Konrad Gadera: Kryzys prezydencki w Gambii

Adama_BarrowKonrad Gadera

Na przełomie 2016 i 2017 roku niewielka Gambia skupiła na sobie uwagę obserwatorów międzynarodowych z całego świata. Grudniowe wybory prezydencie okazały się niemałym zaskoczeniem nie tylko dla Gambijczyków, ale także dla całej Afryki Zachodniej. Rządzący od 22 lat ekscentryczny prezydent Jahya Jammeh został pozbawiony urzędu. W wyniku głosowania lider koalicji opozycyjnych ugrupowań Adama Barrow zdobył 45,5% głosów, podczas gdy urzędująca głowa państwa otrzymała poparcie na poziomie 36,7%. Trzeci kandydat Mama Kandeh uzyskał wynik 17,8%. Rezultat okazał się niemałym zaskoczeniem, ponieważ większość obserwatorów afrykańskiej sceny politycznej spodziewała się utrzymania status quo.

Przebieg kryzysu

Początkowo ustępujący prezydent wyraził milczącą zgodę na wynik głosowania unikając publicznych wystąpień.  Tuż po wyborach zapanowała radość wymieszana z niedowierzaniem. Nigdy wcześniej w historii Gambii nie doszło do pokojowego przekazania władzy. Dlatego milczenie prezydenta Jammeha potraktowano z dozą niepewności. Ostatnie lata rządów upłynęły pod znakiem silnej ręki, a władza centralna wielokrotnie oskarżana była o łamanie praw człowieka. Szczególnie krytycznie o długoletnim prezydencie wypowiadali się politycy z Unii Europejskiej oraz Stanów Zjednoczonych. Dlatego też tak trudno było uwierzyć w możliwość bezproblemowego przekazania władzy. Podczas rozmowy telefonicznej, krótko po ogłoszeniu wyniku wyborów, Jahya Jammeh miał nawet pogratulować zwycięzcy i zapewnić go o gotowości do ustąpienia.

Już kilka dni później, 10 grudnia, dotychczasowy prezydent zmienił zdanie i stwierdził, że nie uznaje wyniku głosowania. Wezwał równocześnie do ponownego rozpisania wyborów, do czego nie miał konstytucyjnych uprawnień. Zaskoczony zaistniałą sytuacją Barrow oświadczył, iż jedynie Komisja Wyborcza może orzec o nieważności wyborów, a prezydent nie ma w tej sprawie żadnej mocy decyzyjnej. Zmiana stanowiska dotychczasowej głowy państwa spotkała się z natychmiastową reakcją zarówno ze strony Unii Afrykańskiej jak i Stanów Zjednoczonych. W wydanym 10 grudnia komunikacie obie siły wezwały gambijskie oddziały do zachowania neutralności w obliczu kryzysu. W tym dniu głos zabrali również przedstawiciele Wspólnoty Gospodarczej Państw Afryki Zachodniej (ECOWAS). Mankeur Ndiaye, minister spraw zagranicznych Senegalu, ogłosił, iż dla rozwiązania kryzysu Gambii konieczne jest wezwanie nadzwyczajnego spotkania Rady Bezpieczeństwa ONZ. Stanowisko Dakaru cieszyło się poparciem zwolenników Adamy Barrowa, gambijskiej diaspory oraz przedstawicieli regionalnych organizacji międzynarodowych. Wobec wzrostu napięć Jahya Jammeh podjął decyzję o ustawieniu posterunków wojskowych w kluczowych częściach stolicy. Obecność żołnierzy sprawiła, że w Bandżulu zapanowała atmosfera pełna strachu i napięcia. Wielu Gambijczyków już w początkowej fazie kryzysu podjęła decyzję o opuszczeniu kraju i ucieczce do sąsiedniego Senegalu.

W dotychczasowym rządzie gambijskim zapanował niepokój. Doszło do poważnego kryzysu w łonie obozu władzy, który doprowadził do szeregu dymisji w tym między innymi szefa resortu spraw zagranicznych. W tym samym czasie z portu w Ghanie wyszła nigeryjska korweta Unity płynąca w kierunku Gambii. Prawdopodobnie okręt miał bezpośrednio odciąć Bandżul od morza doprowadzając do całkowitego zablokowania stolicy. Obserwatorzy podejrzewali wówczas, że nawet jeśli nie dojdzie do zbrojnej interwencji to tego rodzaju pokaz siły może skłonić prezydenta do uelastycznienia stanowiska. Przełomowym momentem dla kryzysu był 18 stycznia, gdy władze Senegalu podjęły decyzję o udziale w operacji wojskowej mającej usunąć Jahya Jammeha. Prezydent nie zamierzał jednak poddać się bez walki. Za pośrednictwem generała Saula Badije przeprowadził zaciąg najemników z Liberii, Sierra Leone oraz Mauretanii. Przybyli bojownicy otrzymali gambijskie mundury i zostali ulokowani na terenie koszar w Kanifing. Opłacani zagraniczni żołnierze nie okazali się lojalnymi stronnikami, ponieważ w obliczu interwencji ECOWAS porzucili zajmowane pozycje i uciekli.

Dzień później do koalicji składającej się z Nigerii i Senegalu dołączyła również Ghana. Oddziały miały spotkać się na terytorium Senegalu i dopiero tam przeprowadzić skoordynowaną operację przeciwko Bandżulowi. Gdy wydawało się, że wybuch wojny domowej jest nieunikniony naczelny dowódca sił zbrojnych Gambii generał Ousman Badjie zapowiedział, że nie wyda rozkazu walki z Senegalczykami. Ewentualną walkę określił jako „głupi bój”, w który nie chce wysyłać swoich podkomendnych. W podobnym tonie wypowiedział się kontradmirał Sarjo Fofana. Poszedł on jednak o krok dalej ogłaszając, że gambijska flota jest lojalna wobec Adamy Barrowa. Oświadczenia te dobitnie ukazały, że Jahya Jammeh stracił najważniejszych stronników. W obliczu negocjacyjnego impasu połączone siły państw ECOWAS wkroczyły 19 stycznia do Gambii.

Kilka godzin po rozpoczęciu interwencji została ona wstrzymana w związku z przybyciem do Bandżulu delegacji państw Afryki Zachodniej pod przewodnictwem prezydenta Gwinei. Alpha Conde miał podjąć ostatnią próbę przekonania dotychczasowego prezydenta do złożenia urzędu i przekazania władzy w ręce Adamy Barrowa. Ku zaskoczeniu obserwatorów Jahya Jammeh uznał swoją przegraną i zdecydował się odejść, dzięki czemu nie doszło do kolejnej krwawej wojny w regionie. Sytuacja pozostawała jednak nadal niestabilna. Zaprzysiężony w ambasadzie w Dakarze prezydent musiał zmierzyć się z silnymi wpływami swojego poprzednika w administracji centralnej i siłach zbrojnych. Adama Barrow wobec groźby wybuchu walk prosił Senegal o pozostawienie kontyngentu w Gambii na czas ustabilizowania nowej administracji i odsunięcia zagrożenia ze strony pozostających w kraju zwolenników Jahya Jammeha.

Międzynarodowe wsparcie dla interwencji

Operacja mająca na celu obalenie wieloletniego prezydenta Gambii od początku cieszyła się międzynarodowym poparciem. Główny ciężar decyzji leżał na Wspólnocie Gospodarczej Państw Afryki Zachodniej, jednak swoje wsparcie dla interwencji okazały również inne organizacje. Najważniejszym głosem uprawomocniającym działania ECOWAS była jednogłośnie przyjęta 19 styczna rezolucja 2337 Rady Bezpieczeństwa ONZ. Tekst dokumentu zaznaczał jednak, że nacisk powinien zostać położony na rozwiązania polityczne, a nie militarne.

Deklaracja potwierdzała wypowiedź Sekretarza Generalnego Ban Ki-Moona z 10 grudnia 2016 roku kiedy to wezwał  Jahya Jammeha do uszanowania decyzji Gambijczyków i złożenia zajmowanego urzędu. Równie zdecydowane stanowisko zajęli przedstawiciele Unii Afrykańskiej. Ogłosili oni 10 grudnia, że nie będą traktowali dotychczasowego prezydenta jako reprezentanta Gambii, ponieważ uznają wynik wyborów za wiążący. Przewodzący wówczas organizacji prezydent Czadu Idriss Deby przypomniał, że na wojsku i siłach bezpieczeństwa ciąży obowiązek przestrzegania prawa, a nie ślepego wykonywania rozkazów dotychczasowej głowy państwa.

Operacja militarna mająca na celu umożliwienie Adamie Barrowowi objęcie urzędu popierana była również przez Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię. Rząd Senegalu przez cały czas pozostawał w kontakcie z Waszyngtonem. Rzecznik Departamentu Stanu John Kirby potwierdził pełne wsparcie dla przygotowywanej interwencji. Działania podejmowane przez ECOWAS postrzegane były przez Amerykanów jako próba stabilizacji i zażegnania kryzysu. Równie jednoznaczne wsparcie okazała Wielka Brytania. Minister Spraw Zagranicznych Zjednoczonego Królestwa Boris Johnson powołując się na wieloletnie więzi łączące Londyn i Bandżul wyraził nadzieję na owocną współpracę z nowym prezydentem. Jednocześnie wyraził nadzieję, że dotychczasowa głowa państwa w pokojowy sposób zrzeknie się władzy.

Gambia a Wybrzeże Kości Słoniowej

Dzięki sukcesowi ECOWAS pojawiły się głosy, iż tego rodzaju model postępowania może stać się podstawą dla ochrony demokracji w Afryce. Należy jednak zauważyć, że przypadek Gambii jest wyjątkowy i trudno wyobrazić sobie, gdzie podobna operacja nie zakończyłaby się wybuchem wojny domowej. Naturalnym zdaje się porównanie kryzysu z sytuacją, w jakiej znalazło się Wybrzeże Kości Słoniowej w 2010 roku.

Laurent Gbagbo również odmówił oddania władzy i musiał zostać usunięty przez międzynarodową koalicję, której w tym przypadku przewodziła Francja. Operacja zakończyła się wybuchem krwawego konfliktu. Wojna domowa doprowadziła do śmierci ponad 1500 osób, a ponad milion Iworyjczyków zmuszonych zostało do ucieczki z kraju. Mimo ostatecznego obalenia prezydenta Gbagbo i objęcia urzędu przez Alassane Ouattarę trudno uznać interwencję za zakończoną pełnym sukcesem. Aby zrozumieć dlaczego interwencja w Gambii zakończyła się powodzeniem warto przeanalizować różnice między dwoma, często porównywanymi, kryzysami.

Należy zacząć od porównania obu prezydentów będących sprawcami kryzysów w rządzonych przez siebie państwach. Laurent Gbagbo przed objęciem urzędu był dobrze wykształconym i doświadczonym działaczem na iworyjskiej scenie politycznej. Jeszcze przed rokiem 2000 dał się poznać jako polityk z określoną wizją łączącą założenia socjalistyczne z szowinistycznym promowaniem „iworyjskości” w stosunkach wewnętrznych. Obok, popularnego wśród afrykańskich elit, częstego odwoływania się w retoryce do antyimperializmu, zdecydował się na zaostrzenia kursu wobec mniejszości etnicznych mieszkających w kraju. Tego rodzaju polityka przyczyniła się do wyraźnej polaryzacji społeczeństwa, jednak sprawiła, iż prezydent Gbagbo zyskał oddanych zwolenników, którzy stanęli po jego stronie gdy doszło do konfliktu. Z drugiej zaś strony Yahya Jammeh, gdy stanął na czele państwa jako przywódca junty wojskowej w 1994 roku, posiadał jedynie rangę porucznika. Nie był przedstawicielem klasy politycznej ani członkiem najwyższych kręgów wojskowych. Od początku prowadzona przez niego polityka nie miała wyraźnego założenia ideologicznego. W polityce wewnętrznej rządy sprawował żelazną ręką nie cofając się przed prześladowaniem opozycji. Szczególnie dotkliwe były operacje wymierzone w Zjednoczoną Partię Demokratyczną (UDP) kierowaną przez Usainou Darboe. Yahya Jammeh również nie uniknął zaangażowania w politykę dotyczącą podziałów etnicznych. Wiele jego wypowiedzi wprost wyrażało pogląd, że ludność Mandinka nie będzie miała aktywnego wpływu na decyzje podejmowane w Bandżulu. Mimo nieprzychylnych wypowiedzi wobec grupy stanowiącej ponad 30% ludności Gambii, prezydent nie odwoływał się do szowinizmu i nie udało mu się zbudować na tej płaszczyźnie społecznego poparcia, a jedynie wzbudzić niechęć u jednej z głównych grup etnicznych w kraju. Względami polityki wewnętrznej można tłumaczyć reakcję mieszkańców obu krajów na zbliżającą się międzynarodową interwencję. Yahya Jammeh z czasem tracił poparcie nie tylko wśród Gambijczyków, ale również wśród politycznych elit. Dymisje ministrów oraz wypowiedzenie posłuszeństwa przez dowódców wojsk lądowych i floty stanowiły bardzo poważne osłabienie pozycji głowy państwa. Prezydent Gbagbo nie stanął w obliczu podobnych problemów. W obliczu kryzysu mógł liczyć na wsparcie ze strony swoich zwolenników, którzy aktywnie zaangażowali się w uliczne walki ze stronnikami Alassane  Ouattary.

Adama Barrow nie był zaangażowany w gambijską politykę pracując jako ochroniarz w Londynie, a następnie prowadząc dobrze prosperującą firmę w Wielkiej Brytanii. Mimo, iż początkowo opozycja skłaniała się ku poparciu znanego działacza na rzecz praw człowieka Isatou Touray ostatecznie przeciwnicy  Yahya Jammeha zdecydowali się poprzeć Barrowa. Ważnym czynnikiem był fakt, że nie był on postacią dobrze znaną na międzynarodowej scenie politycznej. Brak poparcia światowych potęg odsunął oskarżenia o działania w interesie Zachodu. Należy również pamiętać, że zarówno urzędujący prezydent jak i zwycięzca wyborów aktywnie zniechęcali swoich stronników do brania udziału w ulicznych starciach. Tego rodzaju postawy nie było widać podczas kryzysu na Wybrzeżu Kości Słoniowej.

Alassane Ouattary był dość dobrze znany na międzynarodowej scenie politycznej. Aktywne i jawne wsparcie ze strony Francji okazało się kluczowe dla objęcia urzędu, jednak zrodziło oskarżenia o bycie instrumentem w rękach Paryża. Zaangażowanie państwa europejskiego w wewnętrzne sprawy kraju było bardzo negatywnie przyjęte wśród państw Afryki. W przypadku Gambii całość kryzysu rozwiązana została w ramach Wspólnoty Gospodarczej Państw Afryki Zachodniej. Mimo, iż społeczność międzynarodowa jasno opowiedziała się po stronie Adamy Barrowa, to zarówno negocjacje jak i operacja wojskowa pozostała w gestii lokalnych sił.

Wyjątek a nie reguła

Analiza casusu Gambii jasno wskazuje, że zastosowany model rozwiązywania kryzysów władzy może być niezwykle trudny do powtórzenia. Jak wskazują niepokoje w Demokratycznej Republice Konga po tym jak Joseph Kabila odmówił złożenia urzędu, czy wojna domowa na Wybrzeżu Kości Słoniowej konflikty wieloletnich przywódców z nowymi liderami najczęściej kończy się wojną domową. Optymizm jaki zapanował po interwencji ECOWAS był zbyt daleko posunięty. Trudno wyobrazić sobie podobne rozwiązanie w przypadku chociażby rządzonego od dekad przez jedną osobę Zimbabwe.

Czynniki jakie doprowadziły do zmiany władzy w Gambii były na tyle ścisłe, że trudno sobie wyobrazić powtórzenie tego rodzaju doświadczenia w innych krajach. Połączenie słabej pozycji w polityce wewnętrznej, braku poparcia ze strony armii i silnej presji ze strony afrykańskiej społeczności międzynarodowej doprowadziły do tego, iż udało się odsunąć od władzy Yahya Jammeha bez wybuchu walk na ulicach Bandżulu.

Porównanie do kryzysu na Wybrzeżu Kości Słoniowej pokazuje również jak wielką rolę odgrywa postawa wszystkich uczestników sporu. Należy pamiętać, że prezydent Jammeh nie zamierzał biernie przyglądać się senegalskiej interwencji. Dopiero dezercja sprowadzonych do kraju najemników sprawiła, że zmuszony został do porzucenia nadziei na realne stawienie oporu oddziałom ECOWAS i skłonił się ku negocjacjom z przybyłą do stolicy delegacją.

Niezwykle interesująca w tym kontekście pozostaje sytuacja w Zimbabwe. Nieuniknione przekazanie władzy przez urodzonego w 1924 roku Roberta Mugabe może okazać się prawdziwym testem dla państw afrykańskich. Dopiero praktyka pokaże czy powtórzony zostanie scenariusz iworyjski lub gambijski. Niewykluczone również, że niezwykle doświadczony polityk znajdzie mechanizm, dzięki któremu przekaże urząd wskazanej przez siebie osobie. Jak na razie potencjalną kandydatką na urząd zdaje się być Grace Mugabe. Czas jednak pokaże czy uda się utrzymać ster państwa w rękach prezydenckiej rodziny.

 

 

 

Komentarze

komentarze

stat4u