Orientacje geopolityczne w dziejach Polski

 dr Jarosław Tomasiewicz
 
"We have no eternal allies, and we have no perpetual enemies.
Our interests are eternal and perpetual, and those interests it is our duty to follow."
Henry John Temple, III wicehr. Palmerston
 
Założenie wstępne
Politykę za Carlem Schmittem rozumiem jako pole rywalizacji oparte na opozycji My i Oni, na rozróżnieniu między wrogiem i sojusznikiem (Freund-Feind)[1]. Za podmiot polityki uznaję państwo narodowe, które jest niewątpliwie trwalszym czynnikiem polityki międzynarodowej niż ponadnarodowe imperia.Jak wykazał znakomity mediewista Benedykt Zientara, już w X w. istniały najważniejsze państwa narodowe w Europie: francuskie, niemieckie, duńskie, norweskie, szwedzkie, polskie, czeskie, węgierskie, bułgarskie, chorwackie, angielskie, włoskie; do tej listy można też dopisać królestwo hiszpańskich Wizygotów, któremu inwazja muzułmańska uniemożliwiła przekształcenie się w Hiszpanię[2]. Lista imperiów, które przeminęły w ciągu tego tysiąclecia byłaby długa.
 
Pomocną dla zrozumienia polityki światowej jest również teoria zależności, rozpatrująca rzeczywistość przez pryzmat konfliktu "centrum-peryferie"[3]. Skłonny jestem nadawać jej walor uniwersalności: każde zjawisko możemy rozpatrywać jako system tzn. układ wzajemnie oddziałujących na siebie elementów; w każdym systemie możemy wyróżnić elementy centralne (organizujące system zgodnie ze swymi interesami) i peryferyjne; opozycja między centrum a peryferiami wydaje się być wpisana trwale w logikę systemu.
 
Każde państwo dąży do suwerenności rozumianej jako swoboda wyborów politycznych. W praktyce jednak suwerenność nigdy nie jest (i nigdy nie była!) absolutna, pełna swoboda wyborów w polityce jest wyjątkiem, nie regułą. Tym ważniejszym staje się wybór sojuszników – w przypadku państw słabych swoboda wyboru sojusznika jest jedynym realnym wyrazem suwerenności. Orientację geopolityczną w polityce zagranicznej możemy rozumieć jako strategiczny wybór sojusznika.
 
Orientacje polskie w przekroju dziejów
Wybór orientacji geopolitycznej legł u podwalin państwowości polskiej. Państwa przekraczającego ramy organizacji plemiennej nie dało się stworzyć bez oparcia w chrześcijaństwie z jego aparatem intelektualnym. Pozostawał jednak wybór skąd przyjąć nową religię: z Konstantynopola jak Ruś czy z Rzymu jak Czechy. Geograficzna bliskość katolicyzmu skłaniała do wybrania orientacji rzymskiej, kryła się tu jednak pułapka w postaci możliwego uzależnienia od Niemiec. Mieszko I wybrnął z tej pułapki po mistrzowsku przyjmując chrzest poprzez Czechy.
Upadek pierwszej monarchii piastowskiej doprowadził do wasalizacji Polski przez Niemcy za czasów Kazimierza Odnowiciela. Polski nie spotkał jednak los Czech, na stulecia złączonych z Cesarstwem. Bolesław Śmiały wykorzystał spór o inwestyturę między dwoma potęgami chrześcijańskiej Europy: Papiestwem i Cesarstwem. Trzymając się zasady, że zbyt bliski potężny sojusznik może trwale uzależnić, Bolesław wsparł protagonistę odleglejszego tzn. papieża i dzięki temu – podobnie jak Węgry – podkreślił swą suwerenność koroną królewską. Tą propapieską orientację Polska utrzymywała jeszcze w XIV w. w swym konflikcie z Cesarstwem i Zakonem[4].
 
Problem wyboru orientacji nasilił się w okresie słabnięcia Rzeczypospolitej w XVII w. Dwoma mocarstwami rywalizującymi o hegemonię w Europie było dynastyczne imperium Habsburgów i burbońska Francja. Rzeczpospolitą związał z blokiem habsburskim Zygmunt III Waza, próby zmiany orientacji na profrancuską za Jana Kazimierza i Jana III Sobieskiego okazały się nieskuteczne[5]. Tym samym Polska związała się z ościennym mocarstwem, które w następnym stuleciu dokonało rozbioru państwa.
 
Wiek XVIII to okres, w którym rozkładające się państwo polskie przeistaczało się w bezwolny przedmiot polityki międzynarodowej. Klęska Augusta II Mocnego w wojnie północnej doprowadziła do przeniesienia konfliktu międzynarodowego wewnątrz kraju, skutkując wojną domową. Antywettyńska opozycja pod kierunkiem prymasa Michała Radziejowskiego zawiązała w 1704 r. konfederację warszawską, która przyjęła orientację proszwedzką i dokonała elekcji Stanisława Leszczyńskiego. W odpowiedzi na to szlachta wierna Wettynom konfederację sandomierską a skierowany przeciw Sapiehom ruch republikancki na Litwie zwrócił się o pomoc do Rosji. W kraju wybuchła wojna domowa. Stawką była już nie suwerenność państwa ale wybór protektora. Już po wyparciu Szwedów i stronników "Lasa" (Leszczyńskiego) orientację prorosyjską i antysaską przyjęła konfederacja tarnogrodzka (1715). Kolejna wojna domowa, której strony były de facto klientami obcych mocarstw, wybuchła po śmierci Augusta II (1733-1735): przeciw jego popieranemu przez Rosję synowi wystąpili zwolennicy orientacji profrancuskiej Leszczyńskiego, zorganizowani w konfederacji dzikowskiej[6]. Klęska Leszczyńskiego sprawiła, że Rzeczpospolita weszła na geopolityczną orbitę Rosji. W czasie panowania Augusta III już żadna z fakcji magnackich nie rozumowała w kategoriach interesu państwa, dbając wyłącznie o swe partykularne interesy.
 
Próba wyrwania się spod wpływu Rosji dzięki wykorzystaniu koniunktury międzynarodowej pojawiła się w przedostatniej dekadzie XVIII w. Obok rywalizujących ze sobą o względy Petersburga stronnictw "hetmańskiego" (Potoccy) i "królewskiego" ukształtowało się stronnictwo "patriotyczne", którego trzonem była "Familia" Czartoryskich, widzące szansę na uniezależnienie kraju w sojuszu z Prusami[7]. Na różnice w orientacji geopolitycznej nakładały się różnice ideologiczne: o ile "hetmańscy" byli konserwatystami, to pozostałe ugrupowania dążyły do modernizacji, król Stanisław August był jednak zwolennikiem modelu rozwoju zależnego (dokonującego się pod obcym protektoratem) natomiast "patrioci" łączyli ideały rozwoju i niezależności. Zaangażowanie Rosji w wojnę z Turcją doprowadziło do zwrotu w postawie stronnictwa królewskiego i uchwalenia Konstytucji 3 maja. Zdrada ze strony pruskiego sojusznika i dywersja zwolenników orientacji prorosyjskiej tworzących konfederację targowicką doprowadziła ostatecznie do upadku Polski[8].
 
Sprawa polska wróciła na arenę międzynarodową wraz z Napoleonem Bonaparte. Utworzenie przez niego namiastki polskiej państwowości – Księstwa Warszawskiego zrodziło silną i żywotną orientację profrancuską, wiążącą politykę polską z interesem francuskim[9]. Pamiętajmy jednak, że miał Bonaparte poważnego konkurenta w osobie cara Aleksandra I. Znaczna część polskiej szlacheckiej opinii widziała w sojuszu z Rosją rękojmię odbudowy Polski, jej wyrazicielem był ks. Adam Czartoryski, który w memoriale "O systemie, wedle którego winna postępować Rosja" (1803) starał się pogodzić postulat przywrócenia państwa polskiego z ideą wielkości Rosji. Po klęsce Napoleona ta tendencja zdobyła hegemonię w polskim życiu politycznym, będąc dodatkowo podbudowana propagowanym np. przez Stanisława Staszica panslawizmem[10].
 
Śmiertelny cios orientacji prorosyjskiej zadał akt detronizacji cara Mikołaja II dokonany w czasie powstania listopadowego. Główny jej dotychczasowy orędownik ks. Adam Czartoryski zmuszony był zredefiniować cele i środki polityki polskiej. Wilhelm Feldman pisał o tym następująco: "Działalność Hotelu Lambert [...] budzi szczery podziw rozległością zamierzeń, śmiałością koncepcyj, związaniem sprawy polskiej z całokształtem czynników politycznych Europy. Za główną podstawę swojej akcji uważał [...] zasadniczy antagonizm, dzielący Europę konstytucyjną i liberalną od mocarstw wschodnich, sprzągniętych antypolskim węzłem [...]. Celem polityki Czartoryskiego stało się skojarzenie sprawy polskie z interesami państw zachodnich, zwłaszcza Francji"[11].
 
Pamiętajmy jednak, że orientacja niepodległościowa i prozachodnia, choć dominująca, nie była jedyną. Wciąż pojawiali się zwolennicy oparcia sprawy polskiej o któreś z mocarstw zaborczych – Rosję lub Austrię. Z jednej strony A. Z. Helcel chciał "federacji austrjacko-słowiańskiej" pod berłem Habsburgów, z drugiej Aleksander Wielopolski projektował ułożenie bytu żywiołu polskiego w ramach imperium carów. Po powstaniu styczniowym kierunek prorosyjski zamierał, reprezentowany przez epigonów posuwających się do narodowej apostazji (jak Kazimierz Krzywicki), rosła natomiast w siłę orientacja proaustriacka opierająca się na galicyjskiej autonomii. Swe apogeum przeżywał program trójlojalistyczny[12].
 
Odrodzenie ruchu niepodległościowego u schyłku XIX w. znów postawiło na porządku dnia pytanie o wybór orientacji. Rozkład "paktu trzech cesarzy" i tworzenie się nowego układu sił w Europie zmuszało do przemyślenia na nowo kwestii sojuszy. Ze względu na brutalną politykę germanizacyjną orientacja proniemiecka występowała tylko śladowo[13]. Tradycyjnie silna była orientacja proaustriacka, popierana nie tylko przez większość polskich sił politycznych Galicji (tzw. Blok) ale też przez socjalistyczną (PPS) i narodowo-niepodległościową (Secesja, Fronda) opozycję z Królestwa. Natomiast antyrosyjska początkowo endecja w czasie rewolucji 1905 r. przewartościowała swoje stanowisko, za główne zagrożenie uznała Niemcy i znalazła się w obozie "neougody" wraz z konserwatywnymi "realistami" oraz liberalnymi "postępowcami"[14]. Obie orientacje oznaczały de facto wybór mniejszego zła: związanie się z Państwami Centralnymi oznaczało odbudowę państwowości polskiej (choćby jako trzeciego członu monarchii habsburskiej) ale w bardzo okrojonych granicach; zwycięstwo Rosji dawało nadzieję na zjednoczenie ziem polskich ale przy nader ograniczonym samorządzie. Charakterystyczne, że na początku I wojny nikt nie chciał Polakom niczego obiecać, sprawa polska nie istniała.
 
Tym niemniej z perspektywy historycznej okazało się, że Polacy wykorzystali dziejową szansę, rozgrywając perturbacje I wojny światowej po mistrzowsku[15]. Można nazwać to "grą na dwóch fortepianach". W miarę przedłużania się wojny poprawiała się koniunktura dla sprawy polskiej – Polacy stawali się coraz cenniejszym partnerem. Dwa konkurencyjne ośrodki polityczne – "aktywistyczny" i "pasywistyczny" nie paraliżowały się wzajemnie ale starały się u swoich sojuszników wyjednać jak najlepsze warunki, wciąż podbijając stawkę. Budowały krok po kroku elementy polskiej infrastruktury politycznej (Tymczasowa Rada Stanu, Komitet Narodowy Polski a nade wszystko – siły zbrojne) i oswajały opinię międzynarodową z powrotem Polski na arenę polityczną. Na uwagę zasługuje elastyczność polskich przywódców: gdy lepsze warunki zaoferowali Niemcy – aktywiści porzucili orientację austropolską, gdy bolszewicy zdestabilizowali Rosję – Dmowski przeniósł swą uwagę na Francję, gdy Państwa Centralne zaczęły przegrywać – Piłsudski sprowokował "kryzys przysięgowy"[16]. Dodajmy wreszcie, że głęboka nieraz wrogość dzieląca obozy polityczne nie przeszkodziła im w stworzeniu jednolitego ośrodka władz (choć na przełomie 1918 i 1919 r. istniały de facto dwa państwa polskie: jedno rządzone przez Piłsudskiego z Warszawy i drugie, zdominowane przez endeków, na terenie Wielkopolski, dysponujące własną armią i reprezentowane na arenie międzynarodowej przez KNP). Dzięki temu Polska wróciła na mapę Europy.
 
Spór endeków i piłsudczyków przeniósł się w życie Drugiej Rzeczypospolitej, znajdując swe odzwierciedlenie także w odmiennych koncepcjach polityki zagranicznej. Obóz narodowy pozostał wierny sojuszowi z Francją opartemu na antyniemieckiej wspólnocie interesów, co pociągało za sobą konieczność dobrych stosunków z tzw. Małą Ententą (Czechosłowacja, Jugosławia, Rumunia); uznanie jako głównego wroga Niemiec zmuszało do dbałości o dobre stosunki z ZSRR traktowanym jako forma państwowości rosyjskiej. Piłsudczycy, wyczuleni na zagrożenie sowieckie i skonfliktowani z Czechosłowacją, szukali alternatywy w przymierzu z Wielką Brytanią[17]. Rzec można, że obie te koncepcje poniosły fiasko. Rywalizacja polsko-czechosłowacka o hegemonię w Europie Środkowej uniemożliwiła realizację polityki endeckiej, którą zakwestionowała sama Francja zawierając układ z Niemcami w Locarno. Wielka Brytania nie wykazała zainteresowania ofertą sanacyjnego rządu polskiego.
Wspomnijmy jeszcze o funkcjonujących w okresie Międzywojnia orientacjach marginalnych. Komuniści i ich poputczycy z Frontu Ludowego lansowali hasło oparcia Polski o ZSRR[18]. Władysław Studnicki (wspierany przejściowo przez Stanisława Cata-Mackiewicza) konsekwentnie opowiadał się za blokiem polsko-niemieckim[19]. Wreszcie w radykalnych środowiskach narodowych pojawiła się – w obliczu rozczarowania "masońską" Francją – stworzenia bloku autorytarnych państw katolickich obejmującego oprócz Polski też Węgry, Włochy, Portugalię i Hiszpanię[20].
 
II wojna światowa rozbijając dotychczasowy układ sił sprzyjała rozwojowi orientacji dotąd marginalnych. O ile koncepcja przymierza z Trzecią Rzeszą ograniczała się do jednostek i mikroskopijnych grupek (W. Studnicki, Leon Kozłowski, Narodowa Organizacja Radykalna, "Przełom", Biuro Studium Politycznego), o tyle komunistom udało się wytworzyć zauważalną siłę polityczną, która była w stanie – acz pod osłoną sowieckich bagnetów – przejąć władzę w kraju[21]. Dominująca w polskim społeczeństwie orientacja prozachodnia została siłą zdławiona.
 
 W okresie PRL swoboda wyboru orientacji geopolitycznej została dramatycznie zredukowana do funkcjonowania Polski jako satelity Związku Radzieckiego, co oficjalnie sankcjonowała nie tylko doktryna Breżniewa ale też Konstytucja PRL z 1975 r. Orientacja prozachodnia wyznawana była przez antykomunistyczną opozycję ale też niecałą: koncepcja "finlandyzacji" Polski zakładała pozostanie jej na orbicie ZSRR, grupy endeckie otwarcie przyznawały się do opcji prorosyjskiej nie traktując jej bynajmniej jako mniejszego zła[22].
 
Ostatni rozdział w dziejach orientacji polskich otworzyło obalenie komunizmu i rozpad ZSRR. Geopolityczne zwycięstwo Zachodu w zimnej wojny doprowadziło do przemodelowania polskiej sceny politycznej. Słabość Rosji w okresie jelcynowskiej "smuty" sprawiał, że orientacja prorosyjska szybko zanikała. Postkomunistyczna lewica błyskawicznie przeorientowała się na Brukselę, widząc w integracji europejskiej ratunek przed rodzimym "ciemnogrodem". Marginalne początkowo ugrupowania endeckie odniosły sukces pod szyldem Ligi Polskich Rodzin – i pod kierownictwem Romana Giertycha natychmiast przyjęły orientację atlantycką. Również Samoobrona zaprzestała grania kartą rosyjską, ograniczając się do ogólnikowego postulatu poprawy stosunków ze Wschodem. Stronnictwo Polityki Realnej rozpłynęło się bez śladu w "europejskiej" Platformie Obywatelskiej. Niejako symbolem ducha czasu stała się wolta opiniotwórczego pisma "Stańczyk", które dosłownie z numeru na numer przeniosło swe sympatie z Rosji na Stany Zjednoczone[23].
 
Z drugiej strony monolit, jaki do tej pory stanowiła orientacja prozachodnia, zaczął się kruszyć. Postępująca integracja uczyniła z Unii Europejskiej nowy ośrodek siły w stosunkach międzynarodowych, który mógł pokusić się o emancypację spod amerykańskiego parasola. Rosnące ambicje Brukseli (a mówiąc ściślej – Berlina i Paryża) doprowadziły do konfliktu na linii UE-USA, który swe apogeum osiągnęły w okresie wojny w Iraku. W Polsce odbiło się to coraz wyraźniejszym rozłamem między linią "brukselską" (Platforma Obywatelska) i "waszyngtońską" czyli atlantycką (Prawo i Sprawiedliwość). O ile pierwsza jest zgodna z geopolitycznym "prawem ciążenia" tzn. dostosowuje się do europejskich realiów, w których czołową rolę odgrywają Niemcy, to druga wyraża opór polskiej "peryferii" wobec unijnego "centrum", opór szukający wsparcia za Atlantykiem.
 
Spojrzenie w przyszłość
Orientacje geopolityczne nieustannie się zmieniają, odzwierciedlając dynamikę sytuacji międzynarodowej. Powracająca do Wielkiej Gry Rosja Putina i Miedwiediewa stanowi wyzwanie także dla polskich elit. Idea Związku Europy i Rosji stawia na porządku dnia ewentualność orientacji eurazjatyckiej, powstałej ze stopienia opcji brukselskiej i resztek prorosyjskiej: integracja w ramach Unii pociąga za sobą konieczność znalezienia modus vivendi z Rosją. Jak się wydaje taka jest polityka Platformy Obywatelskiej. Osłabienie napięć między Stanami Zjednoczonymi a Unią (po odejściu najbardziej antyamerykańskich przywódców Niemiec i Francji) oraz między Stanami Zjednoczonymi a Rosją (nowy kurs Obamy) sprawia, że przyjęcie takiej orientacji jest łatwiejsze (nie stawia w obliczu dramatycznych dylematów) ale też nie stanowi radykalnie odmiennej alternatywy. Teoretycznie możliwą (ale niewykorzystaną – pomijając incydentalne działania Samoobrony) jest też orientacja na wschodzącą potęgę Chin. Protekcja chińska jawić się dziś musi nader egzotyczną – choć przecież Chiny nie są geograficznie odleglejsze niż USA; w podobny więc sposób zapewniałaby przeciwwagę dla wpływów rosyjskich nie grożąc zarazem trwałą utratą suwerenności na rzecz bloku.
 
Dopóki państwo może zmienić orientację – dopóty jego suwerenność nie jest fikcją. Dlatego w interesie każdego państwa jest dążenie do zapewnienia sobie jak najszerszej – choćby tylko potencjalnej – swobody manewru. Orientację geopolityczną należy przy tym traktować jako instrument polityki państwa a nie wartość samą w sobie. W przeciwnym razie to państwo staje się instrumentem orientacji geopolitycznej a rację stanu zastępuje dyscyplina blokowa czy też po prostu lojalność wobec hegemona.
 
 
Źródło: „Racja Stanu” 2011, nr 1(9), s. 265-272.




[1] Paweł Kaczorowski, Państwo jako jedność polityczna w: Ryszard Skarzyński (red.), Carl Schmitt i współczesna myśl polityczna, Warszawa 1996, s. 74-92. Szerzej: idem, My i Oni. Państwo jako jedność polityczna. Filozofia polityczna Carla Schmitta w okresie republiki weimarskiej, Warszawa 1998

[2] Benedykt Zientara, Świt narodów europejskich. Powstawanie świadomości narodowej na obszarze Europy pokarolińskiej, Warszawa 1996, s. 325, 328 i in.

[3] J. Tomasiewicz, Wojna światów. Wokół teorii zależności, Magazyn Obywatel nr 6 (2005); Andrzej W. Nowak, Wobec systemu – wokół teorii Wallersteina, Lewą Nogą nr 13 (2001); Christopher Chase-Dunn, Thomas D. Hall, Ewolucja historyczna systemów-swiatów, ibidem.

[4] Marian Biskup (red.), Historia dyplomacji polskiej, Warszawa 1982, t. I, s. 112-115, 160-162, 188-192, 226-227.

[5] Paweł Jasienica, Rzeczpospolita Obojga Narodów, Warszawa 1996, t. I, s. 160-161, 313, t. II, s. 195-198, 267.

[6] M. Biskup (red.), op. cit., t. II s. 356-370, 377-380.

[7] Ibidem, s. 577, 582. Wcześniej orientację propruską – na równi z proturecką i profrancuską – próbowała podnieść konfederacja barska. Ibidem, s. 519-521 Natomiast Familia reprezentowała początkowo orientację proaustriacką. Ibidem, s. 630.

[8] Ibidem, s. 626-654.

[9] Jerzy Skowronek, Sprawa polska w: Monika Senkowska-Gluck, Europa i świat w epoce napoleońskiej, Warszawa 1988, s. 399-402, 405-406.

[10] Skowronek, op. cit., s. 393-399, 403-406; Andrzej Nowak, Między carem a rewolucją. Studium politycznej wyobraźni i postaw Wielkiej Emigracji wobec Rosji 1831-1949, Warszawa 1994, s. 16-30; Antoni Marszałek, Suwerenność i integracja europejska w polskiej myśli naukowej i politycznej do końca XIX wieku, Łódź 2005, s. 157-161; Zofia Klarnerówna, Słowianofilstwo w literaturze polskiej lat 1800 do 1848, Warszawa 1926, s. 24-42, 53-69.

[11] Wilhelm Feldman, Dzieje polskiej myśli politycznej 1864-1914, Warszawa 1933, s. 6-7

[12] Feldman op. cit., s. 41-43, 134-139, 158-175, 190, 194-203, 209; Wiesław Kozub-Ciembroniewicz, Austria a Polska w konserwatyzmie Antoniego Z. Helcla 1846-1865, Kraków 1986, s. 159-182; Andrzej Jaszczuk, Spór pozytywistów z konserwatystami o przyszłość Polski 1870-1903, Warszawa 1986, s. 78; Klarnerówna, op. cit., s. 98-131.

[13] Feldman op. cit., s. 342

[14] Feldman, op. cit., s. 296-307, 344-351, 354-355.

[15] Powtarzam tą opinię za Stanisławem Catem-Mackiewiczem. S. Mackiewicz (Cat), Historia Polski od 11 listopada 1918 r. do 17 września 1939 r., Londyn 1992, s. 96-97.

[16] Janusz Pajewski, Odbudowa państwa polskiego 1914-1918, s. 103 i n.

[17]WaldemarParuch, Myśl polityczna obozu piłsudczykowskiego 1926-1939, Lublin 2005, s. 513 i n.

[18] Mam na myśli okres, gdy Komunistyczna Partia Polski zarzuciła, przynajmniej taktycznie, hasło wcielenia Polski do ZSRR. Krystyna Trembicka, Między utopią a rzeczywistością. Myśl polityczna Komunistycznej Partii Polski (1918-1938), Lublin 2007, s. 241-265.

[19] Władysław Studnicki, System polityczny Europy a Polska, Warszawa 1935; Jacek Gzella, Myśl polityczna Władysława Studnickiego na tle koncepcji konserwatystów polskich (1918-1939), Toruń 1993; Jerzy Jaruzelski, Cat-Mackiewicz w "Słowie". Publicystyka niemiecka w latach 1938-1939, Dzieje Najnowsze 1 (1973).

[20] Np. Adam Romer, Włochy – Polska a Europa Środkowa, Polonia-Italia nr 3 (1936); por. Maciej Marszał, Włoski faszyzm i niemiecki narodowy socjalizm w poglądach ideologów narodowej demokracji 1926-1939, Wrocław 2001, s. 73-74; Jerzy J. Terej, Rzeczywistość i polityka, s. 191-192.

[21] Władysław Studnicki, Pisma wybrane, t. IV: Tragiczne manowce. Próby przeciwdziałania katastrofom narodowym 1939-1945, Toruń 2002; Adam Ronikier, Pamiętniki 1939-1945, Kraków 2001; Józef Frejlich, "Polski Antykomintern", Kultura nr 10 (1967); Jan Weinstein, Władysław Studnicki w świetle dokumentów hitlerowskich II wojny, Zeszyty Historyczne z. 11 (1967); Bernard Wiaderny, Nie chciana kolaboracja: polscy politycy i nazistowskie Niemcy w lipcu 1940, Zeszyty Historyczne nr 142; Maciej Kozłowski, Sprawa premiera Leona Kozłowskiego. Zdrajca czy ofiara. Warszawa 2005, s. 128-196; Tomasz Szarota, U progu Zagłady. Zajścia antyżydowskie i pogromy w okupowanej Europie, Warszawa 2000, s. 38-64; Gaweł Strządała, Drogą "na przełaj" do zjednoczonej Europy – rzecz o periodyku "Przełom" (1944-1945), Templum Novum nr 8 (2009); Piotr Gontarczyk, Polska Partia Robotnicza – droga do władzy 1941-1944, Warszawa 2003.

[22] Leszek Moczulski, Rewolucja bez rewolucji, bmw bdw, s. 32-33; Józef Kossecki, Geografia opozycji politycznej w Polsce w latach 1976-1981, Warszawa 1983, s. 157-188; J. Tomasiewicz, Ugrupowania neoendeckie w Trzeciej Rzeczypospolitej, Toruń 2004, s. 56-81.

[23] Tomasz Gabiś, Realistyczne punkty widzenia, Stańczyk nr 2 (1998); Andrzej Maśnica, Uwagi o polityce polskiej w epoce amerykańskiej hegemonii, ibidem; Stańczyk, Plan dla AWS, ibidem.
 
 
 
 
 
 
 

 

stat4u