Roman Dmowski: Niemcy, Rosja i kwestia polska. Część 2

Dmowski_Niemcy_RosjaW ramach publikacji tekstów źródłowych z zakresu historii myśli geopolitycznej, publikujemy w odcinkach całą książkę Romana Dmowskiego pt. Niemcy, Rosja i kwestia polska, na podstawie wydania: Roman Dmowski, Pisma, tom II, Antoni Gmachowski i S-ka, Częstochowa 1938.

Roman Dmowski

Niemcy, Rosja i kwestia polska

 

CZĘŚĆ DRUGA
Położenie międzynarodowe od czasu utworzenia Cesarstwa Niemieckiego

Cesarstwo Niemieckie i Europa

Dzień Sedanu był dniem, w którym Niemcy powróciły do swej roli w Europie. Ten naród, który niegdyś, skupiony dokoła średnio wiecznego tronu cesarskiego, przedstawiał główną potęgę świecką, który potem, rozbity wyznaniowo na dwa odłamy, rozdrobniony i osłabiony politycznie, patrzył na czasy Filipa II, Ludwika XIV i cały legł bezwładny u stóp Napoleona, który potem przez pół stulecia niedołężnemi często krokami zbliżał się ku politycznemu zjednoczeniu — pod Sedanem napowrót poczuł się pierwszym w Europie. Od chwili proklamowania w Wersalu nowego Cesarstwa, państwo niemieckie, sterowane przez Bismarcka, otrzymuje pierwszy głos w koncercie mocarstw i staje się osią polityki międzynarodowej. Główną orjentacją każdego z państw europejskich coraz więcej zaczyna być jego stosunek do Niemiec i do planów polityki niemieckiej; w końcu zaś o przymierzach i porozumieniach zaczyna decydować przedewszystkiem potrzeba zabezpieczenia się przed Niemcami.

Niemcy są dziś jedynem w Europie mocarstwem, znajdującem się w okresie szybkiego wzrostu potęgi, a z nią wzrostu aspiracyj, mocarstwem, któremu więcej niż komukolwiek za ciasno w granicach jego dotychczasowych posiadłości, z ducha swego silnie zaborczem, a ze  sposobu  postępowania zaczepnem.   Inne państwa coraz bardziej zmuszone są zajmować wobec nich pozycją obronną.

Powstanie zjednoczonego cesarstwa dało należytą organizacją państwową najliczniejszemu w Europie narodowi, którego żywotność, energja, zdolność do organizacji, wreszcie kultura wskazywała mu o wiele większą rolę w świecie, niż ta, którą przez ostatnie stulecia odgrywał. Olbrzymie, ale rozproszone i nawzajem paraliżujące się siły drobnych państewek niemieckich ujęte zostały w karby jednolitej organizacji, sprowadzone do jednego łożyska, zmuszone do działania dla jednego celu. Wielka, nowoczesna organizacja państwowa stworzyła przedewszystkiem warunki imponującego rozwoju przemysłowego i handlowego, który zdołał prędko zaniepokoić przodujące w tym względzie narody, zagrozić ich rynkom zbytu, poderwać ich rozwój, budząc wśród nich coraz głośniejszy alarm o „niebezpieczeństwie niemieckiem”. Coraz bardziej uzasadnione są obawy, że w ślad za ekspansją ekonomiczną Niemiec pójdzie ekspansja polityczna, której środki to państwo szybko przygotowuje i do której pod wielu względami posiada lepsze od innych warunki.

Między temi warunkami nieostatnie miejsce zajmują siły niemczyzny, istniejące poza granicami państwa Hohenzollernów, które są lub mogą być skierowane do współdziałania jego celom.

Rasa teutońska była zawsze ruchliwą, ekspansywną. Wcielona w naród angielski dała ona świetny obraz ekspansji zamorskiej — kolonizacji angielskiej we wszystkich częściach świata. Jako naród niemiecki, rozszerzała się, od tysiąca z górą lat na kontynencie europejskim (Drang nach Osten), kolonizując przedewszystkiem ziemie słowiańskie, zakładając na ich obszarze nowe „marchje” lub podbijając je pod znakiem zakonów rycerskich. I jak potęga Anglii, tem bardziej zaś anglo-saskiej rasy, ma swą główną podstawę w opanowanych przez ciąg ostatnich trzech stuleci obszarach zaoceanowych, tak potęga dzisiejsza niemczyzny ma swe główne źródło w ziemiach, w których przed lat tysiącem jeszcze się nawet słowo niemieckie nie rozlegało.

Ta ekspansja łącznie z wiekowem rozdrobnieniem politycznem Niemiec sprawiła, że dziś interesy niemieckie na kontynencie europejskim sięgają daleko poza granice państwa Wilhelma II i że panowanie niemieckie, a teru bardziej bezpośredni wpływ niemiecki nie zawsze tam się kończy, gdzie stoi ostatni strażnik celny Cesarstwa. Potęga niemczyzny jest o wiele większa, niż ta, którą wskazuje budżet Cesarstwa i cyfra jego sił bojowych.

Węzły łączące wszystkich Niemców i stosunek zjednoczonego narodu niemieckiego do jego współplemieńców żyjących poza granicami Cesarstwa, znajdują swój wyraz we współczesnym pangermanizmie.

Rok 1871 nie był ostatecznem zjednoczeniem. Niemiec. Było to zjednoczenie według dawnego programu pruskiego, z wyłączeniem Austrji. Zostały poza granicami Cesarstwa ziemie Korony austrjackiej, równie dobrze niemieckie, jak Bawarja lub Wirtembergia. To, że się one tradycyjnie zrosły z domem Habsburgów, nie przeszkadzałoby im należeć do państwa związkowego, jak Bawarji nie przeszkadza przywiązanie do niemniej starej dynastji Wittelsbachów. Umysł wszechniemieckiego entuzjasty nie uznaje między temi krajami żadnej różnicy i nie widzi powodu dlaczegoby granic państwa niemieckiego nie można było posunąć do Adrjatyku. Gdy zaś raz już tego rozpędu w jednym kierunku nabrał, rozgląda się w innych, zagarnia Niemców w Siedmiogrodzie i w rosyjskich prowincjach Nadbałtyckich, stwierdza, że i Szwajcarzy są w dwóch trzecich ludem „der deutschen Zunge”, że i Holendrzy i Flamandowie w Belgji są właściwie Niemcami, mówiącymi Plattdeutsch’em, niewiele różniącym się od tego, którego używają miljony ludności na północy Cesarstwa. W marzeniach swoich widzi on te wszystkie ludy złączonemi w jeden naród, w jedno państwo niemieckie, rozkazujące całej Europie i zagarniające stopniowo świat cały. Z takiego państwa — ufny w silę dzisiejszych Niemiec — robi on sobie program, wygłasza go otwarcie, rozwija w broszurach, artykułach i wykładach publicznych, wreszcie z konsekwencją, właściwą charakterowi niemieckiemu, w duchu tego programu organizuje pracę. Związki wszechniemieckie zakładają poza granicami państwa szkoły, utrzymują organy prasy, subwencjonują stowarzyszenia, prowadzą propagandę polityczną, a działalności ich pomaga skłonność Niemców do wędrowania za chlebem za granicę i rozrost interesów handlowych narodu, skutkiem którego liczba wpływowych rezydentów niemieckich w sąsiednich krajach, jak zresztą w całym świecie, nader szybko wzrasta. We wszystkich niemal sąsiadujących z Cesarstwem krajach powstaje gęsta sieć wpływów i zorganizowanych prac wszechniemieckich. Zwraca ona uwagę i budzi niepokój w opinji zainteresowanych narodów, która często uważa ją za bezpośrednie narzędzie polityki rządu berlińskiego, przypisując mu ciche jej kierownictwo.

Działalność wszechniemiecka rozwija się niezależnie od rządu, jej ogniska leżą nietylko w Prusiech, ale i w południowych krajach Cesarstwa i poza jego granicami. Jakkolwiek, urabiając w ościennych krajach opinję przyjazną dla Niemiec, zwiększając liczbę ich gorących zwolenników, nawet agentów i informatorów rządu niemieckiego, współdziała ona pod wielu względami polityce rządu i cieszy się jego poparciem; jakkolwiek z drugiej strony pangermanizm stanowi piłę, z którą rząd musi się liczyć i liczy coraz więcej — to jednak utożsamianie kierunku polityki berlińskiej z dążnościami wszechniemieckiemi  byłoby błędem.

Dzisiejsza polityka zjednoczonego cesarstwa pozostała polityką pruską, która nigdy nie dążyła do zjednoczenia Niemiec w tym sensie, w jakim zjednoczenie Włoch tię odbyło. Prusy odegrały rolę Piemontu niemieckiego w ten sposób, że na rozszerzonem należycie własnem terytorjum pozostały Prusami, umocniły swą organizację w duchu tradycyj pruskich, a następnie przygotowały związek z innemi państewkami Rzeszy w takiej postaci, żeby w nim sobie trwałą przewagę zapewnić. W stworzonem przez Prusy pojęciu państwa związkowego wszystkie kraje zjednoczonych Niemiec rządzą się same, ale nie mają swej polityki; jedne Prusy prowadzą politykę własną i kierują polityką Cesarstwa jako całości. Chcąc takie zjednoczenie Niemiec osiągnąć, trzeba było wyłączyć ze związku Austrję, współzawodniczkę Prus, zdolną stworzyć przeciwwagę dla ich wpływu. To było stałem dążeniem Prus w ciągu XIX stulecia. To dążenie się urzeczywistniło przez Sadowe i Sedan, Niemcy z wyłączeniem Austrji zostały skupione dokoła Prus i pod ich politycznem kierownictwem przy pomocy „krwi i żelaza”, które Bis marek uważał za konieczne środki zjednoczenia. I dziś też, o ileby Niemcy katolickie chętnie widziały kraje austrjackie w państwie związkowem, o tyle berlińskich mężów stanu to rozszerzenie państwa oznaczałoby koniec przewagi Prus i protestantyzmu. To też wiele jeszcze czasu niezawodnie upłynie, zanim dokończenie dzieła zjednoczenia Niemiec stanie się aktualnem dążeniem polityki Cesarstwa. Przez długi czas polityka berlińska będzie wolała na innej drodze korzystać z poczucia solidarności niemieckiej i mieć na swoje usługi Niemców poza granicami Cesarstwa. Jak dzisiejszy ustrój państwa związkowego, pozostawiający samodzielność mniejszym krajom niemieckim, do niego wchodzącym, oddaje ich iły na usługi polityki pruskiej, stawiając poza nią pierwszą w Europie potęgę, a usuwa Prusom przeszkody w ich polityce wewnętrznej — bo w Sejmie pruskim przeprowadza się to, czegoby w Parlamencie niemieckim nie dało się przeprowadzić — tak istnienie Austrji z jej krajami niemieckiemi jako osobnego państwa usuwa ją od wpływu na politykę Rzeszy, a nie przeszkadza nawiązaniu z nią ścisłych węzłów, zaprzęgających ją do rydwanu polityki berlińskiej. Powyższe argumenty przeciw zamiarom wszechniemieckim na Austrję istniałyby nawet wtedy, gdyby ta była państwem czysto niemieckim. Tem większe mają one znaczenie wobec olbrzymiej przewagi liczebnej w państwie habsburskiem żywiołów nieniemieckich — Słowian i Węgrów. Włączenie tych żywiołów do Cesarstwa Niemieckiego, gdyby było nawet możliwe, wytworzyłoby dla niego niesłychane trudności wewnętrzne: albo byłoby zmuszonem do zrzeczenia się charakteru narodowego państwa niemieckiego, albo też — gdyby go chciało utrzymać — to znalazłoby się w położeniu, o którem dają pewne pojęcie kłopoty Rosji lub nawet dzisiejsze kłopoty Prus z czterema miljonmi Polaków. Gdyby zaś żywioły nieniemieckie Austrji pozostały poza granicami państwa niemieckiego, uwolnione od związku z krajami niemiecko-austrjackiemi, musiałoby się w tej części Europy wytworzyć ugrupowanie polityczne, którego ośrodkiem nie byłaby niemczyzna, jak w dzisiejszej Austrji, i którego silnem dążeniem byłby przeciwstawienie    się    polityce    Niemiec.  Z  tych  wszystkich względów istnienie dzisiejszej Austrji, Austrji z przewagą niemczyzny w swym wewnętrznym ustroju, jest Prusom potrzebne, potrzebniejsze, niż jakiemukolwiek innemu państwu.

Polityka zjednoczonych Niemiec rozwija się dziś w dwu kierunkach: w pierwszym — na kontynencie europejskim, jest ona przedewszystkiem, jak wspomnieliśmy wyżej, dalszym ciągiem polityki Prus i, dążąc do rozszerzenia wpływu i panowania Niemiec w tej części świata, nie spuszcza na chwilę z oka tradycyjnego celu — utrwalenia przewagi Prus w świecie niemieckim; drugi kierunek to nowa dziedzina polityki pozaeuropejskiej — Weltpolitik, droga, na którą wprowadza Niemców rozwój zjednoczonego cesarstwa, na którą weszli przed dwudziestu laty i na której, gotując się do odegrania pierwszorzędnej roli, naród niemiecki występuje dziś jako główny współzawodnik Anglji.

To rozszerzenie zakresu polityki niemieckiej i zwiększenie jej napięcia przypisywane jest często Wilhelmowi II, jego osobistym poglądom i dążeniom. Niewątpliwie indywidualność cesarza wyciska na polityce Niemiec silne piętno, ale odbija się ona raczej w jej metodach. Sam kierunek polityki, jej zaczepność, siła jej nacisku na inne państwa jest wynikiem żywiołowego rozwoju narodu w nowych warunkach, jakie sprowadziło powstanie zjednoczonego cesarstwa; i pod tym względem niezawodnie będzie ciągły postęp, niezależnie od tego, kto stać będzie u steru tej polityki i kto ją będzie reprezentował.

Polityka Wilhelma II i ks. Bülowa — jakkolwiek mniej głęboka w planach i mniej dalekowidząca, nie tak zdolna do objęcia wszystkich przeszkód, jakie jej leżą na drodze, wreszcie bez porównania mniej zręczna w posunięciach — jest w prze ważnej mierze dalszym ciągiem i rozwinięciem polityki „żelaznego kanclerza”. Jest to linja polityki niemieckiej, wynikająca z rozwoju sił narodu i potęgi państwa. Ci, co później przyjdą, muszą iść dalej w tym samym kierunku, i mogą ich powstrzymać, tak samo jak dzisiejszych kierowników polityki niemieckiej, tylko przeszkody zewnętrzne.

Jeżeli dzisiejsze kierownictwo w porównaniu z polityką Bismarcka jest gorące i niecierpliwe, jeżeli prowadzi częstokroć Niemcy na drogę, z której się trzeba cofać po natrafieniu na przeszkody, których się nie przewidziało — to niewątpliwie nie jest tu bez wpływu temperament i skład umysłu Wilhelma II, posiadającego, zdaje się, wybitną skłonność do szybkich decyzyj. Ale trzeba wziąść pod uwagę, że cały naród niemiecki, przy wielkim spokoju, równowadze i cierpliwej wytrwałości indywidualnego charakteru niemieckiego, w swej zbiorowej psychologji jest dziś gorący i niecierpliwy.

Po r. 1871 Niemcy były „nasycone” — jak mawiał Bismarck, używając ulubionego wyrażenia Metternicha — a główną ich troską było zachowanie świeżej zdobyczy terytorjalnej oraz świeżo osiągniętej jedności politycznej i pozycji pierwszego mocarstwa w Europie. Bismarcka zajmowały z jednej strony wewnętrzne trudności konstytucyjne, kwestja zapewnienia dla swej polityki większości w młodym parlamencie Rzeszy, usunięcie z drogi przeszkody, jaką był dla niego kościół katolicki z przyznanemi mu poprzednio w Prusiech prawami (Kulturkampf), walka z polskością i z socjalizmem; drugiej zaś strony usuwał on niebezpieczeństwo odwetu ze strony Francji, pracował nad wytworzeniem w Europie stosunków, przy których byłaby niemożliwa koalicja przeciw Niemcom,  będącym groźną dla  wszystkich potęgą.

Dzisiejsze Niemcy posiadają   utrwalony  ustrój wewnętrzny, węzły jedności silnie zostały zaciśnięte, a postęp dążności pokojowych w Europie, zwłaszcza żaś we Francji, dalej rozwój rządów demokratycznych, uniemożliwiający planowanie wojen i doprowadzenie ich do skutku w gabinetach, wreszcie wciągnięcie, zdaje się bardzo trwałe, Austrji w sferę polityki pruskiej, usunęło w znacznej mierze ten „cauchemar des coalitions”, trapiący przez długi czas Bismarcka. Jednocześnie bujny rozwój sił narodu w dziedzinie ekonomicznej obudził nowe potrzeby i nowe aspiracje, a wzrost potęgi państwowej budzi coraz silniejszą wiarę w możność ich zaspokojenia. Niemcy oddawna przestały się czuć „nasyconemi”, a myśl polityczna narodu z zapałem i niecierpliwością szuka nowych zdobyczy. W tych warunkach indywidualność obecnego monarchy znakomicie wyraża zbiorowy nastrój  narodu.

Jeżeli Wilhelm II zwraca swą myśl z upodobaniem ku dziedzinie Weltpolitik, to dlatego, że ta dziedzina, skutkiem przemysłowego i handlowego rozwoju Niemiec, stała się w ostatnich czasach sferą realną interesów niemieckich, po wtóre zaś, że przed laty dwudziestu pięciu środek ciężkości polityki międzynarodowej wogóle zaczął się przenosić poza Europę. Silniejsze pchnięcie w tym kierunku dały właśnie Niemcy i to jeszcze za panowania Wilhelma I, kiedy Bismarck zainaugurował politykę kolonialną, której znaczenie z punktu widzenia pruskiego przez długi czas był lekceważył.

Jeżeli dziś można powiedzieć, że Niemcy są głównem mocarstwem, dążącem do naruszenia obecnego stanu rzeczy w międzynarodowem ustosunkowaniu interesów i wpływów, to naodwrót po r. 1871 Niemcy były mocarstwem, któremu na utrzymaniu wytworzonego stanu rzeczy najwięcej  zależało.

Pomimo tej zasadniczej  różnicy pomiędzy Niemcami dzisiejszemi a ówczesnemi, uderzającą jest rzeczą, że fundamenty, położone wówczas przez Bismarcka w jego stosunku do poszczególnych mocarstw kontynentu europejskiego i służące za oparcie jego polityce, z początku tylko obronnej i zachowawczej, po dziś dzień pozostały nienaruszonemi; tylko opiera się już na nich polityka wyraźnie agresywna. To świadczy najlepiej, do jakiego stopnia polityka zjednoczonego cesarstwa zachowała swą ciągłość, jak posuwa się ona nadal w kierunku, nadanym jej przez   Bismarcka.

II

TRÓJPRZYMIERZE, ROSJA I FRANCJA

Po rozgromię Francji Niemcy musiały szukać ścisłego przymierza z jednem przynajmniej z wielkich mocarstw europejskich, ażeby uniemożliwić porozumienie się wszystkich przeciw nim, porozumienie prawdopodobne wobec obaw, jakie wzrost ich potęgi obudził.

Gdy system polityki angielskiej nie dopuszczał stałych przymierzy, gdy o zjednaniu świeżo upokorzonej i obdartej Francji mowy być nie mogło — pozostawał wybór między Rosją i Austrją, jeżeli już nie odnowienie świętego przymierza, na które zanosiło się, jak można było sądzić, przez pewien czas po r.  1871.

Zdawać się mogło, że najodpowiedniejszym dla Niemiec sprzymierzeńcem jest Rosja. Od rozbioru Polski związana z Prusami wspólnym interesem, miała im ona wiele do zawdzięczenia w okresie, jaki nastąpił po r. 1815. W czasie wojny z Turcją r. 1829, podczas powstania polskiego r. 1830—31, podczas wojny krymskiej, wreszcie podczas ostatniego powstania polskiego stanowisko Prus ratowało Rosją. Z drugiej strony Prusy mogły dokonać tego, czego dokonały w tym samym okresie,, tylko dzięki przyjaznemu stosunkowi z Rosją. Ostatnia też niewątpliwie ocaliła je od interwencji mocarstw w chwili, gdy armja niemiecka stanęła pod Paryżem i gdy hr. Beust starał się interwencję dyplomatyczną zorganizować. Ku Rosji ciągnął Prusy interes dynastyczny i polityczny ich konserwatyzm, związek bowiem z nią dawał stanowczą w ich duchu odpowiedź na pytanie: „czy Europa ma być republikańską, czy kozacką?” — pytanie, które w Prusiech inaczej formułowano, ale które polityka berlińska zawsze miała przed oczami. Silny węzeł stanowiła znaczna liczba Niemców-protestantów na najwyższych stanowiskach rządowych w Rosji i pochodzące stąd wpływy niemieckie wewnątrz tego państwa. Zresztą gdy idzie o państwo, w którem tak jak w Rosji niemały wpływ na politykę; wewnętrzną wywierał zawsze stosunek domu panującego do dworów obcych — wiele znaczyła serdeczna przyjaźń, łącząca Aleksandra II z jego wujem Wilhelmem I.

Jedną wszakże z silnych stron Bismarcka była wcale dobra znajomość Rosji i wynikająca stąd pewna umiejętność obliczania wpływu czynników wewnętrznych na politykę tego państwa. Już na stanowisku ambasadora w Petersburgu nauczył się on obawiać ze strony społeczeństwa rosyjskiego „głupstw liberalnych” i panslawizmu, których początki uwydatniły się silnie w dobie ruchu polskiego, poprzedzającego ostatnie powstanie. Dla przeciwdziałania tym tendencjom uważał on za konieczne zbliżenie Berlina z Petersburgiem. „Objąłem urząd ministra spraw zagranicznych — powiada „żelazny kanclerz” w swych „Myślach i wspomnieniach” — pod wrażeniem, że powstanie, które wybuchło 1 (?) stycznia 1863 r., nietylko wysuwało kwestję interesu naszych prowincyj wschodnich, ale także szerszą o wiele kwestję, czy gabinet rosyjski będzie się kierował polskiemi czy antypolskiemi skłonnościami, dążeniem do braterstwa rosyjsko-polskiego w interesie panslawistycznym, antyniemieckim, czy też do wzajemnego popierania się Rosji i Prus1”.Ale z drugiej strony, Bismarck przeczuwał, że na gruncie nowych prądów w społeczeństwie rosyjskiem wyrośnie nastrój antyniemiecki i widział jego objawy niezwłocznie po wojnie francuskiej nietylko w opinji rosyjskiej, ale w postępowaniu Gorczakowa. Rok 1875, kiedy interwencja ostatniego ocaliła Francję od istotnie czy też wrzekomo grożącego jej nowego napadu przez Prusy, był dla Berlina poważnem ze strony Rosji ostrzeżeniem. Dyplomacja rosyjska dopiero po wojnie 1870—1 r. oceniła zmiany wytworzone przez nią we wzajemnem ustosunkowaniu sił mocarstwowych i zaczęła się obawiać potęgi niemieckiej; dla Niemiec zaś, po rozgromieniu Francji, Rosa pozostała jedyną groźną na kontynencie europejskim potęgą. Jeżeli tedy w interesie Rosji nie leżał dalszy wzrost potęgi niemieckiej, to w interesie Niemiec leżało raczej osłabienie Rosji, niż współdziałanie dalszym postępom jej mocarstwowego rozwoju.

Ten antagonizm dwóch najsilniejszych w Europie mocarstw przy łączącym je interesie w kwestji polskiej, z którym Prusy zwłaszcza liczyły się poważnie, zrodził politykę Bismarcka, która, starając się o dobre z Rosją, stosunki, jednocześnie dążyła do jej osłabienia. Stawiając sobie takie cele, Niemcy musiały szukać sprzymierzeńca w innem państwie. Tem państwem była Austrja.

Straciwszy po Sadowie wszelkie widoki w Rzeszy, wyrzucona jednocześnie z Włoch, Austrja skierowała, swe oczy na półwysep bałkański. Na tym gruncie spotykała się ona z Rosją, której miała zresztą powody obawiać się i ze względu na Wschodnią Galicję, gdzie pod protekcją rządu rosyjskiego szła energiczna propaganda t. zw. „moskalofilstwa”. Jeżeli doszła ona z Rosją, chwilowo   do   porozumienia    w    sprawach    bałkańskich i uzyskała jej zgodę na okupację Bośni i Hercegowiny (konwencja reichstadzka), to jednak nie mogła wątpić, że posuwając się dalej w swej polityce, dojdzie do starcia z Rosją, od którego może ją uchronić tylko poparcie Niemiec.

Jeszcze poważniej za zbliżeniem się do Niemiec przemawiały stosunki wewnętrzne Monarchji. Dwa żywioły panujące w Austrji — Niemcy i Węgrzy — potrzebowały oparcia przeciw Słowianom, oglądającym się w stronę Rosji. Zwłaszcza Węgrzy, pamiętający Rosji rok 1848, szukali zbliżenia do Niemiec. Na tych dwóch żywiołach oparte zbliżenie między Austrją a Niemcami obiecywało być trwałem, a umysł Bismarcka niewątpliwie przewidział, że związek z mocarstwem, w którem panującym żywiołem są Niemcy, zagrażani coraz bardziej przez żywioły słowiańskie, z mocarstwem nadto o wiele słabszem od Niemiec, będzie z czasem czemś więcej, niż przymierze między dwoma państwami.

Kiedy niepokojące Bismarcka slowianofilstwo rosyjskie przeszło po raz pierwszy z dziedziny ideologji w dziedzinę czynu, kiedy pod wpływem podniesienia przez nie hasła wyzwolenia Słowian bałkańskich Rosja wypowiedziała wojnę Turcji, kiedy kongres berliński pod prezydencją Bismarcka zredukował warunki traktatu sanstefańskiego i kiedy Niemcy z Anglją znalazły się w jednym obozie przeciw Rosji — fala nienawiści do Niemców w opinji rosyjskiej zaczęła wzbierać gwałtownie, a dyplomacja rosyjska zaczęła się lepiej orjentować co do właściwych planów polityki berlińskiej.

Przymierze z Austrją, zawarte w r. 1879 i rozszerzone w r. 1881 przez przystąpienie Włoch (po zajęciu przez Francję Tunisu) — w trójprzymierze, było uwieńczeniem planów i zabiegów Bismarcka i ostatecznem na dłuższy czas ustaleniem polityki Cesarstwa. Przymierzeodporne z Austrją przeciw Rosji, z Włochami zaś przeciw Francji zabezpieczało Niemcy na obu zagrożonych frontach, wprowadzając jednocześnie spokój w stosunki austrjacko-niemieckie i austrjacko-włoskie. Ale miało ono dalsze i donioślejsze o wiele znaczenie, które dopiero   w   rozwoju    wypadków    należycie   się   uwydatnia.

Na kongresie berlińskim, w owym pierwszym doniosłym akcie dyplomacji zjednoczonego cesarstwa, położone zostały trzy kamienie węgielne polityki berlińskiej, które po dziś dzień zostały niewzruszonemi i na których się ona długo jeszcze niezawodnie opierać będzie: uzależnienie od Niemiec Austrji przy względnem popieraniu jej polityki bałkańskiej; osłabianie Rosji przy staraniu się o możliwie dobre z nią stosunki (kontrasekuracja z Rosją po zawarciu trójprzymierza); wreszcie opieka nad  Turcją.

Jakkolwiek Bismarck podkreślał bezinteresowność Niemiec w kwestji wschodniej, występując na kongresie w roli „uprzejmego pośrednika”, jakkolwiek w kilka lat potem wygłosił był o sprawach bałkańskich zdanie, że „nie są one warte kości jednego grenadjera pomorskiego”, to jednak polityka jego, konsekwentnie podcinająca plany rosyjskie, przygotowywała w Turcji grunt pod wpływy niemieckie, które dziś zajęły tam pierwsze miejsce.

Prawdopodobnie nigdy nie będziemy wiedzieli, jak daleko szły jego plany w tym kierunku, tak samo, jak nie będziemy wiedzieli, o ile konkretnie przedstawiał on sobie stopniowy, pokojowy podbój Austrji, po sprzymierzeniu się z Niemcami związanej z nimi osobną konwencją pocztową i telegraficzną (rozszerzającą taryfę wewnętrzną na oba państwa), i powoli reformującej swe instytucje na wzór cesarsko-niemieckich, wreszcie otwierającej swe granice  dla   działalności   związków wszechniemieckich,   mających   centralną   siedzibą   w    państwie Hohenzollernów. Niewątpliwie   wszakże myślał nieco o tych rzeczach podczas swej podróży z Gasteinu do Wiednia w r. 1879, gdy go spotykało entuzjastyczne przyjęcie ze strony tłumów  niemieckich, pozwalające mu  zapomnieć, że się znajduje w obcem państwie.

Polityka Niemiec względem Rosji przeszła od kongresu berlińskiego bardzo interesującą i skomplikowaną ewolucję i przez dłuższy czas zanosiło się na jej zupełne niepowodzenie. Niemniej przeto pozostała ona po dziś dzień tem, czem  była w swem  założeniu.

Jeszcze w dwa lata po kongresie Aleksander II nazywa w toaście Wilhelma I „swym najlepszym przyjacielem”. Ale już przygotowuje się w Rosji polityka wyraźnie antyniemiecka,   która bierze stanowczo górę po tragicznej śmierci cara i, rozwijając się przez czas rządów Aleksandra III,   prowadzi wreszcie   do   przymierza Rosji z Francją — tego przymierza, na które niejednokrotnie już się zanosiło i przeciw któremu pracowały zawsze Prusy, widząc jego zależność od stanowiska Rosji względem Polaków1.

Tu trzeba zaznaczyć, że związek między kwestją polską a wzrostem panslawizmu i dążności antyniemieckich w Rosji  z  jednej strony,  z drugiej  zaś zbliżeniem  Rosji strzeżenia kraju od wszelkich ofiar. W tych warunkach system rusyfikacyjny posuwał się naprzód bez tarcia i robił pozornie szybkie postępy, a rząd rosyjski nie potrzebował myśleć o porozumieniu się z Polakami, ponieważ nie widział w nich siły i liczył, ze o wiele prędzej dojdzie do umocnienia się w kraju przez jego rusyfikację. Nazwawszy Królestwo „Krajem Nadwiślańskim”, Rosjanie sobie wyobrazili, że to już rosyjska prowincja, że Polska nie istnieje, a Polaków zaliczyli do liczby „inorodców”, tych licznych plemion z niższą kulturą, powoli asymilowanych przez Rosję. Polacy zaś swą uległością sami pomagali do utrzymania opinji rosyjskiej w tem przekonaniu.

Te pozorne postępy rusyfikacji w Polsce dodały niewątpliwie wiary w siebie zaborczemu nacjonalizmowi Rosjan i wpłynęły na ewolucję ich panslawizmu w kierunku „zlania wszystkich strumieni słowiańskich morzu morzu rosyjskiem”.

Świeżo właśnie nastąpiły w Rosji zmiany społeczne, przygotowujące liczne szeregi dla tego rodzaju nacjonalizmu i fałszywego panslawizmu.

Szkoły panowania Aleksandra II wypuściły liczny zastęp nowej inteligencji, zrekrutowanej z warstw ubogich — w znacznej części z synów duchowieństwa. Przy słabym rozwoju ekonomicznym kraju, ten nowy a liczny żywioł inteligentny więcej o wiele niż w innych krajach zmuszony był szukać karjery w służbie państwowej. W jego tedy interesie leżała polityka zaborcza nawęwnątrz i nazewnątrz, polityka oddająca z jednej strony wszystkie posady w nierosyjskich prowincjach państwa Rosjanom, czyli „rusyfikacja kresów”, z drugiej zaś — skierowana ku nowym zaborom, ku tworzeniu nowych pól dla urzędniczej karjery.

W owej  epoce skrystalizowało się ostatecznie wśród licznych żywiołów pojęcie państwa jako organizacji, dostarczającej dochodów Rosjanom kosztem innych narodowości, Rosjanom prawdziwym, uwydatniającym swój patrjotyzm; i pojęcie patriotyzmu, zwracającego myśl nie w kierunku podźwignięcia swego narodu i twórczej pracy dla jego przyszłości, ale w kierunku niszczenia innych narodów i żywienia się ich kosztem. Było w tem niemało obłudy pseudo-patrjotycznej, ale bodaj więcej jeszcze naiwnej wiary, że tak być powinno, że państwo rosyjskie istnieje i rozszerza się w celu tworzenia jak największej liczby posad urzędniczych dla Rosjan i że to jest racją jego bytu.

Tak pojmowany patrjotyzm rosyjski patrzył na Polskę wyłącznie jako na pole dla mnożącej się ciągle liczby posad urzędniczych, zajmowanych przez Rosjan i patrzył zazdrosnem okiem na każdy kawałek chleba, zjadany przez Polaka. Wszelka zaś polityka pojednania z Polakami, której konsekwencją byłoby wycofanie pewnej ilości Rosjan ze stanowisk urzędowych w Polsce, byłaby w oczach jego zdradą sprawy rosyjskiej. Taką była opinja panująca, i rząd, chociażby szersze widoki polityczne nakazywany mu iść w innym kierunku, musiał się z nią liczyć, a może nawet nie byłby zdolny jej się przeciwstawić. Bo autokratyzm rosyjski, podminowany przez wzrost w społeczeństwie prądów liberalnych i przez ruch rewolucyjny, coraz bardziej uzależniał się od biurokracji, w której interesie leżała tego rodzaju „patriotyczna” polityka; rządy zaś Aleksandra III, stawiające sobie za główny cel stłumienie rewolucji, która zgładziła poprzedniego monarchę, najskuteczniejszy środek przeciw niej widziały w rozbudzeniu zaborczego nacjonalizmu.

Ten młody i niekulturalny nacjonalizm, pełen naiwnej wiary w siły Rosji, w jej zdolność zagarnięcia nieograniczonych obszarów i strawienia ich ludnością apetytami swemi w jednym kierunku sięgał Egejskiego-morza i Adrjatyku, w innym marzył o Indjach Wschodnich, i w marzeniach swoich widział na tych obszarach gubernatorów i sprawników rosyjskich, z podwójnemi pensjami i z nieograniczoną ilością dochodów dodatkowych.

Z natury rzeczy był on silnie antyniemieckim. Niemcy stali na drodze ekspansji rosyjskiej na zachód, rządzili krajami, które przez Rosjan przecie powinny być rządzone, a polityka berlińska rzucała Rosji kamienie pod nogi na Bałkanach. Wcielając zaś w życie hasło-„państwo rosyjskie wyłącznie dla Rosjan”, spostrzegł on, że w tej samej Rosji Niemcy zajmują najwybitniejsze stanowiska w rządzie i że w swoich prowincjach nadbałtyckich korzystają z odrębnych instytucyj, pozwalających im rządzić się po niemiecku. Niebawem też pod naciskiem narodowej opinji rosyjskiej zaczyna się wypieranie Niemców ze stanowisk rządowych, czyli, że się tak wyrazimy, „nacjonalizacja” rosyjskiej machiny państwowej, z drugiej zaś — rusyfikacja prowincyj nadbałtyckich, które otrzymują rosyjską organizację władz z językiem rosyjskim na miejsce niemieckiego w administracji, sądach i szkole. Niemiecki uniwersytet w Dorpacie zostaje zamieniony na rosyjski, a nawet sam Dorpat staje się Jurjewem,

Niemcy rosyjscy, którzy dotychczas wywierali byli olbrzymi wpływ na politykę wewnętrzną i zewnętrzną państwa, znaleźli się w położeniu, w którem już nietylko wpływ ich, ale samo istnienie zostało zagrożone. Jedni z nich zaczęli się poddawać, przerabiając się istotnie czy pozornie na Rosjan, inni wszakże organizowali opór przeciw rusyfikacji. Było sporo takich, którzy emigrowali do Prus i tam podniecali opinję przeciw Rosji. W oburzeniu, jakie wtedy zapanowało w Prusiech na Rosję, grała rolę nietylko sympatja dla uciskanych współplemieńców i obawa o los prowincyj nadbałtyckich, uważanych za niemieckie, ale także zrozumienie interesu zewnętrznej polityki Prus, dla której nie mogła być obojętną strata tej podstawy, jaką stanowił dla niej w Rosji wpływ Niemców miejscowych.

Wpływ pruski zmalał zresztą bardzo i na dworze rosyjskim. Aleksander III, żonaty z księżniczką duńską, trzymał się z daleka od Berlina, a utrzymywał bliskie stosunki  tylko z Kopenhagą.

O tem, jak panslawizm rosyjski zawierał mało sympatyj rzeczywistych dla Słowian, a był właściwie w stosunku do nich zaborczym nacjonalizmem, świadczy polityka rosyjska w Bułgarji po jej wyzwoleniu z pod jarzma tureckiego. Po wojnie, która zdobyła dla Rosji u ludów słowiańskich urok i wdzięczność, polityka ta zrobiła wszystko, żeby ten moralny rezultat zniszczyć. Rosjanie, których zostawiono w Bułgarji (misja generała Kaulbarsa) zaczęli odrazu pracować nad zaprowadzeniem niewoli rosyjskiej na miejsce tureckiej. Tym sposobem wywołali w Bułgarji politykę antyrosyjską, której głównym wyrazicielem był Stambułów, a która w Rosji uznana została za dowód niewdzięczności   słowiańskiej.

Tym sposobem na gruncie bałkańskim polityka słowiańska Rosji  zbankrutowała, nie przez to wszakże, iż była słowiańską, ale przez to, że była nią fałszywie, że się zwróciła przeciw samoistności narodu słowiańskiego. Taką też była i w następstwie polityka Rosji na Bałkanach, co ją doprowadziło do zamiany z Anglją ról w Konstantynopolu.    Z   chwilą  gdy   się okazało, że ludy bałkańskie mają swą samodzielność narodową, że chcą i umieją być czemś więcej, niż przednią strażą Rosji i materiałem do rusyfikacji – Rosja przestała je popierać, a Anglja przestała ich się obawiać- Rosja zaczęła bronić nietykalności Turcji i przeciwdziałać aspiracjom bułgarskim, dawna zaś opiekunka Turcji Anglja zaczęła popierać chrześcijan, widząc w państewkach bałkańskich pewniejszą, niż rządy tureckie, tamę przeciw inwazji innych mocarstw.

Podrażniona niepowodzeniami na Bałkanach i widząca w nich rękę dyplomacji niemieckiej, Rosja czyni przygotowania wojenne na zachodnim froncie, a hasło wojny z Niemcami staje się w państwie coraz popularniejszem. Konstytucja wszakże Bismarcka, trójprzymierze, okazuje dużą żywotność i przedstawia się jako niezwalczona potęga. Do tej kombinacji trzech mocarstw grawitują państwa drobniejsze, skąd wynika zupełne izolowanie na lądzie europejskim Francji z jednej strony, a Rosji z drugiej. Położenie tych dwóch państw staje się tem niebezpieczniejszem, że Anglia, będąca w stałym antagonizmie z Rosją na gruncie kwestji wschodniej i dochodząca z nią do ostrego konfliktu na terenie środkowo-azjatyckim, z Francją zaś rywalizująca w Afryce i obawiająca się jej zwłaszcza po okupacji Egiptu — zajmuje wprawdzie tradycyjne stanowisko wolnej ręki, ale zbliża się coraz więcej do trójprzymierza. Bliski jej stosunek z Włochami zacieśnia się zwłaszcza po usadowieniu się Francuzów w Tunisie, na rozwój bałkańskiej polityki Austrji patrzy ona życzliwie, co do Niemiec zaś, to jakkolwiek zaniepokoiła ją obudzona nagle w latach 1834—5 energja kolonjalna tego państwa, to jednak od r. 1888 zaczyna ona dochodzić z niemi do porozumienia w sprawach afrykańskich, mniej dla niej ważnych, niż kwestja środkowo-azjatycka.

Z położenia, w jakiem się znalazły Rosja i Francja, wynikała logicznie konieczność zbliżenia się wzajemnego tych dwóch państw,  tak różnych politycznym ustrojem.

Biegunowa różnica ustroju obu państw stanowiła poważną przeszkodę do wzajemnego ich zbliżenia się, nietylko ze względu na zrozumiałe zupełnie wstręty i uprzedzenia, które niełatwo było przezwyciężyć, ale także ze względu na realne całkiem polityczne wątpliwości, które w Petersburgu zjawić się musiały. Wpływ braterstwa z republikańską Francją na wewnętrzne stosunki w Rosji nie był pożądany dla rządu, pragnącego umocnić zachwiane podstawy samowładztwa.

Przez długi też czas Rosja zajmowała stanowisko izolowane, a Aleksander III pił za zdrowie „swego jedynego przyjaciela, księcia czarnogórskiego”.

Od czasu wszakże, kiedy kwestja polska zeszła z porządku dziennego spraw międzynarodowych, a Niemcy urosły na pierwszą w Europie potęgę, przymierze między Francją i Rosją stało się nieuniknionem. Przygotowuje się też ono powoli. W r. 1888 dochodzi do skutku entente cordiale, która, zacieśniając się coraz bardziej, w r. 1891 zamienia się w formalne przymierze. W owym czasie stosunki między Rosją i Niemcami dochodzą do silnego zaostrzenia i wojna zdaje się wisieć w powietrzu.

Niemcy do tego stopnia liczyły się z możliwym wybuchem wojny, że zaczęły łagodzić swój stosunek do Polaków. Rząd Capriviego rozpoczął względem nich politykę „ugodową”, a Wilhelm II zaczął w tym kierunku zużytkowywać swój wdzięk osobisty. Arcybiskupem gnieźnieńsko-poznańskim mianowany został na nowo Polak, ks. Stablewski (po jednym już Niemcu, Dinderze), na rzecz języka polskiego zrobiono drobne koncesje w szkole, a konduktorzy na kolejach zaczęli wywoływać stacje po polsku. Ma się rozumieć, ten okres flirtu był bardzo krótkotrwały, minął on z chwilą, kiedy stosunki z Rosją poprawiły się   nieco.

Nie naśladowała w tym wglądzie Prus Rosja, pomimo, że dla niej polityka rusyfikacyjna w Królestwie nie miała nigdy tego zasadniczego znaczenia, co dla Prus germanizacja Poznańskiego. Wprawdzie któryś dziennik, blisko rządu stojący, ogłosił wówczas parę artykułów przyjaznych dla Polaków, ale system rządów w Polsce nie zadrgał na żadnym punkcie, rusyfikacja srożyła się jak nigdy, a władze miejscowe jakby umyślnie starały się robić wszystko dla wywołania największego podrażnienia wśród ludności. Miejscowi działacze rosyjscy, mając za zwierzchników Hurkę i Apuchtina, czuli się pewniejszymi, niż kiedykolwiek, w swych pozycjach, i niemałego wysiłku byłby musiał użyć rząd, chcący uczynić jakiekolwiek ustępstwa na rzecz polskości.

III

ZMIANY W POŁOŻENIU MIĘDZYNARODOWEM.

 WSPÓŁZAWODNICTWO   NIEMIEC  Z ANGLIĄ

Kombinacja mocarstw, dzieląca kontynent europejski na trójprzymierze pod egidą Niemiec i dwuprzymierze rosyjsko-francuskie, przetrwała po dziś dzień, jakkolwiek stosunki międzynarodowe od chwili zawiązania dwu-przymierza zaczęły podlegać głębokim zmianom. Zmiany te wywołane zostały przez potęgujące się coraz bardziej współzawodnictwo Niemiec z Anglją, stanowiące dziś główną nutę polityki niemieckiej, przy zachowaniu jej podstaw w stosunku do Austrji, Turcji i Rosji.

Bismarck przez długi czas manifestował swe lekceważenie dla polityki kolonjalnej, widząc zadania Prus w Europie. Gdy wszakże te zadania zostały w głównej mierze spełnione, gdy zjednoczone Niemcy przy pomocy trójprzymierza stworzyły sobie na gruncie europejskim niezachwianą pozycję, a gdy wewnętrzny ich rozwój zaczął szybko rozszerzać sferę ich interesów poza Europą, przyszła chwila na rozpoczęcie polityki morskiej i kolonjalnej. Do tej chwili nie było dwóch mocarstw europejskich, mających mniej powodów do starć, jak Anglja i  Prusy.

Między polityką tych dwóch państw istniała analogia w sensie odwrotnym. Anglja, zrzekłszy się interesów na kontynencie europejskim, wyzyskiwała wojny kontynentalne dla rozszerzenia swych posiadłości kolonjalnych i opanowania dróg morskich. Prusy, dopóki nie poczuły się na gruncie europejskim względnie „nasyconemi”, mogły wyzyskiwać konflikty miedzy państwami, mającemi interesy poza Europą, dla swych celów w Europie. Przy takiem zupełnem rozdzieleniu sfer interesów poważny konflikt między temi dwoma państwami byt niemożliwy — przeciwnie, oddawały one sobie nieraz w historji wzajemne usługi. I jak do rozwoju potęgi kolonialnej angielskiej Prusy pośrednio wielce się przyczyniły (wojna siedmioletnia, epoka napoleońska), tak rozrostowi Prus niewątpliwie pośrednio pomagała walcząca z Francją Anglja. Ten stosunek wzajemnego popierania się wystąpił na kongresie berlińskim i w następnych latach wyrażał się w pozycji Anglji wobec trójprzymierza. Dość wszakże niespodzianie dla Anglji i zrazu niedoceniona przez nią w tym względzie, polityka zjednoczonego cesarstwa zaczyna przed laty dwudziestu pięciu wychodzić poza granice  Europy.

Pierwsze kroki w tym względzie zrobione były za rządów  Bismarcka.

W r. 1884 Niemcy, korzystając z powolności gabinetu angielskiego, lekceważącego ich kwalifikację na mocarstwo kolonjalne, usadawiają się w Południowo-Zachodniej Afryce, poczem w tymże roku i następnym zajmują Togo, Kamerun, tworzą kolonję wschodnio-afrykańską, chwytają nie zajęte przez nikogo wysepki Pacyfiku i część nowej Gwinei. Na zwołanej w tym czasie do Berlina konferencji afrykańskiej Niemcy zmuszają Angiję do zrzeczenia się w pewnym sensie uprzywilejowanego siłą faktów stanowiska w innych częściach świata. Anglja do owego czasu zajmowała tylko wtedy nowe obszary zamorskie, gdy miały one dla niej wartość użytkową, gdy stanowiły ważne pozycje na drogach morskich   lub   gdy   im groziło   zajęcie   przez inne państwo.

Pozostałe, nie zajęte przez nikogo obszary, uważała ona za potencjonalnie angielskie, jeżeli się można tak wyrazić. Bismarck na konferencji wygłosił zasadę, że ziemie faktycznie nie okupowane do nikogo nie należą i mogą stać się własnością tego państwa, które je zajmie. Anglja, nad którą wisiał konflikt z Rosją w Azji Środkowej i której rywalizacja z Francją w Afryce wchodziła w coraz ostrzejszą fazę, zmuszona została do pogodzenia się i z tą zasadą, i z nową rolą Niemiec jako mocarstwa zabierającego głos w sprawach kolonjalnych. Zaczyna się wtedy pośpieszne okupowanie obszarów, nie przedstawiających natychmiastowej użyteczności, w ciągu paru lat kończy się „rozdrapywanie Afryki” i zagarnianie nie należących do żadnego mocarstwa wysepek na Pacyfiku. Kończy się też i dla Niemiec trwający zaledwie dwa lata okres zdobywania posiadłości kolonjalnych drogą pokojowej okupacji ziem nie należących do nikogo. To, co zdobyły tą drogą, nie przedstawia po dziś dzień wartości dochodowej i ze względu na swe położenie geograficzne nie ma znaczenia ważniejszych pozycyj morskich. Od tego czasu dążenia Niemiec w dziedzinie polityki morskiej i kolonjalnej musiały wejść na inną, trudniejszą  drogę.

Naturalnym pionierem tej drogi był rosnący z niesłychaną szybkością handel zamorski Niemiec, rozwój subwencjonowanych przez rząd komunikacyj okrętowych i związane z tem mnożenie się handlowych rezydentów niemieckich. W ślad za tem idzie rozwój sił bojowych państwa: w r. 1898 parlament uchwala wielki program budowy floty wojennej, który po dopełnieniu go w r. 1900, zapowiada na r. 1920 — 38 pancerników linjowych.

Aspiracje kolonjalne sybko rosną w Niemczech. Idea Niemiec jako wielkiej potęgi morskiej i posiadaczki bogatych kolonij opanowuje naród niemiecki i staje się kierowniczą w jego politycznej myśli. Organizuje się Związek floty, liczący dziesiątki tysięcy członków, towarzystwa kolonizacyjne, a wyobraźnia profesorów i dziennikarzy obok wszechniemieckiego państwa w Europie maluje obrazy niemieckiego imperjum kolonjalnego, widząc je w Afryce, w Ameryce Południowej i Środkowej, w Indjach holenderskich, przeprowadzając rozbiór Chin, w każdym zaś razie zagarniając Turcję i Azję Mniejszą aż do Zatoki Perskiej. Polityka Cesarstwa od chwili objęcia jej kierownictwa przez Wilhelma II — któremu Bismarck, nie chcąc się poddać, musiał ustąpić — orjentuje się przedewszystkiem według interesów pozaeuropejskich, które w tym okresie zajmują już pierwsze miejsce w polityce   międzynarodowej.

Zjednoczenie Niemiec i Włoch, ucichnięcie na wiele lat i usunięcie z porządku dziennego spraw międzynarodowych kwestji polskiej, przekształcenie Austrji, zapewniające jej na długi czas równowagę wewnętrzną, zjawienie się w kwestji wschodniej nowego czynnika w postaci samoistnych państewek, przedewszystkiem zaś żywotnej i czynnej Bułgarji, zawiązanie trójprzymierza i przymierza francusko-rosyjskiego, związków między państwami, mających warunki dłuższej trwałości — wszystko to wprowadza stosunki europejskie w stan równowagi i pozwala uwadze polityków skupić się na sprawach pozaeuropejskich, których doniosłość wzrasta niesłychanie szybko, w miarę rozwoju przemysłowego i handlowego krajów europejskich.

Po upadku dawnych potęg kolonjalnych — Hiszpanji, Portugalji i Holandji, pozostały na tej arenie tylko dwie rywalki — Anglja i Francja. Ostatnia po wojnie siedmioletniej, podczas której została pobita w Północnej Ameryce i w Indjach,   oraz   po   utracie   pozycji na morzach w okresie Napoleońskim, zeszła na krótko z areny, i Anglja w początku zeszłego stulecia pozostała jedynem państwem panującem na morzach, posiadającem rozległe i bogate kolonje i mającem wielkie poza Europą interesy. Francja wszakże na nowo wraca w ciągu XIX stulecia do polityki kolonjalnej, zajmuje Algier, Kochinchinę, po klęsce zaś r. 1871, jakby chcąc powetować sobie stratę terytorjalną w Europie, rozwija poza nią szczególną energję — idzie do Tonkinu, robi znakomitą zdobycz przez rozciągnięcie swego protektoratu nad Tunisem, wreszcie okazuje wielką ruchliwość w Środkowej Afryce. Było rzeczą naturalną, że w kraju, mającym taką pozycję morską, jak Wiochy, z podniesieniem narodowej energji na skutek politycznego zjednoczenia, zjawią się też aspiracje kolonjalne, skierowane przedewszystkiem do Północnej Afryki, gdzie były narażone na niepomyślne współzawodnictwo z Francją (co zbliżało Włochy do Niemiec). Wreszcie last but not least musiały się zjawić na tej arenie Niemcy, których interesy pozaeuropejskie rosły szybko na skutek rozwoju wewnętrznego.

Rozszerzająca się drogą ekspansji lądowej w Azji Rosja, na skutek innych, wyżej wskazanych przyczyn wewnętrznych, mianowicie rozwoju biurokratycznej zaborczości i szczególnego typu nacjonalizmu, do których później przyłączył się interes ekonomiczny młodego przemysłu rosyjskiego, zaczęła rozwijać szerokie plany azjatyckie, wiążące się ze stałem dążeniem państwa do otwartego morza. Powstrzymana w kierunku Bosforu, zaczęła ona zwracać swe oczy ku Zatoce Perskiej, zagrażając Anglji, w końcu zaś na Daleki Wschód się zwróciła.

Znaczenie spraw pozaeuropejskich podniesione też zostało przez wystąpienie w roli pierwszorzędnych mocarstw — Stanów Zjednoczonych i Japonji.

Tym sposobem wszystkie — z wyjątkiem Austrii — wielkie państwa europejskie okazały się silnie zainteresowane mi w sprawach pozaeuropejskich, i tam też ukazały się główne źródła konfliktów między niemi. Ale też na gruncie tych interesów inaczej, niż w Europie, układały się wzajemne między niemi stosunki.

Główna różnica wystąpiła z konieczności w stosunku wzajemnym Niemiec i Anglji — dwóch państw, z których jedno najwięcej posiada poza Europą i całe swe istnienie jako wielkiego państwa i wielkiego narodu na tem posiadaniu opiera, drugie zaś nie posiada prawie jeszcze nic, a ma wielkie i najszybciej rosnące siły, z których rodzą się największe apetyty. Niemcy muszą zdobyć to, czego nie mają, Anglja zaś nie może uronić tego, co posiada. Stąd źródło antagonizmu, zupełnie w historji nowego, ale dominującego dziś nad całą sytuacją międzynarodową.

W ciągu ostatnich lat kilkunastu Niemcy rozwijają wielką ruchliwość we wszystkich częściach świata. Polityka niemiecka daje się uczuć we wszystkich ważniejszych sprawach, zjawiających się na porządku dziennym, często zaś odgrywa rolą fermentu, wywołującego nowe kwestje.

Niemcy wespół z Rosją i Francją interweniują po pokoju w Simonoseki (1895 r.) i udaremniają Japonji korzystanie ze zwycięstwa nad Chinami, a w r, 1897 zabierając Kiao-Czau, zdobywają wiele obiecującą, jak się wówczas zdawało, podstawę w Chinach. Krzątanie się ich w Ameryce Środkowej i Południowej zaczyna budzić podejrzliwość w Stanach Zjednoczonych, dochodzą do irytacji podczas wojny z Hiszpanją, kiedy Niemcy wyraźną nieprzyjaźń Stanom okazywali, później, pod wpływem wieści o ich zamiarach na południową Brazylję, gdzie istnieją   oddawna   gęste osady niemieckie,   lub na wieść o ich propozycji kupienia duńskich Antylów, mogących służyć za podstawę operacyjną dla floty na wodach amerykańskich, wreszcie wobec ich zatargu z Wenezuelą. W Afryce pobudzają Boerów do wojny z Anglją (telegram Wilhelma II do prezydenta Krugera), wywołując w ostatniej dotkliwy wybuch oburzenia przeciw sobie. W Polinezji wchodzą w spór z Anglją i Stanami o Samoa. W Turcji umacniają swe wpływy, rozszerzają swe interesy w Azji Mniejszej, dostają firman na kolej bagdadzką, a Wilhelm II, ogłosiwszy się podczas podróży do Jerozolimy za przyjaciela Islamu, w roli tej stara się trwać po dzień dzisiejszy. Wreszcie w latach ostatnich podnoszą sprawę marokańską i doprowadzają do międzynarodowej konferencji w Algesiras.

Od chwili zawarcia przymierza francusko-rosyjskiego (1891 r.) antagonizm Niemiec do dwóch sprzymierzonych mocarstw szybko słabnie. Przeciwnie, Wilhelm II zaczyna energicznie zabiegać c przyjaźń Francji, robiąc cały szereg awansów w tym kierunku. Jednocześnie postępuje szybkie zbliżenie Niemiec do Rosji. Wilhelm II chce być „trzecim w dwuprzymierzu”. Sojusznicy z trójprzymierza. potrzebni w Europie, w polityce pozaeuropejskiej, antyangielskiej, mają mniej znaczenia lub nawet, jak Włochy, zbliżone są z Anglią. Tu potrzebna jest Niemcom Francja i Rosja.

Bliski stosunek z Rosją, nawet przy dążeniu do osłabienia jej, dyktowała cała tradycja pruska, w szczególności tradycja polityki Bismarcka, w której ślady Wilhelm II poszedł, choć się pozbył zbyt niezależnego kanclerza. Pod koniec zeszłego stulecia do zaciśnięcia napowrót tych węzłów znalazły się, powody i w Europie, gdy jednocześnie zmniejszało się źródło   antagonizmu.

Rosja zabrała się do budowy kolei Syberyjskiej i zaczęła rozwijać plany w kierunku    brzegów Oceanu Spokojnego. Zapanowały one w polityce rosyjskiej od wstąpienia na tron Mikołaja II, który jako następca tronu odbył podróż dokoła Azji i powrócił przez Syberję. Aspiracje azjatyckie, przy pochopności właściwej charakterowi rosyjskiemu, tak nagle wyrosły, że zjawiło się hasło „Azja dla Rosji”, a pisarze wpływowi zaczęli dowodzić, że dusza azjatyckich ludów jest bliska rosyjskiej, że przeznaczeniem Rosji jest przedewszystkiem stać się azjatyckiem państwem. Dla wprowadzenia w życie tych planów dalekowschodnich potrzebne było zabezpieczenie się na Zachodzie, a przedewszystkiem zapewnienie sobie spokoju w sprawach Bliskiego Wschodu. Tu nastąpiło skutkiem tego porozumienie z Austrją. Odwrócenie też uwagi Rosji w kierunku Dalekiego Wschodu pozwoliło jej obojętnie patrzeć na postępy wpływu niemieckiego w Turcji.

Wspólny interes Rosji i Niemiec wskazywała poniekąd ewolucja stosunków wewnętrznych w Monarchji Habsburskiej, gdzie zaostrzyły się silnie antagonizmy słowiańsko-niemieckie i gdzie za rządów Badeniego hegemonja niemiecka zdawała się zagrożoną. Dla Niemiec zawsze będzie rzeczą pierwszego znaczenia, by żywioł niemiecki w Austrji przewagi swej nie utracił, jak znów dla Rosji — żeby państwo habsburskie nie zaczęło prowadzić polityki słowiańskiej i nie wytrąciło jej tej broni z ręki, jaką były w jej polityce europejskiej hasła słowiańskie. Dyplomacja rosyjska już poprzednio temu przeszkadzała i trudno byłoby się jej pogodzić z utratą przez Rosję roli jedynej przedstawicielki Słowiańszczyzny.

Wreszcie w kwestji polskiej zaczęły się zjawiać niepokojące oznaki, zapowiadające jej bliskie odrodzenie.

Wstąpieniu na tron nowego monarchy w Rosji towarzyszyły wieści o „nowym kursie”, bardziej tolerancyjnym dla obcych narodowości, dające Niemcom nadzieję na poprawę położenia ich współplemieńców w Rosji, ale z drugiej strony mogące zaniepokoić ich obawą, żeby się nie poprawiło położenie Polaków. Wieści te o tyle były uzasadnione, że pod wpływem zwrócenia się aspiracyj rosyjskich ku Azji nacjonalizm rosyjski stracił groźne dla Niemców zabarwienie, przestał być zaczepnym względem nich zarówno nazewnątrz, jak nawewnątrz. Do zmiany wszakże polityki w Polsce nie wystarczało pewne złagodzenie tonu i mianowanie dyplomatyzujących nieco generał-gubernatorów w Królestwie — wymagała ona o wiele głębszego zwrotu, do którego ani rząd, ani opinja rosyjska nie była usposobiona, a na który interesy wszechpotężnej biurokracji nie pozwalały.

Pod wpływem tych nadziei na „nowy kurs” powstała w Polsce nieliczna grupa polityczna, zwana „ugodową", która na podobieństwo Polaków galicyjskich chciała poprowadzić akcję pojednania z rządem rosyjskim, opartą o zaufanie Korony, pozyskiwane manifestacjami lojalizmu. Jakkolwiek ta grupa tylko przez parę lat miała większy wpływ w społeczeństwie polskiem, w krótkim bowiem czasie okazało się, że jej rachuby są całkowicie chybione — to jednak zjawienie się jej obudziło w sferach politycznych niemieckich pewną obawę porozumienia polsko-rosyjskiego.

Głównem wszakże źródłem obaw niemieckich oraz motywem do zbliżenia się Niemiec i Rosji były nowe objawy ruchu narodowego i energji politycznej we wszystkich trzech dzielnicach Polski. Występowały one coraz wyraźniej w ostatnim lat dziesiątku   zeszłego stulecia.

Przyglądając się bliżej temu ruchowi, łatwo było spostrzec, że wszędzie ma on źródło w jednym procesie, mianowicie w budzeniu się politycznem szerokich mas narodu, w szczególności zaś warstwy włościańskiej. Ten sam proces, który na gruncie dzielnicy pruskiej dał polskości nową siłę w walce o zagrożone placówki w Poznańskiem i Prusiech Zachodnich oraz wywołał odrodzenie polskości na Śląsku, w dzielnicy austrjackiej zrodził walkę o wpływy polityczne między panującym konserwatyzmem szlacheckim a stronnictwami demokratycznemi, w rosyjskiej zaś, mianowicie w Królestwie Polskiem wyraził się zrazu w manifestacjach narodowych, a następnie w organizującej się stopniowo systematycznej walce przeciw polityce rusyfikacyjnej, o ujawniającym się coraz silniej oporze włościan przeciw nadużyciom władz na gruncie samorządu gminnego, oporze prowadzonym pod hasłem „walki o prawo”, wreszcie w szeroko zorganizowanej, acz tajnej, bo prześladowanej przez rząd, pracy nad oświatą, nad kulturalnem i moralnem podźwignięciem ludu. Ruchowi temu towarzyszą nowe hasła patrjotyczne, idzie on pod sztandarem Polski, różniąc się od dawnych ruchów polskich tem, że nie wywiesza hasła zbrojnego powstania, ale zapowiada walkę polityczną, codzienną, systematyczną o prawa narodu polskiego, o jego odrębność we wszystkich trzech państwach. Rosnąca ciągle liczba procesów politycznych w Warszawie, a następnie i w Poznaniu, gdzie rząd zaczął doszukiwać się łączności ruchu miejscowego z ogólnopolskim, przyczem ujawniało się współdziałanie policji pruskiej z rosyjską — świadczyła, iż rządy zwróciły baczną na nowy ruch uwagę.

Wytrawni politycy, zastanawiając się nad temi objawami, musieli zrozumieć, iż gotuje się radykalna zmiana w postawie politycznej Polaków we wszystkich trzech państwach, że się tworzą elementy nowej polityki polskiej, która nie będzie się już ograniczała do czysto dyplomatycznych zabiegów i prawnych deklaracyj dotychczasowej akcji konserwatywno – szlacheckiej, ale która, mając oparcie w masach, wejdzie stopniowo na drogę walki energicznej, zarówno w parlamentach, jak na gruncie, w kraju. Dla ludzi, patrzących jasno niewątpliwem było, że się odradza kwestja polska w nowej postaci, która może ją uczynić niebezpieczniejszą, niż poprzednie usiłowania   zdobycia   niepodległości z bronią w ręku.

Przeciwdziałanie temu ruchowi, niedopuszczenie do odnowienia kwestji, która zdawała się pogrzebaną, było wspólnym interesem obu rządów i węzłem, łączącym je na nowo na gruncie kwestji polskiej.

Pod wpływem czynników powyższych z jednej strony, z drugiej zaś — łączności interesów polityki antyangielskiej w Azji rozwija się na nowo zbliżenie rosyjsko-niemieckie, wzmocnione osobistą przyjaźnią monarchów.

Niemcy, jako trzecie w dwuprzymierzu, występują w zorganizowanej przez Rosję interwencji po wojnie chińsko-japońskiej i te same trzy mocarstwa działają razem na Bliskim Wschodzie w czasie wojny grecko – tureckiej. Jest nawet chwila, kiedy zdaje się, że Francja, po Faszodzie, podrażniona w swej miłości własnej i widząca, że aljans z Rosją nie chroni jej od porażek poza Europą, wejdzie w przymierze z Niemcami, do którego w szerokich kołach opinji francuskiej zjawia się silna tendencja.

Spotyka się ona wszakże z dążeniem przeciwnem — do porozumienia z Anglją, reprezentowanem przez żywioły radykalne, które doprowadza do władzy kryzys wewnętrzny w republice, rozgrywający się na dziwnem tle sprawy Dreyfusa. Za wiele wszakże nagromadziło się przeciwieństw i uraz, ażeby ten kierunek polityki zewnętrznej   mógł się łatwo stać we Francji   popularnym.

Zdawało się, iż oczywisty plan Niemiec — stworzenia koalicji mocarstw europejskich przeciw Anglji, zbliża się ku urzeczywistnieniu. Wielkie mocarstwo kolonjalne znalazło się w zupełnem odosobnieniu przy braku wyraźnych antagonizmów między jego przeciwnikami. Ta splendid isolation, stająca się nader groźną dla przyszłości brytyjskiego państwa, nakazała mu wreszcie zerwać z tradycyjną polityką wolnej ręki.

Pierwsza myśl angielskich mężów stanu i opinji publicznej zwraca się ku własnym kolonjom, ku nowym społeczeństwom rasy brytyjskiej, wyrosłym w ciągu ostatniego stulecia za oceanami. Zapanowuje idea imperjalistyczna, idea związania mocniejszemi węzłami tych nowych ustrojów — australijskiego Commonwealth, Kanady i Kraju Przylądkowego — z metropolją, większego zrównania ich z Anglją w prawach i obowiązkach, stworzenia Brytyjskiego Imperjum, które, będąc wspólną sprawą wszystkich jego członków, dla wszystkich byłoby zarówno drogiem. Na czoło życia politycznego Anglji wysuwa się przedstawiciel tej idei, mąż stanu w szerokim stylu, Chamberlain, forsujący sprawę niezupełnie jeszcze, jak się okazało, dojrzałą do rozwiązania.

Pobudzone w społeczeństwie poczucie łączności rasowej przenosi się i na zaoceanową młodszą siostrę,. Amerykę. Zaczynają się coraz silniej w Anglji wyrażać sympatje do Stanów Zjednoczonych. Manifestując się podczas wojny hiszpańsko-amerykańskiej, budzą one wzajemność po drugiej stronie Oceanu. Nie głuszy ich nawet popularna dosyć w Ameryce sprawa Boerów, z którymi wojna stawia Anglję w bardzo trudnem położeniu, zmuszając ją do bierności wobec doniosłych wypadków na Dalekim Wschodzie.

Wobec wzajemnych sympatyj angielsko-amerykańskich, idących w parze z wspólnym antagonizmem do Niemiec, zbladły chwilowo nadzieje ostatnich na pomyślną walkę z panią mórz przy pomocy dwuprzymierza. Nagle Niemcy zmieniają front wobec Anglji. Wilhelm II

podejmujący zawsze osobiście zadanie wycofywania polityki niemieckiej z trudnych sytuacyj, w które zabrnęła, i naprawiania jej, a raczej własnych błędów — wkrótce po telegramie do Krugera, który wywołał zatrważające dla Niemców objawy w Londynie, jedzie do Angłji i tam deklaruje swą przyjaźń. Następnie zwraca się z ofertą swej przyjaźni do Ameryki, którą odbarza posągiem Fryderyka Wielkiego z bronzu i do której posyła ks. Henryka pruskiego w  odwiedziny.

Po ostatecznem załatwieniu sporu o Samoa między Anglją, Stanami Zjednoczonemi i Niemcami, a następnie po zawarciu traktatu z Niemcami, poręczającego nietykalność Chin, dyplomacja angielska zaczyna wierzyć w możność zbliżenia się z Niemcami dla wspólnego przeciwdziałania pochodowi Rosji na Dalekim Wschodzie. Zjawia się nawet myśl potrójnego przymierza angielsko-amerykańsko-niemieckiego, co do którego Anglja podobno w początku r. 1900 zrobiła obu pozostałym państwom propozycje. Widoki wszakże Niemiec szły w zupełnie przeciwnym kierunku.

Niebawem przekonała się Anglja o ich złej wierze zarówno w sprawie wenezuelskiej, jak na Dalekim Wschodzie, gdzie w dalszym ciągu popierały one akcję rosyjską, komentując porozumienie co do nietykalności Chin w ten sposób, że nie dotyczy ono Mandżurji, w  której  Niemcy  żadnych nie  mają interesów.

Ostatecznie też bierze górę w Anglji stanowczy kierunek, wrogi Niemcom. Zaczynają tam widzieć w nich głównego przeciwnika nietylko na gruncie żywotnych interesów politycznych w tem lub innem miejscu, ale na całym obszarze kuli ziemskiej, skutkiem podbojów, jakie wywóz niemiecki wszędzie czyni. Prasę angielską zaczynają przepełniać alarmujące w najwyższym stopniu artykuły o  „niebezpieczeństwie   niemieckiem”.     Dyplomacja

zaś angielska zdaje sobie sprawę z tego, że jej walka z Rosją jest w równej, a może większej mierze, walką z  Niemcami.

Widząc, że jej odosobnienie, zwłaszcza wobec wypadków na Dalekim Wschodzie, dłużej trwać nie może, Anglja decyduje się na śmiałą kombinację, na przymierze z państwem azjatyckiem. Ten jej krok wywołał tem niezwyklejsze wrażenie, że podniesiona przez przymierze do godności cywilizowanego mocarstwa Japonja mało była znaną w Europie, w szczególności żaś była niedocenianą pod względem swych sit bojowych.

Przymierze to dla Japonji, która przygotowywała się do nieuniknionej wojny z Rosją, miało pierwszorzędne znaczenie, zabezpieczając ją podczas starcia z przeciwnikiem, któremu spodziewała się podołać — od interwencji obcych mocarstw.

Do tej wojny pchała Rosje, fatalnie cała jej akcja, na Dalekim Wschodzie. Polityka rosyjska pod wpływem postępu ogólnej dezorganizacji machiny państwowej w latach, poprzedzających wojnę, nie miała jednolitego i wyraźnego kierownictwa. Nawzajem krzyżowały się w niej nieskoordynowane działania różnych władz, z których żadna nie ponosiła wyraźnej odpowiedzialności za całość akcji. Gdy ministerjum spraw zagranicznych, posiadające niejakie dane co do sił bojowych Japonji, starało się uniknąć wojny, a ministerjum wojny wycofywało część wojsk z Mandżurji i nie spieszyło się z fortyfikowaniem portu Artura — obdarzone szerokiemi pełnomocnictwami namiestnictwo Dalekiego Wschodu prowadziło politykę zaczepną, zaostrzoną przez prywatnych przedsiębiorców, wkraczających pod opieką państwa w sferę interesów japońskich. Jednocześnie olbrzymim nakładem budowano wspaniały port w Dalnim, niby w punkcie   zabezpieczonym   zupełnie,   nie   przewidując usług, jakie odda on nieprzyjacielowi podczas wojny. Rosja przestała już mieć jeden rząd, nie miała jednej kontroli nietylko nad prowadzeniem państwa nawewnątrz, ale nawet nad jego akcją zewnętrzną.

Ekspansja Rosji w kierunku Morza Żółtego mogła znaleźć poważne uzasadnienie w szerszych widokach państwowych. Port Artura był pierwszym nie zamarzającym portem rosyjskim na otwartem morzu. Można było również uzasadniać nowe zabory interesami handlowemi, odgrywającemi już w polityce rosyjskiej, pod wpływem zwłaszcza Wittego, pewną rolę. Ale na tę drogę mogło wejść tylko państwo, które poprzednio inaczej zagospodarowało się w Syberji, zwłaszcza Wschodniej. Gdyby Rosja zdołała była przedtem zaludnić należycie bogaty bądź co bądź kraj, będący oddawna w jej posiadaniu, miałaby w nim podstawę do posuwania się na południe, ku obszarom kulturalnym i gęsto zaludnionym obcą rasą. Ale w Rosji nawet z tego bodaj nie zdawano sobie sprawy, że Chiny i Japonja w niektórych kierunkach mają kulturę wyższą od Zachodniej Europy. Operacje wojenne z pustych obszarów Syberji przeciw tym krajom mogły liczyć na podobne powodzenie, co rządzenie Polską z niżej cywilizowanego i zapuszczonego wielkoruskiego centrum.

Na tę drogę ryzykownej, historycznie nie przygotowanej ekspansji pchały Rosję nietylko jej instynkty zaborcze i lekkomyślność działaczy politycznych, ale i wpływy niemieckie.

Dla Niemiec, rozwijających coraz ruchliwszą działalność na Bliskim Wschodzie, rozszerzających swe przedsiębiorstwa w Azji Mniejszej i mających tam już nawet swe osadnictwo, wreszcie posiadających już dominujący wpływ w Konstantynopolu — rzeczą pierwszorzędnego znaczenia   było   odwrócić   uwagę i  siły   Rosji w   innymkierunku. Akcja na Dalekim Wschodzie, raz rozpoczęta, zapowiadała dla Rosji zajęcie na długi okres, podczas którego Niemcy mogłyby spokojnie prowadzić swe dzieło w Turcji, nie narażając się na konflikt z wschodnim sąsiadem.

Polityka rosyjska na Dalekim Wschodzie prowadziła tam do poderwania stanowiska Anglji, obiecywała Niemcom nowe zdobycze terytorjalne i handlowe. Przecie mówiło się nawet wówczas o rozbiorze Chin, a cesarz Wilhelm niezawodnie myślał o czemś podobnem, gdy z zapałem głosił krucjatę przeciw żółtej rasie,

Trudno robić przypuszczenia co do tego, jakiego wyniku tej wojny spodziewano się w Berlinie, to pewna wszakże, iż niepomyślny jej przebieg obalił całkowicie kunsztowną konstrukcję polityki antyangielskiej Niemiec. Popsucie jej zresztą przygotowywało się już przed wojną ze strony Francji.

Przymierze francusko-rosyjskie, powitane swego czasu z takim zapałem przez odosobnioną Francję, przez jej ogół, mający mało wiary w swe siły i pragnący przedewszystkiem pokoju, przez nielicznych marzycieli, myślących o odwecie, i przez właścicieli kapitałów, znajdujących korzystne umieszczenie w Rosji — z czasem zaczęło podlegać krytyce. Nie uchroniło ono Francji od upokorzenia w Faszodzie, nie dawało zatem zadowolenia uczuć narodowych, przyszłość pożyczek rosyjskich zaczęła budzić wątpliwości, główna zaś, że po zbliżeniu się Rosji z Niemcami aljans prowadził coraz więcej Francję do służenia polityce tych dwóch państw za narzędzię. Republika powoli pozbywała się samodzielnej, we własnych, szerszych widokach prowadzonej polityki zewnętrznej.

Przy przejściu od zeszłego do obecnego stulecia w polityce francuskiej czuć ożywienie i zjawia się szersza inicjatywa. Dyplomacja republiki doprowadza do porozumienia z Włochami (1900—1902 r.) w sprawach śródziemnomorskich na gruncie zrzeczenia się ze strony Francji wszelkich interesów w Tripolisie, Włoch zaś w Maroku. Wobec dobrych stosunków włosko-angielskich, właśnie na gruncie spraw Morza Śródziemnego wytworzonych, porozumienie to zapowiada zbliżenie się Francji do Anglji, pod które grunt stopniowo we Francji się przygotowuje. Po wybuchu wojny japońskiej, która Rosję odrazu w Europie ubezwładnia i stawia w zależność od Niemiec, dla Francji staje się oczywistą potrzeba posiadania innego dla siebie oparcia, zwłaczcza wobec jej planów marokańskich. Wkrótce też po wybuchu wojny, w kwietniu 1904 r., następuje porozumienie angielsko-francuskie, regulujące wszystkie spory kolonjalne między dwoma mocarstwami i pozostawiające Francji wolną rękę w Maroku — fakt wielkiego znaczenia zarówno ze wzglądu na zbliżenie Francji do izolowanej w Europie Anglji, jak na usunięcie Niemiec przez oba państwa za nawias w sprawach Morza Śródziemnego. Ten akt, którego autorem ze strony francuskiej był śmiały polityk, człowiek szerokich planów, Delcasse, ze strony angielskiej jest dziełem drugiego dyplomaty w koronie, który się zjawia obok Wilhelma II na widnokręgu europejskim — króla Edwarda VII. Przez to porozumienie zadany został cios stanowczy polityce Niemiec, dążących do izolowania Anglji, obrócone w niwecz ich dziesięcioletnie zabiegi. Od niego zaczyna się nowa kombinacja mocarstw, wobec której dotychczasowe, formalnie istniejące przymierza tracą w części swe znaczenie.

Porozumienie między Francją i Anglją, dopełnione porozumieniem obu mocarstw z Włochami i Hiszpanją, wyłączające po raz pierwszy od dłuższego czasu glos Niemiec w ważnej kwestji międzynarodowej, jak kwestia  marokańska, było niewątpliwą porażką polityki berlińskiej. Zniosła ją ona narazie z pozorną obojętnością. Być może, iż nie wierzono bardzo w Berlinie w trwałość zbliżenia francusko-angielskiego; z drugiej strony, wojna na Dalekim Wschodzie dopiero się rozpoczęła, niewiadomo było, jaki weźmie obrót dla Rosji, a wiec i o ile się trzeba liczyć w Europie z aljansem francusko-rosyjskim.

Po roku wszakże trwania wojny przyszedł Mukden, od którego już wynik jej nie pozostawiał żadnej wątpliwości. Jednocześnie kryzys wewnętrzny w Rosji wszedł w ostrą fazę, czyniąc ją bezwładną nazewnątrz. Z drugiej strony we Francji pod rządami ministerjum Combesa rozwija się zacięta walka z Kościołem, odbywa się dezorganizacja armji i święcą triumf hasła anty militarne. Ta chwila wydaje się Niemcom najodpowiedniejszą do rozbicia tworzącego się ugrupowania i, biorąc asumpt z kwestji marokańskiej, w której ich interesy zostały zignorowane, dokonywują one ataku dyplomatycznego na Francję. Atak ten, którego spiritus movens był według wszelkich danych sam Wilhelm II, wykonano z gwałtownością zarazem i perfidją. Dyplomacja berlińska nadała sobie pozór, jakgdyby teraz dopiero dowiedziała się o rzeczach znanych jej dobrze — o treści porozumienia z Anglją Delcasse poinformował Berlin przed jego zawarciem i stamtąd nie zrobiono wówczas żadnych zastrzeżeń — zrobiła ze sprawy kwestję honoru mocarstwowego Niemiec i zażądała usunięcia francuskiego ministra spraw zagranicznych. Rząd francuski miał wrażenie, że jest zagrożony wojną, istotnie niebezpieczną przy stanie wewnętrznym państwa za ministerjum Combesa: Delcasse musiał ustąpić i Francja zgodziła się na konferencję międzynarodową. Był to triumf Niemiec, ale raczej formalny, niż faktyczny; polityka francuska ze zmianą kierownika nie zmieniła kierunku, a zbliżenie francusko-angielskie wytrzymało próbę konferencji w Algesiras i zacieśniło się dzięki wolnej od wahań polityce angielskiej, zdecydowanej popierać Francję. Angielsko-francuska entente cordiale staje się faktem, dominującym nad  położeniem międzynarodowem.

Od Algesiras zaczynają się też próby Anglji w kierunku zbliżenia do Rosji.

Jeżeli na treść traktatu portsmuckiego, łagodzącego możliwie dla Rosji skutki klęski wojennej, wywarły silny wpływ Stany Zjednoczone, nie pragnące zbytniego wzrostu zagrażającej ich interesom na Pacyfiku potęgi japońskiej, to niewątpliwie współdziałała tu mniej widocznie i Anglja. W interesie tego państwa leżało powstrzymanie pochodu Rosji w Azji, ale nie osłabienie jej zbytnie, pociągające z konieczności uzależnienie Rosji od Niemiec i oczyszczenie im drogi na Bliskim Wschodzie. Z drugiej strony Anglja już zaczęła szukać zbliżenia się z dotychczasowym przeciwnikiem na gruncie wspólnych interesów, zagrożonych przez  Niemcy.

Zabiegi angielskie doprowadziły do porozumienia z Rosją (1907 r.) w sprawach azjatyckich, bardzo dla Rosji korzystnego, zwłaszcza ze względu na jej obecne położenie mocarstwowe. Wraz z porozumieniem francusko-japońskiem i rosyjsko-japońskiem, dopełnia ono układu porozumień, w których sprężyną działającą jest polityka angielska, a z których wyłączone są Niemcy. Są to tylko porozumienia, nie przymierza, i niepodobna na nie patrzeć jako na koalicję przeciw Niemcom. Dzięki nim wszakże usunięte zostały kwestje sporne między mocarstwami, wyzyskiwane przez Niemcy w ich polityce agresywnej, przedewszystkiem antyangielskiej. Wiążą one niejako ręce dyplomacji berlińskiej i tamują ten rozmach, jakiego nabrała ona w polityce pozaeuropejskiej

Angielsko-francuska entente cordiale, przy dobrym stosunku obu państw z Włochami i Hiszpanją, porozumienie się mocarstw, zainteresowanych bezpośrednio w sprawach śródziemnomorskich, zmienia gruntownie położenie Zachodniej Europy wobec Niemiec. Wpływ ich w tej połowie naszej części świata zostaje podcięty, przedewszystkiem zaś Francja — zdegradowana po r. 1871 z zajmowanego przedtem pierwszorzędnego stanowiska mocarstwowego, odosobniona przez długi czas i nawet zagrożona nowym ciosem ze strony Niemiec, oparta następnie o Rosję, której potęgę przeceniała, a która ją prowadziła do służenia za narzędzie polityce niemieckiej, wreszcie, po zaangażowaniu się sojuszniczki na Dalekim Wschodzie i jej rozbiciu, zagrożona zupełnem uzależnieniem od Niemiec — przez zbliżenie się z Anglją odzyskuje pozycję samodzielną, a wraz z nią możność prowadzenia własnej polityki na najważniejszym dla niej poza Europą gruncie północno – afrykańskim. Niemcy, które, oparte na swej potędze i na antagonizmach innych mocarstw, gotowały się do rozkazywania całej Europie, napotykają dziś na Zachodzie realną, przeciwstawiającą się im siłę we Francji związanej z Anglją, wobec której zmuszone są pogodzić się z faktem, iż czas na ich hegemonję jeszcze nie przyszedł.

Wytworzona w ten sposób nowa sytuacja międzynarodowa sprowadza Niemcy w Europie do roli skromniejszej, niż ta, którą odgrywały doniedawna i utrudnia im — niewiadomo na jak długo — politykę zaczepną poza Europą.

Niemcy nie są wszakże skłonne do pogodzenia się z wytworzonym stanem rzeczy. Na drugiej konferencji pokojowej w Hadze (1907) występują one jako główne mocarstwo wojownicze, a całe zachowanie się ich przedstawicieli   świadczy  o zaczepnych na przyszłość   zamiarach polityki berlińskiej.

Podstawę do tych zamiarów stanowi nietylko ich, własna potęga, rozwój sił wewnętrznych własnego państwa, ale także ich stanowisko we Wschodniej Europie. Po rozgromię Rosji na Dalekim Wschodzie, w tej połowie Europy zaszły głębokie zmiany, wobec których dotychczasowa polityka Niemiec i tradycyjna polityka Prus, służąc swym ustalonym celom, na nowe pod niejednym: względem wstępuje drogi.

C.d.n.

 


1              Gedanken und Erinneungen. Rozdz. XV.

1              „Dla niemieckiej przyszłości Prus stanowisko Rosji było sprawą wielkiej wagi. Polonofilska polityka Rosji (mowa o prądach przed r. 1863, Przyp. autora) była obliczona na obudzenie sympatii rosyjsko – francuskich, przeciw którym usiłowania Prus były skierowane od czasu Pokoju Paryskiego, a w jednym wypadku wcześniej; przymierze (przyjazne dla Polski Przyp. Bismarcka) między Rosją a Francją, jakie wisiało w powietrzu przed rewolucją lipcową, postawiłoby ówczesne Prusy w trudne położenie. Było naszym interesem przeciwdziałać w gabinecie rosyjskim partii, mającej polski kierunek, chociażby to nawet był kierunek Aleksandra I”. Bismarck, Gedanken und Erinnerungen, rozdz. XV.

Komentarze

komentarze

stat4u