to kontakty graniczne obydwu państw nacechowane były również konfliktami. Wśród nich należy wymienić historię przekazania w zastaw i oddania z powrotem zamków i miast spiskich[3], jak również spór dotyczący Morskiego Oka[4], który zakończył się na początku XX wieku wyrokiem sądowym.

Zawarte pod Paryżem pakty pokojowe, które zamykały I wojnę światowa, co innego znaczyły dla Polski, a co innego dla Węgier. Polska odzyskała utraconą w XVIII wieku niepodległość, jak również wzbogaciła się o tereny, które historycznie należały do Węgier[5]. W przeciwieństwie do tego Węgry utraciły 2/3 swojego terytorium, jak również naród węgierski znalazł się poza granicami swojego kraju. Trwające kilka wieków sąsiedztwo węgiersko-polskie przestało istnieć. Przywróceniu zlikwidowanej granicy polsko-węgierskiej nadawano czołową rolę w ówczesnym życiu politycznym. Jednym z głównych powodów było to, że Królestwo Węgierskie zostało okrążone przez wrogą Małą Ententę. Ożywienie dwustronnych kontaktów politycznych przypadło na okres podróży premiera rządu polskiego na Węgry oraz węgierskiego premiera do Polski, które to podróże przypadały na okres, kiedy ambasadorem Węgier w Warszawie był András Hory[6]. Fakt, że na ozdobnej bramie pałacu służącego za siedzibę węgierskiego gubernatora umieszczono napis w języku węgierskim: Niech żyje imperium świętego króla Stefana[7] jednoznacznie dowodził opowiadania się po stronie węgierskich granic historycznych.

„Iskierka nadzieji na możliwość przywrócenia granicy węgiersko-polskiej pojawiła się w roku 1938 przy okazji podpisania Paktu Monachijskiego[8]. Jednakże I Porozumienie Wiedeńskie ani tego pytania, ani też przynależności Zakarpacia nie poruszało. Przyszła na to kolej dopiero w roku 1939, kiedy to za zgodą niemiecką dokonano węgierskiej okupacji Zakarpacia. Oddziały węgierskie osiągnęły wysokość granic historycznych i na znaczącym odcinku przywrócono tysiącletnią granicę węgiersko-polską[9]. Przywrócenie wspólnej granicy spotkało się z pozytywnym przyjęciem w obydwu państwach. Sam fakt istnienia wspólnej granicy znacznie zwiększał międzynarodowe wpływy obu państw. W tym okresie ochrona granicy węgierskiej była zadaniem wojska. Tak więc zorganizowanie ochrony nowych granic przypadało wojskowym brygadom strzelców granicznych. W praktyce wyglądało to tak, że wykonawcze pododdziały węgierskich żołnierzy ochrony pogranicza zostały przyjęte do służby przez kompanię honorową polskich strażników granicznych. Od tej pory na granicach historycznych strażnicy pogranicza obydwu państw ściśle ze sobą współpracowali, na przykład wspólnie patrolowali granicę.

Rzecz jasna, że z nowej granicy węgiersko-polskie nie byli zadowoleni Rumuni, ponieważ ich państwo posiadające znaczącą mniejszość węgierską czuło zagrożenie dla własnego bezpieczeństwa. Wtedy to jednostki rumuńskie nadciągnęły w pobliże granicy państwowej Węgier. Sytuacja powstała po podpisaniu umowy pokojowej zamykającej I wojnę światową (niemiecko-polska granica, Wolne Miasto Gdańsk), jak również następstwa Traktatu Monachijskiego prognozowały możliwość wybuchu nowej wojny na początek lata 1939. Z tego powodu znacznie wzrosło znaczenie węgiersko-polskiej granicy (bez względu na to, że mowa jest o krótkim odcinku granicznym i o krótkim okresie czasu).

II. Antecedencje wojny niemiecko-polskiej

W okresie przejmowania przez Węgry Zakarpacia nad Polską zawisło wielkie niebezpieczeństwo. W marcu 1939 r. A. Hitler zapominając o zawartym  wcześniej, w roku 1934 pakcie o nieagresji, domagał się od Warszawy wyrażenia zgody na włączenie do Rzeszy Wolnego Miasta Gdańska. Gdy ta odmówiła, miesiąc później wypowiedział tą umowę międzynarodową. W tym czasie II Rzeczypospolita zawarła pakt z Wielką Brytanią oraz odnowiła przymierze z Francją w nadziei na uniknięcie konfliktu zbrojnego. wiązała nadzieję na zachowanie pokoju i uniknięcie wojny niemiecko-polskieZ powodu wojen z lat 1918-1920 roku Polska obawiała się tak samo swojego wschodniego sąsiada, jak i Niemiec. W późniejszym czasie te obawy urzeczywistniły się, kiedy to w siedemnastym dniu kampanii wrześniowej II RP ze wschodu zaatakowali Sowieci. Na skutek tego państwu, które znalazło się w kleszczach nie udało się uniknąć załamania się sił obronnych.

Jednakże do czasu wybuchu wojny wszyscy mieli nadzieję. Niemcy, że otrzymają pożądane tereny (pozostaje to w sprzeczności z podpisanym planem najazdu i tajnymi przegrupowaniami), Polacy natomiast, że nie dojdzie do wojny. Wydarzenia natomiast doprowadziły do innego obrotu spraw. W Niemczech ukryte przegrupowania na kolei, już w połowie sierpnia, objawiły się w postaci ograniczeń transportu osób cywilnych i transportu handlowego. Dla zagranicy nie było to odczuwalne, ponieważ ludzie znając sytuację gospodarczą III Rzeszy przyjęli do wiadomości powoływanie się na oszczędności. To, że porusza się znaczna ilość pociągów wojskowych, również wyglądało na uzasadnione z powodu zwyczajowych jesiennych ćwiczeń poligonowych. Wkroczenie Wehrmachtu nastąpiło w końcu sierpnia wraz z wkroczeniem w życie wojennego rozkładu jazdy.

Lata 30. XX wieku w armii polskiej nie upływały bezczynnie. Państwo, które odzyskało na nowo samodzielność w sposób szczególny traktowało zagadnienia dotyczące obrony niepodległości oraz rozwoju sił zbrojnych. Na ich rozwój rocznie przeznaczano 40% budżetu państwowego, kwotę tę w 1939 roku zwiększono do 56%[10]. Według danych węgierskiego Sztabu Generalnego siły wojskowe II RP na stopnie pokojowej wyglądały następująco:

– 10 korpusów z 30 dywizjami (w tym 2 górskie);

– 40 pułków kawalerii (podzielonych na brygady i 1 dywizję konną);

– 700 pojazdów bojowych (pogrupowanych na kompanie i bataliony);

– znacząca ilość artylerii przeciwlotniczej i oddziały techniczne;

– 20 ciężkich baterii, w tym 11 zmotoryzowanych z 400 działami;

–  51 batalionów ochrony pogranicza;

– obrona powietrzna podzielona na 3 grupy (brygady) z 6 pułkami lotniczymi i  z 1 600 samolotami[11];

Polska zrealizowała również odpowiadające ówczesnym doświadczeniom i wyobrażeniom wojennym umocnienia, jak również zbudowała fortyfikacje obozowe i mniejsze umocnienia na terenach przyszłych działań wojennych, które w roku 1939 zapełniono wojskiem. Ze względu na podwójnego najeźdźcę, lwią część armii przegrupowano na zachodnie tereny działań wojennych, a część sił zatrzymano w celu obrony wschodnich granic.

Sierpniowe wiadomości jednocześnie informowały o niemożliwości uniknięcia wojny, jak również o ostatnich dramatycznych krokach mających na celu utrzymanie pokoju. Węgierskie kierownictwo polityczne i wojskowe nie było obojętne na zaistniałą sytuację. Napięta sytuacja skłaniała węgierskie dowództwo wojskowe do ostrożności, w niektórych przypadkach podjęto odpowiednie kroki, jak również doszło do wydania rozporządzeń wojennych. Z raportów Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz danych przekazanych przez wywiad wojskowy w zaistniałej sytuacji należało przewidywać nieodwracalność wojny. Znajdujemy to z sprawozdaniu sytuacyjnym z 24 VIII 1939 r.[12]: „Od końca marca 1939 roku polska armia w 50% jest w stanie mobilizacji. Aktualna siła armii wraz z wojskami ochrony pogranicza to około 42 dywizje o zwiększonym stanie liczebnym, w tym 30 to dywizje pokojowe, 10 to mieszane dywizje i 2 to dywizje ochrony pogranicza. Ogólny stan liczebny armii można szacować na 900 tys. żołnierzy. 22 sierpnia w południe zarządzono powszechną mobilizację”.

Kolejne partie raportu zaznajamiają z pracami fortyfikacyjnymi, jak również z przemarszem wojsk. Poza tym jest tam wspomniane, że: „Na granicy Zakarpacia przygotowano do wysadzenia w powietrze tory kolejowe oraz mosty kolejowe”. Dokument w sposób szczegółowy opisuje użycie do tego celu wojska. W myśl tego W przypadku polsko-niemieckiego konfliktu wojennego armia polska na granicy zachodniej najprawdopodobniej będzie się ograniczała tylko do jej obrony. Operacji ofensywnych należy się spodziewać jedynie w przypadku wschodnich Prus Wschodnich i Gdańska. Poprzez zajęcie wschodnich Prus armia chce osiągnąć początkowe sukcesy, aby poprzez to zwiększyć gotowość bojową społeczeństwa. Ze stanowczym oporem należy liczyć się w Prusach Zachodnich (Korytarz Polski) i na Górnym Śląsku, podczas gdy w środkowej części zachodniej części kraju na terytoriach poznańskich oddziały 2 armii pod naporem niemieckim cofną się w głąb kraju na odległość około 200 kilometrów. Wydano już wstępne rozporządzenia dla dowództwa VII. korpusu dotyczące opróżnienia tych terenów”[13]. Z powyższego wynika jednoznacznie, że zarówno polityczne jak i wojskowe dowództwo polskie, obok prowadzonych rokowań szykowało się do odparcia ataku niemieckiego. Było to odczuwalne i sygnalizowane przez przebywających w kraju dyplomatów i zwiadowców wojskowych.

Równolegle do przygotowań do napadu III Rzeszy na Polskę dawało się wyczuć pewnego rodzaju zbliżenie interesów niemiecko-sowieckich. Według węgierskiego raportu z rozpoznania sytuacji zachowanie się Polski w dużej mierze zależy od tego, czy zachodni sojusznicy opowiedzą się po jej stronie, gdyż wtedy jeszcze nie potrafili realnie ocenić sytuacji. We wspomnianym raporcie z rozpoznania sytuacji również zdania dotyczące Słowacji nie są nam obojętne. W Słowacji w tym czasie planowano powołanie 9 roczników rezerwy wojskowej i „W niektórych miejscach pogrupowano już konie!. W pobliżu granicy słowacko-polskiej armia obsadziła nawet granicę państwową. Jeszcze bardziej istotne jest to, że według wspomnianego raportu z rozpoznania w Słowacji „[…] odnotowano obecność licznych niemieckich transportów ludzi i materiałów, które stwarzają wrażenie dokonywania okupacji terenów przez Niemców”. Poza tym „[…] niemieckie oddziały przeprowadziły całkowitą okupację granicy słowacko-polskiej na całej długości”. Obecność Niemców w tym kraju i ich przygotowania nie ominęły również Węgier.

Kierownictwo polityczne Korony Św. Stefana liczyło się z tym, że Rzesza  będzie nalegała na wyrażenie zgody na przemarsz wojsk niemieckich przez jej terytorium. Wskazywały na to niemieckie sondaże, jednak oficjalna prośba[14] wpłynęła dopiero 9 IX 1939 r., a którą rząd węgierski zdecydowanie odrzucił. Ze względu na sytuację polityczną, jaka się wytworzyła w dniach poprzedzających wybuch wojny, minister spraw zagranicznych Węgier odwołał ambasadora Hory w Warszawie i oznajmił mu: „Wojna niemiecko-polska jest nieunikniona. Według Mussoliniego Niemcy są zdeterminowani, aby rozpocząć wojnę […]. Co się tyczy Węgier […]. Ribbentrop chciał osiągnąć, abyśmy zabezpieczyli niemieckim oddziałom możliwość przejazdu przez terytorium Węgier, jednakże odmówiliśmyNie życzyli sobie naszego aktywnego udziału. Tak więc przynajmniej na początku wojny nie będziemy w tym brać udziału. Nasze dalsze zachowanie będzie zależało od późniejszego rozwoju wypadków. Powiadom o tym polskiego ministra spraw zagranicznych. Wydałem już rozporządzenie dla Kristóffy, aby jutro rano poprosił dla ciebie u Becka pilne przesłuchanie. Jesteś zobowiązany do srogiego zachowania tajemnicy. Gdyby w Berlinie lub w Rzymie dowiedzieli się o tym, że poinformowaliśmy Polaków, całkowicie stracilibyśmy zaufanie”[15].

Powyższa wypowiedź była niesłychanie ważna ze względu na zabezpieczenie dróg wojskowych i późniejszych ewakuacyjnych. Jeśli rząd węgierski przekazałby w ręce niemieckie koszycką kolej, w ten sposób ułatwiłby manewr wojskowy okrążenia armii polskiej i odciąłby drogę ucieczki dla osób ewakuujących się w kierunku granicy węgiersko-rumuńskiej. Wspomnienia Andrása Hory obejmowały okres od początku ataku na Polskę do czasu ucieczki z Polski rządu i ewakuowania ambasad. Ambasador Węgier pozostał na miejscu do końca, co wywołało dziwną sytuację. Sprzymierzeniec Węgier zaatakował to państwo, z którym naród węgierski wiązała tysiącletnia przyjaźń, kierownictwo polityczne Węgier przeciwstawiło się stanowczym „nie” prośbie niemieckiej i opowiedziało się po stronie przyjaźni z Polską. Nie podejrzewali, że wkrótce na rząd węgierski czekają bardziej zdecydowane zadania w ostatnim okresie wojny niemiecko-polskiej i po jej zakończeniu.

Jeszcze przed wybuchem wojny wojskowe raporty wywiadu dokładnie informowały wojskowe i polityczne kierownictwo Węgier. W drugim sprawozdaniu ze stanu sytuacji[16] zanotowano co następuje: „Polsko-niemieckie napięcie przedwojenne nadal trwa. Zawarta 23 [powinno być 25] sierpnia polsko-angielska umowa o wzajemnej pomocy umocniła gotowość obronną Polski w stosunku do każdego żądania niemieckiego, które w najmniejszym stopniu naruszałoby niepodległość Polski lub jej interesy gospodarcze. Obowiązek udzielenia pomocy obejmował również ochronę interesów polskich odnośnie Gdańska (Danzig). 

Przygotowania mobilizacyjne zaostrzono powołaniem nowych roczników rezerwy wojskowej. „Polskie działania obronne kontynuowano 26-tego i 27-ego sierpnia na terenie Rzeszy i czeskiego protektoratu, oraz wzdłuż granicy słowackiej. W kilku miejscach doszło do mniejszych incydentów granicznych.Planowaną na 26 sierpnia powszechną mobilizację polską przesunięto, ze względu na interwencję Anglii. Przeważająca część obywateli niemieckich opuściła terytorium Polski”[17].  Zacytowany ze sprawozdania urywek doskonale przedstawia wydarzenia, które rozgrywały się w okresie przedwojennym. Do tego można jeszcze dodać, że w tym czasie większość oddziałów słowackich trzymano w pobliżu granicy państwowej.

Z czasem, jak przybliżał się atak z 1 września węgierskie raporty ze stanu sytuacji zawierały coraz bardziej istotne informacje. Zgodnie z tym 31 sierpnia informowano węgierskie dowództwo o tym, że na słowackie lotnisko w miejscowości Spiska Nowa Wieś (węg. Igló), w pobliżu polskiej granicy, przybyło 40 niemieckich samolotów, paliwo oraz materiały bombardujące. W tym samym czasie dowództwo drugiej brygady strzelców ochrony pogranicza zdało relację dowództwu 2 korpusu w miejscowości Székesfehérvár z przegrupowań niemieckich formacji wojskowych. Według informacji zawartych w depeszy[18] w stronę granicy polskiej wyruszyło 60 tysięcy żołnierzy niemieckich. Poza tym w okolice Prešov (węg. Eperjes) przetransportowano samolotami 6 tysięcy żołnierzy niemieckich. W raporcie jest też wzmianka o wzmocniemiu węgiersko-słowackiej granicy żołnierzami słowackimi i o tym, że: „nastrój narodu słowackiego to powszechne przygnębienie”. Raport napisany w dniach następnych potwierdził niemiecki operacyjno-wojenny przemarsz, jak również zaraz po wybuchu wojny zdawał relację z tego, że „Wojsko niemieckie przejęło dowodzenie administracją w Słowacji”[19].

III. Kampania wrześniowa widziana z Budapesztu

1 IX 1939 r. o godzinie 4:45 oddziały niemieckie otrzymały rozkaz rozpoczęcia ofensywy. Obronę polskich oddziałów utrudniała późna mobilizacja, jak również bombardowanie traktów komunikacyjnych oraz lotnisk wojskowych. W tych starciach światowy rozgłos zdobyli swoim bohaterstwem obrońcy Westerplatte, którzy przez siedem dni odpierali niemieckie ataki. W pierwszych dniach ofensywa Wehrmachtu rozwijała się w szybkim tempie. W przeciwieństwie do tego polskie zamiary zaatakowania spaliły na panewce, ponieważ polski plan operacyjny nie powiódł się. 3 i 4 września Niemcy posuwali się do przodu od strony Karpat w kierunku Krakowa, natomiast 5 IX w ręce Niemców dostał się przemysłowy region śląski. 7 września poddał się Kraków, Nowy Sącz, Tarnów, Kielce, jak również Niemcy zbliżyli się na odległość 60 kilometrów do Warszawy. Polacy zorientowali się w niemieckim zamiarze planu operacyjnego okrążenia, dlatego też rozpoczęli planowy odwrót od strony Wisły i starali się wyjść obronną ręką z okrążenia. 8 września Niemcy w kilku punktach dotarli do Wisły i z południowego zachodu wtargnęli do Warszawy. W międzyczasie Polacy nieprzerwanie wycofywali się i czynili rozpaczliwe starania w celu zatrzymania posuwających się w głąb kraju Niemców. 10 września Niemcy przekroczyli granicę rzeki San, tym samym sukcesem zakończyła się ich błyskawiczna operacja okrążenia. 15 września pozostające najbardziej na południu oddziały niemieckie zajęły Przemyśl, w międzyczasie zajęcie Warszawy zbliżało się do końca, skapitulował też Białystok.

17 września wojna polsko-niemiecka osiągnęła decydujący moment. Okrążono Lwów, zajęto Lublin, skapitulował Brześć, a rozpad i rozproszenie polskich oddziałów zdawało się być zjawiskiem powszednim. W tym to czasie oddziały sowieckie rozpoczęły ofensywę i w ten sposób los – stojących naprzeciwko Niemców – wojsk polskich został przypieczętowany.

Zgodnie z wcześniejszym porozumieniem niemiecko-sowieckim oddziały niemieckie rozpoczęły wycofywanie się na linię demarkacyjną, którą w porozumieniu ustanowiły obydwa dowództwa. Pojedyncze oddziały WP w sposób rozproszony, ale zdecydowany próbowały bronić się przeciwko oddziałom niemieckim i sowieckim, jednakże wobec bezsprzecznej przewagi piechoty i lotnictwa wrogiej armii tylko przez krótki okres czasu udawało się stawiać opór. W takiej sytuacji nie pozostawało nic innego, jak zorganizowanie podziemnego ruchu oporu, lub ucieczka do państw sąsiednich, ewentualnie poprzez nie, do Francji lub Anglii.  Wiele osób dostało się do niewoli wroga.

IV. Uchodźcy wojenni

Już w pierwszych dniach września, zarówno na granicy, jak również w węgierskim życiu wewnętrznym i polityczno-wojskowym dało się odczuć skutki wojny niemiecko-polskiej. Wywiad wojskowy na bieżąco informował dowództwo o operacjach militarnych oraz wydarzeniach związanych z mobilizacją wojskową w sąsiednich państwach. W tym czasie na granicy węgierskiej WP rozpoczęło niszczenie obiektów budownictwa kolejowego i drogowego[20], natomiast w okolicach Sianki[21] kontynuowano budowę fortyfikacji polowych. Sytuacja ta miała także wpływ na wprowadzenie przez Niemców zamknięcia wspólnej węgiersko-niemieckiej[22] (austriackiej) granicy państwowej.  Znaczyło to, że Rzesza nie miała zaufania w stosunku do węgierskich organów ochrony pogranicza, decydującą część wspólnej granicy państwowej zamknięto.

W pierwszych dniach wojny na polsko-węgierskich przejściach granicznych i na zielonej granicy pojawili się pierwsi uchodźcy, o których wtedy jeszcze nie było wzmianki w raportach sporządzanych przez brygady strzelców granicznych. Nie znalazłem żadnych śladów informacji na temat tego, aby ze strony polskich strażników granicznych wpłynęła prośba o pomoc skierowana do węgierskich strażników ochrony pogranicza. 4 IX 1939 r. dla dowództwa VIII korpusu zostało sporządzone polecenie, którego przedmiotem było: „[…] wsparcie, o które poprosiły polskie służby ochrony pogranicza”; zawarto w nim co następuje: „[…] Wsparcie, o które poprosiły polskie służby ochrony pogranicza może się odbywać tylko i wyłącznie na płaszczyźnie służbowej, oraz w stopniu niezbędnie koniecznym, który zagwarantuje własnym służbom granicznym wykonywanie swoich zadań bez zakłóceń”[23].

Skutki rozporządzenia sprawdziły się później w praktyce, kiedy to węgierscy strażnicy pogranicza zdali relację z tego, że wsparcie zaofiarowane polskim strażnikom pogranicza wspomaga działania służb granicznych i w niektórych przypadkach pomogło wyeliminować „[…] całkiem sporą ilość zatargów, a nawet starć zbrojnych”. Tego samego dnia (4 września) na Przełęczy Wereckiej (przełęcz w łańcuchu Zewnętrznych Karpat Wschodnich, w paśmie Bieszczadów Wschodnich) pojawił się pewien polski pułkownik i dwóch majorów. Pułkownik w czasie rozmowy z węgierskim dowódcą 25 batalionu strzelców granicznych stwierdził, że wraz ze swoim pułkiem zamienił na służbie wcześniejszy oddział i przejął służbę ochrony na granicy węgiersko-polskiej. Ponieważ ze względu na stan wojenny zmiana ta była dokonana bardzo szybko, nie było czasu na patrolowanie terytorium granicznego, dlatego też prosił o wsparcie Węgrów do czasu, aż oddział złożony z nowych rekrutów dobrze zapozna się z obszarem granicznym i linią granicy. Rzecz jasna, nowy oddział zajął miejsce starego. Pilny telegram zdający relację z tego wydarzenia donosił dowódcy 8 korpusu o częstszych kontrolach granicznych, budowie małych fortyfikacji, budowaniu zasiek, pojawieniu się polskich oddziałów wojskowych, jak również o lotniczych patrolach zwiadowczych.

W 12 dniu kampanii wrześniowej w miejscowości Sianki Polacy zajęli węgierski pociąg osobowy numer 1 722 i zatrzymali jego załogę[24]. Zajęty skład kolejowy  wykorzystano do przetransportowania żołnierzy i osób cywilnych do miejscowości Turka, następnie odesłano go na Węgry do miejscowości Użok (węg. Uzsok)[25]. Pracownicy Węgierskich Koleji Państwowych (MÁV) zbiegli do miejscowości Wołowec, następnie polscy kolejarze również opuścili skład pociągu[26]. W czasie trwania ucieczki wysadzono w powietrze wszystkie obiekty. (Odgłosy wybuchów były słyszane przez węgierskich strzelców granicznych w miejscowości Użok). Na skutek stanu wojennego (bombardowania niemieckie) i fali uchodźstwa pomiędzy miejscowościami Turka i Sambor ruch drogowy i kolejowy został praktycznie sparaliżowany.

W tym czasie masowe uchodźstwo stało się już rzeczą powszechną, sprzyjało mu wykorzystywanie naturalnych zalet Karpatów, a mianowicie żołnierze, jak i ludność cywilna chronili się w lasach. Porażka doprowadziła do głębokiego rozgoryczenia oraz wyzwolenia uczucia nienawiści. Na granicy węgiersko-polskiej oraz polsko-słowackiej okoliczni mieszkańcy – górale – w sposób ciągły pomagali i przewodzili grupom uchodźców, Polakom, osobom cywilnym i żołnierzom. Polacy dlatego wybrali granicę słowacko-polską, gdyż wierzyli w to, że kiedy przekroczą granicę węgiersko-słowacką, to będą mogli kontynuować swoją drogę w kierunku Węgier, lub stamtąd będą mogli uciekać dalej na południe.

Wrzesień 1939. Stoimy tutaj na węgierskiej granicy. Tłok, przepychanki, zamęt i chaos. Po raz tysięczny sami sobie zadajemy pytanie: czy aby nas wpuszczą? Wielotysięczny tłum ludzi: żołnierze, policjanci, cywile, młode dziewczyny i starcy, matki z dziećmi […]. Na zatłoczonych od aut, wozów i innych pojazdów drogach prawie nie można się poruszać. Zmarznięci, głodni i prawie bez nadziei stoimy na (węgiersko-polskiej) granicy. Za nami wstrząsające dni i noce, za naszymi plecami bestialscy Germanie. Czy aby nas wpuszczą? Mijają godziny. I nadeszła odpowiedź: granica stoi przed nami otwarta. Wpuszczą nas. Masa ludzka ruszyła. Na twarzach żołnierzy ponownie pojawia się zdecydowana pewność siebie: wojna się jeszcze nie skończyła, Węgry są jedynie stacją przejściową, z której człowiek może dotrzeć gdziekolwiek tam, gdzie znowu może przyłączyć się do walki– pisał w swoich wspomnieniach Mieczysław Chrapek, były uchodźca.

Rząd węgierski, jak i kierownictwo MSW oraz MON ze wzmożoną uwagą śledziły wydarzenia polsko-niemieckiej wojny oraz pojawienie się na pograniczu uchodźców z Polski. Pomimo tego, że na prośbę Niemców Węgrzy nie wydali neutralnego oświadczenia, propolska polityka rządu węgierskiego pod przewodnictwem Pála Teleki wywołała w sprzymierzonych Niemcach antypatię i niepewność. Odrzucenie prośby dotyczącej możliwości przejazdu Niemców przez terytorium węgierskie spotkało się z kolejnym negatywnym oddźwiękiem w Niemczech i wydaniem dyspozycji.

Tymczasem rząd węgierski pod przewodnictwem Pála Teleki kontynuował przygotowania związane z przyjęciem i zapewnieniem schronienia uchodźcom polskim. „W tym celu wydano dyspozycje dowództwom wojskowym w Mukaczewie (węg. Munkács) Użhorodzie (węg. Ungvár), w Berehowe (węg.  Beregszász) oraz w Koszycach (węg. Kassa), aby skierowały w te rejony odpowiednią ilość oddziałów, oraz aby w oparciu o określone w umowach międzynarodowych warunki wydały odpowiednie rozporządzenia dotyczące przyjmowania uchodźców przekraczających granicę węgiersko-polską”[27].

Po 17 IX 1939 roku wydarzenia nabrały tempa (po udanych operacjach wojskowych Niemców oraz po ataku sowieckim). W tym czasie już znaczące ilości polskich żołnierzy przekraczały granicę węgierską. O okolicznościach internowania Stanislaw Ksyk napisał:Granicę polsko-węgierską przekroczyłem 17 września 1939 roku w miejscowości Worochta jako lekarz, porucznik pułku ciężkiej artylerii. Pomimo tragicznych wydarzeń, porażki doznanej przeciwko Niemcom oraz samobójstw popełnionych przez zrozpaczonych żołnierzy już wtedy – podczas przekraczania granicy – widzieliśmy, że żołnierze armii węgierskiej są przyjacielsko nastawieni do nas. I chociaż zabrali nam broń, uczynili wszystko, aby ten fakt był dla nas jak najmniej bolesny i nie ranił naszej dumy. Mogę odważnie stwierdzić, że traktowali nas bardzo rycersko, co więcej od naszego pułku nie wymagali, abyśmy od razu tam, na granicy złożyli naszą broń. Parę dni później w pełnym uzbrojeniu, z armatami i amunicją kroczyliśmy wzdłuż rzeki Cisy (węg. Tisza) aż do miejscowości Berehowe (węg. Beregszász) i dopiero tam oddaliśmy w ręce władz węgierskich nasze uzbrojenie. W wyjątkowo operatywny sposób i w krótkim czasie zorganizowali zaopatrzenie i miejsca zakwaterowań dla polskich żołnierzy. Na stacjach kolejowych – przez które przejeżdżaliśmy – wszędzie czekały na nas kuchnie polowe z ciepłym posiłkiem, często zapraszali nas jeszcze do kolejowych restauracji. Pomyśleli też o tym, aby skupionym w licznych obozach dla internowanych polskim żołnierzom zapewnić opiekę lekarską”[28].

Dzień po tym, jak Armia Czerwona zaatakowała II Rzeczypospolitą István Csáky Minister Spraw Zagranicznych […] oficjalnie informował polskiego ambasadora, że: Ferenc Keresztes-Fischer – Minister Spraw Wewnętrznych – na polecenie premiera Pála Teleki i za zgodą rządu wydał rozporządzenie o całkowitym otwarciu granicy węgiersko-polskiej oraz o przyjęciu uchodźców polskich.  Gabinet Rady Ministrów zatwierdził tę decyzję później, 24 września 1939 roku, przedyskutowano każdą formę sposobu obchodzenia się z uchodźcami. Polskie główne dowództwo wojskowe, będąc w posiadaniu oficjalnego stanowiska rządu węgierskiego, wydało decyzję dowódcom polskich oddziałów stacjonujących w rejonie Karpat, aby wraz ze swoimi oddziałami przekroczyli granicę węgiersko-polską. W ciągu kolejnych dni granicę przekroczyły tysiące uchodźców indywidualnych oraz oddziałów wojskowych”[29].

W ślad za decyzjami rządowymi również szef Sztabu Generalnego i Minister Spraw Wewnętrznych wydali pierwsze rozporządzenia dotyczące polskich uchodźców. Sporządzone 18 IX 1939 r. rozporządzenie szefa Sztabu Generalnego[30] zawierało co następuje:

„1. Szybko postępująca ofensywa sowiecka odcięła naturalne połączenie graniczne pomiędzy Polską i Rumunią. W wyniku tego w najbliższej przyszłości należy liczyć się z tym, że część polskiej armii, polscy politycy i cywile będą szukać schronienia na terytorium węgierskim. Istnieje wielkie prawdopo-dobieństwo, że członkowie działającego do tej pory na terenie Polski korpusu dyplomatycznego również przybędą na terytorium Węgier. W związku z tym zarządzam co następuje:

2. Zasadniczo należy przyjąć wszystkich polskich uchodźców, z wyjątkiem Żydów. W odniesieniu do Żydów obowiązują dotychczas wydane dyspozycje;

3. W odniesieniu do postępowania w stosunku do osób cywilnych pan Minister Spraw Wewnętrznych Królestwa Węgier wydał już stosowne rozporządzenie. W celach informacyjnych przytaczam jego najważniejsze punkty:

a) Z przekraczającymi granicę obcymi dyplomatami postępujemy tak, jak gdyby byli oni prywatnymi podróżnymi zatrzymującymi się na terytorium Węgier;

b) W stosunku do członków polskiego rządu oraz wyższej rangi polskich polityków zachowujemy się w sposób uprzejmy. Ich działania kontrolujemy. Jeśli ich zamiarem jest dalsza podróż, nie sprawiamy im trudności ani przeszkód.

Zgromadzenie i odtransportowanie innych osób cywilnych jest organizowane przez pana Ministra Spraw Wewnętrznych, jednakże w przypadku masowego napływu uchodźców organy administracyjne będą skutecznie wspomagane przez działy korpusu Urzędu Administracji. Zadaniem korpusowego działu kontrwywiadu jest przyporządkowanie do tych grup organów kontrwywiadowczych.

W razie potrzeby stan liczebny korpusowego działu kontrwywiadu należy uzupełnić poprzez rekrutację. W celach informacyjnych zawiadamiam, że osoby cywilne będą rozmieszczane przez pana Ministra Spraw Wewnętrznych w obozach w miejscowościach Lucenec (węg. Losonc) i Nagykanizsa.

4. Procedura postępowania z żołnierzami Wojska Polskiego:

a) Dowództwo korpusu ma wyznaczyć komisję przyjmującą uchodźców wojskowych na stacjach przejść granicznych. W celu przeprowadzenia rozbrojenia i zapobieżenia temu, aby niektóre uzbrojone grupy przypadkowo przedarły się do Rumunii, dowództwo VIII. korpusu zadba o odpowiednie uzbrojone jednostki, które będą wykonywały rozporządzenia władz;

b) Informacje na temat rozbrojenia członków polskiej armii zawarte są w aktach sprawy Szefa Sztabu Generalnego nr 33.535/eln. Rozbrojonych żołnierzy należy tymczasowo umieścić w przejściowych obozach zbiorczych, znajdujących się w pobliżu przejść granicznych. Oficerom w miarę możliwości należy zapewnić lepsze warunki. Dowództwo VIII korpusu ma natychmiast podać lokalizację przejściowych obozów zbiorczych;

c) Ponieważ nie mamy tu do czynienia z członkami wrogiej armii, dlatego też w stosunku do każdego należy zachowywać się w sposób uprzejmy i uczynny;

d) Zaopatrzenie materialne, zbieranie uzbrojenia jest regulowane przez rozporządzenie Szefowi Sztabu Generalnego nr 33535/eln.3;

e) Ilość osób rozmieszczonych w przejściowych obozach zbiorczych (oficerowie, żołnierze) dowództwo VIII korpusu ma meldować codziennie do godziny 12:00 Szefowi Sztabu Generalnego (2. oddział). Wydam odpowiednie rozporządzenia w celu przetransportowania ich do stałych obozów internacyjnych. Pojemność stałych obozów dla internowanych jest określona w rozporządzeniu Szefa Sztabu Generalnego numer 25.842/eln.2. d.1939. Jako zasadę należy przyjąć, że w pierwszym rzędzie będą zapełniane te obozy dla internowanych, które położone są dalej od granicy;

5. Przejmowanie i kierowanie polskich składów, jak również przetrans-portowanie uchodźców leży w gestii oddziału szefa Sztabu Generalnego”.

Jako załącznik do tego zarządzenia dołączono rozporządzenie MSW Królestwa Węgier, który zawierał streszczenie rozporządzenia szefa Sztabu Generalnego. Równolegle do wydanego zarządzenia ukazało się wspomniane już rozporządzenie nr 33 535, w którym mowa jest o rozbrojeniu oddziałów WP. Zgodnie z tym, podporządkowane dowództwu VIII korpusu pododdziały strzelców granicznych powinny postępować według następujących wytycznych:

1. Żołnierzy polskich oddziałów po przekroczeniu granicy należy przejąć komisyjnie, oraz natychmiast rozbroić (Wielokrotnie nie było takiej możliwości, często bowiem mniejsze oddziały lub pojedynczy żołnierze przechodzili przez zieloną granicę, i dopiero później, już w głębi kraju można było ich rozbroić.);

2. Żołnierzom można było pozostawić tylko odzież, sztućce, chlebak, jak również przedmioty osobiste (zegarek, obrączkę);

3. Napływającą przez przejście graniczne w miejscowości Użok (węg. Uzsoki) masę żołnierzy należało kierować do miejscowości Użhorod, przechodzących przez Alsóverecke i Wołowiec (węg. Volóc) do Mukaczewa, oddziały przekraczające granicę na wschód od doliny rzeki Rika kierowano do miejscowości Bereh Saski (węg. Beregszász);

4. Transporty wojskowe należy formować w kolumny marszowe i kierować do punktów zbiorczych;

5. Po rozbrojeniu oddziały WP powinny otrzymać posiłek i zostać otoczone opieką lekarską.

W celu zapewnienia sprawnej organizacji szef Sztabu Generalnego podporządkował VIII korpusowi następujące jednostki: 107 batalion intendentury zaopatrzenia, 101 kompanię techniczną, 107 oddział samochodów ciężarowych (z VI korpusu), 1 brygadę konną, jak również oddział samochodowy do transportu rannych, dowództwo 101. pociągu, 106. stację zaopatrzenia chorych. Rozporządzenie szczegółowo regulowało działalność organu gospodarczego, który powołano w celu zaopatrzenia wojska, jak również ustalało, że […] osoby wchodzące w skład WP mają być zaopatrywane racjami żywnościowymi ustalonymi dla jeńców wojennych w paragrafie 20 dokumentu numer G10. Jelz. III. Szab. II. R, jednakowymi dla wszystkich, bez względu na to, czy osoby te są oficerami, czy też żołnierzami w stopniu szeregowca”. W odniesieniu do koni należących do armii polskiej stosowano normy ustanowione dla wojska. Rzecz jasna, że dla VIII korpusu wyżywienie ogromnej ilości uchodźców wojskowych stanowiło duży problem, dlatego też podczas przygotowywania głównych posiłków korzystano z pomocy i wyposażenia polskiej armii. Równolegle ze zorganizowaniem zaopatrzenia odbywało się zdawanie wyposażenia, które sortowano i inwentaryzowano według rodzaju i kalibru, znakowano numerycznie oraz zgłaszano nadrzędnemu dowództwu.

Ze względu na to, że polscy uchodźcy jednocześnie i masowo przekraczali granicę, 19 września dla potrzeb dowództwa VIII korpusu wydano jeszcze bardziej szczegółowe dyspozycje.  Rozporządzenie numer 33 560 zarządzało co następuje:

1. Całe wyposażenie armii polskiej należało przetransportować do miejscowości Bereh Saski, Mukaczewo oraz Użhorod, w tym celu można było wykorzystać równieć skierowane tam uprzednio pojazdy polskie;

2. Należy przeprowadzić inwentaryzację, magazynowanie oraz ochronę zdanego wyposażenia armii polskiej;

3. Należy przekierować węgierskich kierowców w odpowiednie miejsce, tak aby mogli przetransportować polskie pojazdy;

4. Po rozbrojeniu polskich pojazdów bojowych ich kierowców należało przekierowywać do miejsc zbiorczych, skąd byli kierowani formacjami pieszych kolumn do obozów dla uchodźców;

5. Zabroniono wykorzystywania na potrzeby własne polskiego wyposażenia oraz polskich pojazdów bojowych;

6. Należało odseparowywać osoby chore zakaźnie;

7. Należało zinwentaryzować konie, zatroszczyć się o ich utrzymanie, rozlokowanie oraz ochronę;

8. Do miejscowości Munkács należało przekierowywać zdane na granicy pojazdy mechaniczne oraz paliwo;

9. Przekazane przez oddziały polskie zapasy żywnościowe należało wykorzystać na potrzeby Polaków;

10. Pojawiające się ewentualne koszty, należało regulować na poczet zaopatrzenia korpusów rozliczeniowych.

Powyższe wytyczne sprawiały wrażenie, że szef Sztabu Generalnego Królewskiej Armii Węgierskiej posiadał już odpowiednie doświadczenie związane z wypadkami dni wcześniejszych. Osoby wspominające tamte czasy również potwierdziły, że dokładano starań odnośnie opieki nad chorymi i ich odseparowania. To, w jaki sposób powyższe rozporządzenie było realizowane w najlepszy sposób ilustruje wspomnienie Wacława Filiksa, który okres od momentu przekroczenia granicy do momentu rozbrojenia wspomina następująco: „1 września 1939 roku, w tym dniu, kiedy Niemcy napadli na Polskę stacjonowałem w Kraśniku niedaleko Lublina jako żołnierz 24 zmotoryzowanego pułku ułanów. Pułkownik Kazimierz Dworak był naszym dowódcą. Nasza zmotoryzowana brygada w czasie wrześniowych operacji wojennych należała do działającej na południowym odcinku frontu armii «Kraków». 2 września stoczyliśmy pierwsze starcie z niemieckimi jednostkami pancernymi w okolicach miejscowości Jordanów, ostatnie ciężkie starcie miało miejsce w okolicach Lwowa. 19 września 1939 roku nasz pułk w pełnym uzbrojeniu przekroczył granicę węgierską przez Przełęcz Jabłoniecką. Węgierscy strażnicy graniczni przyjęli nas bardzo przyjaźnie

Na pierwszy, krótki odpoczynek zatrzymaliśmy się w miejscowości Mukaczewo (Munkács). Tutaj przedstawicielom węgierskiej armii oddaliśmy naszą broń. Pojazdy wojskowe mogliśmy zatrzymać, aby nimi kontynuować naszą podróż na terytorium Węgier. I choć w Mukaczewie spędziliśmy bardzo mało czasu, mieszkańcy miasteczka rozdzielali nam papierosy, częstowali nas gorącą kawą, winogronami, winem. Tak było również później, kiedy już mieszkaliśmy w obozach dla internowanych. Ta z serca płynąca życzliwość, uprzejmość i zrozumienie sprawiły, że bardziej znośnym stało się dla nas rozczarowanie spowodowane porażką oraz uczucie smutku spowodowane rozłąką z ojczyzną.

Kolumna samochodów ciężarowych, w której jechaliśmy podążała z Mukaczewa do Miszkolca. Wzdłuż drogi naszego przejazdu pozdrawiali nas mieszkańcy wsi, kobiety ocierały oczy. «Niech żyją polscy żołnierze, niech żyje Polska!» – wykrzykiwali. Młodzi ludzie podeszli do naszego samochodu, dostaliśmy od nich papierosy i owoce. Na przedmieściach Miszkolca zdaliśmy nasze samochody, zatrzymaliśmy tylko plecaki i rzeczy osobiste. Do miasta wkroczyliśmy pieszo, na dworzec, skąd pociągiem mieliśmy kontynuować naszą podróż do obozu dla internowanych przeznaczonego dla uchodźców z Polski[31].

Złożoność sytuacji cechuje to, że obok przejmowania uchodźców trzeba było uważać na wiele innych rzeczy. Według telefonogramu[32] napisanego 19 września dowódca ekspozytury policji granicznej w Miżhir'ja poprosił o wzmocnienie granicy. Powodem tego było to, że dwa pułki piechoty i jeden kawalerii przekroczyły granicę po tym, jak opuściły swoje polskie posterunki, wyposażenie oddali węgierskim żołnierzom, lecz w czasie odwrotu porozrzucali swoją broń.  Zaistniałą chaotyczną sytuację starali się wykorzystywać nacjonaliści ukraińscy, co w późniejszym czasie mogło prowadzić do niebezpiecznych sytuacji w tym rejonie.

W myśl wydanych dyspozycji do węgierskiego Sztabu Generalnego w sposób ciągły napływały raporty odnośnie liczby uchodźców. Nie ma dokładnych danych na temat ogólnej liczby uchodźców ani na granicy, ani w głębi kraju, gdyż również przez zieloną granicę, bez jakiejkolwiek kontroli, napływali uciekający polscy żołnierze. Raporty sporządzone na podstawie załadowań do wagonów również zawierają tylko dane szacujące, pomimo tego przytoczę statystykę sporządzoną 19 września 1939 roku, według której:

1. W miejscowości Uzsok było około 5 tys. osób;

2. W miejscowości Toronya skupiono około 8-10 tys. osób;

3. W miejscowości Körösmező około 10 tys. osób przekroczyło granicę[33].

Według wykazów obozów internowania dotyczących ulokowania uchodźców w tym czasie było do dyspozycji 24 960 miejsc zakwaterowań. Porównując powyższe dane statystyczne można stwierdzić, że w późniejszym czasie dla zapewnienia polskim uchodźcom wojskowym zakwaterowań trzeba było również skorzystać z pomocy i możliwości ofiarowanych przez ludność cywilną.

Na przejścia graniczne w dalszym ciągu napływali uchodźcy, polscy żołnierze i osoby cywilne. Po przejęciu uchodźców bez przerwy wysyłano depesze z raportami do węgierskiego Szefa Sztabu Generalnego. W depeszach informowano dowództwo na temat liczby uchodźców, okoliczności przekroczenia granicy, jak również wyposażenia, jakie mieli ze sobą. Telegramy zawierały następujące informacje:

– 19 września 1939 r.: Do godziny 8.00 w okolicach miejscowości Uzsok w zwartych oddziałach wojskowych i w pełnym uzbrojeniu na teren Węgier trafiło: 109 oficerów, 85 podoficerów, 3 425 żołnierzy, 295 koni, 3 357 karabinów i bagnetów, 97 pistoletów, 6 karabinów maszynowych, 1 karabin przeciwpancerny, 6 odbiorników radiowych, 12 wózków dwukołowych, 176 pojazdów, 6 kuchni polowych, 14 samochodów osobowych 1 samochód ciężarowy, 1 autobus, 25 tys. nabojów dla piechoty, 300 granatów ręcznych[34].

– 19 IX 1939 r., godzina 3:15: Do chwili obecnej na stację w miejscowości Volóc przybyło: 1 wagon z benzyną, 3 samochody z benzyną, 1 wagon z owsem, 15 wagonów z mąką i około 16 sztuk bydła rzeźnego. Do miejscowości Swalawa (węg. Szolyva) przybyło 100 żołnierzy szeregowców, 15-20 oficerów wraz z rodzinami. W dowództwie brygady strzelców granicznych zgłosił się szef 3. brygady górskiej i zameldował, że w nocy z 18 na 19 września załoga całej brygady przekroczy granicę węgierską. Brygada nie jest zaangażowana w walki prześladowana, jedynie sporadycznie atakują ją dywersanci ukraińscy[35].

– 19 IX 1939 r.: Dowódca stacji w miejscowości Jaszinya (węg. Körösmező) zameldował, że o godzinie 11:00 przybył polski skład pociągu: 36 oficerów, 147 żołnierzy oraz 37 członków rodzin, wszyscy pod eskortą konsula polskiego w Bratysławie (węg. Pozsony). Do tej pory na stacje w miejscowościach Jaszinya (węg. Körösmező) i Kisszolyvár przybyło 9 polskich lokomotyw i 204 różne pojazdy[36].

– 20 IX 1939 r.: W dalszym ciągu trwa masowy napływ polskich oddziałów. Przybył skład pociągu składający się z 36 wagonów zawierających żywność. Ze względu na nieprzerwany, masowy napływ polskich oddziałów, jak również szybko zapadający zmierzch, nie można stosować dłuższych postojów, gdyż jedyna droga Doliny Cisy zostałaby zatarasowana”[37].

– 20 IX 1939 r.: W ciągu przedpołudnia oczekiwane jest przekroczenie granicy w miejscowości Toronya przez zmotoryzowaną grupę. Napadły na nich grupy ukraińskie. Straty wynoszą 10 oficerów i kilku szeregowców. Poza tym oczekiwany jest przemarsz ponad 8 kilomertowej kolumny. W Beskidach przez granicę przeciągnięto 8 maszyn do rozdrabniania kamienia i jedną maszynę do wbijania pali. Również tutaj w ciągu dzisiejszego dnia można liczyć na przemarsz 1-2 pułków. Poproszę o pilne rozporządzenia dotyczące przetransportowania z miejscowości Ökörmező sztabu 10. polskiego korpusu, ponieważ musimy przyjąć uchodźców cywilnych. Do miejscowości Toronya w dniu wczorajszym przybyło: 100 oficerów, około 2,5-3 tys. żołnierzy, 50 osób cywilnych, wśród których są kobiety i dzieci. Poza tym 200 pojazdów i wiele wozów. Odnośnie tych ostatnich, nie jesteśmy w stanie podać nawet ich przybliżonej liczby. Większość z nich zarekwirowano w polskich wsiach przygranicznych i wykorzystano do przewozu wyposażenia wojskowego. Po dotarciu do miejscowości Toronya zostały natychmiast skierowane z powrotem. Granicę przekroczył również cały pułk huzarów”[38].

20 IX 1939 r.: Od strony Polski przybyło 19 lokomotyw, 80 samochodów osobowych, 111 samochodów ciężarowych z plandeką, 65 samochodów ciężarowych bez plandeki. Poza tym przybył skład pociągu z uchodźcami, w tym 1 012 oficerami, 8 104 żołnierzami i 800 osobami cywilnymi. Inne rzeczy, które przywieźli ze sobą to: 810 koni, 949 wozów, 634 samochodów osobowych i ciężarowych, 3 motory”[39].

Kierownictwo wojskowe i polityczne było informowane o sytuacji na polsko-węgierskiej granicy nie tylko przez dowódców brygady, czy dowódców korpusu, ale również wywiad wojskowy zbierał informacje i przygotowywał raporty o sytuacji w regionie. W sprawozdaniu z rozpoznania sytuacji numer 22[40] informowano kierownictwo na temat działalności bojowej oddziałów niemieckich i sowieckich. Odnośnie węgiersko-polskiej granicy wspomniano, że w dalszym ciągu trwa tam masowy napływ polskich oddziałów, i że 20 września do godziny 8:00  granicę przekroczyło: 970 oficerów oraz 16 270 żołnierzy. Z kolei według napisanego 21 września sprawozdania numer 23[41], naczelne dowództwo niemieckie uznało wojnę za zakończoną. Dlatego też oddziały niemieckie wycofały się do linii demarkacyjnej ustalonej przez rząd Rzeszy i ZSRR. Według wykazu zamieszczonego na końcu sprawozdania z tego dnia do godziny 8:00 na Węgry przybyło 2 119 oficerów,  21 281 żołnierzy oraz 1 190 osób cywilnych. Raport informuje nas także, że rozbrojenie i przygotowanie do dalszej drogi polskich uchodźców odbywało się w sposób niejednolity. W celu uniknięcia późniejszych problemów zorganizowano zarządzanie ruchem napływających uchodźców. Polskie samochody pod nadzorem, jednakże kierowane przez polskich kierowców wysyłano do miejscowości Szolnok, Újszász, Abony oraz Tószeg. W tym celu wyznaczono następującą trasę przejazdu[42]: Beregszász, Vásárosnamény, Nyírmada, Nyírbakta, Oros, Nyíregyháza, Debrecen, Karcag, Szolnok, jak również Munkács, Mezőterebes, Csap, Sátoraljaújhely, Miskolc, Füzesabony, Jászberény, Tápióbicske, Tápiószentmárton, Cegléd (tutaj zabroniono zatrzymywania się) i Abony. Jako miejsce tankowania dla VI korpusu wyznaczono Debreczyn, dla VII korpusu Miszkolc. Za wyżywienie kierowców samochodów odpowiedzialny był V korpus, jednakże odpowiednio do ówczesnej sytuacji nie można było korzystać z prowiantu stałego, z prowiantu wykorzystywanego w czasie przemarszów, ani też z prowiantu mobilizacyjnego.

W następnych dniach Polacy nadal napływali przez granicę. Z nadchodzących depesz dowiadujemy się o przybyciu następujących oddziałów, żołnierzy i wyposażenia wojskowego na ziemię węgierską:

21 IX 1939 r.: W miejscowości Torony: 7 batalionów, jedna bateria (dokładnych danych na temat liczebności grup nie zameldowano), około 4 tys. osób, 2 tys. koni, 200 pojazdów.  W miejscowości Verecké około 1 tys. osób.

– 22 IX 1939 r.: W okolicach Przełęczy Jabłonickiej: 3 samochody bojowe, konny korpus zastępczy z 400 koniami, 1 kompania konna, samochody policyjne, pojazdy transportujące rannych, 2 bataliony policjantów. Polska brygada zmotoryzowana, 2,5 tys. sztuk różnego rodzaju pojazdów, 15 tys. samochodów osobowych, z czego  2/3 stanowiło własność cywilną. 10 tys. karabinów, 150 karabinów maszynowych, 2 baterie przeciwlotnicze, 3 samochody bojowe, 2 zaprzężone filary mostu wojskowego, 1 samochód z częściami mostu wojskowego, 1 łódź szturmowa, 1 skład batalionu kolejowego. 15 małych pojazdów bojowych, 2 zaprzężone baterie haubic, wyposażenie 1 całego oddziału konnego, oddziały łączności, 50 samochodów transportująrannych, 2 sztuki balonów do obserwacji obozów, około 15 armat piechoty, poza tym około 300 oficerów i 2000 żołnierzy. Według depeszy napisanej tego samego dnia oddziały niemieckie wkroczyły do wsi polskich znajdujących się naprzeciwko przełęczy Verecke, zaś 2 dywizje sowieckie zbliżały się w kierunku granicy. Czerwonoarmiści zarekwirowali w regionie 120 polskich pojazdów bojowych, które z powodu braku benzyny nie mogły dojechać do granicy węgiersko-polskiej. W raporcie czytamy, że: Rosjanie obchodzą się z Polakami po bratersku, natomiast Niemcy są okrutni, wielu spośród jeńców stracili[43]. W miejscowości Bereh Saski z powodu braku benzyny i zbyt małej ilości węgierskich kierowców wytworzył się duży zator. W odniesieniu do ewakuowanych tą drogą osób i wyposażenia wojskowego nie sporządzono dokładnego rejestru. W depeszy napisano: polskie oddziały są z reguły przekonane o tym, że wraz z pełnym wyposażeniem, lub nawet bez niego, będą mogły przejść do Francji”. Z tego powodu dowództwo 2. brygady strzelców granicznych wyszło z propozycją zorganizowania informowania polskich żołnierzy tak, aby jak najszybciej byli świadomi sytuacji w jakiej się znajdują. Dla uporządkowania tej sytuacji wyznaczono dwóch oficerów: majora Bereznay, którego skierowano w okolice dolin Latorca i Ung, oraz kapitan Olcsváry, którego wysłano w okolice miejscowości Rahó i Körösmező. W tym samym czasie w okolicach najbardziej ruchliwej przełęczy polski generał Klebece przez 3 dni „nie czując zmęczenia bardzo prężnie współpracował przy porządkowaniu pomieszanych więzi, czym bardzo przyczynił się do ułatwienia ciężkiej pracy naszych własnych (węgierskich) oddziałów”. 

23 IX 1939 r.: Na odcinku kontrolowanym przez 26. batalion strzelców granicznych 5000 osób przekroczyło granicę.

Obok przemarszu grup drogą lądową nieprzerwanie napływały wieści o lądowaniu maszyn polskich sił powietrznych. I tak na przykład naczelnik stacji kolejowej w miejscowości Hajdúböszörmény zawiadomił siły obrony powietrznej o tym, że 23 września o godzinie 15:00 w odległości 3 kilometrów od stacji kolejowej wylądował polski myśliwiec. Na wieść o tym debreczyńska żandarmeria udała się na miejsce zdarzenia i przejęła maszynę.

Zadania związane z rozmieszczeniem polskich uchodźców wojskowych, ich rozbrojeniem i przekierowaniem do obozów zbiorczych postawiły w ciężkiej sytuacji oddziały służące i oddelegowane do służby wzdłuż granicy węgiersko-polskiej. Spora ilość polskich żołnierzy przybywała na terytorium Węgier z pominięciem punktów zbiorczych, krążyli albo pojedyńczo, albo w mniejszych grupach. Dla opanowania sytuacji, która się wytworzyła dowódca I. korpusu armii zarządził co następuje:

1. Polskich żołnierzy, którzy zgłaszają się do oddziałów węgierskich, lub krążą pojedynczo należy rozbroić i skierować do najbliższego dowództwa wojskowego;

2. Osoby w stopniu oficerskim należy w sposób uprzejmy nakłonić do oddania broni palnej, natomiast tzw. broń boczną mogą zatrzymać przy sobie;

3. Osoby w stopniu szeregowca powinny zdać całą broń;

4. Zgromadzoną broń należy magazynować do czasu wydania kolejnych dyspozycji w tej sprawie;

5. Po dokonaniu rozbrojenia oficerów należy kierować do miejscowości Wyszehrad (węg. Visegrád), natomiast szeregowców do najbliższego obozu zbiorczego;

6. Polskich żołnierzy mają eskortować węgierscy wojskowi, wolno im jest mieć przy sobie tylko broń boczną;

7. Oddziały powinny same w swoim zakresie troszczyć się o wyżywienie polskich uchodźców wojskowych, w przypadku transportu koleją lub statkiem o bilet na przejazd, jak również o pokrycie innych, pojawiających się kosztów[44].

Zadania związane z przyjmowaniem, rozbrojeniem i przekierowywaniem do miejsc zbiorczych polskich żołnierzy stale stwarzały nowe wyzwania dla żołnierzy węgierskich. W raporcie majora Bereznay[45] ponownie można przeczytać o kursie przeliczeniowym polskiego złotego, o polskich żołnierzach, którzy nie mogą znaleźć swoich oddziałów, jak również o problemie porozrzucanego wyposażenia wojskowego i materiałów wybuchowych. W celu rozwiązania zaistniałej sytuacji pułkownik Bodor[46], dowódca 7. brygady strzelców granicznych osobiście przeprowadził wizję lokalną, w czasie której zebrał pozytywne doświadczenia odnośnie zachowania polskich oddziałów. Obalił doniesienia na temat rzekomych zatorów w miejscowościach Uzsok i Torony wywołanych masowym napływaniem uchodźców. Jednocześnie podzielił się bardzo ważnym spostrzeżeniem, że wzdłuż granicy panuje spokój, i że nie należy obawiać się przesuwania się naprzód oddziałów sowieckich.

W następnych dniach przyszła kolej na porządkowanie nagromadzonego na granicy polsko-węgierskiej sprzętu i wyposażenia. Wyposażenie nagromadzone w miejscowościach Beregszász, Ungvár i Munkács należało według wskazówek zawartych we wcześniejszych rozporządzeniach, kierować drogami pieszych przemarszów lub koleją do Budapesztu z zachowaniem rozdzielenia na poszczególne rodzaje:

1. Uzbrojenie: ulica Forinyák, warsztat naprawczy 2. plutonu;

2. Materiały artyleryjne i optyczne: ulica Timót, warsztat naprawczy 1. plutonu;

3. Odzież i wyposażenie: Centraly magazyn odzieży, ulica Daróczi;

4. Tabor kolejowy: warsztat naprawczy 3. plutonu przy ulicy Soroksári;

5. Materiały i wyposażenie zdrowotne: Magazyn materiałowy służby zdrowia przy bulwarze Róbert Károly;

6. Materiały i wyposażenie służące do ochrony zdrowia zwierząt: Magazyn ochrony zdrowia zwierząt przy ulicy Aréna, zajezdnia taboru kolejowego;

7. Materiały techniczne: Skład techniczny w Óbuda;

8. Materiały służb łącznościowych: Magazyn materiałów łącznościowych przy ulicy Daróczi;

9. Materiały i wyposażenie dla kolei oraz dla pontonowej inżynierii mostowej: Magazyn kolejowy i pontonowej inżynierii mostowej przy ulicy Timót;

10. Materiały lotnicze: 5. Warsztat naprawczy lotnictwa numer 5. przy ulicy Daróczi 1-3;

Konie pozostawiono na miejscu i tam razem ze swymi opiekunami czekały na dalsze losy. Zaprzęgowe pojazdy konne, które nie były wykorzystywane dla celów wojskowych (zarekwirowane) również pozostały na terenie wyznaczonych miejsc zbiorczych.

Równolegle z transportem i magazynowaniem zarekwirowanego wyposażenia odbywało się przekierowywanie i transport wojska (oficerów i żołnierzy szeregowych), jak również osób cywilnych do obozów dla internowanych. Dane dotyczące ilości osób przetransportowanych taborem kolejowym mają jedynie charakter orientacyjny, a ponieważ brak jest innych danych, dlatego też należy wziąć je pod uwagę. Na podstawie podsumowania przygotowanego 29 września 1939 roku do stacji zbiorczej na terenie węzła kolejowego w miejscowości Csop  przekierowano 4 553 oficerów i 31 685 żołnierzy szeregowych.  

Wydane 26 września przez szefa Sztabu Generalnego rozporządzenie numer 33 640 regulowało sprawy dotyczące kierowania uchodźców do obozów integracyjnych, jak również jednostek służby ochrony zdrowia, które przekroczyły granicę w dniach poprzednich. Jednostki te nie musiały zdawać swojego wyposażenia, wraz z całym sprzętem kierowano je do większych polskich obozów dla internowanych, aby tam funkcjonowały jako sekcje odpowiedzialne za ochronę zdrowia.

Raport[47] o aktualnej sytuacji wydany 27 września 1939 roku donosił już nie o sytuacji w Polsce, lecz o wschodniej i zachodniej linii frontu. W części poświęconej polsko-węgierskiej granicy potwierdzono, że oddziały sowieckie dotarły do linii Beskidów. Poza tym informował o atakach band ukraińskich przeciwko węgierskim strażnikom granicznym. Tego samego dnia sowiecki kapitan Kuźniecow, który był dowódcą batalionu wraz ze swoim zastępcą politycznym Lafrowem (komisarzem) i 17 żołnierzami przybył w okolice Przełęczy Jabłonickiej (węg. Tatár), aby nadzorować kontrolę terytoriów przygranicznych z drugiej strony granicy. Jako miejsce stacjonowania dowództwa batalionu wyznaczono miejscowość Jabłonica. Oficerowie sowieccy wystąpili z prośbą, aby wzajemnie wydać drugiej stronie osoby, które uciekły przez granicę. Podobne wypadki miały również miejsce w okolicach Przełęczy Wereckiej[48].

 

Wydano też rozporządzenia dotyczące odwołania oddziałów skierowanych w ostatnich dniach września w rejony przygraniczne, które stały się wtedy już zbędne[49]. Odnośnie ochrony granicy północno-wchodniej sformułowano podstawowe dyrektywy. Zlikwidowano możliwość przekroczenia granicy sowiecko-węgierskiej zarówno dla osób wojskowych, jak i dla cywilów. Powstrzymywano się od utrzymywania jakichkolwiek kontaktów. Zabroniono fotografowania oddziałów przebywających na terytorium sąsiedniego kraju.

Powstała w ten sposób sytuacja w rejonie pogranicznym wymagała opracowania i wprowadzenia w życie nowych zasad dotyczących ochrony granicy. Stało się to podczas zebrania służb ochrony granicy, które odbyło się dnia 2 X 1939 r. o godzinie 9:30. Według informacji wypowiedzianych na tym zebraniu, w ciągu ostatnich dwóch tygodni w rejonie Zakarpacia w sposób znaczący zmieniło się wszystko i państwo węgierskie w miejsce wcześniejszego, polskiego sąsiada, zyskało nowego – sowieckiego. Wydarzenia następowały tak szybko jedno po drugim, że często nie udawało się sprostać wszystkim obowiązkom. Sytuację dodatkowo pogarszał fakt zbliżającej się zimy. Sytuację oddziałów strzelców granicznych, którzy pełnili służbę w rejonach łańcucha górskiego Karpatów utrudniał brak odzieży zimowej oraz brak przeszkolenia w zakresie jazdy na nartach. Zmiana sytuacji i stosunków w rejonie pogranicznym wymagała natychmiastowych decyzji. I tak na przykład strażnicy graniczni z rejonów Alsóverecke mieszkali wcześniej w koszarach polskich strzelców granicznych, natomiast teraz znaleźli się pod gołym niebem. Przestawienie i dostosowanie się do zimowych warunków w zakresie ochrony granicy wymagało od dowódców i służb formacji straży granicznej wzmożonych wysiłków.

W dalszym ciągu trwało przyjmowanie napływających uchodźców polskich, jednakże służby węgierskiej straży granicznej zanotowały znaczny ich spadek. Masowy napływ polskich oddziałów powoli zakończył się. W depeszy z 3 października czytamy, że 5 X 1939 r. zaczęto likwidować tymczasowo zorganizowane miejsca wydawania posiłków. Na terytoriach polskich, które znalazły się pod panowaniem sowieckim nawet w małych wioskach zorganizowano już sowieckie kierownictwo – mieszkańcy plądrują i rabują sklepy oraz dwory i przedmioty należące do władców ziemskich – oddziały sowieckie nie biorą udziału w rabunkach, ale też nie robią nic, aby im zapobiec”. Po tych wypadkach ukrywający się w rejonach granicznych polscy żołnierze sporadycznie, przy pomocy przewodników górskich przechodzili na stronę węgierską. Potwierdzają to wspomnienia Edwarda Dębickiego: Rano obudzono nas nowiną, że rzeka zamarzła, można sobie tylko wyobrazić, jak wielki mróz był wtedy w nocy. Nasz sympatyczny gospodarz, odprowadził nas do rzeki i życzył nam szczęśliwej drogi. Udało nam się przeprawić na drugi brzeg, rzeka San jest w tym miejscu jeszcze dość wąska. Na drugim brzegu rzeki jakiś mężczyzna zaofiarował się, że odprowadzi nas do sąsiedniej wioski, i zapozna nas z zawodowym przemytnikiem, który regularnie przechodził przez granicę węgierską. Około południa zawitaliśmy do sąsiedniej wioski, pamiętam ryk syreny w południe w jakimś tartaku. Wtedy po raz pierwszy widziałem niemieckich żołnierzy […]. Nasz przewodnik zaprowadził nas do dużego domu, gdzie wkrótce zjawił się jakiś młody człowiek. On był tą osobą, na którą czekaliśmy. Omówiliśmy warunki i od razu wyruszyliśmy. Droga była o wiele cięższa, niż sobie wyobrażaliśmy. W wysokim śniegu brnęliśmy nieprzerwanie wzwyż, pod górę. Cały nasz dobytek mieścił się w plecakach, nieśliśmy go na zmianę i wydawało nam się, że był coraz cięższy. Nasz przewodnik za dodatkową opłatą skłonny był nam pomóc, my natomiast z radością płaciliśmy. Po około dwugodzinnym marszu dotarliśmy na szczyt. Tam nasz przewodnik wskazał na przedwojenny słup graniczny, na którym po jednej stronie było wyryte PL, a po drugiej CS. Powiedział nam, że jesteśmy na granicy i pożegnał się. My natomiast zamiast posłuchać jego rady i natychmiast wyruszyć dalej, zdecydowaliśmy, że najpierw się pomodlimy, podziękujemy Bogu za to, że nasza wędrówka szczęśliwie dobiegła końca. Na podstawie tego widać, jak bardzo byliśmy naiwni, i jak bardzo brakło nam doświadczenia. Niemcom na szczęście nie udało się odkryć miejsca naszego pobytu.

Wyruszyliśmy schodząc z góry na dół. Do dzisiaj pamiętam jak piękny widok rozpościerał się przed nami. Dopóki z drugiej strony góry grzęźliśmy w wysokim śniegu, dopóty tutaj nie było śladu śniegu, a zachodzące zimowe słońce opromieniało całą okolicę. W dobrych nastrojach schodziliśmy z góry na dół, kiedy spotkaliśmy mieszkańca tych okolic. Od naszego przewodnika wiedzieliśmy, że najbliższa wioska nazywa się Bystré, tak więc zapytaliśmy napotkanego człowieka, czy widoczna już z daleka wioska, to Bystré. Nasz nowy znajomy odpowiedział – Ano, zaraz dodał też, że musi nas przekazać w ręce węgierskich strażników granicznych, ponieważ możemy być szpiegami. Bardzo ucieszyliśmy się, że nie musimy dalej błąkać się, i że bez problemu trafimy tam, dokąd od początku naszej wędrówki chcieliśmy trafić. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że Węgrzy czasami wydawali nie zaproszonych gości. 16 XII 1939 r. około godz. 16:00 znaleźliśmy się na ziemi węgierskiej[50].

Gorąca jesień w odniesieniu do granicy węgiersko-polskiej miała jeszcze jedno następstwo. A mianowicie pojawienie się nowych sąsiadów. Węgiersko-polska granica przekształciła się w niemiecko-węgierską i sowiecko-węgierską granicę, lub mówiąc językiem ówczesnym: niemiecko-sowiecka granica interesów została doprowadzona do granicy węgierskiej. Jeszcze 7 XII 1939 r. przedstawiciele niemieckiej i sowieckiej dyplomacji poprosili rząd węgierski, aby oddelegował jednego członka do wspólnej komisji, która miała ustalić granice. Wypełnienie tego zadania rząd węgierski wyznaczył dr László Rakolczai, mjra Sztabu Generalnego. 25 I 1940 r. wyznaczono potrójną granicę węgiersko-niemiecko-sowiecką. Wydarzenie to zakończyło pewien rozdział w historii obu narodów, przestała istnieć wspólna granica węgiersko-polska, która na przestrzeni wieków rozwiązywała wiele historycznych problemów.

Summary

Hungarian-Polish Border in 1939

The Autor describes circumstances of forming preliminary Hungarian-Polish Border in 1938. It discusses attitude Budapest to Polish-German War in 1939. However, fundamental content of article presents discussion documents of Royal Hungarian Army.

 

Źródło: Geopolityka” 2009, nr 1(2).




[1] J. Sallai, Historia granicy węgiersko-polskiej, Budapeszt 1997.

[2] W roku 1339 król polski Kazimierz Wielki i król węgierski Ludwik Węgierski zawarli umowę spadkową w Wyszehradzie. Na jej mocy po bezpotomnej śmierci Kazimierza Wielkiego władzę w Polsce miał objąć przedstawiciel dynastii Andegawenów, Ludwik Węgierski. Podczas panowania Ludwika Andegaweńskiego Polskę i Wegry w latach 1370-1382 łączyła unia personalna.

[3] A. Divéky, Powtórne połączenie 16 miast spiskich w 1770 roku, wcześniej danych pod zastaw Polsce, Budapeszt 1929.

[4] D. Papp, Sprawa Morskiego Oka, Budapeszt 1903.

[5] Ostateczne uregulowanie polsko-czechosłowackiej granicy nastąpiło w roku 1924. W następstwie tego na podstawie decyzji Czechosłowacko-Polskiej Komisji do Spraw Ustalenia Granicy 11 II 1924 r. do Polski zostały przyłączone (kosztem terytorium Węgier) następujące miejscowości leżące w rejonie Orawy (węg. Árva): Lipnica Wielka  (węg. Al­só­lip­nica), Zubrzyca Dolna (węg. Alsózubrica), Bukowina-Podszkle, Chyżne, Lipnica Górna (węg. Felsőlipnica), Zubrzyca Górna (węg. Felsőzubrica), Harkabuz, Jabłonka, Orawka, Pekelnik, Podwilk, Podsarnie (węg. Szárnya); z regionu spiskiego natomiast miejscowości: Łapsze Niżne (węg. Alsólápos), Krempachy (węg. Bélakorompa), Dursztyn (węg. Dercsény), Czarna Góra (węg. Feketebérc), Łapsze Wyżne (węg. Felsőlápos), Frydman (węg. Fri­gyes­vá­gá­sa), Łapszanka (węg. Kislápos), Rzepiska (węg. Répásfalu), Kacwin (węg. Szentmindszent), Jurgów (węg. Sze­pes­györke), Nowa Biała (węg. Újbéla), Trybsz (węg. Újterebes), Niedzica (węg. Nedec).

[6] A. Hory, Od Bukaresztu do Warszawy: Rozmyślania, Budapeszt 1987, s. 245-302.

[7] Ibidem, s. 249.

[8] Po porozumieniu monachijskim Niemcy zajęły Czechy i utworzyły Słowację. Wydarzenia te wstrząsnęły ludnością byłej Czechosłowacji, jednocześnie pojawiła się groźba możliwości wybuchu wojny. Węgrom pozostała jedyna droga do I. Porozumienia Wiedeńskiego, na mocy którego odzyskały tzw. Północne Węgry (węg. Felvidék).

[9] D. Dąbrowski, Rzeczpospolita Polska wobec kwestii Rusi Zakarpackiej (Podkarpackiej) 1938-1939, Toruń 2007, s. 63-146, 355-371.

[10] Archiwum Historii Wojska [AHW] w Budapeszcie, Dokumenty Szefa Sztabu Generalnego, Raport: Doświadczenia wojny niemiecko-polskiej: Pomoc naukowa 1940,   sygn. B/229-277/1464/88.

[11] Ibidem, s. 7.

[12] Szef Sztabu Generalnego Królewskiej Armii Węgierskiej, 2 oddział.

[13] AHW, Dokumenty Szefa Sztabu Generalnego, sygn. B/229-277/1429/88.

[14] Niemiecki Minister Spraw Zagranicznych Ribbentrop przedstawił roszczenia węgierskiego kolegi hrabiego Imre Csáky dotyczące linii kolejowej Koszyce-Homonna-Łupków, z pomocą której można było przyśpieszyć okrążenie polskich oddziałów.

[15] A. Hory, op. cit., s. 258.

[16] 28 sierpnia 1939 roku.

[17] AHW, 2. Raport o stanie sytuacji 28 sierpnia 1939 roku, sygn. B 230/277-1430.

[18] AHW, Dokumenty Szefa Sztabu Generalnego, Telegram z dn. 31VIII 1939 r., sygn. 4558.

[19] AHW, Ibidem, Raport o stanie sytuacji z 2 IX 1939 roku.

[20] AHW, Ibidem, 12. Raport o stanie sytuacji 4 września 1939 roku.

[21] Ibidem.

[22] Ibidem, Wiadomość nr H. M. 581.368/19.-1939.

[23] Ibidem, Szef Sztabu Generalnego 1. k. 4586.

[24] Ibidem,  Telegram z roku 1939, Szef Sztabu Generalnego 1. oddział, k. 4656.

[25] Na stacji pozostało wówczas  6 wagonów Węgierskich Kolei Państwowych załadowanych deskami, których Polacy nie oddali.

[26] I. Lagzi, Uchodźcy polscy na Węgrzech 1939-1945, s. 1. Polski punkt widzenia na tą kwestię prezentuje nastepująca publikacja: W. Włodarkiewicz, Przedmoście Rumuńskie 1939, Warszawa 2001, s. 141-162.

[27] Rapsodia uchodźcza: Polacy na Węgrzech 1939, Budapeszt 2000, s. 586.

[28] Ibidem, s. 169.

[29] Ibidem, s. 586.

[30] AHW, Szef Sztabu Generalnego 1939, 1. oddział, Przetransportowanie polskich uchodźców do obozów dla internowanych, 21.772/eln.sz.

[31] Rapsodia uchodźcza,  s. 194.

[32] AHW, Wiadomość dla 1. i 2. oddziału Szefa Sztabu Generalnego z 18 września 1939, godz. 16:00.

[33] AHW, Przewóz i rozlokowanie oddziałów polskich, które mają trafić do obozów dla internowanych, 19 września 1939, sygn. 21.810/eln.

[34] AHW, Telegram do 1. oddziału Szefa Sztabu Generalnego z roku 1939, sygn. 4698.

[35] Ibidem, sygn. 4712.

[36] Ibidem, sygn. 4697.

[37] Ibidem, sygn. 4699.

[38] Ibidem, sygn. 4716.

[39] Ibidem, sygn. 4714.

[40] Ibidem, sygn. B/230.1431, k. 92.

[41] Ibidem, sygn. B/230.1431, k. 93.

[42] Ibidem, Rozporządzenie numer 33596 Eln. 3. vkf.1939.

[43] Ibidem, Telegram 1939, 1. oddział Szefa Sztabu Generalnego, sygn. 4732.

[44] Ibidem, Zarządzenie dowództwa I. Budapeszteńskiego Korpusu Węgierskiej Armii Królewskiejz 23 IX 1939 roku, sygn. 40.180.

[45] Ibidem, Raport 3. oddziału Szefa Sztabu Generalnego Węgierskiej Armii Królewskiej, sygn. 4743.

[46] Ibidem.

[47] Ibidem, Raport o stanie sytuacji z dn. 27 września 1939 roku, sygn. 21.962/6/eln.oszt.

[48] Ibidem, Telegram z dn. 27 września 1939 roku, sygn. 4812.

[49] Ibidem, Rozporządzenie Szefa Sztabu Generalnego Węgierskiej Armii Królewskiejz 29 IX 1939 roku, sygn. 33 722.

[50] Rapsodia uchodźcza, s. 19.

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze

komentarze

stat4u