Mateusz Ambrożek: Stosunki polsko-ukraińskie – między konstruktywizmem a realizmem

Pomnik_Chmielnickiego_KijowMateusz Ambrożek

Od dłuższego czasu można spostrzec w polskiej debacie publicznej głosy mówiące o pogłębianiu (czy ono w ogóle istnieje?) strategicznego partnerstwa z Ukrainą. Ich celem jest stworzenie naturalnej przeciwwagi polityczno-gospodarczej dla Rosji. Zdaniem zwolenników Ukrainy, stanowi to główne spoiwo strategii politycznych, dzięki czemu funkcją wzajemnych relacji ma być ich nieustanne zacieśnianie. Z drugiej strony widzimy rosnący w siłę obóz ukrainosceptyków, który niedawno dostał kolejnego paliwa propagandowego w postaci przemianowania w Kijowie Prospektu Watutina na aleję Szuchewycza. Wystarczy spojrzeć na podstawowe tezy wypowiedzi adwersarzy powyższego stanowiska, by stwierdzić, że w głównej mierze gra on na uczuciach narodowych Polaków w powiązaniu z podkreślaniem polsko-ukraińskich problemów historycznych.

Problem zarówno jednej, jak i drugiej strategii dotyczy braku szerszej podstawy, na której można nie tylko kreować politykę polską wobec Ukrainy, ale politykę zagraniczną w ogóle. Wydaje się, że w tym sporze unikają podstawowe przesłanki realizowania dyplomacji przez dane państwo. Przedmiotem zaangażowania na arenie międzynarodowej jest bowiem maksymalizacja korzyści płynących z położenia własnego państwa. Niezależnie od warunków położenia międzynarodowego oraz sympatii między narodami, polityka zagraniczna powinna dążyć do stworzenia przychylnego otoczenia lub przynajmniej bezkonfliktowego w celu umożliwienia przedłużenia okresu stabilizacji politycznej. Oczywistą kwestią jest, że nie można tego dokonać w jakiejkolwiek konfiguracji geopolitycznej. Czasami dążenia pewnych państw do odwrócenia biegunów porządku międzynarodowego są na tyle silne, że koniecznym jest zmierzenie się z nimi. Niemniej jednak, kierunki działania dyplomacji powinny być wówczas ukierunkowane na zabezpieczenie bytu narodowego, w późniejszej kolejności państwowego, zaś na końcu koniecznym jest oddziaływanie na głównych graczy politycznych po to, by utwierdzić dwa powyższe cele.

Konkretyzując, dziś znajdujemy się – póki co – w sytuacji, którą można określić mianem względnej stabilizacji politycznej, aczkolwiek z pojawiającymi się powoli antagonizmami pomiędzy kluczowymi graczami politycznymi. Powyższa obserwacja pozwala stwierdzić wkroczenie ładu międzynarodowego w okres niestabilności, które – w przypadku ich potęgowania – mogą doprowadzić do odwrócenia układu sił. Polska – jako państwo, które nie ma możliwości swobodnego kreowania własnego otoczenia oraz nie posiada wystarczających zasobów, by uchodzić za mocarstwo regionalne – powinna zintensyfikować swoje środki na polach: mobilizacji politycznej głównych graczy, integracji gospodarczej z jak największą liczbą podmiotów politycznych, promocji własnego dziedzictwa kulturowego. Pojmowanie poszczególnych państw na arenie międzynarodowej ewoluowało w dzisiejszych czasach w kierunku ściśle świadomościowym. Oznacza to, że podstawowe przesłanki polityki zaliczające się do tzw. hard power w dzisiejszym otoczeniu politycznym mają znaczenie drugorzędne. Znacznie istotniejszym jest wykreowanie wizerunku państwa, które jest jednym z głównych składników ładu międzynarodowego. Powyższy warunek pełni rolę samospełniającej się przepowiedni, ponieważ uzależnia perspektywę patrzenia poszczególnych graczy – wybitnie konstruktywistycznych, jeżeli mówimy o krajach Europy Zachodniej – od wkładu poszczególnych sił politycznych danego państwa w cementowanie ładu politycznego. W sytuacji, w której wciąż jeszcze obowiązują urządzenia międzynarodowe opierające się o zasady liberalizmu w polityce zagranicznej, powyższe zabiegi propagandowe mogą przynieść sukces.

Poczyniłem ten sążnisty wstęp teoretyczny, by uświadomić odległość pożądanej strategii politycznej względem Ukrainy od realiów polityki polskiej. Zarówno ukrainoentuzjaści, jak i ukrainosceptycy nie operują podstawowymi kategoriami politycznymi: przetrwaniem państwa, siłą polityczną, równowagą sił, rewizją ładu. Obie grupy opisując swoją strategię polityczną opierają się w gruncie rzeczy na kategoriach konstruktywistycznych. O ile możemy przyjąć, że powyższa kategoria może przynieść rezultaty w momencie względnie trwałej sytuacji politycznej, niepodlegającej w pewnym odstępie czasu niezmiernym fluktuacjom, o tyle w czasie dokonującej się rewizji ładu takie działania spowalniają działania państwa lub przynajmniej zacierają ogląd na rzeczywistość międzynarodową. Jedni uważają za konieczne wciąganie Ukrainy w strefę wpływów europejskich nawet pomimo ukraińskiej niechęci lub rezerwy wobec tych procesów, drudzy zaś apoteozują wpływ historii na aktualną agendę polityczną. Jedno i drugie zachowanie jest de facto sprzeczne z logiką działania międzynarodowego, ponieważ nie używa obiektywnych kategorii mierzenia poziomu oddziaływania Polski na Ukrainę lub odwrotnie, która jest niezbędna w celu stwierdzenia ewentualnej zgodności strategii zagranicznej.

Ciekawy jest sposób zachowania ukrainosceptyków. O ile można przyjąć strategię ukrainoentuzjastów za oczywistą w kontekście ich podejścia do polityki międzynarodowej, o tyle w przypadku  wrogów Ukrainy widać ich niejednolitość podejścia, która wyklucza cele obu treści. Używanie argumentów historycznych i paraleli między wpływem pamięci społeczeństwa na poziom działalności decydentów jest działaniem, które hamuje politykę ukraińską. Po pierwsze, wynika to z nieistotności obecności historii w procesie ustalania agendy politycznej. Oczywiście mówię tu o odbiorze społecznym, nie o historii jako matrycy polityki. Jeżeli przyjęlibyśmy, że Ukraina jako państwo kieruje się myśleniem historycznym w polityce zagranicznej, to oczywistym jest, że będzie ono odpychać podstawowych sojuszników w przypadku oderwania się od rosyjskiej strefy wpływów. Po drugie, pomimo używania kategorii realizmu politycznego przez ukrainosceptyków, świadomość polityczna tej grupy jest niezwykle statyczna. Wynika to z przyjęcia za stałe uwarunkowań polityki międzynarodowej. O ile można mówić o czymś takim jak prawa, którymi kieruje się polityka, to nie możemy mówić o ich jednakowych funkcjach w przestrzeni publicznej. Efekty działania tych praw nie są bowiem jednakowe i pomimo obowiązywania podstawowych paradygmatów myślenia geopolitycznego mogą one przynieść zupełnie inne rezultaty. Podstawową przesłanką jest chociażby kwestia Polski międzywojennej. Funkcjonując w tym samym środowisku międzynarodowym, co uznawali za oczywiste wszyscy ministrowie spraw zagranicznych, przyjęcie wybitnie idealistycznych środków rozstrzygania o przypadkach politycznych doprowadziło do zniszczenia Polski. Innymi słowy, realistyczne odczytywanie procesów musi nieść za sobą realistyczne środki, a nie posługiwanie się historycznymi paralelami. Ich istotność jest udowodniona, jednak na pewno niewystarczająca.

Jaka powinna być zatem strategia polityczna wobec Ukrainy? Na pewno z jednej strony powinniśmy wyzbyć się naszego entuzjazmu, zaś z drugiej strony należy odnosić się z rezerwą wobec Rosjan. Oczywistym jest, że Ukraina nie uważa nas za państwo, które mogłoby być pasem transmisyjnym kijowskich ambicji proeuropejskich. Nie wnikam tu w kwestię przyczyn powyższego stanowiska ukraińskiego – zwracam jedynie uwagę na realia. Gdyby Ukrainie zależało na Polsce, nie podejmowałaby akcji jak ta ostatnia ze zmianą nazwy ulicy w Kijowie tym bardziej, że polski MSZ wysyłał noty o polskim wyczuleniu na tę sprawę. Z drugiej strony zaś nie należy uważać Rosji za państwo mogące pomóc Polsce w zyskaniu większej pozycji w Europie. Wynika to z tego, że każde państwo dążące do rewizji własnej pozycji nie może zawierać przyjaznych stosunków z państwem, które może mu przeszkodzić we wzroście pozycji. Oczywiście Polska ma za mały potencjał na to, by unicestwić rosyjskie dążenia bezpośrednio, niemniej jednak położenie geopolityczne Polski jest istotne dla Rosjan, dlatego w przypadku zdominowania przez nich wschodniej części pomostu bałtycko-czarnomorskiego, pozycja Polski również musi zostać zmniejszona. Wydaje się, że aktualna sytuacja – status quo pomiędzy Rosją a Ukrainą, balans Białorusi pomiędzy Zachodem a Wschodem – jest dla Polski najlepszy. Wynika to z tego, że obie stolice – Kijów i Moskwa – aktualnie angażują siły przeciw sobie, co zmniejsza możliwość bezpośredniej ingerencji Moskwy w Europie. Stawia to Polskę w przychylnej sytuacji, w której może oddziaływać na nastroje zarówno jednej, jak i drugiej strony. Po trzecie, poszerzanie wyłomu, jaki czyni Białoruś na granicy Związku Białorusi i Rosji wpływa destrukcyjnie na Moskwę.

Po powyższych przypadkach widać wyraźnie, że Polska może również odgrywać kluczową rolę we wschodnioeuropejskiej równowadze sił. Koniecznym jest jednak wyzbycie się mentalnościowych stereotypów i uprzedzeń, które zawsze stanowią cenną perspektywę w momencie nieumiejętności logicznego wytłumaczenia sytuacji międzynarodowej. Przyjęcie takiej optyki jest o tyle istotne, że mamy do czynienia z pęknięciami strukturalnymi w NATO pomiędzy Niemcami a USA, co może radykalnie osłabić nasz potencjał obronny mimo ostatnich informacji o intensyfikacji amerykańskiego wojska w regionie. Ponadto, na arenę międzynarodową wkraczają Chiny – państwo nieobdarzone świadomością historyczną wobec państw Europy Środkowo-Wschodniej – dzięki czemu można domniemywać o realistycznym nastawieniu rosyjskim.

 

Fot. Pomnik Bohdana Chmielnickiego w Kijowie

Źródło: Wikimedia Commnons

 

Komentarze

komentarze

stat4u