Ronald Lasecki: Bez megalomanii i kompleksów – o polską politykę bezpieczeństwa

poland-1783694Ronald Lasecki
 
Zainstalowanie w Polsce amerykańskich baz wojskowych obnażyło zabawną niekonsekwencję w argumentacji ich neokonserwatywnych zwolenników, przedstawiających się zazwyczaj jako polscy patrioci. Zdaniem tych środowisk, Polska powinna zabiegać o rozmieszczenie na swoim terytorium jak największej liczby amerykańskich żołnierzy i sprzętu wojskowego, równocześnie zabiegając o rolę przywódcy państw środkowoeuropejskich, czy wręcz regionalnego mocarstwa i hegemona. Niekonsekwencja kryje się w skontaminowaniu w tej narracji dwóch wykluczających się ról, które Polska miałaby równocześnie odgrywać w stosunkach międzynarodowych: roli regionalnego mocarstwa i roli amerykańskiego protektoratu w wymiarze bezpieczeństwa. 
 
Czym jest mocarstwo?
 
Koniecznym atrybutem państwa jest samowładność i całowładność, tak więc zdolność samodzielnego organizowania i prowadzenia swoich spraw wewnętrznych i szeroko rozumianego obrotu zewnętrznego. Mocarstwo od zwykłego państwa różni się większą siłą, pozwalającą mu decydować o stanie rzeczy również poza swoimi granicami – inne państwa, kształtując swoją politykę wewnętrzną i obrót ze środowiskiem zewnętrznym, zmuszone są uwzględniać zmienną w postaci istnienia i postawy mocarstwa, gdyż jest ono w stanie wywierać na nie wpływ niezależnie od ich woli. 
 
By być regionalnym mocarstwem, Polska musiałaby zatem być nie tylko państwem podmiotowym wewnętrznie i zewnętrznie, lecz również zdolnym do efektywnej projekcji siły w określonym regionie. W wersji minimalistycznej zwolennicy mocarstwowej Polski przypisują jej taka rolę wobec Grupy Wyszehradzkiej, czasem postulując jej poszerzenie również o Chorwację. W wersjach bardziej ambitnych chcą widzieć mocarstwowe oddziaływanie Polski również wobec państw bałtyckich i Ukrainy oraz Białorusi. 
 
Żeby faktycznie spełniać wobec tych państw rolę mocarstwa i przywódcy, Polska musiałaby być w stanie na przykład efektywnie wspomóc Węgry wobec niedawnego naporu cudzoziemskich najeźdźców na południowe granice tego państwa. By występować w roli „starszego brata” wobec Chorwacji, musiałaby na przykład być w stanie wysłać wojskowy kontyngent ekspedycyjny dla wspomożenia tego państwa w wojnie z Serbią lub realizacji misji typu „peace-keeping” lub nawet „nation-building” w Bośni i Hercegowinie. 
 
Nietrudno zauważyć, że ani obecnie ani w dającej się przewidzieć przyszłości Polska nie będzie w stanie występować wobec państw środkowej Europy w roli przywódcy, mocarstwa, ani tym bardziej hegemona. Rojenie takich wizji to polityczna mitomania godna gimnazjalistów kolorujących w atlasach różne państwa na biało-czerwono lub pokrzykujących na ulicach o „polskim Lwowie” i „polskim Wilnie”lub granicy polsko-chińskiej na Uralu. 
 
Rzeczywistość powinna nastrajać nas w dużo mniejszym stopniu do samozadowolenia, w dużo większym zaś do wytężonej pracy nad zwiększeniem politycznej mocy własnej wspólnoty, bo dziś, nawet w aspekcie moralnym i ideologicznym, wzorem i przywódcą dla sił patriotycznych w państwach Europy środkowej – również w naszym kraju (vide: hasła „drugiego Budapesztu”) – nie jest Polska rządzona przez PiS, lecz Węgry rządzone przez Viktora Orbána.
 
Nie jednak o krytykę naszej megalomanii narodowej mi w tym miejscu chodzi; to tylko spostrzeżenie poczynione na marginesie. Zwrócić chciałem raczej uwagę na coś, co jest oczywiste, od czego jednak odwraca się naszą uwagę: że państwo niekontrolujące własnej polityki bezpieczeństwa lecz zdające się w tej dziedzinie na zewnętrznego protektora samo nie może występować w roli protektora wobec państw trzecich. Polska nie może być równocześnie amerykańskim protektoratem wojskowym i liczyć, że inne państwa Europy środkowej będą opierać się na niej jako na swoim opiekunie i przywódcy. 
 
Czym jest protektorat?
 
Protektorat to państwo, które nie jest zdolne lub nie chce spełniać na całości lub części swojego terytorium rdzeniowych funkcji państwa i przekazuje te funkcje innemu państwu – swojemu protektorowi. Polityka bezpieczeństwa należy do rdzeniowych funkcji państwa; bez niej państwo niezdolne jest zabezpieczyć się przed presją środowiska zewnętrznego. Państwo cedujące na swojego protektora zadania z zakresu bezpieczeństwa zewnętrznego to państwo, którego rozwój i samo istnienie zależne są od zmiennej pozostającej poza kontrolą jego władz – od dobrej woli państwa-opiekuna. Państwo takie nie może być wiarygodnym gwarantem bezpieczeństwa ani twórcą strategii atrakcyjnej dla państw trzecich, gdyż nie jest w stanie lub nie chce być gwarantem bezpieczeństwa dla samego siebie. 
 
Pseudopatriotyczna paplanina atlantystów jest zatem pozbawiona elementarnej spójności i konsekwencji. Próbują nas oni przekonać, że jedyną gwarancją bezpieczeństwa Polski było przekształcenie jej w protektorat wojskowy USA i że zarazem tak zdegradowana geopolitycznie Polska stać się powinna promotorem uzależnienia od Stanów Zjednoczonych innych państw środkowoeuropejskich i ich regionalnym przywódcą z namaszczenia Waszyngtonu. Nie ma jednak powodu, by rządy z Wilna, Pragi, Zagrzebia lub Budapesztu obrały drogę do Waszyngtonu prowadzącą przez Warszawę. Dużo łatwiejsze i bardziej obiecujące jest dla nich nawiązanie połączenia bezpośredniego – z pominięciem Warszawy która nie ma im nic do zaoferowania.
 
Jak nie być protektoratem?
 
W geopolitycznej narracji atlantystów paradoksalnie łączą się motywy narodowej megalomanii i kompleksu narodowej niższości – nie wiedzieć czemu Polska ma być tam uznawana za „naturalnego przywódcę” państw zachodniosłowiańskich i nie być zdolna do samodzielnego zapewnienia sobie trwania i rozwoju. Obydwa te twierdzenia są fałszywe, przy czym pierwsze jest dowodem kompleksu wyższości, drugie zaś – kompleksu niższości. Polska polityka bezpieczeństwa powinna zaś być układana i prowadzona w myśl przesłanek realizmu, to jest w sposób wolny od wszelkich kompleksów, trzeźwy, w oparciu dogłębną znajomość i zrozumienie rzeczywistości – ale też w sposób odważny, innowacyjny i elastyczny. 
 
Tak jak nie ma powodów by oczekiwać że inne państwa środkowoeuropejskie uznają w Polsce „naturalnego przywódcę” tylko z racji tego, że kraj nasz przewyższa je pod względem powierzchni i wielkości zaludnienia, tak nie ma powodu by z racji ustępowania przez Polskę pod tymi względami innym państwom, skazywać z góry na porażkę wszelką samodzielną strategię Polski wobec nich. Własną politykę bezpieczeństwa od lat efektywnie prowadzą państwa od Polski mniejsze jak Szwajcaria, Szwecja, Finlandia, Turkmenistan, Korea Północna, od niedawna zaś także Filipiny pod rządami Rodrigo Duterte. 
 
Zewnętrzny wymiar polityki bezpieczeństwa
 
Polityka bezpieczeństwa może mieć bowiem charakter ofensywny lub defensywny. W pierwszym przypadku zakłada neutralizację zagrożenia przez atak i likwidację go poza granicami państwa. W drugim przypadku opiera się na odstraszaniu państwa mogącego być źródłem zagrożenia groźbą zadania mu już na terytorium państwa odstraszającego tak wysokich strat i podniesienia kosztów ewentualnego zwycięstwa do tak wysokiego poziomu, że wszelkie poczynania agresywne czyni to nieopłacalnymi. W ten sposób państwo o mniejszym potencjale, choć prowadzące odważną, realistyczną i sprężystą politykę bezpieczeństwa, jest w stanie zabezpieczyć się przed państwem silniejszym. Dzięki temu władza w dotychczasowej historii stosunków międzynarodowych nie uległa koncentracji, państwa silniejsze zaś nie pochłonęły państw słabszych jak błędnie prognozował że się stanie Friedrich Ratzel.
 
W wymiarze zewnętrznym strategię odstraszania skutecznie realizowała ją w latach 1960. Francja pod rządami de Gaulle’a. Państwo to dysponowało wówczas potencjałem broni masowego rażenia i środków jej przenoszenia ustępującym liczebnie amerykańskiemu i sowieckiemu, lecz wystarczającym dla zniszczenia w przypadku wojny największych miast obydwu mocarstw światowych. Jak zauważył de Gaulle, Francji nie był potrzebny potencjał wystarczający do „wielokrotnego zabicia” jej przeciwników: by skutecznie odstraszyć ich od ataków na Francję, wystarczyło, że Francja będzie w stanie „zabić ich raz”. Podobną strategię „kosztownego dla agresora odwetu” z powodzeniem prowadzi również Korea Północna a próby w tym kierunku podejmuje wiele zbrojących się w broń rakietową państw azjatyckich jak Iran i Pakistan. 
 
Wewnętrzny wymiar polityki bezpieczeństwa
 
W zakresie strategii odstraszania realizowanej na własnym terytorium państwowym Polska posiada bogate tradycje organizacji konspiracyjnych, terroryzmu i działalności powstańczej. Idea „narodu pod bronią” powstającego powszechnie w obronie ojczyzny żywa była już w instytucji szlacheckiego pospolitego ruszenia czasów monarchii jagiellońskiej. Strategie wojny partyzanckiej i „wojny ludowej” tworzyli XIX-wieczni rewolucjoniści jak Wojciech Chrzanowski, Karol Stolzman, Henryk Kamieński, Karol Hoffman, Kazimierz Duch i inni. Praktycznych doświadczeń w tej dziedzinie dostarczyły walki partyzanckie pozbawionych broni i walczących w odosobnieniu leśnych oddziałów Powstania Styczniowego w latach 1860. i antykomunistycznego podziemia zbrojnego („żołnierzy wyklętych”) lat 1940.   
 
Warto przyjrzeć się też metodom walki innych ludów zamieszkujących dawniej na ziemiach polskich; na przykład ukraińskiej taktyce wykorzystania obozów warownych na płaskim terenie – od bronienia się przez kozacką piechotę przed silniejszym przeciwnikiem wśród spiętych w okrąg i okopanych taborów w XVII w. po nawiązujący do tej tradycji kijowski „Majdan” w 2014 r. Inspirujących wniosków dostarcza też żydowskie powstanie w getcie warszawskim w 1943 roku; z powodzeniem wykorzystał je rodzący się Izrael w defensywnej fazie wojny 1948 r. (strategicznie poległszy zarazem w 2006 r. wobec zastosowania podobnej strategii przez libański Hezbollah). 
 
Ramy dla wewnętrznego wymiaru polskiej polityki bezpieczeństwa
 
Prawdziwym gwarantem bezpieczeństwa Polski byłoby zatem rzetelne przygotowanie strategii odstraszania zarówno w wymiarze wewnętrznym, jak i zewnętrznym. W tym pierwszym przypadku znaczenie będzie miała – zgodnie z zaleceniami Ignacego Prądzyńskiego i Józefa Bema – koordynacja działań jednostek regularnych i nieregularnej wojny ludowej. Ta druga powinna być prowadzona przez wojska obrony terytorialnej, które nawiązywać powinny swym etosem do powstańców styczniowych i „żołnierzy wyklętych”oraz czerpać z doświadczeń walk z silniejszym przeciwnikiem prowadzonych w mieście przez powstańców żydowskich z Warszawy 1943 r. 
 
Umiejętnie przygotowana strategia odstraszania w wymiarze wewnętrznym pozwoliłaby w zupełności zneutralizować najbardziej dziś prawdopodobne zagrożenia dla bezpieczeństwa naszego kraju: groźbę sprowokowanej i wspieranej przez USA i/lub UE „kolorowej rewolucji” (jest to scenariusz o wiele bardziej prawdopodobny niż groźba rosyjskiej agresji konwencjonalnej, którą nieustannie straszą nas atlantyści); groźbę amerykańskiej „interwencji w obronie demokracji”poprzez bombardowania NATO i/lub amerykańską inwazję na wybrzeże Bałtyku i konwencjonalny atak na Polskę z baz amerykańskich w Niemczech z możliwym współudziałem jednostek niemieckich; groźbę inwazji pozaeuropejskich imigrantów lub uchodźców z ogarniętej konfliktami etnicznymi zachodniej Europy lub z ogarniętej wojną lub rewolucją Ukrainy lub Białorusi; groźbę irredentystycznych rajdów ukraińskich nacjonalistów na ziemie polskie i/lub zamieszek z udziałem ukraińskich emigrantów w Polsce; groźbę konwencjonalnej wojny z Rosją i Białorusią; groźbę konwencjonalnej wojny granicznej z nacjonalistyczną Ukrainą.    
 
Najpewniejsza gwarancja bezpieczeństwa 
 
W wymiarze zewnętrznym, najpewniejszym gwarantem bezpieczeństwa i środkiem odstraszania jest dziś broń atomowa. Żadne z państw atomowych nie stało się dotychczas przedmiotem agresji zewnętrznej, te zaś państwa które pozbyły się broni masowego rażenia – na przykład Libia, Irak i Syria broni chemicznej – zostały zniszczone. Dowodzi to, że opracowany w czasie Zimnej Wojny reżym NPT jest już przestarzały i nie odpowiada współczesnym zagrożeniom dla bezpieczeństwa międzynarodowego. 
 
W warunkach rywalizacji USA-ZSRS czynnikiem sprzyjającym pokojowi była nieproliferacja broni atomowej, jednak w warunkach załamania się równowagi światowej i zastąpienia jej systemem koncentrycznym z zajmującym w nim centralną pozycję agresywnym i nieograniczanym niczym supermocarstwem amerykańskim, to równoważąca na powrót stosunki międzynarodowe proliferacja broni nuklearnej stałaby się czynnikiem pokojowym i stabilizującym. 
 
Polska tożsamościowa powinna postulować i działać na rzecz zapewnienia międzynarodowej równowagi i umocnienia pokoju światowego poprzez dążenie pozyskanie dla siebie broni atomowej. W tym celu należałoby oczywiście wystąpić z reżymu NPT, czego precedens stworzyła w Korea Północna w 2003 r. Sama powszechna akceptacja NPT jest dość świeżej daty i nastąpiła równolegle z przekształceniem biegunowego układu międzynarodowego (USA-ZSRS) w układ koncentryczny (z USA jako centrum) po zakończeniu Zimnej Wojny (np. RPA przystąpiła do NPT w 1991 r., Francja i Chiny – w 1992 r.). 
 
Wnioskiem stąd zatem jest, że przekształcenie koncentrycznego systemu stosunków międzynarodowych w system policentryczny oznaczać będzie również rewizję podejścia do proliferacji broni masowego rażenia. Polska w okresie Zimnej Wojny posiadała własny program nuklearny (dokonano syntezy jądrowej i termojądrowej, wysoki poziom osiągnęły prace gen. Sylwestra Kaliskiego) i powinno się przygotować grunt dla powrotu do niego. 
 
Wielka strategia
 
Zasadnicza różnica pomiędzy narzędziami odstraszania w wymiarze wewnętrznym i w wymiarze zewnętrznym to różnica kosztów. Odstraszanie kosztowną do przełamania obroną na własnym terytorium i trudną do stłumienia wojną partyzancką – w sprzyjających okolicznościach przeradzającą się w wojnę ludową, możliwe jest przy niewielkich nakładach materialnych do jakich zdolna jest dzisiejsza Polska. Odstraszanie w wymiarze zewnętrznym (odwetowego ataku na państwo-agresora) wymaga kosztownych środków materialnych (broń ABC, rakietowe środki jej przenoszenia) .
 
W przypadku gaullistowskiej Francji, zwiększenie własnej force de frappe dzięki broni A możliwe stało się po wpisaniu jej w bardziej kompleksową strategię państwową obejmującą wzmocnienie władzy państwowej, suwerenność walutową i stworzenie gospodarki opartej na nowoczesnych gałęziach przemysłu, deproletaryzację warstw robotniczych i uspołecznienie kapitalizmu oraz politykę wielkości narodowej (la grandeur nationale). W przypadku Polski również wymagałoby to prowadzonej pod śmiałym przywództwem globalnej odnowy (1) w duchu statokratycznym, patriotycznym i tożsamościowym. Jest to więc zadanie dalekosiężne, konieczne jednak do realizacji, jeśli chcemy naprawdę zapewnić bezpieczeństwo, stabilność i warunki pokojowego rozwoju zarówno naszej własnej wspólnocie politycznej, jak i naszym sąsiadom. 
 
***  
 
 
1. „Odnowa” to tytuł pierwszego tomu niedokończonych powojennych wspomnień de Gaulle’a. Zob. Ch. De Gaulle, Pamiętniki nadziei, Warszawa 1974. 
 
 

Komentarze

komentarze

stat4u