Konrad Gadera: Ambazońscy separatyści i konflikt w zachodnim Kamerunie

Flag_of_the_Federal_Republic_of_Southern_Cameroons.svgKonrad Gadera

Afryka Zachodnia pozostaje regionem rozdartym przez kilkanaście konfliktów zbrojnych. Część ma podłoże religijne, jednak wśród nich nadal znajduje się kilka dotyczących walki narodowowyzwoleńczej. Jednym z najnowszych jest trwająca od 2017 roku jest wojna o niepodległą Ambazonię – region zamieszkiwany przez anglojęzycznych Kameruńczyków we wschodniej części kraju. Napięcia nie ograniczają się jednak do jednego kraju, lecz stanowią wyzwanie dla całego regionu. Przeciągające się walki mogą bezpośrednio wypłynąć na relacje Kamerunu z jednym z najsilniejszych ekonomicznie i militarnie państwem na kontynencie – Nigerią.

Ambazoński separatyzm w ujęciu historycznym

Aby dobrze zrozumieć obecny konflikt między rządem centralnym a ludnością anglofońską należy cofnąć się do roku 1930. Wówczas tereny obecnie objęte walkami podlegały Wielkiej Brytanii i stanowiły część terytorium Nigerii. Stan ten utrzymywał się do 1954 roku, gdy przedstawiciele Kamerunu Południowego uzyskali szeroką autonomię. W ciągu następnych czterech lat lokalne władze okazały się na tyle kompetentne, że region stał się całkowicie niezależny, samorządny i dysponujący sprawnym aparatem administracyjnym. Wówczas ambicje separatystów zbiegły się w czasie z decyzją ONZ wzywającą Wielką Brytanię do przeprowadzenia plebiscytów na podległych jej terytoriach kolonialnych. Pozwolenie lokalnej ludności zadecydować o własnej przyszłości sprowadzało się do dwóch możliwości: ogłoszenia federacji niezależnych podmiotów z Nigerią lub podpisanie podobnej umowy z Kamerunem. Ku dużemu niezadowoleniu nie brano pod uwagę pełnej niepodległości, ponieważ uznano region za zbyt słaby gospodarczo, aby mógł sobie poradzić jako samodzielne państwo.

Ludność była rozczarowana przedstawionymi propozycjami, jednak zdecydowała o wejściu w federację z francuskojęzycznym Kamerunem. Bardzo szybko okazało się, iż zapewnienia o współpracy dwóch równorzędnych partnerów były jedynie pustymi obietnicami. Przedstawiciele frankofonów szybko obejmowali kolejne urzędy marginalizując reprezentantów Kamerunu Południowego (po wejściu w federację region anglojęzyczny zaczęto nazywać Kamerunem Zachodnim). Ukoronowaniem procesu przejmowania władzy nad anglojęzycznym partnerem było przeprowadzone 20 maja 1972 rok referendum. Mimo, że odbyło się ono ze złamaniem art. 45 konstytucji (zapis ten zakazywał zmiany formy rządów z federacji na unię) Kamerun Zachodni został przyłączony do frankofońskiej części i powołano Zjednoczoną Republikę Kamerunu. Obejmując 6 listopada 1982 roku urząd prezydenta Paul Biya kontynuował politykę marginalizacji ludności anglojęzycznej. Oficjalnie władze promowały jedność społeczeństwa, które powinno wznieść się ponad podziały językowo-kulturowe i wspólnie budować kraj. Oznaczało to, że anglofoni powinni porzucić swoją tożsamość kulturową i scalić się z frankofonami.

Jedną z najważniejszych postaci tlącego się separatyzmu był Fon Gorji Dinka, który w 1985 roku użył terminu „Ambazonia” dla określenia ziem dawnego Kamerunu Południowego. Wzywał on do przedefiniowania relacji między Kamerunem Zachodnim i Wschodnim, tak aby zakończyć, jego zdaniem, nielegalny proces unifikacji. Jednocześnie rozpoczęła się próba zwrócenia uwagi świata na problem Ambazonii. Podczas All Anglophone Conference podjęto decyzję o ogłoszeniu niepodległości, lecz planowano dać frankofonom czas na przygotowanie się do oderwania anglojęzycznych prowincji.

Rząd nie potraktował tych deklaracji poważnie. Dopiero strajk prawników w październiku 2016 zmusił władze do zwrócenia uwagi na problem zachodniej części kraju. Demonstranci sprzeciwiali się polityce delegowania francuskojęzycznych sędziów do sądów w anglojęzycznych prowincjach. Służby bezpieczeństwa podjęły próbę zdławienia protestu i zduszenia tendencji separatystycznych. Przyjęcie twardego stanowiska sprawiło jednak, że wybuchły walki z samozwańczymi Siłami Obronnymi Ambazonii, a konflikt przekształcił się w wojnę partyzancką.

Problem dwóch języków

Spojrzenie na obecny konflikt wymaga zrozumienia w jak trudnej sytuacji znajdują się anglojęzyczny mieszkańcy Kamerunu. W czasach rządów brytyjskich prześladowani byli przez zamieszkującą południową Nigerię ludność Igbo, dlatego gdy tylko pojawiła się przed nimi taka możliwość pragnęli zerwać wszelkie stosunki z Abudżą, nawet jeśli niepodległość nie była brana pod uwagę. Wchodząc w federację ze wschodnim sąsiadem liczono na możliwość nie tylko budowy własnej niezależności, ale równocześnie odsunięcie się od Nigerii.

Szybka dominacja kultury frankofońskiej oznaczała ogromne rozczarowanie. Przysyłani przez rząd centralny urzędnicy nie stanowili bezpośredniego zagrożenia dla kultury i tożsamości anglofonów. Sytuacja utrzymywała się jednak przez lata co spowodowało, że faktyczny dostęp do pozycji w administracji został zablokowany dla lokalnej ludności. W ciągu ostatnich lat imperiów kolonialnych widoczna była lepsza sytuacja w jakiej znajdowali się przedstawiciele Kamerunu Wschodniego. Szczodrze wspierani przez Francję wyraźnie dyktowali warunki przedstawicielom anglofonów, którzy mimo obietnic nie uzyskali wyraźnej pomocy ze strony Wielkiej Brytanii i ONZ. Polityka przejmowania przez frankofonów kluczowych pozycji w administracji i oświacie doprowadziła do kryzysu, którego najbardziej wyraźnym objawem był strajk prawników. Również nauczyciele wielokrotnie wyrażali swoje niezadowolenie z powodu częstego zatrudniania pedagogów zupełnie nieznających języka angielskiego w szkołach położonych w regionach zamieszkałych w większości przez anglofonów. Niejako symbolem marginalizacji języka angielskiego jest fakt, że prezydent Paul Biya posługuje się nim w bardzo podstawowym zakresie.

Mimo, iż głowa państwa deklaruje gotowość do dialogu, to separatyści nieufnie odnoszą się do wszelkich inicjatyw rządu centralnego.

Stosunki kameruńsko-nigeryjskie

Relacje między Jaunde a Abudżą od lat pozostają dobre, lecz dość skomplikowane. Mimo, iż głowy obu państw zapewniają o wielkiej przyjaźni, czego świadectwem miało być huczne powitanie z jakim spotkał się prezydent Paul Biya podczas oficjalnych wizyt w Nigerii, kraje poza trudną historią dzieli również szereg sporów. Najpoważniejszy z nich dotyczy przynależności półwyspu Bakassi.

Rozbieżność stanowisk doprowadziła do krótkich starć przygranicznych, które skłoniły Abudżę do wysłania trzech tysięcy żołnierzy mających zabezpieczyć półwysep. Brak porozumienia między stronami doprowadził do sytuacji w której przynależność państwową regionu musiał określić Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości. Sędziowie opierając się o zapisy deklaracji z Maroua orzekli, że półwysep powinien należeć do Kamerunu. Wartym podkreślenia jest fakt, iż pomimo wyroku na korzyść Jaunde miejscowa ludność nie musiała zmieniać obywatelstwa i w świetle prawa nada była Nigeryjczykami. Mieszkańcy czuli się niepewnie w nowej rzeczywistości i byli niezadowoleni z decyzji sądu, co znalazło przełożenia na nastroje w samej Nigerii. Utrata półwyspu była szeroko wykorzystywana jako narzędzie polityczne w kampanii przeciwko urzędującemu wówczas prezydentowi Olusegunowi Obasanjo. Głowie państwa zarzucano, że przyjął wyrok bez przeprowadzenia konsultacji z mieszkańcami regionu, a cały proces odbył się ponad głowami zainteresowanych. Podobne nastroje udzielały się również części elit politycznych. Niepokoje mieszkańców budziło również wycofanie nigeryjskich oddziałów z Bakassi w sierpniu 2006 roku. Senat podczas obrad 22 listopada 2007 roku odmówił zatwierdzenia przekazania półwyspu ponieważ takie działanie miałoby naruszyć zapisy nigeryjskiej konstytucji. Mimo próby zablokowania procesu przez posłów region ostatecznie przeszedł pod władzę Kamerunu 14 sierpnia 2008 roku.

Utrata Bakassi była nie tylko kwestią naruszenia prestiżu, ale również stanowiła potencjalnie dużą stratę gospodarczą dla Abudży. Mimo braku bezpośrednich dowodów specjaliści od lat podejrzewali, że na półwyspie znajdują się pokaźne złoża paliw kopalnych. Dopiero chińska firma Sinopec stwierdziła w październiku 2012 roku obecność złóż gazu ziemnego oraz ropy naftowej. Jednym z największych atutów miejscowych rezerwuarów paliw jest fakt, że pozostają w większości nienaruszone. Obecnie znaczna część mieszkańców utrzymuje się z połowów ryb, a przemysł naftowy nie rozwinął się do takiego stopnia jak w delcie Nigru. Dlatego przy potencjalnie bardziej odpowiedzialnym wydobyciu możliwe będzie uniknięcie katastrofy ekologicznej, do jakiej doprowadzono w południowej Nigerii. Wszelkie prace musiały być jednak przerwane ponieważ wraz z niepokojami związanymi z ambazońskimi separatystami bezpieczeństwo regionu uległo znacznemu pogorszeniu.

Pozostawienie stosunkowo licznej mniejszości nigeryjskiej w granicach niepodległego Kamerunu stanowiło jednocześnie zagrożenie jak i dużą szansę. Społeczności zamieszkujące tereny, na których toczy się walka o niepodległą Ambazonię utrzymywały do tej pory bardzo ożywione kontakty gospodarcze z zachodnim sąsiadem. Nie tylko miejscowi rybacy, ale również rolnicy korzystali z możliwości rozwoju strefy przygranicznej orientując swoje przedsiębiorstwa na eksport. Przedsiębiorcy działający w regionie mógł stanowić przykład dobrej współpracy i budowania ponadnarodowej współpracy ekonomicznej na najniższym szczeblu. Potencjał został zauważony również przez Afrykański Bank Rozwoju, który przeznaczył 423 miliony dolarów na budowę drogi łączącej Bamendę z Enugu ułatwiając transport przez granicę.

Wybuch walk bardzo negatywnie odbił się na tego rodzaju kontaktach handlowych. Ponieważ transakcje dotyczyły produktów żywnościowych wiele z nich zalega w magazynach i ulega zniszczeniu. Część odpornych zbiorów, takich jak kokosy czy kukurydza mogą być przechowywane w miejscowych składach, ale banany i warzywa muszą szybko trafić do odbiorców. Dlatego miejscowi rolnicy wstrzymują zbiory czekając na ustabilizowanie sytuacji lub sprzedają produkty wyłącznie na miejscu nie angażując się w transport do centrów miejscowego handlu. Szacuje się, że od ponad pięciu miesięcy nie zebrano około 90% plonów, co może okazać się katastrofalne dla stabilności regionu.

Znacznemu pogorszeniu uległa również miejscowa infrastruktura. Przyczyniły się do tego zarówno działania separatystów jak i polityka przyjęta przez rząd. Dużym ciosem dla prowincji objętych walkami było zatrzymanie ruchu autokarowego. Bojownicy próbowali odciąć anglofońskie prowincje zarówno od innych miast w kraju jak i za granicą. Niejednokrotnie dochodziło do zatrzymania i zniszczenia autobusów obsługujące połączenia dalekobieżne. Już w początkowej fazie konfliktu wielu młodych Kameruńczyków opuściło rodzinne strony szukając bezpiecznego schronienia w centralnej części kraju lub wybierając ucieczkę do Nigerii. Ci, którzy pozostali mają utrudniony dostęp do transportu, ponieważ rząd zabronił jazdy na motocyklach. Minister Paul Atanga Nji stwierdził, że zakaz zostanie cofnięty dopiero, gdy sytuacja w regionie ulegnie znacznemu polepszeniu. Władze argumentowały decyzje o zakazie tym, że separatyści wykorzystują motocykle do przeprowadzania szybkich ataków na cele cywilne i wojskowe.

Kameruńsko-nigerjska współpraca wojskowa a walki w Ambazonii

Boko Haram jako najbardziej niebezpieczna organizacja terrorystyczna na świecie stanowi trudnego przeciwnika dla rządów krajów Afryki Zachodniej. Walka z ekstremistami jest jednym z najważniejszych elementów zmuszających państwa regionu do ścisłej współpracy militarnej. Tak też jest w przypadku Kamerunu i Nigerii.

Oba sztaby generalne przeprowadziły wiele wspólnych operacji wymierzonych w terrorystów. W celu lepszej koordynacji oddziały wielokrotnie przekraczały granice państw sąsiednich bez uszczerbku dla relacji między partnerami. Warto przytoczyć wydarzenie z marca 2015 roku gdy nigeryjski oddział liczący 480 żołnierzy musiał szukać schronienia w Kamerunie po przegranej potyczce z ekstremistami. Zostali oni rozbrojeni, zgodnie z obowiązującymi przepisami, a następnie rozlokowani w budynkach rządowych, skąd mogli bez problemu powrócić do kraju.

O ile współpraca wojskowa między oboma krajami na północy nie natrafia na żadne problemy, to sytuacja wygląda diametralnie inaczej na południu. Już na początku konfliktu część kameruńskich polityków wprost mówiła, że ambazońscy separatyści korzystają z baz znajdujących się po nigeryjskiej stronie granicy. Kameruńscy żołnierze tropiąc rzekomych partyzantów wtargnęli kilkukrotnie na terytorium Nigerii bez wcześniejszego porozumienia z Abudżą. Przykładem może być operacja przeprowadzona 30 stycznia 2018 roku, kiedy oddziały przekroczyły granicę na wysokości przejścia w Daddi. Pięć dni wcześniej Kameruńczycy przeprowadzili podobny wypad, który zakończył się porwaniem pięciu osób podejrzewanych o przynależność do separatystów.

Tego rodzaju operacje nie tylko naruszyły dobre relacje między krajami, ale również zraziły do wojska ludność cywilną. Działania represyjne uderzyły również w tradycyjne elity – wodzów.

Zdając sobie sprawę z ich dużego wpływu na resztę ludności żołnierze szczególnie brutalnie postępowali z tymi liderami, których podejrzewano o sympatyzowanie z bojownikami. Nie inaczej wodzów traktują separatyści. Głośnym echem odbiło się zamordowanie przywódcy Balondo Stephena Itoha. Partyzanci uznali, że jest on agentem rządu centralnego i wyprowadzili go z kościoła podczas niedzielnej mszy i zastrzelili przed świątynią.

Wielu wodzów, obawiając się, iż podzielą los zamordowanego Stephena Itoha, wyjechało do Nigerii i twierdzi, że nie wróci do kraju do czasu ustabilizowania sytuacji. Sytuacja ta bezpośrednio godzi w prestiż Kamerunu i podważa zdolność władz centralnych do zapewnienia bezpieczeństwa nie tylko ludności cywilnej ale również przedstawicielom tradycyjnych elit.

Wojna o niepodległą Ambazonię

Wydarzenia z 20 marca 1985 roku stanowiły zapowiedź tego jak Kamerun zareaguje na jakiekolwiek próby Southern_cameroon_mapuzyskania niezależności przez regiony zamieszkałe przez anglofonów. Wówczas Fon Gorji Dinka określił zerwanie federacji jako niekonstytucyjne i wezwał do utworzenia niezależnej Ambazonii. Prawnik szybko został osadzony w areszcie, gdzie przez prawie rok przetrzymywany był bez procesu.

Władze bardzo gwałtownie reagowały na wszelkie przejawy oporu ze strony ludności anglojęzycznej. Część bardziej wojowniczo nastawionych działaczy skłoniło się w stronę rozwiązań militarnych. Wybuch wojny okazał się nieunikniony, dlatego 9 września 2017 roku przywódca Ambazońskich Sił Samoobrony Benedict Kuah ogłosił rozpoczęcie walki przeciwko rządowi centralnemu. Już niecały miesiąc później ogłoszono jednostronną deklarację niepodległości, w której terytoria zamieszkałe przez anglofonów obwieściły odłączenie od Kamerunu i utworzenie Ambazonii. Początkowa faza walk ograniczała się do serii potyczek między separatystami a kameruńskimi siłami zbrojnymi. Częste ataki na przedstawicieli sił bezpieczeństwa zmusiły Jaunde do skierowania dodatkowych oddziałów do regionu. Wtedy również zaczęło dochodzić do ataków na ludność cywilną. Obie strony dopuszczały się przestępstw wobec ludności, która z jednej strony obawiała się partyzantów oskarżających całe wioski o dostarczanie wojskowym informacji wywiadowczych z drugiej żołnierzy podejrzewających, że cywile ukrywają bojowników.

Konflikt mógł zyskać międzynarodowy rozgłos w kwietniu 2018 roku kiedy rząd odbił z rąk niezidentyfikowanych przestępców pięciu obywateli Włoch oraz siedmiu Szwajcarów. Oficjalnie poinformowano, że zostali oni porwani przez ambazońskich separatystów. Ci jednak odcięli się od oskarżeń ogłaszając, że nie zajmują się uprowadzaniem obcokrajowców tylko walką narodowowyzwoleńczą. Sprawa została szybko wyciszona, a bojownicy rozszerzyli spektrum działalności o blokowanie dróg.

Czerwiec 2018 roku był miesiącem, w którym separatyści zorganizowali kilka operacji mających na celu całkowite odcięcie regionu od reszty Kamerunu. Na kluczowych arteriach komunikacyjnych ustawiano barykady oraz wstrzymano ruch autobusowy, co wywołało natychmiastową reakcję rządu, który wysłał dodatkowe siły wojskowe do zagrożonego regionu. Obecnie konflikt jest przykładem asymetrycznej walki partyzanckiej bez perspektywy szybkiego zakończenia. Bez woli osiągnięcia porozumienia, i wobec eskalacji starć, problem ruchu niepodległościowego w Ambazonii może przyczynić się do poważnego osłabienia Kamerunu oraz dalszego skomplikowania stosunków z sąsiednią Nigerią. Duży wpływ na dalszy przebieg wojny związany jest również z aktywnością Boko Haram. Obecnie uwaga dowództwa podzielona jest między niepokoje w regionach zamieszkałych przez anglofonów i religijnych ekstremistów na północy.

 

 

 

Komentarze

komentarze

stat4u