O Rosji optymistycznie

Rozmowa z prof. dr. hab. Stanisławem Bieleniem
 
Rafał Więckiewicz: Panie Profesorze, w jednej ze swych publikacji „Wizerunki międzynarodowe Rosji” stwierdza pan, że w Rosji ogromną rolę odgrywa personifikacja polityki, polegająca na tym, że cechom polityków przypisuje się nadzwyczajne funkcje w tworzeniu rzeczywistości politycznej. W pewnym sensie możemy powiedzieć, że wizerunek przywódcy nakłada się na wizerunek państwa. Szczególnego znaczenia twierdzenie to nabrało w okresie prezydentury Władimira Putina. Późniejsze współrządy z Dmitrijem Miedwiediewem osłabiły w pewnym sensie ten efekt, jednak po ostatnich wyborach prezydenckich odżywa on z nową siłą. Rosja znowu ma twarz Władimira Putina. Jak można to odnieść do obecnej sytuacji powyborczej w tym kraju?

Prof. Stanisław Bieleń: W pytaniu poruszył Pan wiele zagadnień. Na początek warto zauważyć, że Rosja nie jest żadnym wyjątkiem. Personifikacja polityki czy państwa jest zjawiskiem powszechnie znanym. Francja V Republiki kojarzyła się jednoznacznie z Charlesem de Gaulle’m i nikt nie miał wątpliwości, że to ów słynny Generał stanowił o wizerunku państwa. Podobna sytuacja ma miejsce ze Stanami Zjednoczonymi. Administracje amerykańskie postrzegamy przecież przez pryzmat poszczególnych prezydentów – wyróżniamy zatem Amerykę Kennedy’ego, Nixona, czy Cartera. W przypadku Rosji tradycja jest jeszcze silniejsza. Legitymizacja władzy w Rosji samodzierżawnej już od wieków średnich była legitymizacją tradycyjną, „sułtańską” czy paternalistyczną. Nie bez powodu historię Rosji postrzegamy, jak mało którą historię państwową, przez pryzmat panowania kolejnych władców.        

Tacy carowie, jak Iwan IV Groźny, Piotr I Wielki, czy Katarzyna II Wielka to postacie, które decydowały o wizerunku oraz uplasowaniu państwa w dziejach. W przypadku władzy Władimira Putina mamy do czynienia z podobną koniunkcją legitymizacji charyzmatycznej i tradycyjnej. Przez pryzmat jego postaci i osobowości postrzegane jest całe państwo, jego instytucje władcze i charakter rządów. Zaczynamy jednak obserwować społeczny sprzeciw wobec tak pojmowanej legitymizacji. Oczekiwania świata, a także samych Rosjan zmierzają w tym kierunku, aby tej legitymizacji nadać cechy demokratyczne i normatywne. Stąd personifikacja polityki i państwa ulega podważeniu.

Nie chcę jednak mówić zbyt dużo o personifikacji rosyjskiej polityki. Chciałbym raczej powiedzieć, że wraz z kolejną kadencją prezydencką można się spodziewać wielu zmian w Rosji. Będą one wynikały z racjonalizacji procesu rządzenia, z obserwacji tego, co zachodzi w społeczeństwie rosyjskim, ale i z analizy oczekiwań środowiska zewnętrznego. Rosją rządzą ludzie rozsądni, którzy potrafią diagnozować interesy tego państwa – zarówno wewnętrzne, jak i na arenie międzynarodowej. Dostrzegają oni potrzebę zmian, na przykład rozszerzenia społecznej bazy rządzenia. Na pewno na szczytach władzy są zauważalne przemiany świadomościowe, idące w kierunku społeczeństwa obywatelskiego. Są to zjawiska, z których władze rosyjskie zdają sobie sprawę. Z tego choćby względu nie możemy na Rosję spoglądać wyłącznie przez pryzmat jej lidera. Wprawdzie Putin nie rozumie demokracji liberalnej w zachodnim wydaniu, ale na pewno wokół niego są osoby zdające sobie sprawę ze stojących przed państwem wyzwań. Myślę, że jesteśmy w ciekawym okresie przekształcania Rosji naprawdę w nowoczesne państwo. Dotychczas mieliśmy do czynienia ze swoistym sprzężeniem zmian i kontynuacji, budowaniem tożsamości nowej Rosji z ciągłym nawiązywaniem do sowieckiej przeszłości. Może właśnie teraz nadchodzi pora na gruntowną zmianę i z konieczności tej zmiany zdaje sobie sprawę sam Władimir Putin? Możliwe, że wielu z nas po prostu jeszcze tego nie dostrzega, ani nie jest w stanie docenić.

R.W.: Powiedział Pan Profesor, że nie wolno traktować Rosji wyłącznie przez pryzmat lidera. Słuchając jednak zagranicznych ekspertów, czytając zagraniczne, ale i polskie gazety odnoszę wrażenie, że Rosja jest traktowana niemal jako synonim Władimira Putina.
 
S.B.: Myślę, że odbiorem zewnętrznym Rosji rządzą w dużej mierze oczekiwania, zwłaszcza ludzi Zachodu. Rosja jest naprawdę skomplikowanym pod wieloma względami państwem. Jest to, można powiedzieć, odrębna, specyficzna cywilizacja, fenomen geopolityczny, kulturowy, religijny i ustrojowy. Trudno sobie poradzić z tą złożonością. Ludzie z zewnątrz, mając do czynienia ze złożonym i tajemniczym obiektem poznania ułatwiają sobie sprawę i dokonują pewnych uproszczeń, a nawet „prymitywizacji” wizerunku, co wyraża się właśnie w tej poruszanej przez pana w pierwszym pytaniu personifikacji polityki i państwa. Wtedy można przenieść cechy charakterystyczne przywódcy na państwo i postrzegać je przez pryzmat tych cech. Putin, w odróżnieniu od Jelcyna, jest postrzegany przez międzynarodową opinię publiczną w sposób negatywny. Ciekawe, że Borys Jelcyn, dawny aparatczyk komunistyczny, mający także wiele grzechów na sumieniu, miał znacznie lepszy odbiór na Zachodzie. Uchodził, nie wiadomo właściwie dlaczego, za demokratę, który przeobraża Rosję zgodnie z oczekiwaniami Zachodu. A przecież ludzie w dzisiejszej Rosji pamiętają czasy Jelcyna jako okres zamętu, biedy, grabieży majątku, degradacji życiowych standardów. Po Jelcynie przyszedł człowiek, który miał proweniencję związaną ze służbami specjalnymi. Piętno KGB zdecydowało nie tylko o wizerunku Putina, ale i o charakterystyce rządzonej przez niego Rosji.

Putinowi z miejsca przypisano regresywny charakter. Także dlatego, że postawił na stabilizację państwa przy użyciu instytucji, które wtedy, w czasach chaosu i zamętu, jako jedyne nadawały się do tego zadania. Były to służby państwowe, tak zwani siłowicy, czyli kadry związane z aparatem bezpieczeństwa i armią. Dla demokratycznego Zachodu oznaczało to klęskę demokracji, której w Rosji naprawdę nigdy nie było. Efektem rządów Putina podczas dwu poprzednich kadencji prezydenckich są niewątpliwie rozmaite reformy. To on ustabilizował Rosję pod względem politycznym i gospodarczym, uczynił ją w miarę normalnym państwem. Mało tego, przywrócił wiarę w jej pozycję międzynarodową, w status mocarstwowy. 

Nie zapominajmy jednak, że istnieją duże różnice zdań na ten temat. Wiele ocen zależy wprost od ludzkich oczekiwań, nastawień i wyobrażeń. Na Zachodzie dość naiwnie oczekiwano, że Rosja przyjmie system wartości demokracji liberalnej, że stanie się, tak jak Niemcy Zachodnie czy Japonia po II wojnie światowej, demokracją na wzór zachodni. Tymczasem Rosja wybrała – jak to już nieraz bywało – własną drogę. Na ten wybór składa się wiele uwarunkowań – począwszy od dziedzictwa patrymonialnego autorytaryzmu epoki carskiej i radzieckiej, poprzez rozległość przestrzenną, po specyfikę mentalności i tożsamości kulturowo-cywilizacyjnej.
 
R.W.: Odchodzący prezydent Dmitrij Miedwiediew był utożsamiany bardziej z prozachodnią Rosją, taką, której obecnie oczekuje Europa i Ameryka. Jaką pańskim zdaniem będzie odgrywał on teraz rolę? Co zmieni się w tandemie Putin-Miedwiediew, który będzie przecież oficjalnie funkcjonował w innym niż do tej pory układzie?

S.B.: W kontekście koncentracji władzy i personifikacji polityki rosyjskiej, o których mówimy, prezydentura Miedwiediewa była swoistą fikcją. Był on figurantem, by nie powiedzieć marionetką, działającą z mandatu Putina i zgodnie z dyrektywami ośrodka rządowego. Wszystkie zabiegi, związane z różnicowaniem ośrodków politycznych (prezydenta i rządu) służyły w zasadzie kamuflowaniu monopolu władzy tego samego obozu, który w sensie parlamentarnym uosabia „partia władzy” Jedna Rosja. Obecnie nikt nie ma złudzeń co do tego, że w czasie kadencji Miedwiediewa realną władzę sprawował sam Putin. Nastąpiło przesunięcie punktu ciężkości z ośrodka prezydenckiego do ośrodka rządowego, co konstytucyjnie w systemie mieszanym było możliwe i dopuszczalne. Teraz trwa powrót do stanu, który był naturalny dla rosyjskiego porządku konstytucyjnego od czasów Jelcyna.

Szczerze mówiąc, nie dostrzegam jakichś szczególnych zasług Dmitrija Miedwiediewa. Jego prozachodnie nastawienie miało charakter deklaratywny i pokazowy. Był to zapewne zamierzony podział ról ze względu na negatywny odbiór Putina w kręgach zachodnich. Rosja potrzebowała po prostu bardziej cywilizowanej, prozachodniej twarzy, i Miedwiediew tę funkcję dobrze wypełniał. Należy jednak stwierdzić, że jego osiągnięcia na niwie modernizacji ustrojowej są niewielkie. Oswajał w jakiś sposób Rosję z wyzwaniami cywilizacyjnymi, ale była to Rosja putinowska, autorytarna i nieskora do pluralizacji systemu politycznego, podzielenia się władzą z opozycją demokratyczną, wspierania społeczeństwa obywatelskiego, czy dokonania redystrybucji bogactwa społecznego, które spoczywa w ręku wąskiej oligarchii. Jeśli Miedwiediew nie mógł osiągnąć zbyt wiele jako prezydent, to trudno sobie wyobrazić, aby w nowych rolach politycznych u boku Putina mogłoby mu udać się zrobić więcej. Chyba że kryzys legitymizacji władzy Putina doprowadzi do konfliktów wewnątrz „grupy trzymającej władzę” i wówczas Miedwiediew ujawni się znowu jako użyteczna zasłona czy kamuflaż. Wydaje się jednak, że społeczeństwo rosyjskie nie zaakceptuje tak łatwo kolejnych manipulacji na szczytach władzy.

R.W.: Skoro tandem Putin-Miedwiediew się sprawdził, to czemu od niego odchodzić? Tak jak Pan Profesor powiedział, każdy zdawał sobie sprawę, że tak naprawdę w Rosji rządzi Władimir Putin. Rosjanie mieli to, co chcieli, czyli silnego przywódcę w osobie Putina, który potrafił się do nich odezwać i umiał mówić do nich ich własnym językiem, Zachód miał natomiast tę uśmiechniętą twarz Dmitrija Miedwiediewa. Czy takie rozwiązanie nie było po prostu dla Rosji bardziej wygodne? Zwłaszcza, jeżeli popatrzymy na reakcje Zachodu związane z wyborami prezydenckimi.
 
S.B.: Częściowo już odpowiedziałem na to pytanie. Współrządy Miedwiediewa i Putina były próbą oswajania wizerunku, pokazywania tej „lepszej” Rosji, która deklaruje swobody obywatelskie, respektuje prawo, walczy z oligarchią i korupcją. Samo hasło modernizacji, niezależnie od tego, co oznaczało u podstaw, miało pokazywać, że Rosja widzi swoje problemy w kontekście zglobalizowanego świata. To na pewno było rozsądne, nazywam to racjonalizacją władzy. Tkwił w tym pewien fenomen, związany z psychologią polityczną. To, że ta rosyjska odmiana kohabitacji przetrwała bez zgrzytów całą kadencję, świadczy o szczególnych mechanizmach lojalności w rosyjskiej elicie władzy. Świadczy też o kulturze osobistej polityków, ale i o ich determinacji, aby w imię stabilności systemowej, której stali się zakładnikami, nie narażać Rosji na szwank. W wielu państwach na tle podziału władzy dochodzi przecież często do pojedynków i walk frakcyjnych. Rosja pod tym względem zdała egzamin z dyscypliny i odpowiedzialności elity władzy w imię stabilności państwa, w imię interesu narodowego i racji stanu.

Wielu obserwatorom zewnętrznym niekiedy trudno jest zrozumieć, że pluralizacja polityczna świata oznacza konieczność respektowania różnych dróg rozwojowych, a zatem i sposobów sprawowania władzy politycznej. Rosjanom z pewnością zależy na wyrównaniu dystansów cywilizacyjnych względem bogatego Zachodu, ale to wcale nie oznacza, że są oni gotowi in gremio poprzeć wszystkie rozwiązania ustrojowe, praktykowane w państwach tegoż Zachodu. Rosjanie nie artykułują potrzeb ustrojowych na modłę zachodnią, nie chcą mechanicznie przeszczepiać wzorców zachodnioeuropejskich czy północnoamerykańskich, gdyż uważają, że mają własne specyficzne wartości, a przede wszystkim własne interesy, których chcą bronić. Wiele państw zachodnioeuropejskich zmierza na przykład w stronę desuwerenizacji i tworzenia pewnych rozwiązań ponadnarodowych, podczas gdy w Rosji istnieje tendencja odwrotna: obrona silnego państwa, jego suwerenizacja, kontrola bogactw, samodzielność w wyborze dróg rozwojowych. Oceniając więc Rosję na tle innych państw, należy pamiętać o tej specyfice. W imię owego pluralizmu, może warto raz jeszcze uszanować wybór Rosji i dać szansę Putinowi na przeprowadzenie koniecznych zmian? W imię pluralizmu ocen może warto też dostrzegać optymistyczne wersje rozwoju sytuacji? Ostatnie tygodnie przyniosły bowiem modę na „czarne” scenariusze dla Rosji, w których roi się od zagrożeń politycznych i gospodarczych, jakie czekają ją pod rządami Putina w jego kolejnej prezydenckiej roli.

R.W.: Z tym, o czym Pan Profesor mówił wiąże się kolejna ważna kwestia. Wydaje się bowiem, że Zachód nie zdaje sobie sprawy z tej odrębności Rosji i najchętniej widziałby ją skonstruowaną na własne podobieństwo, to znaczy jako demokrację liberalną, parlamentarną na wzór zachodni. Tutaj właśnie pojawia się pytanie – czy taki rozwój wypadków, jakaś rewolucyjna zmiana i wprowadzenie demokracji w Rosji jest obecnie możliwe i co ważniejsze, czy sami Rosjanie chcą takich zmian?
 
S.B.: Nie jestem deterministą. Nie uważam, że jakiś jeden czynnik może zadecydować o przyszłości. Na zmiany w Rosji złoży się wiele uwarunkowań. Rosja z pewnością nie przejmie cudzych wzorów ustrojowych w taki sposób, w jaki sobie to wyobrażają niektórzy ludzie na Zachodzie. Musi to być proces oddolny i raczej długotrwały. Chodzi bowiem o wykształcenie się świadomości obywatelskiej i demokratycznej kultury politycznej, opartej na potrzebach organizowania się, uczestnictwa w procesach decyzyjnych, kontroli władzy, odpowiedzialności publicznej, uczciwości społecznej itd. W dzisiejszej perspektywie takich warunków dla demokracji liberalnej jeszcze nie ma.

Po doświadczeniach lat dziewięćdziesiątych ub. wieku ludzie w Rosji ciągle kojarzą demokrację z zagrożeniami dla bezpieczeństwa i bytu, z chaosem, zamętem, rozkradaniem mienia oraz ogólnym zniszczeniem państwa. Patrząc na tę kwestię z perspektywy dojrzewania społeczeństwa obywatelskiego, nie można oczywiście przesądzać, że demokracja w Rosji w jakiejś dłuższej perspektywie jest niemożliwa do wprowadzenia. Proces ten wymaga cierpliwości i czasu. Najważniejsze są zmiany mentalne i świadomościowe. Ich początki sięgają pieriestrojki i głasnosti czasów Michaiła Gorbaczowa. Rosjanie od tego czasu dokonali ogromnych przeobrażeń. Ale w państwie, które miało kilkaset lat rozmaitych despocji, zmiany demokratyzacyjne wymagają wysiłku wielu pokoleń. Być może jesteśmy świadkami kolejnej fazy przebudzenia politycznego Rosjan, może na naszych oczach rodzi się rosyjska demokracja internetowa i elektroniczna, może też zamiast rewolucyjnych zrywów obywatele Rosji przyzwyczajają się do zmian ewolucyjnych, z respektem dla dotychczasowego dorobku demokratyzacyjnego i ze świadomością, jak ważną wartością jest ich własne, stabilne państwo?
 
R.W.: Czy jednak paradoksalnie takie gwałtowne zmiany demokratyczne, jakich oczekuje obecnie od Rosji Zachód nie okazałyby się dla niego niekorzystne? Jaki wpływ wywarłoby to w dziedzinie bezpieczeństwa i stabilności sytuacji międzynarodowej?
 
S.B.: Katarzyna Wielka, uzasadniając kiedyś wybornie konieczność rządów autorytarnych w Rosji, dowodziła, że wielkie bezkresne imperium rozpadłoby się na kawałki, jeśliby zaprowadzono w nim rządy inne niż samowładcze. Jedynie one mogą z należytą szybkością zaspokajać potrzeby odległych stron, a każda inna władza jest zgubna z powodu powolności swojego działania. Otóż świat potrzebuje Rosji stabilnej i bezpiecznej. W interesie świata leży zatem funkcjonalność jej władz, aby tę stabilność i bezpieczeństwo zagwarantować. Z tym twierdzeniem zgodzi się chyba każdy. Rosja jest państwem jądrowym – jest to mocarstwo, które posiada drugi pod względem wielkości arsenał nuklearny – jest jedynym mocarstwem, które może przeciwważyć w tym względzie Stany Zjednoczone. Jest zatem współodpowiedzialna na równi ze Stanami Zjednoczonymi za bezpieczeństwo międzynarodowe i za stabilność na świecie.

Rosja jest osłabiona pod wieloma względami, ale w dziedzinie strategicznej trzeba się z nią bezwzględnie liczyć. Choćby ten powód wskazuje, że każdemu na świecie, w tym partnerom zachodnim Rosji, powinno zależeć, aby państwo to miało silne i przewidywalne przywództwo. Demokratyzacja, pojmowana w sposób żywiołowy i spontaniczny, taki właściwie uliczno-propagandowy, rodzi niepokój. W takim państwie jak Rosja, ludzie nie mogą w formie gwałtownych demonstracji i buntów ulicznych obejmować urzędów władczych. Nie wiem skąd się bierze to zapotrzebowanie na kolejną rewolucję w Rosji. Wszystkie bowiem doświadczenia uczą, że radykalne zmiany w tak złożonym państwie jak Rosja, muszą zrodzić poważne w skutkach turbulencje międzynarodowe. Świat ma wystarczająco dużo kłopotów, związanych choćby z kryzysem ekonomicznym, aby chciał prowokować ryzyko „wielkiego wybuchu” w Rosji. Nawet gdyby ten „wybuch” miał przybrać postać kolejnej „kolorowej rewolucji”. Wiadomo przecież, że żadna z tego typu operacji, przeprowadzonych przy udziale Zachodu w przestrzeni poradzieckiej, nie przyniosła pożądanych efektów. Przeciwnie, i na Ukrainie, i w Gruzji, i w Kirgistanie mamy do czynienia z recydywą reżimów autorytarnych. 

Obecnie żadne siły zewnętrzne nie mają szans na przeprowadzenie skutecznej akcji, mającej na celu zmianę reżimu Putina w Rosji. Przywódcy zachodni powinni natomiast dojrzeć w Putinie stabilnego przywódcę, który ma ogromną szansę historyczną. Jeśli nie zawiedzie go instynkt polityczny, jeśli dobrze odczyta zachodzące przemiany i oczekiwania pojawiające się w społeczeństwie rosyjskim, to jest całkiem możliwe, że odegra rolę „cara-odnowiciela”, który zacznie przekształcać istniejący system. Może to uczynić właśnie poprzez włączanie w proces decyzyjny części opozycji, poszerzanie udziału społeczeństwa w procedurze kontroli władz publicznych, decentralizację państwa oraz rozwój różnych form samorządności. Z tego względu nie należy z Putina czynić człowieka wrogiego Zachodowi. Wręcz przeciwnie, Putin jest w stanie wrócić do koncertu decyzyjnego z udziałem wszystkich odpowiedzialnych potęg i całkiem nieźle z Zachodem współpracować. Na podstawie analiz wystąpień Władimira Putina – także tych przedwyborczych, którym nadano miano straszaka przez Zachodem – można sądzić, że zdaje on sobie doskonale sprawę, w jakim miejscu jest Rosja, jakich potrzebuje reform modernizacyjnych, aby sprostać wyzwaniom i narastającym zagrożeniom.
 
R.W.: U progu trzeciej kadencji prezydenckiej Władimira Putina na pewno przed Rosją stoją nowe ważne wyzwania. W jednej z publikacji mówiąc o pierwszym okresie jego prezydentury stwierdził pan profesor, że była to odbudowa państwa rosyjskiego odziedziczonego po Jelcynie. Później przyszedł czas na odbudowę interesów Rosji w najbliższym otoczeniu sąsiedzkim, aż w końcu walka o odbudowę roli mocarstwa na arenie międzynarodowej. Czy pana zdaniem któreś z tych wyzwań są nadal aktualne? Jakie nowe wyzwania stoją przed Rosją? 
 
S.B.: Przede wszystkim Rosjanie sami potrafią identyfikować swoje interesy. Ekipa putinowska od pierwszej kadencji postawiła na odbudowę statusu mocarstwowego Rosji, grając na sentymentach imperialnych. Pozostaje otwartym pytanie, na ile to jej się udało. Rosja bowiem ciągle pod względem wielu wskaźników odstaje od innych wielkich mocarstw. Z pewnością czynnik motywacyjny, jak za dawnych czasów, spełnia w stosunku do braków materialnych (ekonomicznych i wojskowych) rolę kompensującą. W sensie psychologicznym i wizerunkowym jest wszak jednym z najważniejszych aktorów na arenie międzynarodowej. Wpisuje się w grono współdecydentów w najważniejszych sprawach dla ładu międzynarodowego, czy to na forum takich ugrupowań, jak ONZ, G8, czy G20, czy to w konsultacjach dwustronnych z liczącymi się potęgami, zwłaszcza z USA i państwami Unii Europejskiej. Obojętnie, czy mamy do czynienia z dominacją współpracy czy rywalizacji w różnych miejscach globu, bez Rosji nie można rozwiązać żadnego problemu – dla przykładu kwestii palestyńskiej, irackiej, syryjskiej, irańskiej, koreańskiej i in.

Przed obecną kadencją prezydentury Putina jest wiele oczekiwań związanych ze stabilizacją osiągniętego statusu. Chodzi o to, żeby być wiarygodnym partnerem w działaniach na rzecz utrwalania wartości, związanych z demokratycznym ładem w stosunkach międzynarodowych. Trudniej tę wiarygodność utrzymać, gdy samemu się nie spełnia kryteriów demokratycznych. To jeden z ważnych paradoksów i pułapek, przed jakimi staje Putin. Musi on także uporać się z powszechnie rozpowszechnionym zarzutem, że rosyjska polityka zagraniczna stale jest motywowana ekspansją i agresją. Zwłaszcza pokojowe i partnerskie układanie się z państwami w „bliskiej zagranicy” należy do oczekiwań wielu obserwatorów zewnętrznych.

Jako mocarstwo surowcowe (petromocarstwo) Rosja dąży do umocnienia swojej pozycji jako ważnego kontrahenta Zachodu, jako istotnego gwaranta bezpieczeństwa energetycznego, który jest przewidywalny niezależnie od różnych wahań na rynkach surowcowych i rozmaitych faz dekoniunktury. Wykorzystując swoje atuty surowcowe i dynamikę wzrostu gospodarczego dzięki profitom petrodolarowym Rosja będzie skutecznie włączać się w procesy globalizacyjne, przepływy kapitałowe i inwestycyjne, decydowanie na rynkach broni, stali itp. Znając determinację Putina, Rosjanie będą dążyć do wejścia na „pełnych obrotach” do światowej gry ekonomicznej, wykorzystując globalizację jak najlepiej dla swoich interesów.

Ważnym celem jest, aby Rosja mogła powrócić do ról stabilizatora i balansjera w stosunkach euroazjatyckich – a więc w relacjach z Chinami, Japonią, Republiką Korei i Indiami. Putin zdaje sobie sprawę z wagi kierunku euroazjatyckiego, także z konieczności zagospodarowania, czy też zatrzymania degradacji azjatyckiej części Rosji. Stoi przed wyzwaniem uruchomienia ogromnego potencjału integracyjnego w przestrzeni poradzieckiej. Choć niektórzy określają to zjawisko neoimperializmem, to jednak obiektywnie rzecz biorąc, tylko Rosja może spełniać role przywódcze w przestrzeni poradzieckiej. Bez jej udziału, czy choćby przyzwolenia nie uda się żadne przedsięwzięcie, związane z eksploatacją i przesyłem surowców energetycznych z Azji Środkowej czy Basenu Kaspijskiego. W konflikcie ideologicznym między światem islamu a Zachodem Rosja ma do odegrania ważną rolę moderującą, rolę mediatora i forum dialogu międzycywilizacyjnego. Dysponuje w tym względzie niezłym doświadczeniem, związanym z rozwiązywaniem konfliktów wewnętrznych.

Innym wyzwaniem jest zagospodarowanie Arktyki. Rosja aktywnie uczestniczy w procesach planowania przyszłej eksploatacji zasobów surowcowych, zapewnia sobie kontrolę nad poważnym sektorem tych zasobów oraz dąży do uruchomienia Drogi Północnej, skracającej odległości żeglugowe między Zachodem a Wschodem. Jak widzimy, jest sporo konkretnych wyzwań. Przytoczone przeze mnie są jedynie niewielką ich częścią. Wiele z nich wymaga także aktywnego współdziałania ze strony Polski, ale to już temat na inną rozmowę.

 
Pierwodruk: „Sedno – Gazeta Studencka” (wydanie elektroniczne) 29-31 marca 2012 r. (http://gazeta-sedno.pl/)

 
***
 
Stanisław Bieleń – profesor nadzwyczajny w Instytucie Stosunków Międzynarodowych, Uniwersytetu Warszawskiego, prodziekan Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW, wybitny rosjoznawca, redaktor naukowy czasopisma naukowego „Stosunki Międzynarodowe – International Relations”, członek Rady Naukowej Instytutu Geopolityki w Częstochowie.

***


Wywiad ukazał się także w e-biuletynie "Geopolityka" nr 13 (4/2012).
 
 
 
 
 
 

Komentarze

komentarze

stat4u