Siergiej Małachowski: Podsłuchy USA a szczyt Partnerstwa Wschodniego w Wilnie

NSASiergiej Małachowski

W dniach 24-25 października br. w Brukseli odbywał się dwudniowy szczyt liderów UE, godny uwagi z dwu powodów.  Po pierwsze, to – przepraszam za tautologię – pierwszy w historii Unii Europejskiej szczyt podczas prezydentury jednej z byłych republik radzieckich – a mianowicie Litwy. Po drugie, zamiast zapowiadanego wcześniej porządku dziennego, spotkanie w Brukseli przekształciło się w awanturę w związku z podsłuchiwaniem przez służby specjalne USA rozmów telefonicznych najważniejszych światowych liderów politycznych.

Pierwotnie harmonogram szczytu w Brukseli zawierał trzy główne tematy – blok ekonomiczny, problem nielegalnej imigracji przez Morze Śródziemne do krajów-członków UE, położonych w Europie południowej, oraz przygotowanie do listopadowego szczytu Partnerstwa Wschodniego, który ma się odbyć 28-29 XI w Wilnie. Ale w praktyce wszystko poszło inaczej. W przeddzień spotkania sławny obywatel USA Edward Snowden we współpracy z dwoma  Francuzami (Jacques Follorou i Glenn Greenwald) zdumiewająco w porę opublikował 21 października br. w dzienniku „Le Monde” artykuł, nazwa którego brzmi: Comment la NSA espionne la France („Jak NSA szpieguje Francję”).

Artykuł wywołał kolosalny efekt: ma się rozumieć! Przetaczane w nim fakty są więcej niż zabójcze –są jeszcze piekielnie poniżające dla większości światowych liderów. Na pierwszy rzut oka artykuł nie zawierał nic takiego, o czym Snowden nie powiedziałby już wcześniej. Ale właśnie ta publikacja – jak napisał następnego dnia niemiecki „Der Spiegel” – podniosła skandal, wywołany przez byłego pracownika CIA, do zupełnie innego poziomu. Tak we Francji, jak i w Niemczech. Materiały, które były konsultatnt NSA Edward Snowden ujawnił jeszcze w czerwcu, a Francuzi za jego pomocą opublikowali w listopadzie, opisują metodykę kradzieży obcych sekretów oraz nielegalnej inwigilacji prywatnego życia Francuzów. Część tych informacji była już wcześniej opublikowana w niemieckim tygodniku „Der Spiegel” i w brytyjskim „The Guardian”. Inne Materiały zaś zostały ujawnione po raz pierwszy.

Notatka służbowa, przekazana przez Snowdena, opowiada o tym, że funkcjonariusze amerykańskiego rządu rozpoczęli prawdziwe polowanie na numery telefoniczne, stacjonarne i komórkowe, oraz numery faksów „zagranicznych polityków i wojskowych”.  Za przekazanie takiej informacji amerykańska Agencja Bezpieczeństwa Krajowego obiecała hojne wynagrodzenie – jak w formie pieniężnej, tak i awansu w karierze.

Amerykańscy biurokraci starali się z całych sił: według opublikowanych danych, jeden z urzędników przekazał przeszło 200 numerów. Już po otwarciu szczytu ukazała się informacja, że jeden z amerykańskich dyplomatów zdradził NSA jeszcze 50 numerów. I chociaż nie ma danych, świadczących o podsłuchiwaniu tych telefonów – według informacji te numery „przyniosły mało danych wywiadowczych”, bo „one, jak można przepuszczać, nie były używane dla omówienia ostrych tematów” – taka informacja sama w sobie brzmi jak głośno wymierzony policzek – nie zapominaj się, „Wielki Brat” śledzi ciebie!

Wśród tysięcy skradzionych przez NSA dokumentów znalazł się jeszcze jeden niewielki wykres, który opisuje skalę podsłuchu telefonicznego, zorganizowanego przez NSA na terytorium jednej tylko Francji w okresie zaledwie 30 dni, od 10 grudnia 2012 roku do 8 stycznia 2013 roku, kiedy zostało zapisane około 70,3 milionów rozmów telefonicznych.

Oczywiście, po takim poniżeniu zagadnienie, za które podczas szczytu odpowiadała Litwa – a mianowicie omówienie przygotowania do listopadowego spotkania Partnerstwa Wschodniego w Wilnie – straciło status pierwszoplanowy i przekształciło się w sprawę drugorzędną. Przemówienie prezydenta Litwy Dali Grybauskaite wysłuchano ze zwiędłą aprobatą i tyle.

Ta pozorna niedbałość wobec „nowego Europejczyka” Litwy była spowodowana, między innymi niezadowoleniem ze zbyt proamerykańskiego zachowywania się nie tylko Litwy, ale i jej nadbałtyckich „koleżanek” Łotwy i Estonii. Jednakże, gdy Estonia prowadzi mniej więcej  niezależną od USA politykę, co jest uwarunkowane wsparciem ze strony Szwecji i Finlandii, Litwa i Łotwa rywalizują ze sobą, próbując udowodnić wiernopoddańczość wobec protektorów zza oceanu. Wystarczy przypomnieć sobie chociażby przyjęcie na Łotwie ówczesnego prezydenta Stanów Zjednoczonych  George'a W. Busha, kiedy to prezydent Łotwy, Łotyszka z Kanady Vaira Vike-Freiberga ominęła protokół dyplomatyczny i… popędziła prosto do  samolotu prezydenta USA.  Nawet George W. Bush był solidnie zmieszany taką przykładną demonstracją służalczości – a, jak wiadomo – prezydenta USA niełatwo jest czymkolwiek speszyć! Sama Vaira V??e-Freiberga później tłumaczyła swoje zachowanie tym, że „nie mogła powstrzymać uczuć”. I to tłumaczenie można w zasadzie zrozumieć – dzisiaj na Łotwie i Litwie na stanowiskach kluczowych beztrosko usadowili się potomkowie kolaborantów, którzy uciekli razem z Niemcami, a potem znaleźli się w Australii, Kanadzie i USA. Ale to, co wypada faszystowskiemu sługusowi, nie wypada prezydentowi chyba niezależnego państwa…

Litwa w swoim proamerykanizmie dotrzymuje kroku Łotwie. Co prawda, to się przejawia trochę inaczej: prezydent Litwy, na przykład, nie biegnie w podskokach do limuzyny „Amerykanina nr 1”. Ale własne państwo Litwa buduje na obraz i podobieństwo „prawdziwej amerykańskiej demokracji”. A mianowicie: w 2008 roku operatorzy sieci telefonicznych na Litwie otrzymały 85,000 zapytań ze strony służb specjalnych o przekazaniu danych osobistych. W 2009 roku – 72,000 takich zapytań. W 2009 roku litewskie służby specjalne 19,000 raz dokonywały tajnej kontroli korespondencji w Internecie oraz rozmów telefonicznych. Dla niewielkiego kraju, liczącego zaledwie 3 mln mieszkańców, z  czego minimum jedna trzecia znajduje się na pensji za granicą, te liczby są gigantyczne. Na tle zbudowania takiego policyjnego państwa  już dawno całkiem normalnie wygląda fakt, że podczas wojny w Iraku Litwa przygarnęła u siebie jedno z tajnych więzień CIA, które zostało zamknięte tylko pod presją rozpoczęcia wielkiego skandalu…

Rzecz jasna, dlaczego Angela Merkel i jej francuski kolega Francois Hollande sprawili „pokazowe lanie” wezwaniem na dywanik ambasadorów USA, publicznym ich strofowaniem oraz telefonami bezpośrednio do prezydenta USA Baracka Obamy z żądaniem wytłumaczenia się – czy Ameryka jest przyjacielem liderów Europy, czy sąsiadem-szpiegiem, który żmudnie zbiera każdą informację dla własnego interesu? Nawiasem mówiąc, Amerykanie i tu zachowali się jak „łobuzy”: na przykład sekretarz stanu John Kerry powiedział, że powodem do podsłuchu obywateli francuskich była „troska o bezpieczeństwo obywateli USA”! oczywiście że takie oświadczenie jeszcze bardziej doprowadziło do szału prezydenta Francji…

Liderzy europejscy chyba łatwo zrozumieli, dlaczego prezydenci Litwy i Łotwy nie podnieśli buntu w związku z podsłuchem na ich terytorium – a dlaczego, skoro oni, chyba, sami dali na to zezwolenie? Nie na darmo więc władze krajów nadbałtyckich dochodzili do marazmu, okazując swoją służalczość wobec USA. Na przykład niektóre głośne sprawy sądowe umorzono – czy wszczynano w pustym miejscu – po „konsultacjach” pierwszych funkcjonariuszy państwa z ambasadorem Stanów Zjednoczonych. Ale największą apoteozą proamerykańskiego postępowania może służyć ten fakt, że przed sformowaniem rządów suwerennych, niepodległych państw liderzy partyjni udawali się pod ten sam adres… do ambasady USA.

Na tle dzisiejszych skandalów i, jako rezultat, gwałtownego wzrostu nastrojów antyamerykańskich w całej Europie, pozycja Litwy, Łotwy oraz – częściowo – Polski nie mogła nie wywołać, jeśli nie otwartego niezadowolenia, to ostentacyjnej pogardy w stosunku do władz krajów nadbałtyckich. Tak więc Ukraina, którą Wiktor Janukowycz tak pragnie przyłączyć do Unii Europejskiej, będzie miała komu dziękować, jeśli podczas szczytu listopadowego jej dążenia spalą na panewce. Trzeba będzie uczyć się u eksprezydenta Łotwy jak w ruchu wskakiwać do samolotu prezydenta USA – a nuż jaśnie pan wyświadczy łaskę przy takim obrocie spraw?

Nadmierne nadskakiwanie Amerykanom wyszło Litwie i Łotwie bokiem – dziś Europa może przestać traktować je na poważnie  jako zbyt gorliwych satelitów USA, nawiasem mówiąc, Ameryka też nie bardzo lubi nadwornych lizusów. Stosunki z Rosją u krajów nadbałtyckich i bez tego są zepsute do niemożliwości – znowu dzięki życzeniom amerykańskim. Co im pozostaje – chyba tylko pozyskać przychylności Indii czy Chin?

W każdym razie Edward Snowden okazał się ze swym zdemaskowaniem w sam czas – jeśli przy tym „pomogły” mu rosyjskie służby specjalne, to one zasługują na „piątkę z wyróżnieniem” za wzorowo wykonaną pracę. Rezultat jest bardziej niż oczywisty: pochłonięta skandalem Europa nie będzie zwracać większej uwagi na Ukrainę, Gruzję czy Azerbejdżan, które usiłują wśliznąć się do grupy „bogatych” krajów. Litwa i Łotwa będą zmuszone znów zdobywać jakieś podobieństwo utraconej reputacji, a Ameryka…

No cóż, Ameryka znów dała się poznać. Taką, jaką jest: bicie własnych sojuszników na postrach wrogowi. Ale taka taktyka po raz kolejny wyrządzi szkodę samej Ameryce, bo liczba przyjaciół, gotowych nadstawiać karku dla „wielkiego brata” zza oceanu, teraz gwałtownie zmaleje.

***

Siergiej Małachowski (Sergey Malahovsky) jest łotewskim politologiem i dziennikarzem.

Komentarze

komentarze

stat4u