Ozgur Soner: Nieudany pucz w Turcji 15 lipca 2016 r.

Turkish_protesters_in_IstanbulOzgur Soner

Nieudany pucz w Turcji 15 lipca 2016 r.

Kwestia Gulena. Relacje z USA i z Rosją

15 lipca 2016 roku wieczorem cały świat oglądał próbę puczu wojskowego w Turcji. Walki trwały do rana, kiedy to ogłoszono stabilizację sytuacji. Jak można było zobaczyć, zamach stanu nie powiódł się.

Historia Turcji obfituje w wojskowe zamachy stanu, zarówno te udane, jak i te zakończone niepowodzeniem. Tym razem jednak pucz z góry był skazany na niepowodzenie, a niejasności związanych z jego przebiegiem pozostaje wciąż bardzo wiele. Nie ulega natomiast wątpliwości, że stłumiony zamach wzmocnił pozycję Recepa Tayyipa Erdogana, który natychmiast oskarżył Fetullaha Gulena o zorganizowanie zamachu.

Niegdyś Erdogan i Gulen byli przyjaciółmi i razem budowali swą pozycję w Turcji. Gdy Ergodan doszedł do władzy w 2002r., to nie posiadał jeszcze własnych kadr biurokratycznych, dlatego musiał skorzystać z kadr gulenowskich. (Przyznał to przed kamerami telewizji „Haber Turk” deputowany do parlamentu tureckiego prof. Burhan Kuzu)

Kiedyś współpraca między Erdoganem a Gulenem była bardzo bliska, dopiero potem ich drogi rozeszły się. Jest wysoce prawdopodobne, że Gulen i jego organizacja maczali palce w nieudanym puczu. Nie można jednak twierdzić, że próbowali go przeprowadzić samodzielnie, ani że Gulen sam za nim stoi.

Przygotowania do zamachu stanu wymagały zawiązania swego rodzaju koalicji spiskowej w wojsku. W armii tureckiej istniały frakcje o rozmaitych orientacjach politycznych, ale ze względów taktycznych zdecydowanych wspólnie wziąć udział w przewrocie. Byli więc nacjonaliści, byli kemaliści i oczywiście gulenowcy, wszyscy niezadowoleni z polityki Ergodana. Ponieważ po wyborach parlamentarnych z 7 czerwca 2015r. kemaliści pogodzili się z Erdoganem, to wśród nich upatrywać należy źródła zdrady.

Pucz się nie powiódł dlatego, że wywiad turecki i Erdogan zostali zawczasu poinformowani o przygotowaniach do niego i zdołali przejąć inicjatywę. Sprowokowano przedwczesne wystąpienie wojska. Jednocześnie Erdogan okrzyknął się zwolennikiem i obrońcą demokracji w Turcji oraz wezwał naród do wyjścia na ulice z masowym poparciem dla prezydenta.

Pod hasłami obrony demokratycznego porządku w Turcji Zachód również stanął za Erdoganem. Komunikat Unii Europejskiej z 15 lipca 2016r. wyrażał całkowite poparcie demokratycznie wybranym władzom tureckim. Poza Unią Europejską również Stany Zjednoczone i NATO wyraziły poparcie dla rządu tureckiego i prezydenta Erdogana.

Zaraz po nieudanym puczu ogłoszono w Turcji stan wyjątkowy, wszczęto procedury śledcze i przeprowadzono czystki w szeroko rozumianej sferze budżetowej, tj. w armii, służbach, administracji publicznej, szkolnictwie itp. Okazało się, że 30% generałów w wojsku stanowią członkowie ruchu Gulena. Wśród wojskowych w stopniu poniżej pułkownika odsetek gulenowców wynosi aż 60%. Można zakładać, że około połowy zawodowych wojskowych to sympatycy Gulena.

Minister Spraw Wewnętrznych Turcji Efkan Ala przyznał, że spośród 7000 funkcjonariuszy wywiadu tureckiego aż 6500 było członkami organizacji Gulena. Poza wojskiem i służbami specjalnymi także organa ścigania, prokuratura i sądownictwo zostały w większości opanowane przez Gulena.

Erdogan i Gulen przez długi czas współpracowali w celu pacyfikacji wszelkiej opozycji wobec planu Większego Bliskiego Wschodu (The Partnership for Improvement and a Common Future with Northern Africa Region and Expanded Middle East) i w celu propagowania umiarkowanego islamu na całym Bliskim Wschodzie.

Ogłoszony w 2004r. projekt „Większego Bliskiego Wschodu” wart jest odrębnego omówienia. Na potrzeby niniejszego artykułu nadmienić wystarczy, że zakłada on m.in. polityczne przemodelowanie przysłowiowej przestrzeni „od Marakeszu do Bangladeszu” w kierunku utworzenia małych i pozbawionych realnej podmiotowości państewek pogrążonych w wewnętrznym chaosie, za to pozostających pod całkowitą kontrolą USA. Miała powstać przestrzeń zamieszkana przez społeczeństwa umiarkowanego islamu i zachodniej konsumpcji. Poletkiem eksperymentalnym i rozsadnikiem nowych idei miała być Turcja, a program miał zostać zrealizowany wspólnie przez Gulena i Erdogana. Ten ostatni zresztą, z typową dla siebie megalomanią od razu ogłosił się „współprzewodniczącym Większego Bliskiego Wschodu”.

W czasie tzw. arabskiej wiosny, w ogarniętych nią krajach zaczęły się pojawiać partie o nazwie i programie zbliżonym do erdoganowskiej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju. Erdogan uznał wtedy, że sam może objąć hegemonię nad Bliskim Wschodem. Zaczął uprawiać politykę neoosmańską, zapragnął dla siebie pozycji podobnej do sułtana. Tym samym przekroczył granicę zadania przewidzianego dla niego przez Stany Zjednoczone.

Odtąd miały zacząć się jego problemy z Gulenem. Okres współpracy między nimi definitywnie zakończyła wielka operacja antykorupcyjna w dniach 17-25 grudnia 2013r. Operację podjęły, kontrolowane przez ruch Gulena, policja i prokuratura, mierząc w urzędników państwowych najwyższego szczebla z rządzącej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) i Erdogana osobiście jako premiera. Była to próba nie tylko ukrócenia korupcji na szczytach władzy sprawowanej przez AKP, ale raczej poskromienia nadmiernej i kłopotliwej samodzielności politycznej Erdogana. Przy pomocy pozaprawnych środków nadzwyczajnych udało się mu jednak zażegnać zagrożenie. Operację organów ścigania już wtedy określił on, jako próbę zamachu stanu. Zarzucił gulenowcom, że przecież „sami dostali z jego strony to, co mieli dostać”. Po operacji antykorupcyjnej stało się widoczne, że Erdogan utracił strategicznego sojusznika politycznego wraz z jego organizacyjnym i ludzkim zapleczem, dlatego musiał się pogodzić w końcu także i z nacjonalistami.

Między rokiem 2006 a 2009 Erdogan z Gulenem przeprowadzili czystkę w armii, której celem była pacyfikacja nacjonalistów. Kilkuset oficerów zostało skazanych i spędziło kilka lat w więzieniach (Sprawa Ergenekon). Po operacji korupcyjnej nastąpiły uniewinnienia uprzednio skazanych. Pokazuje to, że istotnym powodem ich uprzedniego uwięzienia był ich negatywny stosunek do planów „Większego Bliskiego Wschodu”.

Tajemnicą publiczną jest to, że Gulen mieszka w Pensylwanii w USA i jest pod kontrolą CIA. Zmieniając orientację polityczną z „Większego Bliskiego Wschodu” na neoosmanizm Erdogan i jego ekipa zaczęli eliminować kadry Gulena z instytucji państwowych. Jedynym sposobem zatrzymania tego procesu po fiasku operacji antykorupcyjnej uznano wojskowy zamach stanu. Gulen i jego zwolennicy własnymi siłami nie byli w stanie dokonać tego przewrotu, dlatego musieli podjąć współdziałanie z innymi siłami. Nie znaleźli jednak lojalnych współpracowników. Dlatego wywiad wpadł na trop konspiracji, przejął inicjatywę i doprowadził do przedwczesnego oraz nieudolnego wystąpienia wojska, jak to napisane zostało na wstępie.

Po puczu do Erdogana jako pierwszy zadzwonił prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin. Oczywiście cele przyświecały mu różne, najważniejszym było jednak odciągać Erdogana od polityki Stanów Zjednoczonych. W licznych wypowiedziach Erdogan skarżył się, że Stany nie chcą wydalić Fetullaha Gulena mieszkającego w Pensylwanii. Wyraźnie miał pretensje, że zza oceanu nie przyszło ostrzeżenie przed zamachem stanu, przygotowywanym z udziałem pozostającego po kontrolą CIA Gulena.

Po zestrzeleniu rosyjskiego samolotu wojskowego dnia 24 listopada 2015r. zepsuły się relacje między Rosją i Turcją. Rząd turecki przyznał, że rozkaz zestrzelenia samolotu wydał były już premier Ahmet Davutoglu, natomiast prezydent Erdogan ostrzegł, że następne samoloty naruszające turecka przestrzeń powietrzną także zostaną zestrzelone.

Pierwszym krokiem rosyjskim w tej sytuacji stało się embargo handlowe. Kolejnym stało sie wsparcie wojskowe dla Kurdów w Syrii. Nie trzeba było długo czekać na oświadczenie Erdogana, że Turcja nie wiedziała, że zestrzeliwuje samolot właśnie rosyjski. Potem nastąpiły oficjalne przeprosiny ze strony Erdogana. W następstwie 9 sierpnia doszło do rozmów bezpośrednich prezydentów Rosji i Turcji. O sprawie Syrii wtedy jeszcze nie dyskutowano, zapowiedziano kolejne spotkania.

Erdogan osiągnął cel. Pokazał Zachodowi, że w razie niezgody na jego politykę, zwróci się w stronę Rosji. Nadal grozi Europie uwolnieniem fali migracyjnej z Bliskiego Wschodu. Można powiedzieć, że relacje Turcji z UE to patologiczny związek z konieczności. Partnerzy nie mogą być razem, ale mają wspólny kredyt i nie mogą się rozstać.

Prowadzona przez Unię Europejską krytyka Turcji za na naruszanie praw człowieka po nieudanym zamachu stanu jest niewiarygodna. Po wyborach z 7 czerwca 2015r. armia turecka doszczętnie zniszczyła w Kurdystanie Tureckim kilka miast kurdyjskich. Według oficjalnych danych zginęło ok. 5 tysięcy osób, w większości cywilów. Nie usłyszeliśmy wtedy żadnej krytyki ze strony UE.

Licząc na konsolidację konserwatywnego tureckiego elektoratu islamistycznego Erdogan posunął się do gróźb pod adresem Stanów Zjednoczonych. Było to nieroztropne zważywszy na historię oraz więzi polityczne, wojskowe i ekonomiczne łączące oba kraje. Turcja jest partnerem strategicznym USA. Na jej terytorium znajdują się amerykańskie bazy wojskowe. Współczesna mocna pozycja międzynarodowa Turcji jest pochodną tego partnerstwa, nie na odwrót. Zaawansowane tureckie systemy wojskowe są amerykańskiej produkcji i w razie rzeczywistego zerwania sojuszu z USA Turcy utracą nad nimi kontrolę.

Do chwili obecnej Stany Zjednoczone mają już sporo materiałów przeciwko Erdoganowi. Chodzi tu m.in. o wsparcie Państwa Islamskiego. Erdogan i jego rząd prowadził interesy z Państwem Islamskim, potajemnie i nielegalnie sprzedając mu broni i amunicję. Sporo informacji obciążających Erdogana i jego współpracowników amerykańscy śledczy uzyskali zapewne od zatrzymanego w marcu 2016r. w Stanach Zjednoczonych biznesmena turecko-irańsko-azersko-macedońskiego nazwiskiem Riza Sarraf. Został on oskarżony o pranie brudnych pieniędzy, oszustwa bankowe, łamanie embarga handlowego nałożonego swego czasu na Iran. Był on też ważną figurą operacji antykorupcyjnej z grudnia 2013r., prowadził podejrzane operacje finansowe z udziałem członków rodziny Erdogana.

Nowe relacje więcej znaczą dla Putina niż Erdogana. Dla Putina nie ma znaczenia to, że Rosja kupuje w Turcji paprykę, pomidory, czy pomarańcze. Liczy się Syria, gdzie oba kraje mają rozbieżne interesy. Turcja wspiera dzihadystów przeciwko Asadowi i Kurdom. Rosja wspiera Asada i Kurdów przeciw dżihadystom.

Poza Syrią dla Rosji liczy się też Kaukaz i Zakaukazie. Turcja wspiera islamistów i organizacje pozarządowe w tym regionie świata. Dla Putina jest ważne, aby bojownicy islamistyczni pokonani w Syrii nie przedostawali się na terytorium Federacji Rosyjskiej lub jej pogranicze.

Erdogan na złość Zachodowi podjął kolejną niebezpieczną dla siebie i Turcji grę. Warto przypomnieć rosyjskie powiedzenie: „Możesz poprosić niedźwiedzia do tańca, ale to on zdecyduje, kiedy wypuści cię z objęć.”

15 sierpnia 2016 r.

Fot. Wikimedia Commons

Komentarze

komentarze

stat4u