Rafał Matyja: Europa, która się zatrzymała

Vladimir_Putin_8_March_2008-3[1]

dr Rafał Matyja

Recenzja: Ulrich Beck, Niemiecka Europa, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2013.

Europa zatrzymała się w punkcie, w którym kryzys ujawnił słabości jej najbardziej zaawansowanego mechanizmu – wspólnej dla strefy Euro waluty. Ten kryzys zatrzymał nie tylko dotychczasową ewolucję ustrojową Unii, ale postawił znak zapytania nad ważnością intencji, które towarzyszyły jej założycielom. Mechanizm, który miał służyć – jak zauważa Ulrich Beck – europeizacji Niemiec, może działać dziś na rzecz germanizacji Europy. Jego najnowsza książka to fotografia Europy. Widać stan rzeczy, ale nie da się na jego podstawie powiedzieć czegokolwiek o przyszłości.

„Cztery komponenty merkiawelizmu [neologizm użyty przez Becka jako zastosowanie makiawelizmu w polityce kanclerz Angeli Merkel] – połączenie ortodoksji państwa narodowego i architektury Europy, sztuka zwlekania jako strategia dyscyplinowania, prymat narodowej wybieralności oraz niemiecka kultura stabilności wzmacniają się wzajemnie i tworzą rdzeń władzy niemieckiej Europy”. Te słowa Ulricha Becka są próbą wypowiedzenia formuły objaśniającej możliwie lakonicznie istotę obecnego status quo. Beck dodaje, że w tym porządku rzeczy kluczowe rozstrzygnięcia „nie zapadają w drodze demokratycznego uzgodnienia, tylko są wynikiem siły ekonomicznej”.

Ten precyzyjny i przekonujący obraz stanu rzeczy nie jest jednak punktem wyjścia książki Becka, ale do pewnego stopnia jej szczytowym osiągnięciem. Kto spodziewa się recepty, czy choćby szkicowo zarysowanych scenariuszy – srodze się zawiedzie. Beck doprowadza nas do punktu, w którym rzeczy (niektóre) zostają nazwane po imieniu. I zostawia w punkcie, w którym nie widać żadnej logicznej ścieżki kontynuacji tej myśli.

W swej metodzie, rozumowanie Becka przywołuje znany od dawna mechanizm brania na siebie odpowiedzialności przez silniejszego, w zamian za rezygnację z wolności ze strony słabszego (słabszych). Jeżeli silniejszy uniesie ciężar tej odpowiedzialności, będzie w stanie ponieść jej koszty – cały mechanizm ma szanse zadziałać w miarę sprawnie. Przekształcić relację partnerską w jakąś formę politycznej i ekonomicznej zależności.

W tym sensie wspólna waluta stwarza okazję do przejęcia takiej odpowiedzialności za całość strefy Euro przez Niemcy i przekształcenia jej w układ całkowicie odmienny od założeń wspólnoty europejskiej. Beck dostrzega jednak inną stronę pozornie zimnych, ekonomicznych kalkulacji. Obecny kryzys sprawia, że to rynki są niekiedy bardziej emocjonalnie rozchwiane niż społeczeństwa.

To rozchwianie rynków – jako źródeł emocjonalnej i ekonomicznej niestabilności – jest jednak okolicznością, która tylko wzmacnia przewagę silnych. Wystarczy ich desinteressement, by wydać jakiegoś małego sojusznika na pastwę tych emocji. Skoro przydarzyło się to już wcześniej Rosji czy Malezji, dlaczego nie ma być udziałem Portugalii czy nawet Włoch ? Zwłaszcza, że kraje te nie będą mogły posłużyć się nawet tym narzędziem negocjowania warunków kapitulacji, jakim jest własna – możliwa do zdewaluowania – waluta.

Beck dodaje przy tym, że taki układ będzie skutkował też zmianą ustroju państw-klientów. Jego zdaniem już dzisiaj „ludzie w poszczególnych państwach rozgrywani są w populistyczny sposób przeciwko sobie i nie rozpoznają, że wszyscy razem stanowią ofiary kryzysu finansowego i nieudolnych prób jego przezwyciężenia”. Ta formuła ułomnej demokracji nakłada się przy tym na taką sytuację na rynku pracy, która sporą część społeczeństwa czyni „niepotrzebnym pokoleniem”.

Rządzenie takimi krajami będzie sprowadzało się do kupowania czasu w relacjach z niezadowolonym społeczeństwem i nie dopinającym się budżetem z jednej strony i nieustannym negocjowaniem warunków przetrwania z europejskim (niemieckim) patronem z drugiej. Gdyby rozwinąć scenariusz Becka – państwa staną się pułapką zastawioną na własnych obywateli. Poczucie tożsamości i dumy będzie skłaniało do wsparcia dla własnego państwa i rządu, w każdej możliwej formule. Ekonomiczna racjonalność – do ich ostrego zakwestionowania, jako narzędzi obcej dominacji.

Model grecki jako wzór dla Unii byłby przekleństwem. Ale świadomość mechanizmów, jakie kształtuje już nie model, ale przykład Grecji, nie jest wyborem o wiele lepszym. Strach przed pójściem grecką drogą nie generuje zaufania w relacjach między członkami Unii. Przeciwnie, mówi o poważnej politycznej cenie za eksperyment łatwego wejścia do strefy Euro. Przejęta przez Niemcy odpowiedzialność staje się raczej kolejnym czynnikiem ryzyka niż fundamentem zaufania. Cena opieki nad upadłym krajem jest bowiem nieustannie negocjowana w ramach przedstawionego przez Becka modelu „merkiawelizmu”.

Jednocześnie jednak Beck – rozróżniając strony sporu jako „ortodoksów państwa narodowego” (czy słowo „ortodoks” jest jakimś dyżurnym epitetem nauk społecznych ?) i „architektów Europy” (wyraźna asymetria!) – pisze, iż to „grożąca katastrofa upoważnia wręcz zmusza architektów Europy do stosowania prawniczego krętactwa, by uczynić możliwym, to co jest właściwie wykluczone (przez narodowe konstytucje bądź europejskie traktaty)”. Europę nęka zatem problem nieledwie metafizyczny, bliski faktowi ustanowienia nowego porządku (nowego państwa) na gruzach porządków starych (państwowych i unijnych).

Kryzys jest zawsze czymś, co takie ustanowienie nowych porządków ułatwia. Beck mógłby pociągnąć ten wątek wskazując nie tylko na konsekwencje prawne, ale także polityczne i ekonomiczne takiego aktu. Ale w tym właśnie miejscu narracja się zatrzymuje, a jej Autor skręca w bok poddając krytyce Carla Schmitta. Tak by nie było wątpliwości, że przywołane wyżej myśli włączają go w obręb tej intelektualnej tradycji. Kwestionuje zatem wykorzystanie kryzysu i stworzenie nowej formacji politycznej w oparciu o silny konflikt z innymi. Wyjściem dla Becka nie jest nowy porządek polityczny ale – co ciekawe i nad wyraz rozczarowujące – nowa europejska świadomość.

Gdyby Ojcowie Założyciele Stanów Zjednoczonych myśleli tak jak Beck, do dziś dyskutowaliby nad koniecznością przełamywania stereotypów myślowych i tradycji rozmaitych części podzielonej Ameryki. Wojna Północ – Południe skończyłaby się trwającym wiele dekad wojennym podziałem północnej części kontynentu. Nie twierdzę przy tym, że sprawa jedności europejskiej jest „równie łatwa” jak zbudowanie państwa federalnego w Ameryce. Ale tak jak rozstrzygnięcie przyszłości byłych kolonii brytyjskich nastąpiło w wyniku ustanowienia reguł, tak w przypadku Europy trudno liczyć na to, że fundamentem wspólnej przyszłości będzie wyłącznie nowa świadomość.

Sprawa przyszłości Europy jako wspólnoty politycznej wydaje się daleka od rozstrzygnięcia. Problem jednak nie polega na tym, że nie wiemy jak to się wszystko skończy, ale na tym, że ci, którzy chcą Europy zjednoczonej bardziej albo przynajmniej tak samo jak obecnie, mają bardzo słabe pomysły jak tę jedność utrzymać. Pomysły na wzmocnienie europejskiej tożsamości poprzez „ochotniczy rok europejski” czy inne formy kosmopolitycznego doświadczenia raczej tę słabość potwierdzają.

Beck opisuje wszystkie interesy, jakie mogą rozsadzić Unię, czynniki, które podważają jej polityczną legitymację do działania. Recepty na europejską jedność szuka jednak w całkiem innej sferze. Nastawionego mniej idealistycznie czytelnika ogarniają wątpliwości, które nie ustępują, aż do ostatniej strony. Wszystko wskazuje, że przekonującą książkę o europejskich perspektywach musi napisać ktoś inny.

 

Źródło: Nowa Politologia

Photo: www.kremlin.ru

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze

komentarze