Andrzej Zapałowski: Jesteśmy na celowniku Moskwy

iskanderZ dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

 

Jeżeli zastępca sekretarza rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa Jewgienij Łukjanow zwraca się do Polski i Rumunii: jesteście naszym celem, to co to tak naprawdę oznacza?

– Rosja sygnalizuje społeczeństwu, bo dla specjalistów jest to oczywiste, iż budowa tarczy antyrakietowej w postaci radarów i systemów neutralizacji rakiet stanie się celem taktycznej broni jądrowej jako element pierwszego uderzenia lub kontruderzenia w razie konfliktu na linii Stany Zjednoczone – Rosja.

Czy Polska powinna odpowiedzieć na tę zaczepkę? Innymi słowy, czy i jaka powinna być reakcja z naszej strony?

– Musimy mieć świadomość, iż bez własnego systemu antyrakietowego, którego przecież nie posiadamy, będziemy zdani tylko na łaskę Waszyngtonu. Trzeba też pamiętać, iż planowane zakupy systemów antyrakietowych przez Polskę mają nastąpić w znacznym dystansie czasowym po instalacji tarczy antyrakietowej. Ponadto nikt nie mówi, iż amerykański kompleks rakietowy, który ma być ulokowany w Polsce, będzie nastawiony głównie na neutralizację rakiet dalekiego i średniego zasięgu, czyli do uderzeń z odległości ponad 1000 km. Tymczasem system, który już zagraża Polsce, to głównie komponent rakiet krótkiego zasięgu. Dodatkowo nikt w praktyce nie przetestował sytuacji, kiedy w kierunku jednego celu zostanie wystrzelonych wiele rakiet z wyrzutni rozmieszczonych w różnych miejscach. Pytanie, czy systemy antyrakietowe są w stanie zneutralizować wszystkie wystrzelone w ten sposób pociski. Zresztą i tak w razie pozytywnej neutralizacji dojdzie do wybuchu w polskiej przestrzeni powietrznej. Dlatego Polska w razie podjęcia decyzji o rozmieszczeniu rakiet musi się domagać od Stanów Zjednoczonych przekazania lub wydzierżawienia wielu systemów antyrakietowych do czasu uzyskania własnych. Zasadnicze pytanie, jakie należy sobie zadać, to jak Waszyngton chce zrekompensować Polsce narażenie się na uderzenie, które w momencie instalacji rakiet będzie bardziej prawdopodobne, niż jest obecnie.

Wracając jednak do kwestii stanowiska doradcy prezydenta Putina, czy mamy do czynienia z próbą zastraszania i jak nie dać się zastraszyć Moskwie?

– W polityce międzynarodowej wykorzystanie sił zbrojnych do demonstracji siły i zastraszenia należy do klasycznego katalogu posunięć. Chodzi o to, aby coś wymóc na drugiej stronie, zwłaszcza słabszej. W ten sposób można np. wpływać w państwach demokratycznych na postawy społeczne i decyzje wyborcze. Jedynym kontrposunięciem adekwatnym do takich działań jest budowa systemu bezpieczeństwa opartego na posiadaniu technologii neutralizującej to zagrożenie bądź budowa systemu obronnego w oparciu o wykorzystanie całego społeczeństwa do obrony np. milionowej armii Obrony Terytorialnej. Nie może to być tak jak obecnie, gdzie zaledwie 1 proc. społeczeństwa ma bronić pozostałe 99 proc.

Elementy amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Polsce czy Rumunii są rzeczywiście aż tak istotne dla Rosji, czy może jest to tylko kolejny pretekst dla Putina?

– Są one istotne, gdyż w pewnym momencie może wystąpić zasadnicza różnica pomiędzy deklarowanym uzbrojeniem a tym, które rzeczywiście będzie się tam znajdować. Kto skontroluje Amerykanów, czy zamiast antyrakiet nie będzie tam rakiet jądrowych?

Tarcza antyrakietowa – co tu dużo mówić: nie najnowszej generacji – jest w stanie zapewnić nam bezpieczeństwo? Czy nie lepiej byłoby z naszego punktu widzenia, aby więcej amerykańskich żołnierzy stacjonowało przy naszej wschodniej granicy?

– Jeżeli mamy wybierać pomiędzy systemem antyrakietowym a lokalizacją w Polsce baz, w których będą stacjonowały 2-3 brygady, to bezwzględnie ten drugi element, czyli bazy, jest dla nas korzystniejszy. Sama obecność jednostek spowoduje wykierowanie rosyjskich rakiet, ale nie będzie priorytetem do uderzenia jak w przypadku systemu antyrakietowego. Zmieniając temat, jak, Pana zdaniem, może rozwinąć się konflikt na Ukrainie?

– Po deklaracjach władz Ukrainy widać, iż idzie ona w kierunku konfrontacji z Rosją, licząc na nieustanne wsparcie Stanów Zjednoczonych. Z kolei Unia Europejska będzie się coraz bardziej dystansować od tego konfliktu, a zwłaszcza od jego kosztów, które są coraz wyższe. Zresztą niekontrolowany napływ imigrantów i tak spowoduje wzrost popularności ugrupowań prawicowych, które w wydaniu zachodnioeuropejskim są zasadniczo prorosyjskie. Nie ulega wątpliwości, iż skutek tej konfrontacji militarnej jest już teraz przesądzony na korzyść Rosji. Prezydent Poroszenko będzie próbował tym konfliktem przykryć upadek gospodarczy własnego państwa. Natomiast celem Rosji jest maksymalnie długie unikanie konfliktu z uwagi na nieuniknione, odkładane w czasie poprzez pożyczki bankructwo Ukrainy. W takim przypadku jest wielce prawdopodobny wzrost w społeczeństwie ukraińskim poparcia co do współpracy z Moskwą.

Dopuszcza Pan myśl, że za jakiś czas Waszyngton z Moskwą stworzą nowe relacje? Jakie w tym ewentualnym nowym rozdaniu może być miejsce Polski?

– Dla mnie nie ulega wątpliwości, iż za rok lub dwa Waszyngton będzie chciał pozyskać Rosję do współpracy w obszarze kontroli broni jądrowej, którą już ma Korea Północna, a zapewne niedługo będzie miał Iran. Stany Zjednoczone bez Rosji nie są w stanie tego zrobić. Drugą kwestią będzie osłabienie relacji Rosji i Chin, zwłaszcza w odniesieniu do budowy alternatywnego światowego systemu finansowego, który skierowany jest przeciwko petrodolarowi. Stanie się tak po ustaleniu granic wpływów obu mocarstw na Ukrainie, co tylko pokazuje, że jej podział jest nieunikniony. Pytanie tylko – według jakiego rozgraniczenia to nastąpi? Polska z tej konfrontacji wyjdzie osłabiona ekonomicznie zarówno w UE, jak i na obszarze postsowieckim oraz w stosunkach z Rosją. Handel Waszyngtonu z Moskwą to zaledwie 2-3 proc. wymiany Stanów Zjednoczonych, dla Polski będzie to problem rozłożony na lata. Beneficjentami obecnego zaangażowania Polski w kwestię ukraińską będą Słowacja, Węgry czy Czechy. Polskie interesy na tej wojnie będą równe interesom, które zrobiliśmy na wojnie irackiej, gdzie w raporcie księgowym były tylko koszty. Mając na uwadze nasze dotychczasowe doświadczenia, polskie władze powinny to brać pod uwagę.

Dziękuję za rozmowę.


ŹródłoNasz Dziennik

 

Komentarze

komentarze

stat4u