Protesty w Bułgarii

Konrad Gadera

Będąca jednym z najbiedniejszych krajów Unii Europejskiej Bułgaria boryka się z poważnymi problemami natury społeczno-ekonomicznej. Przyłączenie do Wspólnoty nie przyniosło wyczekiwanych zmian. Wielu ludzi, w szczególności młodych nieskażonych naleciałościami komunistycznymi, poczuło się niezwykle rozczarowanych obecną sytuacją w kraju. Proces demokratyzacji przebiegał w Bułgarii niezwykle boleśnie dla społeczeństwa. Obywatele żyją na dość niskiej stopie w porównaniu z mieszkańcami Unii Europejskiej. Pomimo 23 lat transformacji państwo pod względem śmiertelności zajmuje wysokie ósme miejsce na świecie. Wyższą lokatę zajmują jedynie kraje takie jak pogrążony w wojnie Afganistan lub znajdująca się w stanie rozkładu Somalia. W obliczu tak dramatycznych danych społeczno-ekonomicznych wybuch społecznego niezadowolenia wydaje się być zrozumiały. Katalizatorem ostatnich wydarzeń okazał się być projekt budżetu na rok 2013.

Bułgarskie zaciskanie finansowego pasa ma na celu redukcję długu publicznego do poziomu 2% PKB, co w przypadku tak słabej gospodarki może okazać się niezwykle trudne do wykonania. Obywatele doskonale zdają sobie sprawę, iż oszczędności dotkną ich w pierwszej kolejności. Dlatego też ogromne rzesze ludności wyszły na ulice Sofii, aby nawoływać partię socjalistyczną do jak najszybszego ustąpienia. W nocy z 23 na 24 lipca 2013 roku demonstranci wznieśli improwizowane barykady, całkowicie blokując dojazd do parlamentu.

Oprócz nawoływania do ustąpienia rządu, wielu demonstrantów sprzeciwia się wszechobecnej korupcji oraz oligarchizacji najważniejszych sektorów gospodarki. Demonstranci twierdzą, że nie opuszczą ulic do chwili dobrowolnej zmiany władzy.

Wzrost napięcia nastąpił rankiem 24 lipca 2013 roku. O godzinie 5:00 wobec zgromadzonych ruszyły znaczne siły policyjne. Służby porządkowe przy użyciu buldożera zniszczyły część barykad umożliwiających pospieszną ewakuację polityków. Wyłom został jednak szybko naprawiony przy pomocy fragmentów kostki brukowej wyrwanej z chodników. W powstałym chaosie udało się ewakuować parlamentarzystów oraz ministrów w opancerzonych samochodach przy asyście ogromnej liczby policjantów. Podczas nocnych zajść rannych zostało kilku protestujących oraz co najmniej jeden policjant. Wśród zgromadzonego tłumu można było usłyszeć, iż demonstracje mogą „przenieść się na plaże”, ponieważ niebawem zaczną się poselskie wakacje.

W sprawie zajść w Sofii głos zabrała wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej V. Reading. Zaapelowała do poszanowania demokratycznego prawa społeczeństwa do protestowania. Wyraziła również solidarność z Bułgarami nie zgadzającymi się z korupcją, zaznaczając, iż KE nie ma możliwości prawnych wywierania wpływu na rząd w Sofii w sprawie ustąpienia całego gabinetu.

Zdaniem ekipy rządzącej za wydarzenia w Sofii odpowiedzialna jest w znacznej mierze prawicowa frakcja Ataka znajdująca się w opozycji wobec rządu. W opinii członków gabinetu dużą rolę w zaognianiu sytuacji odegrały nieprzychylne media. Według jednej z relacji, minister A. Kutev miał zwrócić się do dziennikarzy państwowej telewizji, aby „ukazali protestujących w sposób obiektywny”. Pokazywał również do kamery cegłę, jaką rzekomo manisfestanci rzucili w stronę kordonu policji. Minister finansów D. Stoynev stwierdził, iż podczas przedzierania się przez blokadę parlamentu zobaczył „drugą twarz protestujących”. Była to według jego opinii twarz pełna nienawiści i żądzy mordu.

Premier eksperckiego rządu P. Oresharski do tej pory unikał wypowiedzi w sprawie wydarzeń na ulicach stolicy. Na stronie internetowej Wall Street Journal tuż przed blokadą parlamentu pojawił się wywiad z szefem rządu, który stwierdził, że nie ma zamiaru w żaden sposób ingerować w demonstracje. P. Oresharski stwierdził, iż do dopóki protest ma charakter pokojowy i nie dochodzi do aktów przemocy, nie ma powodów do jego przerywania . Niefortunnie rozmowa ta ukazała się tuż przed wzniesieniem barykad wokół budynku parlamentu.

Kwestią otwartą pozostaje dalszy rozwój sytuacji w Sofii. Demonstranci nie wydają się zmęczeni walką o realizację swoich postulatów, a rząd nie zamierza ustąpić. Wydaje się, że to dopiero początek chaosu na bułgarskich ulicach. Warto mieć nadzieję, iż protestujący nie spróbują siłowego obalenia obecnego gabinetu. Jeśli jednak już doszło do blokady parlamentu i chwilowego uwięzienia posłów, to nikt obecnie nie może przewidzieć jak rozwinie się sytuacja w Sofii.

Komentarze

komentarze

stat4u