Andżelika Barańska: Oś Paryż-Berlin-Moskwa w rozważaniach Henri de Groussovre’a

Andżelika Barańska 
 
Jeśli […] Europa ma się stać mocarstwem, […]
by wyzwolić się spod kurateli Ameryki –
będzie potrzebowała poparcia potężnej Rosji.
Emmanuel Todd (2003)
 
Pod koniec XX wieku, w wyniku niespodziewanej implozji całego systemu sowieckiego, doszło do zasadniczej przebudowy całego układu geopolitycznego w zachodniej części Eurazji.W konsekwencji doprowadziło to do reorganizacji układu światowego, w którym dominującą pozycję potwierdziły USA, zaś najważniejszy sukcesor ZSRR – Rosja z uwagi na znaczące osłabienie potencjału została sprowadzona do roli mocarstwa regionalnego na peryferiach Europy oraz azjatyckim interiorze[1]. Ponadto „Jesień Narodów” w Europie Środkowo-Wschodniej w sposób zasadniczy wpłynęła na wzmocnienie amerykańskiej pozycji na Starym Kontynencie. Równocześnie w relacjach transatlantyckich pojawił się nowy podmiot geostrategiczny – Unia Europejska, zdominowany przez tandem francusko-niemiecki – który zaczął postrzegać tą obecność jako „nadmierny balast”[2].
 
Wspólnota – budując w swoim zamyśle nowy porządek wielobiegunowy – próbowała zatem doprowadzić do instytucjonalnego „spętania” i okiełznania potęgi amerykańskiej przy pomocy różnego inicjatyw realizowanych pod egidą ONZ. Jednakże wysiłki te były interpretowane przez Waszyngton jako próby ograniczenia suwerenności na arenie międzynarodowej. W konsekwencji USA zaczęto postrzegać na Starym Kontynencie jako unilateralną potęgę, która działa samodzielnie i dostrzega tylko militarne rozwiązywanie globalnych problemów. Trudno jednak wymagać, aby podmiot, który w ostatnim półwieczu przestawił swe myślenie z globalnego na kontynentalne – tak z dnia na dzień powrócił na tory Weltpolitik, zwłaszcza, że 11 IX 2001 roku po raz kolejny udowodnił, że ład światowy jest nadal pochodną nie tyle soft power, co funkcją potęgi polityczno-wojskowej.W konsekwencji w Paryżu i Berlinie pierwszej kolejności postawiono na wewnętrzną konsolidacją samej Europy, aby w pewnej perspektywie czasu zbudować kontrpotęgę. I zgodnie z klasycznymi regułami geopolityki – równowagi Francja i Niemcy jako potęgi kontynentalne zaczęły poszukiwać swego eurazjatyckiego „brakującego ogniwa”[3]. Tym optymalnym elementem miała okazać się postsowiecka Rosja, którą postrzegano jako twór postimperialny[4].
 
Wynikało to z panującego powszechnie w tych krajach przekonania, że Moskwa po 1991 roku dokonała olbrzymiego postępu modernizacyjnego, mimo poniesienia przy tej okazji olbrzymich kosztów społeczno-ekonomicznych. „Rosjanie sami obalili najbardziej totalitarny ustrój, jaki kiedykolwiek istniał w historii ludzkości”[5]. Ponadto Rosja nie tylko wycofała się ze swej strefy wpływów w Europie Środkowo-Wschodniej, to jeszcze zaakceptowała niezależność krajów bałtyckich i zakaukaskich. Wreszcie zgodziła się na podział „[…] rosyjskiego «serca» swego państwa […] – na secesję Ukrainy i Białorusi […]. Można przyjąć, że Moskwa nie miała w istocie wyboru, a ponadto mniejszość rosyjska mogła być dla niej skutecznym instrumentem na nowych sąsiadów. Jeśli tak było, [to] trzeba docenić inteligencję i opanowanie rosyjskich przywódców, którzy wybrali korzyści długofalowe, a nie natychmiastowe, bezcelowe zresztą rozwiązanie siłowe […]. Dowiodła tym samym, że jest wielkim, przewidującym i odpowiedzialnym państwem”[6].
 
Pomysł zawiązania „Wielkiego Trójkąta” nie wyszedł jednak z Paryża, czy też Berlina, lecz – Moskwy, która w międzyczasie musiała uporać się z geostrategicznymi konsekwencjami rozszerzenia NATO na Wschód oraz powetować sobie utratę statusu supermocarstwa. Tu optymalnym rozwiązaniem wydawało się nawiązanie do koncepcji Europy od Atlantyku po Ural Charlesa de Gaulle’a, która współbrzmiała z gorbaczowowską wizją „wspólnego europejskiego domu”. Przede wszystkim odwołując się do tych projektów strona rosyjska – pragnąć zneutralizować geostrategiczne konsekwencje ekspansji NATO w kierunku wschodnim – opowiadała się za zbudowaniem alternatywnego paneuropejskiego systemu bezpieczeństwa, opartego na OBWE. Model ten nosił wszystkie cechy systemu bezpieczeństwa kooperatywnego, zaś jego obszar miał obejmować wschodni brzeg Atlantyku oraz całą geograficzną Europę. Niezależnie od tego typu inicjatyw, podstawowym celem działań Moskwy było zapewnienie sobie strefy wpływów na cały obszarze byłego ZSRR oraz zbudowanie na terenie dawnego „imperium zewnętrznego” strefy buforowej między Euro-Ameryką a Eurazją. W tym też celu Rosja gotowa była przystać na formułę „krzyżowych gwarancji bezpieczeństwa” ze strony Wschodu i Zachodu, w zamian za rezygnację z koncepcji z rozszerzenia Paktu[7]. Kiedy jednak i te wysiłki zakończyły się w 1997 roku niepowodzeniem zaproponowano utworzenie osi Paryż-Berlin-Moskwa, której celem byłoby zbudowanie „Wielkiej Europy”, ograniczenie wpływów USA na Starym Kontynencie oraz wspólny „protektorat” nad całym obszarem postsowieckim od Odry po Don[8]. Konceptualnie projekty te nawiązywały przede wszystkim do koncepcji eurazjatyckich Aleksandra Dugina[9].
 
Jednakże dopiero w praktyce konflikt w sprawie irackiej po 11 IX 2001 roku sprawił, że była w ogóle możliwa budowa takiej koalicji. Przez jej zwolenników została ona niebawem też okrzyknięta mianem „Trójkąta Petersburskiego”, zaś przeciwników – „klubem odrzuconych”. Jednakże podłoże tej osi nie ma wyłącznie charakteru taktycznego, gdyż jej fundamentu tkwią w geohistorycznych związkach łączących te państwa oraz niezaspokojonych ambicjach i aspiracjach wielkomocarstwowych Francji, Niemiec i Rosji. Można ten schemat prześledzić na przykładzie Paryża, zaś przedstawiony system motywacyjny nie odbiega daleko od „kultury politycznej” pozostałej dwójki państw. 
 
Zdaniem Henri de Grossouvre’a, autora omawianej w niniejszym studium rozprawy: Paris-Berlin-Moscou: La voie de l’indèpendance et de la Pax (Paris 2002), jedną z podstawowych przyczyn schyłku Francji – jako wielkiego mocarstwa – jest zapaść polityczna oraz społeczno-ekonomiczna[10]. Jej dotychczasowe miejsce zajęły Stany Zjednoczone[11], dlatego też podnosząc wagę takich zagadnień jak: redefinicja relacji transatlantyckich, obrona klasycznego pojęcia suwerenności, sprawa dywersyfikacji źródeł surowców energetycznych, program jądrowy, postpaństwowość oraz przemiany demograficzne Paryż postawił sobie za cel postulat „[…], aby Europa ponownie stała się na nowo skrzyżowaniem świata, lecz tym razem już wielobiegunowego”[12]. W opinii autora jest to także francuski sposób na odbudowę jej wielkomocarstwowej pozycji, gdyż jego zdaniem Paryż „[…] ma dwa optymalne warunki rozwoju – jeden na swojej granicy wschodniej, […] Niemiec i Europy Środkowej – oraz w kierunku Morza Śródziemnego, w kierunku Europy Południowej i Afryki. […] Jeden dominuje nad drugim, lecz oba wzajemnie się nie wykluczają. [Wręcz przeciwnie] – uzupełniają się. Oś Paryż-Berlin-Moskwa – [jako] jedyna oś niezależności europejskiej – mogłaby [w tej sytuacji] ponownie dostarczyć Francji środków na prowadzenie na nowo „ekspansji” na Południe. Język francuski – będący miejscem uprzywilejowanym naszej tożsamości [oraz] frankofonia mogą odegrać rolę pomostu pomiędzy krajami zamożnymi oraz – afrykańskimi i azjatyckimi”[13].
 
Dlatego też Francja wykorzystując swoje położenie oraz soft power ma do ma do odegrania szczególną rolę wobec krajów Trzeciego Świata. „Bądźmy cierpliwi i pomóżmy krajom Południa w kształtowaniu ich losu proponując nie tylko technologie, lecz także takie wartości jak: odpowiedzialność, suwerenność państwowa, demokracja, […] Naród jest [bowiem] niezastąpionym zapleczem dla demokracji i solidaryzmu. Francja potrzebuje znacznego zaufania do siebie samej, aby móc kontynuować swoją Historię i tworzyć swoją przyszłość. W efekcie [tylko] Ona jedna oferuje model organizacji społecznej wyraźnie różniący się od anglosaskiego”[14].
 
Aby jednak Francja ponownie odbudowała swoją wielkość Paryż wespół z Berlinem powinien zdefiniować swoje strategiczne interesy w kontekście całego procesu integracji europejskiej. Zdaniem H. Grossouvre’a kraje te powinny inspirować politykę wschodnią Unii Europejskiej – szczególnie, zaś jej wymiar dotyczący Rosji. Jest to szczególnie potrzebne w tym momencie, gdyż oś Paryż-Berlin-Moskwa – która opierałaby się na zasadach „wzmocnionej współpracy” francusko-niemieckiej w ramach Unii Europejskiej oraz niemiecko-rosyjskiego partnerstwa strategicznego (stąd też idea partnerstwa unijno-rosyjskiego) – miałaby stanowić rzeczywistą przeciwwagę dla amerykańskiego unilateralizmu.  
 
Supremacja Stanów Zjednoczonych, począwszy od końca zimnej wojny osiągnęła bowiem wymiar światowy. Ameryka pozbawiona swojego jedynego przeciwnika w postaci ZSRR rozpoczęła wielki marsz w kierunku hegemonii planetarnej[15]. Od upadku Muru Berlińskiego USA znacznie zwiększyły ilość prowadzonych przez nie konfliktów zbrojnych[16]. Wszem i wobec stosują politykę siły. Wykorzystują przy tym strategie bagatelizowania, ukrywania swoich prawdziwych celów pod płaszczykiem dobrych intencji, właściwych zasad. „Tak, więc nie mówi się o wojnie Stanów Zjednoczonych przeciwko Irakowi – lecz o konflikcie w Zatoce [Perskiej], nie o zaangażowaniu Stanów Zjednoczonych przeciwko Afganistanowi Talibów – ale o walce przeciwko terroryzmowi”[17].
 
A przecież wystarczy spojrzeć na mapę i zaznaczyć miejsca, w których prowadziły swoje operacje wojskowe, aby stwierdzić jasno, że„[…] wszystkie wojny prowadzone przez Stany Zjednoczone od upadku ZSRR miały miejsce na drodze rurociągów naftowych i gazowych”[18].  Nie ulega zatem wątpliwości, że głównym „[…] celem Amerykanów jest kontrola dróg ropy naftowej, okolic posiadających ropę naftową, albo okolic przez które przechodzą projekty rurociągów naftowych: Jugosławia, Macedonia, Czeczenia, Gruzja, Kurdystan, Środkowa Azja i Afganistan”[19], tak aby uniemożliwić potencjalnej europejskiej kontrpotędze (i ewentualnie Chinom) dostęp do wystarczających zasobów surowców energetycznych. Jedynym mocarstwem, które może w tej sytuacji doprowadzić do zniweczenia zamiarów Waszyngtonu jest Rosja, która na Syberii posiada wystarczające zasoby surowcowe, aby z Europy uczynić mocarstwo. Kolejnym przyczyną antagonizmów transatlantyckich są wojny ekonomiczne dotyczące importu produktów mięsnych, rywalizacji firm lotniczych Boeninga i Airbusa, żywności modyfikowanej genetycznie, problematyki energetycznej i związanej z tym problematyki ochrony środowiska (kwestia protokołu z Kioto) oraz represje USA wobec krajów europejskich, które utrzymują kontakty handlowe z krajami „wysokiego ryzyka”, jak Kuba, Iran czy Irak[20]
 
USA skutecznie też przekształciła NATO, tworząc z niego instrument dla swojej polityki[21]. Nie bez znaczenia jest też jej „kultura konfliktu”, która stanowi jedną z najważniejszych machin napędowych gospodarki, zapewnia niekwestionowany parytet technologiczny w bioinżynierii, informatyce, nanotechnologii i sektorze wojskowo-kosmicznym oraz pozwala zaspokoić ambicje światowego „żandarma”[22]. Ponadto wszystkie interwencje militarne (w Iraku, w Bośni, w Jugosławii) wskazują na główny cel jakim stała się strategiczna kontrola „strefy pęknięcia” na terenie „eurazjatyckich Bałkanów”. Równocześnie działania te charakteryzuje „[…] hipokryzja humanitarna, przemoc praktykowana na najsłabszych, prowadzenie wojny w celach spekulacyjnych”[23]. Przez swoich oponentów i przeciwników Stany Zjednoczone są postrzegane zatem jako twór imperialny, który nie tyle czyha na terytoria swoich sąsiadów, czy też zamierza wskrzesić idee kolonialne, lecz jako arogant agresywnie narzucający swoje standardy, kulturę McDonalda i depczący każdą inność oraz bez oglądania się na wszelkie konsekwencje promujący własny interes narodowy. W sumie polityka globalna USA stanowi swoistą mieszaninę ignorancji, nieświadomości oraz dobrej woli. Jest to prosta droga do rozczarowania[24].
 
Dlatego też najczęściej działania te są sprzeczne z interesami Francji i innych krajów Unii Europejskiej, gdyż ograniczają rozwój potęgi Europy, a przez to i działania mające na celu wyłonienie wielobiegunowego ładu światowego (USA, UE, Rosja, Chiny, Japonia, Indie, Afryka, Iberoameryka). Już druga wojna światowa pokazała wyraźnie, że podstawowym celem strategicznym hipermocarstwa był demontaż potęg europejskich, demilitaryzacja Starego Kontynentu oraz niedopuszczenie do sytuacji, aby Europa w przyszłości ponownie stanęła na czele systemu zachodniego (Europa – Ameryka Północna – latynoski Daleki Zachód). Jak pisze H. Grossouvre „[…] celem Amerykanów nie było zakończenie wojny ale ustanowienie powojennego porządku światowego”[25]. Jednakże lekceważenie i dążenie to ustanowienia porządku światowego, w oderwaniu od zdania innych państw musi wywoływać zrozumiały sprzeciw.
Przeciwdziałać tej hegemoni można jedynie poprzez „[…] ustanowienie światowego porządku wielobiegunowego oraz stworzenie silnej Europy, zdolnej do prowadzenia swojej własnej polityki – która byłaby w stanie powściągnąć konsekwencje wojennej polityki amerykańskiej”[26]. W tej sytuacji jedyną „[…] możliwością ustanowienia Europy zdolnej do prowadzenia swojej własnej polityki byłoby stworzenie partnerstwa strategicznego pomiędzy Unią Europejską a Rosją. Wobec konserwatyzmu Brukseli względem Rosji, jedyną drogą, która do tego celu prowadzi jest oś Paryż-Berlin-Moskwa, ponieważ nic, począwszy od generała [Charlesa] de Gaulle’a, nie działo się w Europie bez współpracy francusko-niemieckiej, i ponieważ Europa potrzebuje Rosji, zaś Rosja – Europy […]. Żeby do tego doprowadzić potrzeba negocjacji. Oczywiście rokowań dwustronnych, lecz także negocjacji w [samym] sercu procesów wspólnotowych […]”[27].
 
Zdaniem Pierre’a Maillarda generał mniemał, że po zakończeniu II wojny światowej Francja wespół z odrodzonymi Niemcami i ZSRR zbuduje kontynentalną przeciwwagę dla morsko-powietrznej potęgi krajów anglosaskich. Jednakże konflikt Wschód-Zachód pokrzyżował te plany, w następstwie, czego Paryż – wykorzystując niemieckie poczucie winy oraz nieprawdopodobną skuteczność rodzimej elity politycznej – podjął idee integracji europejskiej, aby w ten sposób odbudować swoją potęgę. Na tej nadbudowie, zdaniem H. Grossouvre’a, może zaistnieć nowy ład światowy, który byłby owocem negocjacji oraz kompromisów[28]. Natomiast porządek globalny proponowany przez USA – oparty na zasadach „podwójnego standardu” nie zapewniłby Europie pokoju, wystarczającego bezpieczeństwa oraz suwerenności. Dlatego nie mniej ważna jest współpraca w pomiędzy UE a Rosją dziedzinie badań wojskowych i kosmicznych, w celu złamania amerykańskiej przewagi technologicznej. Różnice zdań dotyczą jednak zakresu reformy oraz strefy odpowiedzialności militarnej NATO[29]. USA jest zdania, iż rozwój sytuacji międzynarodowej prowadzi do sytuacji, że sojusz powinien działać globalnie, zaś dla UE przyjęcie takiego punktu widzenia oznaczałoby powrót do Machtpolitik, konflikt ze światem islamu oraz rywalizację z Chinami.
 
Dlatego też rozwiązanie problemu „bałkanizacji” ładu światowego dostrzega się raczej w nawiązaniu współpracy na terenie całej Eurazji, przy równoczesnej próbie ograniczenia amerykańskich wpływów na terenie World Island. Nawiązanie w „[…] nowy sposób współpracy między Rosją a Unią Europejską sprzyjałoby jak najszybszemu uregulowaniu problemów ekonomicznych, technicznych i prowadziłoby do stworzenia wspólnej przestrzeni ekonomicznej. Współpraca między Rosją i Unią Europejską okazuje się być elementem kluczowym, mostem pomiędzy Europą a Chinami, jak i między rejonami azjatyckimi i Pacyfiku – amerykanizacja świata jest [bowiem] niemożliwa, [zaś] stworzenie świata jednobiegunowego – [pomysłem] chybionym. Sedno [problemu] stanowi opracowanie konturów nowego porządku światowego oraz zdefiniowanie wartości, na których ma on powstać”[30].
 
W tej materii szczególnie istotną rolę do odegrania posiadają Francja, Niemcy i Rosja. „Każdy z nich sprawuje rolę sworznia geograficznego w jednej części Europy: Francja na zachodzie i południu Europy, Niemcy w Europie Środkowej i Wschodniej, Rosja [zaś] na europejskim Dalekim Wschodzie, Kaukazie, Azji Środkowej […]. Wpływ Francji rozpościera się zawsze na obszary południa, [nad] Morze Śródziemne, jak i na jej granicę wschodnią. Niemcy odgrywają znaczącą rolę w Europie Środkowej i Wschodniej, a Rosja rozciągnęła swoje panowanie w Azji i w kierunku mórz południowych”[31].
 
Ten program zdaje się wyraźnie nawiązywać do geopolitycznej szkoły gen. Karla Haushofera, który postulował zjednoczenie wysiłków mocarstw europejskiego i eurazjatyckiego w celu zapewnienia sobie hegemonii na World Island oraz oparcia ładu światowego na koncepcji panregionów (wielobiegunowości)[32]. Są tu także obecne wątki swoiście pojmowanej „teologii politycznej”, gdyż celem takiej osi jest zbudowanie ekumeny – wspólnoty postchrześcijańskiej, złożonej z historycznych centrów katolicyzmu (Francja), protestantyzmu (Niemcy) oraz prawosławia (Rosja), opartej na zasadach laickości i poczucia wewnętrznego zagrożenia ze strony islamu.
 
USA uprawiają strategię polityczną, której celem zapobieżenie takiemu scenariuszowi. Do tego celu wykorzystuje się doktrynę Juliana Corbetta o transformacji siły morskiej w lądową oraz koncepcję potęgi kontynentalnej Harfolda Mackindera z 1919 roku[33]. Z tego powodu po 11 IX 2001 roku Stany Zjednoczone – zdaniem H. Grossouvre’a – przy pomocy zinstrumentalizowanego NATO, starają się przeciwdziałać francusko-niemieckim wysiłkom zmierzającym do nawiązania partnerstwa strategicznego z Moskwą. Dlatego też prowadzą politykę odgrodzenia Rosji popierając na Starym Kontynencie opcję euratlantycką (na wschodzie główne filary to: Polska i Ukraina) oraz umieszczając swe bazy logistyczne na południowych granicach Rosji (Turcja, Gruzja, Uzbekistan), aby w ten sposób móc opanować kontynentalne szlaki tranzytowe na linii Wschód-Zachód, kontrolować dostęp do otwartych mórz południowych (wyjście na Ocean Spokojny) oraz zyskać główną kontrolę nad Heartlandem, który przesunął się w rejon środkowoazjatycki[34].
 
Dlatego też głównym celem strategii politycznej Unii Europejskiej powinno być podjęcie wobec Rosji następujących posunięć: wciągniecie Moskwy do unijnego „technobiegunu” (to ma ona do zaoferowania konkretne osiągnięcia w sektorze wojskowym, lotniczym, kosmicznym oraz technologii laserowych i jądrowych), wspomaganie wszelkiego rodzaju lądowych korytarzy transportowych na linii Paryż-Berlin-Warszawa-Mińsk-Moskwa z pominięciem terytorium Ukrainy i Turcji, porozumienie giełdowe między Eronextem, Frankfurtem i giełdą moskiewską, promowanie wymiany barterowej (unijne technologie za rosyjski gaz i ropę naftową), nakłonienie Rosji do wyboru „euro” jako monety preferencyjnej, w celu eliminacji wpływu dolara oraz stworzenie europejskiego banku kontynentalnego, który byłby skłonny do finansowania procesu modernizacji Rosji[35].
 
Dlatego też w polityce wschodniej Unii Europejskiej nadal obowiązuje zasada Russia first zwłaszcza, że jej podstawowym imperatywem jest stabilizacja Moskwy oraz jej trwałe „[…] zakotwiczenie w zjednoczonej, wolnej od nowych podziałów Europie”[36]. Przemiany na obszarze postsowieckim mogą, bowiem jakoby „[…] doprowadzić do powstania u wschodnich granic Unii Europejskiej nowej struktury integracyjnej, złożonej jak Unia, z wielu państw, lecz kierowanej centralnie z jednego ośrodka – Moskwy. Zarówno Unię Europejską, jak i Wspólnotę Niepodległych Państw charakteryzuje skomplikowany system polityczny, który utrudnia prowadzenie agresywnej polityki na arenie międzynarodowej – z tego powodu poważniejszy konflikt militarny pomiędzy Europą i „Wszechrusią” wydaje się mało prawdopodobny”[37]. Dlatego też wszelkie wysiłki Rosji zmierzające do modernizacji struktury federacji postrzegano jako wysiłki na rzecz jego demokratyzacji[38]. W tym też kontekście przypisywano tej Federacji rolę istotnego gracza na całym obszarze postsowieckim (poza regionem bałtyckim), Bałkanach oraz Bliskim i Środkowym Wschodzie[39].
 
UE sprecyzowała, zatem dwa podstawowe obszary kooperacji: trwałe powiązanie struktur gospodarczych oraz współpracę na rzecz multirateralnego ładu światowego. Dla Europy, współpraca z Rosją jest także potrzebna w celu zachowania pokoju na kontynencie i jego obrzeżach. Także, co najmniej cztery argumenty geoekonomiczne przemawiają za tym, że w XXI wieku Europa i tak jest skazana na kooperację z Rosją. Po pierwsze – celem UE jest zbudowanie paneuropejskiej strefy wolnego handlu, zaś współpraca Moskwy gwarantuje jest odpowiednie zaplecze surowców strategicznych i energetycznych, chłonną gospodarkę dla nadwyżek eksportowych oraz lądowy dostęp do innych rynków azjatyckich (głównie Chin i Indii). Po drugie – proces integracji europejskiej prowadzi do przybliżania się granic unijnych do Rosji, to powoduje określone perturbacje w „szarej strefie” bezpieczeństwa oraz wzrost współzależności ekonomicznej obu potęg. Po trzecie – „lokomotywą pociągową” potencjału UE jest gospodarka niemiecka, która posiada – ukształtowane już przez dziesięciolecia – inklinacje w kierunku współpracy z Eurazją. I po czwarte – wiąże się to z kondycją finansową samej Rosji. Z jednej strony Moskwa potrzebuje, bowiem kapitałów i technologii w celu zmodernizowania państwa, zaś Europa wiarygodnego partnera „kompatybilnego” gospodarczo oraz wywiązującego się z zaciągniętych zobowiązań[40].
 
Jednakże Wspólnota pragnie rozwijać współpracę ze swym wschodnim sąsiadem, głównie na kanwie ekonomicznej. Natomiast Rosja wykorzystuje tą „wzmożona współpracę” w celu wzmocnienia swojej pozycji na arenie międzynarodowej. Głównie zaś chodzi – jak już uprzednio wspomnieliśmy – o zagwarantowanie rosyjskiej strefy wpływów na obszarze byłego ZSRR, w celu odbudowy Związku Eurazjatyckiego oraz stworzenie – alternatywnego wobec NATO – paneuropejskiego systemu bezpieczeństwa na wzór ONZ. W takim systemie rolę europejskiej Rady Bezpieczeństwa miałyby odgrywać właśnie główne mocarstwa lądowe (Rosja – Niemcy – Francja).
 
Jednakże Paryż i Berlin zdają sobie coraz w większym stopniu, że nie da się poprowadzić do powstania do supermocarstwa europejskiego bez porozumienia z Wielką Brytanią i do pewnego stopnia z Włochami, Hiszpanią i Polską. Tego faktu nie jest w stanie zrekompensować nawet projektowana oś Paryż-Berlin-Moskwa z uwagi na ogromne dysproporcje potencjałów, rozbieżne interesy geostrategiczne oraz wygrywanie przez nią konfliktu transatlantyckiego dla swych celów imperialistycznych. Ponadto trzeba pamiętać, że niezależnie od zabiegów rosyjskich w sprawie tej geopolitycznej osi, Moskwa usiłowała – zwłaszcza po 11 września 2001 roku – utrzymać nadal partnerskie stosunki z Waszyngtonem oraz na dzień dzisiejszy nieposiadany żadnych przekonywujących dowodów, iż zmieniły się podstawowe imperatywy jej geopolityki. Nadal dalekosiężnym celem Rosji – o czym świadczy chociażby wzmiankowana koncepcja A. Dugina – jest wyparcie wpływów amerykańskich z Europy nie to aby doprowadzić do równowagi sił, lecz po to aby Moskwa pozostała najsilniejszym mocarstwem militarnym tego kontynentu. Nie należy także zapominać, że najnowsze nadania politologiczne nadal potwierdzają stare tezy historyczne, że siła wojskowa stanowi podstawowy instrument polityki zagranicznej Rosji, zaś jej imperatywem – marzenie o e eurazjatyckim imperium kontynentalnym.
 
Dlatego też polityka wschodnia Unii definiowana wyłącznie w kategoriach Russia first wpływa konfliktogennie na stosunki wewnętrzeuropejskie, co tylko wzmacnia pozycję USA na Starym Kontynencie. „Jeśli kraje Europy Wschodniej chciały wyrazić swe bezwarunkowe poparcie dla polityki Stanów Zjednoczonych [w kontekście kwestii irackiej w 2003 roku], nawet za cenę niezadowolenia niektórych członków Unii, to działo się tak, dlatego, że ze ich wschodnią granicą leży inne potężne mocarstwo – Rosja. Nawet w sytuacji, gdy obecny rząd rosyjski nie prowadzi ekspansywnej polityki, dysproporcja terytorialna […] jest tak znaczna, że zawsze będą one odczuwać zagrożenie […]. Kraje te wiedzą, jak wygląda rosyjska dominacja […]. Nie można nie zadać sobie pytania: czy w przypadku bezpośredniego zagrożenia lepsza ochronę zapewnią nam Stany Zjednoczone, czy połączone siły Francji i Niemiec? Amerykańskiemu systemowi obronnemu można ufać, francuskiemu – nie do końca”[41].
 
Ponadto przez ostatnie trzy stulenia globalny układ sił polegał na tym, że mocarstwo morskie panowało na morzach i oceanach, zaś na Starym Kontynencie panowała zasada homeostatu między potęgami lądowymi. Z tego też powodu Rosja w ramach europejskiego sytemu bezpieczeństwa była po 1721 roku postrzegana jako główny czynnik odstraszania przeciw francuskim, a następnie niemieckim planom hegemonii kontynentalnej. Aby jednak Moskwa mogła w sposób znaczący występować przeciw próbom dominacji lądowej w Europie musiała wcześniej i skutecznie sama usadowić się nad Dniestrem i Wisłą. Dlatego też, z punktu widzenia Europy Zachodniej pełniła ona rolę imperialnego stabilizatora, gwaranta porządku społecznego na zachód od linii Łaby oraz do pewnego stopnia i opiekuna „dobrobytu gospodarczego”. Trzeba przy tym przypomnieć, iż to właśnie takie państwa: jak Rosja, Prusy (Niemcy) i Francja – w imię fałszywie pojętej równowagi sił – w znacznym stopniu doprowadziły do rozkładu wewnętrznego „spokojnego mocarstwa” w Europie, jakim była wówczas Rzeczypospolita, gdyż to właśnie one wspierały finansowo i instytucjonalnie system liberum weto. I dopiero wówczas, gdy Moskwa po 1939 roku usiłowała sama zdominować kontynent – wykorzystując swe położenie geopolityczne – rozpoczęło się powolne wypieranie jej z dotychczasowych pozycji strategicznych[42].
 
W ostatnim ćwierćwieczu XX wieku nie tylko powstrzymano pochód międzynarodowego komunizmu, lecz dodatkowo zdemontowano „imperium zewnętrzne”. Z kolei na przełomie XX i XXI wieku USA rzuciły wyzwanie Rosji na terenie „imperium wewnętrznego” (głównie na terenie Ukrainy, Gruzji, Azerbejdżanu i Uzbekistanu). Mimo, że determinizm geograficzny i terytorialny nie odgrywa już takiej roli jak w geohistorii, to nadal jest aktualna zasada geostrategicznych obszarów pogranicza i stref równowagi (panregionów)[43]. Z tegoż powodu, niezależnie od promowanej przez Unię Europejską idei partnerstwa z Rosją wcześniej, czy później między nimi na obszarze nadczarnomorskim rozegra się „konflikt pokoleniowy” potęg lądowych o Ukrainę i Turcję, gdyż zapewniają one dostęp do Kaukazu, Azji Środkowej i dalej aż do Oceanu Spokojnego. Jest to tym bardziej realne, gdyż potencjalne europejskie supermocarstwo kontynentalne w sytuacji amerykańskiej przewagi w przestrzeni morskiej i powietrznej będzie potrzebowało głębi strategicznej, która zapewni mu źródło (bezpośrednie lub pośrednie) surowców energetycznych i strategicznych, kontrolę lądowych szlaków transportowych oraz dostęp do „otwartego morza” [44].
 
Także, jeśli mówimy o osi Paryż-Berlin-Moskwa, jako trwałej konstrukcji geopolitycznej to musimy wziąć pod uwagę głęboką przepaść polityczną, ekonomiczną, kulturową oraz odmienną interpretację wielobiegunowego porządku światowego dzieląca te dwa kraje Zachodu i Rosję[45]. Niemcy, Francuzi i Rosjanie – każdy naród na swój sposób – utrzymuje relacje dobrosąsiedzkie z USA. Europejczycy, mimo sporów transatlantyckich – podzielają z Amerykanami wspólne wartości kulturowe oraz wiarę w skuteczność ideałów demokracji i wolnego rynku. Wszystkich jednak łączy strach przed światowym terroryzmem, spod znaku islamskiego fundamentalizmu. Dlatego też znacznie lepszym rozwiązaniem geostrategicznym, mającym na celu ewolucyjne i bezkolizyjne wyłonienie wielobiegunowego ładu światowego, jest – z perspektywy całej Unii Europejskiej – stopniowe dokończenie procesu budowy integracji europejskiej, określenie strefy zaangażowania światowego, redefinicja relacji transatlantyckich (szczególnie, jeśli chodzi o wzmocnienie, autonomizację europejskiego filaru NATO oraz wzmocnienie polityki zewnętrznej UE wobec innych podmiotów) oraz taka aktywizacja polityki wschodniej, aby Rosja stałą się integralną (naturalnie przy zachowaniu swej specyfiki) częścią systemu zachodniego.
 
 
 

 


[1] W. Marciniak, Rozgrabione imperium: Upadek Związku Sowieckiego i powstanie Federacji Rosyjskiej, Kraków 2001, s. 101-203, 552-565.

[2] Ch. Kupchan, The End of American Era: US Foreign Policy and the Geopolicy of the Twenty-First Century, New York 2003, s. 131-132.

[3] C. Jean, Geopolityka, Wrocław 2003, s. 66-80, 92-93.

[4] E. Todd, Schyłek imperium: Rozważania o rozkładzie systemu amerykańskiego, Warszawa 2003, s. 211-213.

[5] Ibidem, s. 173.

[6] Ibidem, s. 173-174.

[7] E. Stadtmüller, Pożegnanie z nieufnością? Rozszerzenie NATO i UE a stosunki polsko-rosyjskie w kontekście bezpieczeństwa europejskiego, Wrocław 2003, s. 17-47.

[8] S. Popowski, Rosyjski trójkąt nadziei, „Rzeczpospolita” 10 IV 1998, nr 85, s. 8.

[9]A. Dugin, Osnowy gieopolitiki. Gieopoliticzeskoje buduszczeje Rossii, Moskwa 1997, s. 220-230.

[10] H. Grossouvre, Paris-Berlin-Moscou: La voie de l’indèpendance et de la Pax, Paris 2002, s. 21-22.

[11] Z. Brzeziński, Wielka Szachownica: Główne cele polityki amerykańskiej, Warszawa 1997,s. XX-35.

[12] H. Grossouvre, op.cit., s. 24.

[13] Ibidem, s. 27.

[14] Ibidem, s. 27-28.

[15] R. Potocki, Hegemonia nowego typu? Amerykańskie koncepcje globalistyczne po 11 IX 2001 roku, [w:] Globalizacja. Wyzwania dla Polski i regionu lubuskiego, red. W. Hładkiewicz, A. Małkiewicz, Zielona Góra 2003

[16] H. Grossouvre, op.cit., s. 157.

[17] Ibidem, s. 37.

[18] Ibidem, s. 36.

[19] Ibidem, s. 33. Szerzej: G. Chaliand, Atlas du nouvel order mondial, Paris 2003, s. 34-35, 38-44.

[20] H. Grossouvre, op.cit., s. 39.

[21] Ibidem, s. 34.

[22] Ibidem, s. 40.

[23] Ibidem, s. 36.

[24] I. Eland, Imperium w natarciu – „nowy imperializm” i jego błędy, „Międzynarodowy Przegląd Polityczny” 2003, nr 2.

[25] H. Grossouvre, op.cit., s. 41.

[26] Ibidem, s. 158.

[27] Ibidem, s. 142.

[28] H. Grossouvre, op.cit., s. 144.

[29] J. Gryz, Relacje transatlantyckie w sferze bezpieczeństwa i obrony, „Sprawy Międzynarodowe” 2002, t. 25, nr 1-2, s. 43-60.

[30] H. Grossouvre, op.cit., s. 158.

[31] Ibidem, s. 60.

[32] C. Jean, op.cit., s. 71-74.

[33] Ibidem, s. 66-71, 74-78.

[34] H. Grossouvre, op.cit., s. 158.

[35] Ibidem, s. 124-159.

[36] A. Harasimowicz, P. Żurawski vel Grajewski, Polityka Unii Europejskiej wobec Rosji i Ukrainy (zadania dla polskiej polityki zagranicznej), „Polska w Europie” 2003, nr 2(44), s. 117.

[37] E. Todd, op.cit., s.188.

[38] Ibidem, s. 165-174.

[39] A. Harasimowicz, P. Żurawski vel Grajewski, op.cit., s. 115-117.

[40] R. Dziewulski, Stosunki pomiędzy Unią Europejską a Rosją w kontekście rozszerzenia Unii, „Biuletyn Analiz UKIE” 2002, nr 9.

[41] T. Todorov, Nowy nieład światowy: Refleksje Europejczyka, Warszawa 2004, s 96-97.

[42] J. Mearsheimer, The Tragedy of Great Power Politics, New York 2001, s. 40-54, 60-79, 83-167, 190-202.

[43] J. Bryła, Strefy wpływów w stosunkach międzynarodowych. Aspekty teoretyczne i praktyczne na przykładzie supermocarstw, Poznań 2002, s. 54-173.

[44] G. Robbins, The Post-Soviet Heartland. Reconsidering Mackinder, „Global Affairs”, Autumn 1993, s. 95-108.

[45] W. Baranowski, Russia: A Part of Europe or Apart from Europe, „International Affrais” July 2000.
 
 
 
 
 
 
 

Komentarze

komentarze

stat4u