Witold Wilczyński: Europa – geograficzna wspólnota ducha

1595_Europa_Mercator-606x500prof. dr hab. Witold Wilczyński

Pytanie o to, czym jest Europa, nie należy bynajmniej do pytań retorycznych. Dziś, gdy zanika dbałość o słowo, gdy słów używa się często nie do wyrażenia prawdy, lecz jej ukrywania, nazwa „Europa” jest bardzo często stosowana w sposób nie całkiem prawidłowy. Liczni autorzy, w tym felietoniści i dziennikarze, a nawet geografowie, zdają się uważać, że jest ona synonimem Unii Europejskiej lub kontynentem. Tymczasem Unia Europejska to twór polityczny, kontynent jest pojęciem należącym do geologii[1], natomiast „Europa” jest przede wszystkim nazwą geograficzną, dlatego odpowiedzi na pytanie, co ona oznacza, szukać należy w geografii właśnie. Problem z geografią polega jednak na tym, że w przeciwieństwie do innych tak zwanych nauk o Ziemi, do których w Polsce się ją powszechnie zalicza, wiele jest w niej terminów niejednoznacznych, definicji niejasnych, nazw, których znaczenie pojmuje się w rozbieżny sposób.

Zaliczenie geografii do nauk o Ziemi powinno zobowiązywać do szczególnej dbałości o precyzję języka – są one przecież częścią nauk przyrodniczych. A jednak, paradoksalnie, odrzucenie humanistycznej tożsamości geografii i uznanie jej za naukę przyrodniczą, co dokonało się w Polsce po II wojnie światowej[2] i trwa w najlepsze do dzisiaj, nie przyczyniło się bynajmniej do uściślenia geograficznej terminologii. Dlatego też nawet Europa, w której środku ponoć zamieszkujemy, jest nazwą o nieustalonym znaczeniu i zakresie.

Gdzie kończy się Europa?

Pozostawiając samym geografom problem tożsamości geografii, przejdźmy do bardziej szczegółowej kwestii tożsamości Europy. Zakres tego pojęcia zmienił się radykalnie na przestrzeni wieków. Zgodnie z najstarszymi dostępnymi źródłami, Europa i Azja były od wieków pojęciami przeciwstawnymi. Europa oznaczała obszar stosunkowo gęsto zaludniony, zagospodarowany rolniczo, posiadający sieć miast i szlaków komunikacyjnych, Azją natomiast były leśne i stepowe pustkowia okalające ziemie cywilizowane od wschodu i północy. Na najstarszej mapie Polski Bernarda Wapowskiego z roku 1526 granica Europy i Azji znajduje się w Polsce i biegnie południkowo na wschód od Wilna i Nowogródka, i dalej wzdłuż linii Słuczy na Berdyczów i Odessę. W miarę przesuwania się ku wschodowi osadnictwa i polskich wpływów kulturalnych, przemieszczała się również granica Europy, która miała więc charakter cywilizacyjny, a znaczenie Europy było podobne do greckiej oikoumene.

Takie rozumienie Europy jest zupełnie obce autorom współczesnych podręczników, w których nazwa ta przysługuje obszarom położonym od Syberii i Morza Kaspijskiego aż po Ocean Atlantycki i jego morza. Rzut oka na mapę pozwala stwierdzić, że jest to najdalej na zachód wysunięty fragment kontynentu Eurazji, posiadający kształt rozczłonkowanego półwyspu, zwężającego się w kierunku zachodnim i zakończonego ostrogami atakowanych przez atlantyckie fale skał Land’s End w Kornwalii i Finisterre w iberyjskiej Galisji. Uważny czytelnik podręczników zauważy, że wschodnia granica Europy nie biegnie grzbietami gór Ural, ale poprowadzona jest po wschodniej stronie tego pasma. O ile Ural pozostawiono więc po stronie „europejskiej”, to w wypadku Kaukazu postąpiono odwrotnie: postulowana granica między Europą a Azją przebiega po północnym przedpolu tych gór, decydując tym samym o ich przynależności do Azji. Wschodnie, czyli syberyjskie podnóża Uralu i północne przedpole Kaukazu to jedyne lądowe granice Europy postulowane przez autorów współczesnych podręczników. Warto zastanowić się, na jakiej podstawie zostały one wytyczone.

Przemierzając rozległe stepy Kubania i Kraju Stawropolskiego nie sposób zauważyć tam jakichkolwiek oznak świadczących o tym, że jest to obszar graniczny. Po obu stronach postulowanej granicy mieszkają tacy sami ludzie, jest taki sam sposób gospodarowania, ten sam poziom rozwoju, język, te same obyczaje i to samo państwo. Tak samo jest, kiedy podróżujemy od Uralu w kierunku wschodnim. Po opuszczeniu gór przemierzamy bezkresną, niemal idealnie równą tajgę Syberii, niewiele różniącą się od tej, która znajduje się po zachodniej stronie gór. O tym, że opuszczamy Europę świadczy jedynie szeroka, przybita do słupa deska, której zachodnią połowę zajmuje napis „Europa”, a drugą, skierowaną na wschód – „Azja”. O tego rodzaju znaki informacyjne dbają Rosjanie, którym do pewnych celów potrzebna jest świadomość przynależności do Europy. Nie chcą oni uznać odrębności cywilizacji europejskiej (łacińskiej) i jej odmienności w stosunku do własnej kultury. W przeciwieństwie do niektórych polskich publikacji, rosyjskie źródła podejmujące temat granicy Europy i Azji rozróżniają jednak pojęcie kontynentu, jakim jest Eurazja, od „części świata”, jak nazywają zarówno Europę jak i Azję (Efremov 1958; Šubaev 1969: 49).

Z racji rozległości terytorium Rosji, nie dało się jej w całości zaliczyć do Europy. W tej sytuacji należało odpowiednio uzasadnić oddzielenie jej zachodniej części (z Moskwą) od „azjatyckiej” reszty, by móc tę właśnie zachodnią część nazwać „europejską”. Rosja patrzy na Europę z pewnym kompleksem i zazdrością już od czasów Piotra Wielkiego. Tablice oznaczające granicę Europy i Azji ustawiane na wschód od Uralu są geograficznym wyrazem tego kompleksu, który skłonił również do nazwania wielkiej równiny rozciągającej się od Arktyki po Kaukaz i Morze Czarne mianem Niziny Wschodnioeuropejskiej[3].

Kolejnym przejawem wspomnianego kompleksu jest sama geografia, która musiała stać się nauką przyrodniczą, gdyż czysto przyrodniczy charakter mają argumenty, pozwalające na podział Rosji na mapach i wykreowanie tworu, jakim jest „europejska część Rosji”. Skoro bowiem wszelkie gospodarcze i kulturowe dane rejestrowane przez geografię świadczyły jednoznacznie, że Rosja i Europa to jednak dwa odrębne światy, konieczne stało się odszukanie pozakulturowych kryteriów, potwierdzających rosyjsko-europejską ciągłość. Aby wykazać „europejskość” zachodniej Rosji, należało oddzielić ją od „azjatyckiej” części granicą, akceptowalną także dla zachodniej opinii publicznej. Rosjanom udał się ten zabieg, gdyż obecnie większość dzieci uczy się, że to właśnie Ural oddziela Europę od Azji, czyli Rosję „europejską” od Syberii.

Jak oddzielono Europę od Azji?

Połączenia Rosji z Europą nie dałoby się uzasadnić na podstawie zwykłych obserwacji geograficznych. Rozległe, monotonne równiny rosyjskie to zupełne przeciwieństwo europejskiej wielości małych krain porozdzielanych od siebie górskimi pasmami, lasami lub zatokami morskimi. Kontynentalny klimat również nadaje rosyjskim krajobrazom charakter odbiegający od europejskiego oceanizmu. Ale Rosja zawsze zdecydowanie różniła się od Europy przede wszystkim pod względem ekonomicznym i kulturowym, gdyż jej historia jest inna od historii europejskiej. Inne było w Rosji średniowiecze, nie doświadczyła ona renesansu ani baroku, odmienne jest wyznanie i używany w Rosji alfabet, inne są też mentalność i styl życia.

Jakie jest więc kryterium pozwalające przynajmniej część Rosji nazwać „europejską”? Problem ten rozwiązano właśnie za pomocą geografii fizycznej, którą w Rosji uznano za wiodącą dyscyplinę geograficzną, analogicznie do klasy robotniczej, której przypisano przewodnią rolę. Okazało się bowiem, że kilkanaście milionów lat temu, czyli w całkiem niedawnej przeszłości geologicznej, dzisiejsze bezkresne równiny zachodniej Syberii i Turanu stanowiły dno płytkiego morza. Nieco mniejszy akwen łączył w tym czasie Morze Czarne z Kaspijskim. Morze Śródziemne było w ten sposób połączone z Oceanem Arktycznym, co powodowało, że od lądu eurazjatyckiego oddzielony był duży fragment, obejmujący dzisiejszą Europę wraz z zachodnią Rosją i Uralem. Wprawdzie morza te były płytkie i krótkotrwałe, ale geografom rosyjskim posłużyły jako wystarczający pretekst do oddzielenia zachodniej Rosji od pozostałej jej części i nazwania jej „europejską”. Krótki i mało znaczący epizod w dziejach geologicznych Eurazji stał się w ten sposób pretekstem do wykrojenia z tego kontynentu części zwanej Europą.

Mimo znikomej istotności kryterium dokonanego podziału, jest on respektowany przez redaktorów publikacji statystycznych, autorów map atlasowych oraz podręczników. Nic więc dziwnego, że Europę mylnie nazywa się w mediach i podręcznikach kontynentem, a określenie „Europa Wschodnia” przysługuje nie Polsce, ale zachodniej Rosji, podczas gdy Polska – kraj graniczny cywilizacji łacińskiej położony na jej wschodnich rubieżach − zaliczana jest do Europy Środkowej, niekiedy „Środkowo-Wschodniej” (Kamler 2000: 5, 118−120). W publikacjach na temat geografii regionalnej Europy łatwiej znaleźć informacje o chanacie kazańskim lub Bułgarii Wołżańskiej niż o strukturze regionalnej Anglii, Portugalii lub Belgii, nie mówiąc już o Kaszubach czy austriackim Vorarlbergu (Kamler 2000). A wszystko po to tylko, by nasi bracia Rosjanie mogli zwać się Europejczykami.

Choć Zachód wziął pod uwagę argumenty rosyjskie, trudno byłoby przypuszczać, że to Rosjanie podyktowali całemu światu, jak należy uczyć geografii. Wygodna dla nich koncepcja Europy nie miałaby szans na akceptację, gdyby nie pojawił się wpływowy sojusznik. Jak zauważył Eugeniusz Romer, uznanie Polski za kraj środkowoeuropejski jest przede wszystkim zasługą geografów niemieckich, którzy z racji geopolitycznych dążyli do poszerzania na wschód obszaru określanego mianem Mitteleuropa. Alfred Kirchhoff nauczał w 1890 roku, że Mitteleuropa to głównie obszar cesarstwa niemieckiego, Szwajcaria i zachodnia część Austrii, z wyraźnym wyłączeniem Galicji. Alfred Hettner w 1907 roku w ramy Mitteleuropy włączył też Kongresówkę, a Ewald Banse pięć lat później dodał do niej całą dawną Polskę historyczną, poza Dniepr i Dźwinę (Romer 1926: 109−110). Włączenie Polski do Mitteleuropy jest równoznaczne z uznaniem zachodniej Rosji za kraj wschodnioeuropejski.

Chociaż wszystkie chyba polskie publikacje kartograficzne i geograficzne potwierdzają, że granica między Europą i Azją przebiega przez terytoria rosyjskie, to teza o europejskości zachodniej Rosji, oparta wyłącznie na podstawie fizycznogeograficznej, a właściwie paleogeograficznej[4], nie wydaje się przekonująca. Bo jakie znaczenie dla współczesnego życia może mieć fakt, że przed piętnastoma milionami lat obecne obszary Rosji zachodniej stanowiły jeden ląd z Europą, zaś od Chin, Tybetu, Mongolii i Turkiestanu oddzielone były morzami? Nie żyjemy w miocenie, musimy więc przyjąć do wiadomości, że istnieje jedna Rosja i jeden rosyjski naród. Jego podział na „Europejczyków” i „Azjatów” jest tak samo absurdalny jak dzielenie Polaków ze względu na to, czy mieszkają po południowej czy północnej stronie pradoliny warszawsko-berlińskiej[5].

Rosjanie, tak jak Polacy, mimo lokalnych zróżnicowań są jednolitym narodem. Mają własną kulturę, która widoczna jest w sposobie gospodarowania, stylu życia, i której odbiciem są rosyjskie krajobrazy. Jaki jest więc sens dzielenia tych krajobrazów na europejskie i azjatyckie, skoro wszystkie są jednakowo rosyjskie? Okazuje się, że podział Rosji na część europejską i azjatycką nie jest geograficzny, ale wyłącznie paleogeograficzny. Był być może istotny dla mastodontów i tygrysów szablozębnych, ale nie jest już ważny dla obecnie żyjących istot, w szczególności tych, które posiadły zdolność racjonalnego myślenia.

Wschodnia granica Europy, w jej wszystkich wersjach przedstawianych na mapach atlasowych[6], jest więc czystą konwencją, której upowszechnienie, wbrew naukowej prawdzie, wynikało głównie z potrzeb politycznych Rosjan i Niemców. Nie zdołała zapobiec temu geografia, dziedzina „jąkająca się i źle rosnąca” (Braudel 1999: 224), której ranga i wpływ na świadomość społeczną w ciągu ubiegłego wieku znacząco spadały. Ustanowienie przebiegu linii granicznej w sposób pozbawiony jakiegokolwiek naukowego uzasadnienia to akt podeptania zasad geografii. Wpływowi autorzy wyznaczając niegdyś granicę wschodnią Europy za Uralem, tak samo zignorowali geograficzne realia (większą wagę nadając realiom mioceńskim), jak twórcy aktualnego podziału administracyjnego Polski z 1998 roku. Jest to wyraz dekadencji, przejawiającej się w podporządkowywaniu realiów świata i prawd nauki doraźnym celom politycznym. Bo stepy baszkirskie i kałmuckie istotnie mają tyle wspólnego z Europą i europejskością, co Lasy Janowskie z Karpatami albo podkrakowski Opatowiec, Wiślica lub Racławice z Górami Świętokrzyskimi i Kielcami jako stolicą województwa, do którego miejscowości te w sposób arbitralny wcielono.

Europa w świetle geografii klasycznej       

Ponieważ powszechnie i bezkrytycznie akceptowana koncepcja Europy obejmującej obszary od Atlantyku po „umowną” granicę przebiegającą w okolicach Uralu okazuje się czystą konwencją pozbawioną naukowych podstaw, konieczne jest ponowne postawienie pytania o sens nazwy geograficznej „Europa” i o jej zakres. Konwencje mają bowiem to do siebie, że nawet jeżeli okazują się przydatne, często zafałszowują prawdziwy obraz świata. Im bardziej będziemy komuś wpajać, że Kałmucja to część Europy, tym większe będzie jego zdumienie, kiedy przyzwyczajony do realiów europejskich znajdzie się on w tamtym, jakże odmiennym, obcym pod niemal każdym względem świecie. Jest to świat niewiele przypominający Polskę, Niemcy, Francję, za to praktycznie nieróżniący się od azjatyckich stepów kirgiskich. I nie chodzi tu jedynie o warunki biofizyczne, ale przede wszystkim o cechy wynikające z kulturowo uwarunkowanych sposobów gospodarowania. A to właśnie te sposoby „urządzania się” grup ludzkich na poszczególnych terytoriach były od wieków w centrum badań geograficznych.

Ten nurt badawczy rozwinął się w postaci geografii regionalnej rozwiniętej za sprawą Pawła Vidal de la Blache’a i jego uczniów na początku XX wieku. Genre de vie czyli sposób życia wynikający przede wszystkim z cech kultury (civilisation) to kluczowe pojęcie francuskiej geografii regionalnej. Francuska civilisation to odpowiednik tego, co greccy założyciele geografii, Eratostenes, Strabon i Ptolemeusz, określali mianem oikoumene, czyli „ziemi zamieszkanej”. Ale ekumena to nie po prostu przeciwieństwo bezludnych pustyń, jak zdają się sądzić autorzy polskich podręczników, ale obszar zajęty przez ludność cywilizowaną, która przekształca zastany krajobraz, gospodarując, urządzając wspólne życie. Ekumeny nie stanowiły więc scytyjskie stepy opisywane przez Herodota, nawiedzane okresowo przez barbarzyńskich koczowników, a jedynie kraje posiadające stałą ludność. Francuska civilisation jest więc nowożytnym odpowiednikiem greckiej oikoumene i podstawowym przedmiotem zainteresowań geografii w klasycznym okresie jej rozwoju (Claval 1996).

Funkcję, jaką w historii pełnią epoki, w fizyce − stany materii, a w biologii − formy życia, w geografii pełnią regiony. Są to fragmenty powierzchni ziemi wyróżnione właśnie na podstawie kryterium cywilizacyjnego, charakteryzujące się specyficznymi genres de vie. Regiony obejmują więc terytoria zamieszkane przez grupy ludności należące do jednej cywilizacji, a więc socjalizowane w jednakowy sposób. Tak jak istniejące obecnie cywilizacje składają się z kultur narodowych, odpowiadające im wielkie regiony (I rzędu) dzielą się na państwa (regiony II rzędu). Niewykluczone jest też istnienie kultur regionalnych i regionów III rzędu, a w ich ramach ewentualnie jeszcze mniejszych ugrupowań lokalnych (subregiony IV rzędu). Cechą terytorium określanego mianem regionu jest jego spójność, którą zapewnia właśnie istnienie regionalnej społeczności, komunikującej się i współpracującej w ramach regionu oraz utożsamiającej się z jego nazwą, a także istnienie stolicy skupiającej życie kulturalne, gospodarkę i system komunikacyjny[7].

Odpowiedź na pytanie, czym jest Europa, może więc być podwójna: jest to bowiem zarazem cywilizacja, jak i region. W przeciwieństwie do pozostałych cywilizacji i regionów świata pojęcia cywilizacji europejskiej (zwanej także łacińską, atlantycką lub zachodnią) i regionu Europy różnią się między sobą zakresem. Ta nieprzystawalność wynika z ekspansji, jaka była udziałem Europejczyków w erze nowożytnej. Ekspansja ta sprawiła, że krajobrazy ukształtowane przez cywilizację europejską spotyka się nie tylko w rodzimej Europie, ale także w dwóch innych regionach świata: Ameryce Północnej i Australii. Omówię teraz kolejno te dwa pojęcia Europy.

Europa jako cywilizacja

Początki cywilizacji europejskiej sięgają wczesnego średniowiecza, kiedy na ziemiach zachodniej części byłego Imperium Rzymskiego, na romańsko-celtyckim podłożu etnicznym, ludy germańskie zaczęły organizować feudalne państwa, odmienne ustrojowo od Cesarstwa Wschodniorzymskiego. Adaptowały one religię chrześcijańską, a z czasem także elementy greckiej nauki i filozofii oraz prawa rzymskiego. Od samego początku jednak prawo w tych państwach, w odróżnieniu od biurokracji i despocji Wschodu, obejmowało skomplikowane układy wzajemnych zobowiązań seniorów i wasali, co pozwalało na relatywnie większy zakres autonomii społeczeństwa wobec władzy państwowej, a więc szerszy zakres wolności.

Ponadto, świat zachodni różnił od istniejącego wciąż scentralizowanego i biurokratycznego Bizancjum silnym rozdrobnieniem, różnorodnością stosowanych rozwiązań organizacyjnych i obyczajów, związaną z tym tolerancją dla odmienności i indywidualizmu oraz poszanowaniem praw osobistych, zwłaszcza własności prywatnej. Przejście od niewolnictwa do pańszczyzny było pierwszym krokiem na długiej drodze ku pełnej równości wobec prawa, pojmowanej na Zachodzie jako sprawiedliwość. Silnie zdezintegrowany i zróżnicowany Zachód różnił się od monolitycznego Wschodu odrzuceniem greki na rzecz łaciny i akceptacją wyznania katolickiego w opozycji do prawosławia. Różnice między rodzącą się cywilizacją zachodnią i bizantyjską można zestawić w następujący sposób:

 

Zachód

Wschód

system społeczny

feudalizm

niewolnictwo

organizacja polityczna

rozdrobnienie

centralizacja

cechy prawa

prawa jednostki

biurokracja

obyczajowość

indywidualizm

uniformizacja

wyznanie

katolicyzm i protestantyzm

prawosławie

język

łacina

greka

Wyznaczona w II wieku linia Dioklecjana, oddzielająca tereny greckojęzyczne od łacińskich, przetrwała do dziś jako wschodnia granica cywilizacji europejskiej. Przebiega ona od Morza Adriatyckiego do Dunaju, oddzielając łacińską i katolicką Słowenię i Chorwację od prawosławnej Serbii i częściowo zislamizowanej Bośni. Granica ta była przedłużana w procesie chrystianizacji na północ, wzdłuż wschodnich granic Węgier, Polski i krajów bałtyckich. Wraz z całą Europą uczestniczyły one w tworzeniu sztuki romańskiej, gotyckiej, renesansowej, barokowej, w rozwoju nauk eksperymentalnych i innych składników zachodniej cywilizacji. Państwa bałkańskie i ruskie, które znalazły się po wschodniej stronie linii Dioklecjana, w zasięgu tradycji bizantyjskiej i prawosławnej, wytworzyły odmienne dziedzictwo cywilizacyjne.

W ciągu średniowiecza i ery nowożytnej niejednokrotnie dochodziło do konfrontacji między cywilizacją zachodnią a bizantyjską, która po upadku Bizancjum określana jest mianem rosyjsko-prawosławnej. Efektem tych konfrontacji były historyczne zmiany zasięgu wpływów cywilizacji zachodniej, które osiągnęły maksimum w okresie Wielkiego Księstwa Litewskiego i Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Później Zachód zdecydowanie wycofał się z wcześniej zagospodarowanych terenów (okres rozbiorów Polski). Znany jest nawet moment, kiedy z najwyższym wysiłkiem powstrzymano moskiewską inwazję na Europę, wypierając w roku 1920 bolszewickie zagony z przedpola Warszawy.

Mimo tych nie zawsze zwycięskich zmagań Europa okazała się bardzo ekspansywną cywilizacją. Większy zakres wolności obywateli, poszanowanie dla prawa własności i sprawiedliwości okazały się trafionymi wynalazkami. Spowodowały one, że państwa zachodnie rozwijały się szybciej niż scentralizowane i zbiurokratyzowane despocje Wschodu. Rosnąc w siłę, budując przewagę demograficzną i technologiczną, podejmowały one próby ekspansji. Najbardziej brzemienna w skutki była inicjatywa księcia portugalskiego Henryka, który od końca XIV wieku organizował wyprawy mające na celu dotarcie drogą morską do Indii. Przyczyniło się to do rozwoju żeglugi transatlantyckiej zapoczątkowanej wyprawą Krzysztofa Kolumba w 1492 roku. Upowszechnienie wynalazku druku i rozwój nauk pozwoliły uzyskać Europejczykom znaczną przewagę technologiczną nad innymi cywilizacjami.

Urzeczywistnienie podboju świata stało się możliwe dzięki osiągnięciom rewolucji przemysłowej. Wielkie sukcesy Zachodu były niewątpliwie efektem wielu czynników, które jednocześnie powodowały, że Europa (a następnie Ameryka i Australia) stała się atrakcyjna z punktu widzenia przedstawicieli innych cywilizacji, pragnących również korzystać ze stworzonych tu udogodnień technologicznych i organizacyjnych. Ważna była niewątpliwie rewolucja przemysłowa, zapoczątkowana w 1776 roku przez skonstruowanie ulepszonego modelu maszyny parowej Boultona i Watta. W tym samym czasie Adam Smith opublikował swoje Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów (2008), w których wykazał zależność rozwoju gospodarczego od warunkującego przedsiębiorczość przestrzegania zasad wolności gospodarczej, poszanowania własności prywatnej i sprawiedliwości pojmowanej jako równość wobec prawa. Są to niewątpliwie wynalazki nie mniej istotne od maszyny parowej i elektryczności.

Rok 1776 to także data ogłoszenia Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych Ameryki. Rozpoczęła ona proces upowszechniania się demokracji parlamentarnej i zasad republikanizmu, które wywarły i nadal wywierają wielki wpływ na życie społeczno-gospodarcze i krajobrazy Zachodu (Roberts 1985). Reformy technologiczne, organizacyjne i polityczne nie byłyby możliwe bez podbudowy, jaką cywilizacja europejska posiada w postaci chrześcijaństwa, nauki i filozofii greckiej oraz prawa rzymskiego. Oparcie na tych trzech fundamentach pozwoliło naszej cywilizacji osiągnąć wielkość[8]. Nie można też wykluczyć, że dodatkowym czynnikiem, który umożliwił sukces Zachodu, była geografia.

Europa jako region          

Jedną z podstawowych zasad geografii jest teza o jedności człowieka i ziemi. Poszczególne społeczności zamieszkujące swoje terytoria zagospodarowują je w sobie tylko właściwy, kulturowo uwarunkowany sposób. Ale oprócz wpływu, jaki ludzie wywierają na krajobraz, istnieje również zależność odwrotna: ziemia kształtowana i urządzana przez ludzi wpływa na nich, indukując w nich cechy zależnie od istniejących parametrów ekologicznych. Ludzie oddziałują więc na krajobrazy, a ziemia wpływa na ludzi, ułatwiając lub utrudniając im osiąganie określonych celów. Jedność ludzi i ziemi pozwalała niejednokrotnie geografom badającym krajobrazy formułować daleko idące wnioski na temat zamieszkujących je społeczności, ich obyczajów, specyficznych potrzeb, dostępnych możliwości ekonomicznych i technologicznych. Tak jak drobiazgowa analiza domu, sposobu jego urządzenia, pozwala opisać sylwetkę i charakter jego właściciela i mieszkańca, tak samo krajobrazy stanowią teksty zawierające zaszyfrowaną wiedzę o ich twórcach. A geografia to nic innego jak sztuka czytania i interpretacji tego typu tekstów. Jej kontynuacją są działania i procedury służące do projektowania przyszłych zmian w krajobrazie zgodnie z przyjętymi zasadami racjonalności (obecnie nazywa się je niezbyt poprawnym, ale modnym określeniem „gospodarka przestrzenna”).

Zgodnie z przytoczoną klasyczną zasadą geografii krajobraz Europy jest odzwierciedleniem europejskiej cywilizacji, której twórcy, Europejczycy, gospodarując przez stulecia, odcisnęli w nim piętno w postaci sieci osadniczej, form użytkowania ziemi, systemów infrastruktury, stylu gospodarowania i tak dalej. Nasuwa się jednak pytanie, jaką rolę w kształtowaniu zachodniej cywilizacji odegrały warunki biofizyczne, w których przyszło funkcjonować jej twórcom? Czy cywilizacja ta rozwinęłaby się w sposób identyczny, gdyby u progu średniowiecza warunki te uległy radykalnej zmianie albo gdyby wszystko rozgrywało się nie tutaj, ale na przykład w Australii? Czy wówczas również doszłoby do rozwoju architektury gotyckiej, wynalazku druku, czy ci zlatynizowani Australijczycy też odkryliby i zawojowali cały świat? Geografia odpowiada na tego typu pytania przecząco, gdyż między ludźmi a ziemią istnieje jedność oznaczająca silną współzależność. Ziemia Europy jest ojczyzną wielkiej cywilizacji w sposób nie przypadkowy, ale konieczny, podobnie jak ziemia Australii stała się matecznikiem kultury Aborygenów. Warto dostrzec te cechy geograficzne Europy, bez których rozwój naszej cywilizacji nie byłby zapewne możliwy, a zatem tych, które zdecydowały o całej nowożytnej historii świata.

Szczególnym przywilejem Europy, który bardzo ułatwił dyfuzję zdobyczy łacińskiej cywilizacji na innych lądach jest samo jej położenie. Znajduje się ona bowiem w samym środku tak zwanej półkuli lądowej, co oznacza że jest regionem najmniej oddalonym od wszystkich innych. Obecnie, w dobie komunikacji lotniczej czynnik ten stracił swoją istotność, jednak odegrał wielką rolę w czasach, kiedy podróże transoceaniczne trwały tygodniami. Zakończenie oceanicznej fazy rozwoju cywilizacji, jak ją określił Wacław Nałkowski (1887), co jest równoznaczne z inauguracją cywilizacji globalnej, oznacza także utratę przez Europę przywileju bycia w centrum świata[9].

Tym, co szczególnie faworyzuje Europę na tle innych regionów, jest klimat, który z jednej strony nie jest bynajmniej cieplarniany i nie ułatwia zanadto życia przez sezonowe zmiany temperatury, ale z drugiej jest na tyle łagodny, że nawet społeczeństwom pierwotnym umożliwiał zdobycie środków utrzymania. Strefa umiarkowana i podzwrotnikowa to istotnie najdogodniejsza dla ludzi część powierzchni Ziemi, a wyrazem tego jest fakt, że w tych właśnie strefach znajdują się największe skupiska ludności świata. Europa wkracza wprawdzie swoimi północnymi krańcami w strefę okołobiegunową, ale niekorzystny wpływ szerokości geograficznej jest szczęśliwie niwelowany przez to, że przeważające wiatry zachodnie niosą powietrze ocieplone od wód północnego Atlantyku. Woda w tym akwenie jest z kolei ogrzewana przez Prąd Zatokowy – ogromny strumień prowadzący przez Ocean ciepłe wody z Karaibów i Zatoki Meksykańskiej w kierunku północnym i zachodnim. Ocieplający wpływ powietrza napływającego znad Oceanu Atlantyckiego szczególnie ujawnia się, kiedy porównamy ze sobą temperatury rejestrowane w Europie i Ameryce Północnej.

Mało kto zdaje sobie sprawę, że na przykład Nowy Jork, którego warunki termiczne są zbliżone do tych, jakie mamy w Gdańsku, położony jest na szerokości geograficznej Neapolu. Z kolei na kanadyjskim Labradorze, na szerokości geograficznej Gdańska, klimat jest już tak zimny, że lasy ustępują tam miejsca arktycznej tundrze. Korzystne warunki termiczne Europy w porównaniu do Ameryki leżącej po drugiej stronie Atlantyku nie są niczym wyjątkowym. Podobne zjawisko możemy zaobserwować, kiedy porównamy zachodnie wybrzeża Kanady z położonymi po przeciwnej stronie Pacyfiku brzegami Azji. Temperatury w Vancouver są nawet wyższe niż w Sapporo, chociaż Vancouver położone jest w stosunku do Sapporo o prawie 1000 km dalej na północ. Widać tu prawidłowość polegającą na tym, że w strefach umiarkowanych zachodnie części lądów są cieplejsze od wschodnich, co tłumaczy się cyrkulacją globalną (ocieplający wpływ oceanów zwłaszcza w sezonach zimowych).

Warto jednak zauważyć, że w Europie ocieplająca działalność wiatrów zachodnich jest o wiele bardziej widoczna niż w Kanadzie. Wnętrze Ameryki jest bowiem chronione od zachodu potężną barierą Kordylierów, biegnących z południa na północ wzdłuż zachodniego wybrzeża kontynentu. Penetracja oceanicznych mas powietrza płynących z zachodu jest więc w głębi lądu silnie ograniczona. Zupełnie inaczej sytuacja przedstawia się w Europie, gdzie pasma górskie są krótkie i niższe, najczęściej ułożone równoleżnikowo, a sam ląd jest silnie rozczłonkowany licznymi zatokami i morzami śródlądowymi, co ułatwia przedostawanie się powietrza atlantyckiego na wschód. Dzięki takiemu ukształtowaniu łagodzący wpływ Atlantyku bez przeszkód ogarnia cały „europejski półwysep”.

Bliskość wielkich ilości wód wnikających w głąb lądu to szczególna cecha Europy, która zdecydowała nie tylko o warunkach klimatycznych. Od zarania dziejów, z wody cywilizacja czerpała swe siły o wiele bardziej niż z lądu. Wody umożliwiały komunikację, zachęcały do penetracji i poszukiwań, ułatwiały kontakty stymulujące rozwój. Było to szczególnie widoczne tam, gdzie samo rolnictwo, z racji górzystego ukształtowania (na południu Europy) lub mało urodzajnych gleb polodowcowych (na północy), nie gwarantowało ludziom zaspokojenia ich potrzeb materialnych i duchowych. Kontakty ludów zamieszkujących odległe krainy, reprezentujących różne kultury i stopnie rozwoju, w odmienny sposób wykorzystujących dostępne zasoby, nie tylko poszerzały horyzonty, przyczyniając się do ogólnego rozwoju, ale dawały wszystkim świadomość bycia uczestnikami szerszej, wielokulturowej społeczności.

Świadomość ta prowadzić mogła do dwóch przeciwstawnych postaw. Pierwsza jest wynikiem wrodzonego etnocentryzmu i skutkuje niechęcią w stosunku do innych grup i zamknięciem się na wpływy zewnętrzne. Przykładem takiej postawy jest zasobna rolniczo i samowystarczalna cywilizacja chińska, która w XV wieku zrezygnowała z wszelkich form współpracy i kontaktów międzykulturowych. Druga postawa, typowa właśnie dla Europy, to postawa życzliwej ciekawości w stosunku do innych, wynikająca nie tylko z aspiracji intelektualnych, ale zazwyczaj także związana z potrzebami materialnymi. To w zróżnicowanej, ułatwiającej komunikację i deficytowej w możliwości rolniczego pozyskiwania środków utrzymania Europie narodziła się cywilizacja dopuszczająca odmienność obyczajową oraz uznającą prawa osób i grup bez względu na pochodzenie, status lub wyznanie. Zróżnicowane ukształtowanie Europy przełożyło się w ten sposób na jej różnorodność w sferze społeczno-kulturowej. Różnorodność jest cechą zachodniej cywilizacji, a także warunkiem jej rozwoju. Każda cywilizacja, o ile chce przetrwać i się rozwijać, musi zachować różnorodność.

Jedność w różnorodności

Zgodnie ze starą geograficzną zasadą, sformułowaną przez Aleksandra Humboldta, różnorodność jest warunkiem zachowania jedności, czyli de facto warunkiem istnienia[10]. Zasada ta odnosi się zarówno do cywilizacji, jak i regionów, a także do bytów innej natury. Hasło Unity in diversity jest współcześnie rozpowszechnione w odniesieniu do tworu, jakim jest Unia Europejska. Z powodu dekadencji współczesnej geografii, dziś mało kto zdaje sobie sprawę, że badanie jedności panującej w różnorodności (Erkenntnis der Einheit in der Vielheit) stanowi podstawowe zadanie badawcze klasycznej geografii, sformułowane jeszcze w epoce romantyzmu (Humboldt 1845: 55). W szczególności nie rozumieją tej zasady politycy brukselscy, których działania często zmierzają nie w kierunku zachowania różnorodności, lecz ujednolicenia. Polityka Unii Europejskiej dąży właśnie do uniformizacji: do ujednolicenia prawa, dostępnych produktów, poziomów rozwoju, standardów funkcjonowania w poszczególnych dziedzinach życia i zapewne także sposobów myślenia, o czym świadczy tak zwana poprawność polityczna.

Idee i wartości, na których wyrosła zachodnia cywilizacja, ulegają coraz szybszej erozji. Nasze systemy prawne mają coraz mniej wspólnego z prawem rzymskim, a nasz wymiar sprawiedliwości ze sprawiedliwością, którą zastępuje tak zwana sprawiedliwość społeczna. Większość społeczeństw Europy rezygnuje z religii, co przyczynia się do niekorzystnych zmian w sferze obyczajowej. Nauka staje się w coraz większym stopniu biznesem, a uniwersytety wypierane są przez instytucje de facto sprzedające dyplomy za pieniądze. Europa jest też regionem pozbawionym wolności ekonomicznej w wyniku nadmiernej ilości regulacji blokujących przedsiębiorczość i utrudniających działalność gospodarczą. Do listy fundamentalnych wartości, na których opierała się wielkość naszej cywilizacji, a które obecnie utraciły znaczenie, dopiszemy wkrótce różnorodność, o ile polityka Unii Europejskiej w tej dziedzinie okaże się równie skuteczna, jak jej działania wpływające na koniunkturę gospodarczą i ogólną atmosferę intelektualną.

Źródło: Wilczyński W. J., Europa: geograficzna wspólnota ducha, Pressje, t. 24-25, 2011, s. 21-31.

[Autor jest geografem, profesorem Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie]


[1] Chociaż etymologicznie kontynent oznacza ląd stały (ciągły), i tak jest potocznie rozumiany, to w sposób ścisły termin ten zdefiniowany został w geologii, gdzie oznacza platformę kontynentalną, czyli fragment skorupy ziemskiej, który we wcześniejszych okresach uległ fałdowaniom. Wynikiem fałdowań jest duża grubość skorupy ziemskiej w obrębie platform, która jest przyczyną względnego ich wyniesienia, dzięki któremu w większości stanowią one lądy. Jedynie najniższe, brzeżne fragmenty platform są obecnie zalane płytkimi morzami szelfowymi (na przykład Morze Północne i Bałtyckie).

[2] Po II wojnie światowej model geografii jako nauki przyrodniczej został wprowadzony we wszystkich krajach bloku wschodniego (w Polsce w 1949 roku). Mimo przemian politycznych i społecznych po 1989 roku, przetrwał on u nas do dzisiaj, co jest utrwalone w strukturze instytucji naukowych: instytuty geograficzne na uczelniach włączone są do wydziałów przyrodniczych. Klasyczna idea geografii jako nauki humanistycznej przetrwała w większości krajów, w których nauka nie zaznała ideologicznej presji ze strony rządów komunistycznych.

[3] O ile wszystkie polskie źródła używają ostrożnie nazwy „Nizina Wschodnioeuropejska”, to w niektórych publikacjach rosyjskich spotyka się tradycyjne określenie „??????? ???????” (np. Magidovič 1961: 6). Oznacza to, że nie wszyscy autorzy rosyjscy wykazują „europejski kompleks”.

[4] Paleogeografia zajmuje się między innymi odtwarzaniem krajobrazów z poprzednich epok geologicznych, w tym także zmian linii brzegowych lądów.

[5] Płytka bruzda przecinająca ze wschodu na zachód Mazowsze, Ziemię Łódzką i Wielkopolskę (z przedłużeniem w Brandenburgii), która była wypełniona wodą kilkaset tysięcy lat temu, podczas jednej z faz deglacjacji, czyli zaniku lodowca, pokrywającego nasze ziemie w plejstocenie.

[6] Wielka Encyklopedia PWN przytacza zaledwie cztery wersje przebiegu wschodniej granicy Europy (2002: 414), ale autorzy podręczników szkolnych okazują się bardziej „twórczy”, proponując jeszcze inne rozwiązania.

[7] Należy zauważyć, że klasyczna idea regionu jako terytorium spójnego, określonego na podstawie kryterium kulturowego, została we współczesnej geografii polskiej zastąpiona przez procedury taksonomiczne i regionalizacyjne, mające na celu delimitację „regionów” jako terytoriów jednorodnych krajobrazowo, wydzielonych najczęściej na podstawie kryteriów fizycznogeograficznych (rzeźba terenu). Geograficzna koncepcja cywilizacji i regionu przetrwała tymczasem w nauce o cywilizacji (Koneczny 1995) i w naukach politycznych (Huntington 1997; zob. też W. Wilczyński 2011).

[8] O religijnych, mentalnych i psychologicznych cechach cywilizacji europejskiej, które tłumaczą rozwój nauki i technologii szeroko wypowiadali się ostatnio m.in. Michał Heller (2000) i Richard E. Nisbett (2009).

[9] Koncepcja geograficznego biegu dziejów Wacława Nałkowskiego została zinterpretowana przez Piotra Wilczyńskiego, który wykazał jej trafność na podstawie analizy wydarzeń historycznych ostatniego wieku (2011).

[10] Tak zwany paradoks Humboldta głosi, że każda całość jest tym bardziej spójna, im bardziej rozbieżne są funkcje jej części składowych (Humboldt 1845: 378; por. też Wilczyński 2003: 27−30).

Komentarze

komentarze

stat4u