Michał Siudak: Kocioł bałkański i Międzymorze

Al_Jazeera_Balkansdr Michał Siudak

Projekt Międzymorza to sztandarowa polska koncepcja geopolityczna. Sądząc z przekazów medialnych, będzie ona niebawem urzeczywistniona pod wodzą Stanów Zjednoczonych, które zapatrzone są w nasz kraj niczym w baba łowicka święty obraz. Niektórzy przedstawiciele polskiej szkoły geopolitycznej przekonują nas z marsowymi minami o doniosłości polskiej barykady, o tym niby, że jesteśmy w jakiejś strefie zgniotu i zaraz zza winkla wyłoni się złowrogi Putin ze swoimi siepaczami i zrówna nasz piękny kraj z ziemią w drodze na Paryż. Postaram się udowodnić, że tak nie jest, a cała ta histeria, to akcja pod miejscową publikę, inspirowana z z zewnątrz, mająca na celu wyłączenie Polski z udziału w toczącym się procesie geopolitycznym, hamowanie naszego rozwoju gospodarczego poprzez horrendalne wydatki na przestarzałą broń, której nie potrzebujemy, zagrzewanie nas do walki z wymyślonym przeciwnikiem. Przekonywanie nas o jakiejś hiper-ważności polskiej roli w Europie Środkowo – Wschodniej  – paradoksalnie – służy osłabieniu naszego państwa. 

Polska to nie pępek Europy

Nie jesteśmy pępkiem Europy. Nie jesteśmy ostatnim bastionem cywilizacji europejskiej wysuniętym na Wschód, chociażby dlatego, że dzisiaj Zachód zapomniał czym jest bycie Zachodem i na czym tak naprawdę opiera się przynależność do tej cywilizacji. Forpocztą tej cywilizacji nie jest także wyimaginowany „ukraiński posterunek”, bo wśród polityków i ekspertów nie ma powszechnego przekonania o tym, że Ukraina należy do świata Zachodu, a część wschodnich i centralnych rosyjskojęzycznych Ukraińców nawet by nie zauważyła zmiany władzy z ukraińskiej na rosyjską. Polscy politycy i geopolitycy zdają się nie rozumieć, że wschodnia granica Rzeczpospolitej, jest stabilną granicą etniczną i kulturową, której nikt w przeciągu przynajmniej dwóch – trzech dekad nie zamierza zmieniać ani perswazją, ani przemocą. Aby się o tym przekonać nie trzeba czytać opasłych tomów naukowych i analiz, ale wystarczy odbyć rekonesans po Europie środka. Granica Serbii z Węgrami, Chorwacji z Bośnią – jest granicą państw; Polski z Federacją Rosyjską lub Ukrainą i Białorusią – granicą światów.  Owszem trwają przepychanki mocarstw na terenie Polski, ale – moim zdaniem – nie wejdą one w najbliższym czasie w fazę gorącą, ani nawet umiarkowanie ciepłą. Twierdzę tak dlatego, ponieważ uważam, że w rozgrywce na terenie Europy w chwili obecnej liczy się niestabilny odcinek bałkański. Tam wystarczy iskra, aby rywalizacja z fazy chłodnej przeszła w gorącą. Tak podpowiada rozum: piromani i straż pożarna spoglądają tam, gdzie coś może się palić. 

Dlaczego Bałkany?

Aby odpowiedzieć na to pytanie wystarczy postawić kilka pytań. Czy na Bałkanach mamy do czynienia z jakąś stabilną granicą etniczną, kulturową i cywilizacyjną? Odpowiedź brzmi: Nie. Kiedy Ukraina wejdzie do NATO i EU? Na to pytanie brak odpowiedzi, ponieważ nikt z polityków zachodnich takiego pytania nie stawia.  Kiedy Macedonia wejdzie do NATO i UE? Odpowiedź brzmi: zaraz, kiedy to będzie możliwe. Dlatego Bałkany są ważniejsze niż Ukraina i Polska.

Na współczesnych Bałkanach ścierają się wpływy kilku ważnych ośrodków geopolitycznych: USA, Rosji, Chin, Niemiec, Turcji oraz pomniejszych regionalnych z aspiracjami: Węgier, Arabii Saudyjskiej, Serbii, Włoch czy Chorwacji. Jest to region arcyważny z punktu widzenia przetasowań na światowej arenie politycznej i chińskich planów budowy nowego Jedwabnego Szlaku. Biorąc pod uwagę historyczną ważność tego regionu w kontaktach Wschodu z Zachodem, zaryzykowałbym twierdzenie, że jest on dzisiaj ważniejszy niż  tzw. pomost bałtycko – czarnomorski na którym znajduje się Polska. Np. w BiH Chińczycy budują drogi i tunele, a przedstawiciele miejscowej elity politycznej nie stają na baczność po telefonie z ambasady amerykańskiej.             

Al – Jazira Balkans

Przeciętnemu polskiemu odbiorcy telewizja Al – Jazira kojarzy się z ben Ladenem, muzułmańskim terroryzmem i jakimś – takim dalekim i mało zrozumiałym światem Orientu. Któż, oprócz kilku specjalistów – bałkanistów wie, że lokalna redakcja i studio nadawcze tej telewizji znajduje się w Sarajewie? W mieście – wydawałoby się – na zapomnianych peryferiach Europy.   

Z tą telewizją sprawa jest arcyciekawa, bowiem  nadaje na Zachodnie Bałkany w języku oficjalnie obcym dla Chorwatów, Bośniaków i Serbów, którzy są jej głównymi odbiorcami. Nadaje w języku serbo – chorwackim. W czasach marszałka Tity był on zrozumiały dla mieszkańców Jugosławii, ale po rozpadzie zrozumiałym oficjalnie być przestał, chociaż nadal jest dla nich zrozumiały. Ot, ciekawostka… W Chorwacji obowiązującym jest język chorwacki, w Serbii – serbski, w BiH – bośniacki. Nawet miejscowi profesorowie z katedr uniwersyteckich zapewniają o odmienności tych języków. W Polsce, np. jest oddzielna kategoria tłumaczy przysięgłych j. serbskiego i czarnogórskiego. Jest tylko mały problem natury logicznej – mieszkańcy Bałkanów Zachodnich, chociaż oficjalnie posługują się odmiennymi językami – rozumieją się w 99%. Ale od czegóż jest profesura akademicka…       

Al – Jazira Balkans kreuje zupełnie inny świat od tego, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Najważniejsze informacje nie rozpoczynają się od UE i USA, ale od świata muzułmańskiego: Jemenu, Turcji, Pakistanu, itp. Obwiązuje też inna mapa geopolityczno – wyobrażeniowa; dodam, że nie ma na niej Polski i Ukrainy, wokół których obraca się podobno cały współczesny świat geopolityczny. Jest Rosja, ale ona jest przedstawiana zupełnie inaczej niż w formie do której przywykliśmy. 

W jakim celi arabscy szejkowie wydają grube miliony na redakcję nadająca z „końca świata”? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, dobrze będzie powołać się na kryzys w stosunkach chorwacko – bośniackich, który wywołała ostatnio prezydent Kolinda Grabar – Kitarovic w czasie wizyty w Izraelu. Stwierdziła, że w BiH ma miejsce muzułmańska indoktrynacja, która przekłada się na udział bośniackich muzułmanów w dżihadzie na Bliskim Wschodzie.  Po bardzo ostrej reakcji wycofała się ze swoich słów, ale analitykowi nie może umknąć kontekst i sens takich wypowiedzi. Żeby wypowiedzieć publicznie takie oskarżenia, musiała wcześniej mieć jakieś dane wywiadowcze, dostarczone przez chorwackie służby.

Nie trzeba być jednak pracownikiem służb, aby – dysponując wiedzą polityczną i historyczną, znając język i przypatrując się ludziom– zobaczyć, że w Sarajewie i BiH coś się dzieje. I to coś jest związane ze światem muzułmańskim i jego ofensywą na Europę.

Sarajewo – przyczółek dżihadu

Sarajewo to senne miasto. Trochę Przemyśl, trochę Cieszyn, Jarosław… Węgrzy wymieniliby kilka swoich sennych miast podobnych, dołączyliby do tego grona Słowacy, Czesi, Rumunii… Na początku XX wieku Sarajewo leżało w tym samym państwie co Kraków i Lwów. Stało się symbolem za sprawą trzech wydarzeń: rozpętania I wojny światowej, nieprawdopodobnie „ciepłych” igrzysk w 1986 roku i oblężenia serbskiego, utrwalonego w świadomości europejskiej jako zbrodnia przeciwko ludzkości.

Sarajewo jest stolicą nieistniejącego państwa. Zrozumie to ten, kto uważnie podróżował z polskich peryferiów w stronę Warszawy, a potem dojechał lądowym środkiem transportu do Stolicy BiH. W drodze do Warszawy mijamy sznur ciężarówek, spotykamy biznesmenów zmierzających na spotkania w interesach, aktorów na przedstawienia teatralne, muzyków na koncerty… Do stolicy BiH z kierunku Adriatyku nie jadą żadne ciężarówki, nie ma biznesmenów w garniturach. To martwa droga na której jedynymi ciężkimi pojazdami są ciężarówki z drewnem, skręcające do okolicznych tartaków.                

Po drodze widać graffiti – bazgroły na oficjalnych kierunkowskazach: „Sarajewo jest serbskie”, „Bossnia to nie Serbia”. I lotne patrole policji – zatrzymują, ale nie sprawdzają papierów. W BiH policja nie jest od pilnowania porządku, pełni rolę wojska. Między Republiką Serbską a BiH – funkcjonuje granica policyjna. W drodze z Sarajewa na północ i na południowy – zachód też pustki. Tylko w stronę Chorwacji jest ruch ciężarówek i pojazdów osobowych, ale niewielki.

Podróżnych witają napisy oficjalne i mniej oficjalne np. „Srebrenica pamiętamy” (zresztą to najbardziej popularny napis w BiH). Współczesne Sarajewo kreuje się na miasto multi – kulti: współistnienia wielu narodowości, ale nie trzeba być specjalnie bystrym, żeby zauważyć, że kulturą dominującą ma być islam. Niemalże wszystkie atrakcje turystyczne obracają się dookoła   islamskiej martyrologii. Wycieczki po BiH – to serbskie oblężenie i Srebrenica. Po Sarajewie oprowadzają nas muzułmańscy przewodnicy, opowiadając jakich potworności dopuścili się Serbowie.

Jest tylko pewien problem. Gdy mając czas, siądziemy w spokoju w islamskiej dzielnicy na kawie i przyjrzymy się orientalnym gościom. W pierwszej kolejności naszą uwagę zwrócą panie zamotane w czarne muzułmańskie szaty. Doskonale znają język angielski, ich makijaż (wystający spoza stroju) zawstydziłby niejedną wyzwoloną zachodnią, a gdy sprawdzisz w internecie ile kosztuje ten „ciuch”, stwierdzisz, że udało ci się kupić tanio samochód.

Trzeba zapytać po co ortodoksyjny islam przybywa do Sarajewa. Po pierwsze dlatego, że buduje on swoja muzułmańska martyrologię w której rolę kata i oprawcy pełnią Serbowie (którzy tak naprawdę ucieleśniają świąt europejski). Po drugie Sarajewo ma być przyczółkiem ofensywy islamu na Europę Środkowo – Wschodnią, w tym Węgry. Wreszcie islamscy ortodoksi prowadzą agitację wśród muzułmanów BiH. Miejscowi mówią o tym, że w górach są wioski do których lepiej się nie zapuszczać. W tak biednym kraju uwagę podróżnych muszą zwrócić bardzo okazałe jak na warunki Bałkańskie meczety. Nie mam  żadnych wątpliwości, szczególnie patrząc na kolor dymu z rur wydechowych bośniackich samochodów, że pieniądze na meczety idą do Bośni od arabskich szejków.

To zjawisko bardzo groźne dla Europy i dla samej Bośni. Warto zwrócić uwagę, że miejscowy islam bośniacki jest czymś zupełnie innym, niż bliskowschodni zamordystyczny dżihad. Islam bośniacki jest ciepły, być może przez swoją słowiańską naturę. To ciekawe, bo starsze muzułmanki noszą takie same chustki na głowie jak nasze seniorki na pielgrzymce Radia Maryja w Częstochowie. Widać oczywiście islam w kulturze (sposób budowania domów, muzyka, rola mężczyzny w społeczeństwie), ale ma łagodną twarz. Sądzę jednak, że w BiH powoli następuje zmiana i  islam zaczyna się radykalizować.       

Rosja przegrała Bałkany

Największym przegranym geopolitycznej rozgrywki na Bałkanach jest Rosja. Przeczy to oczywiście polskiej tezie o rosyjskiej potędze i przekonaniu, że Rosja graniczy z kim chce – więcej: Rosja znajduje się na Bałkanach w głębokiej defensywie i nie zmienia tego dające się czasem słyszeć pogłoski o założeniu bazy rosyjskiej w Republice Serbskiej.  Największym sojusznikiem Rosjan są Serbowie – najbardziej prorosyjski naród na świecie. Zresztą stosunek narodów bałkańskich do Rosji jest zupełnie inny niż Polaków i Ukraińców z Zachodniej Ukrainy, które na słowo Putin dostają małpiego rozumu i nie potrafią zatrzymać się w nerwowych drgawkach dookoła własnej osi. Rosję traktuje się jako ważny podmiot polityczny, a nie zagrożenie zaś, stosunek do Rosjan jest ciepły, a w Serbii wręcz gorący. Rozmawiałem pewnego razu z Serbem i nie mogąc znaleźć odpowiedniego słowa zacząłem mówić po rosyjsku, ten rozpromienił się jak słońce, poklepał mnie po ramieniu po powiedział: „Po rosyjsku mówi cały świat”. W Polsce zostałby ruskim trollem.  Serbowie z Serbii i Republiki Serbskiej patrzą z nadzieją na Moskwę. Przejawia się to w zakupach broni. Głośnym echem w BiH odbił się zakup broni jakiego dokonała serbska policja.  Kupili od Rosjan BTR – y i broń automatyczną, oficjalnie, aby pilnować imprez sportowych. Jednak nawet totalny amator wojskowości, patrząc na pakiet zakupowy musiałby się zastanowić, czy aby policja potrzebuje ciężkich karabinów maszynowych, nadających się wyśmienicie do koszenia piechoty morskiej. Ambasador Rosyjski w telewizji w BiH i Serbii nie jest dziwnym zjawiskiem, nawet kiedy omawia wewnętrzne problemy w tych krajach.  Oglądałem dwa takie wywiady, jeden z ambasadorem rosyjskim w Serbii, a drugi z angielskim w Bośni. Ten pierwszy w rzeczowych słowach komentował rzeczywistość polityczną, a drugi (w tak podzielonym kraju jak BiH!) domagał się szacunku i tolerancji dla środowisk LGBT. 

Serbowie i Rosjanie są jednak w odwrocie. Serbia jest otaczana przez NATO i UE, BiH i Macedonia deklaruje chęć wstawienia do wspólnoty.  Bardzo poważnym ciosem dla planów geopolitycznych Rosji na Bałkanach był rozpad  Serbii i Czarnogóry i wstąpienie tej ostatniej w 2017 r. do NATO. To ciekawe, że wejście Czarnogóry do NATO przedstawia się jako tryumf demokracji i świadectwo zmian  w tym kraju. W rzeczywistości Serbia i Czarnogóra została rozbita  przez USA i wciągnięta (tak właśnie wciągnięta) ze względów czysto strategicznych. Po pierwsze celem głównym amerykanów na Bałkanach jest możliwie jak największe okrojenie Serbii jako sojusznika Rosji. Dlatego Serbia została upokorzona i pozbawiona Kosowa, które jest tak samo serbskie, jak Kraków jest Polski. Po drugie – oddzielenie Serbii od dostępu do morza, żeby czasem Rosjanom nie przyszło do głowy zbudowanie u swoich serbskich sojuszników bazy morskiej na Adriatyku.  Dlatego rozbito Serbię i Czarnogórę podsycając czarnogórski separatyzm -lansowano np. odrębność językową, co jest kompletnym idiotyzmem. Czarnogóra to taka panna, mało urodziwa i troszkę przygłupia, ale posażna. W wianie wniosła lotnisko w Tivacie, które charakteryzuje się bardzo dużą liczbą dni słonecznych w roku (zapas lotniska w Albanii do misji amerykańskich na Bliskim Wschodzie) oraz linię kolejową i port morski w Barze. To właśnie miedzy Barem, Dubrownikiem i Lastowem operowały i stacjonowały okręty podwodne Jugosławii. Po ślubie małżonek o pannie młodej zapomniał, bo państwo Czarnogóra jest czynne od początku maja do końca października.   

Wielki wygrany

Z regionalnych graczy geopolitycznych najważniejszym rozgrywającym (i wygranym) są Chorwaci. Są jaskrawym przykładem tego, że zwycięzców się nie sądzi i to zwycięscy piszą historię. Takim widocznym przykładem jest sposób świętowania operacji „Oluja”. Oglądałem w chorwackiej telewizji przekaz na żywo z uroczystości w Kninie, siedzibie królów chorwackich, w czasie wojny w Jugosławii stolicy Serbskiej Republiki Krajiny. Była to akcja o charakterze ofensywnym, ale we wszystkich przemówieniach była przedstawiana jako akcja obrona, bardzo oszczędnie w przemówieniach chorwackich polityków pojawiało się słowo „vojnik” (żołnierz), zastępowano je słowem „branitelj”, chociaż we wszystkich innych uroczystościach państwowych dla podkreślenia dzielności armii chorwackiej używa się tego pierwszego rzeczownika. W tym samym mniej więcej czasie w serbskiej ATV, przewodniczący serbskich weteranów Slobodan Żupljanin, dla określenia akcji „Oluja” użył słowa genocyd.  Ale przegranych nikt nie słucha.

Czy miał rację? Rozmawiałem wiele razy z Chorwatem, który urodził się na emigracji i jako amerykański doradca wojskowy opracowywał i realizował akcję „Oluja”. Do dzisiaj pomaga towarzyszą broni odnaleźć się w normalnym świecie.  Chwalił się, że przez każdą granice świata przechodzi bez kontroli i  okazania paszportu. Ale o tym co robił w czasie wojny nie opowiedział nigdy nawet żonie. Jego towarzysze broni trafiali do szpitala psychiatrycznego, brali narkotyki, zapijali się na śmierć, kończyli życie samobójstwem. Niewielu potrafi prowadzić normalne życie.          

Ale Chorwaci, mając amerykańskiego mecenasa, wygrali Bałkany i dzisiaj są głównymi rozgrywającymi w tym regionie. Mają świadomość swojej siły, np. w regionach BiH, graniczących z Chorwacją, środkiem płatniczym jest chorwacka kuna, a gdy polski turysta stwierdzi nieopatrznie, że Medjugorie leży w Bośni i Hercegowinie, od razu zostanie doprowadzony do pionu i będzie mu wyjaśnione, ze stąpa po chorwackiej ziemi. Rząd Chorwacji wydał paszporty swoim rodakom z BiH, broni ich praw bezkompromisowo (nasi politycy w kwestiach Polaków na Białorusi, Litwie i UA to przy nich łajzy).  Chorwaci z BiH mówią wprost i otartym tekstem: te ziemie wrócą do Chorwacji.

(c.d.n.)   

 

 

   

Komentarze

komentarze

stat4u