Wadim Cymburski: Wyspa Rosja. Perspektywy rosyjskiej geopolityki

Pressje_37Fragment z najnowszej teki kwartalnika "Pressje", gdzie ukazał się przekład artykułu Wadima Cymburskiego pt. Rosja Wyspa. Perspektywy rosyjskiej geopolityki. Portal Geopolityka.net i kwartalnik "Przegląd Geopolityczny" objęły patronatem najnowszą publikację Klubu Jagiellońskiego.

Wadim Cymburski

Rosja jako obiekt geopolityczny może być opisana za pomocą trzech cech. Po pierwsze, jest to integralna nisza geopolityczna etnosu rosyjskiego, leżąca na wschód od romańsko- germańskiej platformy etnocywilizacyjnej, która nie stykając się z nią, już w okresie swego konstytuowania się w XVI wieku przerosła rdzenną Europę wielkością, a w XVII wieku ukształtowała odrębna platformę, wypełniając przestrzeń między Europą a Chinami. Słowa o „niszy etnosu rosyjskiego” nie oznaczają wsparcia dla idei Rosji dla Rosjan, a jedynie banalny fakt, że wspólne zamieszkiwanie przez wieki ludów Powołża, Uralu i Syberii w jednym państwie doprowadziło do włączanie nisz geograficznych tych ludów w skład uformowanej przez państwo rosyjskie platformy etnocywilizacyjnej.

Drugą cechą Rosji jest wielkość trudnych do zagospodarowania przestrzeni na wschodzie, przy tym przez czterysta lat z okładem swego istnienia państwo rosyjskie nie zaznało żadnego naprawdę poważnego zagrożenia z tamtej strony. Wątek zagrożenia chińskiego czy mongolskiego, eksploatowany przez ideologów w rodzaju Włodzimierza Sołowjowa, nie ma żadnego oparcia w rzeczywistym doświadczeniu geopolitycznym Rosji i odwołuje się raczej do wczesnej, („okołoporodowej”) pamięci etnosu rosyjskiego z czasów naporu stepowych ludów mongolskich. Organiczną częścią procesu powstawania Carstwa Moskiewskiego było właśnie rozwiązanie „kwestii kazańskiej”, czyli pokonanie ostatniego niebezpiecznego przeciwnika na wschodzie, który mógł zagrozić ważnym dla życia kraju ośrodkom, oraz wejście Rosjan na pozornie bezkresne, trudne wschodnie przestrzenie: stepy, tajgi, tundry i oceany. Z wyjątkiem syberyjskich Tatarów, napotykani przez kolonizatorów przeciwnicy w ogóle nie sprawiali wrażenia sił politycznych, lecz po prostu jawili się jako elementy stawiających opór zagospodarowaniu krajobrazów, „etno-ekosystemów”. Poważni wschodni rywale Rosjan znajdowali się w gdzieś w strasznej dali, za trudnymi obszarami, co sprawiało, że wschodnia granica była otwarta aż do spotkania z Chińczykami, a potem jeszcze długo pozostawała nieokreślona.

Wreszcie trzecią konstytutywną cechą Rosji jest oddzielenie kraju na zachodzie od romańsko-germańskiej Europy, ojczyzny liberalnej cywilizacji, pasem ludów i terytoriów przylegających do rdzennej Europy, lecz nie wchodzących w jej skład. Ten obszar między pierwszym centrum modernizacji a platformą rosyjską nazywam „terytoriami-cieśninami” (strait-territories). Takie określenie jest oczywiście nie do przyjęcia dla tych rosyjskich i wschodnioeuropejskich okcydentalistów, którzy widzą w krajach bałtyckich, Polsce, Czechach i Węgrzech pokrzywdzoną przez historię prawdziwą część prawdziwej katolicko-protestanckiej Europy, podeptaną na dodatek ciężkim ruskim buciorem. Historia społeczna i gospodarcza podważa jednak patetyczną skłonność liberałów do nierozróżniania Europy Środkowej i Wschodniej: już w XVI wieku między tymi regionami przebiega wyraźna granica, wyznaczona przez tak zwane wtórne poddaństwo chłopów.

Na wschód od tej granicy leżały ziemie, które przyłączyły się do gospodarki-świata Zachodu (w terminologii Fernanda Braudela) jako jej zewnętrzne prowincje rolnicze, w których trwająca w rdzennej Europie modernizacja wywoływała powstanie wzorów społecznych wyraźnie różniących się od tych, którymi charakteryzowała się gospodarcza, polityczna i kulturalna dynamika samego świata zachodniego. Rynek, prowadzący w rdzennej Europie do rozkwitu miast i podniesienia prestiżu burżuazji, w „terytoriach-cieśninach” prowadził do odwrócenia zachodnich stosunków społecznych – do gwałtownej refeudalizacji regionu i politycznej anemii mieszczaństwa. O ile w Rosji wtórne poddaństwo rozwinęło się później jako element procesu ogólnego podporządkowania wszystkich stanów strukturom państwa, wyrażając endogenne tendencje rosyjskiej platformy etnocywilizacyjnej, o tyle to w Europie Wschodniej wynikała ona z „barbarzyńskiego”, kontrmodernizacyjnego przyłączenia się tego regionu do systemu gospodarki odnawiającego się społecznie świata zachodniego.

Specyfika „terytoriów-cieśnin” w paradygmatycznych wiekach XVI i XVII nie przeszła bez następstw dla późniejszej historii. Z wyjątkiem wschodnich Niemiec, z ich ciążeniem do platformy romańsko-germańskiej, region ten nie znał ani silnej państwa, podporządkowującego swym celom gospodarkę i społeczeństwo, ani pełnowartościowego kapitalizmu z jego patosem ekspansji gospodarczej. W okresach, kiedy kraje z tego obszaru nie podlegały ani zachodniemu, ani wschodniemu dyktatowi, ciążyły najpierw ku feudalnej politokracji, w rodzaju polskiego liberum veto, a później ku wojskowej albo inteligenckiej. Do geopolitycznego oddzielenia się formacji historycznej tych obszarów doszło już pod koniec XV wieku, kiedy znalazły się one na zewnątrz wielkich rozgrywek świata romańsko-germańskiego o subkontynentalną hegemonię, częściowo zdegradowane do roli prowincji państw niemieckojęzycznych, częściowo zaś, jak imperium Rzeczypospolitej, tworzące wraz z państwami skandynawskimi, Rosją i Turcją autonomiczny, bałtycko-czarnomorski system konfliktów.

Przez długi czas systemy europejski i bałtycko-czarnomorski funkcjonowały oddzielnie, żyjąc własnymi rytmami i własnymi treściami. Pod tym względem klasyczna sytuacja panowała na początku XVIII wieku: w obrębie jednego systemu toczyła się wojna o sukcesję hiszpańską, a w drugim miała miejsce wojna północna i wyprawa prucka Piotra I. W tej epoce koordynacja obu systemów była krótkotrwała i niepełna, jak w ostatnich dekadach XVIII wieku, kiedy to z wystąpieniem Turków przeciw Austrii doszło do częściowej marginalizacji Europy Środkowej. Zaraz potem, gdy Austria i Prusy objęły w systemie bałtycko-czarnomorskim pozycje osłabionych Polski i Szwecji, stała się ona składnikiem systemu europejskiego, lecz za cenę utraty przez narody zamieszkujące „terytoria-cieśniny” samodzielnej aktywności geopolitycznej.

Od czasu wojen inflanckich Zachód wrogo przyjmował ekspansję rosyjska na tych obszarach, ale nawet w liberalnych wiekach XIX i XX z wielką rezerwą do ich samostanowienia. Lloyd George, wspominając jak Ententa przygotowywała dla Czech i Węgier federację z Austrią, a dla Polski unię dynastyczną z Rosją, z obrzydzeniem porównywał te kraje, w których doszło do nacjonalistycznego ożywienia w czasie konferencji wersalskiej, do wyłażących z grobów trupów, oszalałych z głodu, chwytających wszystko, co mogą dosięgnąć, nie czekając nawet chwili, kiedy opadną przylegające do nich ślady grobu (Lloyd George 1938: 276). Nieprzypadkowo liberalna Europa oddała Hitlerowi Czechosłowację i odpowiedziała „dziwną wojną” na jego wkroczenie do Polski. Szczególne wrażenie robi jednak to, że żelazna kurtyna, dzieląca jałtańską Europę, odpowiada od północy ku Bałkanom, z minimalnymi odchyleniami w rodzaju Szlezwiku-Holsztynu, granicy wtórnego poddaństwa. Wygląda na to, że Stalin w Jałcie otrzymał dokładnie to, czego świat zachodni, w osobach swych liderów, nie uważał wcale za swoje. Czytając słowa Siergieja Skazkina, że wtórne poddaństwo powinno skupić na sobie szczególną uwagę „uczonych państw demokracji ludowej, bowiem właśnie na tych terenach, z małymi wyjątkami, wtórne poddaństwo miało miejsce” (Skazkin 1958: 97), możemy dostrzec bezpośredni związek między tą kontrmodernizacyjną formą wchodzenia narodów wschodnioeuropejskich w system zachodniej gospodarki, a wraz z nią w kulturowy świat Odrodzenia i Reformacji, a tym, że w drugiej połowie XX wieku przypadł im losem przynależności do obozu „demokracji ludowej”.

Jeśli teraz określając wzorzec Rosji weźmiemy pod uwagę na wpół europejskie terytoriów-cieśnin, geopolityczną jedność niszy rosyjskiej oraz wschodnie trudne obszary i uznamy doniosłe znaczenie dla jej losów historycznego układu, który pojawił się w XVI wieku między proklamowaniem carstwa, dokonaniem wyłomu na Syberię i rozprzestrzenieniem się pańszczyzny u naszych bezpośrednich zachodnich sąsiadów, wówczas Rosja zyska kontury gigantycznej wyspy wewnątrz kontynentu, wyspy rosyjskiej z obcoplemiennymi wrostkami. Podobny obraz przedstawiają zapiski Europejczyków z XVII wieku, groteskowo opisujących Rosję jako kraj tyleż obszerny, co nie do przebycia, pokryty zaroślami i poprzecinany błotami, przez które trzeba prowadzić drogi z obalonych pni drzew, w którym można przebyć dziesiątki mil nie spotykając miasta i wsi, a jednak strzeżony tak surowo, że niepodobna doń wjechać czy zeń wyjechać ukradkiem (Braudel 1992: 16). Czy takie widzenie Rosji da się jednak uzgodnić z innymi poglądami, na przykład z opinią Vittoria Strady (1992), który za szczególną cechę rosyjskiej przestrzeni geopolitycznej, różniącą ją od przestrzeni rdzennych narodów europejskich, uważał przede wszystkim nieobecność jasnych granic, ustawicznie dyfuzyjne przechodzenie Rosji w nie-Rosję i na odwrót? Jest to możliwe, jeśli będziemy rozumieć ową „bezgraniczną” otwartość Rosji na sąsiednie regiony, w których granice imperializmu zaznaczają się dopiero dzięki sprzeciwowi romańsko-germańskich narodowych nisz nowożytności, analogicznie do tradycyjnego stosunku państw wyspiarskich wobec okolicznych mórz i cieśnin. Państwa takie czasem włączają otaczające je wody w swe ciało geopolityczne, podchodząc ku kontynentom i zdobywając na nich przyczółki, a czasem zamykają się w wyspiarskim jądrze, traktując morze jako ochronę przed kontynentalnymi rewolucjami i hegemoniami. Stąd właśnie bierze się połączenie nieostrości granic z niedostępnością.

Wyspiarskość Rosji wyraża się także w podstawowych typach wojen, jakie zdarzyło się jej prowadzić przeciw państwom z sąsiednich platform etnocywilizacyjnych. Walka z Rosją albo toczy się na oddalonych peryferiach, nie zagrażając żywotnym ośrodkom Rosji, albo przeciwnik, zdoławszy przebić się do tych ośrodków, zostaje odcięty „cieśninami” od swoich tyłowych baz, okrążony i zdławiony przez obce przestrzenie. Aby pokonać Rosję w wielkiej wojnie trzeba albo natrzeć na całej długości „cieśnin”, albo, co jeszcze trudniejsze, na cały ogrom trudnych przestrzeni.

Dlatego też klęski Rosji wynikały zwykle z wykrwawienia na jakimś niewielkim odcinku kresów imperium, wśród trudnych terytoriów albo „cieśnin”.

Geopolitycy pozostający na gruncie tradycji Mackindera, w tym i nasi eurazjatyści, ignorowali wyspiarskość rosyjskiego państwa i traktowali je jako przypadek tego samego paradygmatu, co wcześniejsze imperia koczownicze, dążące do zjednoczenia heartlandu – związki Scytów, Hunów, Awarów, a zwłaszcza państwo mongolskie. Podejście takie nie ujawnia jednak specyfiki Rosji – niedającego się pogodzić z koczownictwem państwa terytorialnego, żyjącego jako odrębna platforma etnocywilizacyjna, otoczona niezmiennymi strefami oddalającymi ją od sąsiednich platform. W wyniku realizacji tej zasady, w pewnym stopniu – lecz tylko w pewnym! – związanej ze strukturą zachodniej gospodarki-świata, Rosji od XVI wieku stanowi pełne napięcia połączenie wzorców wyspy i heartlandu. Jej historia, począwszy od tego podstawowego stulecia, jest określaniem się wobec strategii wynikających z tych dwóch sprzecznych ze sobą wzorców. Rosyjską tożsamość geopolityczną konstytuuje przy tym jednak, jak widzieliśmy, przede wszystkim wzorzec wyspy.

(…)

Źródło: kwartalnik „Pressje”, teka 37

 

Pressje_37

 

 

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze

komentarze