Arkadiusz Meller: Wizja nieśmiertelności

 Prospect_of_immortallitydr Gerald J. Grasman
 
Wstęp do książki: Robert Ettinger, The Prospect of Immortality.
 
           
Podczas czytania tej książki przypomniałem sobie o pewnym belgijskim biznesmenie, który podczas pierwszych dni II Wojny Światowej usłyszał plotkę o możliwości rozszczepienia jądra atomu. Zamówił on z Konga ogromny zapas uranu, który został wysłany do magazynu w pobliżu Nowego Jorku, w samą porę aby został użyty przy tworzeniu bomby atomowej. (Edgar Sengier, zdobywca Medalu Stanów Zjednoczonych i były prezes Union Mieniere du Hant Katanga; patrz artykuł w New York Times s.: 7-30-63:29). Musze przyznać, że byłem bardzo zainteresowany spekulacjami na rynku biznesu, powinienem był entuzjastycznie zbierać ekwipunek i wyposażenie potrzebne do przeprowadzenia projektu pana Ettingera.
 
Przeciwnie do procesu tworzenia bomby atomowej propozycje Ettingera są w pełni humanitarne oraz życzliwe w swoich zamierzeniach, tak bardzo, że czytelnicy mogą zastawiać się czy naukowcy i fizycy nie zamierzają zastosować technik niskich temperatur (kriobiologii) aby przedłużyć ludzkie życie. W stosunku do tych domysłów musi zostać powiedziane, że zbyt często dochodziło do niefortunnych opóźnień pomiędzy odkryciami naukowców dokonywanymi w laboratoriach a zastosowaniem tych odkryć dla dobrobytu całej ludzkości. Na przykład, w 1928 roku, Sir Alexander Fleming odkrył, że penicylina była wybitnie efektywna w zabijaniu zarazków. Jednakże brak było Flemingowi odpowiedniej ilości materiału aby przygotować większe ilości tejże substancji i w konsekwencji nie osiągnął nic aż do momentu, kiedy podczas II Wojny Światowej pojawiające się masowo ofiary, spowodowały, że rząd, zarówno Amerykański jak i Brytyjski a także przedsiębiorcy z tych krajów rozpoczęły współprace na badaniami zapoczątkowanymi przed Fleminga. Do roku 1944, lek ten doprowadził do spektakularnych, wręcz cudotwórczych wyzdrowień.
 
Jednakże co z opóźnieniem wynikającym z przerwy w badaniach od roku 1928 aż do 1944 roku? Nikt nie jest w stanie wyliczyć kosztów jakie, w ciągu tych 15 lat, poniesiono oraz ile niepotrzebnego, ludzkiego cierpienia, mimo wszystko, miało miejsce. To samo zdarzyło się, w przypadku wielu innych wynalazków, odkryć, innowacji. Pierwsze środki znieczulające zaczęły pojawiać się już na początku lat 1800, czyli XIX wieku. Jednakże kolejne 40 lat minęło nim zabiegi chirurgiczne i operacje zaczęły przebiegać bezboleśnie. Nawet dłużej zajęła walka i zmagania, które musiały mieć miejsce nim w końcu korzyść ta dotknęła kobiety w czasie porodu.
 
Znacznie więcej obrazów mogło zostać przedstawione, by przekazać co moim zdaniem okazało się najbardziej wybitną zasługa książki Ettingera. Mianowicie, próbował on wypełnić lukę pomiędzy światem badan laboratoryjnych a codzienną praktyką. Czynił tak, ponieważ był ojcem czegoś co stanowiło ogromną obietnicę dla całego gatunku ludzkiego. Spędził wiele lat wertując literaturę fachową w bardzo skrupulatny i sumienny sposób, tak aby przygotować się do istotnej roli; by wznieść społeczne wymagania nowych usług, które mogły zostać zapewnione przez naukę i jej zasługi. Co więcej, wzmógł poruszenie świadomości fizyków, prawników, biznesmenów oraz rządowych oficjeli tak aby wymagania stawiane przez społeczeństwo, mogły spotkać się z ich zainteresowaniem, a nie kompletną obojętnością. Ettinger czuł, że wzywany jest do czegoś wielkiego, co może mieć miejsce gdzieś, kiedyś (do pewnego stopnia dzieję się to właśnie teraz). Jednakże to czego chciał być pewien, jest tym co stanie się tak szybko jak to tylko możliwe i w najlepszy z możliwych sposobów. Dlatego też, przyjął entuzjastyczny, optymistyczny styl pisania, który, moim zdaniem, jest kompletnie uzasadniony, ponieważ wykonał porządny chwyt w fizycznych, chemicznych, biologicznych procesach, które omawiał, oraz przejawił uparte uwielbienie współczesnych realiów technicznych, ekonomicznych oraz społecznych.
 
Czymże jest owy rewolucyjny postęp w nauce? Pokrótce, jest to twierdzenie, że: jeśli człowiek umiera dzisiaj, jest nieodpowiednie aby go grzebać bądź poddać kremacji. Jest bowiem nadzieja, że utrzymując ciało w niskiej temperaturze, fizycy przyszłości będą mogli ożywić dane ciało, a co więcej, nawet i uleczyć. Jeżeli ktoś cierpi na nieuleczalną chorobę, nie jest dobra praktyką, aby zezwolić mu poddać się. Preferowanym jest aby poddać owego pacjenta działaniu niskiej temperatury do czasu, dopóki nie będą dostępne lepsze, skuteczniejsze medykamenty, bądź dopóki nie zostanie wynaleziony lek na daną chorobę. W odniesieniu do tych medycznych i naukowych podstaw owej koncepcji, jesteśmy posiadaczami wyśmienitego wstępu autorstwa doktora Rostanda, który jest ceniony i Zana na całym świecie ze względu na, zarówno jego badania laboratoryjne jak i sposób pojmowania filozoficznych oraz społecznych aspektów nauki. Jak twierdzi Ettinger, dr Ronstand, w 1946 roku, był pierwszym, który zdał sprawozdanie z właściwości ochronnych glicerolu w wstanie zamarzania, wobec komórek zwierzęcych. Warto również wspomnieć angielskiego naukowca, dr. A. S. Parkersa, w laboratorium którego, zjawisko dotyczące glicerolu zostało ponownie odkryte w 1948 roku. Również on wyrażał się niezwykle pochlebnie o możliwościach kriogenicznego zachowania ciała na niezmierzony czas. (C.E.W. Wolstenhome i M.P. Carmeron Edit. Ciba Foundation colloquia an aging, tom 1, Boston 1955: 162 – 69).
 
Ettinger reprezentuje bieżące stanowisko wobec wartościowości tradycji amerykańskiej, sięgając aż do czasów Benjamina Franklina. Ten wybitny wynalazca, filozof – naukowiec a także mąż stanu, powiedział w 1780 roku, że postęp naukowy doprowadzi do poswatania środka, który wydłuży ludzkie życie do powyżej tysiąca lat. Franklin był ukontentowany rozwojem nowoczesnej myśli a także postępem w tamtych czasach; piorunochron – jego własny wynalazek, szczepionka na ospę, silnik parowy, latanie (balon załogowy) itd. . franklin wzdychał za postępem, który miał nastąpić w przyszłości. W liście do francuskich naukowców, wyraził swoje życzenie, by został obudzony za sto lat, tak aby mógł obserwować rozwój Ameryki.
 
Wybitny, angielski chirurg, John Hunter, miał podobny pomysł, miał również nadzieję, przygotować rozmrożenie, czymże bowiem jest jeden rok w porównaniu do tysięcy lat.
Franklin także był niezwykle zainteresowany tym eksperymentem, podczas którego, przywraca się do życia osoby wyglądające na martwe, za pomocą topienia czy elektrowstrząsów. Wiek XVIII okazał się być niezwykle fascynujący, ze względu na właśnie takie eksperymenty.
 
Pionierami w „ożywianiu martwych” byli członkowie Stowarzyszeń Humanitarnych, ustanowionych w Europie i Stanach Zjednoczonych po roku 1767 (Stowarzyszenie Humanitarne, artykuł E.H. Thompsona: Biuletyn Historii Medycyny, 37: 43 – 51 (1963)). Musieli pokonywać pogardę oraz wyśmiewanie, ponieważ żyli wśród ignorantów i ludzi zabobonnych. Próby ratowania topielców czy uwięzionych w kopalniach górników, były uważane za szaleństwo. Jednakże wielu świadomych doktorów zdecydowało się poprzeć działania Stowarzyszeń Humanitarnych. Pojawili się także oświeceni przedstawiciele Kościoła, którzy także przejawiali poparcie dla tej idei. Kwakrzy z Filadelfii również zdecydowali się wspomóc te reformy i nawet przedstawiciel Kościoła Metodystów – John Wesley dołączył do całego przedsięwzięcia. Minister Episkopatu, podczas Mszy w 1789 roku, zdecydował się ogłosić, że reforma jak i Stowarzyszenia zasługują na jego błogosławieństwo. Dodał tym samym, „jedyną ich nagrodą jest świętość odczuwania radości z czynienia dobra.”
 
Gdy współcześnie możemy szczycić się Czerwonym Krzyżem czy sukcesami w medycynie, takimi jak sztuczne oddychanie, masaż serca, transfuzja krwi czy inne sposoby „przywracania umarłych” do życia, powinniśmy jednak pamiętać i brać pod uwagę, że Ettinger reprezentował ten sam rodzaj usług i zasłużył na nasze poparcie, z całego serca.
 
Przywołanie pytania i naturę śmierci jest głównym powodem dla którego fizycy powinni czytać to uważnie. Dążymy do bezkrytycznego akceptowania idei jako absolutu, „nieodwracalnego zniszczenia”, „śmierci biologicznej” etc. i do przeoczenia podstępnej natury tego „hartowania kategorii”, (twierdzenie ukute przez doktora Estera Menakera, by opisać powszechną, „intelektualną katastrofę” ekspertów i intelektualistów) intelektualna wadę tak rozpowszechnioną i tak utrudniającą jak stwardnienie tętnic.
 
Jest to jeden z najbardziej użytecznych aspektów w tekście Ettingera. Stawia on bowiem wyzwanie z godną podziwu wytrwałością, wielu utartym już tezom, a każdy fizyk skorzysta czytając kunsztowne ataki na hipotezy, które zbyt często brane są za pewnik. Ukazując tą funkcję Ettinger pomaga otworzyć nową linię myślenia i zapobiec jakiejkolwiek izolacji w użytkowaniu bieżących odkryć w kriobiologii zarówno w praktyce jak i dalszych badaniach.
 
Oczywiście jest także kilka punktów, autorstwa Ettingera, wszystkie drugoplanowe, z którymi nie mogę do końca się zgodzić. Nie przybliżyły mi jednak one niezaprzeczalnej logiki, jego toku myślenia. I prawdziwej wartości jego spojrzenia na niektóre z najbardziej trudnych problemów współczesnego człowieka. Wierzę, że recenzenci oraz czytelnicy ogólnie znajdą rdzeń owej książki a raz uchwycone sedno, nigdy nie zostanie zapomniane oraz doprowadzi do rozwoju nie tylko myśli ale także do podjęcia akcji.
 
Ostatnio słyszeliśmy świetnej transakcji (ku naszemu wstydowi) o kosztownej i dziecinnie sentymentalnej praktyce pogrzebowej, określanej jako „Amerykański sposób umierania”. (Jessica Mitford: „Amerykański sposób umierania”, N.Y., 1963.). Mamy tu do czynienia z ksiązką, która proponuje Amerykanom określoną drogę życia, rządzę aby nasze nadzwyczajne udogodnienia technologiczne były używane do urzeczywistniania, w dojrzały i realistyczny sposób, naszych ujawnionych wierzeń w piękno i wartościowość życia, zdrowia oraz niezmierzoną wartość jednostki.
 
Reasumując, musze przytoczyć historię Benjamin Franklina, który pewnego razu został cudownie ocalony, uratowany z wraku statku. Wyrażając uczucia wdzięczności i dziękczynienia, został zapytany czy zamierza zbudować kaplicę w celu upamiętnienia swego ocalenia. „Nie, w rzeczy samej, nie!”, odparł, „Zamierzam zbudować latarnię morską!”. Jest to moja bardzo przemyślana opinia, ale Ettinger rzeczywiście zbudował „latarnię”. Jedna osoba wysyła snop światła na wiele lat wprzód. Początkowa jasność może oślepić, jednakże inni z rozwagą i ostrożnością, ciekawi dziwnego, nowego, niespodziewanej drogi podczas gdy stare perspektywy i dawny punkt orientacyjny zostały zmienione.
 
Jednakże, ci którzy stawili czoła bólowi, stracie i szaleńczej absurdalności ludzkiej śmierci, czy to na wojnie, na placu boju, czy umierając w przytulnej sali szpitalnej – Ci ludzie poczują to wyjaśnienie tak mile witane, jak promień nadziei na świat, na który czekało się tak długo.
 
Wstęp autorstwa: Jean Rostand de l’ Academie francoise.
 
Około wieku temu, Edmond About, doskonały francuski pisarz i jedne z prekursorów nurtu science fiction, wydał krotka powieść pod tytułem „Człowiek ze złamanym uchem.” W tej opowieści zawiera historię profesora biologii, który na kilkadziesiąt lat wstrzymuje pracę ludzkiego organizmu, po czym reanimuje go i ostatecznie przywraca do życia.
 
Co w roku 1861 było tylko zadziwiającą fantastyką, dziś jest traktowane raczej jako proroctwo, które zdaje się być potwierdzone ostatnim rozwojem w dziedzinie konserwowania ludzkiego ciała na czas dłuższy niż wydaje się to być możliwe.
 
Z eksperymentów dokonanych przez Hahn de Becquerela oraz innych, nauczyliśmy się, że niektóre zwierzęta niższego rzędu (Rotifera, Tardigrada, Anguilla), niektóre nasiona warzyw czy niektóre mikroby mogą mieć wszystkie procesy wewnętrzne zakłócone na długi czas, poprzez właśnie redukcję temperatury do zbliżonej zeru absolutnemu a następnie, tuż po rozmrożenie, wznowiono wszystkie funkcje. Co więcej, podczas badań zaobserwowano swego rodzaju „wskrzeszenie”, nawet pośród zwierząt wyższego rzędu. Patrząc ogólnie, zwierzęta mogą nie zostać poddane tym procesom. Jest to przypadek, gdy znaczna liczba tkanek a nawet całe organy, lecz nie cały organizm, zostają zamrożone a następnie, po pewnym czasie, przywrócone do życia. W ten sam sposób, sperma niektórych ssaków jest impregnowana przy użyciu odpowiednich środków zachowujących, konserwujących. Tak właśnie można przedłużyć, dzięki zastosowaniu temperatury tak niskiej, jak temperatura ciekłego azotu, żywotność materiału genetycznego, a następnie odmrozić bez utraty ruchliwości oraz zdolności prokreacyjnych plemników. Podobnie w przypadku kurzego serca, po poddaniu go ogromnemu ochłodzeniu było zdolne znów zacząć bić, gdy je ogrzano.
 
Nie jest jednak poza dyskusją przywidywanie ogromnego sukcesu i nawet większych komplikacji. Rzeczywiście, w końcu zostajemy zmuszeni aby przyznać, iż istnieje realna możliwość zamrożenia a następnie reanimowania istot ludzkich oraz możliwość ciągłego ulepszania owych metod, tak aby w końcu móc je stosować powszechnie. Jest to opinia M. Louisa Hey, jednego z najbardziej kompetentnych biologów pracujących na tym polu. Pisze on „Jest wiele przekonywujących powodów, aby myśleć, że dzięki przyszłym badaniom, pewnego dnia będziemy zdolni aby wypełnić lukę, która obecnie oddziela nadrzędne organizmy z Tordigrado i Rotifera … ”.
 
Z j. angielskiego przełożył: Arkadiusz Meller
 
 
Fot. hplusmagazine.com 

Komentarze

komentarze

stat4u