Michał Siudak: Iran z Ukrainą w tle

Lozanna_Irandr Michał Siudak

„Polsko tyś pawiem i narodów papugą” pisał nie bez racji wybitny polski poeta.

Od XIX wieku niewiele się w Polsce zmieniło. Co elita spapuguje, zaraz obróci do rangi cnoty. W kwestii geopolitycznej śpiewamy akurat wysokie C w oratorium szerzenia demokracji i walki ze znienawidzonym Putinem, nie zważając na to, iż pozostali chórzyści czmychają ze sceny widząc znudzenie i irytację słuchaczy. Bo ileż można śpiewać o odebraniu mistrzostw świata w piłce nożnej Rosji, demokratyzacji tyrani na Wschodzie i obronie wartości Zachodu przed inwazją świata antywartości dzikusów znad Wołgi (zapewne z pomocą niezwyciężonych oddziałów ułanów lubliniecko-kobierzyńskich pod wodzą generałów, w ilościach – jak śpiewał Wojciech Młynarski – „jeden na jednego mieszkańca”.)   

Polskie pchanie się przed szereg może prowadzić do farsy. Bo jak inaczej nazwać rzucony postulat zakazu występu na festiwalu w Oświęcimiu Gorana Bregovicia, gdyż ten jest podobnież chwalcą polityki Putina. Ten sam wykonawca 27 maja bieżącego roku wystąpi w Menorah Grand Hall w przy Centrum Menora w Dniepropietrowsku i nikomu to na Ukrainie nie przeszkadza. Trzeba zatem uważać, ponieważ w antyputinowskim zapamiętaniu można nieumyślnie Polsce napytać biedy… Zakaz występu tego artysty i akurat w Oświęcimiu mógłby przecież zostać odebrany jako akt antysemityzmu. Nieprawdaż?

Kijów w Lozannie

Według wielu analityków los Ukrainy decyduje się w Donbasie lub zaciszach kijowskich gabinetów. Moim zaś skromnym zdaniem, ośrodki decyzyjne znajdują się od dawna poza Ukrainą.

Dzisiaj przyszłość Ukrainy rozstrzyga się w Lozannie, gdzie o losach Iranu rozmawiają przedstawiciele USA, Rosji, Chin, Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec. Ale co ma piernik do wiatraka, a Ukraina do Iranu? Ma, i to bardzo wiele, bo Ukraina i Iran to naczynia połączone.

Jeżeli dogadają się światowe mocarstwa w kwestii Iranu – wojna na Ukrainie skończy się szybciej niż się zaczęła, jeżeli nie – walka o demokrację i społeczeństwo obywatelskie będzie trwać nadal, nawet do ostatniego Ukraińca.

Jak donoszą media – właśnie się dogadali.

Nauka dla polskich elit politycznych powinna być następująca: po pierwsze primo: Polska i Ukraina to nie samotne wyspy i pępki świata na geopolitycznym oceanie, po drugie primo: bez Rosji nie da się rozstrzygnąć żadnej ważnej kwestii w światowej polityce, po trzecie primo: Niemcy urastają do rangi globalnego mocarstwa i mogą nas razem ze swoimi rosyjskimi sojusznikami wziąć w polityczne i gospodarcze imadło i po czwarte ostatnie primo: do stołu negocjacyjnego zaprasza się tylko partnerów dysponujących realną siłą militarną i gospodarczą, a słabeuszom oznajmia się tylko wolę „społeczności międzynarodowej” lub urządza przewrót polityczny rodem z afrykańskiego buszu.

Ukraina jest zastępczą areną bliskowschodniego konfliktu – kijowski Majdan zaczął się w Syrii i Iranie – na Syrii i Iranie się zakończy. Dzisiaj płynna sytuacja na Ukrainie i wpływy polityczne oraz gospodarcze mocarstw w tym kraju są zapewne przedmiotem targów w sprawie irańskich wirówek. Jeżeli uda się podzielić ukraińskim tortem i wypracować jakiś scenariusz rozwoju sytuacji politycznej na Bliskim Wschodzie, wystarczą trzy (być może cztery) telefony. Administracja prezydenta Obamy zadzwoni do administracji prezydenta Poroszenki, ktoś od Putina zadzwoni do separatystów, ambasada Izraela w Kijowie wyśle kogoś do Kołomojskiego, że pora już przestać finansować „ochotników”, a Angela Merkel porozmawia o konkretach z premierem Jaceniukiem, który tak pięknie czytał o demokracji z kartki w Fundacji im. Adenauera.

Miejscowe niezależne redakcje i niezależni dziennikarze wytłumaczą miejscowej ludności po obu stronach frontu, że wygrała prawda i demokracja i teraz wszyscy przystępujemy do pracy na rzecz przyszłości, czy jakoś tam…

W tym świetle lepiej rozumiemy wysłanie nie śmiercionośnej broni Ukrainie przez prezydenta Obamę, choć amerykański Kongres zgodził się na wysyłanie broni jako takiej. W Moskwie zapewne odczytano ten akt jako gest dobrej woli oraz chęć prowadzenia negocjacji w kluczowych sprawach polityki światowej. Dobrą wolę Obamy widać na tle odcięcia się od zachowania senatora McCaina, któremu najwyraźniej przeżycia z wojny wietnamskiej przeorały psychikę i który chciałby wziąć odwet na ruskich komunistach rękami narodów Europy Środkowo – Wschodniej nie zauważając przy tym, że ulubionym krajem działalności komunistycznej awangardy stały się jego stany amerykańskie.

Myślę swoja drogą, że ktoś musiał prezydenta USA podpuścić na wojnę ukraińską, ukazując ją jako zadanie lekkie, łatwe i przyjemne, co wcale nie jest takie trudne, gdyż elita amerykańska ma raczej mgliste wyobrażenie o złożoności sytuacji politycznej i społecznej na Ukrainie. Mogłyby o tym świadczyć słowa prof. Zbigniewa Brzezińskiego, który zaproponował finlandyzację Ukrainy, choć wcześniej zagrzewał Ukraińców do boju, rozpościerając przed nimi, niczym poeta romantyczny, perspektywę wejścia do NATO i UE.

W języku geopolityki deklaracja Brzezińskiego oznacza, że USA są gotowe do konstruktywnych rozmów z Federacją Rosyjską.

A i sam białoruski tyran Aleksander Łukaszenka, który w kręgach intelektualnych nad Wisłą uchodzi za kołchozowego Głupiego Jasia (choć obiektywnie mówiąc, od kilkunastu lat jest jedynym europejskim przywódcą, który potrafił zachować niezależność terytorialną i finansową od Wschodu i Zachodu, więc jak widać realizacja doktryny śp. J. Giedroycia jest nadal możliwa), powiedział, iż nie widzi wariantu rozwiązania kryzysu ukraińskiego bez udziału USA. Organizował szczyt Miński, więc coś wie o kulisach kuchni światowej i geopolitycznej. Ładny to cymes – nie dość, że satrapa z którym cywilizowany świat zabrania nam wszelkich kontaktów spotyka się z przedstawicielami naszych najlepszych sojuszników, to jeszcze handluje z nimi białoruską technika maszynową, znaną z niskiej ceny i solidności wykonania.

Administracja prezydenta USA nie wyśle na Ukrainę (przynajmniej oficjalnie) żadnej śmiercionośnej broni, gdyż Barack Obama jest laureatem pokojowej Nagrody Nobla. Jak powiadają w Polszcze, szlachectwo zobowiązuje. Byłby ładny czulent szabasowy, gdyby z amerykańskiej broni ukraińska armia, dowodzona przez post-bolszewicką kadrę oficerską (zwaną przez M.J Chodkiewicza „małpiarnią”), zbombardowała donieckie osiedla mieszkaniowe. Media kremlowskie nie omieszkałyby rozpowszechnić tego faktu na cały świat.

Finlandyzacja Ukrainy

Prof. Brzeziński powiedział, że proponuje finlandyzację Ukrainy. Nie mamy przecież żadnych podstaw, aby nie wierzyć słowom naszego człowieka w Waszyngtonie. Skoro zapowiedział, znaczy, ni mniej ni więcej, że powiedział.

Mówiąc poważnie – o żadnej finlandyzacji Ukrainy nie może być mowy, choćby z prostej następującej przyczyny. Fińskiego emeryta stać, aby raz do roku polecieć na hiszpańską riwierę. Ukraiński emeryt lata tylko po sklepach w poszukiwaniu najtańszych produktów żywnościowych w celu zaspokojenia swoich potrzeb fizjologicznych. Najniższa ukraińska emerytura, zamrożona zresztą na cały 2015 rok, wynosi 949 hryweń (licząc po kursie 28 hryweń za dolara – to jakieś 33 dol. USA).

Fiński emeryt zastanawia się czy obrać kurs na riwierę francuską czy hiszpańską, hitem ukraińskiego emeryta w tym roku będzie oferta last minute „Fajans all inclusive”. 

Według danych Państwowego Urzędu Statystycznego średnia płaca na Ukrainie w porównaniu z 2014 rokiem zmniejszyła się o 557 hryweń do poziomu 3 455 hryweń (ok. 123 dol. USA). W rolnictwie z 2 869 do 2 482, w sektorze finansowym z 8 171 do 7 192, a w oświacie z 3 064 do 2 542. 56% Ukraińców oszczędza na żywności, 53% na odzieży.

Handel detaliczny zmniejszył się o 22, 6% w porównaniu z lutym bieżącego roku. Ze względu na wysoki kurs dolara, który jest nieoficjalną walutą na Ukrainie, notuje się znaczne spadki w handlu towarami pochodzącymi z zagranicy (przede wszystkim AGD). Do tego, na rynku ukraińskim można było zobaczyć pierwsze oznaki paniki, gdy ludzie zaczęli masowo wykupywać towary pierwszej potrzeby – zarejestrowano przypadki reglamentacji towarów przez poszczególne sieci handlowe oferujące tanie towary spożywcze.

Spadek siły nabywczej średniej płacy na Ukrainie spowodowany przez inflację wynosi średnio minus 43 procent.

Aby być zaliczonym na Ukrainie do tzw. z marksistowskiej „klasy średniej” należy zarabiać w Kijowie co najmniej 10 000 hryweń ( ok. 357 dol. USA), na poziomie regionalnym nie mniej niż 5 000 (ok. 178 dol. USA). Jeżeli kurs utrzyma się na poziomie 28 – 30 dol. USA za hrywnę, „klasa średnia” będzie miała poważny problem, aby przeżyć od pierwszego do pierwszego. O wyjściu do kina, teatru czy restauracji nie ma nawet mowy.

O przynależności do „klasy średniej” na Ukrainie decyduje (uwaga!) posiadanie własnego samochodu. Ukraińcy musieli zrezygnować w wyniku „Rewolucji Godności” z korzystania z własnego środka transportu – wg danych statystycznych w styczniu 2015 roku sprzedano o 138, 1 ton benzyny mniej (34,1%) niż w analogicznym miesiącu w 2014 roku.

Gdy Ukraińcowi braknie źródła dochodu – 38% nie ma żadnych oszczędności, 10% starczy mniej niż na miesiąc, 13% na miesiąc, 12% na dwa miesiące, 7% na 3-4 miesiące, a 5% na 5-6 miesięcy.

Ukraińcy oszczędzają na żywności (56%), odzieży (53%), odpoczynku (36%), lekarstwach (33%, można się spodziewać wzrostu śmiertelności), rozrywkach (28%), wydatkach mieszkaniowych (27%). 5% Ukraińców nie oszczędza na niczym, co by się zgadzało z teorią, że zarządzający i warstwa uprzywilejowana narodów kolonialnych stanowi do ok. 5%.

Za mieszkanie z ciemną kuchnią trzeba zapłacić ok. 550 hryw. miesięcznie. Ceny gazu wzrosły o 280%, ogrzewania o 66%, ale w warunkach ukraińskich mieszkania są opalane z gazowych elektrociepłowni. W najbliższym czasie Ukraińcy na skalę masową przestaną wnosić opłaty za mieszkanie.

Najmniej zarabiający Ukraińcy wydają 80% swoich dochodów na żywność.

Cena metra mieszkania, w zależności od miasta i regionu, wynosi od 1300 do 1700 dol. za metr kwadratowy (średnia płaca na Ukrainie to 123 dol. USA po kursie 28 hryweń za 1 dol. USA).

Wnioski

Czytam właśnie kolejną rewelację prasową, iż Putin ma gotowy plan wojny jądrowej z USA. Gdybym nie był nałogowym czytelnikiem gazet, mógłbym pomyśleć, iż jest to święta prawda. Ale ponieważ czytam prasę od ponad 25 lat, wiem, że współczesne media pełnią rolę słupów ogłoszeniowych dla różnego typu lobby, ośrodków wpływu i ukrytych mocy różnego autoramentu. Gdyby nie państwowe subsydia ukryte po pozorem szerzenia bezpieczeństwa pracy, sposobu odżywiania lub polepszenia bezpieczeństwa na drodze do szkoły i domu oraz reklamowe wpływy koncernów farmaceutycznych, większość redakcji dawno ogłosiłaby upadłość.

Polityki zagranicznej w naszym newralgicznym rejonie świata nie można robić w oparciu o rozprowadzanie się po stołkach w Unii Europejskiej, wybory do miejscowego parlamentu, czy zainstalowanie w Belwederze tego czy innego prezydenta, który i tak nie posiada żadnej realnej władzy. Pustki intelektualnej projektów politycznych nie wypełnią także żadni dziennikarze, którzy widzą w przymilaniu się władzy czy opozycji możliwość rozwiązania swoich problemów socjalnych.

Aby Polska mogła prowadzić skuteczną politykę zagraniczną, potrzebna jest skonsolidowana wizja polityczna finansowana przez rodzimy biznes i ośrodki społeczne pragnące ją urzeczywistnić. Warto brać przykład z naszych niemieckich sąsiadów – programem eksportowym Niemców są dokumentalne audycje telewizyjne rozpowszechniane na całym świecie w których główną rolę odgrywają niezawodne niemieckie marki znane na całym globie. Po oswojeniu miejscowej ludności i zapoznaniu jej z niemieckim produktywizmem oraz pop-kulturą podążają finansiści i prawnicy, który wykupują na terenach kolonizowanych wszystko co się da. Tak się robi poważną politykę, której niestety nie wykłada się na polskich uczelniach ogarniętych modą politpopu – pseudo – intelektualnej bredni przeznaczonej dla narodów poddawanych nowoczesnemu kolonializmowi. 

Najdobitniej słuszność powyższego twierdzenia obrazuje kijowski Majdan: – która z polskich firm skorzystała na dojściu do władzy prezydenta P. Poroszenki?

Można zadać prowokacyjne pytanie – ile z polskich firm sponsorowało demokratyczny przewrót na Ukrainie…? Żadna firma. A ilu Polaków sponsorowało kampanię prezydenta USA Baracka Obamy?

Toteż z kijowskiego zgromadzenia zwanego Majdanem Polska nie ma żadnych korzyści, a wręcz same zgryzoty, tak jak z przełomowej prezydentury czarnego prezydenta.

A co będzie gdy  w wyniku porozumienia z Iranem prezydent Obama ogłosi kolejny reset w stosunkach Wschód – Zachód i złowrogi Putin zostanie naszym przyjacielem?

Same zgryzoty, cierń i nędze – cóż, gdy się nie prowadzi samodzielnej polityki zagranicznej trzeba mieć twardy łeb i wytrzymałą…

 

Photo: EEAS (CC BY-NC-ND 2.0)

Komentarze

komentarze

stat4u