Andrzej Zapałowski: Wyniki głosowania przyspieszą proces dezintegracji Ukrainy

Crisis in UkraineZ dr. Andrzejem Zapałowskim, prawnikiem, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Jak ocenia Pan wstępne wyniki dzisiejszych wyborów parlamentarnych na Ukrainie?

– Wybory z jednej strony usankcjonowały obecne władze, które objęły funkcje w drodze pozakonstytucyjnej, z drugiej zaś strony pogłębiły podział kraju. Pośrednio wyniki głosowania przyspieszą procesy dezintegracji państwa ukraińskiego w postaci powstania parlamentu, z którym kilka milionów obywateli nie będzie się utożsamiało, bo z różnych powodów nie mogła albo nie chciała wziąć udziału w głosowaniu.

To pociąga za sobą kolejne konsekwencje, a mianowicie dla każdego kraju istnienie wielomilionowej grupy, która nie identyfikuje się z organami przedstawicielskimi, jest czynnikiem dezintegrującym. Pytaniem dodatkowym jest frekwencja. Prawdopodobnie była ona niska. Zapewne także w wielu komisjach z uwagi na realne zagrożenie brak było osób reprezentujących Blok Opozycyjny (zwłaszcza na zachodniej Ukrainie), co mogło skutkować wieloma nieprawidłowościami. Tak czy inaczej na Ukrainie dokonano radykalnego zwrotu w stronę Europy. Pytanie tylko, czy ta Europa realnie, a nie deklaratywnie na to państwo czeka. W mojej ocenie niekoniecznie.

Najbardziej radyklane, skrajne partie (wszystko na to wskazuje) nie znajdą się w Werchownej Radzie?

– Wstępne wyniki wskazują, iż partie radykalne, a wręcz czasami faszyzujące, jak Swoboda czy Partia Radykalna, zdobyły łącznie ponad 12 proc. głosów. Nie możemy nie zauważyć, iż partia mera Lwowa, który jednoznacznie odwołuje się do dziedzictwa Bandery, prawdopodobnie uzyskała także ponad 12 proc. Reasumując, partie radykalne uzyskały łącznie ponad 25 proc. głosów. Także jednoznaczny zwrot Bloku Prezydenckiego i Frontu Ludowego w kierunku dziedzictwa OUN i UPA pokazuje, iż Ukraina dryfuje w kierunku państwa, które przybierze ustrój „demokracji narodowej”. Warto zatem uświadomić sobie, że nie będzie to prowadziło do spajania tego wielonarodowego państwa i zacierania bolesnych podziałów. Należy się też spodziewać ustawodawstwa, które będzie pogłębiało rozwarstwienie obywatelskie na „prawdziwych” Ukraińców i obywateli „ruskich”.

Na ile ten wynik odzwierciedla faktyczne dążenia Ukrainy?

– Ten wynik jest kontynuacją polityki zbliżenia się Kijowa do Unii Europejskiej. Problem polega tylko na tym, o czym już wspomniałem, że rzeczywista chęć zbliżenia jest jednostronna. Unia widzi w Ukrainie ogromny rynek i czynnik wyhamowujący rosyjską ekspansję, natomiast Kijów i obywatele Ukrainy widzą w Unii „ziemię obiecaną”, szeroką pomoc finansową, standardy europejskie w systemie prawa czy otwarte granice. Problem będzie, jak dojdzie w rzeczywistości do zderzenia się tych interesów i uświadomienie ich sobie przez obywateli Unii i Ukrainy. Może się okazać, iż jedna strona zostanie bardzo rozczarowana, a sygnały z Londynu i Paryża są jednoznaczne – społeczeństwa tych krajów nie chcą już nikogo w Europie finansować.

Kto jest rzeczywistym zwycięzcą dzisiejszych wyborów?

– Tak naprawdę zwycięzcą tych wyborów są ukraińscy oligarchowie. Zwyciężyły partie, które miały bardzo wyraźne zaplecze w tych strukturach i których protegowani będą otwierać perspektywy europejskie dla ich kapitału.

Co oznacza ten wybór z punktu widzenia interesów Polski?

– Ni mniej, ni więcej wybór ten oznacza, że za miedzą będziemy mieli państwo w dalszym ciągu niestabilne. Radykałowie będą dążyć do konfrontacji na wschodzie Ukrainy. Zwycięskie partie będą musiały częściowo realizować konfrontacyjne scenariusze. To będzie powodowało dalsze pogłębianie problemów gospodarczych Kijowa.

Wynik wyborów jest także bardzo niekorzystny dla Rosji, która zapewne zaostrzy kurs mający doprowadzić do wzrastania napięć społecznych w tym kraju. Polska w wyniku karygodnych błędów w polityce zagranicznej już została wykluczona z negocjacji w Mińsku i Berlinie. Rząd w Kijowie będzie tę linie kontynuował, a Ukraina stanie się coraz bardziej krajem roszczeniowym, i to na wielu płaszczyznach. To z pewnością nie są dobre sygnały dla polskiej gospodarki, która zostanie wyeliminowana z tych rynków, z czym zresztą mieliśmy już do czynienia w ostatnich miesiącach. Przykładem jest chociażby kwestia zakupu węgla. Zapewne nastroje popierające bezkrytycznie Ukrainę w społeczeństwie polskim będą się coraz bardziej ostudzały. Warszawa będzie musiała się zmierzyć z nowymi problemami, które powstaną za naszą wschodnią granicą, w tym z szerzącym się nacjonalizmem, który jest nam obcy i który odrzuca Unia Europejska.

Dziękuję za rozmowę.

Źródło: Nasz Dziennik

Fot. obozrevatel.com

Komentarze

komentarze

stat4u