Pierre Verluise: Czy to już schyłek UE?

europe-633475_1280

dr Pierre Verluise

Czy UE chyli się ku upadkowi?

W świetle czynników demograficznych, ekonomicznych i strategicznych, Unia Europejska, stopniowo zmierza ku swojemu schyłkowi. W gruncie rzeczy jej znaczenie na świecie zmniejsza się przez wzgląd na każdy z wymienionych wyżej składników potęgi. Co gorsza, ten niekorzystny trend może się pogłębić. Zdać sobie sprawę z powagi sytuacji wydaje się więc być rzeczą najpilniejszą.

Ci, którzy pochylają się nad wpływem Unii Europejskiej na sprawy światowe, muszą odróżnić pozory od rzeczywistych tendencji.

Siedem kolejnych rozszerzeń Wspólnoty Europejskiej zaowocowało znaczącym poszerzeniem jej terytorium. Począwszy od 1957 roku sześć krajów o łącznej powierzchni 1,3 miliona kilometrów kwadratowych tworzyło Europejską Wspólnotę Gospodarczą, która w 1973 roku obejmowała dziewięć krajów, osiągając tym samym 1,7 miliona kilometrów kwadratowych powierzchni. Drugie, trzecie i czwarte rozszerzenie (1981, 1986, 1995) powiększyło granice organizmu, który stał się Unią Europejską (Maastricht), do wielkości odpowiednio: 1,8; 2,3 oraz 3,2 miliona kilometrów kwadratowych.

Piąte, szóste i siódme rozszerzenie (2004, 2007 i 2013) doprowadziły do zbudowania konfiguracji państw o powierzchni 3,9 miliona kilometrów kwadratowych, a następnie 4,3 i 4,5 miliona kilometrów kwadratowych[1]. To pokazuje powszechną atrakcyjność UE, skoro jej ekspansja dokonała się w sposób pokojowy, za zgodą integrujących się społeczeństw. Jednak często występował deficyt debaty publicznej na temat akcesji oraz quasi-systemowy brak konsultacji przez referenda wśród dotychczasowych członków. I właśnie to pociągnęło za sobą zjawisko "zmęczenia rozszerzaniem", które nastąpiło po wejściu nowej dziesiątki państw w 2004 r. Dodając do tego kryzys gospodarczy od roku 2008, od tamtej pory poparcie opinii publicznej dla projektu europejskiego stopniowo słabło w niektórych krajach, czego dowodzi wzrost znaczenia ugrupowań antyeuropejskich w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2014 r. Prawdą pozostaje fakt, że powierzchnia UE – która przecież nie jest państwem – może wciąż dawać wrażenie obiecującego projektu. Należy jednak mieć na uwadze "ranking" globalnych gigantów. Trzeba zauważyć, że UE-28 pod względem swojego obszaru (4,5 mln km kw.) pozostaje w tyle za Rosją, Kanadą, Chinami, USA, Brazylią i Australią. Pamiętajmy, że UE-28 jest 3,8 razy mniej rozległa niż Rosja i dwa razy "mniejsza" od USA. Co więcej, UE jest terytorialnie i politycznie o wiele bardziej podzielona niż te dwa państwa federalne.

Ponadto, pewne niewidoczne na pierwszy rzut oka tendencje każą zakwestionować globalne znaczenie Unii. To prowadzi do pytania: Czy UE jest w zaniku? Rozważmy kolejno płaszczyznę demografii, gospodarki oraz strategii.

I. Perspektywa demograficzna

Poprzez siedem rozszerzeń liczba mieszkańców europejskiej wspólnoty uległa rzecz jasna znacznemu powiększeniu. W 1957 roku sześciu członków-założycieli zamieszkiwało  163 miliony ludzi. Pierwsze rozszerzenie zwiększyło liczbę mieszkańców zjednoczonej Europy do 240 milionów. Kolejne trzy rozszerzenia to wzrost do – kolejno – 260, 310 i 360 milionów mieszkańców. Piąte i szóste rozszerzenia to już Unia licząca 450 milionów, a potem 485 milionów obywateli[2]. Po ostatniej akcesji, wliczając również ogólny wzrost populacji wśród wszystkich dotychczasowych członków, UE w składzie 28 państw zbliżyła się do stanu dzisiejszego, w którym liczy 508 milionów mieszkańców. Zatem jest to ponad pół miliarda ludzi. To uderzająca wartość liczbowa, tym niemniej nie może ona przysłonić dwóch ważnych aspektów.

Po pierwsze, UE pozostaje wyraźnie mniej zaludniona niż "wschodzące" kraje azjatyckie – Chiny (1,36 mld) oraz Indie (1,28 mld).

Po drugie, za zwiększeniem populacji UE przedstawionym w wartościach bezwzględnych kryje się pomniejszenie jej znaczenia w porównaniu do liczby ludności całego świata. W rzeczywistości, całkowity przyrost demograficzny w Unii jest bardzo niski w odniesieniu do średniej światowej, zawyżanej w szczególności przez Azję, Amerykę Łacińską oraz (zwłaszcza) Afrykę. W efekcie względny potencjał ludnościowy UE zmniejsza się.

Dla poprawności metodologicznej i jasności porównania sięgniemy po dane dotyczące również tych członków UE-28, którzy w latach 1960 czy 1980 nie wchodzili jeszcze w skład Wspólnoty[3].

Podczas gdy terytorium obecnych dwudziestu ośmiu krajów członkowskich obejmowało w 1960 roku około 13,3% światowej populacji, w 2013 było to zaledwie 7,3%. Szacunkowo będzie to już nie więcej niż 5% w latach 2050-2060.

Spójrzmy teraz na dane Eurostatu celem wyjaśnienia tego problemu. Pozwalają one porównać przyrost populacji na obszarze UE-27 (sic!) w przełożeniu na przyrost populacji światowej, biorąc rok 1960 jako punkt odniesienia (baza o wartości 100%).

Bez tytułu1

W 1980 UE-27 znalazła się na poziomie 113,5%, a populacja światowa na poziomie 146,6%[4]; w roku 2000 było to odpowiednio 119,9% i 201,5%. Oznacza to, że ludność naszej planety podwoiła swą liczbę pomiędzy rokiem 1960 i 2000, podczas gdy liczba mieszkańców obszaru UE-27 zwiększyła się o niecałe 20%. Średnie szacunki przewidują w roku 2020 poziom 127,8% dla UE-27 i 252% dla całego świata; w 2040 będzie to odpowiednio 130,6% i 292,1%, a w roku 2060: 128,4% i 316,5%. To pokazuje potrojenie światowej populacji w ciągu stu lat z jednoczesnym wzrostem liczby ludności na obszarze UE-27 o 30% w tym samym okresie. Nawet rozszerzając Unię o wszystkich oficjalnych kandydatów – a to przecież kraje o społeczeństwach starzejących się lub o negatywnym trendzie demograficznym[5] – nie mamy szans na dorównanie do światowego tempa wzrostu liczby ludności.

Wzrost demograficzny w UE pozostaje w chwili obecnej dodatni, aczkolwiek staje się coraz bardziej powolny i prawdopodobnie od teraz do 2045 roku będzie w stagnacji, a następnie przekształci się w trend spadkowy. W 2050 roku ludność krajów UE-28 zbliży się do 517 milionów, podczas gdy na Ziemi będzie już wtedy 9,7 miliarda mieszkańców[6].

Jak odnieść się do tej poważnej sytuacji? 

Przede wszystkim, światowa populacja wzrosła od 1960 roku ponad dwukrotnie. Z kolei obszar UE-28 wykazuje od połowy lat 70. XX w. przyrost naturalny wyraźnie niższy od progu zastąpienia pokoleń, co tworzy stan "demograficznej zimy"[7] i generuje skumulowane efekty od czterech dekad.

Próg zastąpienia pokoleń w Unii Europejskiej, biorąc pod uwagę bardzo wysoki poziom warunków zdrowotnych, wynosi 2,1 dziecka na kobietę. W 2013 roku łączny wskaźnik dzietności w UE-28 był o wiele niższy: 1,6. Brakuje więc, ujmując to w przenośni, "0,5 dziecka" na kobietę, aby osiągnąć próg zastąpienia. Poza Estonią, wszystkie kraje, które weszły w skład Unii w latach 2004 – 2013 wykazują dziś dzietność niższą od średniej unijnej. Zamiast rozwiązać problem słabej dzietności i starzenia się społeczeństw, który istniał już wcześniej w zjednoczonej Europie, rozszerzenia 2004-2013 jedynie zwiększyły powagę sytuacji.

W 2013 roku ludność w starszym wieku przeważała już nad młodym pokoleniem: 16% młodych poniżej 15 roku życia wobec 18% osób w wieku 65 lat lub nawet więcej. W Niemczech żyło w tym czasie już 21% osób starszych.

Unia charakteryzuje się więc wyraźnie słabą dzietnością i problemem starzenia się jej społeczeństwa. Do tego należy dodać jeszcze zagadnienie migracji.

Od początku lat 90. XX wieku, dodatnie saldo migracji jest rzeczywistą siłą napędową ogólnego wzrostu populacji na obszarze UE-28 (przyrost naturalny w UE plus imigracja do UE). Tym bardziej, że imigranci stanowią młodsze wiekiem warstwy społeczeństwa i przyczyniają się do większej rozrodczości, gdyż – używając sformułowania Gérard-François Dumont – "migracja nie pozbawia płodności (na szczęście)"[8]. Kryzys roku 2008 wyznaczył cezurę niezauważoną do tej pory przez opinię publiczną. Od 2009 tempo migracji do krajów UE-28 zmniejsza się znacząco: z 1 411 471 do 851 335 osób[9]. Według nieoficjalnych danych, saldo migracji miało wynieść 925 223 osoby w 2010 roku i 872 332 w 2011 roku. W 2013 byłoby to już tylko 653 100 nowych mieszkańców UE[10]. Inaczej mówiąc, po raz pierwszy od dawna kryzys gospodarczy zmniejszył atrakcyjność UE jako celu globalnej migracji, co zredukowało saldo migracji poniżej progu miliona osób rocznie. To zaważy na demograficznych perspektywach Unii i jej znaczeniu w polityce światowej. Jeżeli bowiem główna siła napędowa całkowitego przyrostu liczby ludności UE zmalała o połowę, czego nie jest w stanie "nadrobić" przyrost naturalny w krajach UE, to oznacza, że kryzys gospodarczy nasilił spowolnienie demograficzne w zjednoczonej Europie.

Unia "jutra" będzie bardzo prawdopodobnie ciągle najstarszym społeczeństwem na świecie, którego rozwój na stałe zostanie zahamowany przez zmniejszenie się liczby ludności aktywnej zawodowo, a także obciążenia związane z finansowaniem emerytur. UE cechować będzie ujemny przyrost naturalny, wyludnienie wielu obszarów[11], napięcia pomiędzy zjawiskami imigracji a koniecznością integracji, w szczególności ze względu na problemy grup żyjących w diasporach[12].

II. Perspektywa ekonomiczna

Rzut oka pozwala stwierdzić, że Unia Europejska stanowi największy wspólny rynek na świecie. Jego kolejne rozszerzenia automatycznie powiększyły generowany PKB. W 2013 roku PKB (wg parytetu siły nabywczej) osiągnął 13 067 mld euro, podczas gdy PKB dwóch innych głównych potęg gospodarczych był mniejszy: 12 517 mld euro w USA i 3 476 mld euro w Japonii[13]. Czyni to Unię niezwykle atrakcyjnym obszarem gospodarczym, jak pokazuje przede wszystkim jej pierwsze miejsce pod względem bezpośrednich inwestycji zagranicznych na jej obszarze.

Jednakże trzy ostatnie rozszerzenia były każdorazowo związane z korzyściami na rzecz krajów uboższych – plasujących się poniżej średniej unijnej. Najczęściej stanowiły one przykład przejścia – w okresie czterech dekad – od gospodarki planowej ku trudnej transformacji prowadzącej do gospodarki rynkowej. 1. stycznia 2004 roku PKB dziesięciu krajów, które miały przystąpić do UE 1. maja tamtego roku, stanowiło zaledwie 4,7% PKB UE-25, co daje wkład dalece skromniejszy od ich potencjału demograficznego (16,2%)[14]. Kolejne rozszerzenia również przyniosą korzyści dla państw mniej zamożnych niż średnia unijna. Wpisują sie one w nową geopolitykę Europy definiowanej w kontekście geograficznym[15], jednakże trudno jest wytłumaczyć opinii publicznej, w jaki sposób akcesja kraju gorzej sytuowanego niż europejska średnia przyczyni się do wzbogacenia Unii jako całości. Tym bardziej, że liczby pokazują coś zupełnie przeciwnego. W 2008 roku PKB na mieszkańca (wg parytetu siły nabywczej) liczone dla grupy państw UE-25 było już o 11,4 punktów procentowych mniejsze od PKB dawnej UE-15[16]. Przepaść pomiędzy Unią a USA – już wtedy bardzo znaczna – jeszcze się pogłębiła. W 2013 roku PKB na mieszkańca (wg parytetu siły nabywczej) w krajach UE-28 wyniosła 25 710 euro, podczas gdy w USA było to 39 550 euro, a w Japonii 27 310 euro.

W 2014 żaden z nowych krajów członkowskich (wchodzących do UE od 2004 włącznie) nie przekroczył średniej unijnej UE-28 pod względem zamożności[17].

Z perspektywy czasu obserwujemy względne osłabienie gospodarczego znaczenia UE-28 na świecie.

Bez tytułu2

Między 1980 a 2014 udział UE-28 w światowej produkcji wg parytetu siły nabywczej zmalał z 31,2% do 18,3%. Oznacza to, że wkład UE-28 to mniej niż dwie trzecie tej wartości 34 lata wcześniej. Oczywiście ten fenomen wpisuje się w globalny trend gospodarczego spowolnienia w krajach rozwiniętych z jednoczesnym przyspieszeniem w krajach rozwijających się. Zauważmy jednak, że dotyka to w mniejszym stopniu USA niż Unię czy Japonię. Zresztą według obliczeń Międzynarodowego Funduszu Walutowego, USA osiągną poziom 17,7% udziału w światowej produkcji w 2018, podczas gdy UE-28 już tylko 16,6%. Wedle tego założenia, Unia straci swój obecny status rynku numer jeden na świecie.

Perspektywy są jeszcze bardziej ponure, jeżeli wziąć pod uwagę dwa główne czynniki produkcji: kapitał i pracę.

W pierwszym rzędzie, udział UE-28 w światowych inwestycjach nie przestaje spadać od 1980 roku.

Bez tytułu3

Podczas gdy w 1980 roku obszar dzisiejszej UE-28 odpowiadał za 30,1% globalnych inwestycji, dzisiaj jest to już tylko 12,7%. Tak więc spadek światowych inwestycji unijnych jest jeszcze gwałtowniejszy niż zmniejszenie jej udziału w globalnej produkcji. Dzisiejsze inwestycje generują gospodarczy potencjał jutra.

W tym samym czasie inwestycje USA zmniejszyły się z 20,6% do 12,3%, co daje mniejszy spadek niż w przypadku Unii. Z drugiej strony, grupa Brazylia – Indie – Chiny (BIC) zwiększyła te wartości z 9,9% do 39%. Stanowi to wzrost czterokrotny, dalece przewyższający ich obecną pozycję w światowej gospodarce. To właśnie te kraje, które należycie przygotowują się na przyszłość i w jakimś stopniu ją kreują.

Prognozy na 2018 sytuują UE-28 na poziomie 11,5%, USA – 13% i BIC – 41,9%.

Po drugie, czynnik pracy także zmienia się znacząco.

Bez tytułu4

Od początku wieku bezrobocie w UE-28 nie spadło nigdy poniżej 7%. Do roku 2013 było na średnim poziomie 9%. W tym samym czasie w USA: 6,4% i w Japonii 4,7%. Unia ma zatem trudności w odwróceniu negatywnego trendu w zatrudnieniu i to pomimo korzystnych warunków wzrostu gospodarczego. Masowe bezrobocie i bezrobocie długotrwałe to dwa zjawiska, który wydają się być zadomowione na dobre w Unii Europejskiej. Największe obawy budzi fakt, że aktywni zawodowo Europejczycy stają się powoli pracownikami niechętnie zatrudnianymi na rynku. Oto ryzyko, które może trwale upośledzić produktywność naszego obszaru gospodarczego.

Nie tylko bowiem spada udział UE w światowej produkcji gospodarczej, ale – co gorsza – stan i perspektywy dwóch głównych czynników tej produkcji powodują uzasadnione obawy o pogłębienie tego trendu.

III. Perspektywa strategiczna

Strona internetowa Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych ogłosiła w 2014 roku: "Od utworzenia w marcu 2002 misji policyjnej UE w Bośni i Hercegowinie trzydzieści akcji i operacji cywilnych i wojskowych zostało uruchomionych w ramach Wspólnej polityki bezpieczeństwa i obrony."[18] Jednak taka metoda, która opiera się na ogłoszeniu liczby obejmującej misje o bardzo zróżnicowanej naturze niesie za sobą ryzyko, że obywatele przeszacują ilość operacji wojskowych prowadzonych przez UE, a tych było tylko dziewięć od 2003. Co więcej, te operacje są ogólnie rzecz biorąc połączone z działaniami NATO i ONZ, co świadczy o koncepcji kontrolowanego użycia siły, wiążącej się z ryzykiem paraliżu działań. Decyzja o interwencji w Libii (2011) dotycząca operacji EUFOR-Libia została anulowana przez brak "zielonego światła" ze strony ONZ. Być może takie postępowanie jest niesłuszne, ale jednak potęgi takie jak USA czy Rosja autoryzują użycie siły bez tych środków ostrożności, jakie zachowuje Europa. Zresztą liczba żołnierzy zaangażowanych w operacje wojskowe UE pozostaje skromna, pomiędzy 400 i 7 000 w zależności od misji i okresu, co plasuje się znacząco poniżej celu ogłoszonego przez Radę Europejską z Helsinek, wyznaczonego na 60 000 ludzi. W tej chwili działaniom militarnym UE brakuje zasobów ludzkich i technicznych, ale przede wszystkim woli politycznej.

Oczywiście od 2009 roku UE dysponuje Europejską Służbą Działań Zewnętrznych, kierowaną przez Wysokiego przedstawiciela Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa. Jednak prawo ogranicza znacząco jego kompetencje, aby powstrzymać ewentualne naruszenie suwerenności państw członkowskich[19]. Dlatego też szefowie państw wybrali na pierwszego Przedstawiciela reprezentanta Wielkiej Brytanii, osobę bez żadnego doświadczenia dyplomatycznego – Catherine Ashton – aby uniknąć pozostawania w jej cieniu. Jej trzy pierwsze lata urzędowania zostały generalnie ocenione bardzo słabo, lecz już rok 2013 zaznaczył się dwiema interwencjami często ocenianymi pozytywnie: w odniesieniu do stosunków Serbia – Kosowo, oraz w ramach ożywienia negocjacji z Iranem. Za wcześnie jeszcze na ocenę działań nowej Przedstawiciel, którą jest Frederica Mogherini, na stanowisku od 1. listopada 2014.

Warto podkreślić, że 22 z 28 państw członkowskich należy do najsilniejszego sojuszu strategicznego świata – NATO – który odniósł zwycięstwo w zimnej wojnie i dominował w kolejnych dekadach. Jednoznacznie świadczą o tym rozszerzenia Sojuszu z lat 1999, 2004 i 2009 o kraje niegdyś komunistyczne i znajdujące się pod dominacją radziecką. Z drugiej strony, stosunki pomiędzy strukturami UE i NATO[20] są jednocześnie i gwarancją bezpieczeństwa, i czynnikiem powstrzymującym UE od samodzielnego występowania na strategicznym teatrze działań.

Traktaty z Maastricht i z Lizbony umieszczają Wspólną politykę zagraniczną i bezpieczeństwa, Europejską politykę bezpieczeństwa i obrony, a potem Wspólną politykę bezpieczeństwa i obrony pod parasolem quasi-opieki NATO. UE musi tym samym przestrzegać zobowiązań wypływających z traktatu północnoatlantyckiego, który dla państw będących jego sygnatariuszami pozostaje "podstawą ich zbiorowej obrony i forum dla jej wykonywania." (TUE art. 42 §7). Interpretując to dosłownie, takie sformułowanie mówiące w liczbie pojedynczej o jednym traktacie zabrania jakiejkolwiek europejskiej inicjatywy w dziedzinie obronności.

Co więcej, strategiczne sprzeczności, które w największym stopniu oddziałują na UE, mają charakter psychologiczny. W następstwie dwóch wojen światowych, europejska konstrukcja została zbudowana na założeniu odrzucenia waloru potęgi, najpierw własnej, pomiędzy krajami członkowskimi, a potem w stosunku do całego świata. Aspirując do pewnej formy "wiecznego pokoju" między swoimi członkami, UE powstała jako organizacja o charakterze soft power, z całą pewnością nie hard power. Z tego powodu przez długi czas Unia rezygnowała z takiej percepcji świata, jaką posiadają państwa-uczestnicy stosunków międzynarodowych: wskazujący swoich wrogów i definiujący rzeczywiste strategie. UE niesie w swym zarodku jakąś formę dobrowolnej negacji polityki siły. Z punktu widzenia ontologii, UE nie posiada więc rzeczywistego pragnienia potęgi. Promocja niejasnego multilateralizmu służy jako listek figowy ukrywający ciężką postać własnej niemocy. Kiedy pojawia się konflikt o jej granic, Unia rozpoczyna najczęściej od niekończących się dyskusji, zanim spłodzi – z wielkim ociąganiem – jakąś deklarację, która sprowadza się do najmniejszego wspólnego mianownika zdań jej członków. Niektórzy mają wtedy nadzieję, że to Waszyngton będzie w stanie zainterweniować zamiast nich. Inni, bardziej skłonni do działania, rozpaczliwie szukają jakichś punktów oparcia dla swej polityki. 

Zakończmy te rozważania podkreślając, że Unii brakuje – i prawdopodobnie będzie brakować coraz bardziej – środków militarnych i europejskiego przemysłu zbrojeniowego, aby mogła samookreślić się na scenie strategicznej. Wspomniany kryzys gospodarczy z 2008 roku przyspieszył redukcję wydatków na obronność krajów członkowskich. Ich budżety na obronę zostały obcięte o 10% w latach 2010-2013. Jedynie Zjednoczone Królestwo osiągnęło jeszcze w 2014 roku cel 2% PKB przeznaczony na obronę. Pięciu członków, w tym Francja (1,54%), przeznaczyło na ten cel 1,5-2%. Siedmiu członków wydało od 1 do 1,5%, w tym Niemcy 1,1%. Pozostali wydatkowali poniżej tej kwoty. W rezultacie europejski przemysł, uprzednio znany z produkcji zbrojeniowej, coraz bardziej koncentruje się na produkcji na potrzeby cywilne, ryzykując tym samym utratę know-how i ekspertów. Jeżeli ten trend będzie kontynuowany, członkowie UE ograniczą się do zakupu amerykańskiego sprzętu z górnej półki. Gdyby Zjednoczone Królestwo opuściło szeregi UE, to do kogo zwróci się Francja, aby po raz enty zainicjować wspólną europejską obronę? To pytanie tym bardziej zastanawiające, jeżeli pomyśleć, że USA – chociaż niechętne odnowieniu swej obecności na Bliskim Wschodzie – kierują się bardziej ku Azji, podczas gdy granice Ukrainy zostały wielokrotnie naruszone przez Rosję w 2014 roku.

Wnioski

Unia Europejska w zaniku? Tak, w świetle czynników demograficznych, ekonomicznych i strategicznych, Unia Europejska stopniowo zmierza ku swojemu schyłkowi, ponieważ każda z wymienionych grup czynników warunkujących potęgę prezentuje się dla UE niekorzystnie. Ten proces już się odbywa i wszystko wskazuje na to, że kryzys roku 2008 odgrywa w nim rolę akceleratora. Schyłek Unii jawi się jako coraz bliższe i większe zagrożenie. Zdać sobie sprawę z powagi sytuacji wydaje się więc być teraz rzeczą najpilniejszą, na równi z szybkim zgromadzeniem dostępnych środków zapobiegawczych, aby w ogóle móc myśleć o odwróceniu tego trendu.

 

Tłumaczył z francuskiego: dr Mateusz Hudzikowski

 

Pierre Verluise – doktor geopolityki, dyrektor Diploweb.com. Wykładowca na CPGE i MRIAE na Uniwersytecie Paris I. Autor kilkunastu książek przetłumaczonych na wiele języków.

 

Bibliografia

Gérard-François Dumont, Pierre Verluise, Géopolitique de l’Europe, (2e édition, revue), Paris, Sedes – Armand Colin, 2014.

Nicole Gnesotto, Faut-il enterrer la défense européenne ? Paris, La documentation française, 2014.

Maxime Lefebvre, L’Union européenne peut-elle devenir une grande puissance ? ,  Coll. Reflexeeurope, La documentation française, 2012.

 


[1] Yves Doutriaux et Christian Lequesne, Les institutions de l’Union européenne après la crise de l’euro, coll. réflexeeurope, La documentation française, 2013, p. 44.

[2] Yves Doutriaux et Christian Lequesne, Les institutions de l’Union européenne après la crise de l’euro, coll. réflexeeurope, La documentation française, 2013, p. 44.

[3] I przystąpiły do niej w różnym czasie i w zróżnicowanych okolicznościach politycznych. Przykładowo, Republika Czeska i Słowacja stanowiły jak wiadomo jedno państwo – Czechosłowację – aż do 1993 roku.

[4] Czyli wzorst odpowiednio o 13,5 i 46,6% porównując do 1960 r.

[5] W przypadku Tucji; cf. Gérard-François Dumont, « La Turquie et l’Union européenne : intégration, divergence ou complémentarité ? », Géostratégiques, n° 30, 2011.

[6] Jean-Paul Sardon, « La géographie mondiale des populations en 2013 », Population et Avenir, n° 715, novembre-décembre 2013, p. 22 et p. 19. 

[7] Wyrażenie użyte przez Gérard-François Dumont na określenie « sytuacji kraju, w którym przyrost naturalny jest wyraźnie  i trwale poniżej progu zastąpienia pokoleń ».

[8] Cf. zwłaszcza Gérard-François Dumont, « L’étranger dans un monde globalisé : une réalité paradoxale », Anthropologies du monde et pensée chrétienne. Quelles visions de l’homme aujourd’hui ?, Collège des Bernardins/ Éditions Parole et Silence, 2009.

[9] Dokładność danych podawanych przez Eurostat nie powinna być przyjmowana bezkrytycznie; chodzi bowiem o ocenę szacunkową i należy w konsekwencji tego brać pod uwagę kolejność i rząd poszczególnych wartości, a nie dokładne liczby.

[10] Eurostat, Communiqué de presse, « Premières estimations démographiques », 108/2014, 10 juillet 2014.

[11] Ujemny przyrost naturalny to przewaga zgonów nad narodzinami, natomiast wyludnienie to ogólne zmniejszenie całkowitej liczby ludności.

[12] Gérard-François Dumont, Démographie politique. Les lois de la géopolitique des populations, Paris, Ellipses, 2007.

[13] Źródło : Commission européenne (AMECO), cité par la Banque de France, 4 septembre 2014.

[14] Pierre Verluise, Fondamentaux de l’Union européenne. Démographie, économie, géopolitique, Paris, Ellipses, 2008, p. 115 et p. 47.

[15] Europa w sensie geograficznym składa się w szczególności z Rosji oraz części byłych republik radzieckich, jak Ukraina czy Mołdawia.

[16] Pierre Verluise, Fondamentaux de l’Union européenne. Démographie, économie, géopolitique, Paris, Ellipses, 2008, p. 117.

[17] W kontekście kryzysu od 2008 roku, większość nowych krajów członkowskich dokonała jednak skoku cywilizacyjnego w kierunku poziomu wyznaczonego przez średni PKB na mieszkańca UE. Pierre Verluise, « UE-27 Crise mais rattrapage des Nouveaux Etats membres ? », Diploweb.com, 18 novembre 2012 http://www.diploweb.com/UE-27-Crise-mais-rattrapage-des.html

[18] Service européen pour l’action extérieure http://eeas.europa.eu/csdp/about-csdp/index_fr.htm . Consultation le 26 août 2014.

[19] Cf. Pierre Verluise, Géopolitique des frontières européennes. Elargir, jusqu’où ?, Paris, Argos, 2013. Cf. le chapitre 3 : « Quel service européen pour l’action extérieure ? ».

[20] Cf. Charlotte Bezamat-Mantes et Pierre Verluise, « UE-OTAN : quels rapports ? Les élargissements de l’OTAN donnent le rythme de ceux de l’UE », Diploweb.com, 7 juin 2014 http://www.diploweb.com/UE-OTAN-quels-rapports.html

 

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze

komentarze

Powrót na górę