Adam Danek: Niemiecka geokultura w Polsce

Adam Danek
 
W rozważaniach nad polską kulturą zwykło się przede wszystkim eksponować jej przynależność do łacińskiego kręgu kulturowego. Maniera ta idzie w parze z drugą: otwartym deprecjonowaniem wpływów kulturowych innych niż łacińskie – tak, jakby wartościowe treści kulturowe mogły przeniknąć do Polski tylko i wyłącznie z krajów romańskich. Tworzy się w ten sposób jednostronny obraz dziejowej roli Polski jako forpoczty kultury[1] łacińskiej na Wschodzie Europy. Do deprecjonowanych źródeł wpływu należy między innymi kultura niemiecka. Tymczasem Niemcy[2] poprzez swoje wielowiekowe kulturowe oddziaływanie na Polskę, wynikające z uwarunkowań geograficznych, wzbogaciły naszą narodową kulturę o wiele cennych elementów i nie ma żadnych powodów, by wkładu owego nie doceniać czy go pomijać. Celem niniejszego artykułu jest przypomnienie niektórych momentów tego historycznego procesu.
 
Wpływy kultury niemieckiej wlewały się do Polski przez jej zachodnie granice począwszy od epoki średniowiecza, kiedy rozprzestrzeniały się wraz z kolonizacją ziem polskich niemieckimi osadnikami. Dokonywała się na nich w ten sposób dyfuzja nie tylko elementu etnicznego z Rzeszy, ale również przywożonych stamtąd instytucji prawnych i politycznych (lokacja wsi i miast na prawie magdeburskim). Wpływ ten okazał się niezwykle trwały – miasta w Polsce były ośrodkami kultury niemieckiej przez następne kilka wieków. Na osobne, obiektywne opracowanie przez historyków – wolne od uprzedzeń namnożonych przez ideologie niektórych polskich ruchów politycznych oraz od stereotypów zakorzenionych głównie w polskiej literaturze popularnej – wciąż czeka zagadnienie wpływu cywilizacyjnego, jaki w średniowieczu na polską kulturę wywarła szczególna niemiecka formacja w północnej Europie: państwo zakonne (niem. Ordensstaat) stworzone przez katolicki Zakon Krzyżacki, które wpływowy niemiecki teoretyk i historyk prawa Georg Jellinek (1851-1911) określał mianem republiki korporacyjnej.
 
Niemiecki wpływ na kulturę w węższym sensie (duchową, intelektualną) objawił się z kolei w Polsce w epoce renesansu. Pojawienie się wówczas nowych prądów w polskiej filozofii związane było między innymi z oddziaływania przybyłych do Polski filozofów i uczonych niemieckiego pochodzenia, takich jak Wawrzyniec Corvinus (wł. Lorenz Raabe) czy Ślązak , którzy osiedli na ziemiach polskich i skupiali wokół siebie kręgi uczniów. To oddziaływanie myśli niemieckiej zaznaczyło się na południu Polski: Corvinus żył w Nowym Targu, a wykładał filozofię, astronomię i geografię w Krakowie, Libanus był rektorem szkoły parafialnej przy krakowskim kościele Mariackim. Myśliciele ci odegrali o tyle doniosłą rolę, że do polskiego życia intelektualnego, w epoce średniowiecza zdominowanego bezwzględnie przez filozofię perypatetycką (arystotelesowską, scholastyczną), przeszczepili na nowo platonizm, w Europie zachodniej przeżywający wówczas swoje odrodzenie i ponowny rozkwit.
 
Okres nasilenia wpływów niemieckiej kultury umysłowej w Polsce otworzył przełom XVIII i XIX wieku. W czasach stanisławowskich Komisja Edukacji Narodowej przeprowadziła na ziemiach polskich masową likwidację – czy raczej pogrom – akademickich ośrodków filozofii, postrzeganych jako bastiony znienawidzonej metafizyki (KEN była instytucją zdominowaną przez zwolenników antymetafizycznych idei oświeceniowych); w samym np. roku 1777 ks. Hugo Kołłątaj zlikwidował czternaście katedr filozofii na jednym tylko uniwersytecie w Krakowie. W efekcie aby studiować filozofię, Polacy musieli udawać się na uniwersytety niemieckie, otaczające Polskę od południa (Wiedeń), zachodu (Wrocław) i północy (Królewiec). Oddziaływanie filozofii niemieckiej ożywiło w filozofii polskiej nurt krytyczny wobec oświeceniowego racjonalizmu i spowodowało jej reorientację ku sferze metafizyki i drogom jej poznania. W tym duchu powstały na początku XIX wieku ważne, a dziś niesłusznie zapomniane dzieła filozoficzne: „Rady przyjacielskie młodemu czcicielowi nauk i filozofii” (1805) Józefa Kalasantego Szaniawskiego (1764-1843), „Jakiej filozofii Polacy potrzebują” (1810) ks. Feliksa Jarońskiego (1777-1827) oraz „O potrzebie metafizyki” (1821) Michała Czackiego (1755-1828). W polskim życiu intelektualnym i kulturalnym istotną rolę odegrać miał zwłaszcza Szaniawski, słuchacz wykładów Immanuela Kanta – w młodości „jakobin polski”, później konserwatywny liberał, a za czasów Królestwa Polskiego radykalny konserwatysta i monarchista.
 
 XIX wiek to epoka heglizmu, a więc epoka filozofii niemieckiej. Heglizm zdobył rząd dusz nie tylko we własnej ojczyźnie, ale i na wschód od niej. Nigdzie chyba nie zakorzenił się tak głęboko (i trwale, bo aż do czasów stalinowskich), jak w Rosji. Jan Gwalbert Pawlikowski (1860-1939) sugestywnie – i dowcipnie – opisuje atmosferę intelektualną, panującą w imperium rosyjskim w latach, gdy odkrywano tam filozofię heglowską: „Między rokiem trzydziestym a czterdziestym, po erze francuzczyzny, niemieckość opanowała była umysłowość rosyjską. Ktoś ze współczesnych opowiada, że w Heglu nie było ustępu, który by nie wywoływał nieskończonych dysput, trwających niekiedy całe noce. Przyjaciele zrywali stosunki czasem dlatego tylko, że się nie mogli pogodzić co do pojęcia »absolutnego ja«, albo »bytu samego w sobie«. Najmarniejsze broszury, byleby tylko wzmiankowały Hegla, sprowadzano z Niemiec i czytano tak gorliwie, że książka rozpadała się na luźne kartki… A kiedy kto, oderwawszy się od książek, szedł przejść się za Moskwę na Sokolniki, to i to czynił filozoficznie, aby oddawać się panteistycznemu uczuciu łączności ze wszechświatem; gdy zaś po drodze zagadnął pijanego sołdata albo babę, to w tym zamiarze, aby określić substancję ludowości w jej bezpośrednich i przypadkowych przejawach…”.
 
 O ile w tym samym czasie w Polsce myśl niemiecka nie zapanowała nad umysłami aż do tego stopnia, co w Rosji, to jednak ona głównie inspirowała rozwój polskiej filozofii romantycznej, chyba najważniejszej w całym dorobku filozoficznym Polski. Ulubionym uczniem Hegla był Karol Libelt (1807-1875), a uczniem ucznia Hegla – August hrabia Cieszkowski (1814-1894). Z kolei Józef Gołuchowski (1797-1858) pobierał nauki u głównego filozoficznego rywala Hegla, Friedricha von Schellinga, którego poglądy wywarły też wyraźny wpływ na filozofię Maurycego Mochnackiego (1803-1834). Bronisław Trentowski (1808-1869), zanim zyskał sławę samodzielnego i znaczącego myśliciela, przygotowanie filozoficzne zdobył podczas studiów na niemieckich uniwersytetach w Królewcu, Heidelbergu i Fryburgu Badeńskim. Niektóre swoje ważne prace polscy filozofowie romantyczni opracowywali i ogłaszali zresztą pierwotnie w języku niemieckim – w ten sposób powstały dzieła: Gołuchowskiego „Die Philosophie in ihrem Verhältniss zum Leben ganzer Völker und einzelner Menschen” (1822), Trentowskiego „Grundlage der universellen Philosophie” (1837), Cieszkowskiego „Prolegomena zur Historiosophie” (1838) i „Gott und Palingenesie” (1842). Dla porządku zaznaczmy, że opisując związki między filozofią polską a niemiecką w tamtym okresie, należy mówić właśnie o wpływie lub inspiracji, a nie o naśladownictwie. Polacy dokonywali krytycznej recepcji idei niemieckich, w oparciu o niektóre dostarczone przez nie wątki tworząc myśl samodzielną. W klasycznej już w swojej dziedzinie „Historii filozofii” fakt ten podkreśla Władysław Tatarkiewicz, pisząc o polskich filozofach ery Romantyzmu: „Ich metafizyka różniła się znacznie od idealizmu niemieckiego; była raczej spirytualistyczna niż idealistyczna. Cechowało ją teistyczne przekonanie o istnieniu Boga osobowego, przekonanie o wieczności dusz, o bezwzględnej przewadze sił duchowych nad cielesnymi.”
 
Nie można wreszcie pominąć wpływu niemieckiej kultury intelektualnej na dorobek polskiej myśli prawniczej i politycznej. W okresie zaborów wyróżniający się później polscy przedstawiciele świata nauk prawnych i politycznych na studia wyjeżdżali głównie na uniwersytety Niemiec, Austrii i niemieckojęzycznej Szwajcarii wschodniej, toteż kształcili się w oparciu o niemieckojęzyczną literaturę oraz niemiecką myśl prawno-państwową. Formację tego rodzaju odebrali między innymi: Antoni Zygmunt Helcel (1808-1870), Julian Dunajewski (1821-1907), Julian Klaczko (1825-1906), Józef Szujski (1835-1883), Stanisław Koźmian (1836-1922), Józef Bohdan Oczapowski (1840-1895), Aleksander Rembowski (1847-1906), Wojciech Dzieduszycki (1848-1909), Stanisław Starzyński (1853-1935), Leopold Caro (1864-1939), Władysław Leopold Jaworski (1865-1930), Stanisław Bukowiecki (1867-1944), Stanisław Wróblewski (1868-1938), Stanisław Estreicher (1869-1939), Józef Buzek (1873-1936), Stanisław Gołąb (1879-1939), Zygmunt Cybichowski (1879-1946), O. Jacek Woroniecki OP (1879-1949), Kazimierz Władysław Kumaniecki (1880-1941), Antoni Peretiatkowicz (1884-1956), Władysław Maliniak (1885-1941), Michał Król (1900-1942), Konstanty Grzybowski (1901-1970).
 
Często podkreślaną cechą niemieckiej kultury umysłowej była jej „zamiłowanie do mrocznej metafizyki” (określenie demoliberalnej katolickiej publicystki Sonii Szostakiewicz), zwracające się przeciw nowożytnej kulturze racjonalistycznej, uznawanej dziś powszechnie za fundament cywilizacji europejskiej. Na znaczenie tej cechy zwracali uwagę autorzy analizujący kulturowe dziedzictwo Niemiec ze skrajnie nieraz odmiennych pozycji, jak umiarkowany konserwatysta Peter Viereck (1916-2006) w pracy „Metapolityka. Od Wagnera i niemieckich romantyków do Hitlera” (1941) i marksista György Lukács w pracy „Zniszczenie rozumu. Droga irracjonalizmu od Schellinga do Hitlera” (1954). Thomas Mann tak charakteryzował tę skłonność, zakorzenioną w niemieckiej kulturze: „Jest to raczej określona ciemna potęga i pobożność, można byłoby również powiedzieć: archaiczność duszy, która czuje się bliska chtonicznym, irracjonalnym i demonicznym siłom życia, co ma znaczyć: właściwym źródłom życia, i która wyłącznie rozumnej obserwacji świata i wyłącznie rozumnemu doń stosunkowi przeciwstawia oporność głębszej wiedzy, głębszego powiązania z tym, co święte. Naród niemiecki jest narodem romantycznej kontrrewolucji przeciwko filozoficznemu intelektualizmowi i racjonalizmowi oświecenia – narodem buntu muzyki przeciw literaturze, mistyki przeciw klarowności.”[3].
 
Zasadne wydaje się pytanie, czy owa „mroczna metafizyka” kwitnąca w Niemczech w czasach nowożytnych nie jest po prostu zeświecczoną wersją mistyki, kwitnącej wcześniej w Niemczech średniowiecznych. Przed Reformacją (która nie rozpoczęła wprawdzie procesów sekularyzacji w Europie – bo rozpoczęły się wcześniej – ale przydała im znacznego rozpędu) Niemcy wydały przecież jedną z największych szkół mistyki, która oddziałała na cały świat katolicki – mistykę nadreńską, z takimi jej przedstawicielami, jak: Mistrz Eckhart (1260-1327), bł. Henryk Suzo (1295/1297-1366), Jan Tauler (1300-1361) czy Tomasz à Kempis (1379-1471). Szkoła była poniekąd neoplatońską reakcją przeciw wszechwładnej w epoce scholastyki filozofii arystotelesowskiej. Arystotelizm nie znał mistyki; neoplatonizm ściśle wiązał z nią filozofię.
 
Geokulturę można zdefiniować jako projekcję wpływów kulturowych podmiotu geopolitycznego lub grupy podmiotów geopolitycznych na określonej przestrzeni. Niemiecka geokultura w Polsce i jej otoczeniu w opisanych powyżej aspektach zasługuje na pozytywną ocenę. Stwarzała ona na ziemiach polskich przeciwwagę dla geokultury w ścisłym sensie zachodniej: kupieckiego pragmatyzmu i liberalnego materializmu krajów anglosaskich oraz sensualizmu i wygodnickiego epikureizmu (dolce vita) krajów romańskich. Niemiecka geokultura miała też w Polsce zdeklarowanych przeciwników. Należeli do nich z jednej strony miłośnicy anglosaskiej kultury kupieckiej, zazwyczaj propagujący równocześnie różne wersje liberalizmu ekonomicznego, z drugiej strony zwolennicy prymatu kultury romańskiej. Tę ostatnią tendencję egzemplifikował m.in. Feliks Koneczny ze swoją teorią cywilizacji, w której oskarżał Niemcy o cywilizacyjny „bizantynizm”, jak również cały obóz Narodowej Demokracji (w tym związana z nim „szkoła narodowa” w historiografii), który germanofobię, a w znacznej mierze i frankofilstwo, wyniósł do rangi politycznego dogmatu.
 
Uznanie stanowiska tych ostatnich za błędne i pozytywne wartościowanie niemieckiego wpływu na polską kulturę narodową nie implikuje politycznej germanofilii. Nie kto inny niż Feliks Koneczny w podobnym kontekście zwrócił uwagę na paradoks piłsudczyków – ruchu intelektualnego i politycznego w jego ocenie najmocniej w Polsce ukształtowanego przez wpływ kultury rosyjskiej, a zarazem najmocniej eksponującego antyrosyjską orientację polityczną. Dzisiejsze Niemcy – jeden z najbardziej zamerykanizowanych krajów w Europie – nie są już zresztą źródłem ożywczych impulsów duchowych dla Europy Środkowej i Wschodniej. Wymienione powyżej wartościowe elementy kultury zostały wytępione w nich samych.
 
 
 
 
 
 
 



[1] Nie będziemy się tu odnosić do scholastycznych sporów o relacje pomiędzy pojęciami kultury i cywilizacji, w jakich lubują się niektórzy zwolennicy historiozofii Oswalda Spenglera oraz wszyscy zwolennicy historiozofii Feliksa Konecznego. Dla kwestii poruszonych w niniejszym artykule dystynkcja ta nie ma aż tak wielkiego znaczenia.

[2] Pisząc o oddziaływaniu Niemiec, jako jego podmiot w niniejszym szkicu będziemy mieć na myśli obszar niemieckiego kręgu kulturowego – a więc raczej terytorium Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego łącznie z habsburską Austrią („wielkie Niemcy”), niż tylko ziemie zjednoczone państwowo w 1871 r. i ponownie w 1990 r.

[3] Przeł. Krystyna Górniak.    
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Komentarze

komentarze

stat4u