Piotr Gil: Anglosaskich rozterek geopolitycznych ponowne odczytanie. Między Mackinderem, Fukuyamą i… Orwellem

news-1511504_640Piotr Gil

Społeczna świadomość

Kolejne tygodnie i miesiące przynoszące coraz to nowe wstrząsy i rysy na gmachu globalnego ładu coraz lepiej uzmysławiają nam nieuchronność jego końca, przynajmniej w obecnym kształcie.  Jednego dnia są to decyzje w zakresie polityki obronnej podejmowane przez Turcję, każące zadwać sobie pytania o jedność Sojuszu Północnoatlantyckiego; drugiego doniesienia o dalszych działaniach FR w celu „wchłonięcia” Białorusi, co może drastycznie pogorszyć sytuację na wschodniej flance NATO; kolejnego zaś postępujące napięcia na linii Waszyngton – Teheran, mogące zwiastować kolejną wojnę na Bliskim Wschodzie, tym razem mającą być może potencjał przerodzenia się w konflikt globalny. Wszystkie te wydarzenia ugruntowują w nas przekonanie o „trwałości zmian” zachodzących w znanym nam dotychczas świecie – świecie, który uważaliśmy w ostatnich dekadach (zwanych „pauzą geopolityczną”) za stabilny, przewidywalny i bezpieczny. Przeobrażenia ładu globalnego są powodowane głównie czynnikami natury ekonomicznej, jednakże reperkusje wywołane wspomnianymi przeobrażeniami dotykają wszystkich aspektów rzeczywistości w której żyjemy.

Szczególnie doniosłe wydają się być społeczne następstwa, nad którymi warto pochylić się głębiej, z tak wielu punktów widzenia jak to możliwe. Jednym z nich jest socjologiczna refleksja nad procesami globalnymi (w tym geopolitycznymi), która to refleksja mogłaby (być może nawet powinna?) przekształcić się w trwałą gałąź socjologii, którą moglibyśmy nazwać „socjologią geopolityki”.

Turbulencje zachodzące w ładzie globalnym prowokują (a w każdym razie powinny prowokować) badaczy społecznych jak również obserwatorów rzeczywistości społecznej (do tej drugiej grupy zalicza się autor niniejszych słów) do stawiania licznych pytań nt. wpływu tychże zawirowań na społeczną świadomość zarówno najbliższego otoczenia ludzi, jak i tego szerszego pod postacią państwa, regionu, kontynentu, a wreszcie całego świata.  Polityka zagraniczna roazgrywa się zwykle w zaciszu gabinetów światowych przywódców, lecz w warunkach wirtualnego, zglobalizowanego świata jej konsekwencje stają się dostrzegalne przez zwykłych ludzi w ich życiu codziennym. Jednym z wymiarów tejże polityki jest dziś wojna handlowa, rozgrywająca się pomiędzy USA a Chinami. Działania podejmowane wobec chińskiego koncernu Huawei są nie tylko dostrzegane, lecz również szeroko dyskutowane zarówno przez ekspertów, jak i zwykłych obywateli. Niektórzy z tych ostatnich dysponują świadomością przyczyn stojących za tymi działaniami, dla innych natomiast jawią się one jako niezrozumiałe przejawy jeszcze bardziej niezrozumiałych zmian w globalnym świecie. Przykłady takie można by mnożyć, jeden z nich, bardziej osobisty, warto natomiast przywołać jako ilustrację dla poniższych rozważań.

Niedawno miałem okazję rozmawiać z pewnym młodym człowiekiem, moim znajomym, nt. decyzji polskiego rządu o zakupie myśliwców F-35 na potrzeby polskiej armii. Jego wiedza o sprawach związanych z historią, polityką zagraniczną czy wojskowością przekracza jak sądzę w sposób znaczny wiedzę jaką dysponuje przeciętny obywatel Polski. Jego rozumienie obecnej sytuacji geopolitycznej Polski (z czym wiąże się wspomniany zakup) nie jest jednakże adekwatne, z czego może wynikać równie nieadekwatna ocena różnych decyzji tworzących polską politykę zagraniczną lub obronną. W tym samym czasie śledziłem liczne dyskusje na ten temat prowadzone przez Polaków w Internecie, nie dysponujących niestety choćby zbliżoną do mojego znajomego wiedzą. Przeważającymi głosami były te wyrażające zaskoczenie, brak zrozumienia lub nawet kpiny względem decyzji o zakupu myśliwców. Nie można rzecz jasna oczekiwać by każdy obywatel lub ich większość dysponowała wiedzą i zrozumieniem niezwykle złożonej materii jaką stanowią polityka zagraniczna oraz militaria, z drugiej jednak strony daleko posunięty poziom braku zrozumienia tejże jest mocno niepokojący z punktu widzenia łączności (lub braku takowej) między strategią polityczną państwa i postawą społeczeństwa wobec niej. Dobrym punktem odniesienia może tutaj być wysiłek elit politycznych Wielkiej Brytanii w celu zmobilizowania społeczeństwa do udziału w dwóch Wielkich Wojnach na kontynencie europejskim, co nie byłoby możliwe bez dostatecznego stopnia wspomnianej wyżej łączności.

Powyższe rozważania staną się jaśniejsze jeśli wprowadzimy do nich dwa niezwykle istotne w geopolityce, a użyteczne jak się wydaje w całym spektrum nauk społecznych pojęcia ukute przez anglosaskich autorów: Halforda Johna Mackindera i Francisa Fukuyamę. Pierwszy był twórcą niezwykle interesującego (i aktualnego do dziś, a niedostatecznie często jak się wydaje przywoływanego) pojęcia Going Concern, stanowiącego oś rozważań w jego dziele „Democratic Ideals and Reality…”; drugiemu zaś zawdzięczamy słynną tezę o końcu historii, wielokrotnie podważaną, z czym pragnąłbym w dalszych słowach podjąć pewną polemikę.

O Going Concern trochę inaczej

Halford Mackinder przywoływany jest dziś jako jeden z ojców klasycznej geopolityki, wsławiwszy się m.in. opisem Heartlandu i Wyspy Światowej oraz swoim słynnym „prawem” geopolitycznym, a także pojęciem Going Concern. To ostatnie Jacek Bartosiak opisał w swojej książce „Pacyfik i Eurazja. O wojnie” jako „określone zorganizowanie społeczeństwa, które ma swoją własną i trudną do wyhamowania lub skierowania na inny tor dynamikę oczekiwań
i interesów. Chodzi tu o system społeczny sprzężony z modelem rozwoju gospodarczego
.”
[1]

Opis ten warto jak sądzę pogłębić w związku z problemem opisywanym w niniejszym tekście. Mackinder w swej książce poświęcił wiele uwagi społeczeństwu niemieckiemu i konstytuującej je mentalności. Jego specyficzna organizacja, czyli innymi słowy Going Concern zasadzała się jego zdaniem na szczególnym stosunku do rzeczywistości, opartym nie na idealizmie, a na wysokiej świadomości rzeczywistości zarówno geograficznej jak i ekonomicznej, mentalności opartej na „metodach i środkach” („ways and means”) i ogólnie rzecz biorąc „strategicznym” podejściu do rzeczywistości. Zdaniem Mackindera to właśnie wyróżniki te stanowiły o realnej wartości niemieckiego man-power (a nie jedynie jego liczebność), a przez to i samego państwa[2].

Jeśli pokusimy się o bardziej socjologiczną interpretację pojęcia Going Concern, to możemy dostrzec w nim nie tylko swoistą dynamikę organizacyjną o głównie ekonomicznym charakterze (jak wskazuje Jacek Bartosiak), lecz również pewien model społeczno-polityczny kierujący rozwojem danego społeczeństwa. Podkreślenie socjologicznego wymiaru pojęcia Going Concern nie jest przypadkowe z dwóch powodów. Po pierwsze, sam Mackinder wskazał na co najmniej dwa wymiary tego fenomenu: był on dla niego zarówno całościową organizacją społeczeństwa, lecz również zbiorem pewnych utrwalonych nawyków (habits)[3]. Po drugie, jest on również obecny w literaturze socjologicznej, gdzie stosuje się go do opisu wspomnianych nawyków, instytucji społecznych oraz osobowości[4]. Na marginesie warto dodać, że ujęcie mackinderowskie jest również głęboko (głównie makro) socjologiczne i powinno być wnikliwie studiowane przez studentów tej dziedziny wiedzy.

Wracając do rozważań nad kluczowym dla Mackindera pojęciem z perspektywy geopolitycznej można by zaryzykować tezę, że konkurencja jednego Going Concern z drugim rozgrywa się jednocześnie na obu wspomnianych płaszczyznach, a o zwycięstwie przesądzić może wymiar społeczno-polityczny danego Going Concern. Wynika to z tej prostej przyczyny, iż każde społeczeństwo musi mieć lepszą lub gorszą organizację ekonomiczną, lecz na co najmniej funkcjonalnym poziomie, natomiast organizacja polityczna często bywa dysfunkcjonalna, przez co niemożliwe jest oparcie się presji innego społeczeństwa dysponującego nie tylko lepszym potencjałem i modelem gospodarczym, ale również znacznie wyższym poziomem rozwoju politycznego i spójną strategią wcielania go w życie. Narastająca rywalizacja o światową hegemonię między USA i Chinami może być interpretowana jako zderzenie dwóch odmiennych Going Concern. Najczęściej zwraca się uwagę na jego wymiar ekonomiczny, związany ze zmieniającym się modelem gospodarczym Chin, których celem nie jest już bycia największą montownią świata i eksporterem towarów niskoprzetworzonych, lecz przeciwnie stanie się społeczeństwem zamożnym, z rozwiniętym rynkiem wewnętrznym i rosnącym udziałem sektora wysokich technologii w produkcji przemysłowej. Nie mniej istotny jest jednak również wymiar społeczny chińskiego rozwoju. Jak opisywał to wielokrotnie prof. Bogdan Góralczyk, na XIX zjeździe KPCh Xi Jinping postawił przed Chinami dwa cele, z których drugi związany jest z „renesansem narodu chińskiego”[5]. Tutaj można by postawić pytanie, czy nie jest aby tak, że USA zaczynają doświadczać coraz większych problemów w rywalizacji z Chinami właśnie dlatego, że społecznych wymiar ich własnego Going Concern po prostu ustępuje chińskiemu?

Koniec “końca historii” – czy na pewno?

Od ogłoszenia przez Fukuyamę jego słynnej tezy upłynęły już blisko trzy dekady, a dokładniej 27 lat. Była ona niewątpliwie wyrazem ulgi przenikającej USA po zwycięskim końcu zimnej wojny i zapanowaniu nowego ładu znanego nam pod nazwą Pax Americana. Po blisko pół wieku wyczerpującej walki między dwoma wielkimi blokami militarnymi reprezentującymi skrajnie odmienne ideologie zatriumfować miała demokracja liberalna i wolny rynek, tworząc „defaultowy” model rozwoju w zglobalizowanym świecie.  Jak pokazała nam historia, ład ten osiągnął pewien relatywny sukces, stając się niemal bezdyskusyjnym standardem w świecie „Zachodu” i osiągając pewne znaczenie w tych obszarach świata, które najmocniej poddały się westernizacji,  nie podbił go jednak, a w różnych jego regionach obserwujemy wzrost znaczenia nacjonalizmów, grup etnicznych i kultur lokalnych, będących często w zdecydowanej opozycji do demokracji liberalnej, konsumpcjonizmu i szerzej wszystkiego co kojarzy się ze wspomnianą westernizacją. Idee polityczne, wartości kulturowe, modele społeczeństw podlegają dalszym przemianom i ewolucjom, na globalizację zaś zaczynają coraz mocniej nakładać się lokalne czynniki etniczno-kulturowe.

Nawet jeśli uznamy, że demokracja liberalna stała się społeczno-politycznym standardem w krajach „Zachodu” (cudzysłów jest tu nieprzypadkowy, ma bowiem zwracać uwagę na postępującą mglistość znaczeniową owego pojęcia, używanego tyle chętnie co bezrefleksyjnie), to przeobrażenia w ramach świata Okcydentu każą nam wątpić w adekwatność tezy o końcu historii, zwłaszcza w europejskiej części tego świata. Również tutaj dochodzi do restytucji nacjonalizmów i regionalizmów, kontestowany jest model integracji europejskiej, a społeczeństwa wielu krajów europejskich podlegają rozmaitym przemianom, w takich obszarach jak m.in. demografia, kształt i funkcjonowanie instytucji społecznych, systemy aksjonormatywne, rynek pracy etc. Co więcej, nawet wspomniany standard demokracji liberalnej zdaje się w coraz większym stopniu podlegać krytyce, głównie przez środowiska konserwatywne i nacjonalistyczne w wielu krajach europejskich. Nie oznacza to rzecz jasna odejścia od demokracji jako takiej, natomiast może wiązać się nie tylko z głębokimi zmianami modelów społecznych w poszczególnych krajach, a także doprowadzić do dalszego osłabiania spójności „Zachodu”.    Krótko mówiąc, świat Okcydentu daleki jest od osiągnięcia bezpiecznej i ostatecznej przystani
w historycznej podróży.

Jest jednak pewien wymiar tezy postanowionej przez Fukuyamę którego większość komentatorów zdaje się nie dostrzegać, a co najmniej poświęcają mu oni niewiele uwagi. Warto przywołać tutaj dwóch myślicieli, z których pierwszy był jednym z twórców naszej cywilizacji, drugi zaś wspaniale ją opisywał. Mowa tutaj o Arystotelesie i Feliksie Konecznym. Stagirycie zawdzięczamy niezwykle istotną dla niniejszych rozważań koncepcję człowieka (dodajmy – mowa tu rzecz jasna o obywatelu greckiej polis) jako politikon zoon. Wg. greckiego mędrca „kto za nie potrafi żyć we wspólnocie albo jej wcale nie potrzebuje, będąc samowystarczalnym, bynajmniej nie jest członem pastwa, a zatem jest albo zwierzęciem, albo bogiem.”[6] Jak wskazuje dr Marcin Gajek z Collegium Civitas na łamach periodyku zatytułowanego nomen omen „Zoon Politikon”, „należy przy tym koniecznie zaznaczyć, że autorowi Polityki nie chodzi w powyższym cytacie o jakąkolwiek wspólnotę, ale o jej szczególną – polityczną – formę[7]. Odnosząc to do czasów współczesnych możemy (a nawet powinniśmy) zwrócić uwagę na fakt, iż obecnie pojęcie „obywatel” stało się słowem pozbawionym realnej treści, gdyż w ślad za nim nie idą działania ukierunkowane na budowanie i doskonalenie wspólnoty politycznej którą owi obywatele mają w zamyśle tworzyć. Problem ów jest niezmiernie złożony i nie miejsce tutaj na jego szczegółową analizę, warto jednak zwrócić uwagę na przynajmniej jeden jego aspekt.

Gdyby dzieło Arystotelesa miało powstać w dniu dzisiejszym, można by mieć uzasadnione obawy co do tego czy miałoby ono równie doniosłe znaczenie dla naszej cywilizacji, abstrahując od setek lat rozwoju myśli politycznej. Przyczyną byłaby raczej niezdolność zrozumienia przez współczesnych „obywateli” dlaczegóż polityka miałaby odgrywać tak istotną rolę w ich życiu,
a tym bardziej prowadzić do jakiegokolwiek ich doskonalenia jako istot ludzkich, gdy przecież znacznie lepiej nadają się do tego zakupy w galerii handlowej, efektami których można pochwalić się na imprezie w modnym klubie, a całość uwiecznić przy użyciu nowego smartfona.

Mówiąc wprost – ludzie mają dziś inne potrzeby niż polityka w rozumieniu greckiego ojca naszej cywilizacji. Tekst dra Gajka może być dobrym przyczynkiem do refleksji nad przyczyną tak rozumianego „końca historii” w jej aspekcie politycznym i obywatelskim, tym bardziej, iż co znamienne autor powołuje się w nim na tezę Fukuyamy.

Skoro jednak o cywilizacji mowa, spróbujmy powiązać powyższe uwagi z myślą wielkiego polskiego historyka Feliksa Konecznego, którego opus magnum właśnie rozważaniom nad cywilizacjami była poświęcona. Podobnie jak dla Arystotelesa celowość była jednym z kluczowych aspektów problematyki natury ludzkiej, obywatelskości i polityki, podobnie polski uczony uznawał ją za bardzo ważny aspekt konstytuujący cywilizacje, w tym cywilizację łacińską, której jednym z ojców był niewątpliwie Stagiryta, a sam Koneczny oddanym przedstawicielem. Otóż jak pisał polski historyk „każda cywilizacja, dopóki jest żywotną, dąży do ekspansji[8]. Zdaniem Konecznego cywilizacja nie może przetrwać o ile nie znajduje się w ruchu i nie dąży do rozwoju.

Można zastanawiać się na ile teza ta sprawdzała się i sprawdza w odniesieniu do poszczególnych cywilizacji na przestrzeni dziejów, jeśli jednak odniesiemy ją do cywilizacji Zachodu, będziemy mogli dostrzec wiele punktów stycznych pomiędzy jej marazmem wewnętrznym, a relatywną utratą znaczenia w skali globalnej. Można bowiem zadać sobie tutaj dość kolokwialnie brzmiące pytanie czy obywatelom państw Zachodu, a także całej cywilizacji Okcydentu „jeszcze o coś chodzi?”. Innymi słowy, czy cywilizacja ta i jej przedstawiciele dalej żyją w warunkach iluzji końca historii, czy może jednak istnieją jakieś cele i wizje które chcieliby urzeczywistnić? Do tego jednak konieczne jest tchnięcie nowego arystotelesowskiego ducha w politykę jako kluczową dziedzinę życia ludzkiego. Co równie ważne, bez tego swoistego ożywienia trudno także o właściwe funkcjonowanie mackinderowskiego Going Concern. Jak pisał brytyjski geograf, „if you stop it (Going Concern – przyp. aut.), or even slow down its running, it will punish you relentlessly[9]. Analogicznie o cywilizacjach pisał również sam Koneczny.

Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy są niewątpliwie przemiany świata wynikające z jego globalizacji, z czym nieodłącznie łączy się pojęcie postmodernizmu. Ten ostatni zmienia ludzkie życie zarówno na poziomie jednostkowym, jak i społecznym, a wreszcie globalnym. Jeśli chodzi o świat jednostki, to zwrócić uwagę na uwagę poczynioną przez Jabera F. Gubriuma oraz Jamesa A. Holsteina w artykule zatytułowanym „The Self in the World of Going Concern”:

Times are tough for the personal self. This stalwart social form was conceptualized as being at the heart of social action. But now the self is increasingly beleaguered by claims that postmodern life decenters and trivializes its presence in experience. In this view, who we really are is constantly in question. (…). Postmodern life provides one identity option after another, implicating a dizzying array of possibilities for the self. Perhaps this situation is the inevitable result of a fast-paced world. With daily living swirling about at unprecedented speed, some say that the postmodern self is simultaneously everywhere and nowhere.[10]

Na znaczenie globalizacji oraz ponowoczesności, zmieniających światowy ład wraz z jego strukturą, aktorami, regułami gry oraz zachodzącymi w nim zjawiskami zwraca również uwagę w jednej ze swoich książek Jakub Potulski, kładą szczególny nacisk na przemiany tożsamości jednostek, grup społecznych i etnicznych, a nawet całych społeczeństw czy cywilizacji[11].  

Cień Orwella

Powyższe rozważania miały na celu zilustrować dwa ważkie podejścia do dynamiki dziejów obecne w kluczowych pracach anglosaskiej literatury poświęconej sprawom międzynarodowym. Niezależnie jak przetłumaczymy pojęcie Going Concern, czy jako „rosnący niepokój” jak uczynił to Jacek Bartosiak, czy w duchu bardziej ekonomicznym jako np. „kwitnący interes”, to jasne będzie, iż Mackinder postrzegał historię w sposób bardzo dynamiczny a zarazem celowy.

„Democratic ideals” nie były dla niego pretekstem do spoczęcia na laurach – przeciwnie, miały być one czynnikiem sprawczym doskonalenia społeczeństwa i osiągania jego celów. Historia w ujęciu Mackindera była niekończącą się dynamiką, zarówno w ujęciu w skali kontynentalnej i globalnej, jak również na poziomie wydarzeń rozgrywających się w ramach pojedynczego społeczeństwa.  Z drugiej zaś strony przez tak długi czas tkwiliśmy jako ludzie Zachodu w ułudzie końca historii, aż w końcu weń uwierzyliśmy, co przełożyło się na całość funkcjonowania naszej cywilizacji i wchodzących w jej skład poszczególnych społeczeństw, które pozbawione wewnętrznej dynamiki oraz dalekosiężnych celów przestają się rozwijać, a przez to nie tylko przyczyniają się do powstania mechanizmu samospełniającej się przepowiedni związanej ze zmierzchem dominacji Zachodu, ale stają się też mniej zdolne walki o odwrócenie tego trendu.

Jak zatem jawi nam się współczesny obywatel przeciętnego społeczeństwa zachodniego? W dużej mierze przywodzi on na myśl postać George’a Bowlinga, bohatera mniej głośnej, a zasługującej na nieporównanie większą uwagę powieści George’a Orwella „Brak tchu” (ang. Coming up for Air). Bez wdawania się w szczegóły wystarczy napisać, iż był on mocno zgorzkniałym sprzedawcą w średnim wieku, prowadzącym przeciętne życie wraz z żoną i dwójką dzieci w domku na przedmieściach. Jego zgorzknienie miało dwie przyczyny: kryzys wieku średniego i strach przed wojną. Strach ów nie był owym przejmującym i paraliżującym strachem jaki może owładnąć człowiekiem nie obeznanym z okropnościami wojny. Przeciwnie, Bowling miał już okazję „powąchać prochu”. Był on jednak, co jak sam przyznawał uważał za nietypowe u człowieka z jego pozycją społeczną, mocno zainteresowany wydarzeniami rozgrywającymi się w Europie i ich potencjalnym wpływem na przyszłość Anglii. Na kartach powieści jego przemyślenia czysto osobiste przeplatają się co pewien czas z refleksjami nt. spraw politycznych, związanymi zwłaszcza z nieuchronną jak się wydaje II wojną światową. Najistotniejszy wydaje się jednak fragment części III, poświęcony spotkaniu w Lewicowym Klubie Książkowym, na które Bowling zdecydował się wybrać ze swoją żoną Hildą. Na początku zapoznajemy się z jego rozmyślaniami nt. tego czy, a jeśli tak, to dlaczego ludzie w ogóle uczęszczają na tego spotkania i jaka jest ich wartość, które są mocno krytyczne. W dalszej części bohater powieści dzieli się z nami swoim niemiłym zaskoczeniem związanym z rozmową z pewnym intelektualistą, niejakim Porteousem, emerytowanym nauczycielem, który przejawia rażące zdaniem Bowlinga lekceważenie pod adresem Hitlera i nadchodzącej wojny. Część tę kończy poniższy fragment, jeden z kluczowych dla zrozumienia całej powieści oraz dla naszych rozważań:

(…) Zabawne jak to czasem w środku nocy nachodzi człowieka taki przeraźliwy smutek. W tamtej chwili losy Europy wydawały mi się daleko ważniejsze niż czynsz, czesne w szkole dzieci czy też sprawy zawodowe jakie miałem załatwić nazajutrz. Każdy kto zarabia na życie pracą własnych rąk, uzna takie myśli za głupotę. Ja jednak nie mogłem przestać myśleć. Wciąż miałem przed oczami obraz koszul w partyjnych barwach i terkoczących karabinów maszynowych. Pamiętam, że tuż przed zaśnięciem zastanawiałem się, co to wszystko może, do diabła, obchodzić takiego faceta jak ja.[12]

 

We fragmencie tym widzimy de facto nie tylko przejaw Going Concern zgodny z tłumaczeniem zaproponowanym przez Jacka Bartosiaka, lecz również postawę godną obywatela bynajmniej nie we współczesnym wydaniu, lecz jak najbardziej w rozumieniu i duchu arystotelesowskim. Bohater powieści Orwella jest przedstawicielem niższej klasy średniej, pochłoniętym pracą, przytłoczonym marnymi perspektywami życiowymi, a ludzie tego pokroju nie są, jak sam pisze, skorzy do kłopotania się polityką i problemami wielkiego świata, wykraczającymi poza najbliższe otoczenie i codzienną trasę od domku na przedmieściach do pracy w położonym w citi biurze. Tworzą oni wprawdzie ogólnospołeczną dynamikę Going Concern, lecz mają wszelkie prawo nie zaprzątać nią sobie myśli, poza powszednim wyrzekaniem na niskie zarobki i postępującą drożyznę. Bowling jednak, ukształtowany być może przez wojnę (nie on jeden wszakże), a być może stanowiący wyjątek od reguły, nie pozwala sobie na bycie ślepym na jakże przecież ważny „broader picture”. Ma on jak najbardziej świadomość, że bieg zdarzeń
w Europie, jakkolwiek pesymistycznie by się one nie jawiły, nie stanie w miejscu i będzie wpływał na losy najpierw jego kraju, a następnie jego własne.

Podsumowanie

Powyższe rozważania miały na celu zwrócenie uwagi na jedną z kluczowych jak się wydaje kwestii w obliczu zachodzących na naszych oczach zmian w światowym ładzie politycznym, czyli postrzeganie dynamiki dziejów oraz społeczne zaangażowanie w związane z nimi wydarzenia, zarówno na poziomie poszczególnych obywateli, jak i całych społeczeństw. Kończący się okres stabilności globalnej architektury polityczno-ekonomiczno-militarnej określanej jako Pax Americana nie pozwala nam na bierne przypatrywanie się zachodzącym zmianom.

Możemy je postrzegać i opisywać w różny sposób, lecz niemożliwe jest ich zanegowanie lub zlekceważenie, gdyż w warunkach zglobalizowanego świata opartego o logikę interkonektywności zjawiska zachodzące w różnych zakątkach globu wpływają na siebie nawzajem, zmieniając warunki życia nawet tych ludzi, którzy za wszelką cenę starają się udawać, że zjawiska owe ich nie dotyczą. Błędem zatem jest postawa ludzi separujących się od życia politycznego, zarówno tego w skali mikro, jak i makro (w tym również w skali globalnej). Orwellowski bohater George Bowling nie miał wprawdzie możliwości powstrzymać wybuchu wielkiej wojny, która odbiła się na jego kraju w dramatyczny sposób, ale mimo to pragnął być jej świadom, pragnął ją rozumieć oraz być na nią przygotowany, choćby w sposób mentalny.  Nie godził się on zatem na życie w bańce „końca historii”, tak jak to ma miejsce w przypadku wielu współczesnych ludzi.

The wide world is all about you: you can fence yourselves in, but you cannot for ever fence it out.          

J.R.R. Tolkien 

 


[1] Jacek Bartosiak, Pacyfik i Eurazja. O wojnie., Warszawa 2016, s.63.

[2] Zob. Halford John Mackinder, Democratic Ideals and Reality. A Study in the Politics of Reconstruction, New York 1919, s. 172.

[3] Zob. ibid., ss. 12 – 13.

[4] Zob. np. Florian Znaniecki, Everett C. Hughes, The Sociological Eye. Selected papers, New York 2017, ss. 52 – 65.

[6] Arystoteles, Polityka, 1253a29-32.

[7] Marcin Gajek, Człowiek jako obywatel w myśli Arystotelesa, Zoon Politikon 1/2010, s. 40.

[8] Feliks Koneczny, O wielości cywilizacji, Warszawa 2015, s. 401.

[9] Halford John Mackinder, op. cit., s. 249.

[10] Jaber F. Gubrium, James A. Holstein, The Self in a World of Going Concerns, in: Symbolic Interaction, 23 (2) 2000,
s. 95.

[11] Zob. Jakub Potulski, Geopolityka w ponowoczesnym świecie, Częstochowa 2010, ss.5 – 111.

[12] George Orwell, Brak tchu (ang. Coming up for Air), Warszawa 2012, ss. 212 – 213.

 

 

 

Komentarze

komentarze

stat4u