Ukraina: Nikt nie zostaje Mandelą dzięki wyjściu z więzienia

Wywiad z dr. Florentem Parmentierem, wykładowcą w Instytucie Studiów Politycznych (Sciences Po) w Paryżu, specjalistą ds. Partnerstwa Wschodniego.

 

Dr Mateusz Hudzikowski, portal Geopolityka.net: Jakie są, według Pana, przyczyny takiego rozwoju sytuacji na Ukrainie (najpierw zerwanie z UE, potem Majdan, a następnie "rewolucja"…)?

Dr Florent Parmentier: Przyczyn jest wiele: mają one w większym stopniu podłoże polityczne niż ekonomiczne i biorą się przede wszystkim z pragnienia obywateli, by żyć w państwie prawa. W rzeczywistości, wielu Ukraińców widziało w Unii Europejskiej środek obrony przed własnym państwem odbieranym jako rabunkowo wykorzystujące własne zasoby, skorumpowane i despotyczne zarazem. To stąd bez wątpienia wzięło się to pragnienie Europy.

Kiedy pod koniec listopada porozumienie stowarzyszeniowe nie doszło do skutku, stało się oczywiste, że ten marsz ku państwu prawa został poważnie utrudniony. Obywatele zaczęli więc od manifestacji przeciwko odrzuceniu umowy stowarzyszeniowej. Z biegiem czasu głównym tematem protestu stała się arbitralność władz, zwłaszcza po pierwszych represjach wobec manifestujących na Majdanie.

Podczas gdy ruch protestu zdawał się ustawać na początku roku, prawo o manifestacjach z połowy stycznia nadało mu nową dynamikę. W połowie lutego widzieliśmy już eskalację przemocy na skalę niespotykaną od czasów odzyskania niepodległości przez Ukrainę. Rozwój wypadków nastąpił ekstremalnie szybko: było to rezultatem determinacji protestujących, ale także zrezygnowania w szeregach sił reżimu Janukowycza.

Jak widać, pewne głębokie uwarunkowania (chęć życia w państwie prawa) połączyły się ze szczególnymi okolicznościami. Najbardziej imponująca była z pewnością zdolność manifestantów do samoorganizacji, uniknięcie różnych pułapek, które na nich czyhały. Protestujący mieli bardzo niewielkie zaufanie do liderów opozycji.

MH: Co może Pan powiedzieć o francuskiej obecności w tym regionie? Laurent Fabius, francuski minister spraw zagranicznych, był na rokowaniach w Kijowie, ale rychło wyjechał.

FP: Jest oczywiste, że Francja jest o wiele bardziej związana polityką śródziemnomorską Unii Europejskiej niż z polityką wschodnią. I w tym wypadku istnieją pewne głębsze fundamenty takiego stanu rzeczy. Francja dąży wszak do utrzymania szczególnej pozycji w przestrzeni śródziemnomorskiej, a to z powodu swoich więzi z wieloma krajami południowego wybrzeża Morza Śródziemnego. W konsekwencji, za wyjątkiem bardziej swobodnej polityki wobec Rumunii i Bułgarii w momencie rozszerzenia UE, Francja prezentowała raczej bojaźliwe podejście do spraw wschodnich w latach 90. i w kolejnych dekadach.

Tym niemniej zaskakujące jest, że Francja wraz z Polską i Niemcami wysłała przedstawiciela MSZ, aby negocjować porozumienie pomiędzy opozycją i reprezentantami reszty społeczeństwa na Ukrainie. W czasie "pomarańczowej rewolucji", w grudniu 2004, europejska "trojka" obecna w czasie negocjacji w Kijowie złożona była z prezydentów Polski i Litwy oraz z przedstawiciela instytucji europejskich – Javiera Solany, odpowiedzialnego za sprawy bezpieczeństwa. W tym roku możemy także dostrzec wspólną, ciekawą inicjatywę ze strony Trójkąta Weimarskiego.

Poza tym należy uściślić, że relacje pomiędzy Francją a każdym państwem Europy Środkowej i Wschodniej mają swoje cechy szczególne. Na płaszczyźnie gospodarczej, przedsiębiorstwa francuskie są obecne w całym regionie, a szczególnie na Ukrainie, która jest dla nich głównym rynkiem. Politycznie to Armenia dysponuje największą grupą deputowanych i senatorów we Francji, a to z powodu silnej diaspory ormiańskiej osiedlonej nad Sekwaną. W wymiarze kulturowym Mołdawia – kraj łaciński – ma najwyższą stopę frankofonów w społeczeństwie. Już jako anegdotę można dodać, że Gruzja miała nawet premiera z francuskim paszportem. To Bidzina Iwaniszwili, który przez uzyskanie francuskiego obywatelstwa nie mógł odzyskać obywatelstwa gruzińskiego.

O ile Francja jest mniej aktywna w regionie niż Niemcy i Polska, to jednak utrzymuje trwałe relacje z Berlinem i Warszawą. Polskie uczestnictwo w misji w Republice Środkowoafrykańskiej sprawiło, że Francuzi w większym stopniu zainteresowali się problematyką wschodniej części Europy.

MH: Jakie rysują się scenariusze na przyszłość, biorąc pod uwagę rosyjską strategię?

FP: W tym zakresie nasuwają się pewne wnioski na gruncie politycznym i gospodarczym, zarówno w wymiarze wewnętrznym, jak i w szczególności w wymiarze międzynarodowym.

Po pierwsze, niedawne przemiany polityczne były skrajnie dynamiczne. Ostatecznie w ciągu kilku dni nastąpiło przejście od brutalnych represji do obalenia prezydenta, co pozostawiało niewiele czasu ministrom spraw zagranicznych krajów Trójkąta Weimarskiego, aby przybyć na miejsce, i to tylko na krótko.

Drugi element, o ile można pogratulować obywatelom zgromadzonym na Placu Niepodległości pokojowej i zarazem zdeterminowanej postawy, wciąż pozostaje część opinii publicznej na Krymie oraz na wschodzie kraju, która jest niezadowolona z natury tych wydarzeń. Oni przypisują obalenie Wiktora Janukowycza zorganizowanym grupom skrajnej prawicy. Uchylenie ustawy o języku rosyjskim przez Radę w sobotę 22 lutego było z tego punktu widzenia poważnym błędem, który wysłał zły sygnał.

Trzecia rzecz: Ukraina znajduje się dziś w takiej sytuacji gospodarczej, która nieubłaganie prowadzi ją do niewypłacalności. Będą musiały być podjęte trudne decyzje na wielką niekorzyść obywateli, którzy zobaczą, jak pogarszają się ich warunki bytowe. Warunki podyktowane przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy odbiły się głębokim politycznym echem, prowadząc do ogólnego niezadowolenia.

Po czwarte, istnieje głęboka nieufność pomiędzy obywatelami a ich polityczną reprezentacją, łącznie z osobowością taką jak Julia Tymoszenko. Wszak żaden więzień polityczny nie staje się Nelsonem Mandelą przez sam fakt uwolnienia. W końcu, jeżeli działania Rosji były względnie dyskretne przez całą tą część kryzysu, jej oddziaływanie będzie znaczące dla toku dalszych wydarzeń. Rosja będzie w stanie przyczynić się albo do stabilizacji na całej Ukrainie, albo do destabilizacji w jakiejś jej części.

Natomiast wydarzenia na scenie międzynarodowej będą wypadkową polityki amerykańskiej, europejskiej i rosyjskiej.

Wychodząc z tego założenia, można naszkicować trzy scenariusze na rok 2014:

– "polityczna odnowa": wybory prezydenckie 25 maja, a także wybory parlamentarne, przyniosą większość grupie zorganizowanych obywateli, podważających obecny system polityczny na Ukrainie. Nowe elity dadzą przykład, rozwijając Ukrainę w kierunku państwa prawa, korzystając z własnych, oryginalnych doświadczeń z demokracją.

– "status quo": scenariusz, który jawi się jako "zwycięstwo odebrane manifestującym". Opozycja zostanie na nowo zdominowana przez tradycyjne partie, co pozwoli im na utrzymanie możliwości czerpania zysków z sytuacji na Ukrainie, na wzór oligarchów. Nawet proeuropejski przywódca miałby wtedy ograniczone pole działania.

– "rozczłonkowanie": głęboki kryzys gospodarczy pociągnie za sobą radykalizację sił politycznych, Partia Regionów będzie krytykowana za przyczynienie się do powstania problemów, a jej sukcesorzy – za ich eskalację. W takich warunkach regionalne napięcia zagrażać będą integralności terytorialnej i stabilności na Ukrainie.

MH: Dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiał dr Mateusz Hudzikowski, redaktor naczelny portalu Geopolityka.net, autor m.in. najnowszej książki pt. "Europa Środkowa i Wschodnia z perspektywy francuskich środowisk eksperckich".

 

Fot. Wikipedia Commons, Captain Blood, CC 3.0

Komentarze

komentarze

stat4u