Mateusz Ambrożek: Perspektywa porozumienia polsko-niemieckiego

Merkel_SzydloMateusz Ambrożek

CZĘŚĆ I – OPIS SYTUACJI

Ostatnia wizyta kanclerz Niemiec w Polsce obudziła debatę dotyczącą dalszego kształtu strukturalnego Unii Europejskiej. Wiele środowisk twierdzi, że w obliczu narastających problemów wewnątrz organizacji Angela Merkel wyciągnie rękę do polskiego rządu celem stworzenia strategicznej osi europejskiej, o którą miałby oprzeć się nowy wymiar integracji. Problemem jest jednak wielość kwestii spornych, o które może rozbić się potencjalny scenariusz na przyszłość.[1]

POŁOŻENIE NIEMIEC

Polityka kanclerz Merkel jest próbą lawirowania między często niespójnymi interesami w obrębie jej gabinetu. Nowy szef Ausw?rtiges Amt, Sigmar Gabriel, polityk SPD, jest zwolennikiem zbliżenia niemiecko-rosyjskiego. Koliduje to z aktualną linią gabinetu Merkel oraz drugiej partii współrządzącej, którzy nastawiają się na konieczność rozwiązywania bieżących problemów Unii Europejskiej. Rosja w rozmowach polityków niemieckich jest oficjalnie tematem tabu ze względu na niepopularność tego kraju w oficjalnych przekazach rządów państw Zachodu. Niemniej jednak, bardzo wyraźnie widać cichą współpracę pomiędzy Berlinem a Moskwą, choćby w kontekście drugiej nitki gazociągu Nord Stream, który strona polska chce zablokować.[2]

Bardzo prawdopodobne, że w podobnym kierunku będą ewoluować polityki zagraniczne innych państw wspólnoty. W debacie przedwyborczej we Francji bardzo często poruszane są tematy dotyczące polityki zagranicznej. François Fillon oraz Marine Le Pen postulują bardzo daleko idące odprężenie pomiędzy Paryżem a Moskwą, co diametralnie może zmienić układ sił w Unii Europejskiej.[3] Tandem francusko-niemiecki może ulec częściowej destabilizacji, ponieważ poglądy na spójność Unii Europejskiej mogą ewoluować w kierunku większego akcentowania interesów narodowych przez Francuzów.

Biorąc pod uwagę, że taki scenariusz jest bardzo prawdopodobny, Merkel próbując ratować dany układ sił w Europie będzie poszukiwała ewentualnego współpartnera, który mógłby w domyśle częściowo przejąć obowiązki Francji. Bardzo możliwe, że w związku z tym wybór padnie na Polskę. Oczywiście ze względów wizerunkowych taki wybieg polityczny mógłby być ciężko wytłumaczalny (afery związane z Trybunałem Konstytucyjnym, przekonania polityków europejskich o łamaniu zasad demokratycznych w Polsce), jednak w obliczu narastającego zagrożenia jedność polityczna Unii jest istotniejsza aniżeli komentarze liberalnych elit.

POŁOŻENIE POLSKI

Kierunki polskiej polityki po przejęciu władzy przez Prawo i Sprawiedliwość nie zostały jednoznacznie zaprezentowane. Zaprezentowany przez ministra Waszczykowskiego w exposè kierunek brytyjski nie został skonsumowany. Co więcej, szansa stworzenia pewnego porozumienia pomiędzy tymi dwoma państwami była nikła ze względu na brak wspólnych, strategicznych interesów między dwoma państwami. Oczywistym problemem, jakie nasuwały się przy prezentacji tego zwrotu była zbyt duża odległość geograficzna między jednym a drugim państwem. Jedynym aspektem rokującym szanse na powodzenie mogło być wypracowywanie wielu wspólnych stanowisk w Unii Europejskiej, jednak po Brexicie ten argument nie znalazł szansy na realizację.

W exposè można było dopatrzeć się enigmatycznych wzmianek o wspieraniu świata demokratycznego, wzmacnianiu wzajemnego systemu bezpieczeństwa w ramach NATO, odwołanie do prawa międzynarodowego jako podstawowego czynnika rozstrzygającego konflikty polityczne na szczeblu państwowym.[4]

W związku z tym, naturalnym wnioskiem wynikającym nie tylko z wypowiedzi ministra spraw zagranicznych, ale też prezesa Jarosława Kaczyńskiego[5] jest chęć utrzymania spoistości zachodnich struktur bezpieczeństwa, zwłaszcza w kontekście intensyfikacji rosyjskiej polityki zagranicznej. W tym kontekście można tłumaczyć ostatnie antyukraińskie posunięcia rządu Prawa i Sprawiedliwości. Zdając sobie sprawę z tego, że państwa Zachodu prawdopodobnie nieformalnie zaakceptują wcielenie Krymu do Rosji, polski rząd zrozumiał, że nie ma sensu dalej realizować polityki jagiellońskiej, która od samego początku stanowiła jeden z filarów prowadzenia dyplomacji. W tym kroku widać kolejną próbę Warszawy przekonania Zachodu o byciu wartościowym sojusznikiem politycznym i gospodarczym, co również mogło być wykorzystane podczas rozmów polsko-niemieckich zwłaszcza w kontekście tzw. niewybiegania przed szereg polskiej dyplomacji.

PUNKTY SPORNE

Pomiędzy obiema stronami istnieją wszakże problemy, które mogą uniemożliwić porozumienie się. Do takich kwestii zalicza się: kolejna nitka gazociągu Nord Stream, sprawy klimatyczne, czy też wybór Donalda Tuska na stanowisko szefa kolejną kadencję.

W kwestii Nord Stream 2 warto zauważyć, że Niemcy bardzo często lawirują między wypowiedziami ambiwalentnie odnoszącymi się do tej inicjatywy a tymi, które świadczą o negatywnym wpływie kolejnej nitki gazociągu na kształt integracji europejskiej. To strona rosyjska jest bardziej zainteresowana tym, by ten gazociąg powstał, ponieważ w ten sposób Rosjanie zapewnią sobie dywersyfikację infrastruktury przesyłowej, którą będą mogli politycznie szantażować poszczególne państwa Europy. Niemcy w tym zakresie wypowiadają się powściągliwie, nie próbując nadmiernie eksponować swojej roli w tym projekcie.[6] Polsce ten projekt jest nie na rękę, ponieważ wzmacnia stosunki niemiecko-rosyjskie – co jest istotne z geopolitycznego punktu widzenia – oraz pomija nas przy zwiększaniu liczby infrastruktury przesyłowej, co może być problematyczne z gospodarczego punktu widzenia.

W przypadku polityki klimatycznej, Niemcy od dłuższego czasu popierają wprowadzanie odnawialnych źródeł energii, co jest niekorzystne dla naszego kraju ze względu na niewielką infrastrukturę w tym zakresie, a także bardzo małymi możliwościami uzyskiwania energii ze środowiska. Polskie ministerstwo energii próbuje upowszechniać tzw. koncepcję miksu energetycznego, w którym przy jednoczesnym stopniowym spadku eksploatacji węgla, proporcjonalnie ma wzrastać zużycie OZE.[7]

Ostatnia kwestia, typowo polityczna, dotyczy poparcia Donalda Tuska na stanowisko szefa Rady Europejskiej. Kanclerz Merkel proponuje ponowienie wyboru Tuska, czego nie popierają władze w Warszawie. Sprzeciw rządu Prawa i Sprawiedliwości bierze się z niewiary w realizowanie polskich interesów w Brukseli przez Tuska, w związku z czym nie powinien on piastować tego stanowiska.[8] Co ciekawe, nawet inne kraje Grupy Wyszehradzkiej popierają wybór Tuska, zatem bardzo prawdopodobne, że do niego dojdzie.[9] Berlinowi jest on na rękę, ponieważ w powszechnej opinii Tusk jest uważany za protegowanego aktualnej kanclerz Niemiec, w związku z czym nie będzie oponował wobec pomysłów reform Merkel.

CZĘŚĆ II – PROGNOZY

Logicznym jest, że w tym przypadku mamy do czynienia z dwoma przypadkami: kooperacji i braku kooperacji. Jeżeli słusznie przyjmiemy, że wyżej wymienione czynniki są w stanie być gruntownym spoiwem przyszłego porozumienia polsko-niemieckiego, to będziemy mieli do czynienia z wariantem kooperacji. Jeżeli zaś okaże się, że punkty sporne są zbyt duże, szansa na porozumienie będzie niewielka.

SCENARIUSZ KOOPERACJI

Nie ulega wątpliwości, że aktualna forma współpracy państw UE wyczerpała się. Centrala europejska może odnotować częste wypadki oporu państw związane z projektami federalizacyjnymi. Z drugiej strony mamy jednak do czynienia z sytuacją, w której elity widzą jako jedyne możliwe rozwiązanie maksymalnie duże poszerzenie kompetencji organów centralnych Unii. Taka sytuacja musi prowadzić do podziału w samej Unii na dwa obozy państw: zwolenników dalszego pogłębiania integracji oraz przeciwników tegoż rozwiązania.[10]

W związku z tym koniecznym jest znalezienie odpowiedniej formuły kooperacji państw, która byłaby zdolna utrzymać Unię we względnym porządku. Wydaje się, że jedyną możliwą opcją jest konieczność osłabienia radykalnych opinii państw należących do obozu eurosceptycznego. Aby to zrobić, koniecznym jest porozumienie się z głównym przedstawicielem danego obozu. Do momentu Brexitu państwem eurosceptycznym mającym największy wpływ na kształtowanie polityki Unii była właśnie Wielka Brytania. Teraz takim państwem jest Polska, co jest naturalne nie tylko ze względu na pozycję ekonomiczną czy polityczną tegoż państwa, ale też ze względu na opinie innych państw UE zaliczanych do eurosceptycznych.[11]

Patrząc z perspektywy geopolityki, warto spojrzeć na ewentualne porozumienie niemiecko-polskie z punktu widzenia nowej osi politycznej. Dotychczasowy model integracji europejskiej przebiegał według schematu znanego z sekwencji wydarzeń doprowadzających do powstania Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali i ewolucji tej wizji. Według tego podejścia, głównym rdzeniem Unii był Zachód, czyli te państwa, które wchodziły w skład państw-założycieli EWWiS. Ta perspektywa utrzymywała się dłuższy czas. Nawet przyjmując państwa byłego bloku socjalistycznego akceptowano taki stan rzeczy, ponieważ czymś powszechnym dla Wschodu było wówczas dążenie do szeroko rozumianego „poziomu zachodnich społeczeństw”.[12]

Teraz widać, że po ewentualnej wolcie politycznej mielibyśmy do czynienia z przesunięciem się rdzenia Unii daleko na wschód. Byłaby to nie tylko zmiana dotychczasowego sposobu myślenia o polityce unijnej, ale też spora konsekwencja dla samej organizacji. Wtedy wszelkie problemy związane z zagrożeniem dla państw wschodniej flanki UE stałyby się nagle żywotnymi problemami całej organizacji. Miałoby to doniosłe konsekwencje w przypadku narastania ekspansjonistycznej polityki Rosji i przekonania państw bezpośrednio nią zagrożonych o możliwości utraty prawa do samostanowienia. Do tej pory można było spostrzec, że państwa Zachodu dystansowały się od państw Wschodu, traktując je jako gorsze, mniej potrzebne. Dziś Polska, jako główny rzecznik tych interesów, mogłaby poddać ten problem pod dyskusję.

Można domniemywać, że w ten sposób zagrożenie rosyjskie zostałoby zneutralizowane lub przynajmniej przedsięwzięto by konkretne kroki w tym celu. Polska mogłaby w ten sposób zablokować niektóre projekty gospodarcze, np. Nord Stream 2, ponieważ od tego zależy bezpieczeństwo energetyczne naszego państwa, zaś kanclerz Merkel nie będzie wystawiać na próbę ewentualnej nowej osi państw. Wspólne porozumienie niemiecko-polskie osłabiłoby wpływ Rosji na sytuację wewnętrzną Europy lub przynajmniej znacznie unieszkodliwiłoby go.

Co więcej, lekki antyelitaryzm PiSu w stosunki do aktualnych elit Unii może okazać się bardzo ciekawą alternatywą dla państw eurosceptycznych i narastających ruchów populistycznych. Niemiecki krok naprzód w postaci porozumienia się z głównym państwem eurosceptycznym uświadomiłby eurosceptykom, że ich interesy mogą być w Unii realizowane. Biorąc pod uwagę, że wówczas będziemy mieli z pewną ewolucją formy integracji UE, bardzo prawdopodobnym jest, że dzięki temu ruchowi eurosceptycy umocnią swoją pozycję w Unii, ale nie na zasadzie ruchów rozbijających wspólnotę od środka, lecz działających dla dobra organizacji, cementując w ten sposób spójność.[13] Możliwe, że wówczas prorosyjskie nastawienie wielu państw nieco wygasłoby na rzecz kooperacji w samej organizacji, jednak jest to tylko domniemanie.

Ewolucja formy integracji nie dokonałaby się tylko na szczeblu administracyjno-instytucjonalnym, lecz także politycznym. Zarówno Niemcy, jak i Polska są zainteresowane szerszą partycypacją w chińskiej perspektywie Nowego Jedwabnego Szlaku.[14] W ten sposób Europa uniezależniłaby się częściowo od dostaw surowcowych Ameryki i Rosji, co spowodowałoby możliwość zdystansowania się od tych dwóch ośrodków politycznych. Biorąc pod uwagę, że mamy ostatnimi czasy do czynienia z trudno przewidywalnymi posunięciami amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa[15], taka perspektywa powinna być jak najbardziej kusząca. Poprzez porozumienie z Chinami Europa odsunęłaby od siebie realizację jednego ze scenariuszy politycznych, zaś drugi byłby rezultatem zacieśnionej kooperacji Europy z Chinami.

Pierwszą z nich byłoby niepożądane porozumienie amerykańsko-rosyjskie.[16] Jeżeli przyjęlibyśmy, że dzięki NJS stajemy się przynajmniej częściowym gwarantem interesów Chin, to bardzo możliwe, że w ten sposób Chiny naciskałyby na Rosjan celem powstrzymania ich agresywnej polityki względem naszego kontynentu. Byłoby to możliwe ze względu na częściowe uniezależnienie Rosjan od Chińczyków, choćby w kontekście Syberii i dostaw surowcowych.[17] Ameryka wówczas nie mogłaby uznać Europy za przedmiot przetargu podczas rozmów o nowym otwarciu politycznym między Waszyngtonem a Moskwą,[18] co automatycznie skutkowałoby utratą inicjatywy przez Trumpa i brakiem materiału do negocjacji.

W drugim przypadku, bardzo prawdopodobnym byłoby zneutralizowanie Rosji poprzez Chiny. Ten proces postępuje już od dłuższego czasu, jednak wraz ze wzrostem chińskiego importu w Europie Chińczycy nie mieliby interesu pomagać Rosji w dalszej destabilizacji Europy. Co więcej, postępowałoby wówczas dalsze uzależnianie Moskwy od Pekinu, ponieważ Rosjanie nie mieliby możliwości realizacji swoich interesów. Jedynym środkiem nacisku, jaki został Rosji, a który jest wykorzystywany nagminnie, jest szantaż gospodarczy za pomocą gazu. Jeżeli Pekin zablokowałby tę możliwość, choćby zabraniając Putinowi swobodnego ustalania cen surowca, Moskwa straciłaby podstawowe narzędzie do nakręcania słabego wzrostu gospodarczego. W związku z tym pomoc surowcową musieliby oferować Chińczycy, a która byłaby de facto podtrzymywaniem niewydolnego – bo miotanymi procesami demograficznymi, społecznymi i ekonomicznymi – organizmu państwowego Rosji.

Warto zatem zauważyć, że stworzenie osi Polska-Niemcy powoduje wzmacnianie roli Europy wewnątrz, zaś w przypadku połączenia tego z kooperacją z Chinami, mamy do czynienia z blokiem państw, który skutecznie może przeciwstawiać się rewizjonistycznym tendencjom Ameryki oraz Rosji, co powoduje wzmocnienie roli Europy na arenie międzynarodowej. Ponadto, porozumienie polsko-niemieckie byłoby także pożądane z perspektywy interesów z Chinami, ponieważ chiński styl prowadzenia dyplomacji preferuje rozmowy z jednym przedstawicielem aniżeli kilkoma, czego najlepszym przykładem jest formuła 16+1.

SCENARIUSZ BRAKU POROZUMIENIA

Wizja braku porozumienia opiera się głównie na powstrzymywaniu wszelkich opinii do momentu wyborów we Francji i w Niemczech w 2017 roku. Możliwym jest, że te elekcje nie okażą się wielkim triumfem eurosceptyków w ich państwach. Jeżeli wygrają euroentuzjaści, to będziemy mieli do czynienia ze scenariuszem takim, jaki mamy w tym momencie, czyli powolnego narastania dysproporcji w ramach „Europy dwóch prędkości”. W dłuższej perspektywie skutkuje to wytworzeniem sytuacji bliskiej upadkowi zachodniego systemu bezpieczeństwa, jednak zbyt duża ilość zmiennych występujących po drodze absolutnie nie pozwala na wyciąganie w tym zakresie kategorycznych wniosków.

Patrząc na ewentualny brak kooperacji Niemiec i Polski, warto zauważyć istotny problem, jaki niesie ze sobą oczywisty brak porozumienia politycznego.[19] W przypadku narastania nastrojów eurosceptycznych, tandem Paryża i Berlina przestaje być funkcjonalny, ponieważ pierwsza jego część dokonuje radykalnego przewartościowania interesów, jakie mają być realizowane za pośrednictwem narzędzi politycznych Francji. W tym momencie mamy do czynienia z narastającą izolacją polityczną Berlina, co skutkuje brakiem jego wpływu na politykę europejską i w konsekwencji oznacza rozpad instytucji europejskich ze względu na brak ich zwierzchnika.[20]

Jakie konsekwencje będzie to niosło dla Polski? W przypadku braku Unii Europejskiej nie będziemy mieli oparcia w jakichkolwiek instytucjach politycznych Europy. Biorąc pod uwagę dwie kluczowe inicjatywy, z których jedna jest nieustannie odgrzewanym postulowanym projektem przez polskie władze, zaś druga stała się dysfunkcjonalna, nasza pozycja międzynarodowa pogarszałaby się.

Pierwszą z tych inicjatyw jest koncepcja Intermarium, która nie byłaby możliwa do zrealizowania ze względu na wielość antagonizmów między poszczególnymi państwami, a w związku z tym zmiennymi interesami. Co więcej, pewne grupy państw, które miałyby przynależeć do tegoż bloku – jak państwa bałtyckie, państwa Grupy Wyszehradzkiej – preferują zupełnie inne orientacje w polityce.[21] O ile ta pierwsza grupa nie wyobraża sobie współdziałania z Moskwą, o tyle ta druga w swojej polityce opiera się głównie na niej. Wielość interesów oraz ich sprzeczność nie rokuje dobrze dla tej wizji, tym bardziej, że polskie władze nie specjalizują się w tworzeniu tak skomplikowanych inicjatyw politycznych oraz zarządzaniu nimi.

Drugą inicjatywą jest wspomniana Grupa Wyszehradzka. W jej obrębie mamy do czynienia z ogromnymi dysproporcjami dotyczącymi kierunku państw.[22] Wynika to de facto z ich rozmiaru. W przypadku Polski pojawia się nasz odwieczny dylemat – za mali na swobodę prowadzenia polityki autonomicznej, za duzi na bycie przedmiotem polityki. W związku z tym polskie władze zawsze formułują jakieś konstrukcje mające ofiarować nam poczesne miejsce w gronie państw europejskich, niemniej jednak w związku z naszą  nieumiejętnością wyznaczania strategii działania i przechodzenia od ogółu do konkretów takowa wizja wypala się i zostaje tylko intelektualną konstrukcją.

Zupełnie inna sytuacja dotyczy w momencie analizy polityk pozostałych państw Wyszehradu. Czesi, Słowacy i Węgrzy są świadomi własnej pozycji, niewielkiego wpływu na proces kształtowania międzynarodowej decyzji politycznej i w związku z tym następuje ciążenie ku większemu graczowi, który stanowiłby dla nich coś w rodzaju senior partnera. Taką funkcję dla tych krajów pośrednio spełnia Rosja, która jest dla nich głównym autorytetem politycznym oraz jednym z ważniejszych partnerów gospodarczych.[23]

Dlaczego kimś takim nie jest dla nich Polska? Z prostego powodu – państwo, które wpadło nie tylko w gospodarczą, ale i polityczną pułapkę średniego rozwoju nie jest w stanie wytworzyć autonomicznego centrum rządzenia i zarządzania polityką. Niezdolność do kreowania strategii, o której wspominałem, przekłada się na naszą niezdolność operacyjną, czyli tą, która odpowiada za realizację konkretnej decyzji. Gdybyśmy byli państwem, które na skutek wypracowanej agendy politycznej jest w stanie narzucić lub skłonić część państw do przyjęcia naszego punktu widzenia, gdybyśmy potrafili pokierować naszą gospodarką w taki sposób, by wspomagać nie tylko nasz wzrost gospodarczy, ale też akumulować kapitał, to moglibyśmy swobodnie przejąć rolę Rosji w tym zakresie.[24] Państwa te widziałyby wówczas, że Polska dysponuje pewną wizją, która rokuje na powielanie jej schematu w przyszłości i w związku z tym bardziej postulowane byłoby związanie się z państwem, które jest bliższe charakteru narodowemu tych państw.

Kończąc, mówi się także o innych inicjatywach, z których najbardziej konkretną – acz ciągle enigmatyczną w swych konkretach – jest blok bałtycki.[25] Niewątpliwym plusem tego projektu jest spoiwo, którym jest obawa przed Rosją jako agresywnym graczem na arenie międzynarodowej i wynikającą w związku z tym możliwością rewizji jej najbliższego otoczenia. Co więcej mamy tu do czynienia ze zbliżonym potencjałem demograficznym kilku państw oraz podobnymi prognozami co do jego rozwoju. Mamy także do czynienia z podobnym poziomem siły politycznej na arenie międzynarodowej. Państwa skandynawskie są uważane za te, które raczej nie starają się formułować alternatyw dla polityki zagranicznej, co wynika z ich specyficznego położenia poza historycznym głównym obszarem działań w Europie. Mamy w związku z tym do czynienia z równością podmiotów w każdym aspekcie politycznym, czyli z sytuacją, w której możliwość wykształcenia się multilateralnego aliansu jest jak najbardziej możliwa.

Oczywistym problemem jest niespójność geograficzna terytorium, w związku z czym pojawiają się problemy dotyczące ewentualnej obrony przed zagrożeniami zewnętrznymi państw członkowskich. I naturalny problem polityczny – które państwo sprawowałoby funkcję głównego decydenta, odpowiedzialnego za kreowanie i realizowanie polityki. Bardzo możliwe, że bez jasnego ustalenia proporcji władzy poszczególnych państw na samym początku procesu zjednoczeniowego – z czym mielibyśmy do czynienia w związku z równością podmiotów – pojawiłyby się problemy dotyczące rywalizacji między państwami o status przywódcy, co przełożyłoby się na funkcjonowanie całej wspólnoty. W związku z tym potrzeba czasu, aby w ramach samej organizacji wykształciła się specyficzna kultura polityczna, która decydowałaby o jej możliwościach radzenia sobie z bieżącymi problemami, nie tylko zewnętrznymi.

Widać zatem, że bez osi Berlin-Warszawa plany na zbudowanie szerszej koalicji politycznej są niemożliwe do zrealizowania, ponieważ obok Polski brak partnera, który gwarantowałby szanse rozwoju politycznego oraz jednocześnie był atrakcyjny dla innych państw, mających wchodzić w skład potencjalnej koalicji politycznej. Mielibyśmy wówczas także problem z jednolitym zdefiniowaniem interesów oraz tego, kto miałby być wrogiem takowej wspólnoty. W związku z tym niemożliwe jest wykreowanie jednolitych kierunków działania.

WNIOSKI

Patrząc z perspektywy polskiej, koniecznym jest porozumienie się z Berlinem. Gwarantuje nam nie tylko zapewnienie bezpieczeństwa wokół sprawdzonej już formuły integracji wokół wspólnych celów i zdefiniowania wroga, jakim jest Rosja oraz wszelkie przemiany międzynarodowe. Co więcej, taka formuła gwarantuje także rozwój pozycji Polski nie tylko z perspektywy politycznej, co jest oczywiste biorąc pod uwagę miejsce naszego państwa w tym projekcie, ale też gospodarczej. Dostęp do nawiązywania bliższych kontaktów z Niemcami będzie powodował dalszy rozkwit eksportu i importu, dzięki czemu możliwym będzie nabycie know-how w tej kwestii tak, by skutecznie przełożyć model erhardowskiej niemieckiej społecznej gospodarki rynkowej na rynek polski. Ta formuła stanowi także nowe otwarcie na arenie międzynarodowej dla Polski, co mogłoby przynieść redefinicję celów polityki zagranicznej oraz skuteczniejsze uwzględnienie własnych interesów w tym zakresie.

 

 


[1] M. Szułdrzyński, Z Berlinem po drodze, Rzeczpospolita, http://www.rp.pl/Opinie/302079887-Szuldrzynski-Z-Berlinem-po-drodze.html#ap-1 [dostęp: 07.02.2017 r.]

[3] O. Cichowlas, Why France Will Definitely Have A Pro-Russian Government By April, Russia Insider, http://russia-insider.com/en/politics/putins-win-win-russia-heart-frances-presidential-primaries/ri17846 [dostęp: 07.02.2017 r.]

[4] Tekst exposè ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego, Rzeczpospolita, http://www.rp.pl/Rzad-PiS/160129236-Pelna-tresc-expose-Witolda-Waszczykowskiego.html [dostęp: 08.02.2017 r.]

[7] Polska powinna zdywersyfikować miks energetyczny, http://wysokienapiecie.pl/oze/1698-polska-powinna-dywersyfikowac-miks-energetyczny [dostęp: 08.02.2017]

[8] PiS nie poprze Tuska na drugą kadencję?, wMeritum.pl, http://wmeritum.pl/pis-poprze-tuska-druga-kadencje-tajemnicza-wypowiedz-waszczykowskiego/170570 [dostęp: 08.02.2017 r.]

[11] Polska po Brexicie, Gazeta Finansowa, http://gf24.pl/wydarzenia/kraj/item/209-polska-po-brexicie [dostęp: 11.02.2017 r.]

[12] Polska chce wejść do Unii w 2003 roku, Puls Biznesu, https://www.pb.pl/polska-chce-wejsc-do-unii-w-2003-roku-57478 [dostęp: 11.02.2017 r.]

[13] M. Ambrożek, Okrągły Stół z radykałami, Nowa Konfederacja 10/2016, http://www.nowakonfederacja.pl/okragly-stol-z-radykalami/ [dostęp: 11.02.2017 r.]

[14] Nowy Jedwabny Szlak. Polska może stać się łącznikiem pomiędzy Europą a Chinami, Money.pl, http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/nowy-jedwabny-szlak-polska-moze-stac-sie,35,0,2107939.html [dostęp: 11.02.2017 r.]

[15] Można wysnuć taki wniosek po przeanalizowaniu pierwszym posunięć Trumpa. Likwidując umowę Trans-Pacific Partnership (TPP) doprowadził do osłabienia pozycji Stanów Zjednoczonych względem innych krajów Pacyfiku, które mogą poczuć się zagrożone przez Chiny. Jednocześnie, próbuje wysyłać nieprzyjazne sygnały Chińczykom, choćby poprzez potwierdzanie strategicznego partnerstwa z Japonią.

[16] Kreml: Rosja liczy, że Trump i Putin dojdą do porozumienia, TVN 24, http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/kreml-rosja-liczy-ze-putin-i-trump-dojda-do-porozumienia,706478.html [dostęp: 11.02.2017 r.]

[17] K. Gołaś, Stosunki Rosja-Chiny, geopolityka.net, http://geopolityka.net/kamil-golas-stosunki-rosja-chiny/ [dostęp: 11.02.2017 r.]

[18] Henry Kissinger u Władimira Putina, TVN 24, http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/henry-kissinger-u-wladimira-putina,616209.html [dostęp: 11.02.2017 r.]

[19] Przygotujcie się na nową Europę, Libertè!, http://liberte.pl/przygotujcie-sie-na-nowa-europe/ [dostęp: 11.02.2017 r.]

[20] Marek A. Cichocki: Osamotniony Berlin, Rzeczpospolita, http://www.rp.pl/Felietony/170129736-Marek-A-Cichocki-Osamotniony-Berlin.html [dostęp: 11.02.2017 r.]

[21] Ryzyko podziału wśród sojuszników Polski, Onet.pl, http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/klopot-ze-sztandarowym-projektem-pis/269j9p [dostęp: 11.02.2017 r.]

[23] Polityka wschodnia Grupy Wyszehradzkiej, Eastbook, http://www.eastbook.eu/2016/04/18/polityka-wschodnia-grupy-wyszehradzkiej-nielatwa-zgodnosc/ [dostęp: 11.02.2017 r.]

[24] A. Wołek, S. Starnawski, Rząd do remontu, Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego, http://cakj.pl/wp-content/uploads/2015/10/Wo%C5%82ek-Rz%C4%85d-do-remontu.pdf [dostęp: 11.02.2017 r.]

[25] Blok bałtycki jest szerzej nieokreśloną koncepcją wspólnoty państw basenu Morza Bałtyckiego, czyli Polski, państw bałtyckich, Danii, Norwegii, Szwecji i Finlandii.

Fot. flikr

 

Komentarze

komentarze

stat4u