Jan Stec: Geopolityka pomników

Jasielpłk rez. Jan Stec

W kontekście polskiej polityki historycznej należy wspomnieć o pomnikach i miejscach upamiętnienia. Jedne chcemy burzyć, na drugie obficie zezwalamy. Mam tu na myśli mnożące się pomniki żołnierzy Wehrmachtu, osobliwie na Opolszczyźnie, a także coraz częstsze obiekty poświęcone pamięci „bohaterów” UPA.

Osobiście nie miałbym sprzeciwów, gdyby były one poświęcone „ofiarom wojny” (chodzi o napisy). Ostatecznie w niektórych oddziałach UPA operujących w południowo-wschodniej Polsce wśród szeregowych partyzantów ukraińskich (strilciw) przeważali analfabeci. Czy ci młodzi w większości ludzie mieli pełnię świadomości, o co walczą – zapewne nie, ale walczyli fanatycznie i ginęli. Trudno jednak zgodzić się na takie hasła widniejące do dziś, jak napis na pomniku w Hruszowicach „Chwała Bohaterom UPA, którzy walczyli za wolną Ukrainę”. Ten napis istnieje tam od 1995 r. Chciałoby się krzyknąć – Panowie opamiętajcie się.

W oparciu o powyższe rozważania należałoby dokonać próby uogólnienia, a mianowicie:

  1. Na bazie wydarzeń wokół Ukrainy trwa otwarty konflikt w postaci wojny informacyjnej, propagandowej i ekonomicznej pomiędzy USA wspomaganymi przez Unię Europejską a Rosją. Zawarte ostatnio w Mińsku porozumienie rozejmowe niczego w tej dziedzinie nie zmienia.
  2. W sytuacji, gdy ostateczny wynik wspomnianego konfliktu jest wielką niewiadomą należy stwierdzić po raz kolejny, że bezpośrednie zaangażowanie Polski w wydarzenia na Ukrainie, a szczególnie pomoc wojskowa, nie leży w naszym interesie. A obywatele polscy, którzy  w roli ochotników bądź najemników uczestniczą w walkach na Ukrainie powinni być pociągnięci do odpowiedzialności karnej, zgodnie z obowiązującymi normami prawnymi.
  3. Polska niezmiennie pozostaje w ścisłej czołówce antyrosyjskich działań propagandowych, przy czym niektóre postulaty naszych polityków, dotyczące sankcji politycznych i ekonomicznych należą do szczególnie radykalnych. Przykłady:

            – pozbawienie Rosji prawa weta w RB ONZ;

            – przerwanie bądź totalny bojkot kontaktów w zakresie nauki, kultury, sport itp.

            – rugowanie studentów rosyjskich ze wszystkich uczelni na terenie USA i UE.

W tej dziedzinie z naszymi politykami może konkurować jedynie przodująca Komsomołka, absolwentka uczelni partyjnej KPSS, Daria Grybauskaite. W najbliższym okresie można się spodziewać nasilenia tej propagandy z wykorzystaniem problematyki historycznej.

  1. Aktywizacja antyrosyjskich działań propagandowych, w tym przebieg uroczystości oświęcimskich oraz przytoczone przykłady z terenu Śląska i Mazur odkładają na bardzo daleki plan możliwość choćby częściowej normalizacji stosunków polsko-rosyjskich oraz czyni wątpliwym możliwość efektywnego wpływania na sytuację polityczną na wschodzie Europy.
  2. Przy obecnym składzie personalnym zarówno władz ustawodawczych oraz wykonawczych na Ukrainie nie jest możliwe wypracowanie uczciwego historycznego kompromisu, dotyczącego tragicznego okresu stosunków polsko-ukraińskich.
  3. Totalne działania propagandowe dotyczące konfliktu ukraińskiego powodują odsunięcie niejako na drugi plan problemów społecznych (konfliktów wewnętrznych, strajków, protestów itp.). Jest to jednak przejściowe. Szczególny niepokój powinna wzbudzać sytuacja na Górnym Śląsku. Wzbudzanie określonych emocji na tle historycznym z zamiarem ich politycznego wykorzystania w warunkach totalnej degradacji ekonomicznej i socjalnej tego regionu jest ciężkim błędem, tym bardziej wobec narastających działań propagandowych i organizacyjnych miejscowych „autonomistów”. Zastanawiające są dane niemieckich władz imigracyjnych. Otóż w 2013 roku w Niemczech osiedliło się 1,123 mln osób, z czego najwięcej 16,6%, tj. ok. 190 tys. Polaków. To musi zastanawiać. Czyżby wypowiedziana ponad 10 lat temu w oficjalnym wywiadzie myśl p. Eriki Steinbach (przewodnicząca Związku Wypędzonych): „kiedyś na Polskę trzeba było wiele czołgów i samolotów, a teraz wystarczy Unia Europejska” okazały się prorocze. Oby tak nie było.

I na koniec może jeden postulat w stosunku do klasy rządzącej. Sygnowane powyżej zjawiska stanowią niewątpliwie początek szerokiej kampanii propagandowej pod umownym hasłem „wyzwolenie czy zniewolenie”. Ma ona w założeniu charakter antyrosyjski, ale na pewno spowoduje pogłębienie się podziałów w społeczeństwie polskim zarówno pokoleniowych, jak i wewnątrz poszczególnych grup. Wystarczy wymienić tu choćby negowanie dorobku całych pokoleń i powtarzanie przy każdej okazji na zasadzie mantry, że Polska przez 45 lat nie byłą niepodległa, czy ten wręcz bałwochwalczy stosunek do tzw. żołnierzy wyklętych. Wspomniany postulat jest krótki: Panowie mniej manipulacji i jątrzenia.

Fot. Wikimedia Commons

Komentarze

komentarze

stat4u