Andrzej Zapałowski: Największym przegranym na Ukrainie jest społeczeństwo

Andrzej Zapałowski: Największym przegranym na Ukrainie jest społeczeństwo

Euromaidan_Kyiv_01-12-2013_12Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, adiunktem na Uniwersytecie Rzeszowskim i w Wyższej Szkole Prawa i Administracji w Rzeszowie, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czego świadkami jesteśmy obecnie na Ukrainie?

– Przede wszystkim jesteśmy świadkami walki o władzę. Opozycja doskonale zdaje sobie sprawę, że w okresie dwóch najbliższych dekad Ukraina nie ma szans na członkostwo w Unii Europejskiej, a zatem to, z czym mamy obecnie do czynienia, to tylko pretekst do przesilenia politycznego i rozgrywania swoich interesów przez poszczególne strony.   

W przyszłym tygodniu przyjazd na Ukrainę zapowiada szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton. Co może przynieść ta wizyta?

– UE zorientowała się, że sytuacja na Ukrainie powoli wymyka się spod kontroli i może dojść do destabilizacji tej części Europy. UE, wspomagając proeuropejskie dążenia części Ukraińców, zorientowała się, że gra tak naprawdę idzie o większą stawkę, co może doprowadzić nawet do pęknięcia Ukrainy. W tym momencie Catherine Ashton zdaje sobie sprawę, że Unii nie stać na konfrontację o Ukrainę z Rosją. W związku z tym najlepiej jest załagodzić sytuację, i to jak najszybciej, poprzez obietnice, pewne wsparcie finansowe i porozumienie z Rosją. Myślę, że w tej chwili UE za wszelką cenę będzie dążyć do porozumienia między opozycją a obozem prezydenckim.

Groźby sankcji zapowiedziane przez administrację amerykańską mogą mieć jakikolwiek wpływ na Janukowycza?

– Moim zdaniem nie. Przede wszystkim należy pamiętać, że ukraińscy oligarchowie, którzy stoją za Janukowyczem, ani nie mają zdeponowanych pieniędzy w amerykańskich bankach, ani nie prowadzą wymiany handlowej ze Stanami Zjednoczonymi. Ich partnerem jest przede wszystkim UE. W związku z tym ewentualne sankcje amerykańskie są tylko czysto wirtualną zagrywką. Amerykanie mogą sobie na to pozwolić, bo tak naprawdę w związku z tym nie ponoszą żadnych konsekwencji gospodarczych. W takim układzie zapowiadane sankcje po niedługim czasie zawsze można odwołać. Ze strony administracji Białego Domu jest to zatem demonstracja stricte polityczna.      

Czy po wczorajszych rozmowach opozycji z prezydentem Janukowyczem widzi Pan szanse na zażegnanie konfliktu na Ukrainie?

– Gra idzie o odsunięcie prezydenta Janukowycza od władzy. Zatem jeżeli Janukowycz zgodzi się na przedterminowe wybory prezydenckie, to jest szansa na zażegnanie konfliktu, w przeciwnym wypadku konflikt może się rozprzestrzeniać. Trzeba też pamiętać, że nacjonalistyczna partia Swoboda i po części też Batkiwszczyna mają idealną okazję na rozegranie okręgu kijowskiego, o który tak naprawdę toczy się bój, i przeciągnięcie wyborców na swoją stronę. Do tej pory mamy zachodnią Ukrainę, wschodnią Ukrainę i duży okręg kijowski, który można powiedzieć jest mentalnie rosyjski, świadomościowo europejski, gdzie na co dzień używa się dwóch języków. Jest to zatem obszar, który nie dokonał ostatecznego wyboru, i o to toczy się gra. Kto zatem przekona i zdobędzie głosy wyborców tego obszaru, będzie rządził Ukrainą.

Janukowycz czuje się wciąż zbyt silny, żeby pójść na ustępstwa?

– Trzeba pamiętać, że jeżeli Janukowycz pójdzie na ustępstwa, które pozbawią go władzy, to zamieni się miejscami w więzieniu z Julią Tymoszenko. Obecny prezydent Ukrainy nie ma zbyt dużego pola manewru, bo nie gra tylko o władzę, ale przede wszystkim o pieniądze, o wpływy gospodarcze, a także o wpływy i pozycję oligarchów. Trzeba pamiętać, że syn Janukowycza jest jednym z najbogatszych ludzi na Ukrainie. Nie jest to zatem walka wyłącznie o władzę, ale jest to gra o olbrzymie pieniądze. W tej sytuacji Janukowycz nie może sobie pozwolić na ustępstwa, bo trafi do więzienia, a w najlepszym wypadku będzie zmuszony opuścić Ukrainę. Pytanie, co z jego majątkiem, majątkiem tzw. grupy prezydenckiej. Janukowycz gra tylko o własną skórę i skórę oligarchów, którzy w dużym stopniu sprawują władzę na Ukrainie.  

Nie ma Pan wrażenia, że Janukowycz gra także opozycją…?

– Oczywiście, jest to gra. Moje doświadczenia z przeszłości, z rozmów z prezydentem Ukrainy, premierem czy przewodniczącymi parlamentu, jednoznacznie wskazują, że czym innym są deklaracje ukraińskich władz, a czym innym ich faktyczne postępowanie. Można śmiało powiedzieć, że jeżeli na Ukrainie nie ma elementu przymusu do wykonania przez władzę określonych zobowiązań, to nie będą one zrealizowane. Ponadto Janukowycz gra na czas. Mamy zimę, idą coraz większe mrozy, a protestujący są na Majdanie już trzy miesiące, i żeby nie wiem, jak ich wspomagać, finansowo, żywnościowo, ci ludzie zwyczajnie mają już dość. Znaczna ich część  pracuje i przedłużająca się ich absencja może skutkować utratą zatrudnienia, a co za tym idzie utratą możliwości utrzymania rodzin. Dotyczy to także studentów, którzy też nie mogą w nieskończoność opuszczać zajęć. W tej sytuacji Janukowycz, wykorzystując sytuację, gra na zmęczenie tych ludzi i całego ruchu oporu.       

Efekty wczorajszych rozmów oraz ich przyjęcie przez protestujących na Majdanie nie świadczą, że liderzy opozycji tracą powoli twarz?

– Należy zwrócić uwagę, że mamy do czynienia z sytuacją zerojedynkową. Ktoś musi wygrać i wszelkie rozwiązania kompromisowe tak naprawdę niczego nie rozstrzygną. Jeżeli opozycja zgodzi się na kompromis z Janukowyczem, to zostanie okrzyknięta przez Majdan zdrajcami, bo celem protestów było odsunięcie od władzy obecnego prezydenta oraz jego ekipy i rozpoczęcie na nowo rozmów stowarzyszeniowych z UE. W tej sytuacji opozycja nie ma dużego pola manewru. Mamy do czynienia z sytuacją, gdzie jedna partia Swoboda reprezentuje zachodnią Ukrainę, za drugą Batkiwszczyną opowiada się środkowo-zachodnia część Ukrainy, jedynie Udar z Witalijem Kliczką jest można powiedzieć ugrupowaniem prawdziwie ogólnoukraińskim. Trzeba też pamiętać, że po ewentualnym fiasku prowadzonych rozmów poszczególni liderzy opozycji zaczną przerzucać się odpowiedzialnością między sobą. Ponadto zbliżają się wybory prezydenckie i będziemy mieć do czynienia z nową walką, która ma dać odpowiedź na pytanie, kto odpowiada za kapitulację przed Janukowyczem. Nie jest to zatem tylko i wyłącznie kwestia rozstrzygnięcia i porozumienia Majdanu, ale jest walka kto z trójki: Ołeh Tiahnybok, Arsenij Jaceniuk, Witalij Kliczko, stanie się naturalnym liderem i ewentualnie kontrkandydatem Janukowycza w wyborach prezydenckich.  

Jaki scenariusz jest możliwy w najbliższym czasie?

– Jeżeli dojdzie do konfrontacji i będą kolejni zabici, to sytuacja może się niebezpiecznie nakręcić, może dojść do poważnych pęknięć i pogłębienia podziałów między poszczególnymi regionami Ukrainy. Wart podkreślenia jest jeszcze jeden wątek, przede wszystkim aspekt rosyjski. Uważam, że Rosji wydarzenia na Ukrainie są na rękę. Medialnie przykrywają w świecie zagrożenie terrorystyczne przed Zimowymi Igrzyskami Olimpijskimi w Soczi, które zaczęło się pojawiać na pierwszych stronach zachodnich mediów. To już zniknęło, teraz mówi się wyłącznie o Ukrainie. Rosja we własnym interesie może jeszcze przez najbliższe tygodnie, do olimpiady, przeciągać taki stan. Wszystko po to, żeby jak najmniej, a najlepiej wcale, mówiło się o zagrożeniu terrorystycznym.

Kto może być największym przegranym konfliktu na Ukrainie?

– Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa. Pierwszy problem polega na tym, że Janukowycz za wszelką cenę musi utrzymać swoje zaplecze polityczne w postaci wyborców na wschodniej i południowej Ukrainie. Dopóki wyborcy i struktury będą za nim stały, nawet rozwiązania siłowe będą miały poparcie na tamtym obszarze. Politycznie największym przegranym może być Batkiwszczyna i jej lider Arsenij Jaceniuk, ponieważ jest to środowisko bardzo proeuropejskie i po uwięzieniu Julii Tymoszenko de facto nie ma lidera z prawdziwego zdarzenia. Partia ta może ulec dezintegracji, a elektoratem podzielą się Kliczko z Udarem i Tiahnybok ze skrajnie nacjonalistyczną Swodobą. Największymi przegranymi będą jednak ludzie, którzy od miesięcy protestują i trwają na Majdanie, i mogą zostać, mówiąc kolokwialnie, wykiwani przez każdą ze stron. Nimi się gra jak pionkami, to nimi poszczególne ugrupowania rozgrywają swoją polityczną partię szachów. Także ludźmi swoje wpływy na Ukrainie rozgrywa UE. Każdy, kto zajmuje się analizą geopolityczną, zdaje sobie sprawę z tego, że oczekiwania tych ludzi nie mają szans na realizację w najbliższych dwóch dekadach. W tej sytuacji stoją i marzną na Majdanie, oczekując tak naprawdę realizacji marzeń, które nie są do spełnienia w najbliższych latach. Można zatem powiedzieć, że kto by nie wygrał, największym przegranym będzie ukraińskie społeczeństwo, ponieważ te wydarzenia wykopują jeszcze większy podział między ludźmi.

Dziękuję za rozmowę.

Źródło: "Nasz Dziennik"

Fot. Wikimedia Commons

Print Friendly, PDF & Email

Komentarze

komentarze

Powrót na górę