Ukraina między Wschodem i Zachodem. Rozmowa z dr. Ihorem Czornowołem

Ihor_Chornovol

Geopolityka.net: W jakim stopniu, Pańskim zdaniem, szczyt Partnerstwa Wschodniego w Wilnie zmienił polityczne status quo w relacjach UE-Ukraina i Ukraina-Rosja?

Dr Ihor Czornowoł*: Wiadomo, że szczyt wileński nie przyniósł rezultatów. Ale sam brak rezultatów „eurointegracji z Janukowyczem” spowodował sytuację rewolucyjną na Ukrainie. Wypłynęła ona więc ściśle z wewnętrznego kryzysu politycznego, ale teraz – paradoksalnie – problem integracji europejskiej zszedł na drugi plan. Głównym zadaniem w tej chwili jest odsunięcie od władzy kliki Janukowycza.

Jeśli rewolucja wygra – osobiście w to nie wątpię – powstanie pytanie, jak dokonać legalizacji przejęcia władzy? I wtedy wszystko będzie zależało od tego, jak zachowa się nowy rząd: czy przezwycięży korupcję, pociągnie do odpowiedzialności karnej klikę Janukowycza, rozpocznie program reform wewnętrznych. Jeśli ten program będzie realizowany, to aktualna stanie się sprawa nie tylko stowarzyszenia, ale i członkostwa w UE. I odwrotnie, jeśli nie, to utrzyma się „wielowektorowość” [w oryg. bahatowektornist’ – przyp. L.S.]  ukraińskiej polityki zagranicznej (termin dyplomacji okresu Leonida Kuczmy).

Innymi słowy, chcę powiedzieć, że wszystko zależy od narodu ukraińskiego, a mianowicie, czy będzie w stanie zmusić polityków do realizacji tak często deklarowanych przez nich „wartości europejskich”.

Według Jurija Romanienki z „Komsomolskiej Prawdy”, po szczycie w Wilnie i zamieszkach z 1 grudnia, „druga republika ukraińska jest de facto martwa, choć istnieje de iure”. Z kolei Michaiło Honczar stwierdził na łamach „Ukraińskiej Prawdy”, że po „operacji” zerwania podpisania umowy między Ukrainą a UE, Moskwa prowadzi „operację”, którą nazwał „Anszlusem Ukrainy”.  Na ile realna jest groźba rozpadu państwa ukraińskiego?

– Nie czytam „Komsomolskiej Prawdy”. Należy jednak zwrócić uwagę, choćby na rosyjski nacjonalistyczny mit i mentalność, których ważnym składnikiem jest teza: „Kijów – matką miast rosyjskich”. Poza tym, Ukraina – jak na standardy europejskie – to biedny kraj, ale duży, mający znaczące zasoby ludności i surowców. Dlatego Putin chętnie uraczyłby się Ukrainą i Ukraińcami. Ale z drugiej strony – jest racjonalnym pragmatykiem, jego zbyt duże zaangażowanie w sprawy ukraińskie w czasie wyborów w 2004 roku zakończyło się niepowodzeniem i hańbą. Dlatego uważam, że Kreml wesprze Janukowycza, ale nie zrobi tego tak otwarcie jak w 2004 roku.

Jeśli porównamy obecną sytuację z „pomarańczową rewolucją” z 2004 r., to nie sposób nie zauważyć, większej bierności „regionalnych twierdz” Partii Regionów na Wschodzie i Południu, gdzie w 2004 r. ludzie masowo  brali udział w mitingach poparcia swojego kandydata, który nagle wyrósł w ich oczach na głównego bohatera Donbasu. I większość robiła to zupełnie szczerze. A teraz, byłem w Kijowie na Majdanie przez trzy dni i nie widziałem ani jednego dresiarza [w oryg. tituszki – przyp. L.S.], czy górnika z Donbasu. Słyszałem tylko i czytałem o nich w prasie: przychodzą, przemawiają, biorą pieniądze, pijają piwo i idą do domu. Myślę więc, że problem podziału narodu jest nieaktualny.

W czym zawiera się ukraińska świadomość narodowa? W jaki sposób, Pana zdaniem, naród ukraiński powinien dążyć do ujednolicenia swojej historii i tożsamości? Jak uzgodnić pamięć zbiorową? Czy jest to w ogóle potrzebne?

– Ernest Renan powiedział kiedyś, że naród to „codzienny plebiscyt”. W rzeczywistości, ukraiński nacjonalizm nie jest nieodłączną częścią tożsamości większości ludności Ukrainy, co całkiem niedawno skłoniło brytyjskiego naukowca, Andrew Wilsona, do nazwania go „przekonaniem mniejszości”[1].

Ostatnimi czasy pracuję nad zagadnieniem przydatności w ukraińskiej historiografii tezy Fredericka Jacksona Turnera, dotyczącej granic[2]. W przeciągu półtora wieku warunki graniczne przestały być rzeczywistością na ziemiach dzisiejszej Ukrainy, ale niektóre ślady wciąż nie straciły na znaczeniu. W szczególności odnosi się to do osłabienia czynnika ukraińskiego nacjonalizmu. Granica między zwolennikami orientacji prozachodniej i prorosyjskiej, jak w czasach Rzeczypospolitej, wciąż biegnie wzdłuż Dniepru. I jak w dawnych czasach, wśród przeważającej większości po obu stronach Dniepru jest zawsze mniejszość, która się z tym nie zgadza.

Jak wspomniano, współcześni ukraińscy prezydenci nie mogą wykroczyć poza określanie siebie in between: sformułowanie administracji Leonida Kuczmy częściowo pozostało aktualne za jego następcy, Wiktora Juszczenki, i jest punktem odniesienia dla – póki co – obecnej administracji, Wiktora Janukowycza. Dlatego też, jako symbol, granica zapewnia Ukraińcom ich tożsamość, ale osobliwe zjawisko przygranicznej, ambiwalentnej lojalności i „rozdartego sumienia” – utrudnia ją. Ale tak było w całej historii Ukrainy.

A może to jest nasze przeznaczenie, stać na krawędzi „między Wschodem i Zachodem”? Ale z drugiej strony, czy wielokulturowość jest zła? Nie jestem przekonany, czy należy promować wyłącznie jeden jedyny szablon tożsamości i pamięci zbiorowej. A co tyczy się historii, to trzeba ją zostawić historykom.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: dr Leszek Sykulski

***

* Ihor Czornowoł – doktor historii, starszy pracownik naukowy Instytutu Ukrainoznawstwa im. I.Krypjakewycza Narodowej Akademii Nauk Ukrainy (Lwów )

 


[1] Andrew Wilson, Ukrainian Nationalism in the 1990s: A Minority Faith (Cambridge University Press, 1996).

[2] Teza Turnera została sformułowana po  raz pierwszy w 1893 r. w pracy pt. The Frontier In American History i zakłada, że stworzenie amerykańskiej demokracji było bezpośrednim skutkiem procesu wytyczania granic, nie zaś projektem teoretycznym, czy rezultatem marzeń pierwszych białych imigrantów z Europy. Sam akt wytyczania nowych granic i kolonizowania nowych obszarów, zdaniem F.J.Turnera był czynnikiem definiującym nową tożsamość Amerykanów – przyp. L.S.

Komentarze

komentarze

stat4u