Michał Siudak: Słowo o ukraińskim nacjonalizmie

batko_banderadr Michał Siudak
 
W 1979 roku w paryskiej „Kulturze” ukazał się wywiad z Jarosławem Stećko, przywódcą Antybolszewickiego Bloku Narodów i emigracyjnej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów – Banderowców. Zapytany, czy zrewidował swój stosunek do Polaków, odpowiedział: „Nie będziemy teraz powracać do przeszłości, a wobec tego oświadczam jedynie, że nasze stosunki muszą być oparte na bazie etnograficznej, a wówczas będziemy gotowi do współpracy możliwie ścisłej i bliskiej z narodem polskim. Obie strony tylko na tym zyskają”. Indagowany, dlaczego strona ukraińska rozciąga swój obszar etnograficzny aż po Kraków – nie odpowiedział. Stwierdził, że problem ukraiński jest unikalny oraz że celem polityki narodowo – wyzwoleńczej Ukraińców jest sprawienie, „…żeby Rosja także pozostała w swoich granicach etnicznych”.   
 
W polskiej przestrzeni medialnej i wśród specjalistów trwa dyskusja, czy współczesny ukraiński nacjonalizm rożni się od swojego przedwojennego pierwowzoru. Część wpływowych polskich polityków i sterników polskiej polityki wschodniej (m.in. Przemysław Żurawski vel Grajewski, Jerzy Targalski) uważa, że nacjonalizm ukraiński, i szerzej wektor ukraińskiej polityki, stracił swoje antypolskie nastawienie. Podobnie twierdzi, bo jak inaczej może, strona ukraińska, która w obliczu dramatycznej sytuacji w kraju próbuje wszelkimi możliwymi sposobami skonsolidować społeczeństwo wokół nośnej politycznie aktualnej idei, którą stała się walka nacjonalistów z sowietami. Doszło do sytuacji, jaka jeszcze kilka lat temu była niemożliwa.
 
Wybitny liberalny historyk ukraiński, który był krytykowany za jedno z pierwszych w historiografii ukraińskiej opracowań dotyczących mordów na Żydach popełnionych przez UON – B, mówił niedawno w wywiadzie na łamach „Gazety Wyborczej”, znanej z zawziętego tropienia polskiego antysemityzmu, nacjonalizmu, rasizmu i ksenofobii, następujące słowa: „Czytam w polskiej prasie, że na Ukrainie kanonizuje się OUN-UPA i że to główny nurt polityki ukraińskiej. Z naszej perspektywy postać Bandery ma zupełnie inne znaczenie. Na Ukrainie on nie łączy się z antypolskością czy antysemityzmem, za to funkcjonuje prawie wyłącznie jako symbol oporu przeciw Rosji. Ci młodzi ludzie, którzy są dziś liderami opinii publicznej – jak gwiazda rocka Światosław Wakarczuk ze Lwowa, pisarz Sierhij Żadan z Charkowa czy Wachtang Kipiani z Kijowa – mówią, że nie chcieliby żyć w państwie rządzonym przez Banderę, ale jednocześnie rozumieją, że bez niego nie byłoby dziś państwa ukraińskiego.” Słowa te brzmią dość dziwnie w ustach człowieka, który posiada dorobek naukowy właśnie w dziedzinie łączenia działalności OUN (w tym St. Bandery) z pogromami Żydów na Ukrainie. 
 
Zupełnie inne zdanie na ten temat ma Eduard Doliński,  dyrektor Ukraińskiego Komitetu Żydowskiego. Warto podkreślić, że w Polsce zupełnie przemilcza się dyskusję, która w chwili obecnej toczy się na Ukrainie w związku z prowadzoną przez „ministra historii” Ukrainy W. Wjatrowycza polityką historyczną. E. Doliński w swoim artykule pod znamiennym tytułem „Odpowiedź Wjatrowiczowi. Każdy uczestnik OUN był członkiem przestępczej antysemickiej organizacji” uważa, że dzisiejsza polityka historyczna stawia Kijów w jednym szeregu z Koreą Północną i twierdzi, że ustawa o gloryfikacji OUN – UPA przeczy historii i czyni z zabójców ukraińskich Żydów i Polaków bohaterów Ukrainy”. 
 
Można postawić pytanie, czy część ukraińskiej elity intelektualnej lansującej bohaterów historycznych państwa zdaje sobie sprawę z tego, kogo stawia w panteonie bohaterów narodowych? Przecież Ukraińcy nie są wyjątkowym narodem w skali europejskiej, którego członkowie dopuścili się zbrodni i dali uwieść totalitarnemu narodowemu – socjalizmowi i rasizmowi. Wystarczy spojrzeć na chorwackich ustaszów, litewskich szaulisów, czy rumuńską „Żelazną Gwardię” – wszystkie wyrosłe na tej samej zbrodniczej, obcej duchowi Europy Środkowo – Wschodniej, ideologii. W przeciwieństwie do Kijowa, rządy w Bukareszcie, Zagrzebiu i Wilnie nie czynią z członków tych organizacji bohaterów narodowych. Elita ukraińska, odpowiedzialna za politykę historyczną zachowuje się tak, jakby całkowicie zatraciła zmysł instynktu politycznego. 
 
Jeżeli ośrodki obcego wpływu geopolitycznego będą chciały wywrzeć w przyszłości presję na Ukrainę, zwrócą uwagę na aspekt ideowy podstawy państwa. I być może któryś z analityków zwróci uwagę na to, co pisał jeden z głównych ideologów ukraińskiego nacjonalizmu i autor nacjonalistycznej geopolityki ukraińskiej Jurij Łypa. W swojej pracy pt. „Ukraińska Rasa” podejmował temat wsi, będącej źródłem czystej krwi ukraińskiej i zajmował się tak palącymi kwestiami jak biologiczna polityka państwa. Pisał, m. inn.: „Uświadommy sobie to, że 300 cyklów każdej Ukrainki, jak i 1500 ejakulacji każdego Ukraińca to taki sam skarb dla państwa, jak, powiedzmy, zapasy energetyczne, lub pokłady żelaza, węgla czy nafty.” Jeżeli dodamy, że ideologiem ukraińskiego nacjonalizmu jest D. Doncow, który przetłumaczył na język ukraiński „Mein Kampf” A. Hitlera, to dojdziemy do wniosku, że Ukraina jest jedynym państwem na kontynencie europejskim, który ze współpracowników lub fascynatów totalitarnej ideologii hitlerowskiej czyni bohaterów narodowych. 
 
Warto powrócić do pytania postawionego na wstępie, a mianowicie, czy ukraiński nacjonalizm stracił swoje ostrze antypolskie? Słuchając wypowiedzi poszczególnych członków organizacji nacjonalistycznych nt. stosunków polsko – ukraińskich można odnieść wrażenie, że rzeczywiście tak jest. W przestrzeni internetowej funkcjonują wypowiedzi walczących na froncie członków „Prawego Sektora” o konieczności współpracy polsko – ukraińskiej w obliczu wspólnego rosyjskiego wroga, odezwy i apele poszczególnych organizacji nacjonalistycznych – w tym kontynuacji OUB – B Kongresu Ukraińskich Nacjonalistów. Te wypowiedzi łączy jedno – ukierunkowanie na polskiego adresata. Gdy jednak wypowiedź nie jest skierowana bezpośrednio do Polaków, mamy do czynienia ze swego rodzaju „rzeczywistością alternatywną”.
 
W jednym z odcinków cyklu programowego pt. „Wielkość Jednostki”, gdzie prelegentem jest Iryna Farion, deputowana do Rady Najwyższej Ukrainy z ramienia „Swobody”, słyszymy: pytanie prowadzącej: „Jeżeli porównamy ucisk polski i rosyjski. Czy to (było) po równo?, odpowiedź: (I.F.) To bardzo trudne… postawić na wagę dwa zła, ale mi się zdaje, że tyle ile bólu wyrządzili Polacy Ukraińcom, tyle Ukrainie Zachodniej nie wyrządził reżim moskiewski. Bo polski reżim na Ukrainie był od 1387 roku do 1939 roku. To prawie sześćset lat.”  Dr Farion w swoich programach nazywa St. Banderę jednym z najwybitniejszych filozofów ukraińskich XX wieku, chwali myśl polityczną J. Łypy i J. Stecki, co wcale nie jest ewenementem w skali ogólnoukrainskiej.    
 
Polscy decydenci i animatorzy polskiej polityki wschodniej zdają się w ogóle nie dostrzegać antypolskiego ostrza ukraińskiego nacjonalizmu i ale także zapominają, że z perspektywy ukraińskiej, Polacy są uważani za byłych okupantów i głównych hamulcowych ukraińskiej emancypacji narodowej. Największym błędem naszej polityki wschodniej jest mylne przekonanie polskiej inteligencji, że swoją pro – ukraińska postawą z ostatnich 25 – lat uda się zamazać, negatywna w odbiorze ukraińskim, obecność polską na tym terenie. Tok rozumowania jest następujący: im bardziej my przyznamy się do naszych błędów, tym bardziej oni uznają nas za swoich sojuszników. Wobec tego, my się przyznajemy do wielu popełnionych i nie popełnionych błędów z przeszłości, a strona ukraińska – która nie przeszła żadnej deubekizacji i weryfikacji, i jest bezpośrednią spadkobierczynią KPZS i ustroju sowieckiego,  wykorzystuje swoją pozycję i zaczyna dyktować Polsce, członkowi UE i NATO, swoje warunki. To swego rodzaju chichot historii, że polskie władze, budujące polską tożsamość na  walce z sowieckim komunizmem, degradujące PRL – owskich generałów i zabierające emerytury funkcjonariuszom polskiego aparatu bezpieczeństwa, współpracują z bezpośrednimi spadkobiercami sowieciarzy na Ukrainie w walce z putinowską Rosja. Gdyby podobne kryteria deubekizacji i dekomunizacji zastosować wobec rządzącej klasy politycznej na Ukrainie, nie zostałby zapewne nawet jeden sprawiedliwy z którym można by było rozmawiać o przyszłości stosunków polsko – ukraińskich, ponieważ stopień współpracy Ukraińców z sowieckim aparatem bezpieczeństwa skrywają archiwa, których nikt nie ma najmniejszego zamiaru otworzyć. Może kiedyś się okaże, ze Jurij Szuchewycz był współpracownikiem sowieckiej bezpieki.             
   
Wnioski
  • Przyjęcie przez polską klasę polityczną stanowiska, że ukraiński nacjonalizm stracił swoje ostrze antypolskie należy uznać za błędne i powodowane inteligenckim ukrainofilstwem i chęcią „nadhistorycznego” nadrobienia zaszłości historycznych w stosunkach z Ukrainą.
  • Prowadząc politykę wschodnią należy brać pod uwagę, że strona ukraińska umiejętnie wykorzystuje polską niechęć wobec Rosji.
  • Należy przyjąć, że jakiekolwiek polskie próby podjęcia dialogu ze stroną ukraińską, dotyczące kwestii spornych i niewygodnych, będą kwitowane koniecznością prowadzenia walki dwóch narodów wobec agresora – Rosji, a kwestie sporne odkładane na przyszłość. Sztandarowym przykładem jest sprawa Wołynia – w narracji ukraińskiej winni są wszyscy z Rosjanami na czele, poprzez Polaków, oprócz niewinnych i ciemiężonych Ukraińców.  
  • Strona ukraińska dołoży wszelkich starań, aby nie dopuścić do jakichkolwiek form porozumienia Polaków i Rosjan.
  • Akceptowanie postulatów ukraińskiego nacjonalizmu oznacza pośrednie polskie zaangażowanie w konflikt z Rosją.
  • We współczesnym świecie medialnym polskie przymykanie oczu na ukraiński nacjonalizm i jego tolerowanie, może w przyszłości stać się pretekstem do oskarżeń Polaków o ksenofobię i nacjonalizm.
  • Tolerowanie ukraińskiego nacjonalizmu przez polskie władze nie wpłynie pozytywnie na jakość obecnych stosunków polsko – ukraińskich, a wręcz odwrotnie – doprowadzi do ich zaostrzenia.
  
 
 

Komentarze

komentarze

stat4u