Jan Majka: Aleksander Sytin o mechanizmach podejmowania decyzji w polityce zagranicznej na Kremlu

aleksandr_sytinmjr rez. SG Jan Majka

W styczniu 2015 r. w rosyjskojęzycznym internecie szeroko rozszedł się tekst Aleksandra Sytina pt. „Anatomia upadku: O mechanizmach podejmowania decyzji z dziedziny polityki zagranicznej na Kremlu.” Do dziś dostępny pozostaje na wielu portalach. Artykuł traktuje o wydarzeniach na Ukrainie lat 2013 i 2014 jako o kryzysie władzy Władimira Putina i jednocześnie świadectwie upadku rosyjskiej analizy politologicznej. Tekst jest kontrowersyjny z powodu osobistych inwektyw kierowanych pod adresem dawnych współpracowników i przełożonych autora. Dodatkowo Sytin nie jest typem porywającego narratora, jego stylistyka jest męcząca, a to z powodu dość skomplikowanej i nużącej składni, monotonii słownictwa itd. Nie zmienia to faktu, że Aleksander Sytin godzien jest zainteresowania, jako politolog o okcydentalnym sposobie widzenia Rosji, krytyk przemian ideowych zachodzących w społeczeństwie rosyjskim, prowadzących do restytucji imperializmu oraz polityki Kremla w stosunku do państw obszaru postsowieckiego. Tekst ten znalazł kontynuację w wywiadzie dla Radia Swoboda udzielonym niedługo po publikacji. W trakcie audycji Sytin powtórzył niektóre tezy z artykułu, część zaś rozwinął. Zapis tekstowy audycji został następnie opublikowany na stronie internetowej radia pt. „Nikt nie będzie umierać za Putina”. W związku wypowiedzią Aleksandra Sytina warto zwrócić uwagę na następujące kwestie:

Rosyjscy przywódcy i ideolodzy głoszą pogląd o konieczności przeciwdziałania globalnej niesymetrii sił zaistniałej po rozpadzie ZSRR i jednostronnej dominacji USA. Drogą do tego ma być kontynentalna integracja eurazjatycka, którego jądrem ma być Federacja Rosyjska i która winna przyjąć antyatlantycki, antyamerykański charakter. W pierwszej kolejności ma to być stopniowe zbieranie ziem byłego imperium. W konsekwencji na Zachodzie dość powszechna staje się narracja wyolbrzymiająca możliwości Rosji, jako zagrożenia dla bezpieczeństwa światowego, zwłaszcza tzw. bliskiej zagranicy. Skądinąd przyjmuje się, że jednym z elementów rosyjskiej walki informacyjnej jest propaganda własnej siły w celu paraliżowania woli oporu u przeciwnika.

Chcemy w tym miejscu powiedzieć nie to, że rosyjski reżim nie ma intencji w tym kierunku, aby takie zagrożenie stwarzać, co raczej to, że w konfrontacji z Zachodem nie ma on ku temu wystarczających środków, w dodatku popełnia błędy, które obracają w niwecz jego strategiczne zamierzenia. Chodzi tu w szczególności o permanentne uleganie złudzeniu, co do skuteczności własnej walki informacyjnej. W Rosji istnieje długa tradycja ideologizacji polityki, i to zarówno wewnętrznej, jak i zewnętrznej. Chodzi o zarządzanie umysłami własnego społeczeństwa i potencjalnego przeciwnika. Sytin zauważa, iż cześć społeczeństwa rosyjskiego i jego elit bezpośrednio jej ulega, część zaś przybiera postawy konformistyczne, bo takie ułatwiają robienie kariery. Ostatecznie jednak kształtuje to system powszechnego zakłamania i deformuje percepcję rzeczywistości u samego zleceniodawcy i wykonawcy. A wtedy decyzje podejmowane przez kierownictwo polityczne zaczynają się opierać na fałszywych danych i muszą w ostatecznym rachunku doprowadzić do porażki. I o tym zasadniczo usiłuje powiedzieć Sytin.

Poniżej przytaczamy cały tekst artykułu „Anatomia upadku: O mechanizmach podejmowania decyzji z dziedziny polityki zagranicznej na Kremlu” oraz obszerne fragmenty wywiadu pt. „Nikt nie będzie umierać za Putina”, który uszczupliliśmy jedynie o partie tekstu stanowiące cytaty z przedmiotowego artykułu.

 

Aleksander Sytin

„Anatomia upadku: O mechanizmach podejmowania decyzji z dziedziny polityki zagranicznej na Kremlu.

 

Państwo, które przestaje

karmić własnych analityków

 politycznych, wcześniej czy później

zmuszone będzie karmić obcych.

A. Krutow – redaktor naczelny magazynu „Problemy Narodowej Strategii”, główny ekspert RIBS

 

Nie ma nic szczególnego w tym, że wydarzenia ukraińskie były dla Rosji niespodzianką. Rewolucje, a tym bardziej w sąsiednich krajach, zawsze przychodzą nieoczekiwanie. Ważne jest to, że dla putinowskiej Rosji stały się detonatorem głębokiego kryzysu, jeśli nie katastrofy. Nie podejmę się przedstawienia jego konkretnych form, skali, a tym bardziej periodyzacji, ale jeśli od wiosny-lata mijającego roku [2014] mówiłem o kryzysie reżimu, to teraz można mówić o przejściu tego kryzysu we wszechogarniającą fazę systemową, z możliwością stoczenia się ku katastrofie.

Osnową tego procesu okazał się łańcuch błędnych, samobójczych, fatalnie rozstrzygających decyzji podjętych przez reżim, przede wszystkim w dziedzinie polityki zewnętrznej. Począwszy od przygotowań do Szczytu Wileńskiego Partnerstwa Wschodniego jesienią 2013 r. sytuacja rozwijała się wg logiki szachowego pata. Wydarzenia te są dobrze znane i będziemy tu do nich wracać. Jedna teraz rzecz nie o tym.

Uprawnione jest pytanie, jak można było dopuścić do podobnego rozwoju wypadków, nie przewidzieć nie tylko ich przebiegu, ale i konsekwencji. Można, oczywiście, wszystko zrzucić na masowe szaleństwo, wpływ środków masowego przekazu, otumanienie i zastraszanie. Ale dopóki trzymamy się schematu racjonalnego i logicznego, podobne twierdzenia nie będą nas satysfakcjonować.

W każdym kraju występuje tzw. polityczne środowisko eksperckie. Można dowolnie odnosić się do niego i jego poszczególnych przedstawicieli, nie można jednak się nie zgodzić, że we współczesnym społeczeństwie odgrywa ono dość istotną rolę. Jego misja to nie tylko śledzenie za bieżącymi wydarzeniami, analiza, przetwarzanie różnorodnych, a często i sprzecznych informacji, ale dostarczanie ich ludziom dzierżącym władzę i podejmującym decyzje.

Eksperci winni przedstawiać uzasadnione rekomendacje, przewidywać możliwe warianty rozwoju wypadków, wreszcie, w sposób ciągły komunikować się ze swoimi zagranicznymi kolegami, ponieważ w trakcie spotkania eksperckiego, konferencji, wymiany poglądów w kuluarach, mówi się więcej takich rzeczy, na które nie mogą sobie pozwolić dyplomaci i funkcjonariusze wywiadu. Poprzez środowisko eksperckie, siłom politycznym z rozmaitych kierunków w stosunkach międzynarodowych, łatwiej przekazać do kontrahenta nieoficjalny punkt widzenia, nieodlany w formę not dyplomatycznych i katastrofalnie nieudolnych wystąpień prezydentów i ministrów spraw zagranicznych.

Tak powinno być. W praktyce, jak zawsze, wszystko jest nieco inaczej. W warunkach rosyjskich we wszystko miesza się przysłowiowy czynnik ludzki. W teorii ekspert powinien mówić i pisać to, co myśli. Jeśli zaczyna mówić i pisać to, co chcą od niego usłyszeć i wykorzystuje swoje zdolności analityczne, aby odpowiadać punktowi widzenia „góry”, „wpisać się w trend”, to już nie jest żaden ekspert. Jego główna funkcja nie jest wypełniana. Mało tego, zaczyna się nakręcać spirala łgarstwa i oszustwa – władza czyta to, co jej miłe i myśli, nie wiem czy szczerze, iż jej ogląd sytuacji opiera się na punkcie widzenia ekspertów.

Jedną z dość ważnych płaszczyzn eksperckich jest mało znany szerokiej publiczności Rosyjski Instytut Badań Strategicznych (RIBS), w którym autor tych słów przepracował ponad 10 lat. Zagubiony w głębi sennego, nieregularnego trójkąta ulic Flotskiej, Festiwalnej i Oneżskiej w Moskwie, instytut ten do 2009 r. wchodził w skład Służby Wywiadu Zagranicznego Federacji Rosyjskiej (SWZ FR). Jego zadaniem było badanie i analiza informacji otwartych, z punktu widzenia polityki zagranicznej Rosji i stosunków międzynarodowych. Jakikolwiek nalot geopolitycznych fantazji, ideologii, luźnych dywagacji i komentarzy w tej sytuacji był wykluczony. Liczyły się fakty, uogólnienia, wnioski, w rzadkich, tylko wyraźnie wskazanych przypadkach rekomendacje w najogólniejszej formie.

Wszystko się zmieniło, gdy wiosną 2009 r. RIBS wyprowadzono ze struktur Służby Wywiadu Zagranicznego i przekształcono w strukturę, której fundatorem i głównym zleceniodawcą prac stała się Administracja Prezydenta Federacji Rosyjskiej (AP FR). W dokumentach określających zadania nowego tworu, dodatkowo – poza informacyjno-analitycznycm zabezpieczeniem prac właściwych organów pojawiło się zabezpieczenie ideologiczno-propagandowe. Ten, zdawać się mogło, mało znaczący fakt pociągnął za sobą potężne konsekwencje.

Zmieniło się kierownictwo instytutu. Na stanowisko dyrektora wyznaczono emerytowanego generała-lejtnanta Służby Wywiadu Zagranicznego, kierującego wcześniej Zarządem Informacyjno-Analitycznym[1], a jeszcze wcześniej nadzorującego kierunek bałkański (Bułgaria, była Jugosławia, Grecja), Leonid Reszetnikow. Mogło się zdawać, że nominacja jest całkiem logiczna i uzasadniona. Jednakże L.Reszetnikow przyniósł ze sobą nie prostą, po wojskowemu, organizację pracy informacyjno-analitycznej, ale zupełnie inne zasady.

Jeszcze w czasie swej służby na Bałkanach Leonid Reszetnikow „ocerkwiał”[2]. Prawosławie w ogóle trąci pewną nekrofilią i antyhumanizmem w jego klasycznej, renesansowej postaci, głosząc priorytet życia pozagrobowego nad ludzkimi wartościami ziemskim. W przypadku generała byłego Pierwszego Zarządu Głównego KGB ZSRR, komunisty Reszetnikowa przyjęło to skrajne formy zainteresowania się Białymi, białą ideą prawosławną, duchowym i terytorialnym odrodzeniem Imperium. Głównym dziełem jego życia stało się upiększenie panteonu białogwardzistów ewakuowanych z Krymu, którzy rozbili obóz na greckiej wyspie Lemnos i praktycznie wszyscy tam wymarli[3] z głodu i niedogodności bytowych. Niewinne dla starca-emeryta zainteresowanie białogwardyjską historią stało się jedną z przesłanek wielkiej katastrofy analitycznej.

Stopniowo w Instytucie pojawiały się nowe osoby, zapuszczające brody [w prawosławnym stylu] i usilnie próbujące kopiować maniery białogwardyjskich oficerów, zaczerpnięte z sowieckich filmów typu „Adiutant Jego Ekscelencji”, publicznie demonstrujące swoją cerkiewność rozwieszaniem ikon nad komputerami w pracy i gorliwym kreśleniem znaku krzyża nad miską zupy w zakładowej stołówce.

Ci, którzy pracowali tam wcześniej także przejmowali tę manierę, donosząc na mnie w reakcji na kpiny z mojej strony, że „przy poprzednim reżimie” gorliwie skrywali swoje prawosławno-imperialne, białogwardyjskie poglądy. Dla „badania” problematyki ruchu Białych i rozprawienia się z „zafałszowaniem rosyjskiej historii” założono (za środki Administracji Prezydenta, tj. środki budżetowe) Centrum Badań Humanistycznych, gdzie wszelkimi sprawami zawiadywali znawca twórczości Tichomirowa, Michaił Smolin i Piotr Multatuli – potomek kucharza carskiej rodziny, rozstrzelanego razem z nią w domu inżyniera Ipatiewa latem 1918 r.

Przepracowawszy epokę „bandyckiego Petersburga” – na początku lat 90-tych jako funkcjonariusz operacyjny milicji, [Multatuli] został specjalistą od historii panowania Mikołaja II, ujrzawszy swoje powołanie w tym, żeby wzbudzić najświętszą pamięć o carze-męczenniku w szerokich masach. Równolegle Instytut rozwinął aktywną działalność wydawniczą, a poprzez internet aktywność telewizyjną w nurcie prawosławno-monarchicznym. P.Multatuli został oficjalnym faworytem i rzecznikiem. Razem z L.Reszetnikowem, M.Smolinem, A.Bohdanowem i K.Małofiejewem podpisał w listopadzie 2013r. apel do prezydenta o zagwarantowanie w konstytucji szczególnej roli prawosławia. Na jednym z bankietów w instytucie L. Reszetnikow oświadczył „Multatuli – święty! Ja widzę jego nimb. Wam nie jest dane go widzieć, bo jesteście grzeszni i nie dość gorliwi w wierze, ale ja widzę.” Cierpiący z powodu poważnej choroby nerek L.Reszetnikow nigdy nie pił więcej niż 1-2 kieliszki, tak więc tradycyjne rosyjskie usprawiedliwienie zastosowania tu nie znajduje.

Na konferencjach, w tym też i międzynarodowych, coraz częściej zaczęli się pojawiać ludzie w cerkiewnych szatach, a na zebraniach z okazji rocznicy założenia instytutu występował zakonny albo kozacki chór i duet z bałałajkami. Celem wszystkich instytutowych karierowiczów stało się wejście do kółka powołanego dla restauracji nekropolii na wyspie Lemnos i udział w rosyjskich dniach na wyspie. Było to świadectwem łaski dyrektora, traktowane jako silna motywacja dla lojalności. Białogwardziści, którzy pomarli na Lemnos stali się kultowymi figurami w Instytucie.

Na czele centrum badania problemów państw bliskiej zagranicy, w którym nad problematyką krajów bałtyckich (Łotwy, Litwy, Estonii) pracował autor tych słów, została postawiona „wiodąca rodzima ukrainolog” Tamara Guzenkowa. W odróżnieniu od M.Smolina, i P.Multatuli, którzy nie przekroczyli tytułu kandydatów nauk historycznych, T.Guzienkowa trafiła na nowe wiatry z doktorskim dyplomem w kieszeni. Porażające chamstwo, bezczelność, energia i egoizm w zestawieniu z patosem podstarzałej primadonny z trzeciorzędnego prowincjonalnego teatru legły u podstaw strategii jej życiowego sukcesu.

Córa zapitego emerytowanego oficera sowieckich sił zbrojnych, spędziwszy dzieciństwo i młodość w wojskowym miasteczku gdzieś pod Winnicą czy Połtawą T.Guzienkowa łapie za ogon okazję wychodząc za mąż za znanego sowieckiego etnologa, specjalistę od narodów ugro-fińskich W.Pimenowa. W instytucie etnologii Rosyjskiej Akademii Nauk pod jego skrzydłami pracuje ponad 10 lat, broni rozprawę na kandydata nauk i publikuje szereg prac z etnologii Czuwaszów.

W roku 1998 (wg innych danych 1999) przychodzi do RIBS. Ówczesny dyrektor E. Kożokin, którego znała z Uniwersytetu Moskiewskiego przejął się współczuciem dla wynędzniałej na uniwersyteckiej strawie „Chochołeczki”[4] i wziął ją, aby zajmowała się w instytucie problematyką ukraińską. W tamtym czasie T.Guzenkowa nie dysponowała w tej dziedzinie żadnymi kompetencjami poza znajomością języka ukraińskiego. Porzuciwszy Czuwaszy szybko przyswoiła sobie kilka dziesiątków stereotypowych politologiczno-propagandowych fraz, których wyszukana kompozycja w zestawieniu z bezwzględnością i chamstwem a la  Elunia – Ludojadka[5], zapewniły jej wiadome uznanie.

Z powodu tego chamstwa i nieco później ujawnionych zajadłości i mściwości otoczenie po prostu nią pogardzało, a czasem też się bało. W jej świadomości było to objawem mięczakowatej inteligencji, którą ona pogardzała całą duszą.

Rozprawy doktorskiej na temat „Rada Najwyższa w latach 1991-2001. Rozwój historyczny najnowszego parlamentaryzmu na Ukrainie” przyszło jej bronić z trudem. Tylko dzięki wysiłkom i kontaktom E.Kożokina powiodło się przyjęcie pracy, po powtórnej obronie przed Najwyższą Komisja Kwalifikacyjną (NKK)[6] – rzecz bezprecedensowo rzadka, zwłaszcza w dziedzinie dyscyplin humanistycznych. Upodobniwszy sie do Elki-Ludojadki, nie tylko w części dotyczącej politologicznej frazeologii, ale i w części dotyczącej „bezkrytycznej wojny o tytuł królowej mody z córką milionera Vanderbilta”[7], T.Guzenkowa ruszyła na analogiczną wojnę z J.Tymoszenko, pisząc o niej książkę, której nie można określić inaczej, jak politycznym paszkwilem.

Kombinacja niewiedzy historycznej, rosyjsko-sowieckiego wielkopaństwowego chamstwa i pretensji do odgrywania roli pani umysłów i „kreatora sensów politycznych” dla rządzących, wystawiły kierownictwo RIBS na pośmiewisko. Czytelnikowi ukraińskiemu łatwo zrozumieć powyższe zdanie – L.Reszetnikow i T.Guzenkowa  stali się w rosyjskim środowisku eksperckim uosobieniem najgorszych cech W.Janukowycza.

Prawosławny wywiadowca, absolwent Uniwersytetu Charkowskiego i prymitywna, zbzikowana, histeryczna, ale dysponująca kolosalną energią dama postbalzakowskiego wieku, stworzyli nierozerwalny tandem, w którego świadomości nie było miejsca na zrozumienie samego faktu istnienia ukraińskiej państwowości. Ta para, przy wsparciu zależnych i podległych im pracowników naukowych – ekspertów, nie mogła głosić niczego innego, poza twierdzeniami: „Żadna Ukraina – tylko Małorosja”, „ukraińska państwowość to blef i państwo upadłe”, „rezultat zbrodniczego obalenia przez bolszewików rosyjskiego imperium”, „język ukraiński został sztucznie utworzony przez Austriaków i Polaków w celu rozbicia rosyjskiej wspólnoty”, „konsolidacja przestrzeni postsowieckiej na podstawie terytorialnego i duchowego odrodzenia…” itp. W istocie ucieleśniali oni skrajny antyukrainizm, którego meritum polegało nie na tym, żeby na Ukrainie istniało rosyjskie środowisko kulturowe i było dopuszczone używanie rosyjskiego języka, a na tym, żeby nie było tam niczego ukraińskiego, za wyjątkiem, być może, okręgów lwowskiego i tarnopolskiego.

Ta postawa współgrała ze skrajnym, całkowicie emocjonalnym antyokcydentalizmem. Jego osnowę stanowiła teza o tym, że cywilizacja europejska i rosyjska posiadają przeciwstawne historyczne misje: europejska w centrum swojego systemu wartości umieszcza człowieka, a rosyjska Boga. Dodatkowej emocjonalnej okrasy do tej tezy dokładał skrajny antysemityzm i homofobia.

Czasem odnosiło się wrażenie, że antyatlatyckie nastroje w niemałym stopniu były dyktowane względami męskiego seksualnego instynktu samozachowawczego i żeńskiej zazdrości. Wg oświadczenia Reszetnikowa na jednej z konferencji, narody Iraku, niedawno zaś Serbii, a obecnie Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych walczą i umierają, żeby nie musieć żyć wg homoseksualnych (wyrażenie złagodzone) zachodnich standardów i wzorów.

Na początku trzeciej kadencji prezydentury W.Putina w Instytucie ostatecznie uformował się prawosławno-imperialny blok zarządzający L.Reszetnikowa, T.Guzenkowej i M.Smolina. Rozwinięto informacyjno-propagandowe zabezpieczenie projektu eurazjatyckiej integracji. Kierownictwo Instytutu wykorzystywało go jako swoją własną markę [projekt eurazjatyckiej integracji]. Powołano Eurazjatyckie Forum RIBS z okresowymi, kosztownymi konferencjami międzynarodowymi. Nadciągały wypadki ukraińskie.

* * *

Korzenie obecnego konfliktu rosyjsko-ukraińskiego leżą w niekonsekwentnej i tchórzliwej polityce W.Janukowycza. Rosyjskie władze, „zainwestowawszy w kampanię wyborczą” niemałe środki, traktowały ukraińskiego prezydenta jak swojego wasala albo namiestnika, którego obowiązkiem jest robić to, co nakaże mu Kreml. „Carowanie” W.Janukowicza było złotym wiekiem L.Reszetnikowa. T.Guzenkowej, M.Smolina i podległych im ekspertów. Kiedyś tam przy herbacie w Instytucie z odrazą wyraziłem się o W.Janukowiczu, który jakoby w młodości kradł czapki.

Cały chór młodych ludzi oprotestował mnie krążącą wtedy frazą T.Guzenkowej: „Janukowycz, oczywiście sukinsyn, ale to nasz sukinsyn”. Osobistym triumfem T.Guzenkowej stało się aresztowanie J.Tymoszenko. Teraz można było już paradować w płaszczach przywiezionych z ukraińskich delegacji, z dumą oświadczając, że J.Tymoszenko nie trzeba już nic poza odzieżą więzienną i szpitalnym szlafrokiem…

W 2013 r. ostatecznie kształtuje się sieć prorosyjskich ekspertów ukraińskich. Po imieniu wskażę „najbardziej reklamowanego” – R.Iszczenko. Ekspertom tym, za ich „materiały analityczne” wypłacano dość znaczne honoraria wg ówczesnych ukraińskich, nawet rosyjskich miar. Żeby nie „wystawiać ukraińskich towarzyszy” i nie płacić zbytecznych podatków od wynagrodzeń obcych obywateli, umowy spisywano na podstawione nazwiska.  Środkami na wypłaty dla prorosyjskich ekspertów T.Guzenkowa rozporządzała się praktycznie jednoosobowo. Biorąc pod uwagę jej skrajny autorytaryzm i fantastyczną zachłanność, zrozumiałe, że pisano tylko to, czego żądała.

Jakość tych prac, nawet poza znaczeniem ich wagi analitycznej, pozostawiała sporo do życzenia. Mnie, a zwłaszcza mojemu koledze, zajmującemu się problematyką ukraińską, nieraz przychodziło je poprawiać zarówno od strony stylistyczno-gramatycznej, jak i od strony treści, w skrajnych wypadkach wykreślając z tekstów najjawniejsze brednie.

Całe to gniazdo os zaniepokoiło się, gdy jesienią 2013 r. W.Janukwycz, wyczuwając nacisk europejsko zorientowanej części ukraińskiego społeczeństwa, zaczął lawirować między europejskim a eurazjatyckim projektem integracyjnym. Wszystkie siły eksperckie i pieniądze zostały rzucone by udowodnić tezę, że droga europejska jest zgubna dla Ukrainy, zarówno w wymiarze ekonomicznym, jak i duchowo-kulturowym i religijnym (jakże by bez tego!). Dopóki Litwa, w drugiej połowie 2013 r. przewodniczyła w UE i wystąpiła jako organizator Wileńskiego Szczytu Partnerstwa Wschodniego, musiałem w trybie awaryjnym pisać notatki o postsowieckich aspektach jej polityki zagranicznej. Dość ostrożnie wyrażane rekomendacje o celowości pozostawienia reżimowi W.Janukowycza pewnej swobody manewru były wykreślane przez kierownictwo.

W okresie „wojny handlowej” Rosji z Ukrainą, w związku ze Szczytem Wileńskim do administracji prezydenta kierowano notatki i recenzje, w których zapewniano, że ukraiński naród od czasu Ugody Perejesławskiej nieodmiennie przywiązany jest do Rosji, że „znikome wpływy zachodnie” noszą marginalny charakter, prowokowane przez garstkę profaszystowskich wychodźców z zachodniej Ukrainy – tych terytoriów, które wchodziły w skład imperium Austro-Węgierskiego, posiadających odmienny kod kulturowy niż pozostała większość terytorium. Przeważająca większość Ukraińców zachowuje pamięć wspólnej historii, Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, marzy o wskrzeszeniu wspólnego bytu państwowego Imperium (ZSRR). Wszystko, co świadczyło wprost przeciwnie przypisywano działalności organizacji non-profit, finansowanych przez Departament Stanu USA, Brukselę, Warszawę i Wilno. W notatkach, napisanych lub redagowanych przez T.Guzenkową, pobrzmiewały wezwania do maksymalnego naciskania na W.Janukowycza poprzez szantaż paliwowo-energetyczny i handlowy, aby osiągnąć odmowę podpisania przez niego preliminarzy i zapewnić eurazjatycką integrację Ukrainy.

Trudno konkretnie powiedzieć, czy te zapiski kształtowały politykę Kremla w odniesieniu do Ukrainy, czy tylko ją wzmacniały, wpisując się w system rozwiązań przyjętych apriorycznie. Oczywista jest tylko pełna zbieżność treści materiałów RIBS i realnych kroków kierownictwa Federacji Rosyjskiej w dziedzinie polityki zagranicznej. Rozumie się, że nikt z kierownictwa instytutu nie tylko nie przewidział Majdanu, ale i cały czas utwierdzał samego siebie i zleceniodawców-adresatów w zasadniczej niemożliwości podobnego scenariusza.

Wiadomo, że kunszt analityka, tak, jak i dyplomaty, polega na tym, żeby przewidzieć rozwój wypadków, a potem wyjaśnić, dlaczego wszystko potoczyło się dokładnie tak, albo na odwrót. Rosyjscy analitycy mają dwa uniwersalne, zawsze niezawodne, choć niezgodne ze sobą wyjaśnienia – machinacje faszystów oraz tajna intryga światowego spisku Departamentu Stanu (CIA). Ponieważ intryga jest tajna, to po co o nią [w ogóle] pytać, choćby o sam fakt jej istnienia? Dokładnie te wyjaśnienia legły u podstaw oceny Prawego Sektora (faszyzm) i tego bezwarunkowego zrywu narodowego na Ukrainie, dla którego Majdan (spisek światowy) stał się zaledwie początkiem.

Równolegle szły notatki do Administracji Prezydenta o tym,  jak bardzo naród krymski chce przyłączenia się do Federacji Rosyjskiej, jak obawia się ukrainizacji, zakazu używania języka rosyjskiego i wyrugowania prawosławia przez unityzm. Jest oczywistym, że wyniki referendum krymskiego zostały przesądzone znacznym odsetkiem emerytów, których świadczenia w razie przyłączenia do Rosji automatycznie wzrastają kilkakrotnie w bezpośrednim przeliczeniu oraz przykładem niewspółmiernie wysokich, nawet na warunki rosyjskie, zarobków we Flocie Czarnomorskiej.

Zrozumiałe, że jakiekolwiek alternatywne ruchy [lokalne] (Tatarzy Krymscy) lub przeciwdziałanie ukraińskich struktur siłowych, z łatwością mogą zostać zablokowane siłami kontyngentów rozlokowanych w bazie Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu.

To, co państwo teraz czytają – to nie jest moja analiza post factum, to zestawienie ogólnych uwarunkowań bez przesadzania z ogromną liczbą notatek, wysyłanych z RIBS do wszystkich rosyjskich instytucji państwowych w związku z aneksją krymską. T.Guzenkowa oświadczyła, że centrum przechodzi na reżim wojenny i „przerób” ma zostać zwielokrotniony. Przed skrajnym przemęczeniem, i jej samej i zespołu, chroniło jedynie to, że asortyment idei pozostawał niezmiennym. Wystarczało tylko wpisywać nazwiska adresatów w blankiety pism przewodnich. Jako, że każda praca w Rosji oceniana jest nie wg jej efektywności, a wg ilości „przelanego potu” i straconych roboczogodzin, to i akcje T.Guzenkowej w oczach tak dyrektora, jak i wyższego kierownictwa, podskoczyły do niewyobrażalnej wysokości. Podczas gdy „Murzyni-analitycy” przygotowywali notatki, ona występowała w kanałach telewizyjnych Rady Federacji, Administracji Prezydenta i Izbie Społecznej(?), Służbie Wywiadu Zagranicznego, Sztabie Generalnym i fundacji Gorczakowa – gdzież jej nie było na samym początku drugiego kwartału 2014 roku! Wraz ze wskaźnikiem ilościowym rósł i autorytet RIBS.

Aneksja Krymu, demonstracyjna „jednomyślność” referendum,  proklamacja Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych, początek operacji antyterrorystycznej i majowe wypadki w Odessie – wszystko, zdawało by się, świadczyło o analitycznej wiarygodności Instytutu. Zorganizowano zbiór środków na pomoc walczącemu Donbasowi, w RIBS znalazł schronienie uciekinier z Ukrainy Władimir Rogow. Pracownik instytutu E.Popow, którego, nie bacząc na zupełną nieprzydatność zawodową, dyrektor trzymał w pracy za jego prawosławno-nacjonalistyczne poglądy, rozwinął w Rostowie nad Donem szeroką działalność pod hasłem pomocy „donieckim powstańcom i bojownikom przeciw faszyzmowi, walczącym i umierającym za russkij mir”. Instytut, co prawda w głębokiej tajemnicy, wziął bezpośredni udział w projektach Gwardia Słowiańska, Rosyjski Sektor i Rosyjski Wektor.

Wiosną ton korespondencji kierowanej do adresatów stał się jeszcze bardziej wojowniczy i zadziorno-propagandowy. [Jej] składowa analityczna wysiłkiem T.Guzenkowej i wspierającego ją L.Reszetnikowa została zniwelowana praktycznie do zera. Dziesiątkami wychodziły notatki o konieczności formowania na ukraińskich tyłach prorosyjskiego zbrojnego podziemia, przerzucania grup dywersyjnych, przygotowań do uderzenia na południu w kierunku Mariupol – Nikołajew – Odessa i ustanowienia Wielkiej Noworosji, obejmującej Naddniestrze, która, podobnie jak Krym, powinna się połączyć z Rosją. Za to ani słowa nie napisano o możliwości stawienia przez Ukrainę oporu, mobilizacji armii i ochotniczych formacji, a potencjalne sankcje, ich następstwa, reakcja USA i europejskich krajów NATO nawet nie były rozważane. Pod koniec października częstym gościem na imprezach instytutu był Girkin (Striełkow), którego L.Reszetnikow niejednokrotnie publicznie nazywał swoim przyjacielem.

W miarę, jak projekt „Noworosji” coraz bardziej okazywał swoje bankructwo i niesterowalność, a z Kremla zaczęły dochodzić sygnały o niegotowości do zaangażowania się w pełnym wymiarze w wojnę z Ukrainą oraz do uderzenia przez Mariupol w kierunku Naddniestrza, mającego dla kierownictwa RIBS jakieś niewyobrażalnie sakralne znaczenie, oczywistą stała się ekspercka wina Instytutu w procesie podejmowania (podtrzymywania) decyzji, które przywiodły Rosję do poważnego kryzysu ekonomicznego i międzynarodowego.

Między innymi w materiałach przekazanych przez RIBS administracji, a zatem samemu prezydentowi, aktywnie wpajano myśl o tym, że:

– Państwa obszaru postsowieckiego nie są pełnowartościowymi podmiotami stosunków międzynarodowych. Sam fakt ich pojawienia się na mapie politycznej świata i późniejsze istnienie jest nie czym innym, jak rezultatem rosyjskich katastrof 1917 i 1991 r., sprowokowanych przez wrogów Rosji pod przywództwem USA. Ich suwerenność to zjawisko tymczasowe, nie zasługujące na poważne traktowanie, to jakiś wybryk historii, który zostanie naprawiony w ramach odrodzenia Imperium, o czym już wystarczająco wiele powiedziano;

– Zachód jest słaby, tchórzliwy, chciwy i ze względu na ropę i gaz przełknie aneksję Krymu i wojnę w Donbasie tak, jak przełknął w 2008 r. wydarzenia w Abchazji i Południowej Osetii;

– Masowe nastroje na wschodzie, w tym w Charkowie i Mariupolu, ukierunkowane są na połączenie z Rosją. Tego rodzaju pomyłka ekspercka potwierdza, co najmniej, brak profesjonalizmu, a w skrajności, usiłowanie sprowokowania działań kierownictwa Federacji Rosyjskiej zgodnych z nurtem oczekiwań określonych imperialno-sowieckich grup, mających nadzieję umniejszać albo w ogóle znieść suwerenność państwową Ukrainy, Białorusi, Kazachstanu, być może i Mołdawii (por. pkt 1);

– W drodze ustanowienia alternatywnego ekspercko-społecznego poglądu i wsparcia pracowników służb specjalnych Ukrainy, a teraz Białorusi (bo tak, czy inaczej, dla rosyjskich integratorów właśnie ona jest następna w kolei) można ustanawiać silne ruchy prorosyjskie, zdolne nie tylko do współoddziaływania na świadomość społeczną, ale też do zmiany polityki i kierownictwa tych krajów, w pożądanym dla Rosji kierunku.

– Ukraina quasi-państwo, a Ukraińcy – quasi-naród, niezdolny do odgrywania roli historyczno-politycznej. Rosjanie są jedynym państwowotwórczym narodem na postsowieckim obszarze, a to oznacza, że jedyną formą politycznego bytu tego obszaru może być tylko Imperium Rosyjskie. Jakakolwiek myśl o ty, że wewnątrz ukraiński, jak i rosyjsko-ukraiński konflikt będą w istocie formą wojny domowej pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami odrodzenia rosyjskiej państwowości imperialnej, z miejsca odrzucano.

– Krym łatwo i bezboleśnie wejdzie w skład Federacji Rosyjskiej. Nie zbadano składu społecznego ludności, struktury budżetu regionu, jego zależności od infrastruktury Ukrainy w sferze transportu, finansów, zaopatrzenia w energię elektryczną i wodę. Sumując – gładko poszło na papierze, gorzej w rzeczywistości.

– Kurek naftowy, razem z guzikiem atomowym i szczególną duchowością prawosławną, będzie wiecznie (a w każdym razie jeszcze długi czas) gwarantować Rosji miejsce, pozwalające jej z sukcesem walczyć o miano globalnego ośrodka siły i przeciwstawiać się w tej walce USA. W szczególności, o nieopłacalności wydobycia gazu łupkowego wiele pisał J.Głuszenko.

Następstwa podobnych polityczno-eksperckich pomyłek są dobrze znane i zostały przeze mnie poddane analizie w poprzednich publikacjach w internecie, zwłaszcza w części dotyczącej Białorusi. Pozostaje tylko dodać, że w procesie wydalania mnie z pracy niejednokrotnie dawano mi do zrozumienia, że stanowiłem realne zagrożenie dla T.Guzenkowej, występując z ocenami alternatywnymi, a czyimiś głowami trzeba się było wypłacić przed Administracją Prezydenta za ewidentną porażkę. Ponieważ zwolnień było wiele we wrześniu i październiku [2014r.], a całe kierownictwo RIBS pozostało na swoich miejscach, oznacza to, że Administracja Prezydenta zadowoliła się złożonymi ofiarami. Kwestia tylko w tym, jakich nowych ekspercko-analitycznych i propagandowych wyczynów przyjdzie oczekiwać ze strony Rosyjskiego Instytutu Badań Strategicznych w 2015 roku.”[8]

 

 


[1] W oryg. Informacjonno-analiticzeskoje uprawlenije.

[2] W oryg. «wocerkowiłsja», oddał się prawosławnej dewocji, zdewociał.

[3] Informacja Sytina jest nieścisła, większość białych emigrantów opuściła Lemnos udając się w dalszą, emigrację, część tylko istotnie pomarła i została na miejscu pochowana.

[4] Chochoł to pejoratywne, obraźliwe, czasem żartobliwe określenie Ukraińca.

[5] Bohaterka ekranizowanej powieści satyrycznej I.Ilfa oraz E.Pietrowa pt. „Dwanaście krzeseł” , synonim damskiej osobowości prymitywnej intelektualne, pretensjonalnej oraz interesownej, używającej 30 słów dla wyrażenia wszelkich relacji z otoczeniem. Kobieta-modliszka.

[6] Wysszaja attestacjonnaja mokissija pri Ministerstwie obrazowania i nauki Rosssijskoj Federacji (WAK pri Minobrnauki Rossii).

[7] Dalsze odwołanie do losów bohaterki powieściowej, por. przypis 6.

[8] https://nemaloknig.info/read-305266/?page=1#booktxt, dostęp: 3.12.2016 r., tłum. Jan Majka.

 

 

Komentarze

komentarze

stat4u