Adriana Adamska: Miłość ojczyzny a talent osobisty

Adriana Adamska: Miłość ojczyzny a talent osobisty

Pilsudski_i_Paderewski_1919dr Adriana Adamska

Wstęp

We współczesnym języku młodego pokolenia Polaków słowo „patriotyzm” jest słowem rzadkim –  pojęciem nie tyle niemodnym, co narażającym na kpinę i posądzenie o anachronizm. Bynajmniej nie miłość ojczyzny, poza jednostkowymi przypadkami leży dzisiaj Polakom na sercu, lecz przede wszystkim pragnienie uzyskania jak najbardziej komfortowej sytuacji, która pozwoli się cieszyć życiem zgodnie z konsumpcyjnymi kanonami. Probierzem inicjatywy jest osobisty, wymierny zysk. Społeczeństwo jest do tego stopnia zmaterializowane i zdeprawowane, że każdy bezinteresowny projekt, służący budowaniu dobra wspólnego jakim jest Ojczyzna budzi podejrzenie – o ukryty interes lub też sympatyzowanie z poprzednim ustrojem i „odgrzewaniem” jego tez. A jednak to właśnie umiłowanie miejsca i tego wszystkiego, co składa się na własną tożsamość, szacunek i wdzięczność względem tych, którzy dali państwu to wszystko, dzięki czemu ono istnieje jest wyrazem nie tylko obywatelskiej, ale  również społecznej dojrzałości.

Sposób funkcjonowania współczesnej polskiej szkoły sprowadza się dzisiaj w zdecydowanym stopniu do realizowania programu wyznaczonego poszczególnym przedmiotom. Nie ma w nim miejsca na wychowanie patriotyczne. Lukę tę uzupełniają żyjący jeszcze niekiedy dziadkowie – ludzie, którzy walczyli o wolność narodu i kształt polskiej ziemi. Kto ich zastąpi, kiedy ich zabraknie? 

Niniejszy referat pragnie być przyczynkiem w dokonaniu rewizji na sprawę postawy patriotycznej – traktowania jej nie jako przykrej konieczności, ale w kategoriach możliwości współtworzenia rzeczywistości – zaznaczenia swojej w niej obecności poprzez jednostkowy, niepowtarzalny talent, jaki z każdy z ludzi posiada – tak, jak uczynił to Ignacy Jan Paderewski. 

Patriotyzm

Bądź pozdrowiona, przenajświętsza ziemio nasza,

którą czciliśmy miłością bezdenną, gdyś była pod otchłanią

 wód niewoli. Bądź pozdrowiona teraz i o każdej porze mową

 naszą tysiącletnią i na wieki wieków świętą. Bądź pozdrowiona

 w sercu pokolenia, co się jeszcze morduje i cierpi – oraz w sercu

 przyszłych, szczęśliwych i radosnych! – S. Żeromski[1].

Greckie patriotes – od którego pochodzi polskie słowo „patriotyzm” to: „pra-ojcowski”, „rodak” „współobywatel”, „ojczyzna”. Wymowa tych słów składa się na to wszystko, czym jest miłość ojczyzny, a także własnego narodu połączona z gotowością do ofiar dla niej, poszanowaniem praw innych narodów oraz należnym im szacunkiem – podaje Słownik wyrazów obcych W. Kopalińskiego[2].

Słownik wyrazów obcych PWN pod redakcją J. Tokarskiego z 1971 roku mówi, że patriotyzm to postawa społeczno-polityczna i forma ideologii łącząca przywiązanie do własnej ojczyzny oraz poświęcenie dla własnego narodu – z szacunkiem dla innych narodów i poszanowaniem ich suwerennych praw[3], natomiast Wielki słownik wyrazów obcych PWN  pod redakcją M. Bańka z roku 2003 definicję patriotyzmu ogranicza zaledwie do fragmentu poprzednich: miłość ojczyzny lub własnego narodu połączona z gotowością ofiar dla nich[4].

W 1919 roku w dziele O patriotyzmie K. Twardowski pisał: Kto tak kocha Naród i Ojczyznę, kto tak gorącym sercem obejmuje wszystkie jej ziemie i wszystkich rodaków, kto się czuje synem tych ziem i bratem swoich rodaków i kto nie dla siebie, lecz dla Ojczyzny żyć pragnie, a gdy zajdzie potrzeba za nią umrzeć gotów – tego nazywamy wyrazem wziętym z języka greckiego patriotą: taką zaś miłość Ojczyzny zwiemy patriotyzmem[5].

Czym jest miłość Ojczyzny? – pyta w Katechizmie demokratycznym H. Kamieński i tam również daje odpowiedź: Jest to miłość wszystkich swoich rodaków i braci – miłość gorąca całego ludu, całego narodu, miłość, którą każda szlachetna dusza czuje i nad wszystko ceni poświęcając dla niej z radością wszystkie swoje siły, całe swoje życie, walcząc za nią chętnie do ostatniej kropli krwi. (…) Miłość Ojczyzny niczym innym nie jest, jak miłością bliźniego, czyli spełnianiem boskich przykazań. Słusznie więc mówimy, że miłość Ojczyzny jest rzeczą świętą[6].

S. Małkowski w wydanej w 1918 roku książce O współczesnej formacji religijnej w Polsce pisał o sposobach praktykowania kultu ziemi ojczystej: że żyjący w ówczesnym czasie na wsiach, czyli ci najbardziej z ziemią związani czcili ją w swojej codziennej pracy, w zwyczajach, obrzędach, tradycjach. Ci, którzy nie byli związani z pracą na roli czcili ją wielką tęsknotą, pragnieniem jej poznania, uszanowaniem i ukochaniem jej piękna i niewytłumaczalną skądinąd sympatią i przywiązaniem do świąt i zwyczajów ludowych, w których po bliższym rozpatrzeniu odnajdujemy ślady obecności wiary w Matkę Ziemię. Da się to tylko w ten sposób wytłumaczyć, żeśmy wszyscy z jednego pnia wyrośli, żeśmy jakby jedną z gałęzi mocno wrośniętego w ziemię drzewa, że stara wiara i w nas drzemie[7] 

E. Orzeszkowa uważała, że Są długi, długi zaciągane u ziemi i ludzi, u przeszłości i teraźniejszości, które ziemi, ludziom, teraźniejszości i przyszłości wypłacać należy, jeżeli z serc tych, którzy je zaciągają zniknąć nie ma do szczętu wszelka duma szlachetna i wszelkie uczucie wdzięczności, jeżeli pęknąć nie mają węzły te, które wiążą ziemię z ludźmi i ludzi pomiędzy sobą – wzajemne oddziaływanie przysługami i wspólną robotą około wytwarzania złych lub dobrych losów, z których wynika znowu wspólne cierpienie lub szczęście[8].

Takie są najbardziej podstawowe elementy budujące pojęcie „patriotyzm”. Każdy z obywateli ma jednak prawo realizować go na swój własny sposób – sposób wyznaczony przez osobiste predyspozycje – taki, który pozwala czuć się spełnionym we własnym człowieczeństwie, a jednocześnie budujący ducha narodu i wzmacniający jego tożsamość.

Ignacy Jan Paderewski

Jakkolwiek nazwisko Paderewskiego nie schodziło z ust wielu pokoleń, dziś rzadko kto ma pojęcie o jego zasługach i to nie tylko dla narodu polskiego. Dla tych, którzy interesowali się muzyką był wzorem wirtuoza, dla tych, którzy nie wiedzieli nic o Polsce – konkretyzacją polskości, zaś dla tych, których pociągała polityka – niczym Mojżesz – przywódcą swego ludu. W każdym z tych wymiarów reprezentował kwintesencję doskonałości[9]. Złożyły się na to wyjątkowe połączenie talentu, osobowości, pracowitości, lecz przede wszystkim umiłowanie muzyki oraz ojczyzny. To wszystko razem owocowało faktem, że nazwisko Paderewski zestawiano z Einsteinem czy też Mahatmą Gandhim – uznawano go za jednego z geniuszy epoki.  Bogowie schodzą z nieba, bożyszcza ulepione są ze zwykłej gliny. I choć za życia głoszono go nieśmiertelnym, jego sława umarła wraz z tymi, którzy go znali[10].

Ignacy Jan Paderewski urodził się 6 listopada 1860 roku na Podolu, na skraju wioski Kuryłówka, niedaleko Żytomierza, w jednej z nielicznych polskich rodzin. Było to jedno z najcudowniejszych miejsc na świecie. Mógłbym bez końca opowiadać o tej miejscowości, jej łagodnym i zdrowym klimacie, malowniczym, falistym krajobrazie oraz bogactwie gleby. A owe piękne owoce! Tam, gdzie się urodziłem, znajdowały się najpiękniejsze sady, jakiekolwiek w życiu widziałem[11].

Jan Paderewski – ojciec Ignacego był typowym reprezentantem polskiej szlachty. Gałąź, do której należał była zupełnie zubożała, dlatego pracował jako administrator majątku. Matka – Poliksena Nowicka także wywodziła się ze stanu szlacheckiego, ponadto była córką profesora Uniwersytetu Wileńskiego. Zmarła przy porodzie[12].

Paderewski już jako dziecko odznaczał się dużą wrażliwością. Warunki środowiskowe: rodzinne, jak i historyczno-geograficzne cechę tę pogłębiały. Od najmłodszych lat tkwiło w nim wielkie pragnienie, by „zostać kimś” i „zrobić coś dla Polski”. A. Zamoyski wyjaśnia, że tego typu uczucia nie były niczym dziwnym, a przypadek Paderewskiego nie był w tamtych czasach odosobniony, nawet pomimo młodego wieku, ponieważ patriotyzm był „chorobą dziedziczną” polskiej szlachty. Wiele dumnych dzieci urodzonych w warunkach biedy i poniżenia ma ambicję, aby „stać się kimś”; zrobić coś dla Polski w tym przypadku oznaczało zrobić coś dla wszystkich, których znał. Polskie dziecko miało jednak niewiele sposobów awansu w Imperium Rosyjskim, jeśli nie wyparło się swego środowiska i nie przeszło na prawosławie. Jedyną drogę otwierała sztuka, dlatego też Ignacego zachęcano wszelkimi sposobami do kształcenia talentu muzycznego, jaki okazał już we wczesnym dzieciństwie[13].   

Paderewski od najmłodszych lat miał kontakt z instrumentem. Próbował samodzielnie odnajdywać melodie jednym palcem, następnie pobierał lekcje muzyki, które jednak jak wspomina nie miały większego znaczenia[14]: Zawsze wolałem improwizować, niż ćwiczyć. Nie wiedziałem bowiem, jak należy ćwiczyć. Nie przekazano mi nawet elementarnych podstaw techniki fortepianowej… Ale na szczęście miałem to, co nazywa się techniką wrodzoną. Mogłem zagrać wszystko – niedoskonale oczywiście, ale dość łatwo było mi pokonać różne trudności techniczne[15]. Nie było w jego dzieciństwie wymagającego nauczyciela, który by narzucał uciążliwą dyscyplinę, żadnych nut i gam, a jednak potrafił on wprawiać w osłupienie wykonaniem swego niewielkiego repertuaru rodzinne grono, które z zapartym tchem słuchało improwizacji. Był przekonany, że czeka go los wielkiego artysty[16]. 

Droga do sukcesu

Pomimo, że chłopiec nie lubił występować publicznie, zauważyła go arystokratyczna rodzina Chodkiewiczów i zaproponowała podróż do Kijowa. Była to niewątpliwie szansa od losu, ponieważ Kijów, choć zdegradowany do rangi stolicy prowincji, pozostawał centrum życia społecznego i artystycznego całej południowo-zachodniej Rosji. Zobaczyć miejsce takie, jak to znaczyło niewątpliwie bardzo dużo dla utalentowanego, ciekawego świata dziecka, które żyjąc w przysiółku nie miało nawet szczególnego dostępu do nut. Zabrano go do teatru, opery i na kilka koncertów – wtedy to po raz pierwszy miał okazję usłyszeć na żywo orkiestrę oraz zobaczyć profesjonalnych muzyków. Przeżycie to obudziło w młodym Paderewskim tęsknotę za czymś większym niż to, co mogło go spotkać na bezkresnych przestrzeniach Ukrainy. Wyjazd ten przyczynił się do decyzji ojca o dalszej edukacji syna w Warszawie, czyli tam, gdzie istniała szansa na poważne studia[17].

Paderewski był nad wiek dojrzały. Sposób w jaki wykonał swój repertuar nie budził żadnych wątpliwości odnośnie możliwości dalszego kształcenia w Instytucie Muzycznym – przyjęto go bez konieczności zdawania pozostałych egzaminów. Po tym wspaniałym starcie okazało się jednak, że nie wszyscy z uczących rozpoznają jego wielki talent, sugerowano mu nawet zmianę instrumentu – byle nie fortepian. Paderewski miał świadomość, że musi zaczynać wszystko od początku, poznać reguły palcowania, dotykania klawiszy i tym podobne – od podstaw. Robił jednak tak szybkie postępy, że w Instytucie wkrótce zapanowała opinia, że zostanie raczej kompozytorem niż wirtuozem[18]. Miał luki w podstawowym wykształceniu, które przerażały tych bardziej konwencjonalnie nastawionych profesorów, z drugiej jednak strony potrafił grać trudne utwory w sposób możliwy do przyjęcia – z pewnymi akcentami i uczuciem, które zdradzały talent wrodzony[19]. Pomimo mankamentów byli tacy, którzy umieli przejrzeć przez nie przebłyski geniuszu – dostrzegali je zwłaszcza korzystający z jego usług akompaniatora muzycy, których zadziwiał umiejętnością czytania prima vista oraz ogromnym wyczuciem nastroju zupełnie nie znanego wcześniej utworu[20].

Paderewski znał swoje słabości, miał jednak również świadomość własnego talentu, dlatego niezłomnie szedł naprzód, pomimo trudności, potępiających sądów czy nawet złej woli, zdeterminowany, że opanuje wymarzoną sztukę – jeśli nie w Instytucie, to gdzie indziej, dlatego nie załamał się, kiedy go stamtąd wyrzucono[21]. Tułał się przez jakiś czas dając lekcje biednym studentom i dzieciom oraz koncertując ze swoim przyjacielem w głębi Rosji, aż w końcu ponownie przyjęto go do Instytutu, gdzie w 1878 roku uzyskał dyplom[22].

Bez względu na predyspozycje, na tym etapie nie było jeszcze mowy o tym, by mógł zarabiać jako wykonawca, dlatego w dalszym ciągu dawał lekcje, grywał na wieczorkach lub kiedy było to możliwe brał udział w koncertach – żadna z tych rzeczy nie dawała mu jednak większej satysfakcji, ponieważ mało kto chciał słuchać nieznanego pianisty. Brak uznania, jaki zaciążył na nim od momentu wstąpienia do Instytutu pogrążył jego wirtuozerskie ambicje tak dalece, że zamienił je w ledwie drzemiące marzenie. Zachęcano go do kompozycji i nad nią też pilnie pracował.

Pierwszą kompozycją Paderewskiego była Sonata. Utwór ten był równocześnie zapowiedzią jego wielkiego talentu. Kiedy pięć lat później usłyszał ją Brahms stwierdził, że jest świetna, bardzo efektowna i był bardzo zdumiony, że jej autor pragnie jeszcze studiować, niemniej w 1879 roku raczej trudno było oczekiwać pochwały od  tej klasy autorytetów, ani przypuszczać, że kiedykolwiek spotka na swojej drodze któregoś z nich[23]. Ambicje Paderewskiego wskrzeszali jego przyjaciele przekonani, że jest on niestereotypową osobowością, a jego talent jednostkowy. Byli to E. Kerntopf oraz H. Górska, która później została drugą żoną Paderewskiego. Podbudowywali oni jego wiarę w siebie oraz przedstawiali interesującym ludziom, którzy mieli możliwość otworzenia przed nim świata na miarę jego niezwykłego talentu[24].

Był przeświadczony, że jeśli nie sięgnie po panaceum w postaci poważnych studiów u wielkiego mistrza zawsze będzie potykał się, dlatego postanawia wyjechać zagranicę, choć nie od razu, ponieważ w wieku dwudziestu lat nieoczekiwanie zakochuje się i podejmuje decyzję o ożenku. Niestety, nie długo cieszy się szczęściem życia małżeńskiego – A. Korsakówna umiera podczas porodu. Po jej śmierci Paderewski przez kilka miesięcy pracuje pilnie nad cyklem krótkich utworów fortepianowych wydanych później pod zborowym tytułem Chants du voyageur. Zaczyna oszczędzać i dawać dodatkowe lekcje, tak aby w końcu zrealizować swoje marzenie o wyjeździe[25].

W 1882 roku wyrusza do Berlina. Jego nauczycielem zostaje F. Kiel. Już podczas pierwszych lekcji Paderewski krytycznie zauważa jak niewiele potrafi. Wzbiera w nim okropne uczucie niedoskonałości, dlatego bez najmniejszego pobłażania sobie rzuca się w wir ciężkiej pracy. Pracuje po dziesięć – dwanaście godzin dziennie. Wysiłek ten nie jest obojętny dla zdrowia i kończy się załamaniem nerwowym, z którego jednak Paderewski szybko otrząsa się.

Budującym czynnikiem w tym intensywnym okresie jest stosunek Kiela do Paderewskiego, który jest pod wrażeniem jego talent i traktuje go jako wschodzącą gwiazdę, ponadto spotyka także A. Rubinsteina – powszechnie uznawanego za największego żyjącego pianistę, który powiedział: Ma pan wrodzoną technikę i jestem pewien, że mógłby pan zrobić wspaniałą karierę jako pianista[26]. To wszystko niezwykle podbudowuje drzemiące ambicje wirtuoza. Paderewski wraca do Warszawy, gdzie na nowo podejmuje pracę nauczyciela gry na fortepianie, a równocześnie komponuje, obsesyjnie doskonaląc technikę. Zdarza się, że nie je i nie śpi, tylko ćwiczy do upadłego – kiedyś znaleziono go nieprzytomnego na podłodze obok instrumentu. Miał zamiar zostać wielkim pianistą – za wszelką cenę – nawet gdyby miało go to zabić[27].

W tym samym roku Paderewski powraca do Berlina. W międzyczasie umiera profesor Kiel, dlatego zapisuje się na kurs do H. Urbana, który kończy ze świadomością, że dopełnił swej edukacji w dziedzinie orkiestracji. Komponuje bez przerwy, niemniej zapowiedź jaką stanowiła sonata nie spełnia się. Pisze w tym czasie krótkie, mniej lub bardziej banalne utwory fortepianowe – przyjemne i niezbyt trudne, które cieszą się zdumiewającym powodzeniem, na przykład słynny Menuet G-dur sprzedany w milionach egzemplarzy i transkrybowany na wszystkie instrumenty, poczynając od fletu, a skończywszy na pełnej orkiestrze. Te właśnie kompozycje w połowie lat osiemdziesiątych pozwolą osiągnąć mu budzące szacunek dochody[28].   

Ćwiczy z taką determinacją, że niekiedy trzeba go odciągać od instrumentu niemal siłą – wspominała wielka aktorka – H. Modrzejewska. Wydawał się tak mocno pogrążony w muzyce, że napięcie było niemal hipnotyczne. Jednocześnie tak jasno podkreślał wyraz i sens frazy, że jego gra uderzała czymś nowym i całkiem niekonwencjonalnym[29]. Te dwa elementy, z czasem wzmocnione zadecydowały o wyjątkowości jego wykonań i uczyniły go najwybitniejszym pianistą wszechczasów[30]. Ona sama będąc wybitną wykonawczynią rozpoznaje wielki potencjał Paderewskiego i osobiście dopinguje go w rozwoju kariery, nie tylko słownie, ponieważ jak wielu ludzi, którzy osiągnęli w życiu powodzenie wierzy, że nie ma przeszkód do nie-pokonania. Pomaga zdobyć mu potrzebne na dalsze kształcenie pieniądze i umacnia go w przekonaniu, że pragnienie, które ten nosi jest nie tylko obowiązkiem względem samego siebie, lecz również względem własnego kraju. Słowa jej wyrażały te same myśli, które ożywiały Paderewskiego od dzieciństwa[31]

I tak rozpoczyna się dla Paderewskiego upragniony, lecz żmudny i trudny okres nauki w Wiedniu pod okiem wybitnego – światowej sławy nauczyciela – T. Leszetyckiego. Miałem wówczas dwadzieścia cztery lata i musiałem zacząć od zwykłych palcówek! Musiałem nadrobić wszystkie te lata, gdy nikt mi nie pokazywał, jak mam ćwiczyć. Umiałem już tańczyć, ale nie umiałem chodzić[32].

Wielka determinacja Paderewskiego wzbudza szacunek jego mistrza: Wielkie serce, wielka głowa i niezmierzony hart woli. (…) poza pracą umiał nie widzieć, nie znać innych celów[33]. Leszetycki zachęca Paderewskiego do eksponowania swojej oryginalności, której ten jest tak bardzo niepewny. Swoim autorytetem i pozycją pomaga mu się wyzwolić z własnej nieśmiałości[34]. Dzięki niemu, nieposkromiona energia oraz krępowana długo wola znajdują właściwą drogę ujścia, a gorycz niespełnienia zaczyna ustępować. W Paderewskim w końcu odzywa się smak życia! Ubóstwo, lata żmudnych ćwiczeń oraz rozczarowania zostawiły swój ślad; jego wrodzona determinacja przeszłą ciężką próbę, ale nie została złamana i wyszła z niej jeszcze silniejsza; zdolności przedwcześnie rozwiniętego dziecka nasycone doświadczeniem dały mu mądrość i dojrzałość. W dwudziestym czwartym roku życia, zgodnie ze słowami Heleny Modrzejewskiej był „młodym człowiekiem o rozległej kulturze, dowcipnym, czasem zjadliwym języku, otwartym na wszystkie zagadnienia, które interesowały go osobiście, człowiekiem, który znał i rozumiał świat”[35].

W 1885 roku powstał wakat na stanowisku nauczyciela fortepianu w Strasburgu. Dzięki rekomendacjom Leszetyckiego Paderewski otrzymuje to stanowisko. Niewielka liczba godzin, a zarazem w miarę stabilna sytuacja, choć niekoniecznie finansowa pozwalają mu poświęcić czas kompozycji. Koncerty, jakie daje w tym mieście cieszą się dużym powodzeniem i jest proszony o następne. Zyskuje miejscową sławę. Jest tak bardzo oddany muzyce, że aby wyjechać na cykl koncertów Rubinsteina do Paryża rezygnuje z pary nowych butów, przez co przez pewien czas chodzi do Konserwatorium w rannych pantoflach. W pewnym momencie czuje jednak wyczerpanie nauczycielską harówką oraz niską pensją. Przyjaciele namawiają go na wyjazd do Paryża, gdzie uważają, że tam jego sukces będzie gwarantowany. Paderewski – nadmiernie krytyczny względem siebie waha się. Porzuca posadę w Strasburgu i wraca do Warszawy, gdzie daje kilka koncertów cieszących się umiarkowanym powodzeniem. Nadal czuje się nie dość wykształcony i w konsekwencji na początku roku 1887 wyrusza do Wiednia, z powrotem do swego dawnego nauczyciela – T. Leszetyckiego. Pracuje niezmordowanie. Mistrz jest zadowolony z  postępów ucznia i w końcu osobiście proponuje, by ten rozpoczął samodzielną karierę. Jak powiedział kiedyś pewnemu krytykowi muzycznemu: „Niedługo wiele pan usłyszy o tym młodym człowieku”[36].

Wirtuoz

Wreszcie Paderewski czuje się wystarczająco przygotowany, by zaprezentować swoje umiejętności w wielkim świecie. W 1888 roku wyrusza do Paryża. Pierwszy recital odnosi wielki sukces. Kolejne również. Paderewski z trudem wierzy własnemu powodzeniu. Sławni kompozytorzy, będący słuchaczami jego występów przesyłają mu podziękowania, widownia okazuje entuzjazm, krytycy wtórują. Gazety rozpisują się o jego niebywałych umiejętnościach. Zamówienia zaczynają napływać strumieniami.

Cechą, która wybija się na czoło wszystkich opowieści o grze Paderewskiego, jest, że umiał on w sposób inteligentny odczytywać utwór i że w rezultacie sposób, w jaki przekazywał go publiczności poprzez jasne frazowanie i bogactwo niuansów, był bezpośrednio zrozumiały. Publiczność znużona słuchaniem utworów, których wykonawcy w istocie nie rozumieli, była zelektryzowana widząc, jak młody artysta po prostu pozwalał muzyce ożyć. Nagle recital przestawał być nudnym, choć budującym sposobem spędzenia wieczoru – stawał się niezwykle podniecającym przeżyciem. Nie było sensu dyskutować o brakach czy zaletach artysty, skoro potrafił podawać muzykę tak, jak nie udało się wielu innym muzykom, bez względu na ich talent i wykształcenie. Publiczność opuszczała salę czując, że tylko prawdziwy artysta potrafi z tak bliska pokazać jej, czym jest istota muzyki. Jego osoba również przemawiała do gustów epoki – gwałtowny i dziki, ale hamowany subtelnością i wyrafinowaniem temperamentu, męskie, choć delikatne rysy, książęce zachowanie, wszystko to w połączeniu z niejasnym i egzotycznym, niemal wschodnim pochodzeniem, stanowiło koktajl, który dla paryżan w latach dziewięćdziesiątych miał nieodpartą siłę[37].

Sukces i sława nie przewracają jednak Paderewskiemu w głowie. Nie rozkoszował się nimi, ponieważ uważał, że nie był gotowy na to, by się nimi cieszyć ani dość dojrzały, aby nań zasłużyć[38]. Opuszcza Paryż i ponownie udaje się do Wiednia do swego nauczyciela. Stwierdziłem, że mam się jeszcze czego uczyć[39]. Wiosną 1889 wraca do Paryża, a stamtąd udaje się w tournée  po Belgii, Holandii, prowincji francuskiej, jedzie do Niemiec, na Węgry, do Czech i w końcu do Polski. „Allgemeine Zeitung” w Monachium pisze o nim: poeta fortepianu… Chopin do którejś potęgi, Chopin dla mas[40]. Sukces nie pozwala mu „osiąść na laurach”. Ma świadomość, że zawdzięcza go ciężkiej pracy i  że tylko wytrwałe dalsze ćwiczenie pozwoli mu go utrzymać. Ciągle dążyłem do doskonałości, z uporem posuwając się naprzód w kierunku coraz odleglejszego szczytu[41].

 Postanawia spróbować swych sił w Londynie. Nie od razu zdobywa tam sukces, niemniej wkrótce zostaje doceniony. B. Shaw pisze o nim: Gra równie czysto jak von Bülow lub na tyle czysto, na ile trzeba i jest znacznie bardziej dokładny. Jego urok polega na pogodzie ducha i rysie humoru: niemal beztrosko dźwiga swój geniusz i swoją misję…[42]. W podobnym tonie piszą o nim w „Monthly Musical Record”: (…) jeszcze większym artystą okazał się Polak, Paderewski, który łącząc cudowną technikę z niezrównaną siłą ekspresji – prawdziwą poezją muzyki – podbił szturmem publiczność[43].

Po koncertach na wyspie wraca na kontynent kontynuując tournée. Występuje nie tylko przed zwykłą publicznością, ale także przed koronowanymi głowami. Jego osobisty urok i geniusz stawiają go w centrum życia muzycznego, niosąc z sobą zniewalającą atmosferę szlachetności i godności, które same w sobie wyróżniały go jako istotę szczególną[44].

Wrodzona hojność każe mu pomagać ludziom i dawać pieniądze każdemu, kto o nie poprosił. Nie potrafi powstrzymać się od rozdawania kwiatów oraz prezentów – jest urodzonym gentelmanem i czuje się dobrze tylko wtedy, gdy może postępować zgodnie ze swoją naturą. W Londynie poznaje jedenastoletniego M. Hambourga. Jest pod tak wielkim wrażeniem jego talentu, że natychmiast daje mu pieniądze na wyjazd do Wiednia i naukę u Leszetyckiego. Równocześnie utrzymuje nie tylko swego syna, lecz także ojca. Marzy o kupnie małego majątku w Polsce i osadzeniu na nim ojca jako administratora, bo Dla Polaka jego klasy ziemia była czymś, co należało kochać i mieć; szlachcic bez miecza był jak rycerz bez miecza, strącony z obłoków albatros[45], jednak kiedy udaje mu się w końcu zgromadzić odpowiedni kapitał ojciec jest już zbyt stary i schorowany[46] .

Również w Ameryce Paderewski odnosi niespotykany sukces. Prasa obwołuje go „królem pianistów” – jedynym jaki dorównuje Rubinsteinowi. (…) jego palce ślizgają się po klawiaturze, jak gdyby działo się to za sprawą elektryczności. (…) największy ze wszystkich… tytan…mistrz[47]. A jednak Paderewski nie daje się uwieść tym miłym słowom, choć w pełni na nie zasługuje. W dalszym ciągu, w przerwach dzielących go od występów ćwiczy nawet po siedemnaście godzin dziennie!

Występ w Milwaukee przypomina raczej mecz futbolowy niż koncert – mężczyźni stają na krzesłach i głośno wiwatują, a po twarzy spływają im łzy[48]. Trudno sobie wyobrazić jaśniejszy obraz siły magicznej kryjącej się w muzyce, bardziej przekonujący dowód potężnej fascynacji, jaką może wywołać artysta muzyk, lepszy przykład możliwości kryjących się w instrumencie muzycznym niż to, co pokazały recitale fortepianowe pana Paderewskiego w Stanach Zjednoczonych w sezonie 1895-1896. Ponad sześćdziesiąt razy w ciągu pięciu miesięcy ten cudowny artysta zasiadał przed publicznością głównych miast tego kraju, która waliła na jego koncerty tysiącami i której tamę stawiała jedynie pojemność sal, gdzie słuchacze się zbierali, aby przez dwie lub trzy godziny pozostawać pod wymownym urokiem gry artysty. Za każdym razem ludzie przychodzili z radością, ożywieni wspomnieniami poprzednich rozkoszy lub pełnym napięcia oczekiwaniem. Za każdym razem słuchali muzyki, jakby to była ewangelia, od której zależą sprawy wieczności[49] – donosiła amerykańska krytyka muzyczna[50].

Przed rokiem 1986, w wieku trzydziestu pięciu lat osiągnął szczyty sukcesu, jakie przypadły niewielu. Zyskał sławę większą niż jakikolwiek inny artysta-muzyk za swego życia przed nim. Był szanowany, kochany i zarabiał naprawdę miliony. Zdobył w końcu poczucie bezpieczeństwa, do którego przez wszystkie lata tak bardzo dążył, dlatego właśnie w tym momencie postanowił zrealizować swoje marzenie o kompozycji oraz zdziałać coś jeszcze dla własnego kraju, także poza przestrzenią muzyki[51]

Patriota, polityk oraz filantrop

Dobroć Paderewskiego znana była na całym świecie. Często proszono go o przysługę lub też pomoc materialną, której rzadko odmawiał. A. de Noailles pisała o nim, że w odróżnieniu od większości artystów on sam nie uważał się bynajmniej za istotę z innego wymiaru, tymczasowo skazaną na pobyt na Ziemi – nigdy nie odcinał się od ludzi i zawsze starał się pamiętać nie tylko o ich istnieniu, ale i potrzebach[52]. Dobroć ta objawiała się w zdumiewającej hojności, choć nie wyłącznie w formie materialnej. Od swojej służby wymagał, by dawała jedzenie i pieniądze włóczęgom, a podczas tournée po Stanach jego prywatna salonka była rodzajem wędrownej kuchni rozdzielającej posiłki potrzebującym. A. Zamoyski pisze, że z całą pewnością dał więcej pieniędzy oraz koncertów na cele dobroczynne niż jakikolwiek inny artysta.

W 1904 roku grupa ormiańskich studentów z Genewy zwróciła się do niego z prośbą o pomoc w zbiórce pieniędzy na ormiańskich więźniów politycznych w Turcji – wiedzieli, że mogą na niego liczyć i nie zawiedli się. Często nie czekał wcale na to, aż zostanie poproszony. Tak było na przykład, gdy pewnego razu przeczytał w gazecie, że w pobliżu Baltimore pociąg przejechał ubogiego robotnika, którego żona spodziewała się dziecka. Kobieta dowiedziawszy się o śmierci męża pod wpływem wstrząsu przedwcześnie urodziła. Z braku pieniędzy groziło jej wyrzucenie ze szpitala. Paderewski po przeczytaniu tej wiadomości natychmiast pobiegł do szpitala, uregulował rachunek, a samą kobietę i dziecko przeniósł do kliniki w Nowym Yorku, gdzie codziennie ją odwiedzał, do momentu, gdy poczuła się lepiej, następnie zaś oboje zabezpieczył materialnie. Świadomość istnienia innych oraz wrażliwość na ich problemy była u Paderewskiego czymś uderzającym.

W zdumienie wprowadzał jego osobowy stosunek do publiczności, dla której był postacią bardziej żywą niż którykolwiek z wykonawców. Ciepło oraz serdeczność jakie emanowały z niego wzmacniały jego czar – artysty, który autentycznie kocha swoich słuchaczy i stara się nie tyle dawać koncerty, co grać właśnie dla ludzi[53].

W czasach Paderewskiego społeczeństwo miało silną edukację muzyczną – potrafiło wykonywać utwory oraz rozumieć muzykę. Od artysty tego autoramentu, co Paderewski oczekiwano wielkiej i subiektywnej interpretacji utworu, który oni sami byli w stanie wykonać w sposób zadowalający. I tą potrzebę koncerty Paderewskiego zaspokajały. Słuchacze przybywali z (…) własnymi nutami, które pomagały im śledzić moją grę. (…) Słuchali mnie w cudownej ciszy i z szacunkiem patrzyli w nuty. Czułem, że tworzą rodzaj muzycznej kongregacji… – pisał we wspomnieniach[54].

Były to występy stanowiące przeżycie same w sobie, wciągające i absorbujące widownię w stopniu prawdopodobnie wyjątkowym w dziejach muzyki klasycznej. Dlatego też poważny krytyk, F. Maitland, oceniał Paderewskiego jako „człowieka, który zdaje się łączyć w sobie wszystkie najwspanialsze cechy wszystkich największych pianistów, jakich znała historia[55]. Czymś bezdyskusyjnie niezwykłym oraz fenomenalnym było to, że potrafił on oczarować miliony ludzi własnej epoki, spośród których wielu wcale nie słuchało muzyki klasycznej nigdy przedtem, a równocześnie zadowolić najbardziej surowych krytyków. Jak przyznał przed śmiercią A. Rubinstein: Wie, na czym polega jego rzemiosło… i tłumy też wiedzą[56]. 

Ambicją Paderewskiego było pomóc ojczyźnie odzyskać niepodległość. Od chwili, kiedy osiągnął swoją stabilną pozycję starał się wykorzystywać ją oraz pieniądze, jakie mu przynosiła właśnie w tym celu. Poczucie obywatelskiego obowiązku nakazywało mu zakupione w Polsce majątki zamienić we wzorcowe gospodarstwa – chciał przekształcić w pozytywny sposób choć kawałek ziemi ojczystej, tym samym poprawiając miejscowe warunki i dając przykład. To samo dotyczyło pomysłu, który urzeczywistnił wcześniej – ustanowił konsorcjum, którego był głównym udziałowcem dla budowy wielkiego i nowoczesnego obiektu w Warszawie, jakim był hotel „Bristol” – bezcenna inwestycja dla miasta i jeszcze jeden przykład będący świadectwem pragnienia uczynienia czegoś dla dobra własnego kraju[57].

Paderewski łożył na dobroczynność wszelkiego rodzaju i chętnie dawał darmowe koncerty na różne cele. Świadczył również gesty na rzecz innych krajów, na przykład koncert w Anglii na Fundusz Wojny w Transwalu lub konkurs dla młodych amerykańskich kompozytorów z nagrodą 10000 dolarów. Zdecydowanie jednak filantropia Paderewskiego wymierzona była we własnych rodaków – gdziekolwiek by się nie znajdowali. Ustanawiał i łożył na różne projekty, na przykład gazeta polska w Detroit, wystawa w Paryżu, pomnik Kościuszki w Chicago, działalność kulturalna w Wilnie, polskie organizacje studenckie na uniwersytetach amerykańskich, nowe kolegium dla Uniwersytetu Jagiellońskiego i wiele innych, mających cele społeczne i kulturalne[58].

Powszechnie wobec świata odgrywał rolę ambasadora kultury polskiej, wykorzystując każdą okazję, by zapoznać cudzoziemców z tragedią i aspiracjami własnego narodu[59]. W myśli stale budował jakieś sojusze, szukając odpowiedników czy też wzorów z nadzieją, że pewnego dnia będzie mógł wykorzystać je w służbie własnego kraju[60]. Mówił płynnie po polsku, rosyjsku, francusku, niemiecku, angielsku i włosku[61], co bardzo ułatwiało kontakty. W Polsce wykorzystywał każdy koncert i bankiet dla oświadczeń, które aczkolwiek zawoalowane ze względu na sytuację historyczną, dodawały Polakom ducha otuchy i nadziei na przyszłość[62]. Wkrótce też przystąpił do projektu, który był sygnałem dla wszystkich Polaków na świecie.

Jeszcze jako mały chłopiec był pod ogromnym wrażeniem zwycięstwa Polaków w bitwie pod Grunwaldem. Duma jaką napawało go to wydarzenie nie opuszczała go nigdy. W czasie, gdy zbliżała się pięćsetletnia rocznica tego wydarzenia, Paderewski postanowił uczcić ją w sposób szczególny. W 1908 roku spotkał w Paryżu młodego polskiego rzeźbiarza – A. Wiwulskiego, u którego zamówił projekt pomnika. Miejscem jego wzniesienia miał być Kraków – dawna stolica Polski z czasów historycznej bitwy. W lipcu 1910 roku cała Polska z napięciem oczekiwała jego odsłonięcia. W Krakowie zebrały się setki tysięcy ludzi. Paderewski wygłosił mowę do ponad 150000 zebranych wokół pomnika. Była to wspaniała, głęboko przemyślana oracja; nie mogła nikogo obrazić ani zadrażnić stosunków z żadnym krajem, a jednak stwierdzała prawo Polski do istnienia i potwierdzała jedność celów Polaków na całym świecie (…): Dzieło, na które patrzymy, nie powstało z nienawiści – powiedział. Zrodziła je głęboka miłość Ojczyzny nie tylko w jej minionej wielkości i dzisiejszej niemocy, lecz i w jej jasnej, silnej przyszłości… Pragniemy gorąco, by każdy Polak i Litwin, każdy z dawnych dzielnic Ojczyzny czy zza Oceanu, spoglądali na ten pomnik jako na znak wspólnej przeszłości, świadectwo wspólnej chwały, zapowiedź lepszych czasów…[63].

W czasach, kiedy Polacy nie mogli uczestniczyć w polityce w ścisłym słowa tego znaczeniu artyści – zwłaszcza poeci byli jedynymi, którzy zdobywali pozycję moralnych autorytetów, stając się duchowymi przywódcami narodu. W ten sposób ludzie tacy, jak Paderewski urastali do rangi postaci narodowych, a zarazem politycznych przez sam fakt bycia sławnym i znanym we własnym kraju. W tym czasie prasa amerykańska pisała o Paderewskim jako o „niekoronowanym królu Polski”. Tam jego nazwisko było lepiej znane i otaczane powszechniejszym szacunkiem niż nazwisko niejednego polityka. Fundując pomniki i wygłaszając mowy, których przesłanie docierało do każdego Polaka, Paderewski dowodził, że jest przygotowany do działania w takiej mierze, w  jakiej to było możliwe. A sytuacja dojrzała do pojawienia się nowych przywódców[64]

Kariera pianistyczna i związane z nią doświadczenie przygotowały Paderewskiego do nowej roli – moralnego przywódcy oraz rzecznika społeczności. Jego mistrzowskie umiejętności dyplomatyczne robiły wrażenie nawet na wytrawnych, światowej klasy politykach. Potrafił oczarowywać, a zasłużona opinia człowieka hojnego, wrażliwego i ponad wszystko uczciwego nadawała wagi jego argumentom oraz apelom[65].

Wykorzystując swoją popularność gromadził pieniądze, zbierając je pośród szerokiego kręgu przyjaciół, a dając koncerty apelował o fundusze na poparcie sprawy polskiej – zdaniem Lorda Reading przemówienia te należały do najwspanialszych przykładów retoryki, jakich kiedykolwiek słuchał[66]. Paderewski niestrudzenie wykorzystywał każdą okazję do podkreślenia, że jest Polakiem, ponieważ jego ambicją było również polityczne zjednoczenie oraz podniesienie świadomości narodowej Polaków na emigracji. Jego sława, lecz przede wszystkim magnetyczna osobowość przynosiły zamierzony rezultat[67].

Paderewski był szanowany i wielu zagranicznych polityków ufało jego sądom, dlatego też prezydent Wilson oraz jego doradcy traktowali go poważnie i zasięgali jego opinii w sprawach dotyczących Europy Wschodniej, w których poza nim, mogli jedynie radzić się historyków. Fakt ten przyczynił się w decydującym stopniu do wpływu na koncepcję Wilsona i jej ostatecznego kształtu[68].

4 stycznia 1919 roku przybyła do Polski Amerykańska Misja Żywnościowa H. Hoovera stawiając jasne żądanie, że dalszym warunkiem jej pomocy jest wyniesienie Paderewskiego na urząd państwowy[69]. Następnego dnia marszałek Piłsudski przekazał mu misję sformowania rządu. Szczerość Paderewskiego i jego dobre imię znacznie łagodziły napięcia polityczne, a jednoczesne przekonanie, że ma wpływ na sprzymierzonych, wydawało się gwarantować nie tylko sprawiedliwe rozwiązanie w Paryżu, ale również rychłe dostawy żywności, odzieży i kredytów[70].

Nie było łatwo rządzić krajem, którego aparat rządzący znajdował się dopiero w trakcie formowania, konstruować wszystko od początku: konstytucję, instytucje rządzące, politykę rolną i przemysłową, system prawny – wszystko od podstaw. Paderewski stanął jednak na wysokości zadania[71]. Pełniąc obowiązki premiera piastował równocześnie stanowisko ministra spraw zagranicznych, został także głównym delegatem Polski na Konferencję Pokojową w Paryżu z R. Dmowskim jako drugim[72]. Konferencja, z którą łączył tak wielkie nadzieje na określenie kształtu i ustroju Polski okazała się jednak długim szeregiem upokorzeń[73].

Odrodzenie mocnej Polski, która była niegdyś mocarstwem było dla wielu tam obecnych wizją niewygodną oraz budzącą obawy, że taka jej pozycja w powojennej Europie przeszkodzi ich planom[74]. Podczas, gdy inne delegacje opłacały gazety, by drukowały artykuły przychylne ich sprawie, Paderewski mając wiernych przyjaciół na ważnych stanowiskach sprawiał, że wiodące magazyny, na przykład „Daily Mail” lub „The Times” popierały jego starania na zasadzie czystej życzliwości[75]. Jednak pomimo tego, że był dobrym mediatorem i jak napisał Wilson: żaden kraj nie mógłby marzyć o lepszym obrońcy[76], to przebieg Konferencji i jej ustalenia w sprawie Polski nie okazały się takimi, jakimi spodziewał się i walczył o nie Paderewski.

Podobne rozczarowanie spotkał go także w kraju. Jakkolwiek, jako ciesząca się zaufaniem osobistość bezpartyjna przyczyniał się do rozluźnienia napięcia tak, że państwo mogło funkcjonować w atmosferze wolnej od walk ścierających się partii, niemniej niekorzystne warunki uzyskane w Paryżu podważyły w dużej mierze jego wiarygodność. Zarówno prawica, jak i lewica zaczęły krytykować jego rząd, wnioskując, że jego użyteczność dla Polski już się skończyła, mimo że w rzeczywistości rządowi Paderewskiego udało się uzyskać naprawdę dużo, to jest: poskromić panujący chaos, sprowadzić żywność i inne dostawy w ilości wystarczającej do zaopatrzenia ludności, zorganizować i przewodniczyć wyborom, rozpocząć prace nad konstytucją, stworzyć podstawowe mechanizmy państwa. Już w lecie 1919 roku widocznym było jak na gruncie, który nie tak dawno nie istniał na mapach świata wyłania się europejska demokracja[77].

Paderewski zajmował stanowisko premiera nie dlatego, że pragnął władzy lub pozycji, lecz dlatego, że był przekonany, że jest to jego obowiązek, bo czuł się człowiekiem w danej chwili potrzebnym Polsce. Nie umiał jednak zrozumieć żądzy władzy u innych, ani przymusu stronniczości, będącego cechą polityki partyjnej, gdyż był człowiekiem zbyt szlachetnym[78].

10 grudnia 1919 roku złożył ostatecznie rezygnację z funkcji premiera, a 14 grudnia 1920 ze stanowiska polskiego delegata na Konferencję[79]. W 1924 roku sprzedał swoją gazetę W. Korfantemu z Chrześcijańskiej Demokracji i całkowicie zerwał z polityką. Wymowną pozostaje wypowiedź pułkownik House’a: gdyby Paderewski był mniejszym patriotą i altruistą, mógłby pozostać u władzy i stać się autokratą[80], lecz faktem jest ten że, w czasach kiedy sceną polityczną Polski wstrząsały kłótnie rozlicznych małych partii, a kruche koalicje wyrastały jedna po drugiej nie było miejsca dla kogoś takiego jak Paderewski i on sam miał wystarczająco dosyć rozsądku, by to zauważyć[81].

Zakończenie

Pięć lat poświęconych polityce odsunęło Paderewskiego od fortepianu zupełnie. Rujnujące wydatki męża stanu doprowadziły jego sytuację finansową do punktu krytycznego. To spowodowało, że z powrotem zmuszony został do dawania koncertów. Ślad, jaki pozostawiły wydarzenia ostatnich lat nadał jednak jego wykonaniom, pomimo tak długiej przerwy zdumiewającą nową jakość, do tego stopnia że O. Gabryłowicz zwrócił się do Paderewskiego następującymi słowami: Lepiej wszyscy najpierw zostańmy premierami, a potem powróćmy do muzyki[82]. Koncertował nieprzerwanie do 1939 roku. Zmarł 29 czerwca 1941 roku na minutę przez 23:00, do ostatnich dni pozostając aktywnym w służbie dla Polski[83].

Wnioski

1. Sukces, jaki osiągnął Paderewski można mierzyć na miarę „amerykańskiego snu”, a jednak on sam nie zapomniał nigdy o swoich korzeniach oraz ojczyźnie. To, co zdobył osiągnął nieprawdopodobną determinacją oraz wyrzeczeniami, ale jak mówi angielskie powiedzenie: Człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi – trzeba wiedzieć, jakie są nasze pragnienia, a Opatrzność będzie tak układała życie, aby mogły się one realizować. Paderewski nie był urodzonym pianistą, w takim sensie jak Liszt, Chopin czy Rubinstein. Miał jednak pewne wrodzone talenty muzyczne, które pracowicie rozwijał i ostatecznie wyrobił sobie znakomitą technikę[84]. Jednym słowem: Praktyka czyni mistrza. Przypadek Paderewskiego jest potwierdzeniem tych zdań pod tym każdym kątem inspirującym – wezwaniem, by odnaleźć swój osobisty talent i doskonalić go, czerpiąc zeń szczęście i przyczyniając się do dobrej sławy narodu polskiego.

2.  Wielka kultura Paderewskiego – jego takt, wrażliwość, erudycja oraz inteligencja robiły wrażenie na największych osobistościach: Niewielu ludzi zrobiło na mnie kiedykolwiek tak duże wrażenie. Mogłem słuchać go godzinami – pisał Lloyd George. Spotykając powszechnie chwalonych wielkich ludzi najczęściej doznajemy zawodu, ale tym razem spełnienie nadziei przewyższało wszelkie oczekiwania. Jest to człowiek naprawdę niezwykły. Opowiedział nam trochę o historii Polaków, tak że doszliśmy do wniosku, iż byli narodem głęboko niedocenianym[85].

3. Był nie tylko jednym z najwspanialszych artystów przełomu XIX i XX stulecia, ale także człowiekiem o szlachetnym sercu. Mawiano o nim: (…) jeden z najwspanialszych artystów, jeden z najwspanialszych charakterów i jedno z najszlachetniejszych serc naszych czasów[86]. Obdarzony głębokim instynktem moralnym, a także niezłomną wiarą w moc prawdy oraz sprawiedliwości wzbudzał szacunek u innych, mobilizując do uszanowania wartości: Gdziekolwiek się pojawiał, wszędzie podejmowany był przez najwyższych dostojników; kiedy wchodził do restauracji goście wstawali; publiczność pozdrawiała go, kiedy wchodził do kina (…). Mieszkańcy miasta Morges, gdzie miał dom, wieszali na ścianach jego fotografie oprawione w ramki; kiedy wracał z tournée, na powitanie ulice dekorowano flagami[87].

4. Sposób, w jaki wykonywał utwory sprawiał, że zachwycali się nim nie tylko koneserzy, ale także ludzie nieprzygotowani do odbierania muzyki klasycznej, ponieważ umiał rozbudzić w nich przeżycie piękna. Istnieje wiele ludzi, którzy unikają recitali fortepianowych, uważając je za śmiertelnie nudne, ale nie opuszczą ani jednego koncertu Paderewskiego, bo w jego wykonaniu Bach i Beethoven przestają być dla nich zagadką, a stają się źródłem rozkoszy[88]. Ta właśnie umiejętność dowodzi niezwykłości talentu Paderewskiego oraz jego ogromnej wrażliwości na drugiego człowieka: (…) to nie pianista, to człowiek, który gra: wszystko jedno, co robi na tym fortepianie, bo posiada możność wprowadzenia muzyką słuchacza w ekstazę, w inne rejony, o których nie da się pisać. (…) Paderewski nie gra ani dla pianistów, ani dla muzyków – gra po prostu dla ludzi. Porusza w nich każdy nerw, każdy zakamarek duszy[89].

5. Historia życia Ignacego Jana Paderewskiego to przykład i wzór życia człowieka sukcesu na miarę oczekiwań XXI wieku, a równocześnie wielkiego patrioty – człowieka, który kochając muzykę, w podobnym stopniu kochał również ojczyznę, a wzajemna im służba przenikała się, stapiając w jedno. Wszechstronność oraz poziom doskonałości, jaki reprezentował Paderewski składają się nie tylko na ideał, odpowiadający najwyższym wymaganiom, lecz stanowić powinny dla polskiego społeczeństwa przypomnienie zapomnianego już w praktyce dnia codziennego kodeksu postaw obywatelskich.

Dla tych właśnie wszystkich powodów myśląc OJCZYZNA nie wolno nie pamiętać Paderewskiego. 

 


[1] S. Żeromski, Wisła, Szczecin 1985, s. 10.

[2] W. Kopaliński, Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych, Warszawa 1970, s. 566.

[3] Słownik wyrazów obcych PWN, J. Tokarski (red.), Warszawa 1971, s. 558.

[4] Wielki słownik wyrazów obcych PWN, M. Bańka (red.), Warszawa 2003, s. 953.

[5] K. Twardowski, O patriotyzmie, Lwów 1919, s. 12.

[6] H. Kamieński, Katechizm demokratyczny czyli opowiadanie słowa ludowego, [w:] W stulecie Wiosny Ludów 1848-1948, t. V, Warszawa 1953, s. 281-282.

[7] S. Małkowski, O współczesnej formacji religijnej w Polsce, Warszawa 1919, s. 39.

[8] E. Orzeszkowa, Patriotyzm i kosmopolityzm, Wilno 1880, s. 57.

[9] A. Zamoyski, Paderewski, tł. A. Kreczmar, Warszawa 1992, s. 5.

[10] Tamże, s. 13.

[11] Paderewski, W. Dulęba, Z. Sokołowska (oprac.), Kraków 1976, s. 11.

[12] A. Zamoyski, Paderewski, s. 14-15. Pięknem tego miejsca zachwycał się głęboko także Joseph Conrad, który tam się urodził.

[13] Tamże, s. 16-18.

[14] I. J. Paderewski, The Paderewski Memoirs, with M. Lawton, (tł. A. Kreczmar), London 1939, s. 37. 

[15] Tamże, s. 36, 39.

[16] A. Zamoyski, Paderewski, s. 19.

[17] Tamże, s. 22-23.

[18] Tamże, s. 23-25.

[19] The Paderewski Memoirs, s. 56.

[20] L. Auer, My Long Life in Music, London 1924, s. 236.

[21] A. Zamoyski, Paderewski, s. 27, 28.

[22] Tamże, 28-29.

[23] The Paderewski Memoirs, s. 106-107; H. Opieński, Ignacy Jan Paderewski, Kraków 1960, s. 23; A. Zamoyski, Paderewski, s. 30-32.

[24] A. Zamoyski, Paderewski, s. 32-33.

[25] Tamże, s. 34-35.

[26] Tamże, s. 37; The Paderewski Memoirs, s. 81.

[27] A. Zamoyski, Paderewski, s. 38.

[28] Tamże.

[29] H. Modjeska, Memories and Impressions, New York 1910, s. 468.

[30] A. Zamoyski, Paderewski, s. 40.

[31] Tamże, s. 40-41.

[32] Tamże, s. 42; The Paderewski Memoirs, s. 99.

[33] Wywiad z Teodorem Leszetyckim, „Tygodnik Ilustrowany”, Warszawa 21 stycznia 1899; cyt. za: A. Zamoyski, Paderewski, s. 43

[34] A. Zamoyski, Paderewski, s. 43.

[35] Tamże, s. 44, (cyt. za: R. Landau, Paderewski, London 1934, s. 24).

[36] A. Zamoyski, Paderewski, s. 50; The Paderewski Memoirs, s. 126.

[37] A. Zamoyski, Paderewski, s. 53.

[38] The Paderewski Memoirs, s. 131.

[39] A. Zamoyski, Paderewski, s. 56, (cyt. za: R. Landau, Paderewski, s. 35; Ch. Philips, Paderewski: The Story of a Modern Immortal, New York 1934, s. 170).

[40] A. Zamoyski, Paderewski, s. 56-57; H. T. Finck, Succes in Music and How It Is Won (z rozdziałem o tempo rubato I. J. Paderewskiego),  London 1910, s. 312.

[41] The Paderewski Memoirs, s. 146; A. Zamoyski, Paderewski, s. 60.

[42] Shaw B., London Music In 1888-1889 as Herda by Corno di Bassetto, London 1937, (cyt. za: A. Zamoyski, Paderewski, s. 63).

[43] „Monthly Musical Rekord”, czerwiec 1890, s. 137, (cyt. za: A. Zamoyski, Paderewski, s. 64).

[44] H. Henschel, Sir George, When Soft Voices Die, London 1949, s. 72; A. Zamoyski, Paderewski, s. 68, 70-71.

[45] A. Zamoyski, Paderewski, s. 96.

[46] Tamże, s. 70.

[47] Tamże, s. 78-79.

[48] Tamże, s. 80.

[49] H. E. Krehbiel, How to Listen to Music, New York 1897, s. 154-155, (cyt. za: A. Zamoyski, Paderewski, s. 97).

[50] A. Zamoyski, Paderewski, s. 101.

[51] Tamże, s. 121.

[52] A. Noailles, Comtesse de, Le Livre de Ma Vie, Paris 1932, s. 218-219, (A. Zamoyski, Paderewski, s. 115).

[53] A. Zamoyski, Paderewski, s. 116-117.

[54] The Paderewski Memoirs, s. 279-280; A. Zamoyski, Paderewski, s. 137-138.

[55] J. A. Fuller Maitland, A Doorkeeper of Music, London 1929, s. 199; 119.

[56] A. Zamoyski, Paderewski, s. 120.

[57] Tamże, s. 129.

[58] Tamże.

[59] Tamże, s. 154.

[60] Tamże, s. 135.

[61] Tamże, s. 152.

[62] Tamże, s. 154.

[63] J. Orłowski, Paderewski i obudowa Polski, t. I, Chicago 1939, s. 65; A. Zamoyski, Paderewski, s. 155.

[64] A. Zamoyski, Paderewski, s. 158.

[65] Tamże, s. 175.

[66] I. J. Paderewski, Poland Past and Present (przemówiemie wygłoszone 5 lutego 1916 w Chicago Auditorium), New York 1916, (cyt. za: A. Zamoyski, Paderewski, s. 169).

[67] A. Zamoyski, Paderewski, s. 169-170.

[68] Tamże, s. 186.

[69] T. Komarnicki, The Rebirth of the Polish Republic, London 1957, s. 262; Kellogg V., Paderewski, Piłsudski and Poland, “The World’s Work”, maj 1919, (cyt. za: A. Zamoyski, Paderewski, s. 194).

[70] A. Zamoyski, Paderewski, s. 194-195.

[71] Tamże, s. 197.

[72] Tamże, s. 199.

[73] Tamże, s. 202.

[74] Tamże, s. 209.

[75] Tamże, s. 211.

[76] D. H. Miller, My Diary of the Conference of Peace, t. IX, New York 1924, s. 54, (cyt. za: A. Zamoyski, Paderewski, s. 219).

[77] A. Zamoyski, Paderewski, s. 224.

[78] Tamże, s. 225-226.

[79] Tamże, s. 231.

[80] E. M. House, Paderewski: the Paradox of Europe, “Harper’s Magazine”, grudzień 1925, (cyt. za: A. Zamoyski, Paderewski, s. 232).

[81] A. Zamoyski, Paderewski, s. 239.

[82] H. T. Finck, My Adventures in the Golden Age of Music, New York 1926, s. 294.

[83] A. Zamoyski, Paderewski, s. 263.

[84] Tamże, s. 106.

[85] F. Stevenson, (Countess Lloyd George), Lloyd George; A Diary, London 1971, s. 179.

[86] A. Zamoyski, Paderewski, s. 95.

[87] Tamże, s. 243.

[88] H. T. Finck, Succes in Music, s. 314.

[89] T. Szeligowski, Zamiast przedmowy, [w:] Paderewski, W. Dulęba, Z. Sokołowska (oprac.), Kraków 1976, s. 7.

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze

komentarze

Powrót na górę