Historia Śródziemnomorza

Adam Danek
 
Recenzja: Yves Lacoste, Geopolityka Śródziemnomorza, Wydawnictwo Akademickie DIALOG, Warszawa 2010, ss. 455.
 
 
 
Opublikowana w oryginale w 2006 r. praca Géopolitique de la Méditerranée pojawiła się niedawno na polskim rynku wydawniczym i mimo, iż od jej powstania zdążyło upłynąć zaledwie kilka lat, od razu zapowiadana była jako pozycja klasyczna w swojej dziedzinie. Niewątpliwie miało to związek m.in. z renomą jej autora, francuskiego geografa Yvesa Lacoste’a (ur. 1929), założyciela prestiżowego pisma „Hérodote”, w założeniu poświęconego zagadnieniom geografii i geopolityki[1]. Jego książka o świecie śródziemnomorskim jest pod wieloma względami interesująca, niemniej wydaje się mieć jedną podstawową wadę: wbrew tytułowi prawie w ogóle nie traktuje o geopolityce.
  
Czytelnika uderza w pierwszej kolejności swoboda, czy raczej nieprecyzyjność, aparatu pojęciowego, jakim autor posługuje się w toku swojego wywodu. Okazuje się, że przydawką „geopolityczny” można opatrzyć praktycznie wszystko. Znajdujemy więc w książce wzmianki o geopolityczności: języka (s. 53, 88), imigracji (s. 115), miejskich gett (s. 125) czy uchodźstwa (s. 319), przy czym autor opisuje w tych miejscach zjawiska typowo społeczne; nie stara się bynajmniej zidentyfikować geograficznych uwarunkowań rozprzestrzeniania się i zasięgu języków albo wpływu czynników geograficznych na występowanie ruchów migracyjnych i przebieg ich tras, co rzeczywiście należałoby do pola badawczego geopolityki i geohistorii. Kiedy pisze o „geopolitycznym procesie kulturowej unifikacji” Francji (s. 93), nie chodzi mu o udział czynnika geograficznego w ukształtowaniu wspólnej kultury narodowej na obszarze francuskiego Sześciokąta.
 
Gdzie indziej nazywa zmiany statystyk wyborczych „zmianami geopolitycznymi” (s. 169), a „problemem geopolitycznym” – relacje między islamem a europejskim laicyzmem (s. 173); wspomina też o „geopolitycznych ruchach islamistycznych” (s. 451). Niektóre amerykańskie środowiska polityczne określa mianem „geopolitycznych terapeutów” (s. 431). Pisze o „sytuacji geopolitycznej” nacjonalizmu (s. 137-138), „konsekwencjach geopolitycznych” Komuny Paryskiej (s. 134) i „konsekwencjach geopolitycznych” antysemityzmu (s. 137). Stosuje wreszcie niejasne zbitki słowne, jak „paradoks geopolityczny” (s. 26), „delikatne problemy geopolityczne” (s. 89) albo „geopolityczne perypetie” (s. 416). Cała ta terminologiczna dezynwoltura nie pomaga czytelnikowi w zrozumieniu myśli autora.[2]
  
Jak zatem Lacoste pojmuje geopolitykę? We wstępie do książki podaje coś w rodzaju jej definicji. Brzmi ona: Po pierwsze uznajemy, że geopolityka obejmuje wszystkie konflikty o władzę i wpływy na danym terytorium, zachodzące nie tylko między państwami, lecz wszelkimi ośrodkami władzy, także tymi, które pozostają w ukryciu. (s. 15). I dalej podobnie: Termin geopolityka, używany dziś na wiele sposobów, odnosi się do tego, co jest związane z rywalizacją o władzę lub wpływy na jakieś terytoria i zamieszkującą je ludność: rywalizacją pokojową lub przy użyciu przemocy między różnego rodzaju siłami politycznymi i mniej lub bardziej legalnymi grupami zbrojnymi. (s. 17).
 
Oryginalnym elementem wydaje się wprowadzenie dodatkowo podziału na „geopolitykę zewnętrzną” i „geopolitykę wewnętrzną”: W pogłębionej analizie geopolitycznej należy zbadać relacje między kwestiami polityki zagranicznej danego państwa a jego polityką wewnętrzną, między tym, co nazwać można geopolityką zewnętrzną a geopolityką wewnętrzną, choć często dopiero perspektywa czasowa pozwala dostrzec tego typu zależności. (s. 48).
 
Przytoczone zdania wskazują wyraźnie, że otwierana przez nie praca traktuje nie o geopolityce, a o czymś innym. Geopolityka zdefiniowana w sposób, w jaki uczynił to autor, jest nieodróżnialna od polityki – rywalizacji o władzę i wpływy pomiędzy rozmaitymi podmiotami państwowymi i niepaństwowymi. Tak rozumiany termin „geopolityka” zostaje sprowadzony do bardziej wymyślnego synonimu polityki. „Geopolityka zewnętrzna” i „geopolityka wewnętrzna” państwa okazują się tożsame z jego polityką zagraniczną i wewnętrzną; trudno tylko dociec, czemu ma służyć to terminologiczne zamieszanie.
 
Utożsamianie przez autora geopolityki po prostu z polityką uwidacznia się wyraźnie, gdy posługuje się on takimi wyrażeniami, jak: „geopolityczne rewindykacje nowego narodu” (s. 24), „walki geopolityczne” (s. 24), „wydarzenia geopolityczne” (s. 25), „napięcia geopolityczne” (s. 25, 410), „relacje geopolityczne” (s. 26, 68, 246), „rywalizacja geopolityczna” (s. 56), „kampania geopolityczna” (s. 57), „geopolityczne spory” (s. 82), „geopolityczne modele państwa” (s. 93), „konflikty geopolityczne” (s. 103, 295, 297, 383), „geopolityczna wola” (s. 112), „stosunki natury geopolitycznej” (s. 213), „debata geopolityczna” (s. 283), „stosunki sił geopolitycznych” (s. 313), „geopolityczne rokowania” (s. 366); a także w stwierdzeniach w rodzaju: Sojusz z Anglią był praktycznie jedną z podstaw geopolityki portugalskiej (…). (s. 74).
 
Niektóre z tych wyrażeń – np. „kierunki geopolityczne polityki francuskiej” (s. 146), „strategie geopolityczne”[3] (s. 180), „polityka geopolitycznej wielkości” (s. 185) – wprawiają w zakłopotanie nie tylko ze znaczeniowego, ale nawet z czysto językowego punktu widzenia. To nagminne mylenie geopolityki z polityką, przewijające się przez całą książkę Lacoste’a, warto skontrastować z najobszerniejszym jak dotąd wydanym w języku polskim opracowaniem poświęconym geopolityce sensu stricto, gdzie czytamy: Przede wszystkim geopolityka nie jest polityką ekspansji terytorialnej. Nie jest w ogóle polityką. Jest dyscypliną naukową z pogranicza geografii, historii i nauk politycznych, a także ekonomii i nauk społecznych (…).[4]
  
Jednocześnie autor posługuje się pojęciem geopolityki, nadając mu inne jeszcze znaczenie, niż opisane powyżej. Mianowicie, widzi w niej także zbiór sposobów konceptualizacji przestrzeni przez człowieka w jego własnym umyśle oraz odnoszenia jej do sfery polityki. Stąd na kartach książki obecność wyrażeń: „argumenty geopolityczne” (s. 48), „wizja geopolityczna” (s. 49), „geopolityczne wyobrażenie” (s. 51, 55, 126, 245), „geopolityczna idea” (s. 56, 129, 316), „pomysł geopolityczny” (s. 180), „geopolityczna nazwa” (s. 205); stąd też uznanie zmian we francuskiej opinii publicznej w 1940 r. za przejaw geopolityki (s. 139) czy stwierdzenia w rodzaju: Idea narodu, fundamentalna w geopolityce, jest sama w sobie jednoznacznie geopolityczna, ponieważ odnosi się do terytorium oraz do zasady niezależności, czyli konfliktu władzy. (s. 25). Mamy tutaj do czynienia z rozumieniem geopolityki charakterystycznym dla nurtu postmodernistycznego we współczesnej geopolityce akademickiej[5].
  
W tym kontekście warto przyjrzeć się niektórym elementom aparatu pojęciowego, jaki wykorzystuje autor na użytek swego wywodu. Istotną rolę odgrywa w nim pojęcie „zespołu geopolitycznego”. W ujęciu Lacoste’a oznacza ono grupę państw, wyodrębnianą w geopolityce (trudno powiedzieć, jak definiowanej) jako większa, ponadpaństwowa całość ze względu na wspólne cechy, ale też na powiązania i konflikty między nimi (s. 28). Jest to nader nieprecyzyjne wyjaśnienie; stosowanego terminu nie doprecyzowuje bynajmniej uwaga, że o uznaniu określonych państw za zespół geopolityczny przesądza wielość bezpośrednich interakcji między nimi (s. 29). Państwa, które ze sobą graniczą lub leżą w pobliżu siebie, zawsze bowiem wzajemnie oddziałują politycznie, bez względu na to, czy znajdują się w stanie konfliktu, czy kooperacji – wyłączenie tego oddziaływania nie jest możliwe. Nawet, jeżeli państwo oficjalnie odmawia utrzymywania ze swoim sąsiadem jakichkolwiek stosunków, a zarazem nie prowadzi przeciw niemu działań wojennych (np. Litwa wobec Polski w latach 1920-1938), nawet, jeżeli graniczące ze sobą państwa należą do dwóch skonfliktowanych bloków politycznych, wojskowych bądź ekonomicznych (np. NRF i NRD albo Turcja i ZSRS w okresie powojennym), nieprzerwanie zachodzą pomiędzy nimi interakcje i znajduje to odzwierciedlenie w prowadzonej przez nie polityce. Według autora zespoły geopolityczne mają z reguły charakter kontynentalny, tzn. składają się z państw sąsiadujących ze sobą na lądzie; Śródziemnomorze pozostaje w jego ocenie jedynym wielkim zespołem geopolitycznym zintegrowanym wokół basenu morskiego (s. 29).
 
W obrębie zespołu geopolitycznego da się dodatkowo wyróżnić dwa lub więcej podzespołów (s. 30). Zespół geopolityczny może składać się z peryferii innych zespołów geopolitycznych, nawet jeżeli znacznie różnią się one od siebie albo wręcz są ze sobą zantagonizowane (s. 29). Za ilustrację może służyć właśnie zespół geopolityczny Śródziemnomorza, ponieważ leży na przecięciu dwóch innych rozległych zespołów, które nazywa się Europą lub Unią Europejską (oba te pojęcia nie są tożsame) na północy i światem arabskim czy muzułmańskim (pierwszy jest podzespołem drugiego) na południu (s. 30) oraz obejmuje część trzeciego zespołu geopolitycznego – NATO (tamże). Powstaniu zespołu geopolitycznego sprzyja fakt, że stanowi on zwartą jednostkę geograficzną i geologiczną (s. 175), lecz nie jest to warunek niezbędny – zespół geopolityczny Śródziemnomorza to kompleks jednostek lądowych bardzo zróżnicowanych geograficznie (s. 29). Zdaniem autora, zespół geopolityczny Śródziemnomorza grupuje około trzydziestu państw, z czego niektóre nie mają dostępu do Morza Śródziemnego, ale są połączone z pozostałymi więzami intensywnych interakcji politycznych (s. 42-43).
 
Podsumowując, autor nie wskazuje wyraźnych podstaw wyodrębniania „zespołów geopolitycznych”. Jak się wydaje, ma ono charakter czysto konwencjonalny. W jeszcze bardziej niejasny sposób, bo w ogóle go nie tłumacząc, posługuje się autor pojęciem „fasad” kontynentów wokół Morza Śródziemnego (s. 48-50), zaadaptowanym do geografii z architektury.
  
Na pierwszej karcie książki Lacoste stwierdza, iż nie da się uprawiać refleksji geopolitycznej bez wiedzy dostarczanej przez historię (s. 15). I właśnie opowiadanie historii wypełnia niemal całkowicie dalsze jej strony, chociaż nie brakuje w niej całkiem ustępów poświęconych właściwej geopolityce – badaniu, w jaki sposób warunki geograficzne wpłynęły na przebieg procesów politycznych (s. 74, 205, 290, 299, 301, 310-311, 337-338). Książka Geopolityka Śródziemnomorza jawi się jako całkiem interesująca synteza historyczna. Jako praca z zakresu geopolityki nie jawi się właściwie wcale.

 

Recenzja została przyjęta do druku w tomie 5. "Przeglądu Geopolitycznego" (2012).

 

 


[1] Zob. Jakub Potulski, Wprowadzenie do geopolityki, Gdańsk 2010, s. 248-259.

[2] Nie jest to jedyny taki przypadek. Daje się wręcz zaobserwować rosnąca tendencja do nazywania „geopolityką” wszystkiego i czegokolwiek. Zob. np. Dominique Moisi, Geopolityka emocji, Warszawa 2011.

[3] O relacjach i różnicach między strategią a geopolityką zob. Leszek Moczulski, Geopolityka. Potęga w czasie i przestrzeni, Warszawa 2010, s. 592-603.

[4] Tamże, s. 70.

[5] Zob. Jakub Potulski, Geopolityka w świecie ponowoczesnym, Częstochowa 2011.
 
 
 
 
 
 
 
 

Komentarze

komentarze

stat4u