Andrzej Zapałowski: Konsekwencje rozpadu Ukrainy dla bezpieczeństwa Unii Europejskiej

Polsha-Ukraina-Rossiyadr Andrzej Zapałowski

Problem coraz bardziej widocznej możliwości dezintegracji Ukrainy jest kwestą związaną ze znacznym przemodelowaniem uwarunkowań bezpieczeństwa europejskiego, który jednocześnie będzie wymagał istotnych zmian w strategii bezpieczeństwa NATO. Obszar Ukrainy jest obecnie traktowany przez strategów w Europie i USA, jako strefa neutralna pod względem realnych zagrożeń dla członków sojuszu. Obecne protesty i możliwość istotnych zmian i przemodelowania sytuacji wewnętrznej na Ukrainie, może w krótkim czasie spowodować istotne zagrożenie, nie tylko dla Europy Wschodniej, ale także całej Unii Europejskiej.

Główne zagrożenia dla Unii Europejskiej

Obecna sytuacja wewnętrzna Wspólnoty nie sprzyja nachodzącej konieczności angażowania się jej na Ukrainie. Związane jest to przede wszystkim z problemami ekonomicznymi wielu krajów Unii i brakiem skutecznych działań w celu ich niwelacji. Dla Grecji, Hiszpanii czy też Portugali, olbrzymie bezrobocie wśród młodzieży jest kwestią o wiele bardziej istotną niż los demokracji na Ukrainie. Wielka Brytania jest obecnie zajęta sprawą rosnącej popularności partii i środowisk antyimigranckich i antyunijnych, jak również kwestią przyszłości Szkocji, zwłaszcza, iż referendum w tej kwestii odbędzie się w przyszłym roku. Dla Francji priorytetem jest ustabilizowanie sytuacji w Syrii, w Afryce Subsaharyjskiej, czy też w jej byłych koloniach, w tym w Republice Środkowoafrykańskiej. 

Nie ulega wątpliwości, iż na sytuację w Syrii bardzo duży wpływ ma Rosja. Włochy przepełnione ciągle napływającymi imigrantami, którzy tysiącami poprzez Lampedusę dostają się na terytorium tego kraju, nie życzą sobie kolejnych „nędzarzy” i uciekinierów z Europy Wschodniej. Dla Niemiec kwestią strategiczną są rosyjskie surowce i rynek zbytu w tym kraju. Tak wiec poza retoryką dyplomatyczną, podobnie jak w przypadku przestrzegania praw człowieka w Chinach, przejdą one do porządku dziennego nad wszelkimi rozwiązaniami wprowadzenia na Ukrainie porządku, kierując się przede wszystkim swoim interesem gospodarczym. Kraje skandynawskie i nadbałtyckie, zaangażowane w sprawy poparcia środowisk opozycyjnych na Ukrainie, nie posiadają ani środków finansowych,  ani możliwości skutecznego nacisku na Brukselę, z uwagi na swoje potencjały i znikomy wpływ na Wspólną Politykę Bezpieczeństwa i Obrony  Unii. Z kolei Czechy, Słowacja i Węgry są państwami, które podchodzą z dużym dystansem  do działań, które by godziły istotnie w interesy Rosji. Ponadto, zarówno Węgry jak i Rumunia widzą przy tym swoją szansę, iż w  przypadku ewentualnej dezintegracji Ukrainy, na odzyskanie „swoich” ziem, które obecnie znajdują się na ukraińskim Zakarpaciu.

Rozpad Ukrainy, niezależnie od jej głębi, w konsekwencji doprowadzi do pogłębienia różnic i podziałów w samej Unii. Będzie to na wielu polach kolejny katalizator osłabiający spoistość wewnętrzną Wspólnoty, poprzez uwidocznienie różnych i bardzo oddalonych od siebie interesów poszczególnych jej członków. Doprowadzi do tworzenia bloków charakteryzujących się różnym podejściem wewnątrz Unii do Ukrainy, a przez to zdobywaniem coraz większego wpływu przez Moskwę na politykę wewnętrzną Wspólnoty.

Także niespójne podejście państw Unii do problemu ukraińskiego, znacznie wpłynie na obniżenie rangi Brukseli w polityce międzynarodowej i  jej możliwości i skuteczności obronnych.  To czterokrotnie ludniejsza Wspólnota, o olbrzymim PKB w porównaniu z Rosją, nie jest w stanie rywalizować skutecznie z ta ostatnią o wpływy na terytorium dwukrotnie większym od Polski? Takie postrzeganie Unii stanie się jej problemem w rywalizacji z państwami Azji i Ameryki o pozycje w świecie.

Kolejnym elementem wpływającym na bezpieczeństwo Unii, będzie realne przesuniecie się wpływów rosyjskich i jej infrastruktury militarnej o kilkaset kilometrów na zachód, w pasie od Białorusi, aż po Morze Czarne, co z kolei zmusi NATO, a zwłaszcza USA do powtórnego wzmocnienia swojej obecności w Europie, a w konsekwencji uszczuplenia zaangażowania w istotnej dla Waszyngtonu części świata, to jest rejonu Pacyfiku i Oceanu Indyjskiego.

Polska jako zakładnik samej siebie na Ukrainie

Tak naprawdę, tylko Polska powodowana doświadczeniami historycznymi, które charakteryzują się wyraźną antyrosyjską specyfiką oraz historyczną już ideologią Międzymorza, dąży do zmiany wektorów w ukraińskiej polityce zagranicznej i gospodarczej. Po kilkunastu latach wspierania Ukrainy, okazuje się, iż zarówno w sferze politycznej, jak i gospodarczej działania te skończyły się całkowitą klęską. Jedynie środowiska neobanderowskie i część opozycji demokratycznej zauważa polskie zaangażowanie, ale z uwagi na polityczne uzależnienie obecnego rządu polskiego od Niemiec, ukraińska opozycja woli rozmawiać z Berlinem. Tak więc Warszawa ponosi obecnie koszty gospodarcze, a zapewnie wkrótce będzie ponosiła także koszty polityczne za swoje zaangażowanie na Ukrainie. Polscy politycy starają się nie widzieć, iż  tak naprawdę poza „majdanową” retoryką, z naszym krajem jak się nie liczono do tej pory w Kijowie, tak i zapewne będzie nadal.  Ponadto, należy podkreślić, iż Warszawa na szali ryzyka politycznego (podobnie jak to zrobiono w przeszłości na Białorusi) położyła interesy mniejszości polskiej na Ukrainie oraz kwestie dziedzictwa Rzeczypospolitej na Kresach. Dla polskiego rządu i opozycji, nie jest ciągle to dogodny moment, aby o tym rozmawiać! Na początku lat dziewięćdziesiątych także zbagatelizowano te kwestie w relacjach z Litwą. To znacznie mniejsze Węgry, czy też Rumunia rozumieją bardziej swoje interesy na Ukrainie niż Warszawa.

W razie dezintegracji Ukrainy, także Polska poniesie największe straty w tym względzie. Po pierwsze, utracimy wpływy we wschodniej i południowej Ukrainie w sferze gospodarki, poprzez wyparcie stamtąd Warszawy przez tandem Moskwy i Berlina. Należy zauważyć, iż jest to obszar o największym zaludnieniu i najlepszym przemyśle na Ukrainie, ponadto z dostępem do morza. Po drugie, w zamian otrzymamy iluzoryczne wpływy na „banderowskiej” zachodniej Ukrainie, która praktycznie nie posiada przemysłu, a za to posiada antypolskie fobie. I tutaj także rządzące środowiska będą wolały byłego sojusznika z okresu II wojny światowej, czyli Niemcy, a nie polskiego „okupanta”. Tak więc sami szykujemy sobie problem środkowoeuropejskiego Kosowa. Ponadto, trzeba brać pod uwagę fakt, iż dla wielu młodych Ukraińców,  jeżeli Unia nie przyjdzie na Ukrainę (a nie przyjdzie), to oni zjawią się w Unii. Polska, borykająca się z olbrzymim bezrobociem wśród młodzieży, brakiem mieszkań, będzie fundowała pracę i zabezpieczenie socjalne młodzieży przesiąkniętej ideologią „banderowszczyzny”? Kto będzie utrzymywał liczne obozy dla uchodźców, kto będzie kontrolował podziemie ukraińskie działające metodami terrorystycznymi przeciw „utracie” Ukrainy naddnieprzańskiej? Kto będzie gasił traumatyczne doświadczenia ludności żyjącej w Polsce południowo-wschodniej, związane z napływem wnuków morderców Wołynia i Małopolski Wschodniej, młodzieży, która zasili rodzimych piewców banderyzmu w Polsce?

Zmiana sytuacji na Ukrainie dla Polski będzie miała daleko idące konsekwencje w zakresie jej bezpieczeństwa. Polska posiada obecnie armię zdolną do ograniczonych operacji międzynarodowych, ale niezdolną do skutecznej obrony państwa, z uwagi na braki rezerw mobilizacyjnych, usprzętowienie, czy też w końcu zaplanowaną jej miniaturyzację. Nie wynika to oczywiście z winy wojska, ale odpowiedzialność za to ponoszą politycy związani z ostatnimi rządami i całkowicie uzależnione od nich pod względem decyzyjności kierownictwo Ministerstwa Obrony Narodowej i poszczególnych dowództw.

Z uwagi na możliwość zbliżenia do naszych granic na południowym-wschodzie infrastruktury wojskowej Rosji, zwiększy się podatność Polski na zastraszanie i przez to wpływanie na politykę bezpieczeństwa państwa. Także Stany Zjednoczone będą musiały powrócić do zwiększonej obecności w Europie, kosztem ich obecności w Azji Południowowschodniej. Wygląda na to, iż sytuacja geopolityczne na wschód od Polski, przez następne dekady nie będzie ustabilizowana, co będzie miało daleko idące konsekwencje dla naszej gospodarki i możliwości rozwoju państwa.

Kreowanie problemów

Sytuacja, w której Ukraina była państwem zorientowanym wielowektorowo, była na obecne możliwości Warszawy stanem  optymalnym. Z jednej strony był to przysłowiowy bufor bezpieczeństwa, potęgowany faktem braku zainteresowania władz Ukrainy inwestowaniem w kwestie militarne, a z drugiej strony rząd, co prawda skorumpowany (ale jaki rząd na wschód od Polski nie jest skorumpowany?), był w swojej retoryce pozytywnie nastawiony do Warszawy. Polska, będąc krajem mniejszym obszarowo i demograficznie, postanowiła jednak, mimo wątłych sił politycznych i gospodarczych, na wykreowanie „lepszego” układu poprzez obalenie obecnego i oparcie się na Ukrainie na siłach prozachodnich,  zarówno antyrosyjskich jak i antypolskich. Oczywiście, nie zrobiła tego samodzielnie, ale przy wydatnej pomocy USA i Unii Europejskiej. Problem polega tylko na tym, iż na prawdziwe ryzyko polityczne i gospodarcze narażona jest tylko Warszawa, gdyż pozostali partnerzy zawsze mogą z Rosją targować się o inne pola wpływów geopolitycznych i sprawnie się wycofać z nieperspektywicznego pola konfrontacji.

W Warszawie zbyt wielu ludzi nie może zrozumieć, iż tylko polsko-rosyjska koegzystencja wpływów na Ukrainie może ustabilizować to państwo. Jest to zarówno w interesie Polski, jak i Rosji. Problem polega tylko na uświadomieniu sobie tego przez elity obu krajów i podjęciu wspólnych działań na Ukrainie. Dla Brukseli pozbycie się „kłopotu” Ukrainy będzie wybawieniem, a dodatkowo wzmocni  pozycję Warszawy w Unii.

Ryc. inosmi.ru

Komentarze

komentarze

stat4u