Mateusz Ambrożek: Potencjalne kierunki rozwoju ładu światowego

Xi_PutinMateusz Ambrożek

Dokonując transpozycji teorii cykli hegemonicznych George’a Modelskiego do wymogów relacji międzypaństwowych oczywistym wydaje się być wniosek o słabnięciu pozycji Stanów Zjednoczonych jako hegemona ładu światowego. Przyjęcie dzięki powyższej teorii imperatywu koniunkturalności potencjałów państw-hegemonów musi oznaczać także zmianę w hierarchii państw ładu międzynarodowego. Tym samym nieodwracalne jest utracenie przez państwo dominujące swojej pozycji w określonej perspektywie czasu. Pytaniem podstawowym wówczas staje się czas utraty tejże pozycji.

Utrata pozycji państw dominującego musi się zbiec z osłabieniem politycznym, gospodarczym i społecznym hegemona. Wielu analityków zwraca uwagę na nieatrakcyjność amerykańskiego wzorca kulturowego, czego przejawem może okazać się z jednej strony nastawienie antyglobalistyczne niektórych narodów świata, a także ciekawość świata charakteryzująca się zainteresowaniem wschodnimi kulturami, m.in. indyjską czy chińską. Przyjmując tzw. soft power za kluczowy czynnik utrzymujący spoistość ładu międzynarodowego w dzisiejszym świecie delegitymizacja kulturowa Ameryki może stanowić preludium do dalszych dysfunkcji. Jedną z takich dysfunkcji jest słabnięcie gospodarki amerykańskiej wynikające ze słabnącego PKB per capita oraz wzrastającym poziomem długu publicznego, który nadweręża zaufanie do instytucji politycznych. Co więcej, problemy gospodarcze Ameryki zbiegły się w czasie z boomem ekonomicznym Chin, o którym świadczą śmiałe projekty infrastrukturalno-gospodarcze w Afryce, Azji i Europie oraz duży wzrost gospodarczy. Ameryka jest także państwem słabnącym pod kątem demograficznym. Choć zmiana jest niewielka, można zauważyć pogłębiający się spadek przyrostu naturalnego od lat 90. XX wieku. Dziś wynosi on w USA 0,7 proc., dzięki czemu jest niższy np. od indyjskiego. Co ciekawe, od porzucenia przez władze Państwa Środka tzw. polityki jednego dziecka da się zauważyć także wzrost demograficzny w tym państwie.

Taka sytuacja pozwala domniemywać, że pogłębianie się tych trendów połączonych ze sobą może spowodować zmniejszanie dysproporcji między Ameryką a Chinami, dzięki czemu dojdzie w końcu do rewizji ładu międzynarodowego. O ile jednak samo stwierdzenie przewartościowań w środowisku międzynarodowym jest oczywiste, o tyle kierunek tych przemian oraz określenie czasu ich wystąpienia są problematyczne. Nie sposób wykazać, czy pozycja Chin będzie na tyle silna, że będą one mogły same decydować – tak, jak do tej pory Ameryka – o strukturze ładu międzynarodowego. Koniecznym jest zatem utworzenie szeregu scenariuszy teoretycznych, które pomogłyby wyjaśnić kierunek zmian oraz uwzględnienie zmiennych stanowiących punkty zwrotne dla sytuacji międzynarodowej.

ŚWIAT JEDNOBIEGUNOWY

Najczęściej dyskutowanym modelem jest model jednobiegunowy. Wynika to z nieuwzględniania we wszelkich analizach innych państw poza Chinami, które byłyby zdolne do przekonwertowania ładu międzynarodowego. Wszelkie sytuacje polityczne m. in. w rejonie Pacyfiku są interpretowane jako zmagania amerykańsko-chińskie, co dodaje konkretności powyższym analizom, ale także wyostrza potencjalny kierunek zmagań. Co więcej, wydaje się, że ten model jest optymalny dla chińskich władz, których świadomość polityczna zdaje się nie dopuszczać innych państw jako współtwórców potencjalnego ładu międzynarodowego. Chińska tradycja polityczna pokazuje, że mentalność państwa środka rozwijała się w czasach rozłamów oraz odmiennych interesów dynastycznych, zwłaszcza w okresie Walczących Królestw. Przełamanie tego impasu, ale także kryzysów politycznych w XVIII, XIX oraz XX wieku wymuszało konieczność wykreowania centrum rządząco-zarządzającego, które byłoby w stanie wykreować nową spójnię w postaci interesów kompleksowych, przełamując tym samym partykularyzmu poszczególnych władców (w starożytności) lub kolonizatorów (w nowożytności). Okres konsolidacji władzy przyczyniał się także do powstawania różnych buntów oraz tym samym konieczności rządzenia „twardą ręką”. Innymi słowy, dla Chińczyków charakterystyczne jest przekonanie o ciągłym zagrożeniu oraz myślenie historyczne długofalowe, przyczyniające się m.in. do formułowania długotrwałych planów politycznych (vide: plan Xi Jinpinga dotyczący mocarstwowości Chin na setną rocznicę powstania ChRL). To przekonanie rzutuje także na cele polityki zagranicznej, które według reformatora Deng Xiaopinga miały stworzyć Chiny jako państwo dominujące w Azji. Rewizja tej strategii i dodanie czynnika światowej mocarstwowości przez Xi stanowi dopełnienie i rozszerzenie tej strategii, której realizacja dzieje się w ostatnim czasie.

Wydaje się jednak, że istnieje zbyt dużo problemów, które pozwoliłyby Chinom na zdobycie roli hegemona politycznego nowej struktury politycznej międzynarodowej. Przede wszystkim, nie wydaje się możliwym wykreowanie potencjału ogólnego przewyższającego Amerykanów w najbliższym czasie. Wynika to z różnych kłopotów strukturalnych chińskiej gospodarki oraz nieprzystosowania demograficznego. Pierwszym problemem jest osiągnięcie maksymalnego poziomu popytu wewnętrznego w Chinach, dzięki czemu koniecznym stało się wypchnięcie eksportu z Chin i umiejscowienie go w innych państwach świata. Temu ma służyć m.in. Nowy Jedwabny Szlak. Zauważmy, że obecny hegemon ma wszelkie środki politycznego nacisku, dzięki czemu USA może blokować inicjatywy gospodarcze Państwa Środka. Co więcej, poziom konceptualizacji i wdrażania w życie rozwiązań chiński trwa i dalej będzie trwało długi czas. Logiczną konsekwencją staje się wówczas zastój gospodarczy oraz możliwość wstrzymania ekspansji. Podobnie z demografią – przyjmując sytuację sprzed rewizji „polityki jednego dziecka” Chiny będą jednym z najstarszych społeczeństw w przeciągu najbliższych 50 lat. Pojawi się zatem kuriozalna sytuacja, w której Państwo Środka najpierw zestarzeje się, a dopiero potem znajdzie się w prężnej sytuacji demograficznej, która umożliwi wykształcenie się licznej i młodej klasy średniej, stanowiącej podstawowy mechanizm napędzania dobrobytu w państwie.

Te problemy są o tyle istotne, ponieważ pokazują, że w momencie ewentualnego starcia militarnego pomiędzy Waszyngtonem a Pekinem Chiny nie będą państwem na tyle silnym, by pokonać Amerykę i zająć jej miejsce. Według teorii Modelskiego, państwo rzucające wyzwanie hegemonowi musi posiadać przynajmniej 80 proc. potencjału hegemona. Trudno zatem spodziewać się, by ewentualne problemy gospodarczo-społeczne podwyższały ten potencjał. Bardzo możliwe, że w przeciągu najbliższych 20 lat w bilateralnym rozwoju sytuacji między USA a Chinami pojawi się etap stagnacji. Zmiana może wówczas nastąpić w momencie pojawienia się pewnego wydarzenia politycznego zmieniającego percepcję środowiska międzynarodowego (np. lokalny konflikt, w który zostanie zaangażowany jedno z państw sojuszniczych którejś ze stron) lub dynamiczny wzrost potencjału któregoś z państw sojuszniczych.

Te podejrzenia potwierdza także sposób prowadzenia przez Chiny polityki zagranicznej. W paradygmacie myślenia politycznego Państwa Środka obecne są tezy propagowane przez Sun Zi, który nakazywał wstrzymanie się przed użyciem siły militarnej. W przypadku niekorzystnego rozstrzygnięcia ewentualnej batalii utrata wojska może oznaczać utratę jednego z głównych środków nacisku oraz osłabienie polityczne. W związku z tym Chińczycy preferują koncyliacyjne rozstrzyganie sporów oraz przejmowanie kontroli politycznej nad terytoriami na zasadzie faktu dokonanego, np. daleko posuniętej penetracji gospodarczej danego kraju lub wtłoczenie go do swojej strefy wpływów za pomocą powiązań ościennych. Służy temu wspomniany przeze mnie wyżej historyczny sposób kreacji celów politycznych, których rozwiązanie jest planowane na dłuższy okres czasu.

Powyższe opinie pozwalają zatem domniemywać, że Chińczycy nie będą samowładcami nowego ładu międzynarodowego. Niemniej jednak, w przyszłej konfiguracji państwo to będzie odgrywać dominującą pozycję jako państwo o największym potencjale ogólnym. Może ono być także inspiratorem zmian oraz kreatorem trendów politycznych. Bardzo prawdopodobne jednak, że obok działań Chin będą występowały także działania innych państw na tyle słabych, że obecność ich w chińskiej strefie wpływów będzie się wydawać nakazem rozumu politycznego. To „dłuższe ramię” Chin, które trudno na dziś dzień określić, będzie dopełniało działania Pekinu w potwierdzaniu oraz replikowaniu wzorca panowania chińskiego przez pewien okres chińskiej hegemonii. Na pewno jednak można stwierdzić, że porządek wielobiegunowy, który zostanie wykreowany dzięki Chinom będzie wstrząsany różnymi problemami. Nie będzie zatem tak stabilny jak Pax Americana, który posiadał tylko jednego koordynatora. Konieczność dzielenia się władzą w Pax Sinica wywoła pewnie różne starcia pomiędzy państwami konstytutywnymi dla ładu, które zapewne będą przyczyną jego upadku.

UKŁAD DWUBIEGUNOWY

Wydaje się, że pewną formę układu dwubiegunowego obserwujemy dziś. Ameryka nie jest na tyle silnym państwem, by samemu zarządzać przestrzenią światową. Pojawienie się okienka geopolitycznego w postaci Chin pozwala skanalizować część antyamerykańskich napięć i zachłysnąć się innym od amerykańskiego modelem polityki. Być może Waszyngton liczy na to, że państwa angażujące się w ściślejsze kontakty z Chinami na własnej skórze poznają chińską naturę uprawiania polityki, dzięki czemu zniechęcą się one do niej. Takie stwierdzenie w czasach obecności silnego wartościowania przy odczytywaniu intencji politycznych może okazać się nie bez racji. Niemniej jednak, warto zauważyć, że aktualna koegzystencja na szczycie, która musi poprzedzić zmianę hierarchii ładu występuje już teraz i odbija się na wszechobecnym przekonaniu o niestabilności stosunków międzynarodowych.

W teorii można wyróżnić dwa modele dwubiegunowości: bigemonię negatywną i pozytywną. Pierwszy model – opisany w skrócie przeze mnie powyżej, znajdujący się jednak zdecydowanie w swej początkowej formie – oznacza koegzystencję dwóch mocarstw-hegemonów, które nie ustalają wspólnie ze sobą agendy politycznej mającej podtrzymać ład międzynarodowy. Zarówno jedna, jak i druga strona próbuje pokonać swojego przeciwnika, w związku z czym albo dąży do samodzielnej hegemonii, albo pragnie wykreowania nowego ładu koncyliacyjnego. Warto zauważyć, że ten etap w stosunkach międzynarodowych nie może trwać zbyt długo, ponieważ państwa kreującego go nie przewidują okresu spokoju we wzajemnych stosunkach, który jest niezbędny do konsolidacji porządku, stworzenia jego hierarchii, wyznaczenia pozycji każdego z państw w nim partycypującym oraz relacji między nimi. W związku z powyższym, jedynym dłuższym okresem bigemonii może być jedynie dwubiegunowość pozytywna, która jest w stanie wykreować się w momencie podzielenia się przez oba państwa władzą nad obszarem ładu światowego. Wówczas ten porządek jest uzupełniany wzajemnymi poczynaniami obu państw. W przypadku słabnięcia jednego z nich, drugie przejmuje ewentualnie funkcję stabilizatora i odwrotnie. Jest to zatem przejaw realistycznego sposobu oceny sytuacji międzynarodowej, który w przypadku zachowania koncyliacyjnego sposobu realizacji polityki międzynarodowej ma duże szanse powodzenia.

Przyjrzyjmy się jednak pewnej sytuacji, szeroko dyskutowanej, co do której jednak nie można ustalić pewności zaistnienia. Bardzo często zwraca się uwagę na możliwość wystąpienia wojny hegemonicznej pomiędzy USA a Chinami. Pojawienie się tej możliwości wiąże się z faktem, że większość przekształceń centralnych w obrębie ładu międzynarodowego dokonywało się za pośrednictwem konfrontacji zbrojnej. Niemniej jednak, wyraźnie widać, że zgodnie ze swoją tradycją historyczną oraz przedsięwziętymi działaniami Chińczycy nie dążą do wojny. Preferują raczej powolny scenariusz stopniowego podbijania polityczno-gospodarczego poszczególnych terytoriów. Abstrahując od szans na wybuch konfliktu oraz jego ewentualnego przebiegu, istotnym wydaje się sam fakt wybuchu wojny. Poprzez pokonanie Amerykanów Chińczycy udowodniliby, że są panami sytuacji. Niemniej jednak, ryzykowaliby wówczas zmarnowanie części potencjału, która mogłaby być wykorzystana przy kreacji ładu, co spowodowałoby spowolnienie procesów integracyjnych oraz tym samym ich niedokładność i narażenie na upadek. Proces konsolidacji musi być bowiem w miarę szybki i dokładny, ponieważ fakt dokonany oddziałuje także na legitymizację międzynarodową danych działań.

Analogicznie, brak wybuchu konfliktu oznacza słabszą pozycję Chin i ewentualne wystąpienie przetasowań pomiędzy państwami aspirującymi do tworzenia nowego ładu. Wówczas Chińczycy mogliby nie być pewni swojego zwycięstwa, ponieważ nie jest możliwym do ustalenia ewentualny rozwój takiego konfliktu. Być może doszłoby do koalicji, których dziś sobie nie wyobrażamy, w związku z czym plany strategiczne Chin nie byłyby relewantne do sytuacji. Skierowanie amerykańskiego cyklu hegemonicznego na tory rozwiązania zbrojnego zwiastowałoby przewidywalną taktykę innych państw, które poparłyby Chiny, byle tylko dokonać kolejnych przewartościowań. W ten sposób mogłyby sobie zagwarantować udział w ładzie, ponieważ nie mogłyby one dokooptować się do starego ładu ze względu na totalną – przynajmniej w wymiarze świadomościowym, co tu jest istotne – przewagę USA oraz nieprzystosowanie własnych rozwiązań politycznych do tych funkcjonującym w zachodnim systemie bezpieczeństwa. Co więcej, warto zauważyć, że teraz Chiny nie są na tyle mocnym państwem, by narzucać innym własne rozwiązania, w związku z czym będą wolały gromadzić wokół siebie inne państwa, by stopniowo dokonywać przekonwertowania ich agendy podług swoich potrzeb. Co więcej, brak wojny hegemonicznej pozwoli Chińczykom na wykorzystanie swojego potencjału bez możliwości zmarnowania go, dzięki czemu mogłyby wytworzyć przekonanie o kreowaniu swojej potęgi, co być może nie znalazłoby realnego odpowiednika we własnym potencjale, który może być mobilny, zwłaszcza w państwach zmagających się z nadpodażą własnej waluty.

Przykładając powyższą matrycę na aktualną sytuację międzynarodową kreują się nam potencjalnie dwie możliwości rozwoju sytuacji politycznej, mianowicie bigemonia chińsko-indyjska oraz chińsko-rosyjska. Dla klarowności analizy omówię także koncept chińsko-europejski, choć w mojej opinii nie ma ona szans na realizację. Bigemonia chińsko-amerykańska nie ma szans powodzenia ze względu na rywalizacyjną genezę oddziaływania stosunków pomiędzy Pekinem a Waszyngtonem  na ład międzynarodowy. Ponadto, państwo tracące kontrolę nad ładem nie jest skłonne do dzielenia się władzą z innym państwem, ponieważ posiłkuje się wspomnieniami o własnej potędze licząc, że w niedługim czasie uda się odzyskać pozycję hegemona.

Pierwszą z koncepcji jest współpraca chińsko-indyjska. Oba państwa wychodzą mniej więcej z jednakowego punktu swoich dziejów. Co więcej, charakteryzują się podobnym poziomem rozwoju cywilizacyjnego oraz jednakowym stadium procesu historycznego. Oba państwa są dosyć starymi, ale jednocześnie bardzo żywotnymi cywilizacjami. Długość ich trwania pozwoliła wykreować kontynentalne systemy filozoficzno-religijne, które stanowią stały, choć poddany częściowym modyfikacjom schemat wartości. Oba kraje miały także do czynienia z podobnymi przejściami w historii – zarówno Półwysep Indyjski, jak i Azja Południowo-Wschodnia stanowiły obszar ekspansji imperiów europejskich, a zwłaszcza Anglii. Przechowana w tych narodach nieufność wobec wszystkiego, co europejskie wzbraniała oba te państwa przeciw partycypacji w zachodnim systemie bezpieczeństwa – w przypadku Indii starano się przybrać postawę neutralną, czego najlepszym przykładem jest Ruch Państw Niezaangażowanych, zaś w przypadku Chin logicznym wydawało się balansowanie między USA a ZSRR. Bardzo podobne są także współczesne przesłanki rozwoju sytuacji politycznej. Indie z wysokim poziomem przyrostu naturalnego, który według analityków stanowi preludium do wykształcenia się prężnie rozwijającej się i młodej klasy średniej, stanowią idealny obszar dla wzrostu gospodarczego. Pojawianie się nowych warstw społecznych oraz boom demograficzny oznacza konieczność pojawienia się dóbr i usług, które będą mogły być świadczone Hindusom. Powiększający się dobrobyt w tak wielkim państwie powiązany ze stabilną – bo posiadającą wszelkie potrzebne dobra – klasą średnią stanowi naturalną przesłankę do wykreowania się nowego imperium na Półwyspie Indyjskim. Warto zauważyć, że pewne przymioty imperialne Hindusi już posiadają, jak np. broń jądrową czy też dużą liczbę ludności. Bardzo prawdopodobnym jest zatem, że Indie przejdą przez ten sam etap, który Chińczycy mają już za sobą – nakręcania popytu wewnętrznego. Ta świadomość wspólnie przeżywanej chwili, podobna faza rozwoju gospodarczego oraz równie historyczne pochodzenie mogą zbliżyć Chińczyków i Hindusów.

Niemniej jednak, warto zauważyć kilka problemów bijących ze współpracy chińsko-indyjskiej. Pierwszą z nich jest bliskie położenie geograficzne. Oznacza to, że w momencie utwierdzania ewentualnego ładu bigemonicznego oba państwa będą ubiegały o wytworzenie ościennej strefy wpływów, która będzie przebiegała w niemal identycznych miejscach. Ten problem może być odsuwany w czasie w momencie kreowania się ładu, ponieważ wówczas oba państwa będą musiały się skupić na rywalizacji ze wspólnym wrogiem. Wystąpi on zatem prawdopodobnie w momencie konsolidacji ładu międzynarodowego, kiedy to będzie tworzyła się zapewne „współpraca pierścieniowa” na zasadach podobnych do dawnego schematu tworzenia imperiów, a mianowicie centrum-peryferie. Innymi słowy, każde z tych państw będzie brało o to, by jego strefa wpływów była tym silniej zaznaczona, im bliżej jest granic państwa. W tym aspekcie Chińczycy uprzedzają już teraz Hindusów, ponieważ snują plany ekspansji w Afryce oraz Europie. Niemniej jednak, kluczowe znaczenie dla położenia geopolitycznego będzie miało sąsiedztwo ościenne. O ile Chińczycy w tym zakresie są położeni bardzo dobrze – długa granica lądowa z Rosją zapewniająca wpływ na działania Moskwy, dług granica lądowa zapewniająca kontrolę Pacyfiku oraz wcześniej wspomniane plany ekspansji – o tyle Indie mają wyraźnie zmniejszoną przestrzeń strategiczną – jedynymi kierunkami ekspansji są w przypadku Indii rejony Bliskiego Wschodu oraz kontrola basenu Oceanu Indyjskiego, która wydaje się wątpliwa ze względu na interesy chińskie w Afryce. Być może pojawiłby się wówczas schemat podziału stref wpływów, jednak możliwym byłby on dopiero po etapie konsolidacji, ponieważ nieustalenie wzajemnych relacji z państwami ładu mogłoby spowodować ich protesty odbijające się na całości struktury międzynarodowej. W tym aspekcie wydaje się zatem kluczowa rola etapu konsolidacji władzy, którego możliwości oraz kierunek stanowią całkowitą niewiadomą.

Znacznie bardziej przystępna dla analizy jest ewentualna bigemonia rosyjsko-chińska z tego względu, że przejawy współpracy pomiędzy tymi dwoma państwami mogą zostać przez nas zaobserwowane już współcześnie. Zbieżność między tymi dwoma państwami wynika głównie z podobnego celu, jakim jest rewizja ładu międzynarodowego, do której to Rosjanie zmierzają od momentu przyjęcia eurazjatyckiego kursu przez szefa rosyjskiego MSZ Jewgienija Primakowa w latach 90. XX wieku. Co więcej, oba państwa wykazują podobną metodę rządzenia politycznego oraz bliskie cechy ustrojowe, wśród których można wymienić m.in. autorytaryzm, centralizację władzy publicznej oraz specyficzne formy kapitalizmu państwowego, który w Rosji przybiera formę oligarchizacji sektora gospodarczego, zaś w przypadku Chin – centralizmu decyzyjnego. Spójnia geograficzna, którą wytwarzają oba państwa, a mianowicie niemal kompletne zamknięcie Azji dzięki współpracy Heartlandu i Rimlandu (vide: teoria o równoważności dwóch obszarów według Strausz-Hupègo) przyczynia się do specyficznego sposobu ujęcia przestrzeni międzynarodowej wykraczającej poza formuły Mackindera i Spykmana. Jeżeli przyjmiemy za powyższymi autorami, że dla Heartlandu kluczowym jest wyprowadzanie ekspansji z Wyspy Świata na inne obszary, m.in. Europy, zaś dla Rimlandu konieczność opanowania szlaków morskich, to zespolenie tych dwóch sfer zapewnia jednolity kierunek ekspansji – co jest istotne z perspektywy rozszerzania ewentualnych stref wpływów bigemonii – a także zapewnia ochronę wszystkich obszarów konfliktowych na stykach tych dwóch sfer (tzw. shatterbeltsów). Oczywistym są także ochrony szlaków komunikacyjnych, do których będzie można dodać wszystkie oceany poza Atlantyckim. Tak ułożony obszar geopolityczny wymaga tylko scementowania relacji z Eurazją, które są kluczowe w kontekście ich ewentualnych stosunków z Rosją. Wtedy można dostrzec, że wszelkie istotne z geopolitycznego punktu widzenia obszary znajdą się pod panowaniem wspólnoty chińsko-rosyjskiej. Co więcej, znajdzie się w niej Afryka ze względu na powiązania z Chinami, zaś Ameryki znów znajdą się w stanie izolacji od reszty świata.

Z powyższej konfiguracji wyłania się natomiast bardzo dużo problemów, związane głównie ze stanowiskiem Rosji wobec własnych problemów strukturalnych oraz stosunków do inicjatyw geopolitycznych Chin. Warto zauważyć pewną paradoksalną sytuację, że Rosja jest jedynym w historii państwem, które dąży do odgrywania kierowniczej roli w nowym ładzie międzynarodowym, znajdując się de facto w stanie osłabienia strukturalnego władzy publicznej. Gospodarka rosyjska charakteryzuje się bardzo słabym PKB oraz wysokim poziomem rozwarstwienia społecznego, zwłaszcza w relacji akumulacji kapitału przez najbogatszych Rosjan oraz stanem egzystencji ekonomicznej mas społecznych. Co więcej, postępująca oligarchizacji gospodarki przyczynia się także do narastania dysfunkcji, które paraliżują procesy decyzyjne. Niemniej jednak, taki stan zarządzania sektorem publicznym jest niezbędny do utrzymania stabilności politycznej władzy państwowej. Liberalizacja gospodarki połączona z demonopolizacją oraz pojawieniem się mechanizmów rynkowych sprawi, że pozapolityczne zasoby władzy publicznej przestaną być funkcjonalne, dzięki czemu mechanizm rynkowy zastąpi władzę, przynajmniej w części zarządzania dotyczącej podziału dóbr. Wynika z tego, że Rosja ma bardzo słaby potencjał ogólny. Niski przyrost naturalny połączony z dużymi nakładami sił zużywanych przez aparat policyjno-państwowy przyczynia się do marnotrawienia bogactwa.

Jedynymi silnymi stronami Rosji jest posiadanie mobilnej oraz znajdującej się w stanie modernizacji armii, zdolnej do obsługiwania wielu kierunków operacyjnych jednocześnie. Jest to istotne ze względu na ruchliwość oraz wykorzystywanie zasobów przez wojsko – odejście od paradygmatu ilości na rzecz mobilności i maksymalnego dozbrojenia przyczyniło się do zmiany stanu rosyjskiej armii. Dodając do tego wyćwiczone nowe manewry przeprowadzania operacji wojskowych, jak np. wojna hybrydowa oraz niepewność działań w obszarze międzynarodowym kreują Rosję jako niestabilny podmiot na arenie międzynarodowej. Warto jednak zauważyć, że militaryzacja oraz posiadanie odpowiednich przedmiotów nacisku na kraje tzw. „bliskiej zagranicy” w postaci ropy oraz gazu wykreowało w przestrzeni międzynarodowej wizję Rosji jako kraju zagrażającego militarnie Europie Wschodniej. Nie rozstrzygając ostatecznie o ewentualnych planach podboju tegoż regionu, warto zauważyć, że ewentualna rosyjska ekspansja na te terytoria stanowiłaby ogromny problem dla Rosji, który oznaczałby de facto przedłużanie utrzymywania w stanie gotowości modelu administrowania za pośrednictwem aparatu biurokratyczno-militarnego. Widać tu analogię do lat 80. XX wieku, które wskazywały na słabnięcie władzy publicznej wynikające z dysfunkcji mechanizmów spowodowanej posiadaniem zbyt szerokiego terytorium oraz niemożności stosowania analogicznej polityki gaszącej niestabilne nastroje społeczne. Chodzi tu m.in. o paradygmat zarządzania gospodarczego (wówczas mieliśmy do czynienia z realnym socjalizmem, a dziś z wynaturzeniem kapitalizmu państwowego – nadmierną oligarchizacją) oraz niemożność zaprowadzenia pokoju społecznego środkami standardowymi, czyli represjami. Warto zauważyć, że polityka „pieriestrojki” oznaczająca przekreślenie modelu zarządzania opisanego powyżej doprowadziła do dezintegracji terytorialnej oraz obudzenia nastrojów separatystycznych wśród społeczności nierosyjskich, które przyczyniło się do dekompozycji samego Związku Radzieckiego. Bardzo prawdopodobne, że podtrzymywanie tego samego mechanizmu doprowadziłoby w przypadku poszerzania ekspansji rosyjskiej do pełzającej dekompozycji terytorium, tak, jak działo się to m.in. w Argentynie po bitwie o Falklandy/Malwiny.

Warto zauważyć, że zaistnienie schematu bigemonii rosyjsko-chińskiej nie przyczyni się do polepszenia twardej pozycji Rosji na arenie międzynarodowej. Oczywiście będzie ona jednym ze współdecydentów ładu międzynarodowego, jednak trwałych korzyści Moskwa nie jest w stanie osiągnąć. Do tego koniecznym byłoby przeformułowanie agendy politycznej, m.in. w kierunku odbudowania potencjału (restrukturyzacja gospodarki lub przynajmniej – tak, jak w Chinach – zmiany sposobu zarządzania sektorem publicznym; przekazanie części kompetencji politycznych samorządom celem odciążenia władzy politycznej od zajmowania się wszelkimi problemami oraz skupienie się na kreowaniu strategii politycznej Rosji wobec wyzwań współczesnego świata). Problem polega na tym, że mimo narastającego wykorzystania zasobów władza polityczna jest niezwykle słaba, zaś wszelkie przekształcenia jej agendy wiązałyby się z ruchami oddolnymi, które byłyby w stanie odwrócić kierunek rozwoju Rosji. W związku z tym bezpieczniejszym – i zapewne bardziej realizowalnym – jest scenariusz zachowania aktualnego modelu rządzenia, który byłby modyfikowany o wzmacnianie aspektu soft power, dbanie o dobre stosunki polityczne w obrębie Eurazji, które byłyby podbudowane psychologicznym zagrożeniem dotyczącym możliwości użycia siły zbrojnej. Rosja zatem kreuje politykę w miarę przewidywalną, jednak zmiana okoliczności międzynarodowych może przyczynić się do wzrostu niestabilności agendy politycznej wynikających m.in. z problemów koniunkturalnych państwa.

Warto także zwrócić uwagę na ewentualne czynniki konfliktogenne między Chinami a Rosją. Z jednej strony kreuje nam się Syberia oraz Azja Centralna jako podstawowe punkty badania relacji rosyjsko-chińskich. Oba obszary cechuje rola barometru stosunków między oboma państwami. Do tej pory Syberia stanowi miejsce rywalizacji demograficznej, która w dłuższej perspektywie może rozwinąć się o walkę dotyczącą panowania nad tym terytorium, zaś w przypadku Azji Centralnej walka rozgrywa się wokół zasobów gospodarczych oraz ustalenia hierarchii w kontekście przewagi nad rynkami zbytów. Rosjanie w obu przypadkach próbują wypierać coraz bardziej obecnych Chińczyków, jednak wątpliwym jest zwycięstwo Moskwy w tym starciu z oczywistych względów.

Drugim czynnikiem konfliktogennym jest ewentualny rozwój koncepcji Nowego Jedwabnego Szlaku. Warto zauważyć, że zgoda państw Europy na partycypację w tym przedsięwzięciu spowoduje marginalizację Rosji na arenie międzynarodowej. Po pierwsze, rozluźnią się stosunki rosyjsko-europejskie na obszarze Eurazji ze względu na większą atrakcyjność gospodarczą Pekinu. Po drugie, osłabną także powiązania Rosji z Europą Wschodnią, a zwłaszcza z Ukrainą, na której terytorium są umieszczone 3 z 4 szlaków lądowych NJS. Może to spowodować stopniowe wypieranie wpływów rosyjskich stamtąd. Po trzecie, na skutek dwóch powyższych czynników będzie postępował proces geopolitycznego osaczania Rosji i zamykania jej w Heartlandzie, który z kolei może spowodować reakcję zwrotną władz rosyjskich, dzięki czemu dojdzie do dekompozycji ładu. Jedynym nikłym plusem wynikającym z partycypacji Rosji w NJS jest możliwość organizowania w tym kraju dróg tranzytowych dla chińskich towarów. Obrót kapitałem na terytorium rosyjskim, a zwłaszcza odpowiednio szybkie krążenie pieniądza doprowadziłoby do wzmocnienia rosyjskiej gospodarki eksportowym pieniądzem, bardzo szybkim i tanim w stosunku do własnych nakładów. Widać wyraźnie, że wszystko zależy od percepcji rozwoju środowiska międzynarodowego przez Rosjan. W obu możliwościach Rosjanie mogą odczuwać pewne plusy, jednak problem polega głównie na podejściu władz politycznych do bieżącej strategii. Doświadczenie jednak pokazuje, że w kluczowych momentach rozwoju ładu, a zwłaszcza
w okresach niepewności, władze Rosji przyjmują strategię maksymalizowania własnych korzyści, w związku z czym bardziej prawdopodobnym jest wystąpienie kolizji z Chinami na gruncie Nowego Jedwabnego Szlaku. To przeświadczenie potęguje niewielkie przywiązanie do zdobyczy gospodarki, które ulega pokusie politycznej dominacji.

Trzecią możliwością jest bigemonia chińsko-europejska. Problem dotyczący tej koncepcji ogniskuje wokół organizacji politycznej Europy. Można tu wyróżnić dwie możliwości – Europę jako monolit oraz Europę jako odrębne państwa powiązane dominującym interesem gospodarczym z Chinami. Warto zauważyć, że ten drugi koncept osłabia znaczenie Europy, predestynuje Chiny do roli samodzielnego decydenta na arenie globalnej oraz stwarza antagonizmy w Europie, w związku z czym będzie można mówić o systemie hegemonicznym przy współudziale mniejszych państw jako kreatorów porządku. Cechą tego porządku będzie de facto jego ewolucja w kierunku niedoskonałej jednobiegunowości, która będzie się uwydatniać w momentach, w których Chińczycy będą potrzebowali odnowienia legitymizacji międzynarodowej, zwłaszcza w okresach kryzysów przejściowych. Wówczas państwa Europy będą „legitymizatorami z doskoku”, którzy będą utwierdzać porządek, nie tworząc jego głównych kierunków i jednocześnie będąc potencjalnie najistotniejszymi państwami ładu.

Pierwszy schemat – Europy jako monolitu – odpowiada in extenso systemowi gospodarczemu Unii Europejskiej. Dla tego modelu zarządzania nie jest istotny kierunek ewolucji UE – czy to w kierunku jednolitej struktury organizacyjnej, czy też modelu Europy wielu prędkości. Decyzje i tak będą wówczas podejmowane na najwyższym szczeblu, jednak ich realizacja w niektórych państwach UE może przebiegać nieco dłużej. Znacznie bardziej interesującym faktem wydaje się teraz sama funkcjonalność organizacji. Warto zauważyć, iż wdrożony ostatnimi czasy program ewolucji organizacyjnej w kierunku Europy dwóch prędkości nie przynosi pozytywnych rezultatów. Skutkiem tego jest słabnący dyktat formy, charakteryzujący się niemożnością narzucenia niektórym państwom UE jednolitego kierunku unijnego, czego przykładem są batalie polsko-unijne o stan polskiego sądownictwa lub regularne potyczki z Węgrami. W związku z tym, przyjmując także ogólne wskaźniki potencjałowe państw UE, które mówią o ich słabnięciu na przestrzeni najbliższych 50 lat, bardzo wątpliwym jest mówienie o kluczowej roli Europy w konstrukcji nowego ładu światowego.

KONCERT MOCARSTW

Opcja ostatnia jest najciekawsza, ponieważ niemożliwym jest w niej ustalenie konkretnej ilości udziału każdego z państw w kreowaniu ładu. Bardzo często, tak, jak m.in. w okresie ładu powiedeńskiego każde z państw posiadało w miarę równy wpływ na kreowanie poszczególnych decyzji. Warto zauważyć, że wówczas pojawił się pewien, oczywisty z punktu widzenia zarządzania przestrzenią międzynarodową schemat, że im bliżej danego kraju odbywało się wydarzenie polityczne, tym większą rolę miało jedno z państw. Mówiąc jednak o ładzie jako całości, każde z państw koncertu mocarstw miało jednakowy udział.

W związku z tą potencjalną labilnością oddziaływania, koncert mocarstw jest bardzo elastyczny. Może on bowiem przyjmować formę, w której Chiny przyjmą status „primus inter pares”, ale także może pojawić się równość podmiotów decydujących. W tej koncepcji branymi pod uwagę są wówczas nie tylko globalni kreatorzy ładu, ale też regionalni kreatorzy. Trudno wyróżnić poszczególne granice pomiędzy globalizmem a regionalizmem. Na pewno oczywistym jest, że takie państwa jak Chiny czy Indie byłyby w stanie oddziaływać na ład z perspektywy globalnej, choćby w kierunku kreacji trendów politycznych. Twórcami regionalnych substruktur byłyby wówczas Europa (jako całość) bądź Niemcy (jako reprezentant interesów Europy), Rosja oraz Turcja lub w mniejszym znaczeniu Iran. Co ciekawe, w tej koncepcji znalazłoby się także miejsce dla Ameryki, jednak z oczywistych względów nie wydaje się realną partycypacja USA w nowym ładzie. 

Warto zauważyć na zachodzące relacje między regionalnymi ładami a ładem globalnym. Pojawienie się dysfunkcji w jednym z ładów regionalnych, wiążące się z wyłączeniem jednego z państw jako struktury stabilizującej ład, może spowodować delegitymizację, najpierw o charakterze regionalnym, zaś potem globalnym. W związku z tym koniecznym jest, by przy istnieniu szeregu podmiotów istniała między innymi ustalona hierarchia oraz wydzielenie obszaru, za który poszczególne państwa odpowiadają. Dlatego utrzymanie danej struktury jest bardzo problematyczne, ponieważ występujące tendencje odśrodkowe mogą niweczyć przeprowadzone wcześniej działania.

Co współcześnie mogłoby stanowić idealne pole dla pojawienia się konfliktu w obrębie ładu? Naturalnym kandydatem wydaje się bliskowschodni shatterbelt według terminologii Saula Cohena. Na tym obszarze ścierają się bowiem interesy Turcji, która chce politycznie zdominować ten obszar, Iranu pragnącego zrównoważyć rosnące wpływy sunnitów oraz Rosji, która chce uzależnić region od swoich surowców, umieszczając ponadto w obrębie regionu własnych sojuszników, którzy rozbijaliby tworzenie ewentualnej jedności politycznej regionu. Bez zapewnienia racjonalnych granic funkcjonowania Bliskiego Wschodu – co wydaje się niemożliwe ze względu na brak potencjalnej sytuacji zaspokojenia ambicji tych trzech państw oraz blokady świadomościowe dotyczące niemożności zaprowadzenia pokoju- nie można mówić o stabilności koncertu mocarstw. Co więcej, najnowsza historia pokazała, że nieracjonalne angażowanie sił celem stabilizowania porządku może doprowadzić do jego eskalacji (vide: działalność Amerykanów po ogłoszeniu wojny z terroryzmem). Chiny musiałyby podjąć analogiczne kroki do USA, ponieważ miałyby do wyboru dwa warianty: albo możliwość rozniecenia kolejnej rywalizacji wśród państw-kreatorów, albo możliwość wystąpienia anarchii w regionie, który ze względu na swoje strategiczne położenie jest jednym z podstawowych mierników spoistości ładu.

Najprostszym sposobem stabilizującym zapędy poszczególnych graczy jest zatem stosowanie zasady win-win. Jest to dosyć łatwo realizowalne w momencie, gdy każde państwo-kreator ładu odpowiada za konkretną strefę. W ten sposób utrzymywał się porządek wykreowany przez Święte Przymierze. Dzielenie Europy na poszczególne obszary spowodowało, że każde państwo miało ściśle wytyczony kierunek działania. W momencie wyłączenia Austrii po wojnie prusko-austriackiej w latach 60. oraz marginalizacji Francji połączonej z wyczekującą pozycją Wielkiej Brytanii okazało się, że zostają dwa państwa, których niepewne relacje wskazywały na początek kreacji nowego porządku. Wzajemne przeciąganie liny między tymi państwami miało przyczynić się do wyłonienia spośród nich hegemona w układzie europejskim. Innymi słowy, przy zachowaniu istniejącego ładu politycznego, Niemcy chciały dodatkowo przejąć formułę „pierwszego wśród równych”.

W podobnej formie byłby zapewne ukształtowany nowy porządek. Mielibyśmy do czynienia z Chinami, których potencjał wybijałby się ponad wszystkie inne kraje. Dlatego koncert mocarstw byłby niemożliwy do realizacji, ponieważ pozostawiłby inne państwa-kreatory w poczuciu niedowartościowania. Być może jedyną szansą dla wykreowania koncertu mocarstw byłaby nowa wojna hegemoniczna po pokonaniu Ameryki, jednak warto zauważyć, że niemożliwą jest walka z nowym hegemonem w momencie, w którym posiada on wszelkie atuty do konstruowania nowego porządku. Takie posunięcie innych państw byłoby dla nic samobójstwem.

WNIOSKI

Wynika z tego, że każda potencjalna propozycja nie będzie tak stałą, jak dominacja amerykańska po 1989 r. Wówczas pragnienie dominacji amerykańskiej było oczywistością wynikającą ze zwycięstwa w procesie „zimnej wojny”, chęci poszczególnych państw do poddania się hegemonii amerykańskiej oraz brak państwa pragnącego dokonać rewizji ładu. Amerykanie przejęli wówczas należne im miejsce, co nie spotkało się z jakimkolwiek protestem. Tymczasem dzisiaj każde państwo ma rozbudzone ambicje, które krzyżują się z postulatami innych państw. Co więcej, nie dokonało się żadne przełomowe wydarzenie, które mogłoby wyznaczyć nową cezurę w stosunkach międzynarodowych. Zapewne upadek hegemonii amerykańskiej będzie odczytany tylko jako wydarzenie polityczne, nie zaś wydarzenie cywilizacyjno-moralne jak upadek „Imperium zła”.

Logicznym wnioskiem jest zatem stwierdzenie, że hegemonia chińska pod przeróżnymi postaciami stanowiłaby jedynie preludium do innych przewartościowań politycznych. Kierunku ich nie sposób przewidzieć. Być może przewaga chińska ugruntowałaby się. Pewnym jest, że nawet przejęcie przez Chiny dominacji nad ładem światowym nie będzie oznaczało wygaśnięcia rywalizacji między państwami, tak jak stało się to w latach 90. XX wieku. Jakieś przetasowania będą musiały się dokonać, a na dzień dzisiejszy snucie scenariuszy dotyczących ewentualnych jeszcze głębszych przemian jest bezcelowe.

 

 

Komentarze

komentarze

stat4u