Proces integracji europejskiej jako możliwy początek realizacji wizji Immanuela Kanta – część I

388px-Immanuel_Kant_monument_in_KönigsbergAdam Klonek

Immanuel Kant pisał w swej rozprawce „Do wiecznego pokoju” o tym, że wizja w niej zawarta, ze względu na istnienie postępu w ludzkiej historii, rozumianego jako wzrost udziału „ratio” w decyzjach podejmowanych przez ludzi zarówno w sensie indywidualnym jak i politycznym, stanie się nieuniknionym finałem naszej ewolucji, gdyż jak dowodził wynika to z celu, wyznaczonego przez naturę, dla człowieka jako gatunku. Gruntowna krytyka metafizyki doprowadziła Kanta do wyznaczenia trwałego fundamentu epistemologicznego w postaci syntezy wzajemnie uzupełniającego się poznania zmysłowego i rozumowego mającego na celu przybliżenie człowiekowi istoty, tak naprawdę, noumenalnego świata manifestującego się jednak w postaci fenomenów, czyli ludzkiej jego interpretacji. Następnym krokiem było obnażenie nieudowadnialnych twierdzeń metafizycznych w tym i tego mówiącego o istnieniu Boga, polegające na wykazaniu ich nieracjonalności. Etyka oparta na wierzeniach religijnych była dla Kanta niewystarczająco umotywowana. Skoro nie można było według Kanta wyprowadzić wartości ogólnoludzkich z przesłanek o charakterze religijnym to zaistniała potrzeba wywiedzenia podstaw dla moralności z innego źródła. A była nim wolność człowieka jako istoty obdarzonej zdolnością do podejmowania refleksji oraz na tej podstawie dokonywania wyboru swego postępowania, które uzyskiwało swoistą autonomię o ile było zgodne z nakazem rozumu a nie naturalną, lecz bezmyślną skłonnością. Obowiązek, jest dla Kanta najważniejszym elementem człowieczeństwa, bo pozwalającym przekroczyć jednostkowe ego i tylko dzięki wyborom racjonalnym jest możliwy postęp ludzkości ku nowym, wyższym formom organizacji współżycia społecznego, którego podstawowym warunkiem jest pokój i stabilizacja.

Filozof z Królewca obserwując doskonalenie się ustrojów państwowych przewidywał, że liczba państw, w których prawa będą tworzone na podobnych zasadach jak w Stanach Zjednoczonych, w oparciu o wartości dziś będące fundamentem wartości Cywilizacji Zachodu, a które można prowadzić do Praw Człowieka, będzie rosnąć proporcjonalnie do upływających wieków (pisze o tym m. in. Samuel P. Huntington w książce pt.: „Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego” oraz Francis Fukuyma w swym słynnym eseju pt. „Koniec historii”). Wzrost poziomu cywilizacyjnego, wyrażający się przez coraz doskonalsze prawo, gwarantowane przez państwo, musi doprowadzić do powolnego ujarzmienia naturalnych skłonności człowieka zmierzających do wygodnictwa, ulegania popędom i egoizmowi, by w efekcie dopuścić do głosu rozum, który nieuchronnie wznosi człowieka ku wyższym wartościom, z których najistotniejszą jest prawo moralne. Kantowi na drodze krytyki tradycyjnej metafizyki, udało się znaleźć nie heteronomiczny a więc bezsporny fundament epistemologiczny oraz w konsekwencji etyczny, na którym winno się zasadzać każde racjonalne działanie o ile ma pretendować w pełni do tego miana, tymże jest człowiek i jego sądy. Poszukując najlepszej zasady postępowania doszedł do wniosku, że jest nim imperatyw kategoryczny gdyż nie zawiera w sobie żadnego celu oraz jest powszechny oraz konieczny z punktu widzenia filozofa piszącego o tym jak być powinno. W etyce dnia powszedniego ważniejszy jest jednak imperatyw praktyczny mówiący, że „człowiek i w ogóle każda istota rozumna istnieje jako cel sam w sobie, nie tylko jako środek, którego by ta lub owa wola mogła używać wedle swego upodobania, lecz musi być uważany zarazem za cel zawsze, we wszystkich swych czynach, odnoszących się tak do niego samego jak też do innych istot rozumnych.”[1] Zasada ta jest szczególnym przypadkiem imperatywu kategorycznego oraz celem, do którego winni zdążać wszyscy ludzie w wzajemnych relacjach oraz państwa w stosunku do swych obywateli oraz do innych państw. W konsekwencji uracjonalnienia ludzkich systemów społecznych oraz poszanowania wolności obywateli, jak przewiduje Kant, musi dojść do wyeliminowania wojny jako środka polityki międzynarodowej na takiej samej zasadzie jak w konsekwencji rozwoju moralnego między poszczególnymi ludźmi niedopuszczalne staje się rozwiązanie sporów przy pomocy siły a tylko za pomocą prawomocnego wyroku sądowego.

Realizacja idei „wiecznego pokoju” w skali całego świata jest póki, co marzeniem, o czym dobitnie przekonują codzienne doniesienia prasowe. Jest jednak takie miejsce na Ziemi gdzie grupa państw zdaje się tworzyć coś, co Etienne Balibar (za Moniąue Chemillier-Gendreau) „nazywa „ponadpaństwowym porząd­kiem publicznym", rodzajem przestrzeni, w której nie obowiązuje już doktryna Clausewitza i w któ­rej wojny nie są ani naturalnym, ani dopuszczal­nym przedłużeniem działań politycznych.”[2] Tą przestrzenią jest Europa oraz jej instytucjonalny odpowiednik Unia Europejska gdzie konsekwentnie o czasu zakończenia drugiej wojny światowej najważniejszą normą w wzajemnych stosunkach międzynarodowych są pokojowe negocjacje, mediacje i kompromis. Jeszcze „pół wieku temu, gdy nie zabliźni­ły się jeszcze rany wojenne na kontynencie tradycyjnie zwaśnionych nacji, trudno było sobie wyobrazić Unię Europejską. Dziś rów­nie trudno wyobrazić sobie Europę bez Unii.”[3] Tę nową w dziejach świata sytuacje zainicjowało przekonanie o niedopuszczalności używania wojny jako instrumentu polityki międzynarodowej, które swój początek miało w potwornościach mających miejsce w latach 1939-1945. Robert Kagan w swym eseju, „Potega i Raj. Ameryka i Europa w nowym porzadku swiata”, rozważając nad współczesną sytuacją międzynarodową pisze, że „Europa odwraca się od siły lub, ujmując rzecz nieco inaczej, wychodzi po­za logikę siły i wstępuje do odrębnego świata reguł i praw, międzynarodowych negocjacji i współpracy. Wkracza do raju „końca historii", będącego urzeczywistnieniem kantowskiego „wiecznego pokoju" – do świata, w którym panuje spokój i względny dobrobyt.”[4] Słowa te oddają istotę nowej jakości w dwóch głównych dziedzinach podejmowanych przez państwa działań politycznych a mianowicie polityki zagranicznej, której głównym celem jest zapewnienie stabilnych warunków w środowisku międzynarodowym by móc realizować drugi istotny cel, którym jest zapewnienie dobrobytu dla swych obywateli. Państwa należące do Unii europejskiej zdają się w najdoskonalszy sposób realizować obydwa cele w porównaniu z innymi krajami. Andrew Moravcsik pisząc o mankamentach destruktywnej amerykańskiej mocarstwowości pisze: „Dla kontrastu można przywo­łać tu Unię Europejską – budu­jącą politykę opartą na handlu, pomocy zagranicznej, misjach pokojowych, międzynarodo­wym nadzorze i prawie. Żad­na inicjatywa polityczna nie przyczyniła się tak bar­dzo do wzmocnienia poko­ju i bezpieczeństwa na Zacho­dzie jak poszerzenie Unii o dziesięciu nowych członków (a w kolejce czeka już sześć następnych państw). Perspektywa zaś przyjęcia do UE Turcji pomaga stworzyć najstabilniejszą demokrację w świecie islamskim.”[5]

Jeśli idzie o zapewnienie stabilnej, pokojowej sytuacji międzynarodowej sprzyjającej rozwojowi gospodarki to zdaje się, że w Europie zrozumiano, że kolejnym etapem ewolucji w sposobach rozgrywania gry społecznej zwanej polityką (w ujęciu współczesnej psychologii) jest przejście z sytemu 0, 1, w którym jeden z uczestników wygrywa kosztem drugiego, na system 1, 1, gdzie dzięki podjętej współpracy zyskują obaj gracze, podobnie jak ma to miejsce w przyrodzie w związkach symbiotycznych (np. bakterie brodawkowe i rośliny motylkowe)[6]. Wyższość drugiego modelu nad tym odwiecznym, czyli współpracy nad konkurencją, dowiódł wielki matematyk, laureat Nagrody Nobla dziedzinie ekonomii, John Nash. Ta rewolucja w myśleniu o rozwiązywaniu sytuacji spornych dokonała się nie bez ofiar a także rozwoju świadomości elit rządzących i obywateli. Krzysztof Mroziewicz czyni ciekawą uwagę pisząc o różnicach cywilizacyjnych w Indiach: „Europa gdzie największym dramatem w życiu człowieka jest śmierć, była przez dwa tysiące lat jedną wielką rzeźnia[…]”[7], słowa te oddają doskonale charakter stosunków międzyludzkich na Starym Kontynencie. Marie-Louise von Plessen pisze, że: „Zakończenie drugiej wojny światowej spowodowało silne dążenie do pokoju mającego zapobiec nowym zagładom.”[8] To właśnie doświadczenie absolutnego zła drugiej wojny światowej było najsilniejszym impulsem do odrobienia dziejowej lekcji, poprzez instytucjonalne, dobrowolne nałożenie ograniczeń władzy państw tworzących Wspólnoty Europejskie. To właśnie tragiczna historia leży u fundamentów nowej interpretacji gry społecznej zwanej polityką, jaka ma miejsce w Europie. Nie można także zapominać o korzeniach ruchu na rzecz zjednoczenia Europy których „można się doszukać już w XVII wieku. Ale ambicje państw narodowych zniweczyły wszelkie praktyczne posunięcia zmie­rzające w tym kierunku. Zanim mogły się spełnić marzenia siedemnastowiecznych idealistów, Europejczycy musieli wypić kielich goryczy klęski i upokorzenia. Musieli utracić swoje imperia, a także swoje imperialistyczne nadzieje, nim rządy zdecydowa­ły się przyznać priorytet kwestii współżycia z sąsiadami. Nie zawsze pamięta się o moralnych aspektach powojennego ruchu zjednocze­niowego. Jeden z prądów koncentrował się wokół byłych członków antyhitlerowskie­go oporu w Niemczech, którym udało się przeżyć i którzy przywiązywali pierwszo­rzędną wagę do sprawy międzynarodowego pojednania. Dla tych ludzi deklaracja o wi­nie, sformułowana przez pastora Martina Niemóllera na konferencji niemieckiego Kościoła ewangelickiego w Stuttgarcie w październiku 1945 roku, była wydarzeniem o ogromnym znaczeniu. Kolejny prąd – we Francji – obejmował szereg radykalnych organizacji katolickich, których inspiratorem był ambasador pacyfistycznego prote­stu, Marc Sangnier (1873-1950). Założone przez niego Towarzystwo Zwolenników Myśli księdza Gratry było bezpośrednią kontynuacją myśli księdza Felicite de La-mennais. Sangnier już od trzydziestu lat walczył o un nouvel etat d 'dmę International – „nowy, internacjonalistyczny stan umysłu". Był ojcem duchowym Roberta Schumana i wywarł istotny wpływ na politykę we francuskiej strefie okupacyjnej w Niem­czech. Zjazd założycielski Europejskiego Związku Federalistów, z udziałem około 50 grup działaczy, odbył się w sierpniu 1947 roku w Montreux. Do pozostałych prą­dów ruchu – na terenie anglosaskim – można zaliczyć przedwojenną Grupę Oksfordz-kąLionela Curtisa, założyciela Królewskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych oraz czynnie antykomunistycznego Moral Re-Armament Movement („Ruchu na rzecz Mo­ralnej Odnowy").[9]

Kagan nakreślając nową wizję rozwiązywania sytuacji konfliktowych pisze: „Europejczycy podchodzą do problemów z większą subtelnością i wyrafinowaniem. Starają się wpłynąć na innych bardziej delikatnie, okrężnymi metodami. Le­piej znoszą porażki i potrafią cierpliwie czekać na efekt swoich działań. Wolą pokojowe rozwiązania, przedkładają negocjacje, dyplomację i perswazję nad przymus. Przy rozstrzyganiu sporów chcą odwoływać się do prawa międzynarodowego, powszechnie obo­wiązujących konwencji oraz międzynarodowej opinii publicznej. Próbują zbliżać narody za pomocą więzi gospodarczych i handlowych.”[10] Wtóruje mu Jeremy Rifkin w swej książce „Europejskie marzenie” oddają zmianę w postrzeganiu rozwiązywania sporów międzyludzkich: „Europejczycy korzystają z sił zbrojnych mniej chętnie, w większym stopniu po­legając na dyplomacji i pomocy gospodarczej; konflikty starają się zażegnać za pomocą pokojowych operacji mających zapewnić porządek.”[11] Ponadto w warunkach funkcjonowania państw w dobie globalizacji staje się oczywiste jak bardzo ważna jest współzależność choćby w obliczu tak ważkiego problemu jak ocieplenie klimatu. Przecież staje się powoli oczywiste, że nie istnieje „większe niebezpieczeństwo dla zachodniego stylu życia niż kombinacja złożona z przemian klimatycznych, zniszczenia naturalnego środowiska, problemów z dostawami energii i wynikających z tego ewentualnych wojen.”[12] Dlatego ważne jest, aby to współpraca stała się nowym paradygmatem w polityce międzynarodowej, która winna być postrzegana jako wspólne rozwiązywanie problemów o charakterze światowym w ramach istniejących instytucji za pomocą kompromisu w ramach prawa międzynarodowego. Taki paradygmat powstał w Europie mimo ok. dwóch tysięcy lat nieustannych wręcz wojen. Noelle Lenoir pisze, że: „Gdyby w Europie chodziło tyko o to, kto jest górą, mielibyśmy nieustanny konflikt. Rzeczywistość jest taka, że Europa posuwa się na przód, ale krok za krokiem drogą wzajemnych kompromisów.” Konsensus uzyskiwany drogą negocjacji jest jedyna droga do rozpowszechnienia nowych standardów postępowania w polityce międzynarodowej tzn. paradygmatu wiecznego pokoju, wśród wszystkich podmiotów prawa międzynarodowego. Póki, co taki standard istnieje w Europie. Ale pozostaje pytanie czy w postaci współczesnej Europy można znaleźć coś na kształt zaczynu będącego awangardą ewentualnego światowego trendu dążącego do wypełnienia Kantowskiej prognozy o zaistnieniu „wiecznego pokoju”. Aby na nie odpowiedzieć należy przede wszystkim zbadać na ile warunki określone w „Traktacie do wiecznego pokoju” są zgodne z europejskimi realiami.

CDN.


[1] Immanuel Kant, „Uzasadnienie metafizyki moralności”, przeł. Mścisław Wartenberg, Warszawa 1971, s. 60-61.

[2] Zygmunt Bauman, „Europa, niedokończona przygoda”, przeł. Tomasz Kunz, Kraków 2005, s. 64.

[3] Andrzej Lubowski, „Ameryka kontra Europa”, w: „Polityka”, nr 4, 28.01.2006, s. 45.

[4] Robert Kagan, „Potega i Raj. Ameryka i Europa w nowym porzadku swiata”, Warszawa 2003, s. 9.

[5] Andrew Moravcsik,„Koniec mitu Ameryki” w: „Newsweek”, nr 6, 13.02.2005, s. 91.

[7] Krzysztof Mroziewicz, „Ucieczka do Indii”, Warszawa 2005, s. 216.

[8] Marie-Louise von Plessen, przeł.Teresa Sotowska, „Idea Europy – projekt "wiecznego pokoju”, źródło: http://ekai.pl/europa/?MID=4453, 24.04.2007.

[9] Norman Davies, „Europa”, przeł. Elżbieta Tabakowska, Kraków 2004, s.1133.

[10] Robert Kagan, „Potęga i Raj. Ameryka i Europa w nowym porządku świata”, op. cit. s. 11.

[11] Jeremy Rifkin, „Europejskie marzenie”, przeł. Witold Falkowski, Warszawa 2005, s. 34.

[12] Ulrich Beck, „Zielona Europa”, w: „Europa” nr 151, 2007-02-24, s. 6.
 
 
 
 
 

Komentarze

komentarze

stat4u