Wojciech Suszyński: Rzeczpospolita Polska w środkowoeuropejskim układzie geopolitycznym: prometeizm ideą czy pragmatyzmem?

prometeuszWojciech Suszyński

Część I. Wschód

Toczący się konflikt na wschodniej Ukrainie poza zogniskowaniem na pewien czas uwagi opinii publicznej na zagadnieniach dotyczących właściwego zabezpieczenia granic i generalnie bezpieczeństwa międzynarodowego Rzeczypospolitej Polskiej, wywołał również ożywioną dyskusję dotyczącą pożądanej polityki jaką Rzeczypospolita winna prowadzić w obliczu zagrożeń rysujących się coraz wyraźniej na wschodzie. Zagrożenia owe związane są z przystąpieniem przez Federację Rosyjską do realizacji opracowywanej od dłuższego czasu koncepcji, którą w uproszczeniu nazwać można ponowną unifikacją geopolityczną (niekoniecznie w jeden organizm państwowy) terenów zajmowanych przez zachodnich i południowych sąsiadów obecnej Federacji Rosyjskiej.

Unifikacja ta prowadzona jest na wielu równoległych płaszczyznach, poczynając od ponownego zacieśniania więzi gospodarczych (do czego służy lansowany przez Moskwę projekt Unii Euroazjatyckiej) osłabionych wskutek rozkładu Związku Radzieckiego będącego spoiwem politycznym republik wchodzących w jego skład oraz równocześnie swoistą strefą wspólnego rynku i wolnego handlu, poprzez silną promocję kultury rosyjskiej, rosyjskiego języka (rozwój mediów rosyjskojęzycznych), podkreślanie wspólnych dla wielu narodów, zwłaszcza Europy Środkowo-Wschodniej tradycji XVIII-to i XIX wiecznego Imperium Rosyjskiego, aż po wykorzystywanie nacisków religijnych (Patriarchat Moskwy i Całej Rusi) i w ostateczności – groźbę zewnętrznej projekcji siły militarnej. To ostanie pole celowo wspomniane zostało na końcu – wbrew często publikowanym zwłaszcza w prasie i innych mediach nie zajmujących się tematyką polityki międzynarodowej i rywalizacji państw, nie jest ono bowiem narzędziem głównym czy kluczowym, choć jego rola jako swoistego ultimum tool nie powinna być pomijana.

Omawiane zjawisko w sposób oczywisty musi spotykać się z reakcją państw mających interesy w strefie działania Moskwy, w tym w szczególności w odniesieniu do Europy Środkowo – Wschodniej (przez co umownie nazywać należy dawny obszar tzw. Międzymorza rozciągającego się od północnych krańców Finlandii aż po plaże Adriatyku i Morza Czarnego) – Rzeczypospolitej Polskiej. 

Rzeczpospolita jest państwem o znacznym potencjale ludnościowym (szóste miejsce w Unii Europejskiej), surowcowym (istotne pokłady kopalin: węgiel kamienny i brunatny, rudy cynku, miedzi, ołowiu, siarka, sól kamienna, gaz ziemny, potencjalnie znaczące złoża gazu ze złóż łupkowych), liczącą się gospodarką o sporym rynku wewnętrznym (ósme miejsce w Unii Europejskiej pod względem produktu krajowego brutto w cenach rynkowych), państwem o długiej historii i tradycjach politycznych, znaczącym członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Rejon Europy Środkowo-Wschodniej pozostaje tradycyjnym polem penetracji polityki Rzeczypospolitej. Od początków istnienia polskiej państwowości zauważalny był napór sąsiadujących Germanów na ziemie zamieszkiwane przez plemiona, z których później powstało państwo Polskie, co skutkowało – wobec asymetrii sił, choć przede wszystkim – supremacji kultury germańskiej nad polską czy szerzej słowiańską – zwróceniem się wektora parcia geopolitycznego elit rządzących w Gnieźnie, Krakowie i w końcu Warszawie na wschód. Wraz ze wzrostem potęgi państwa Rosyjskiego (na potrzeby niniejszego artykułu stosujmy to uproszczone nazewnictwo) nieuchronnie dojść musiało do zderzenia obu frontów geopolitycznych, dla których naturalnym polem rywalizacji stała się właśnie linia rozpoczynająca się w dawnych Inflantach Królewskich (tereny dzisiejszej Republiki Łotewskiej) przechodząca przez obecną środkową Białoruś a kończąca się na ujściu rzeki Dniepr w południowej Ukrainie.

Z rywalizacji tej zwycięsko – jak wiadomo – wyszła państwowość Rosyjska. Upadek Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich i „wiosna ludów” w państwach środkowej części kontynentu Europejskiego spowodowały jednak zdecydowany regres wpływów i potęgi Rosji. Obecna administracja prezydenta Władimira Putina zarówno w sferze symboliki i propagandy, jak również w sferze faktycznych działań (o czym mowa była wyżej) zmierza do zbudowania ponownej dominacji Kremla w rejonie tzw. bliskiej zagranicy jak w nomenklaturze ery po-sowieckiej nazywane są byłe republiki wchodzące w skład dawnego ZSRR.

Przedmiotem dywagacji pozostaje jak na te działania winna odpowiedzieć Warszawa, jakimi narzędziami się posłużyć oraz jakie cele krótko, średnio i długofalowe w zakresie rywalizacji geopolitycznej winna sobie postawić? Pytania te stają się szczególnie aktualne w czasie nieodległej zmiany na urzędzie prezydenta Rzeczypospolitej, który to urząd przy sprawowaniu go przez aktywnego i zdeterminowanego polityka może mieć istotny wpływ na kształt polskiej polityki zagranicznej, w tym – wschodniej.

Na wstępie dalszych rozważań należy postawić tezę, iż Rzeczpospolita Polska nie jest w stanie samodzielnie zapewnić sobie i przy okazji innym państwom leżącym w polu jej bezpośrednich strategicznych interesów, bezpieczeństwa przed sąsiadującymi potęgami : Rosyjską i Niemiecką. Oba te państwa dysponują nieporównywalnie wyższymi wskaźnikami decydującymi o wadze geopolitycznej, przede wszystkim znacznie większymi gospodarkami, potencjałami ludnościowymi, militarnymi, handlowymi, technologicznymi czy tradycjami i wpływami dyplomatycznymi. Nie bez znaczenia jest również zaawansowana i samodzielna myśl geopolityczna kreowana przez doświadczone w tym zakresie elity obu krajów, które mają znaczący wpływ na ostateczny kształt polityki prowadzonej dosyć konsekwentnie przez Berlin i Moskwę. Polska, co w dużej mierze jest spuścizną hekatomby II wojny światowej, w której większość inteligencji mającej doświadczenie w podejmowaniu decyzji o sprawach państwa uległa zagładzie, a następnie zniewoleniu w dobie komunizmu, nie wykształciła jeszcze samodzielnego i dojrzałego (w rozumieniu: możliwego do realizacji w określonym środowisku wewnętrznym i zewnętrznym) geostrategicznego planu. Trudno tak naprawdę nawet powiedzieć jakie cele stawia sobie obecnie polska dyplomacja. Chaotycznie, a często po prostu nieumiejętnie prowadzona polityka wschodnia, na której cieniem kładły się spory wewnętrzne między ośrodkami władzy (między pałacem prezydenckim a Radą Ministrów), doprowadziła do faktycznej atrofii wpływów Warszawy na bieg wydarzeń bezpośrednio na wschód od granic Unii Europejskiej. Dobitnym przykładem porażki tej polityki jest pomijanie Rzeczypospolitej przy rozmowach prowadzonych w związku z konfliktem na Ukrainie czy pogarszająca się sytuacją polskich mniejszości, w szczególności na Litwie i Białorusi, które nie mogą liczyć na udzielenie im zdecydowanego wsparcia przez Warszawę.

Powiedziawszy sobie powyższe wskazać należy, iż kluczem do zabezpieczenia bezpieczeństwa Rzeczypospolitej jest powrót do Piłsudskowskiej idei wspomnianego już „Międzymorza” , choć w zdecydowanie zmodyfikowanym kształcie. Bazą realizacji tej idei musi być porozumienie z innymi stolicami znajdującymi się w europejskim heartlandzie , to jest przede wszystkim z Wilnem, Mińskiem, Kijowem i Bukaresztem (założenie minimum), a w dalszej – choć nie mniej istotnej perspektywie – również z Rygą, Tallinem, Kiszyniowem, Bratysławą i Pragą – przy zachowaniu dobrych relacji z Budapesztem, Sztokholmem i Helsinkami. Rzeczpospolita z racji swojego położenia jak również współczynników potęgi, jest naturalnie predestynowana do przewodzenia mniejszym aktorom tej części światowej szachownicy i co więcej – tylko w takim układzie jest w stanie odgrywać jakąkolwiek samodzielną rolę w polityce międzynarodowej. Prometeizm wpisujący się w koncepcję „Międzymorza” przewija się przez polską myśl geopolityczną od pokoleń i był wielokrotnie krytykowany, jednakże wydaje się, iż brak – przy obecnym układzie sił – innej drogi mogącej doprowadzić choćby hipotetycznie do upodmiotowienia Rzeczypospolitej jako samodzielnej figury międzynarodowej.

Na marginesie niejako zważyć należy, iż obecność Warszawy w Unii Europejskiej jak również w Pakcie Północnoatlantyckim winny być traktowane, wbrew obecnie lansowanemu trendowi, nie jako cel sam w sobie, ale jako narzędzia – niezwykle istotne – ale tylko narzędzia kształtowania pożądanego przez Warszawę ładu międzynarodowego. Dynamicznie zmieniające się otoczenie europejskiego układu sił, zwłaszcza biorąc pod uwagę casus ukraiński, postępującą emancypację Berlina w rozumieniu usamodzielnienia polityki zagranicznej i rosnącego znaczenia na globalnej szachownicy, problemy wewnętrzne Wspólnoty Europejskiej, agresywna polityka gospodarcza części państw i analiza reakcji na te rosnące zagrożenia zarówno struktur unijnych jak również NATO dobitnie wskazują, że dwa zasadnicze filary bezpieczeństwa Rzeczypospolitej w postaci samej obecności tegoż państwa w obu wspomnianych organizacjach są obecnie niewystarczające. Niezbędne jest wzmocnienie istniejącej dziś konstrukcji o trzeci, być może najważniejszy filar – to jest zbudować porozumienie i dużo ściślejszą współpracę z wspomnianymi wyżej państwami Międzymorza z którymi Rzeczpospolita na wielu polach ma wspólne interesy.

W pierwszej kolejności Warszawa powinna zintensyfikować akcje dyplomatyczne zmierzające do ocieplenia relacji z Wilnem. Republika Litewska prowadzi obecnie zdecydowaną politykę wewnętrzną (w obliczu kryzysu ukraińskiego – przebudowując własne siły zbrojne i obronę terytorialną) i zagraniczną  poprzez rozwijanie współpracy z Mińskiem i wsparcie dla Ukrainy w jej konflikcie z Federacją Rosyjską. W tym zakresie Warszawa mogłaby korzystać z doświadczeń Litewskich i próbować nawiązać przyjaźniejsze stosunki z Mińskiem. Warto stworzyć również plan umiejętnej polityki historycznej i akcentowania pozytywnych aspektów historycznej Unii Polsko – Litewskiej, bacząc jednocześnie by czynić to z dużą dozą ostrożności. Truizmem jest bowiem stwierdzenie, że w współczesnej historiografii litewskiej okres Rzeczpospolitej Obojga Narodów jest przedstawiany jako upadek potęgi Wielkiego Księstwa Litewskiego i rosnącego zagrożenia polską dominacją kulturalną i językową. Cieniem kładzie się również pamiętany Polsce zabór Wilna przez akcję Łucjana Żeligowskiego – wykonawcę myśli politycznej Józefa Piłsudskiego – oraz wrogie relacje między oboma państwami w trakcie dwudziestolecia międzywojennego. Paradoksalnie zbliżeniu na linii Warszawa – Wilno sprzyjają obecnie warunki międzynarodowe, w szczególności rekonkwista „bliskiej zagranicy” prowadzona przez Federację Rosyjską, która jest obecnie postrzegana przez Litwinów jako główne zagrożenie bezpieczeństwa Republiki. W takiej sytuacji zręczne odwoływanie się do historycznych przykładów polsko – litewskiej skutecznej walki z Moskwą jak również doświadczeń związanych z budową wspólnego, tolerancyjnego państwa opartego na instytucjach demokratycznych (choć z pierwiastkiem oligarchicznym, który ostatecznie doprowadził do upadku Rzeczypospolitej) może przynieść pozytywne efekty i zjednać Litwę jako wartościowego sojusznika w budowie pod polskim przewodnictwem środkowoeuropejskiego systemu bezpieczeństwa. Litwa i Polska mają również szereg potencjalnych wspólnych interesów gospodarczych, poczynając od Polskich inwestycji w gospodarkę Republiki (rafineria w Możejkach) aż na wspólnych planowanych – i koniecznych – wielkich inwestycjach jak dyskutowany projekt budowy wspólnej elektrowni atomowej.  

Zarówno Republika Łotewska jak i Litewska posiadają interes gospodarczy w dobrych relacjach z Białorusią (przede wszystkim w zakresie transportu towarów białoruskich i ukraińskich via porty w Kłajpedzie, Rydze i Windawie). Państwa te prowadzą obecnie ostrożną politykę, umiarkowanie krytykującą reżim w Mińsku za łamanie zasad demokratycznych i prześladowanie opozycji. Interesy wymiany handlowej decydują o woli utrzymywania obecnego status quo. Prezydent Łukaszenka z drugiej strony doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że dobrosąsiedzkie stosunki z północnymi sąsiadami są niezbędne dla utrzymywania eksportu białoruskich i ukraińskich towarów przez terytoria państw bałtyckich, gdyż alternatywny szlak przez port w Petersburgu jest zdecydowanie droższym (choćby z uwagi na odległość) jak i bardziej ryzykownym (prowadzącym do jeszcze większego związania z Moskwą) rozwiązaniem. Poza tym Białoruś posiada rozbudowane instrumenty lobby biznesowo – polityczne w obu wspomnianych republikach bałtyckich, dzięki czemu może wywierać naciski na społeczeństwa rzeczonych państw w celu wywołania określonych, pożądanych kierunków działań – w tym na forum Unii Europejskiej. Te wzajemne powiązania, choć wynikają z konieczności a nie celowych działań, mogą paradoksalnie posłużyć Rzeczypospolitej do ponownego zintegrowania politycznego i gospodarczego Europy Środkowo-Wschodniej. Nic tak bowiem nie zniechęca do prowadzenia agresywnej polityki jak zagrożenie takiego stanu rzeczy dla dobrych relacji gospodarczych. Doskonałym pomysłem realizowanym w tym zakresie pod auspicjami Warszawy i Sztokholmu jest program Partnerstwa Wschodniego, który należy systematycznie rozwijać o nowe pola współpracy. Rzeczpospolita nie może zapominać o opozycji demokratycznej na Białorusi, jednakże winna też wyzbyć się pouczającego, paternalistycznego tonu i raczej starać się drogą wzajemnych powiązań wpływać na demokratyzację życia publicznego na Białorusi. Może się również okazać, że w dobrze rozumianym interesie Warszawy pozostanie utrzymanie reżimu semi-dyktatorskiego na Białorusi z uwagi na jego względną stabilność, przewidywalność i zazdrośnie bronioną umiarkowaną niezależność od Moskwy czy w końcu brak deklarowania przez administrację prezydenta Łukaszenki wsparcia dla białoruskich nurtów nacjonalistycznych, które mogłyby zepsuć relacje na linii Warszawa-Mińsk i stać się bezpośrednim zagrożeniem dla polskiej mniejszości narodowej.  Zmiana warty w Mińsku niekoniecznie musi spowodować zwrot Rusi Białej na zachód oraz otwarcie tego kraju na współpracę między innymi z Warszawą. W dobie rosnącego zagrożenia rosyjskiego, Rzeczpospolita może stać się pożądanym pomostem dla Białoruskich decydentów w budowaniu porozumienia z Unią Europejską i szeroko rozumianym Światem Zachodnim bez pomocy którego Mińsk będzie zdany na łaskę Kremla. Z drugiej strony niezbędne jest zachowanie maksimum ostrożności przy ewentualnym przeorientowaniu polityki zagranicznej Białorusi i nie powtórzenie błędu z Kijowskiego Majdanu, to jest sprowokowania Federacji Rosyjskiej do interwencji poprzez wykorzystanie karty ochrony mniejszości rosyjskiej na Białorusi (wg spisu z 2009 r. mniejszość ta stanowi 8,3 % populacji kraju).

Przechodząc w tym miejscu do kolejnego sąsiada Rzeczypospolitej to jest Ukrainy zważyć należy, iż wiele już powiedziano i napisano w zakresie tego jakie nastawienie na obecne wydarzenia na wschodzie winna przyjąć Warszawa. Pozostaje zgodzić się z tym, że obecnie podnoszone – a wygrywane umiejętnie przez propagandę rosyjską – zagrożenie ukraińskim nacjonalizmem jest zdecydowanie przerysowane i celem tych działań jest wyłącznie wywołanie poczucia zagrożenia i awersji dla Ukraińców ze strony sprzyjającej im do tej pory społeczności międzynarodowej, a w szczególności – społeczeństwa polskiego. Patrząc czysto pragmatycznie – inne spojrzenie nie ma żadnego uzasadnienia w refleksji nad zagadnieniami międzynarodowymi – w interesie Rzeczypospolitej jest by nad Dnieprem istniał stosunkowo silny i samodzielny ośrodek władzy. Stanowić on bowiem będzie bufor od zdecydowanie donioślejszego zagrożenia rosyjską ekspansją. Z tego powodu pozyskanie Ukrainy dla idei „Międzymorza” jest kluczowe dla zmaterializowania się i stabilności tej struktury.

Trzeba w tym miejscu uświadomić sobie, że Ukraina nie bytowała aż do upadku Związku Radzieckiego (z wyjątkiem krótkiego okresu po Rewolucji Październikowej) jako samoistny i niezależny organizm państwowy. Nie miała zatem możliwości wykreowania samodzielnych, odpowiedzialnych elit politycznych (co dobitnie widać na przykładzie ostatnich, tragicznych wydarzeń), jak również stworzenia poczucia przynależności narodowej rozumianego jako pewien kanon wartości, które decydują o tym, czy jest się Ukraińcem. Proces narodowotwórczy który większość Europejskich państw przechodziła w XIX wieku i początkach wieku XX, na Ukrainie nigdy ostatecznie nie dobiegł końca i obecne problemy tego państwa po części wynikają właśnie z tego faktu. Stąd politykę Kijowa w tej materii – to jest gloryfikowanie działań m.in. Ukraińskiej Powstańczej Armii – przyjmować należy w Warszawie z rezerwą i krytyką – ale przede wszystkim ze zrozumieniem jako nacelowaną na wykucie ukraińskiej odrębności kulturalnej i narodowej. Nie można zapominać o polskich ofiarach ukraińskiego szowinizmu z czasu II wojny światowej i trzeba o tym z Kijowem rozmawiać. Z drugiej strony nie można pozwolić by tamte tragiczne wydarzenia decydowały o obecnym i przyszłym kształcie bezpieczeństwa zewnętrznego obu krajów, które w celu zachowania niezależności – są po prostu sobie niezbędne. Dużo większym bowiem zagrożeniem dla istnienia Rzeczypospolitej jest brak – choćby nawet wrogiej – ale niezależnej od Kremla Ukrainy. Ukończone dzieło budowy Ukraińskiej świadomości narodowej, w którą dzięki obecnie prowadzonej polityce Kremlowskich decydentów jest wpisane zagrożenie przed agresją wschodniego sąsiada i równocześnie prozachodni optymizm, będzie stanowić pozytywny czynnik stabilności w tej części Europy z punktu widzenia Warszawy. Będzie bowiem kolejnym „opornikiem” rosyjskiej penetracji tego regionu.

Niepomna w końcu zapominać, zdając sobie sprawę z oczywistych różnic i nie dokonując nieuprawnionych uogólnień, że również polscy bohaterowie narodowi w osobie nawet przywołanego już Józefa Piłsudskiego dla innych narodów Europy Środkowo-Wschodniej są w najlepszym wypadku postaciami kontrowersyjnymi. Tak samo z resztą jak działania podejmowane przez Warszawę, a wymierzone bezpośrednio bądź pośrednio w ówczesne mniejszości narodowe Rzeczpospolitej np. polska polityka osadnicza prowadzona na terenie dawnych wschodnich rubieży państwa (to jest na terenach zamieszkanych w większości przez Ukraińców i Białorusinów) czy zamykanie ukraińskich jednostek edukacyjnych i próby polonizacji mniejszości narodowych. Z tych powodów w zakresie wspólnej historii należy przede wszystkim prowadzić dialog w warunkach wzajemnego zrozumienia, poszukując wspólnych jasnych punktów i nie pozwalać by ewentualne animozje czy uprzedzenia miały decydujący wpływ na brak porozumienia co do kluczowych kwestii w zakresie obecnego bezpieczeństwa obu państw. Jak skuteczna może być taka polityka pokazała owocna współpraca powojennej Rzeczypospolitej z Republiką Federalną Niemiec.

W przedmiocie wsparcia dla obecnego rządu w Kijowie należy unikać jednoznacznych deklaracji na forum międzynarodowym – co niestety miało już wielokrotnie miejsce i przyniosło więcej szkód niż pożytku – a należy raczej wszelkimi dostępnymi środkami wspierać prozachodnie dążenia obecnego rządu i prezydenta Poroszenki, występując wtedy gdy to konieczne jako rzecznik Ukrainy na forum Unijnym. Istotnym jest również by ostrożnie rozwijać – o ile to możliwe w jak najszerszym gronie sojuszników – współpracę militarną i wywiadowczą z Kijowem, co stanowić będzie wotum zaufania dla polityki Ukrainy w stosunku do hybrydowej agresji Federacji Rosyjskiej (jako swoistej odmiany proxy war). Ważne by nie dawać się wciągnąć w wewnętrzne ukraińskie walki frakcji i koterii jak również by nakłonić Kijów do przyjęcia pożądanych przez Warszawę rozstrzygnięć w kluczowych kwestiach gospodarczych, politycznych i społecznych.

Stolicą, która winna się znaleźć w centrum zainteresowania Warszawy jest również Bukareszt, a to z uwagi na wspólne poczucie zagrożenia obu krajów ostatnimi przykładami rosyjskiej ekspansywnej polityki zagranicznej. Rumunia jest państwem stabilnym, modernizującym własne siły zbrojne i w tym zakresie mogącym stać się cennym rynkiem zbytu dla polskiego przemysłu obronnego. Dodatkowo Rumunia jest żywotnie zainteresowana rozwojem wydarzeń w Mołdowie i zbuntowanej prowincji tego kraju – Naddniestrzu – wspieranej i praktycznie utrzymywanej przez Moskwę, która uniemożliwia Mołdowie prowadzenie samodzielnej polityki i podjęcie integracji z Zachodem. Bukareszt – jako sąsiad Ukrainy – jest również zaniepokojony rosyjską penetracją tego kraju, w tym w bezpośredniej bliskości rumuńskiej granicy – Odessie. Nie bez znaczenia jest również istniejąca w rumuńskim społeczeństwie niechęć do Federacji Rosyjskiej jako spadkobierczyni Związku Radzieckiego, którego istnienie wiązało się z zniewoleniem Rumunii w bloku wschodnim oraz dyktatorskimi i krwawymi rządami „słońca Karpat” – Nicolae Ceausescu. Wszystkie te czynniki umiejętnie wykorzystane przez Warszawę mogą stać się istotnym zalążkiem przyszłej szerokiej współpracy między oboma krajami i zjednaniem Rumunii dla idei „Międzymorza”.

Grafika: Wikimedia Commons

 

 

Komentarze

komentarze

stat4u