Jan Majka: Kampania terrorystyczna i listopadowe wybory parlamentarne w Turcji.

Anti-PKK_demonstration_3mjr SG rez. Jan Majka

Ostatnie wydarzenia w Syrii przesłoniły nieco sytuację wewnętrzną w Turcji w związku z dodatkowymi wyborami parlamentarnymi, które odbyły się w tym kraju 1 listopada 2015r. Tymczasem państwo tureckie zdaje się znajdować teraz zarówno w trudnej sytuacji międzynarodowej po zestrzelaniu rosyjskiego bombowca w swojej przestrzeni powietrznej, ale też ciągle w stanie bardzo napiętych stosunków z mniejszością kurdyjską. Ciągle dochodzi tam do aktów przemocy i operacji antyterrorystycznych wymierzonych w PKK. Pierwsze symptomy zaostrzenia zaczęły się pojawiać jeszcze w trakcie kampanii do wyborów 7 czerwca 2015r. Wtedy jednak wszystkie strony lokalnego sporu politycznego zdołały zachować powściągliwość i skończyło się jedynie na znacznej liczbie siłowych prowokacji. Aż do wyborów nikt nie zdecydował się na zmasowane działania odwetowe.

Potem jednak kraj ten znalazł się w stanie bliskim wojny domowej. Sytuacja odmieniła się na niekorzyść wraz z ogłoszeniem wyników czerwcowych wyborów parlamentarnych, w których rządząca AKP uzyskała zaledwie 40,9% poparcia (258 mandatów) partie zaś opozycyjne: CHP 25% (132 mandaty), MHP 16,3% (80 mandatów), HDP 13,1% (80 mandatów). Okazało się, że wyniki te mogą oznaczać początek tendencji spadkowej AKP i CHP, natomiast wzrostowej HDP. Partia rządząca – AKP, utraciła wtedy możliwość samodzielnego sformowania rządu i dokonania zmian w konstytucji w kierunku utworzenia systemu prezydenckiego. W dodatku okazało się też, że AKP nie posiada zdolności koalicyjnej, co oznacza konieczność rozpisania kolejnych wyborów parlamentarnych na 1 listopada 2015r.

Względny sukces odnotowała wtedy kurdyjska, lewicowa HDP, będąca politycznym skrzydłem PKK, uważanej za organizację terrorystyczną. Udało się jej znacznie przekroczyć nieosiągalny dotąd próg wyborczy. Analizy pokazują, że głosy, które dały sukces HDP odebrane zostały głównie rządzącej partii AKP i zasadniczo pochodziły od młodego elektoratu. Wyglądało, że Turcy zaczęli godzić się z faktem, że dzielą kraj z Kurdami i, że wcale nie musi to zagrażać ich państwowości. Zauważono też, że Kurdom irackim i tureckim wcale nie jest tak blisko do siebie pod względem politycznym, jak można by sądzić z pozoru.

Elity partii rządzącej, łącznie z obecnym prezydentem, a niedawnym premierem i liderem AKP Recepem Erdoganem znalazły się po wyborach w bardzo trudnej sytuacji. Dotąd tylko dzięki wpływom na organa ścigania i wymiaru sprawiedliwości, jakie dawało im samodzielne sprawowanie władzy, a także dzięki immunitetom parlamentarnym, udawało im się uniknąć odpowiedzialności karnej za gigantyczną aferę korupcyjną z grudnia 2013 roku. Perspektywa utraty władzy stawała się równoznaczna z zagrożeniem osobistego bezpieczeństwa. Wątek nadużywania immunitetu przez obie strony pojawił się zresztą w kampanii wyborczej. Wyjściem z klinczu mogła być tylko eliminacja HDP jako politycznej konkurencji oraz odzyskanie utraconego elektoratu. 

Ewentualne podjęcie przez PKK kampanii terrorystycznej mogło być dla AKP korzystne, pozwalając na obciążenie HDP odpowiedzialnością za destabilizację kraju. Ze względu na dawniej realizowane w tym kraju scenariusze, można się było w takich okolicznościach liczyć nawet z zamachem stanu i delegalizacją niewygodnej konkurencji politycznej. Wojna domowa z HDP-PKK, jako stroną konfliktu, byłaby wystarczającym uzasadnieniem. Kampania terrorystyczna wybuchła powodując spadek zaufania politycznego do HDP wśród wyborców 1 listopada 2015r. oraz do wzmocnienie AKP. Obyło się bez zamachu stanu.

Moment przełomowy we wzajemnych stosunkach państwa tureckiego z Kurdami, czyli de facto AKP z HDP stanowił samobójczy zamach w mieście Suruc z 19 lipca 2015r., którego ofiarami byli uczestnicy kongresu kurdyjskich młodzieżowych organizacji socjalistycznych (31 zabitych, 104 rannych). Sprawca okazał się mieć związki z Państwem Islamskim, a wśród ofiar byli Kurdowie syryjscy, w więc przedstawiciele tych, co tyleż dzielnie, co i rozpaczliwie państwu islamskiemu stawiają opór. Ponieważ impreza byłą silnie zabezpieczana przez tureckie organa porządkowe, Kurdowie uznali, że służby specjalne inspirowały lub umożliwiły ten zamach, same mając z Państwem Islamskim powiązania.

W odwecie 23 lipca w Diyarbakir PKK zastrzeliło dwóch policjantów pełniących służbę patrolową w ruchu drogowym. Ten bezmyślny i w gruncie rzeczy szkodliwy dla samych Kurdów odwet dał władzom pretekst do szeroko zakrojonej operacji antyterrorystycznej, czyli serii aresztowań oraz ataków zbrojnych na lądzie i w powietrzu, w tym także na obozy PKK ulokowane na terytorium Kurdystanu Irackiego. Co znamienne, doszło teraz też do licznych aresztowań przedstawicieli lokalnej administracji samorządowej na terenach zamieszkałych przez Kurdów pod zarzutem współpracy z terrorystami. Może to doprowadzić do znacznych strat w tym, co Kurdom udało się w ciągu ostatnich lat uzyskać w południowo-wschodniej Turcji legalistycznymi metodami. Akcje te pociągały znów za sobą kolejne akty odwetowe ze strony PKK wymierzone w tureckie organa porządkowe. Turcja zdawała się staczać ku wojnie domowej, narastała polaryzacja społeczeństwa według kryterium narodowościowego. Na skalę zjawiska może wskazywać informacja o tym, jak w zamieszkałym przez Kurdów mieście Nusaybin zmagania z siłami porządkowymi toczyły się przez 3 dni na 54 barykadach i fosach[1]. W okresie kampanii media pełne były informacji o zamachach na funkcjonariuszy służb państwowych, o ich pogrzebach oraz o prowadzonych operacjach antyterrorystycznych i zabitych bojownikach PKK.

W tej atmosferze AKP udało się odrobić poprzednie straty i zdobyć pełnię władzy. Zdobyła ona 49,5% poparcia i 317 mandatów (poprzednio 40,9% i 258 mandatów), CHP uzyskała 25,5% i 134 mandaty (poprzednio 25% i 132 mandaty), MHP 11,9% i 40 mandatów (poprzednio 16,3% i 80 mandatów), a HDP 10,8% i 59 mandatów (poprzednio 13,1 i 80 mandatów)[2]. Głosy odpłynęły więc głównie z puli MHP i HDP ku AKP. Wygląda na to, że część nacjonalistycznego elektoratu MHP uwierzyła, że i AKP potrafi mieć twardą rękę wobec Kurdów. Trzeba też zauważyć, że już nazajutrz po wyborach, od samego rana wynik wyborów były już znane.[3]

***

Pisaliśmy kiedyś o odnotowywanej przez część tureckiej prasy, wyraźnej nadreprezentacji liczbowej i jakościowej w aktach przemocy popełnianych wobec HDP w okresie przed czerwcowymi wyborami. Wtedy nie doszło do akcji odwetowych ze strony PKK mimo poszlak w sprawie zaangażowania w nie funkcjonariuszy tureckich organów bezpieczeństwa. Zimna kalkulacja prawdopodobnie przezwyciężyła emocje. Potem jednak sytuacja stała się odmienna i wcale nie jest jasne jak do tego doszło. Wiadomo, że stracili na tym Kurdowie z HDP, natomiast AKP odrobiła poprzednie straty. Można stąd przypuszczać, że jeszcze przed czerwcowymi wyborami strategią wyborczą AKP była konfrontacja militarna z Kurdami.

W tym właśnie kontekście polecamy lekturę artykułu Ismeta Berkana, który ukazał się na łamach internetowego wydania „Hurriet” 22 lipca 2015r., zaraz po przełomowym zamachu w Suruc, a tuż przed odwetem ze strony PKK w Diyarbakir. Artykuł dobrze obrazuje stan publicznej świadomości w rozgrywających się sprawach, z uwzględnieniem niebezpieczeństw pogrywania przez Turcję kartą syryjską:

 

Palec władzy. Jest czy nie ma?[4]

„Obawiam się, że w moim pokoleniu, pokoleniach poprzednich i kolejnych refleksje są jednakowe. Ilekroć w tym kraju z korzenia pokoju wyrastają wstrząsy i rzezie, zaraz znowu podejrzliwie patrzymy na państwo. Niestety nasze państwo takie już ma notowania. Bywa, że dokonuje ono prowokacji, jak w przypadku wydarzeń w Gezi, które potem tygodniami wstrząsają krajem.

Dwa dni przed wyborami, w Diyarbak?r, na mitingu HDP wybuchła bomba, zginęły cztery osoby. Zamachowiec został zatrzymany na skutek wysiłków policji, ale nie z Diyarbakir, tylko z Gaziantep, trochę zresztą przypadkiem. Okazało się, że jest policjantem, a jego matka dotarła aż do premiera Ahmet’a Davutoglu, z prośbą, żeby odstąpić od ścigania syna, a policja faktycznie zamachowca, poszukiwanego jako terrorystę zatrzymała, tyle tylko, że jako dezertera, ale i tak go wypuściła. Zaniedbanie, czy działanie celowe?

Gdy państwo nie zwalcza mechanizmu zezwalającego na udział w takim mitingu, to pokolenie moje i pokolenia starsze będą myśleć, że odpowiedzialność za tę bombę leży właśnie po stronie państwa.

A żywa bomba w Suruc? Nie wiem, czy nerwy wam pozwoliły i czy widzieliście moment wybuchu w telewizji albo internecie; być może zwróciły Waszą uwagę dziesiątki policjantów znajdujących się dookoła. Młodzi machający transparentem do kamery, zamachowiec między nimi, a policjanci dookoła.

Naprawdę myślicie, że w Suruc bez wiedzy bezpieki, policji i żandarmerii mogła choćby mucha latać? Ale świr obwieszony ładunkami mógł spacerować, machając rączkami mijać dziesiątki policjantów, mieszać się z młodzieżą i wyciągnąć zawleczkę?

Jak własnego imienia jestem pewien tego, że zaraz ustalą tożsamość zamachowca, a następnie po kolei wyjdzie na jaw cały łańcuch zaniedbań. Zlekceważone donosy na temat zamachowca-samobójcy, listy gończe, obrazki z przekraczania policyjnych punktów kontrolnych. Bóg jeden wie, co jeszcze się okaże.

Od kiedy w Syrii wybuchła wojna domowa, Turcja dotąd źle zdaje egzamin w sprawie Kurdów syryjskich (których większość poszła tam niegdyś z Turcji); bagatelizujemy i mamy za nic ich porażki i śmierć, przyprawiają nas one o radość, a sytuację w Syrii odczytujemy i tłumaczymy przez pryzmat ograniczonej, własnej tureckiej polityki wewnętrznej i dumy, usiłujemy unicestwić nadzieję uratowania się tego narodu wbrew sekciarstwu reżimu Baas i arabskiemu okrucieństwu; wyrządziliśmy i nadal wyrządzamy bardzo wiele zła, którego nawet nie potrafię wyliczyć.

Przyszedł czas i to najwyższy, żeby do końca wojny domowej w Syrii dokonać całościowego przeglądu prowadzonej przez nas polityki i zwierzchnictwa nad Kurdami, jak to miało miejsce w Iraku.

Musimy przełknąć prawdę: Turcja jest polem bitwy dla Państwa Islamskiego. Oczywiście nie oczekiwaliśmy, żeby miały zostać bez odpowiedzi ze strony Państwa Islamskiego słowa deklaracji, które padły najpierw z ust kompetentnego przedstawiciela tureckiego MSZ, a w ślad za nimi premiera: „Nie chcemy Państwa Islamskiego u naszych granic i, żeby sobie poszło precz, prowadzimy negocjacje w sprawie udziału naszych żołnierzy w siłach koalicji.”

Strategia Państwa Islamskiego wobec Turcji jest jasna: dwie pieczenie upiec na jednym ogniu, zaatakować polityczne skrzydło PKK, w ten sposób doczekać otwarcia wojny PKK przeciwko Turcji i w końcu uzasadnić przed Ameryką wyniszczenie walczącej w ramach koalicji PKK (i PYD).

Gdyby te oczekiwania się spełniły, pokaleczona zostałaby Turcja i jednocześnie Państwo Islamskie odetchnęłoby w Iraku i Syrii.

Widzimy wyraźnie, że Turcja jest polem bitwy dla Państwa Islamskiego: w okresie wyborczym zamachy bombowe wymierzone w HDP, bomba na mitingu HDP i na koniec masakra w Suruc. To wojna, która będzie też prowadzona rękami tureckich bojowników Państwa Islamskiego. Turcja nie zazna spokoju dopóki organizacja ta nie zostanie unicestwiona.”

***

Jeśli rzeczywiście kampania terrorystyczna podjęta przez PKK pomogła AKP w odzyskaniu pełni władzy w Turcji, to wątpliwym stało się twierdzenie, że organizacja ta stanowi zbrojne skrzydło HDP.

 


[1] Por. http://www.hurriyet.com.tr/gundem/30226601.asp ; data dostępu 27.11.2015r.

 

[2] Wyniki na podstawie: http://secim.haberler.com/2015/ ; data dostępu 27.11.2015r.

 

[3] Warto porównać to ze sprawnością Państwowej Komisji Wyborczej w Polsce. W Turcji otwarto wtedy 183 518 urn wyborczych i przeliczono 48 523 610 głosów.

 

[4] Tłumaczenie własne na podst. http://sosyal.hurriyet.com.tr/Yazar/ismet-Berkan_386/-39-Devlet-parmagi-var-39-mi-yok-mu_29607038

 

 

Komentarze

komentarze

stat4u